netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

List do męża.....

64 odpowiedzi53 501 wyświetleńzałożony przez ankinom, 21.09.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » List do męża.....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 65 ]

1

Temat: List do męża.....

Ten ostatni kryzys bardziej mnie zmusił do przemyśleń, może dlatego, że po każdym innym po kilku dniach zostawialiśmy nie wyjaśnione kwestie ?własnemu biegowi?, a tym razem podło za dużo raniących słów, prawdziwych, co nie zmienia, że bolały jak cholera. Właśnie te ?słowa? sprawiły, że zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie DLACZEGO? JAK TO SIĘ STAŁO? JAK MOGLIŚMY DO TEGO DOPUŚCIĆ? sad I tak dzień po dniu szukałam odpowiedzi, sięgnęłam do wspólnych naszych chwil, do początku znajomości, później małżeństwa. I znalazłam odpowiedź: MIĘDZY NAMI NIGDY NIE BYŁO MIŁOŚCI! tylko coś na kształt zauroczenie, które jak wiadomo ulatuje jak mydlana bańka, jak tylko spotka się oko w oko z prawdziwym życiem, jego radościami ale i problemami, których nie wiem dlaczego zawsze jest więcej niż tych przyjemnych chwil ?.no cóż życie? sad

Wychodząc za Ciebie, dzisiaj nie jestem pewna, czy kierowało mną wtedy uczucie, czy chęć ?wyrwania ?się z domu, miałam wizję bezpiecznego życia, to wystarczyło, poza tym co 19 lata może widzieć na temat miłość? nie miałam możliwości ?zobaczyć? jak wygląda prawdziwy związek, to co miałam w domu niestety za wzór  nie posłużyło i wtedy pojęcia nie miałam co i jak powinnam robić by stworzyć ciepły, rodzinny dom. Może gdybym spotkała innego mężczyznę , który podjął by się razem ze mną budowania naszego gniazda, pokazał jak powinna wyglądać rodzina, albo lepiej sami wymyślilibyśmy swój scenariusz szczęśliwej rodziny ?.ach rozmarzyłam ?ale  spotkałam Ciebie, który miał w głowie poukładany plan na idealny związek, miał wizję jaka powinna być jego żona, matka jego dzieci, tylko nie umiał się z tym podzielić? tak ja wiem, mieliśmy wiele rozmów czego oczekujesz, CZEGO TY OCZEKUJESZ, czy choć raz mnie zapytałeś jak ja to widzę? Nie wiem jak to się stało, ale od samego początku wzbudzałeś we mnie poczucie winy, pamiętam jak byliśmy w Zakopanym, na pozór zakochani ?i pamiętam do dziś: siedzimy w jakiejś tawernie, domku,  nie ważne, palił się kominek i piliśmy grzane wino, romantyczna sceneria, prawda?, ale rozmowa między mężczyzną i kobietą wcale nie była romantyczna, nie pamiętam o czym była ?.ale pamiętam jak ta sama kobieta później skulona pod prysznicem płakała i powtarzała, tak on ma RACJĘ, ja MUSZĘ  się zmienić, to pieprzone poczucie  winy towarzyszyło mi przez całe nasze małżeństwo, co złe MOJA wina, zakochał się w innej MOJA wina, wylało się mleko MOJA wina. Ale wiesz co, nie mam o to do Ciebie żalu tu zawiniło moje niskie poczucie winy, na które nie miałeś żadnego wpływu, ale mogłeś to zmienić, niestety później je wykorzystałeś do ociągnięcia swoich celów i nie pomogłeś mi się poczuć wartościową kobietą, ba ja nawet przy Tobie nie czułam się w ogóle kobietą,? nigdy nie poczułam się przez Ciebie doceniona, nawet jak urodziłam Twoje dzieci  nie usłyszałam: kochanie dzielnie się spisałaś, jestem z ciebie dumny!

Oprócz poczucia winy czułam strach przed Tobą, oj nie przesadzam, naprawdę często się bałam Twojej reakcji, jak coś zrobiłam np. wydałam za dużo pieniędzy (przeglądanie konta to dla mnie był ogromnym stresem, fakt zbyt oszczędna to ja nie byłam, ale winę przypisuję biedzie, w przeciwieństwie do Ciebie czasami jadłam suchy chleb, oby, ale zostawmy to, choć na pewno miało to na mnie ogromny  wpływ), czy jeżeli coś sobie kupiłam to wracałam do domu z sercem na ręku, a nie daj Boże nie zdążyłam posprzątać w domu, choć starałam się wbrew temu co o tym sądzisz nie dopuszczać do tego! Czy Ty wiesz, że ja przed Twoimi przyjściem z pracy dopiero sprzątałam? Nie dlatego, że nie miałam czasu, ale bałam się, że do tego czasu dzieci zdążą nabrudzić, ganiałam zbierając zabawki a i tak kurczę potrafiłeś zrobić mi awanturę o głupią zabawkę pod stałem, ale nie zauważyłeś pomytych podłóg, no tak to normalne, że się myje podłogi co tutaj doceniać? Ja wiem Twoja mama perfekcyjna Pani domu, ale czy szczęśliwa, pytanie retoryczne to jej sumienie? ja w każdym bądź razie nie byłam z Tobą szczęśliwa?. sad

Zarzucałeś mi, że w domu nie mam mojej ręki, bo jej nie mogło być, gdyż o wszystkim decydowałeś sam. Pamiętam jak mówiłeś, że powinnam urządzić kuchnie  to kobiety królestwo, czyli z automatu przydzieliłeś moje miejsce , pewnie temu zaprzeczysz, że jesteś za równouprawnieniem to jak wytłumaczysz, atak na mnie kiedy nie umyłam garnka? Wracając do urządzania naszego gniazdka przyznaje się, że nie miałam ?gotowej wizji? , ale miałam kila pomysłów, niestety odmienny od Twoich i tak z rok na rok straciłam zapał?. straciłam poczucie, a przepraszam, nie zdążyła się zżyć z naszym mieszkaniem. Nie rozpaczałam z tego powodu, nie każdy musi być we wszystkim dobry, uznałam, że masz lepszy gust i urządzanie zostawiłam Tobie i myślałam, że sprawia to Tobie radość, ja byłam, a właściwie wydawało mi się, że jestem dobra w innych rzeczach np., ogólnej logistyce, miałam wrażenie, że ogarniam to wszystko, a jeszcze jak poszłam na studia to oohoho byłam dumna z siebie, że ze wszystkim sobie radzę: z domem, pracą zawodową, dziećmi ba i nawet stypendium dostałam, no ale szybko ustawiłeś mnie do pionu? to za mało, abyś mnie pokochał, zawsze ciut ciut za mało, aby zasłużyć na Twoją  miłość?  Nie wiem dlaczego, ale zawsze miałam poczucie, że ja muszę sobie zasłużyć na miłość, na dobre słowo od Ciebie, uznanie, uśmiech,?.

Ale miało być o mnie, a więc ( nie powinnam tak zaczynać zdania, to nie gramatycznie) a więc zastanawiałam się, kiedy poczułam, że owe zauroczenie ( bo, że miłości nie było to wyjaśniłam na początku) mija? Pierwszy raz to było, kiedy mieszkaliśmy U Krzyśka i powiedziałeś mi, że zmuszasz się do seksu ze mną, SZOK, ale dlaczego ja już wtedy nie zostawiłam Ciebie??? Jak, że jestem osobą, trudno to przyznać, ale jak już przelewam tu swoją szczerość to trzeba iść dalej, która siebie NIE SZANUJĘ (zajęło mi 16 lat odkrycie, że pozwałam sobie, na nie szacunek!) popłakałam sobie i jakoś zapomniałam?.

Drugi raz ,czułam, że ?coś? ze mnie ulatuje, po awanturze o nierozmrożoną rybę, pamiętam, że to wydarzyło się w piątek, który nie pamiętam, ale czas postny, więc mięso nie wskazane, ja byłam w ciąży z naszym synem, no już wysoko bo przed świętami Wielkanocnymi. A zauroczenie całkowicie minęło, kiedy byłam w ciąży z córką ( wniosek nasuwa się jeden, po jaką cholerę zachodziłam w te ciąże?) dzisiaj w głowie mi się nie mieści, że można tak traktować kobietę w ciąży, która nosi Twoje dziecko i którą podobno się kocha? (no może naiwna byłam, o z całą pewnością NAIWNA byłam, bo wierzyłam w każde słowo kocham nigdy nie pomyślałam, że można komuś powiedzieć: kocham cię, aby poprawić komuś humor! (tak ja Ty to zrobiłeś rok temu w wakacje pamiętasz? Czy tak  chciałeś się wytłumaczyć z nie fortunie wypowiedzianych słów, bo już kilka miesięcy później kochałeś inną?)  do tego służą czekoladki, czy ja dostałam od Ciebie czekoladki? Bo o kwitki upominałam się w każdą rocznicę i urodziny i nie wierzę, że tak trudno zapamiętać 2 daty!)

Wracając do tzw. stanu, podobno, błogosławionego, gdybyś zobaczył  jak inny facet tak traktuje ciężarną kobietę to pewnie w mordę byś jemu przywalił, szkoda, że przez chwilę nie byłam  facetem?.. czy wiesz, że nabawiłam się w ciąży nerwicy żołądka i po każdej awanturze miałam podniesione ciśnienie, a myślisz, dlaczego nasza córka  taka nerwowa, Boże ile ja łez wtedy wylałam, jak bałam się zgrzytu klucza w zamku, jak udawałam, że śpię, żeby nie widzieć Twojego wściekłego, wzroku, ale i tak to nie przeszkodził Tobie z hukiem zwalić wszystkie zabawki na podłogę które Twój wtedy malutki synek poukładał na stole dla TATUSIA!  Jak ja donosiłam tą ciążę ? To był cud, to musiał być cud! O nie mój miły tego się nie zapomina, to się bunkruje w zakamarkach pamięci i nie pozwala wyjść, bo wtedy nie umiałabym z Tobą żyć, a przecież byłam i za żadne skarby nie chciałam odejść, nawet po największym świństwie jaki można zrobić drugiej osobie, czyli po zdradzie, ja nadal chciałam być, zabij mnie, ale nie wiem dlaczego??? ;(

O tym, że Ciebie nie kocham, uświadomiłam sobie teraz, wtedy nie chciałam takiej myśli dopuścić do głosu? a dlaczego sądzę, że z mojej strony również nie było uczucia? A po tym, że oboje byliśmy nastawieni na branie. Ja czekałam na to co Ty jesteś w stanie zrobić, by urozmaicić nasze życie, a Ty czekałeś na  mój ruch  i na tym czekaniu spędziliśmy sobie tak 16 lat. Nigdy nie było między nami tej magicznej więzi, która pozwoliła by nam wspólnie Cieszyć się ze wspólnego spaceru nad jeziorem, cieszyć się wspólnym porankiem, pustaka, nic, zero. Przecież mogliśmy wspólnie pograć w kary, nauczyć gry w szachy , pograć w skrable ,pójść na kurs tańca ( czy wiesz, że zawsze o tym marzyłam i  że uwielbiam tańczyć?) przeczytać ciekawą książkę i wymienić się poglądami., pójść na film, o teatrze i inny rozrywkach nie wspomnę, czy Ty wiesz, że mieszkam tutaj tyle lat, a nie znam miasta  i okolic, a żal ściska, że tyle niedziel zmarnowaliśmy przed telewizorem i tu nie chodziło o pieniądze, nam się NIE CHCIAŁO RAZEM BYĆ!!! Jedynie raz mieliśmy wspólną pasję, nie wiem czy pamiętasz? Rowery. To był świetnie spędzony wspólnie czas, chyba fajnie nam wtedy było razem? Nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie, niech pozostanie jedyną przyjemnością w naszym pogmatwanym związku.

