byłam w 3 poważnych związkach. Pierwszy trwał 4 lata, drugi 1 rok a trzeci 2 lata. Każdy z nich kończył się zdradą dokonywaną przez facetów.
Pierwszy wyjechał za granice i tam poznał babe, drugi odszedł do innej bo niby przestał mnie kochać, a trzeci zdradzał mnie już od drugiego roku jak byliśmy ze sobą aż w końcu totalnie się zauroczył w innej i odszedł mówiąc mi że woli być sam.
obwiniam się za to wszystko co mnie spotkało jakby to była moja wina że każdy z nich wolał inna. co ja takiego zrobiłam ?? czy swoim zachowaniem ich odtrąciłam ?? czemu akurat mnie ?? przecież starałam się być dobrą kobietą dla nich.
tylko z tym pierwszym facetem byłam tak naprawdę szczęśliwa ...... eh
Podobne tematy
2 2010-08-28 20:55:51 Ostatnio edytowany przez pepitka (2010-08-28 21:10:19)
Ja jestem po czterech związkach, z czego dwa skończyły się zdradą. Za pierwszą zdradę obwiniam raczej siebie, bo to była pierwsza miłość, a ja popełniałam każdy możliwy błąd jaki można popełnić w relacji z facetem - wydzwaniałam ciągle, prawiłam mnóstwo komplementów, narzucałam się, pokazywałam zazdrość, marudziłam, miałam niską samo ocenę... i plask. Z drugim facetem, który mnie zdradził... cóż tu była raczej jego wina. To był taki typowy Piotruś Pan i podrywacz, chciał zjeść ciastko i mieć ciastko. Było wiele sygnałów, że jest coś z nim nie tak - ale ja przez długi czas to ignorowałam, wierząc, że się zmieni. Obecnie jestem sama, choć z kimś tam się spotykam, na koleżeńskiej stopie. Po tych związkach, a zwłaszcza zdradach stałam się strasznie cyniczna, sarkastyczna jeśli chodzi o... facetów i "miłość", jeśli tak owa w ogóle istnieje.
Wiem, że będę się bronić przed zakochaniem ze strachu. Jestem jeszcze młoda, pewnie wszystko przede mną (chyba), ale faceci z którymi byłam niestety trochę spaczyli moje patrzenie pozytywne na związki. W przyszłości albo będę ranić, bo mnie zraniono.. albo jak pojawi się ktoś fajny, to ucieknę ze strachu, że ten ktoś mnie skrzywdzi.. ![]()
Ja też tylko pierwszego faceta naprawdę kochałam...
ja też miałam syndrom zazdrośnika przy ostatnim facecie. Dzwoniłam kiedy nie wracał do domu o 3, robiłam awantury o koleżanki. Przy nim moja samoocena ucierpiała niesamowicie i do dziś mam wrażenie że jestem nieatrakcyjna ....
4 2010-08-28 21:45:23 Ostatnio edytowany przez pepitka (2010-08-28 21:46:37)
Ja niestety też z powodu niskiego poczucia własnej wartości popadłam w syndrom zazdrośnika, a może odwrotnie. Syndrom bardzo złośliwy i niszczący relacje niestety. Trochę tak, jakby wywoływać wilka z lasu. Zazdroszczę niektórym znajomym "zdrowych" związków... a może wyglądają na zdrowe tylko z zewnątrz, hm, nie wiem...
Czasami mam wrażenie, że ja nie umiem być w związkach. Niekiedy nie wiem jak się zachować. Nie umiem wyznaczać granic. Jestem za dobra, albo za wredna. Eh. Gubię się jak Ty bez serca;)
ja teraz poznałam faceta jak z bajki, każda by chciała z takim być. i właśnie jednego dnia jestem dla niego przesłodka tak jak on dla mnie a drugiego wredna zimną zołza we mnie wstępuje i nie umiem tego opanować. okrutnie się z tym czuje bo chcę dać temu szanse bo jest cudowny idealny kandydat na męża na partnera do życia. nie umiem wypośrodkować tego jak go traktować. jestem teraz nie ufna podejrzliwa wredna i zimna. zabiło we mnie wszystko to co było delikatne i niewinne......
nie wiem co mam ze sobą zrobić już
6 2010-08-28 22:01:44 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-08-28 22:04:13)
ja też miałam syndrom zazdrośnika przy ostatnim facecie. Dzwoniłam kiedy nie wracał do domu o 3, robiłam awantury o koleżanki. Przy nim moja samoocena ucierpiała niesamowicie i do dziś mam wrażenie że jestem nieatrakcyjna ....
