Natknęłam się ostatnio na ciekawy artykuł na GW dotyczący wieku rozpoczynania pracy w Polsce. Okazało się, że stoimy w ogonie Europy, że większość naszych studentów nie garnie się do pracy i rozpoczyna ją długo po odebraniu dowodu.
Przeprowadzone badania pokazują, że w przeciwieństwie do większości krajów europejskich u nas w przedziale wiekowym 15-19 lat pracuje niewielki odsetek nastolatków (choćby sezonowo), a w grupie 20-26 lat ten odsetek zwiększa się nieznacznie.
Z kolei dziś, znów GW opublikowała artykuł dot. źródeł utrzymania studentów i znów okazało się, że w niektórych województwach nawet 85% studentów korzysta ze znacznej pomocy finansowej rodziców nie podejmując pracy. Jeden z oburzonych internautów dodał, że boli go, gdy skończył 26 lat i musi odprowadzać składki oraz że składki powinny obowiązywać dopiero po 30 (!) roku życia.
Co o tym sądzicie?
1. Od jakiego wieku powinno się zarabiać na siebie?
2. Jak patrzycie na pracujących licealistów? Czy w liceum powinno się "uczyć, nie pracować" czy może raczej poszukiwać pracy, choćby dodatkowej?
3. Czy w Polsce nie da się godzić pracy ze studiami? Czy może tak jest studentom po prostu wygodniej?
4. Jak radzi sobie na rynku pracy absolwent z minimalnymi doświadczeniami zawodowymi?