Największym zaniechanie w naszym związku to  brak KOMUNIKACJI, nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, kiedy słyszę  o parach które przegadały ze sobą nie jedną noc , to wtedy się zastanawiam, co z nami było nie tak. Znowu czepiam się Ciebie, ale z mojego punktu wiedzenia Ty nie chciałeś, a może nie potrafiłeś ze mną rozmawiać, według Ciebie mam w sobie coś takiego, że moja osoba, moje rozmowy wzbudzają w Tobie agresję, sam przyznałeś, że jak tylko ze mną rozmawiasz to krzyczysz, w takim bądź razie jakim cudem zostałam Twoja żoną, czym się kierowałeś przy wyborze? Namiętność? Odpada, po tym co mi na początku małżeństwa powiedziałeś, to raczej nie byłeś zachwycony moim wyglądem, to tym bardziej jeszcze większe zdziwienie dlaczego jestem Twoją żoną? Nigdy nie poczułam, że jesteś moim przyjacielem i pewnie ja nie dałam Tobie odczuć, że masz  przyjaciela we mnie, nie wspierałam Ciebie, nie dopingowałam, nie chwaliłam, bo byłam egoistką i chciałam coś za coś. Poza tym ja Ciebie nie znam, paradoksalnie znam Ciebie z Twojej korespondencji z Kasią, to że jesteś romantyczny -  ZDZIWIENIE, to , że masz poczucie humoru -  SZOK, potrafi uwodzić kobietę - ŻAL ?

Ja nie potrafiłam się przed Toba otworzyć, gdyż pary razy się sparzyłam, niestety  zdarzało się, że to co powiedziałam z serca obróciła się przeciwko mnie, smutne, czasami chciałam się tylko wygadać i przytulić a zamiast wsparcia dostawałam 100 rad?. Często nawet nie chciałeś mnie słuchać, no cóż nie była interesującą rozmówczynią (Twoje słowa). Jesteśmy ze sobą 16 lat, ale czy potrafisz powiedzieć co lubię, co mnie śmieszy, co mnie wzrusza, a co wkurza, czego się boję o czym marzę??? Bez obaw ja też nie wiem tego o Tobie i To oddaje świadectwo naszego związku?.

Do dzisiaj oskarżałam Ciebie o zmarnowane życie, ale obydwoje odpowiadamy za to, że nie potrafiliśmy utrzymać rodziny, szkoda, że dzieci są tego świadkami, ale fajnie, że SĄ i myślę, że od nas zależy czy wychowamy ich na szczęśliwych ludzi, choć rodzice mieszkają osobno, to muszą mieć PEWNOŚĆ, że je kochamy. Dość kłótni o pierdoły, kto zawinił i dlaczego, to już za nami, wyciągnijmy wnioski na przyszłość, może się przydadzą.

Ale chce, żebyś wiedział, że mam mały żal do Ciebie ( nie byłaby sobą, gdyby nie było ale smile ), chodzi o Magdę, nie mam pretensji, że się zakochałeś, każdy potrzebuje uczucia, ja go Tobie nie dałam, ale uczciwie byłoby, gdybyś przyszedł i sam mi o tym powiedział! Myślę, że po tylu wspólnych latach, po tym jak urodziłam Twoje dzieci należała mi się szczerość, pomimo, że nie było między nami miłości, nie powinieneś mnie oszukiwać  przez tyle lat! A tym bardziej brać ze mną ślubu kościelnego, przecież od cywilnego minęło 9 lat i już wtedy wiedziałeś, że mnie nie kochasz! To tchórzostwo z Twojej strony i egoizm, a Twoje słowa, że ja Ciebie do tego ślubu zmusiłam przekracza wszelkie granice przyzwoitość!, czy Tobie broń do głowy przystawiłam? Zagroziłam, że odejdę, ha to by było nawet Tobie na rękę.
Wiesz, że bardzo mi zależało na tym ślubie i marzyłam o białej sukni, a Tobie szkoda było kasy nawet na wypożyczenie?  i tu kolejny dowód, nie kochał, więc jakie to ma znaczenie w czym pójdę?. Bo ja mam takie przekonanie, że jak się kogoś kocha to chce się spełniać marzenia drugiej osobie, sprawiać przyjemność drobnostkami no i najważniejsze jest się bardziej tolerancyjnym, tak sobie wyobrażam miłość?.

Gdybyś tak postąpił, nie musiałabym przeżywać tej drugiej zdrady, ja wiem, że dla Ciebie to żadna zdrada, ale wierz mi, może kiedyś kogoś pokochasz i pewnego razu ta jedyna powie: kocham innego, poczujesz nie tylko, że serce Tobie ?pękło? ale również poczujesz się że, ktoś na kogo liczyłeś Ciebie zdradził i wtedy poznasz znaczenie słowa zdrada emocjonalna.

Ale się napisałam, i ten list jest kolejnym dowodem, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, nie potrafiłam by tak na spokojnie Tobie o tym opowiedzieć, bo skończyło by to się kłótnią i moimi łzami?
Nie wiem dlaczego, ale jak pomyślę, że za jakiś czas poznasz inną to już czuję żal, to pewnie z powodu tego cholernego przyzwyczajenia, trudno zasypiać koło kogoś i wiedząc, że nie można się już przytulić ?

Ja przez jakiś czas spotykałam się z pewnym chłopakiem początkowo chciałam wywołać w Tobie zazdrość ale szybko się przekonałam, że na Ciebie to nie działa, że mówiłeś prawdę o tym wypaleniu, a za żadne skarby nie chciałam tej myśli dopuścić do siebie, ale z czasem się przekonałam, że nie jestem jeszcze gotowa, aby stworzyć nowy związek. 


Teraz jest czas aby w końcu poznać SIEBIE, chcę wiedzieć jak jestem, czy faktycznie tak jak Ty opisałeś, a jeżeli tak, czy chcę  z ? taką sobą?  żyć, czy lepiej się zmienić i muszę odpowiedzieć sobie na wiele innych pytań, a najważniejsze chcę odbudować SWOJĄ WIARĘ w siebie..

PS. Mam prośbę, już niczego nie zmienisz, więc już nie krzycz tak, bo powodujesz , że już nie możemy się doczekać kiedy się wyprowadzisz?

2

Odp: List do męża.....

Kochana - wiesz, że ja to wszystko rozumiem... I że czytam to przez łzy - WIESZ, prawda?
Tulę Cię mocno.

3 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-21 23:12:55)

Odp: List do męża.....

ankinom,
wstrząsający list. Zamarłam, czytając go.

Ściskam Cię serdecznie, podziwiając dzisiejszą odwagę.

4

Odp: List do męża.....

i dobrze !!! Trzymaj się mocno !

5

Odp: List do męża.....

Podjęłaś mądrą decyzję, szkoda tylko, że tak późno;-( Trzymam kciuki, abyś ułożyła sobie życie, byś była w końcu szczęśliwa. Ściskam mocno.

6

Odp: List do męża.....

Jak ja Cie dobrze rozumiem...nie rozumiem tylko tych czasów w których zyjemy, bo co chwila słyszy, czyta sie podobne historie. Co się dzieje z ludźmi, dlaczego nie maja żadnych wartości...kiedyś było inaczej, za czasów naszych rodziców...

Wracając jednak do Ciebie, bardzo dobrze Cię rozumie, ponieważ przezywałam to samo. Jednak zazdroszczę Ci bo doszłaś do pewnych wniosków i wiesz co powinnaś teraz zrobić. Mój mąż też juz mnie nie kocha, a ja sama nie wiem. Przezywaliśmy podobne sytuacje jak Ty. Bylismy razem ale osobno, nie rozmawialiśmy ze sobą, każde czegoś oczekiwało od drugiej strony. Mój mąż też mnie zdradził to stało sie niedawno. Niestety jest na tyle niehonorowy, ze nawet nie umiał się przyznac jak pokazałam mu dowody. Nie mieszkamy juz razem, wyprowadził się. Ja niestety nadal Cierpię, i chciałabym kiedyś dojść do takich wniosków jak Ty, bo uważam, że jesteś szczęściarą....Trzymaj się życzę Ci wszystkiego dobrego

7

Odp: List do męża.....

Teraz możesz być z siebie dumna... że jesteś sobą i nie boisz się wyrazić tego, co czujesz
Życzę Ci siły i wytrwałości, no i szczęścia, na które zasługujesz

8

Odp: List do męża.....

Może się mylę ale wyczuwam niską samoocenę. Od początku związku ustawiłaś się na pozycji tej gorszej i bez wykształcenia. Czy brak komunikacji nie był spowodowany Twoim przekonaniem, ze nie umiesz rozmawiać na pewnym poziomie? Ze nie dorównujesz mu w niczym? Tak się ustawiłaś i tak Cię traktował. Piszesz o awanturach, które Ci robił z błahych powodów. Jak wyglądała taka awantura? Czy darł się od progu przez dwie godziny czy tylko spojrzał krzywo na brudny garnek i zwrócił uwagę? Dlaczego się go boisz? Może zabrakło Ci odwagi by powiedzieć swemu "panu" co czujesz i czego oczekujesz od niego? Wydawało Ci się, że złapałaś Pana Boga za nogi i nie chciałaś się narażać na jego utratę chowając się w kuchennym kącie? Szkoda, że tak się stało ale czy nie jest tak, że trochę na własne życzenie?
Może wstań z kolan, podnieś głowę. Zaproś męża gdzieś do restauracji, zaproponuj coś nietuzinkowego, może uda się to uratować.
Pozdrawiam.

9

Odp: List do męża.....

brak mi slow po przeczytaniu  Twojego postu. Podziwiam Twoja odwagę - nie wycofuj się z podjętej decyzji zasługujesz na lepsze życie a ono jest jeszcze przed Toba . Będę za Ciebie mocno trzymała kciuki

10

Odp: List do męża.....

A ja Ci droga ankinom gratuluję bo zaczynasz uwalniać się od niego od tego cholernego uzależnienia od niego. Przestajesz już myśleć tylko o nim i super, że potrafisz nazwać to co czujesz i potrafisz w tym wszystkim znaleźć siebie, swoje potrzeby i oczekiwania. Cieszę się , że dojrzałaś do tego, że ta ogromna  potrzeba bycia z nim kaleczyła Cię i raniła i unieszczęśliwiała. Kiedy to czytałam - tak świetnie Cię rozumiałam a jednocześnie widziałam oczami wspomnień swojego męża i czułam poprzez swoje emocje twój strach, rozumiałam Twój ból bo taki sam przeżyłam, rozumiałam Twoje rozczarowanie bo i ja takiego doświadczałam. Mocno Cię ściskam i jestem z Tobą.

11

Odp: List do męża.....

"Twarda jest konieczność, ale dopiero zmuszony koniecznością może człowiek wykazać, co jest naprawdę wart. Żyć wedle swego widzimisię potrafi każdy" .J.W Goethe

zyczę powodzenia- chyba bezwiednie stajesz sie  inspiracja dla wielu...

12

Odp: List do męża.....

Fajne to ostatnie zdanie..ja i moje dzieci tez czekalismy az sie wyprowadzi:)

Wiesz co? Wydrukuj ten list i zostaw mezowi do przeczytania, albo mailem wyslij ale lepiej nie, papier ma to "cos" w sobie. Ciekawe, ile z tych rzeczy, ktore opisalas bedzie dla niego "eureka" .

13

Odp: List do męża.....

Nic nie będzie dla niego eureką, bo on jest strasznym gnojem, zadufanym w sobie
i powinien trafić na babę, która okręci sobie go wokół swojego palca,
a potem z premedytacją, rzuci, to może wówczas się zastanowi,
dlaczego tak bardzo skrzywdził Ciebie.
Nie wycofuj się ze swojej deklaracji, bo straciłaś 16 lat swojego zycia,
przy boku nieczułego dupka, który zdusił Ciebie od środka
i mówił przez te lata, jak masz oddychać i liczył Twoje
oddechy, a jak było ich za dużo, to dostawałaś karę.
Buduj swoje życie od nowa, bo jesteś mądrą kobietą,
pełną wrażliwości, a to co on z Toba zrobił
i tak będziesz pamiętała do końca swoich dni.

14 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-22 12:50:20)

Odp: List do męża.....
Ojciecpiotr napisał/a:

Może się mylę ale wyczuwam niską samoocenę. Od początku związku ustawiłaś się na pozycji tej gorszej i bez wykształcenia. Czy brak komunikacji nie był spowodowany Twoim przekonaniem, ze nie umiesz rozmawiać na pewnym poziomie? Ze nie dorównujesz mu w niczym? Tak się ustawiłaś i tak Cię traktował. Piszesz o awanturach, które Ci robił z błahych powodów. Jak wyglądała taka awantura? Czy darł się od progu przez dwie godziny czy tylko spojrzał krzywo na brudny garnek i zwrócił uwagę? Dlaczego się go boisz? Może zabrakło Ci odwagi by powiedzieć swemu "panu" co czujesz i czego oczekujesz od niego? Wydawało Ci się, że złapałaś Pana Boga za nogi i nie chciałaś się narażać na jego utratę chowając się w kuchennym kącie? Szkoda, że tak się stało ale czy nie jest tak, że trochę na własne życzenie?
Może wstań z kolan, podnieś głowę. Zaproś męża gdzieś do restauracji, zaproponuj coś nietuzinkowego, może uda się to uratować.
Pozdrawiam.

