Czesc, jestem nowa na foum i prosze Was o rade, bo nie wiem jak na to patrzec. Boje sie kolejny raz zaanagzowac beznajdziejnie.
Poznalam faceta. jest moim mozna powiedziec idealem pod kazdym wzgledem. Ale zastanawiam sie czy ma to sens.
Problem w tym ze jak go poznalam konczyl sie zwiazek z moim facetem juz eksem trzymalo mnie cos ze nie moglam zakonczyc zwiazku, powiadomilam o tym tego terazniejszego ze bedzie musial poczekac jak tylko chce , nie chce go trzymac na sile. On sam sie zgodzil. Ten facet byl kiedys typem podrywacza strasznego, nawet opowiadal ze do Niego do domu wpadaly codziennie inne laski , ale teraz chce kogos na powaznie , juz te ostatnie dziewczyyn mial na powaznie. A zmierzam do tego ze odrazu mi sielampka zapalila ze taki typ moze sie nie zmienic szybko i majac wolny czas chcialam zoabczyc jak to on na mnie czeka. Jeden sprawdzian byl taki ze napisalam na Jego konto na sympatii jako ktos inny , odpisal, zadzwonil. Przyznalam sie, zdjal konto. Drugie na gg napisalam , tez sie chcial smialo umowic. Napisalam ze to ja on odrazu na to to ze nie udalo mi sie go nabrac( jak nie jak rozmowa trwala 20min), ja ze go nabralam on na to "chuja ci sie udalo". Nie spodziewalam sie takiej odpowiedzi, bo tak sie nie wyraza, jest mily, czuly wrzliwy, albo tak zna kobiety ze mowi co chce uslyszec itd. Nie moge go rozgryzc. Potem zaczal sie tlumaczyc, ze to nie byl on ze musial sie tak zachowac,ze mimo on ja go sparwdzam a sama jeszcze jestem w zwiazku. OK rozumie, naprawde nie bylam zla bo wiem sama co robie.
A teraz 2 sprawa: Finansowa. Facet zarabia 2500. Znamy sie od poczatku maja. Tylko na 2 pierwszych randkach zaplacil za cole. Teraz to wyglada tak ze najlepeij prponuje spotkanie na spacer, albo jeszcze lepiej u mnie lub u Jego rodzicow w domu. Wiec ja przejmuje role i place za nas. Co mnie nurtuje to to, ze jak facet moze nie chciec zaimponowac kobiecie n1 szych randkach. Mieszka z rodzicami, za paliwo mu zwracaja pieniadze z pracy. Twierdzi ze zlapal mandat, ma dlugi bo kiedys chcial zaimponowac dziewczynom, raty za auto i odklada na przyszly rok na motor.
Naprawde jest facetem o jakim marzylam , dla mnie b,dobry, az za dobry. Czy ja jestem stuknieta tak naprawde???
Podobne tematy
Tak jestes stuknięta.
Daj sobie z nim spokój on sie tak szybko nie zmieni - o ile kiedykolwiek sie zmieni...
Sprawdziłas go 2 razy - oba sprawdziany oblał - czego jeszcze potrzebujesz ? Jakich dowodów?
Uciekaj jak najprędziejpóki nie jest za pózno...
P/s
2500zł to wcale nie takie rewelacyjne zarobki.
Anetakrak - z przykrością muszę powiedzieć, że boisz się kolejnego zranienia a ulokowałaś uczucia beznadziejnie. Sama dostrzegasz jego minusy, zdajesz sobie sprawę, że coś z nim nie tak - ale brniesz dalej w ten "związek", bo on jest dla Ciebie "aż za dobry". Co to znaczy "za dobry"? Kobieto, obudź się. Zasługujesz na miłość, szacunek, uznanie a nie rolę przystani dla rozrywkowego chłopca. To co napisałaś wystarczy, żeby mieć pewność, że on się nie zmienił. Może tylko o tyle, że nie codziennie inne laski go odwiedzają, ale od czasu do czasu jakaś świeżynka się przewinie bez zobowiązań. Jeśli 2 dowody Ci nie wystarczą, to zapewne wkrótce znajdziesz kolejne (aczkolwiek na pewno będzie się coraz lepiej krył) - problem jest tylko taki, że nie uwierzyłaś na podstawie tych dowodów - nie uwierzysz i następnym. Będziesz się tylko zadręczać, szukać kolejnych dowodów jego nieuczciwości, szukać wytłumaczenia dla tych, które znalazłaś... Czy tak wygląda opis życia z "za dobrym" facetem?
