Jesteśmy ze sobą od roku. Było nam dobrze, uwielbialismy spędzać czas wspólnie. Na samym początku znajomości mój facet zawiódł moje zaufanie. Wybaczyłam mu. Z każdym kolejnym miesiącem moje i jego zaangażowanie w związek rosło. I tu pojawił się mój problem... zazdrość i brak zaufania. Byłam zła o każdą dziewczynę z jaką miał kontakt.
Nudząc się w pracy, dla żartu napisałam do niego, podając się za jakąś inną dziewczynę. Podchwycił rozmowę, zapisał jej numer, mimo ze dziewczyna wyraznie go podrywała. W gruncie rzeczy nie zachowywał się źle- ignorował zaproszenia do kina itd, powiedział, że ma dziewczynę i że jeżeli owa nieznajoma chce utrzymywać relacje to tylko na stopie koleżeńskiej. Przystała na to i zaproponowała spotkanie. Zgodził się. Gdy zapytała co na to jego dziewczyna, stwierdził, że coś wykręci.. Wie, że to nie w porządku, ale jest zazdrosna i jak powie prawdę to może w zasadzie nie ruszać się z domu. Dlatego nie mówi wszystkiego.
Spotkaliśmy się następnego dnia żeby porozmawiać. Byłam wściekła. Powiedział, że nie wie jak mógl sie tak zachowac, ze to bylo bardzo nie w porzadku. Nie chcial jej podrywac, ale nie umialby mi powiedziec prawdy, bojac sie jak znow zareaguje.
Bolalo mnie to, ale widzialam tez swoja wine- swoje nadmierne wkurzanie sie o kazdy jego kontakt z jakakolwiek dziewczyna...
Płakał gdy zapytalam czy nie bedzie mu brakowac wspolnych chwil... Ale powiedzial, ze nie wie czy umie byc w tym zwiazku dalej. Ze nastawil sie ze z nim zerwe, przemyslal wszystko co zlego zrobil i ze stwierdzil, ze nie zasluguje na takiego faceta. Postanowilismy sprobowac. Spedzilismy razem dzien. Potem zadzwonil i powiedzial, ze dobrze nam sie spedzalo czas w ciagu tego dnia, ale czul jakby przytulal i calowal kogos obcego.. ze nie sprawialo mu to takiej przyjemnosci jak kiedys... bo przez caly dzien wczesniej staral sie tak sterowac emocjami, zeby rozstanie bolalo jak najmniej. Probowal to zaakceptowac i udalo mu sie to.
Powiedziall, ze nie wie, czy umie probowac skleic zwiazek, wiedzac ze obecnie nie umie sie tak zaangazowac jak wczesniej. Ze ja w tym czasie moglabym wkladac w to coraz wiecej siebie i gdyby okazalo sie, ze on "tego nie czuje" to bede cierpiala... A on za bardzo mnie szanuje, zeby mi to robic.
Ustalilismy ze moze te watpliwosci to wina emocji- w koncu to wszystko dzialo sie w ciagu 72h i jest jeszcze swieze, a emocje byly ogromne.
Obydwoje potwierdzilismy, ze sa rzeczy dla
ktorych warto by bylo sprobowac, ze bylo nam dobrze razem. Mimo to, powiedzial, ze on watpi w to zeby mogl sie zaangazowac... Wyjasnilam mu, ze moze potrzebujemy uspokoic nerwy. I gdy minie troszke czasu to zmieni zdanie i dawne uczucie wezmie gore. Naklonilam go do tego, by dac temu szanse. Poprosilam o odrobine pozytywniejsze myslenie... Tylko co dalej?
Przepraszam, ze ta wiadomosc jest tak dluga... .