Tu nie ma co wyczuwać, przecież napisałam, że mam, miałam? niskie poczucie własnej wartości...

W pierwszym odruchu odpisałam Tobie, ale po przeanalizowaniu Twojej wypowiedzi to mam ochotę napisać: o******* się!!

Znam Twoje z podejście do małżeństwa i wiem skąd taka odpowiedź, nie jesteś lepszy od mojego męża, wyznajecie podobny system wartości, identyczne  podejście do uczciwości wobec małżonka, może podam Tobie jego numer, myślę, że nadawalibyście na tej samej fali....

15

Odp: List do męża.....
Mussuka napisał/a:

Fajne to ostatnie zdanie..ja i moje dzieci tez czekalismy az sie wyprowadzi:)

Wiesz co? Wydrukuj ten list i zostaw mezowi do przeczytania, albo mailem wyslij ale lepiej nie, papier ma to "cos" w sobie. Ciekawe, ile z tych rzeczy, ktore opisalas bedzie dla niego "eureka" .

ja jemu ten list wysłałam, nie wiem czy przeczytał i pewnie się nie doczekam reakcji czy rozmowy, bo on nigdy mi nie odpowiadał na smsy i maile, gdy dotyczyły "nas",

a zresztą ja nie czekam, na żadną odpowiedź, bo co chciałaby usłyszeć? przepraszam, że byłem takim dupkiem, no może trochę by mnie ta odpowiedź satysfakcjonowała, ale z drugiej strony, patrząc tak obiektywnie, ja też powinnam przeprosić, nie byłam idealna...

16

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

Boże jaka ja głupia była, aż mi wstyd, że pozwalałam na takie traktowanie... sad

Bylam ale nie jestem i tego sie trzymaj.

Czy on chce sie wyprowadzic? Jestescie po rozwodzie? Dasz rade sama utrzymac dzieci i siebie w obecnym mieszkaniu? Pytam dla jasnosci sytuacji.

Ten list powinnas potraktowac jako oczyszczenie siebie z przeszlosci a teraz skupic sie nad przyszloscia. Ma i musi byc lepiej. Powtarzaj to sobie jak mantre. Rozgrzebywanie dawnych czy niedawnych ran juz w niczym nie pomoze tylko spowoduje albo awanture albo pogorszy Ci nastroj.

Kilka konkretnych pytan zakladajac, ze jestescie w trakcie rozwodu ale mieszkacie jeszcze razem:
kto obecnie oplaca dom, rachunki, zywnosc? wspolnie?
kto robi jego pranie?
kto go zywi?
sypiacie razem czy osobno?

tak pytam o to, bo czesto takie pseudo rozstania sa troche na reke oprawcom, wlasciwie jako maz a nie maz ma wolnosc i swobode wszelkich ruchow oraz brak obowiazkow w domu ale komfort dawnego zycia (czytaj wikt i opierunek) ma nadal ten sam. Jak ciac pepowine to skutecznie, szybciej sie zagoi.

17

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

ale z drugiej strony, patrząc tak obiektywnie, ja też powinnam przeprosić, nie byłam idealna...

JESZCZE CO? Wybij sobie te opcje z glowy! On niech sobie swoje przeprosiny wsadzi tam gdzie slonce nie dochodzi (co Ci po nich teraz?) a Ty wez sie w garsc i zacznij budowac nowe zycie. Ja zaczelam majac wiecej lat niz Ty i ani przez chwile nie zalowalam. Pomysl o domu cichym, spokojnym, bez strachu przed krytyka, bez awantur. Na tym sie skup a nie na pustym lozku, samotnym fotelu, braku jego maszynki do golenia. Ja na fotelu sadzalam welkiego miska corki, spac i tak juz spalam od paru lat sama a maszynke mozesz sobie jakas kupic i polozyc dla niepoznaki.

Najwazniejsze to go teraz "wyprowadzic", mam wrazenie, ze nie spieszno mu do samodzielnosci.

18

Odp: List do męża.....
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Boże jaka ja głupia była, aż mi wstyd, że pozwalałam na takie traktowanie... sad

Bylam ale nie jestem i tego sie trzymaj.

Czy on chce sie wyprowadzic? Jestescie po rozwodzie? Dasz rade sama utrzymac dzieci i siebie w obecnym mieszkaniu? Pytam dla jasnosci sytuacji.

Ten list powinnas potraktowac jako oczyszczenie siebie z przeszlosci a teraz skupic sie nad przyszloscia. Ma i musi byc lepiej. Powtarzaj to sobie jak mantre. Rozgrzebywanie dawnych czy niedawnych ran juz w niczym nie pomoze tylko spowoduje albo awanture albo pogorszy Ci nastroj.

Kilka konkretnych pytan zakladajac, ze jestescie w trakcie rozwodu ale mieszkacie jeszcze razem:
kto obecnie oplaca dom, rachunki, zywnosc? wspolnie?
kto robi jego pranie?
kto go zywi?
sypiacie razem czy osobno?

tak pytam o to, bo czesto takie pseudo rozstania sa troche na reke oprawcom, wlasciwie jako maz a nie maz ma wolnosc i swobode wszelkich ruchow oraz brak obowiazkow w domu ale komfort dawnego zycia (czytaj wikt i opierunek) ma nadal ten sam. Jak ciac pepowine to skutecznie, szybciej sie zagoi.

Taka była intencja tego listu: OCZYSZCZENIE SIĘ, zrozumienie nie tylko jego, ale mnie samej. Mam nadzieję, że jak to sobie wytłumaczyłam łatwiej mi będzie odzyskać równowagę, bo ciągle chciałam, aby wrócił, ale w chwilach łapania rozsądku, to nie chciałabym już z nim być...

jesteśmy w trakcie załatwiania mieszkanie dla męża, bo to była jego inicjatywa, że musi się wyprowadzić, gdyż on potrzebuje swojego miejsca. Już kiedyś na tym forum napisałam, że on chciałby byśmy żyli razem, tzn, on w swoim pokoju (wykupuje strych nad naszym mieszkaniem, nie mam mowy, bym całkowicie się od niego uwolniła, ale to i tak lepsze niż wspólne mieszkanie), ale żyli jak mąż i zona tylko mam być świadoma, że on mnie nie kocha....

mieszkamy razem, razem dzielimy się wydatkami, opłatami i itd.

jak się wyprowadzi, nie będzie wesoło, ale chyba sobie poradzę, trochę biedniej ale spokojnie...zapisałam się na studia podyplomowe, by móc zmienić prace na lepiej płatną, zaczynam przyzwyczajać się myśli, że niedługo sama będę odpowiedzialna za dom, dzieci i muszę działać, aby je nakarmić....

no cóż nie biegam już z odkurzaczem, kiedy nie mam na to ochoty i czasami nie ugotuje, ale myli się ktoś jeżeli myśli, że go tym zrażę, na brak obiadów nie narzeka (zje coś na mieście), ale bałaganu się czepia, wszystkiego się czepia, kiedyś to wytrzymywałam, ale teraz coraz bardziej mnie to wkurza... ;(

19

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

jesteśmy w trakcie załatwiania mieszkanie dla męża, bo to była jego inicjatywa, że musi się wyprowadzić, gdyż on potrzebuje swojego miejsca. Już kiedyś na tym forum napisałam, że on chciałby byśmy żyli razem, tzn, on w swoim pokoju (wykupuje strych nad naszym mieszkaniem, nie mam mowy, bym całkowicie się od niego uwolniła, ale to i tak lepsze niż wspólne mieszkanie), ale żyli jak mąż i zona tylko mam być świadoma, że on mnie nie kocha....

a to sobie wykoncypowal cwaniaczek:) czyli dokladnie tak jak pisalam wyzej: on ma wolnosc (no bo mieszka "sam"..ciekawe kto mu wypierze, posprzata i zaopatrzy ten jego pokoik?), moze sobie robic co, kiedy i z kim chce a jednoczesnie ma nadal gosposie, kucharke, sprzataczke i od czasu do czasu kochanke pod reka. To jakis chory uklad, gorszy niz obecny. Jak to dzieciom wytlumaczycie, ze tatus z mamusia mieszkaja jak Pawel i Gawel i raz sa razem a raz nie? Dopiero miszmasz by w glowach mialy. Jeszcze niech zacznie jakas pani dochodzaca sie pojawiac, wesolo by sie zrobilo.

Jesli moge doradzic: jak cos robic to porzadnie i do onca, bez polsrodkow. Rozwod, alimenty, wyprowadzka do innego mieszkania (nie musi byc daleko ale nie w tym samym domu czy na tej samej ulicy). Nie ma milosci, nie ma wspolnego mieszkania, nie ma zony i meza. Moga byc ex-malzonkowie wspolnie chowajacy dzieci (bedzie sie spotykal i bedzie mogl partycypowac w ich edukacji, wychowaniu itp.) Wszystko inne to zadne uwolnienie sie tylko zabawa w kotka i myszke. I kolejnych kilka lat straconych dla Ciebie.

Jakim prawem on nadal czepia sie balaganu? Przeciez Cie nie kocha..nie ma zadnych praw czegokolwiek wymagac od osoby OBCEJ. Uswiadom mu to przy najblizszej podobnej okazji.

20

Odp: List do męża.....
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

jesteśmy w trakcie załatwiania mieszkanie dla męża, bo to była jego inicjatywa, że musi się wyprowadzić, gdyż on potrzebuje swojego miejsca. Już kiedyś na tym forum napisałam, że on chciałby byśmy żyli razem, tzn, on w swoim pokoju (wykupuje strych nad naszym mieszkaniem, nie mam mowy, bym całkowicie się od niego uwolniła, ale to i tak lepsze niż wspólne mieszkanie), ale żyli jak mąż i zona tylko mam być świadoma, że on mnie nie kocha....

a to sobie wykoncypowal cwaniaczek:) czyli dokladnie tak jak pisalam wyzej: on ma wolnosc (no bo mieszka "sam"..ciekawe kto mu wypierze, posprzata i zaopatrzy ten jego pokoik?), moze sobie robic co, kiedy i z kim chce a jednoczesnie ma nadal gosposie, kucharke, sprzataczke i od czasu do czasu kochanke pod reka. To jakis chory uklad, gorszy niz obecny. Jak to dzieciom wytlumaczycie, ze tatus z mamusia mieszkaja jak Pawel i Gawel i raz sa razem a raz nie? Dopiero miszmasz by w glowach mialy. Jeszcze niech zacznie jakas pani dochodzaca sie pojawiac, wesolo by sie zrobilo.

Jesli moge doradzic: jak cos robic to porzadnie i do onca, bez polsrodkow. Rozwod, alimenty, wyprowadzka do innego mieszkania (nie musi byc daleko ale nie w tym samym domu czy na tej samej ulicy). Nie ma milosci, nie ma wspolnego mieszkania, nie ma zony i meza. Moga byc ex-malzonkowie wspolnie chowajacy dzieci (bedzie sie spotykal i bedzie mogl partycypowac w ich edukacji, wychowaniu itp.) Wszystko inne to zadne uwolnienie sie tylko zabawa w kotka i myszke. I kolejnych kilka lat straconych dla Ciebie.

Jakim prawem on nadal czepia sie balaganu? Przeciez Cie nie kocha..nie ma zadnych praw czegokolwiek wymagac od osoby OBCEJ. Uswiadom mu to przy najblizszej podobnej okazji.

Dokładnie tak jak napisałaś,
ja nie zgodziłam na ten układ, początkowo schody miały być u nas w mieszkaniu, a teraz są schody tylko na projekcie....

wiesz dla niego to żaden problem, ugotować czy posprzątać przecież kto mu tam nabrudzi? poza tym on nie stronił od prac domowych...tego akurat nie mogę jemu zarzucić...

jakim prawem, ano takim, że przecież jeszcze tam mieszka i jestem jego żoną, której nie kocha ale fakt jest faktem sad
poza tym , ja wiem ,że to niedobra postawa, ale ja już nie chce więcej awantur, czekam aż się wyprowadzi....