Uciekaj od niego szybciutko. Im krócej jesteście ze sobą tym łatwiej. Nie rzucaj się od razu w następny związek - najpierw musisz dojść do porządku sama ze sobą - inaczej znowu trafisz beznadziejnie...
4 2010-07-23 14:28:08 Ostatnio edytowany przez anetakrak (2010-07-23 14:34:18)
Wmawiam sobie ze nie moge miec pretensji o ile doczytalas bo dopiero wlasnie teraz mam zakonczyc swoj zwiazek ktory trwal rok i powiem Ci ze bardzo sie pstatnio poprawilo na naprawde ok. Ale mysle ze jesli by mu tak zalezalo by postapil w tych 2 razach inaczej, on na to ze dopero jak bedziemy normlanie razem bedzie mogl powiedziec zeby spadaly np jakies laski, a pozatym nie zobil nic zlego bo i tak by sie nie spotkal.
Uwazam choc zarabiam ja wiecej ae mam na utrzymaniu dom itd bo sama sobie radze ze dla faceta ktoy jest 2,500 jest wystarczajaco, mieszkajacego z rodzicami zeby zostawic cos sobie zeby gdzies zaprosic kobiete. Pozatym w wekend wychodzi ze znajmomymi do puu czy gdzies. To co wszyscy mu stawiaja? Jak byl kumpel z anglii jego to caly tydz imprezowali, jezdzilio taksowkami itd. On ciagle powtarza ze jest biedny i tak pewnie go zostawie, mi to nie przeszkadza wole byc szczesliwa, ale cos w Jego czary przestaje wierzyc.
Vinnga- dziekuje za odpowiedz. Zawsze trafialam na fectow ktorzy maja problem z okazywaniem uczuc, a tu trafilam na kogos kto chyba zamydlil mi oczy i zaczelam sie dlatego zastanawiac. Byl to facet z ktorym mozna o wszystkim pogadac, otwarty, caly czas pisal, dzwonil, okazywal uczucia, uczynny,nie bal sie zobowiazan, byl gotowy sie zareczac nawet jak bede pewna ze to ten...
Tak potzrebowalam tego ze to mi sie spodobalo a teraz zaczelam sie sama zastnawiac... Jestem kobieta ktora podoba sie facetom, zarabiam swoje pieniadze, mieszkam sama, jezdze dobrym autem, nie wiem czy czasami on nie patrzy na mnie tak przez pryzmat tych rzeczy.
Nie jest istotne co on ma , chce byc tylko z kims szczesliwa a to jednak tak duzo, i taie trudne...
Anetko - te Twoje cytaty bardzo mi przypominają mój poprzedni związek. Nie wierz mu! Ty nie jestes jakąś zakompleksioną myszą, która musi łapać to co los daje bo nie wierzy, że zasługuje na coś lepszego! Teksty "dopiero jak będziemy normalnie razem" i "i tak bym się z nimi nie spotkał" to klasyka, którą puszczalscy faceci usprawiedliwiają uzasadnione protesty swoich kobiet. Też to kiedyś słyszałam. Potem się okazało, że jednak się spotykał. A jak Wy teraz jesteście razem, skoro nie "normalnie"? Proszę Cię, nie wierz mu, nie wiąż z nim planów i nadziei, bo prędzej czy później się dowiesz, że nie tylko Tobie deklarował gotowość natychmiastowych oświadczyn...
I to podejście do kwestii finansów... Żałosne...