A ja mysle ze to tak dziala, ze ta samoocena była niska juz wczesniej, a ON moze nas tylko w tym bolesnie utwierdzic.
Jesli ktos kocha i szanuje siebie samego i ma wlasciwa samoocene to zaden czlowiek nie jest w stanie wyperswadowac mu tego z glowy.... i stanowczo nie w rok lub dwa.
Odniesimy sukces oraz uzyskamy poprawne traktowanie nas przez partnerow jesli przed jakimkolwiek zwiazkiem zadbamy o swoja "psyche"
Popracujemy nad samoocena, charakterm, lękami i wszystkimi toksynami toczacymi nasz umysl od genow z czasow pierwszych rozbiorow Polski, lub gwaltu dokonanego na praprzodkowej przez tureckiego najezdzce. Bo te kompleksy to z pokolenia na pokolenia lizą za nami jak takie srebra rodowe.
Ja tez dostalam moje srebra rodowe. Zaczelo sie chyba od prababci ok 1900r, dla ktorej pradzidek popelnil mezalians tylko po to by jej nigdy nie szanowac, a ona cale zycie starala sie "zasluzyc" na milosc tak zacnego pana.
To "staranie sie o bycie dobra kobieta dla NIEGO, rezygnacje z wlasnych potrzeb... " odziedziczylo potomstwo i wszystkie nastepne potomczynie rodu.
I teraz jestem JA.
Dzien dobry!
Robie sobie operacje na mysleniu... dla corki, ktora kocham nad zycie i wnuczek, ktorych nie mam jeszcze. Jest Sierpien rok 2010.
7 2010-08-28 22:27:24 Ostatnio edytowany przez pepitka (2010-08-28 22:29:37)
bez serca napisał/a:ja też miałam syndrom zazdrośnika przy ostatnim facecie. Dzwoniłam kiedy nie wracał do domu o 3, robiłam awantury o koleżanki. Przy nim moja samoocena ucierpiała niesamowicie i do dziś mam wrażenie że jestem nieatrakcyjna ....
A ja mysle ze to tak dziala, ze ta samoocena była niska juz wczesniej, a ON moze nas tylko w tym bolesnie utwierdzic.
Jesli ktos kocha i szanuje siebie samego i ma wlasciwa samoocene to zaden czlowiek nie jest w stanie wyperswadowac mu tego z glowy.... i stanowczo nie w rok lub dwa.
Odniesimy sukces oraz uzyskamy poprawne traktowanie nas przez partnerow jesli przed jakimkolwiek zwiazkiem zadbamy o swoja "psyche"
Popracujemy nad samoocena, charakterm, lękami i wszystkimi toksynami toczacymi nasz umysl od genow z czasow pierwszych rozbiorow Polski, lub gwaltu dokonanego na praprzodkowej przez tureckiego najezdzce. Bo te kompleksy to z pokolenia na pokolenia lizą za nami jak takie srebra rodowe.
Ja tez dostalam moje srebra rodowe. Zaczelo sie chyba od prababci ok 1900r, dla ktorej pradzidek popelnil mezalians tylko po to by jej nigdy nie szanowac, a ona cale zycie starala sie "zasluzyc" na milosc tak zacnego pana.
To "staranie sie o bycie dobra kobieta dla NIEGO, rezygnacje z wlasnych potrzeb... " odziedziczylo potomstwo i wszystkie nastepne potomczynie rodu.
I teraz jestem JA.
Dzien dobry!
Robie sobie operacje na mysleniu... dla corki, ktora kocham nad zycie i wnuczek, ktorych nie mam jeszcze. Jest Sierpien rok 2010.
Zazdrości, uwielbiam Twoje posty! Włączają mi logiczne myślenie. Zdrowe myślenie. Włączają mi egoizm zdrowy.
Tak, wpierw troszczmy się o siebie, swój środek wypielęgnujmy. Ja nad tym pracuje ostatnimi tygodniami. Plewie w ogródku swojej duszy, uczę się z doświadczeń innych - przeglądając to form, czytając psychologiczne książki. Z coraz lepszymi efektami pracuje, by kochać siebie na nowo. Jak siebie pokocham w 100% - to wtedy może będę gotować kochać kogoś normalnego, miłością normalną też.
8 2010-08-28 23:42:34 Ostatnio edytowany przez bez serca (2010-08-28 23:42:50)
no dobra wszystko ładnie pięknie ale jak chociaż zacząć pracować nad budowaniem samooceny ??