21

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:
Ojciecpiotr napisał/a:

Może się mylę ale wyczuwam niską samoocenę. Od początku związku ustawiłaś się na pozycji tej gorszej i bez wykształcenia. Czy brak komunikacji nie był spowodowany Twoim przekonaniem, ze nie umiesz rozmawiać na pewnym poziomie? Ze nie dorównujesz mu w niczym? Tak się ustawiłaś i tak Cię traktował. Piszesz o awanturach, które Ci robił z błahych powodów. Jak wyglądała taka awantura? Czy darł się od progu przez dwie godziny czy tylko spojrzał krzywo na brudny garnek i zwrócił uwagę? Dlaczego się go boisz? Może zabrakło Ci odwagi by powiedzieć swemu "panu" co czujesz i czego oczekujesz od niego? Wydawało Ci się, że złapałaś Pana Boga za nogi i nie chciałaś się narażać na jego utratę chowając się w kuchennym kącie? Szkoda, że tak się stało ale czy nie jest tak, że trochę na własne życzenie?
Może wstań z kolan, podnieś głowę. Zaproś męża gdzieś do restauracji, zaproponuj coś nietuzinkowego, może uda się to uratować.
Pozdrawiam.

Tu nie ma co wyczuwać, przecież napisałam, że mam, miałam? niskie poczucie własnej wartości...

W pierwszym odruchu odpisałam Tobie, ale po przeanalizowaniu Twojej wypowiedzi to mam ochotę napisać: o******* się!!

Znam Twoje z podejście do małżeństwa i wiem skąd taka odpowiedź, nie jesteś lepszy od mojego męża, wyznajecie podobny system wartości, identyczne  podejście do uczciwości wobec małżonka, może podam Tobie jego numer, myślę, że nadawalibyście na tej samej fali....

Jeżeli Cię uraziłem to przepraszam. Myślałem, że chcesz ratować małżeństwo ale jesteś tak naładowana negatywnymi emocjami, że już nic pisać nie będę. Masz wielkie wsparcie forumowiczek więc spadam bo za duży poziom hormonów. Powodzenia.

22 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-22 17:16:08)

Odp: List do męża.....

Tak sobie myślę, że intencją autorki było napisanie i upublicznienie listu.

Katharsis.

Nie ma co jej pouczać, dawać dobre rady.
ONA JUŻ WIE!!!

Moja droga imienniczko - jestem z Ciebie taka dumna smile Przeglądam się w Tobie jak w lustrze smile Wiesz, jak Twoja historia jest mi bliska smile:):)
Jestem pewna, że Twój list natchnie wiele kobiet do działania.
Ściskam Cię mocno.

23

Odp: List do męża.....

Dobrze, ze konczysz z MężemTyranem, tylko szkoda, ze tak późno, zmarnował Ci kawał życia a tego nigdy nie odzyskasz.

24

Odp: List do męża.....

Ankinom, to jedna z bardziej poruszających rzeczy jakie ostatnio przeczytałam, dlatego że to niezmiernie smutne ale przede wszystkim szczere i prawdziwe. Myślę, że nie jest łatwo poradzić sobie z takim rozliczeniem życia, ale to konieczne żeby pójść do przodu. To źle, że tyle trzeba było lat, nerwów i męczarni żeby w końcu spojrzeć obiektywnie na to co się tak naprawdę ze swojego związku miało i pewnie bardziej bezbolesne jest wmawianie sobie, że jakoś musi się ułozyć niż przyznanie, że nie dość, że nie zmieni się nic to w dodatku od dawna było widoczne, że nic się zmienić nie może.
Masz za sobą niemały bagaż i to może za sobą pociągać trudne emocje, ale swoje wnioski wypowiadasz z takim racjonalizmem i trzeźwością osądu, że ja wiem, że poradzisz sobie z tym wszystkim. Czasem zadziwia mnie ile może znieść jakaś osoba, żeby tylko pozostać przy drugim człowieku... i ile czasu zajmuje dojście do wniosku, że to naprawdę nie jest warte tych wszystkich gorzkich odczuć. Na szczęście ten etap za Tobą a na lepsze życie zawsze jest wystarczająco wcześnie smile Powodzenia.

25 Ostatnio edytowany przez Lady_AL/F (2011-09-22 20:02:34)

Odp: List do męża.....
NiobeXXX napisał/a:

Dobrze, ze konczysz z MężemTyranem, tylko szkoda, ze tak późno, zmarnował Ci kawał życia a tego nigdy nie odzyskasz.

Nigdy nie jest za późno:)
To nie jest zmarnowany kawał życia:(
To lata doświadczeń, które pozwalają podjąć świadomie decyzje o rozstaniu z tyranem emocjonalnym:)
To najpiękniejszy moment w naszym życiu, w którym odzyskujemy szacunek do samych siebie:)

Mój ostatni list do męża był takiej treści:

, 31.10.2010 r.
Nie mam wątpliwości - Zawsze Bardzo Cię Kochałam!
Przez te wszystkie lata było mi bardzo ciężko, bo czułam, że Ty mnie nie kochasz. Teraz wiem na pewno, że ożeniłeś się ze mną tylko, dlatego, że Natalka była w drodze ? to takie klasyczne. Tylko, dlaczego znęcałeś się przez ten cały okres - mogłeś spróbowałeś mnie pokochać i zaakceptować lub zostawić. Było by łatwiej. Tak naprawdę 15 lat mnie oszukiwałeś, a teraz na swoje usprawiedliwienie obwiniasz mnie, że Cię nie kochałam. Wiesz, że to nieprawda!
Tyle wieczorów czekałam na Ciebie. Myślałam o tym jak się Kochamy. Zawsze było mi z Tobą fizycznie bardzo dobrze. Miałam wizję naszego życia erotycznego w Naszym nowym domu. Tu czułam się wyzwolona i wolna od rutyny. Szkoda, że niemieliśmy okazji tego doznać razem. 
Tak naprawdę 15 lat czekałam na dom, w którym czuła bym się naprawdę intymnie, w którym mogłabym spełnić się, jako: żona, matka i kochanka!
W tej chwili właśnie z tego powodu jest mi bardzo ciężko. Mam nadzieję, że się z tego otrząsnę i stanę na nogi, bo mam, dla kogo. Natalka była i będzie dla mnie najważniejsza. Dla niej przeżyłam te ostatnie lata i mam zamiar przeżyć ich jeszcze wiele, ? ale będąc naprawdę szczęśliwą być może z kimś, kto naprawdę będzie mnie kochał i szanował.
Napisałam do Ciebie, ponieważ boję się, że mogłabym Ci wybaczyć to wszystko, a przecież Ty nie chcesz i nie chciałeś nigdy tego związku. Będzie to dla mnie trudne, ale muszę się z tym pogodzić?
Życzę Ci w dalszym Twoim życiu wiele szczęścia i miłości. Jak Ty będziesz szczęśliwy to my również będziemy szczęśliwe!

Twoja żona

26

Odp: List do męża.....

Napiszę jedno: Jestem zaszczycona, że dane mi jest obcować z takimi Kobietami.
Choćby dlatego warto było doświadczyć tego goofna w moim życiu.
Dziękuje Wam, kochane. big_smile

27

Odp: List do męża.....

jestem wstrząśnięta...ten list poruszył mnie do głębi mimo że tak mało wiem jeszcze o życiu

28 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-22 23:28:48)

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Fajne to ostatnie zdanie..ja i moje dzieci tez czekalismy az sie wyprowadzi:)

Wiesz co? Wydrukuj ten list i zostaw mezowi do przeczytania, albo mailem wyslij ale lepiej nie, papier ma to "cos" w sobie. Ciekawe, ile z tych rzeczy, ktore opisalas bedzie dla niego "eureka" .

ja jemu ten list wysłałam, nie wiem czy przeczytał i pewnie się nie doczekam reakcji czy rozmowy, bo on nigdy mi nie odpowiadał na smsy i maile, gdy dotyczyły "nas",

a zresztą ja nie czekam, na żadną odpowiedź, bo co chciałaby usłyszeć? przepraszam, że byłem takim dupkiem, no może trochę by mnie ta odpowiedź satysfakcjonowała, ale z drugiej strony, patrząc tak obiektywnie, ja też powinnam przeprosić, nie byłam idealna...

Na niektórych ludzi słowa mówione czy pisane nie robią wrażenia - przerobiłam to na swoim mężu. W ubiegłym roku osobiście dałam mu podobny list ........i nie było ŻADNEJ ODPOWIEDZI. Miałam nadzieję, że po przeczytaniu przeprosi, wykrzyczy oburzenie a tu.... ŻADNEJ reakcji. Czasami zastanawiałam się czy go przypadkiem ( a raczej celowo) nie porwał bez czytania.
Widocznie na niektórych działają tylko słowa wyryte na ich ciele smile ale nie mam pewności smile
Znam 3 czarodziejskie słowa dziękuję, proszę i przepraszam - one naprawdę dokonują cudów! i jestem pewna, że przepraszam usłyszane od Twojego " dupka" zabliźniłoby kilka Twoich ran.

29

Odp: List do męża.....
Lady_AL/F napisał/a:
NiobeXXX napisał/a:

Dobrze, ze konczysz z MężemTyranem, tylko szkoda, ze tak późno, zmarnował Ci kawał życia a tego nigdy nie odzyskasz.

Nigdy nie jest za późno:)
To nie jest zmarnowany kawał życia:(
To lata doświadczeń, które pozwalają podjąć świadomie decyzje o rozstaniu z tyranem emocjonalnym:)
To najpiękniejszy moment w naszym życiu, w którym odzyskujemy szacunek do samych siebie:)

Mój ostatni list do męża był takiej treści:

, 31.10.2010 r.
Nie mam wątpliwości - Zawsze Bardzo Cię Kochałam!
Przez te wszystkie lata było mi bardz,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Życzę Ci w dalszym Twoim życiu wiele szczęścia i miłości. Jak Ty będziesz szczęśliwy to my również będziemy szczęśliwe!

Twoja żona

czy na ten list  moizna powielić  wypisz wymaluj  dla mej  jeszce żony sie nada .

30

Odp: List do męża.....
zofia282 napisał/a:

Na niektórych ludzi słowa mówione czy pisane nie robią wrażenia - przerobiłam to na swoim mężu. W ubiegłym roku osobiście dałam mu podobny list ........i nie było ŻADNEJ ODPOWIEDZI. Miałam nadzieję, że po przeczytaniu przeprosi, wykrzyczy oburzenie a tu.... ŻADNEJ reakcji. Czasami zastanawiałam się czy go przypadkiem ( a raczej celowo) nie porwał bez czytania.
Widocznie na niektórych działają tylko słowa wyryte na ich ciele smile ale nie mam pewności smile
Znam 3 czarodziejskie słowa dziękuję, proszę i przepraszam - one naprawdę dokonują cudów! i jestem pewna, że przepraszam usłyszane od Twojego " dupka" zabliźniłoby kilka Twoich ran.

Zofio, ja jestem pewna, że mój jeszczemąż W OGÓLE nie odnalazłby SIEBIE w liście, który bym do niego napisała. Dlatego nawet nie próbuję - szkoda mojej energii wink

31

Odp: List do męża.....
niekochana72 napisał/a:

Tak sobie myślę, że intencją autorki było napisanie i upublicznienie listu.

Katharsis.

Nie ma co jej pouczać, dawać dobre rady.
ONA JUŻ WIE!!!

Moja droga imienniczko - jestem z Ciebie taka dumna smile Przeglądam się w Tobie jak w lustrze smile Wiesz, jak Twoja historia jest mi bliska smile:):)
Jestem pewna, że Twój list natchnie wiele kobiet do działania.
Ściskam Cię mocno.

Dziękuję wink

32 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-23 09:18:00)

Odp: List do męża.....
niekochana72 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Na niektórych ludzi słowa mówione czy pisane nie robią wrażenia - przerobiłam to na swoim mężu. W ubiegłym roku osobiście dałam mu podobny list ........i nie było ŻADNEJ ODPOWIEDZI. Miałam nadzieję, że po przeczytaniu przeprosi, wykrzyczy oburzenie a tu.... ŻADNEJ reakcji. Czasami zastanawiałam się czy go przypadkiem ( a raczej celowo) nie porwał bez czytania.
Widocznie na niektórych działają tylko słowa wyryte na ich ciele smile ale nie mam pewności smile
Znam 3 czarodziejskie słowa dziękuję, proszę i przepraszam - one naprawdę dokonują cudów! i jestem pewna, że przepraszam usłyszane od Twojego " dupka" zabliźniłoby kilka Twoich ran.

Zofio, ja jestem pewna, że mój jeszczemąż W OGÓLE nie odnalazłby SIEBIE w liście, który bym do niego napisała. Dlatego nawet nie próbuję - szkoda mojej energii wink

A ja jednak wierze, ze te listy nie zostaja calkiem bez echa. Nie w chwili ich  dostarczenia, wtedy odbiorca jest urazony, zdziwiony, wkurzony, zniesmaczony i obojetny. Ale ..jak juz rozstaniecie sie i on ich wczesniej nie wyrzuci do kosza, nadejdzie dzien, kiedy sobie to przeczyta i moze nawet jakies klapki sie otworza, cos zaswita..niestety za pozno.

Nie wiem czy tak jest w kazdym przypadku, ale wiem po swoim ex, ile to listow bardzo podobnych ale pisanych do niego juz we wczesnym stadium naszego pozycia pozostalo bez oddzwieku. Przeczytanych, czasem skomentowanych, czasem nie, rzadko jakies slowo "rozumiem, nie wiedzialem, postaram sie". Co z tego, slowa sa puste jesli nie poparte czynami.

Kiedy doszlo do ostatecznego rozwodu i tym razem nie bylo przebacz, nie bylo wycofywania papierow, tych samych powielanych wielokrotnie rozmow, negocjacji, obietnic naglych zmian na lepsze..nic juz na mnie nie robilo wrazenia..on zapytal "dlaczego tak NAGLE przestalas mnie kochac?". Wtedy kazalam mu siegnac do tych listow pisanych po nocach w kuchni zeby sobie jeszcze raz i powoli przypomnial nasza wspolna droge do szczescia przez 10 lat i zobaczyl jak "nagle" ta milosc umierala. Wiele z nich mial i przeczytal pozniej, juz po rozwodzie i wyprowadzce. Dopiero wtedy doczekalam sie slowa przepraszam. Mily gest ale juz bez znaczenia. Tyle tylko, ze pozwolil nam na  obecne cywilizowane, przyjazne kontakty, nie ma we mnie nienawisci czy goryczy do niego. Ale milosci juz dawno tez nie bylo i rozstanie uratowalo nas oboje przed najgorsym z mozliwych scenariuszy: wspolna wegetacja do poznej starosci.

Mnie sie list ankinom bardzo podoba, jest pozbawiony zlosci i nienawisci i tyle w nim szczerosci, ze nie wierze aby jej slowa teraz czy kiedys splynely po jej mezu jak po kaczce. Choc on tego nie powie, ale cos poczuje.

33

Odp: List do męża.....
Mussuka napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Na niektórych ludzi słowa mówione czy pisane nie robią wrażenia - przerobiłam to na swoim mężu. W ubiegłym roku osobiście dałam mu podobny list ........i nie było ŻADNEJ ODPOWIEDZI. Miałam nadzieję, że po przeczytaniu przeprosi, wykrzyczy oburzenie a tu.... ŻADNEJ reakcji. Czasami zastanawiałam się czy go przypadkiem ( a raczej celowo) nie porwał bez czytania.
Widocznie na niektórych działają tylko słowa wyryte na ich ciele smile ale nie mam pewności smile
Znam 3 czarodziejskie słowa dziękuję, proszę i przepraszam - one naprawdę dokonują cudów! i jestem pewna, że przepraszam usłyszane od Twojego " dupka" zabliźniłoby kilka Twoich ran.

Zofio, ja jestem pewna, że mój jeszczemąż W OGÓLE nie odnalazłby SIEBIE w liście, który bym do niego napisała. Dlatego nawet nie próbuję - szkoda mojej energii wink

A ja jednak wierze, ze te listy nie zostaja calkiem bez echa. Nie w chwili ich  dostarczenia, wtedy odbiorca jest urazony, zdziwiony, wkurzony, zniesmaczony i obojetny. Ale ..jak juz rozstaniecie sie i on ich wczesniej nie wyrzuci do kosza, nadejdzie dzien, kiedy sobie to przeczyta i moze nawet jakies klapki sie otworza, cos zaswita..niestety za pozno.

Nie wiem czy tak jest w kazdym przypadku, ale wiem po swoim ex, ile to listow bardzo podobnych ale pisanych do niego juz we wczesnym stadium naszego pozycia pozostalo bez oddzwieku. Przeczytanych, czasem skomentowanych, czasem nie, rzadko jakies slowo "rozumiem, nie wiedzialem, postaram sie". Co z tego, slowa sa puste jesli nie poparte czynami.

Kiedy doszlo do ostatecznego rozwodu i tym razem nie bylo przebacz, nie bylo wycofywania papierow, tych samych powielanych wielokrotnie rozmow, negocjacji, obietnic naglych zmian na lepsze..nic juz na mnie nie robilo wrazenia..on zapytal "dlaczego tak NAGLE przestalas mnie kochac?". Wtedy kazalam mu siegnac do tych listow pisanych po nocach w kuchni zeby sobie jeszcze raz i powoli przypomnial nasza wspolna droge do szczescia przez 10 lat i zobaczyl jak "nagle" ta milosc umierala. Wiele z nich mial i przeczytal pozniej, juz po rozwodzie i wyprowadzce. Dopiero wtedy doczekalam sie slowa przepraszam. Mily gest ale juz bez znaczenia. Tyle tylko, ze pozwolil nam na  obecne cywilizowane, przyjazne kontakty, nie ma we mnie nienawisci czy goryczy do niego. Ale milosci juz dawno tez nie bylo i rozstanie uratowalo nas oboje przed najgorsym z mozliwych scenariuszy: wspolna wegetacja do poznej starosci.

Mnie sie list ankinom bardzo podoba, jest pozbawiony zlosci i nienawisci i tyle w nim szczerosci, ze nie wierze aby jej slowa teraz czy kiedys splynely po jej mezu jak po kaczce. Choc on tego nie powie, ale cos poczuje.

Może jeszcze za wcześnie, ale czuję się "lepiej". smile

Były dni, że  nie odzywałam się do męża, wybuchałam, płakałam, a na nim nie robiło to żadnego wrażenia, a mnie ta gorycz pożerała...traciłam tylko całą swoją energię na złe i niszczące myśli....

Słowo przepraszam, niczego nie zmieni, ale może podobnie jak w Twoim przypadku pozwoli na normalne kontakty? Mamy dwoje dzieci i nie jest możliwe, aby całkowicie się od niego odciąć, tzn. możliwość jest zawsze, ale ja nie chcę, nie mam prawa zabronić, ograniczyć kontaktów dzieci z ojcem,

ps. wczoraj rozmawiałam z mężem, na takie codzienne tematy i wiecie co, byłam niezwykle spokojna....jakbym rozmawiała z kolegą...

34

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

Były dni, że  nie odzywałam się do męża, wybuchałam, płakałam, a na nim nie robiło to żadnego wrażenia, a mnie ta gorycz pożerała...traciłam tylko całą swoją energię na złe i niszczące myśli....

...a on sie uodpornil na Twoje sceny i przestal reagowac.
Nie gniewaj sie, zreszta sobie tez moge to zarzucic wiec nie krytykuje tu Twojego tylko zachowania, ale pomysl przez chwile..jak Ty bys reagowala na lata podobnych zachowan? Albo bys musiala to zignorowac albo bys zwariowala. On wybral opcje 1. My kobiety tak mamy, czesto myslimy, ze nasz placz, krzyk, cisza, pozorna obojetnosc cos wskoraja a to tak jak z lekiem..jak bedziesz brala aspiryne codziennie to po jakims czasie przestani dzialac. A gdybys w zamian pewnego takiego razu wkurzona trzasnela drzwiami i poszla z kolezankami na calonocna balange, wrocila zmeczona ale ubawiona..reakcji na pewno bys sie doczekala. Nie wiem jakiej w przypadku Twojego meza ale z pewnoscia jakiejs:)

ankinom napisał/a:

Słowo przepraszam, niczego nie zmieni, ale może podobnie jak w Twoim przypadku pozwoli na normalne kontakty? Mamy dwoje dzieci i nie jest możliwe, aby całkowicie się od niego odciąć, tzn. możliwość jest zawsze, ale ja nie chcę, nie mam prawa zabronić, ograniczyć kontaktów dzieci z ojcem

,

podobnie. wlasnie wymienialismy maile odnosnie jego wyjazdu na weekend z nasza corka, bez zlosci, rzeczowo, nawet z usmieszkami. teraz juz tak moge, wczesniej nie bylo to mozliwe.

ankinom napisał/a:

ps. wczoraj rozmawiałam z mężem, na takie codzienne tematy i wiecie co, byłam niezwykle spokojna....jakbym rozmawiała z kolegą...

I to jest sedno sprawy. Moim zdaniem dobre malzenstwo to takie, gdzie partnera sie nie tylko kocha ale przede wszystkim lubi. Lubi jak kolege, jak najlepszego przyjaciela, potrafi rozmawiac spokojnie, nawet nie zgadzajac sie z nim, mozna sie posprzeczac, potupac, pokrzyczec ale bez wyzwisk, obrazania drugiej osoby, bez ponizania, wlasnie normalnie tak jak z dobrym kolega. Przyznac mu czasem racje, czasem pokazac swoje racje i konsekwentnie przy nich stac, a czasem cos sobie w glowie pomyslec, machnac reka na jego argumenty i zmienic temat. To nielatwa sztuka, bo nie kazdy jest w stanie taki dialog prowadzic. Do tego potrzeba dwojga, samemu nic sie nie wskora..zreszta sama o tym wiesz.

Mam pytanie: czy Wy planujecie rozwod? Czy jeszcze walczycie o jakies przetrwanie, zmiany? Pytam szczerze, bez podtekstow czy innych zlosliwosci.

35

Odp: List do męża.....
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Były dni, że  nie odzywałam się do męża, wybuchałam, płakałam, a na nim nie robiło to żadnego wrażenia, a mnie ta gorycz pożerała...traciłam tylko całą swoją energię na złe i niszczące myśli....

...a on sie uodpornil na Twoje sceny i przestal reagowac.
Nie gniewaj sie, zreszta sobie tez moge to zarzucic wiec nie krytykuje tu Twojego tylko zachowania, ale pomysl przez chwile..jak Ty bys reagowala na lata podobnych zachowan? Albo bys musiala to zignorowac albo bys zwariowala. On wybral opcje 1. My kobiety tak mamy, czesto myslimy, ze nasz placz, krzyk, cisza, pozorna obojetnosc cos wskoraja a to tak jak z lekiem..jak bedziesz brala aspiryne codziennie to po jakims czasie przestani dzialac. A gdybys w zamian pewnego takiego razu wkurzona trzasnela drzwiami i poszla z kolezankami na calonocna balange, wrocila zmeczona ale ubawiona..reakcji na pewno bys sie doczekala. Nie wiem jakiej w przypadku Twojego meza ale z pewnoscia jakiejs:)

ankinom napisał/a:

Słowo przepraszam, niczego nie zmieni, ale może podobnie jak w Twoim przypadku pozwoli na normalne kontakty? Mamy dwoje dzieci i nie jest możliwe, aby całkowicie się od niego odciąć, tzn. możliwość jest zawsze, ale ja nie chcę, nie mam prawa zabronić, ograniczyć kontaktów dzieci z ojcem

,

podobnie. wlasnie wymienialismy maile odnosnie jego wyjazdu na weekend z nasza corka, bez zlosci, rzeczowo, nawet z usmieszkami. teraz juz tak moge, wczesniej nie bylo to mozliwe.

ankinom napisał/a:

ps. wczoraj rozmawiałam z mężem, na takie codzienne tematy i wiecie co, byłam niezwykle spokojna....jakbym rozmawiała z kolegą...

I to jest sedno sprawy. Moim zdaniem dobre malzenstwo to takie, gdzie partnera sie nie tylko kocha ale przede wszystkim lubi. Lubi jak kolege, jak najlepszego przyjaciela, potrafi rozmawiac spokojnie, nawet nie zgadzajac sie z nim, mozna sie posprzeczac, potupac, pokrzyczec ale bez wyzwisk, obrazania drugiej osoby, bez ponizania, wlasnie normalnie tak jak z dobrym kolega. Przyznac mu czasem racje, czasem pokazac swoje racje i konsekwentnie przy nich stac, a czasem cos sobie w glowie pomyslec, machnac reka na jego argumenty i zmienic temat. To nielatwa sztuka, bo nie kazdy jest w stanie taki dialog prowadzic. Do tego potrzeba dwojga, samemu nic sie nie wskora..zreszta sama o tym wiesz.

Mam pytanie: czy Wy planujecie rozwod? Czy jeszcze walczycie o jakies przetrwanie, zmiany? Pytam szczerze, bez podtekstow czy innych zlosliwosci.

Ja chce się rozwieść, a maż woli separację, dla niego sam fakt, że się wyprowadzi wystarczy.
Nie chce być złośliwa, ale mąż "zakochał" się w dziewczynie, która bardzo jest związana z kościołem, od tego czasu często chodzi do kościoła i woli separację....

to nie jest tak, że ja przez lata wiecznie płakałam, nie odzywałam się, ale te ostatnie 5, kiedy wyznał mi, że już mnie nie kocha, spowodowały u mnie totalna rozwałkę emocjonalną...

no może źle to nazwałam, aż tak to ja się jeszcze z nim nie zakumplowałam wink

36

Odp: List do męża.....

dzien dobry
przeczytalam list wzruszylam sie ,ale odrazu mna ruszylo ,bo przeciez tak sie zastanawiajac ,to my kobiety jestesmy niewolnicami
juz jak wychodzimy za maz ,nie szanujemy siebie ,robimy cos dla innych ,takie meczennice ,czytajac pomyslalam czego ty sie balas ,ty bylas juz wychodzac za maz znerwicowana ,chcialas miec lepiej jak w domu ,i znalazlas faceta w nim cala nadzieja ,ze zmieni twoje zycie ,pomysl co ty zrobilas dla niego ,mezczyzna jak dziecko ,lubi zjesc ,poglaskac go ,i zajmowac sie tylko nim,o nim mowic w samych superlatywach,jak to mowila moja tesciowa ,noc laczy ,a dzien dzieli .

37

Odp: List do męża.....

wiesz czesto tak jest ze kobieta tkwi w zwiazku myslac ze zmieni faceta ale to niestety zludna mysl bo jesli ktos jest draniem to nic ani nikt tego nie zmieni . Trafilasna drania ale niestety wielu jest takich , ktorzy nie potrafia nic docenic , rodzaj wiecznych kawalerow . Nie bardzo wiem co mozna dodac ale szczescia przy poznaniu innego faceta , takiego ktory da Ci szczescie i taka mala rada  , juz nigdy wiecej kompromisu bo czesto nie warto . Pozdrawiam smile

38

Odp: List do męża.....
morawa napisał/a:

dzien dobry
przeczytalam list wzruszylam sie ,ale odrazu mna ruszylo ,bo przeciez tak sie zastanawiajac ,to my kobiety jestesmy niewolnicami
juz jak wychodzimy za maz ,nie szanujemy siebie ,robimy cos dla innych ,takie meczennice ,czytajac pomyslalam czego ty sie balas ,ty bylas juz wychodzac za maz znerwicowana ,chcialas miec lepiej jak w domu ,i znalazlas faceta w nim cala nadzieja ,ze zmieni twoje zycie ,pomysl co ty zrobilas dla niego ,mezczyzna jak dziecko ,lubi zjesc ,poglaskac go ,i zajmowac sie tylko nim,o nim mowic w samych superlatywach,jak to mowila moja tesciowa ,noc laczy ,a dzien dzieli .

To prawda, że dzisiaj nie jestem pewna, czy w momencie wychodzenia za mąż kochałam męża, tzn. nie był mi obojętny, ale czy wtedy była to miłość? ja tej miłości uczyłam się później i wiem, że w pewnym momencie kochałam go, akceptowałam jego w całości, myślisz, że gdybym jego nie kochała wytrzymałam bym to traktowanie? Był w naszym życiu moment, że chciałam odejść, nie mieliśmy dzieci, żadnych wspólnych zobowiązań, byłam już spakowana na dworcu z biletem w dłoni i Łazami na twarzy i w ostatniej chwili na peron wbiegł mój mąż i prosił, bym została.  Zostałam bo kochałam i miałam ta głupią nadzieję, wiarę, że skoro przyjechał taksówką po mnie to kocha....teraz dowiedziałam eis., że nie kierował się wtedy uczuciem, było mu żal, że jak wrócę do małego miasta, to tam się zmarnuję, do dziś nie mam pojęcia co miał na myśli, ale nigdy nie przyszło jemu do głowy, że być może w tym małym miasteczku poznam kogoś kto mnie pokocha....

Co ja zrobiłam dla niego? codziennie miał ugotowane (bo lubi zjeść), posprzątane ( bo lubi porządek), ogarnięty dom pod względem wydatków, rachunków (bo więcej pracował ode mnie), chwaliłam, głaskałam i miał seks ile chce i kiedy chce ( nooo w w tym jednym się zgadzaliśmy smile

Czy nadal uważasz, że mało robiłam, ach nie zapomniałam przy tych obowiązkach zadbać o siebie, skończyłam studia, pracuję zawodowo, przeczytałam nie jedną ciekawą książkę, zajmowałam się maluchami...

Co według Ciebie jeszcze powinnam zrobić by jego zatrzymać?

Ja znam odpowiedź: cokolwiek bym nie zrobiła, nigdy by nie był ze mnie zadowolony, bo nie kochał i to wszystko na ten temat

39 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-23 14:30:03)

Odp: List do męża.....
chlopak napisał/a:

wiesz czesto tak jest ze kobieta tkwi w zwiazku myslac ze zmieni faceta ale to niestety zludna mysl bo jesli ktos jest draniem to nic ani nikt tego nie zmieni . Trafilasna drania ale niestety wielu jest takich , ktorzy nie potrafia nic docenic , rodzaj wiecznych kawalerow . Nie bardzo wiem co mozna dodac ale szczescia przy poznaniu innego faceta , takiego ktory da Ci szczescie i taka mala rada  , juz nigdy wiecej kompromisu bo czesto nie warto . Pozdrawiam smile

Dziękuję smile

Ja już doszłam do tego stanu świadomości, że jeżeli z kimś się zwiąże to będzie mnie całą akceptował od głów do stóp, albo będę do końca życia sama...

kompromisy są potrzebne w każdym związku, ale muszę się nauczyć odróżniać kompromisy od uległości...

40

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

Ja chce się rozwieść, a maż woli separację, dla niego sam fakt, że się wyprowadzi wystarczy.
Nie chce być złośliwa, ale mąż "zakochał" się w dziewczynie, która bardzo jest związana z kościołem, od tego czasu często chodzi do kościoła i woli separację....

jasne, ze woli. bo dwie sroki bedzie za ogon trzymal. I Ty nie bedziesz mogla sobie zycia z nikim ulozyc, podczas gdy on z religijna panna bedzie sobie spolkowal. On moze miec wole ale Ty ochote. I jak wniesiesz wniosek to juz nic tego biegu spraw nie powstrzyma.

ankinom napisał/a:

to nie jest tak, że ja przez lata wiecznie płakałam, nie odzywałam się, ale te ostatnie 5, kiedy wyznał mi, że już mnie nie kocha, spowodowały u mnie totalna rozwałkę emocjonalną...

5 lat z mezczyzna, ktory mnie nie kocha? To jest masakra jakas. Ale pewnie wierzylas, ze uda Ci sie kijem Wisle zawrocic, jak wiele innych kobiet. Teraz sama zobacz co dalo to czekanie na cud..5 straconych, znerwicowanych, smutnych lat z Twojego mlodego jeszcze zycia. Gdybyscie sie rozstali 5 lat temu, jest duza szansa, ze bylabys juz teraz z kims innym, fajniejszym. Albo nawet i sama ale spokojniejsza.

ankinom napisał/a:

no może źle to nazwałam, aż tak to ja się jeszcze z nim nie zakumplowałam wink

w to nie watpie:) chodzilo mi o to, ze w wielu zwiazkach takie kumplowskie relacje sa bardzo pomocne. ale bardzo trudne do zbudowania. sama to wiem:)

41

Odp: List do męża.....
Mussuka napisał/a:
ankinom napisał/a:

Ja chce się rozwieść, a maż woli separację, dla niego sam fakt, że się wyprowadzi wystarczy.
Nie chce być złośliwa, ale mąż "zakochał" się w dziewczynie, która bardzo jest związana z kościołem, od tego czasu często chodzi do kościoła i woli separację....

jasne, ze woli. bo dwie sroki bedzie za ogon trzymal. I Ty nie bedziesz mogla sobie zycia z nikim ulozyc, podczas gdy on z religijna panna bedzie sobie spolkowal. On moze miec wole ale Ty ochote. I jak wniesiesz wniosek to juz nic tego biegu spraw nie powstrzyma.

ankinom napisał/a:

to nie jest tak, że ja przez lata wiecznie płakałam, nie odzywałam się, ale te ostatnie 5, kiedy wyznał mi, że już mnie nie kocha, spowodowały u mnie totalna rozwałkę emocjonalną...

5 lat z mezczyzna, ktory mnie nie kocha? To jest masakra jakas. Ale pewnie wierzylas, ze uda Ci sie kijem Wisle zawrocic, jak wiele innych kobiet. Teraz sama zobacz co dalo to czekanie na cud..5 straconych, znerwicowanych, smutnych lat z Twojego mlodego jeszcze zycia. Gdybyscie sie rozstali 5 lat temu, jest duza szansa, ze bylabys juz teraz z kims innym, fajniejszym. Albo nawet i sama ale spokojniejsza.

ankinom napisał/a:

no może źle to nazwałam, aż tak to ja się jeszcze z nim nie zakumplowałam wink

w to nie watpie:) chodzilo mi o to, ze w wielu zwiazkach takie kumplowskie relacje sa bardzo pomocne. ale bardzo trudne do zbudowania. sama to wiem:)

Ja nie wierzyłam, że mnie nie kocha!!! nie dopuszczałam do mojej durnej łepetyny faktów świadczących o tym, że on mnie nie kocha...bo czasem miły był , sypiał ze mną, jedno dziecko, drugie, ot pogubił się biedaczek...ja jemu pokażę, że warto mnie kochać, będę bardziej się starała, na pewno mnie doceni i takie tam brednie, a po latach usłyszałam, że dopiero jak poznał inne dziewczyny to tym bardziej się przekonał, ze nie chce ze mną być, bo może spotkać kogoś lepszego z kim w końcu poczuje się szczęśliwy i spełniony sad

42

Odp: List do męża.....

kompromis tak , ale na zasadzie ja tobie ty mnie , a nie moze byc tak ze tylko jedna strona rezygnuje z czego
s swojego a druga strona nic . I to ze kobieta nie odchodzi od faceta to znaczy ze nie szanuje ona siebie , po prostu ciagle ma nadzieje ze moze jednak on  sie zmieni

43

Odp: List do męża.....
chlopak napisał/a:

kompromis tak , ale na zasadzie ja tobie ty mnie , a nie moze byc tak ze tylko jedna strona rezygnuje z czego
s swojego a druga strona nic . I to ze kobieta nie odchodzi od faceta to znaczy ze nie szanuje ona siebie , po prostu ciagle ma nadzieje ze moze jednak on  sie zmieni

dokonałeś trafnej analizy mojego związku... sad

44

Odp: List do męża.....

prosze nie smuc sie sad nie chcialem tego sprawic , kurcze gdy widze Twoja minke to lzy sie pojawily sad . Badz silna dla Siebie i dla dzieci a gdy spotkasz tamtego to badz usmiechnieta i radosna , nie daj mu satysfakcj , niech widzi ze tylko zyskalas na odejściu, uwierz to go zaboli ,

45

Odp: List do męża.....
chlopak napisał/a:

prosze nie smuc sie sad nie chcialem tego sprawic , kurcze gdy widze Twoja minke to lzy sie pojawily sad . Badz silna dla Siebie i dla dzieci a gdy spotkasz tamtego to badz usmiechnieta i radosna , nie daj mu satysfakcj , niech widzi ze tylko zyskalas na odejĹ?ciu, uwierz to go zaboli ,

A powiedzieć Tobie coś śmiesznego?  Mój mąż pragnie bym kogoś znalazła i ułożyła sobie życie, czy on nie jest kochany...

Spotykałam się z pewnym X, nic poważnego, kino, miłe pogawędki przy kawie i mój mąż prosił bym uważała, bo jemu zależy na moim szczęściu i nie chce by ktoś mnie SKRZYWDZIŁ! dajesz wiarę, żeby nikt mnie nie skrzywdził!

46

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

A powiedzieć Tobie coś śmiesznego?  Mój mąż pragnie bym kogoś znalazła i ułożyła sobie życie, czy on nie jest kochany...

Spotykałam się z pewnym X, nic poważnego, kino, miłe pogawędki przy kawie i mój mąż prosił bym uważała, bo jemu zależy na moim szczęściu i nie chce by ktoś mnie SKRZYWDZIŁ! dajesz wiarę, żeby nikt mnie nie skrzywdził!

Twój mąż wie o czym gada. Jest przecież specjalistą w krzywdzeniu Ciebie. No, i taki kochany i troskliwy.

Trzymam kciuki.

47

Odp: List do męża.....

Jak bym czytała o sobie...
Nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem - myśl o sobie i swoich pociechach. Reszta sama się ułozy.

48

Odp: List do męża.....
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

A powiedzieć Tobie coś śmiesznego?  Mój mąż pragnie bym kogoś znalazła i ułożyła sobie życie, czy on nie jest kochany...

Spotykałam się z pewnym X, nic poważnego, kino, miłe pogawędki przy kawie i mój mąż prosił bym uważała, bo jemu zależy na moim szczęściu i nie chce by ktoś mnie SKRZYWDZIŁ! dajesz wiarę, żeby nikt mnie nie skrzywdził!

Twój mąż wie o czym gada. Jest przecież specjalistą w krzywdzeniu Ciebie. No, i taki kochany i troskliwy.

Trzymam kciuki.

Wiesz Wielokropku, teraz to mnie śmieszy, ale wtedy miałam strasznie głupia minę... coś na kształt mam płakać czy się śmiać, a może cieszyć? smile

49

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:

A powiedzieć Tobie coś śmiesznego?  Mój mąż pragnie bym kogoś znalazła i ułożyła sobie życie, czy on nie jest kochany...

Spotykałam się z pewnym X, nic poważnego, kino, miłe pogawędki przy kawie i mój mąż prosił bym uważała, bo jemu zależy na moim szczęściu i nie chce by ktoś mnie SKRZYWDZIŁ! dajesz wiarę, żeby nikt mnie nie skrzywdził!

Twój mąż wie o czym gada. Jest przecież specjalistą w krzywdzeniu Ciebie. No, i taki kochany i troskliwy.

Trzymam kciuki.

Wiesz Wielokropku, teraz to mnie śmieszy, ale wtedy miałam strasznie głupia minę... coś na kształt mam płakać czy się śmiać, a może cieszyć? smile

lepiej się cieszyć. Będzie zwalczać konkurencję. Jesteś bezpieczna.

50

Odp: List do męża.....
bezradna79 napisał/a:

Jak bym czytała o sobie...
Nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem - myśl o sobie i swoich pociechach. Reszta sama się ułozy.

o widzę, że masz sygnaturkę tak ponurą jak ja na początku, ale Niekochana mnie "pogoniła" bym ją zmieniła, bo same czytanie jej powodowało doła smile
radzę Tobie też ją zmienić, zobaczysz poczujesz się lepiej, tym bardziej, że nasze historie są podobne smile

51

Odp: List do męża.....
Wielokropek napisał/a:
ankinom napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Twój mąż wie o czym gada. Jest przecież specjalistą w krzywdzeniu Ciebie. No, i taki kochany i troskliwy.

Trzymam kciuki.

Wiesz Wielokropku, teraz to mnie śmieszy, ale wtedy miałam strasznie głupia minę... coś na kształt mam płakać czy się śmiać, a może cieszyć? smile

lepiej się cieszyć. Będzie zwalczać konkurencję. Jesteś bezpieczna.

Przynajmniej po rozstaniu na coś się przyda.. smile

52 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-23 16:07:08)

Odp: List do męża.....
ankinom napisał/a:

o widzę, że masz sygnaturkę tak ponurą jak ja na początku, ale Niekochana mnie "pogoniła" bym ją zmieniła, bo same czytanie jej powodowało doła smile
radzę Tobie też ją zmienić, zobaczysz poczujesz się lepiej, tym bardziej, że nasze historie są podobne smile

Ehhh... skarbie mój - Twoja ewolucja cieszy moje serce. Pamiętam Twoje pierwsze posty. I pamiętam, jak Cie opieprzyłam o tą okropną sygnaturkę smile Jezu - jestem zołzą? Niemożliwe....

53

Odp: List do męża.....

wiesz Twoj facet to naprawde gosc , takie rzeczy gadac po tym co narobil ? Przyznam sie ze troche balem sie napisac , no bo coz facet jest tu anty bohaterem ale pomyslalem ze najwyzej przeczytam zeby tu nie pisac . Tymczasem mile przyjecie smile dzieki

54 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-23 16:20:45)

Odp: List do męża.....
chlopak napisał/a:

wiesz Twoj facet to naprawde gosc , takie rzeczy gadac po tym co narobil ? Przyznam sie ze troche balem sie napisac , no bo coz facet jest tu anty bohaterem ale pomyslalem ze najwyzej przeczytam zeby tu nie pisac . Tymczasem mile przyjecie smile dzieki

Bałeś się, że małe polowanko urządzimy? Za samą przynależność do rodzaju męskiego? No co Ty?
Nie jesteśmy głupie - nie generalizujemy.  Wybrałyśmy dupków, zdrajców, socjopatów - ale WIEMY, że nie wszyscy mężczyźni są tacy sami. lol

55

Odp: List do męża.....

nie tyle połowanie co ze nie bedziecie chcialy pisac z facetem na taki temat . Ale ciesze sie ze napisalem a moze odwiedzicie mnie na watku samotnosc i na niska samoocena ? Bedzie mi milo smile

56

Odp: List do męża.....
chlopak napisał/a:

nie tyle połowanie co ze nie bedziecie chcialy pisac z facetem na taki temat . Ale ciesze sie ze napisalem a moze odwiedzicie mnie na watku samotnosc i na niska samoocena ? Bedzie mi milo smile

Zaglądnę - dziękuję za zaproszenie smile

57

Odp: List do męża.....

ankinom co oczekiwalas ,ze da ci medal ,czytajac co piszesz ,to ja robilam to ,to ,a co on zrobil dla ciebie ,mieszkasz u niego ,studia skonczylas ,pracujesz macie dwoje dzieci ,ty jestes ofiara ,ale on moze to samo powiedziec ,ze tez jest ofiara ,ze ryl nosem ,zeby wam bylo dobrze ,i co do czego dojdziecie .
przeciez on tez ma prawo sie poskarzyc .w malzenstwie jest wina 50na 50
ja ciebie rozumie ,bo jestem stazem dluzej jak ty w malzenstwie
ale to nie zmieni faceta ,mowiac ,ze ty sprzatasz ,gotujesz ,dzieci chowasz
przeciez tez jesz to normalne obowiazki ,sprzatasz sam tez by sprzatnal jakbys go nie wyreczyla,jesc by tez sobie zrobil ,faceci to nie jakies niedorobione osoby ,umieja wszystko ,tylko jesli maja osoby w domu naskakujace to sie zmieniaja na dyktatorow ,skonczylas studia i nie mozesz sobie poradzic ,wziasc to wszystko w swoje rece .kobiety sa silne wtedy kiedy sa niezalezne finansowo ,a tak nic nie zrobisz ,chyba ze tak jest ,ale czytajac nie niezauwazylam ,bo nie byloby tego listu.
takie mowienie facetowi teraz juz nie dziala ,on idzie za d.....a nie za tym ,ze ma sprzatniete ,teraz to juz myslenia o babach mu nie zmienisz ,juz za pozno ,chyba ,ze nie bedzie mial czym.szkoda twojego zdrowia .

58

Odp: List do męża.....
morawa napisał/a:

.w malzenstwie jest wina 50na 50.

Prorok? Wróżka? Czy po prostu generalizowanie?

59

Odp: List do męża.....
niekochana72 napisał/a:
morawa napisał/a:

.w malzenstwie jest wina 50na 50.

Prorok? Wróżka? Czy po prostu generalizowanie?

pewnie chodzi o 50 gram  i 50 lat

60 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-24 11:21:38)

Odp: List do męża.....
morawa napisał/a:

ankinom co oczekiwalas ,ze da ci medal ,czytajac co piszesz ,to ja robilam to ,to ,a co on zrobil dla ciebie ,mieszkasz u niego ,studia skonczylas ,pracujesz macie dwoje dzieci ,ty jestes ofiara ,ale on moze to samo powiedziec ,ze tez jest ofiara ,ze ryl nosem ,zeby wam bylo dobrze ,i co do czego dojdziecie .
przeciez on tez ma prawo sie poskarzyc .w malzenstwie jest wina 50na 50
ja ciebie rozumie ,bo jestem stazem dluzej jak ty w malzenstwie
ale to nie zmieni faceta ,mowiac ,ze ty sprzatasz ,gotujesz ,dzieci chowasz
przeciez tez jesz to normalne obowiazki ,sprzatasz sam tez by sprzatnal jakbys go nie wyreczyla,jesc by tez sobie zrobil ,faceci to nie jakies niedorobione osoby ,umieja wszystko ,tylko jesli maja osoby w domu naskakujace to sie zmieniaja na dyktatorow ,skonczylas studia i nie mozesz sobie poradzic ,wziasc to wszystko w swoje rece .kobiety sa silne wtedy kiedy sa niezalezne finansowo ,a tak nic nie zrobisz ,chyba ze tak jest ,ale czytajac nie niezauwazylam ,bo nie byloby tego listu.
takie mowienie facetowi teraz juz nie dziala ,on idzie za d.....a nie za tym ,ze ma sprzatniete ,teraz to juz myslenia o babach mu nie zmienisz ,juz za pozno ,chyba ,ze nie bedzie mial czym.szkoda twojego zdrowia .

...nie o medal tu chodzi a o możliwość ( a może i o szansę) wysłuchania nas bez możliwości przerywania, obrażania, wykrzykiwania. Często na papier można przelać dużo więcej emocji na zasadzie " papier wszystko wytrzyma" ale jest to tez dowód naszej niemocy i rozpaczy, dowód, że partner nie jest naszym partnerem do rozmów i dowód na brak zrozumienia i niezależność finansowa nie ma z tym nic wspólnego.

co to znaczy mieszkasz u niego ?        ja myślałam , że przy braku intercyzy mieszka się " u nas" , że małżeństwo to taka wspólnota  ( nawet z podpisaną intercyzą) : wspólne radości i zmartwienia, wspólne dzieci, wspólne łóżko....
Każdy ma prawo się poskarżyć ! ale każdy ma też prawo do szczęścia !
Tak jestem za Twoją opcją 50/50 ale tylko w przypadku oprawca/ ofiara - wina po połowie bo on krzywdzi a ona się na to godzi.
Nie zgadzam się też z Twoim " by " - by sprzątnął, by ugotował pewnie by i urodził gdyby żona go w tym nie wyręczała.....
Dyktator? hmmm .... wydaje mi się , że nie każdy potrafi być dyktatorem, zmienić się w niego ale może jestem w błędzie ponoć całe życie człowiek się uczy smile

61 Ostatnio edytowany przez ankinom (2011-09-24 18:32:42)

Odp: List do męża.....
morawa napisał/a:

ankinom co oczekiwalas ,ze da ci medal ,czytajac co piszesz ,to ja robilam to ,to ,a co on zrobil dla ciebie ,mieszkasz u niego ,studia skonczylas ,pracujesz macie dwoje dzieci ,ty jestes ofiara ,ale on moze to samo powiedziec ,ze tez jest ofiara ,ze ryl nosem ,zeby wam bylo dobrze ,i co do czego dojdziecie .
przeciez on tez ma prawo sie poskarzyc .w malzenstwie jest wina 50na 50
ja ciebie rozumie ,bo jestem stazem dluzej jak ty w malzenstwie
ale to nie zmieni faceta ,mowiac ,ze ty sprzatasz ,gotujesz ,dzieci chowasz
przeciez tez jesz to normalne obowiazki ,sprzatasz sam tez by sprzatnal jakbys go nie wyreczyla,jesc by tez sobie zrobil ,faceci to nie jakies niedorobione osoby ,umieja wszystko ,tylko jesli maja osoby w domu naskakujace to sie zmieniaja na dyktatorow ,skonczylas studia i nie mozesz sobie poradzic ,wziasc to wszystko w swoje rece .kobiety sa silne wtedy kiedy sa niezalezne finansowo ,a tak nic nie zrobisz ,chyba ze tak jest ,ale czytajac nie niezauwazylam ,bo nie byloby tego listu.
takie mowienie facetowi teraz juz nie dziala ,on idzie za d.....a nie za tym ,ze ma sprzatniete ,teraz to juz myslenia o babach mu nie zmienisz ,juz za pozno ,chyba ,ze nie bedzie mial czym.szkoda twojego zdrowia .

wiesz nie bardzo Ciebie rozumiem, albo Ty nie rozumiesz mnie......

Nie oczekiwałam na medal, chciałam partnerskiego związku...

po pierwsze nie mieszkam u niego, to nasze wspólne mieszkanie
2. ja pracuje 8 godzin + domowe obowiązki, on 6 godzin bez obowiązków
3. a kto tu mówi o wyręczaniu? ja byłam skazana na zajmowanie się domem z racji tego, że ja pracowałam rano, on popołudniami i nigdy nie miałam pretensji o to, że sprzątam, gotuję itp. chciałam jedynie docenienia tego, a skoro dla mnie to normalne obowiązki bo jem, to nie rozumiem dlaczego dla niego nie jest to "normalny" obowiązek?

Kurczę, tu nie chodzi, że ja wszystko robię i jest mi strasznie źle, jestem nieszczęśliwa, ja świadomie podjęłam się tych obowiązków, ale mam żal do męża, że nigdy tego nie docenił, nie usłyszałam dobrego słowa, ale krytykę, zawsze coś za mało...wiesz jakie to przykre usłyszeć po 16 latach, że nie o takiej kobiecie marzył, że nie spełniam jego standardów?

Nie wystarczyło, że ugotowałam, on chciałby, żebym robiła to z pasją, studiowała książki kucharskie, chciał widzieć u mnie entuzjazm kiedy coś gotowałam, miałam sobie wymyślić 2 potrawy, które były by moimi sztandarowymi potrawami, oprócz super kucharki dobrze by było zostać cukiernikiem, do tego idealny porządek w domu, nie przesadzę, że książki na półkach powinny być ułożone według okładki, wielkości itp, gdy na półce położyłam coś innego, to zakłócało to obraz idealnego porządku i na Boga, ten kto ma dzieci wie, że nie możliwe jest aby 24 godziny na dobę był idealny porządek!

Dzieci powinny bawić się tylko 1 zabawką i wziąć 2 dopiero  wtedy gdy 1 odłożą na półkę, jeszcze coś z mojego idealnego życia, wyobraź sobie, przestał mnie kochać, bo m.in. lubię, nie potrzebuję czasami się wyspać, miał do mnie żal, że w niedzielę, śpię do 9, kiedy on i tak w tym czasie ogląda telewizję, ale wolałby, żebym wstała o 7 zrobiła śniadanie i zaplanowała niedzielę...zaplanowała całe życie..

Nie był zadowolony z mojego wyglądu, potrafił powiedzieć mi: żebyś chociaż miała takie nogi jak ta dziewczyna...powinnaś wypracować sobie swój styl ubierania, czesania, który by tylko Ciebie charakteryzował, ale strzelał focha, kiedy kupiłam sobie coś sama bez jego aprobaty!

powinnaś więcej czytać, wiedzieć jakie są style w architekturze, w malarstwie, znać się na polityce, krytykował jakie czytam książki, wyzwać mnie od idiotek, kiedy oglądałam jakiś serial, doszło do tego, że kiedy przychodził odkładałam książkę, której by nie zaakceptował, wyłączałam telewizor, żeby tylko się nie narażać...

nie wystarczy, że pracuje zawodowo dobrze by było gdybym poszukała sobie jeszcze dodatkowej pracy, rozwijała się,

potrafił mnie wyzwać przy bliskich, znajomych na ulicy, bo jego sprowokowałam!

ale kiedy ja mam to robić? a najważniejsze czy ja chce to robić, czy on spytał mnie co ja o tych jego "powinnam" myślę?

powiem Wam ja jestem NIENORMALNA, przypadek kliniczny, nie wiem czy wyleczalny, bo przecież normalna kobieta dawno zwiałaby od tego psychopaty.


Morowa o czym TY do cholery chrzanisz!  To, że zajmuję się domem to wychowałam sobie dyktatora? To, że jemu naskakiwałam, że podawałam obiad, bo wrócił zmęczony z pracy, dało mu to przyzwolenie  na traktowania mnie w taki sposób? kobieto zastanów się przez chwilę, zanim napiszesz coś tak okrutnego!

Owszem skończyłam studia i mam zamiar wziąć sprawy w swoje ręce, niezależność finansowa? świetna sprawa, ale niestety żyjemy w takim kraju, gdzie trudno o niezależność finansową, jeżeli masz zamiar pracować tylko 8 godzin a na więcej godzin nie mogą sobie pozwolić, bo wówczas moje dzieci byłyby wychowywane przez obce osoby a swoją drogą jak to wygląda u Ciebie, bo to, że kobieta zajmuje się domem, dziećmi to od razu taki związek jest skazany na porażkę, więc zdradź przepis na udany związek

62

Odp: List do męża.....
niekochana72 napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Na niektórych ludzi słowa mówione czy pisane nie robią wrażenia - przerobiłam to na swoim mężu. W ubiegłym roku osobiście dałam mu podobny list ........i nie było ŻADNEJ ODPOWIEDZI. Miałam nadzieję, że po przeczytaniu przeprosi, wykrzyczy oburzenie a tu.... ŻADNEJ reakcji. Czasami zastanawiałam się czy go przypadkiem ( a raczej celowo) nie porwał bez czytania.
Widocznie na niektórych działają tylko słowa wyryte na ich ciele smile ale nie mam pewności smile
Znam 3 czarodziejskie słowa dziękuję, proszę i przepraszam - one naprawdę dokonują cudów! i jestem pewna, że przepraszam usłyszane od Twojego " dupka" zabliźniłoby kilka Twoich ran.

Zofio, ja jestem pewna, że mój jeszczemąż W OGÓLE nie odnalazłby SIEBIE w liście, który bym do niego napisała. Dlatego nawet nie próbuję - szkoda mojej energii wink

Niekochana myślisz, że Twój jest wyjątkiem smile ? i tu nie chodzi by on odnalazł siebie tu chodzi by on nas zauważył - to takie 5 minut tylko dla nas
.... i tu nie chodzi by on odpisał czy odpowiedział, na końcu tych listów nie pisze czekam na odpowiedź.
Tak jak wcześniej napisałam to taki rodzaj samooczyszczenia na zasadzie - papier wszystko wytrzyma i nie ma przerywania, obrażania, wykrzykiwania. To jest szansa od początku do końca na powiedzenie naszego punktu widzenia i o naszych emocjach. Często jest też tak, że więcej jesteśmy w stanie napisać niż powiedzieć no i dochodzi szczerość i to bezwzględna szczerość na którą w rozmowie oko w oko brakuje odwagi i nie ma też w nich słów czasami mówionych z przekory, czy chęci rewanżu.

63

Odp: List do męża.....

I znowu do Ciebie piszę, niedługo ta forma komunikacji z Tobą wejdzie mi w krew, ale tak mi łatwiej, nikt nie przerywa, mogę bez zbędnych emocji przekazać swoje myśli i wiem, że zostanę ?wysłuchana? no chyba, że wykasujesz tego maila zanim przeczytas,z ale ja o tym nie będę wiedziała?

Zasmuciły mnie dzisiaj słowa naszego synka...
Zawsze myślałam, że dla mężczyzny ważne są narodziny syna, zgodnie z powiedzeniem, że  prawdziwy mężczyzna powinien zbudować dom..itd. ale okazuje się, że w dzisiejszych czasach łatwiej zbudować dom, niż zbudować więź z własnym synem. Kiedy byłam w ciąży nie byłeś tym faktem uszczęśliwiony, myślałam, że to pewnie dlatego, że martwisz się za co wychowamy dziecko, ale to była zmyłka, problem tkwił głębiej, Ty wiedziałeś, że nie dasz rady pokochać tego dziecka? Ucieszyłam się, że urodzę chłopca, oczyma wyobraźni widziałam jak z nim się bawisz, uczysz kopać piłkę, jeździć na rowerze, budować modele, zabierać na męskie wyprawy.

Ale od samego początku nie bardzo rajcowało Ciebie bycie ojcem. Mało z nim  rozmawiałeś, ok. mały był , czekałeś kiedy podrośnie, ale kiedy nasz synek rósł to razem z nim rosły Twoje pretensje do niego? wiecznie jego porównywałeś do innych, niestety na niekorzyść naszego dziecka, oj bolały mnie te porównania, bo ja uważałam i nadal uważam , że jest jedyny i nie powtarzany ! Wiele ma zalet o których nawet nie wiesz, nie wiesz jakim on jest mądrym chłopcem jak racjonalnie analizuje pewne fakty, jak wiele rzeczy jego cieszy, jakie ma problemy, kiedy jest smutny, o czym marzy, w kim się podkochuje, kogo nie lubi  i wciąż zadaje 1000 pytań, na które ja nie znam odpowiedzi, jeżeli chodzi o ?męskie? sprawy?. Nie potrafię odpowiedzieć na pytania : dlaczego tata z nim nie jeździ  na ryby, dlaczego on nie umie pływać, choć tata jest instruktorem pływania, dlaczego nie chce pobawić się z nim klockami, dlaczego nie mam czasu aby pograć z nim larę croft, dlaczego z O. się bawi a na niego tylko krzyczy, dlaczego tata nie kocha mamy i dlaczego nie kupimy nowego mieszkania, przecież miał mieć swój pokój?. Ale nie to jest smutne, zasmuciło mnie jego zdanie: kiedy tata się wyprowadzi bo no woli CHOMIKA!!! Bo Ty się nie zgadzasz, aby miał zwierzątko. M przegrałeś z chomikiem!!!!

Tak sobie myślę, że nie wszystko da się wytłumaczyć pracą, ok. ciężko pracujesz i jestem Tobie wdzięczna, że zapewniasz nam godne życie, jestem z Ciebie duma, że osiągnąłeś taką pozycję ciężko pracując, ale z drugiej strony wiele rzeczy przegapiłeś?
Pamiętam, jak kiedyś jeszcze długo przed urodzeniem dzieci nie były dla Ciebie ważne pieniądze, ważne było dla Ciebie korzystanie z ?życia?, a teraz im więcej zarabiasz tym bardziej te pieniądze? ściskasz?, powiedz kiedy ostatni raz byłeś w kinie, w restauracji o teatrze nie wspomnę, a koncerty jazzowe, uwielbiasz jazz!, kiedy byłeś posłuchać tej muzyki, może warto się zatrzymać, będzie mniej pieniędzy, ale może odzyskasz radość życia?

Jeszcze jedna sprawa mnie męczy, Twoje emocje. To, że między nami nie wyszło, to, że nie potrafisz nawiązać więzi z dziećmi, to może nie tylko kwestia mojej osoby, że ja Tobie nie odpowiadam, może Ty po prostu nie potrafisz kochać? odpowiedz sobie szczerze, czy kochałeś jakąś kobietę tak szczerze, tak do bólu?. Czy kochałeś L, J, mnie M, K ,czy czułeś do nas coś więcej poza zauroczeniem, czy byłeś w stanie zrezygnować, zaryzykować, poświęcić  ?coś? dla uczucia do któreś z nas?

Ja nigdy nie zaznałam od Ciebie uczucia prawdziwej miłości, ale ja jestem dorosła, ja sobie poradzę, ale pomyśl o swoich dzieciach, one Ciebie kochają, ale boję się, że w dorosłym życiu pozbawione uczucia ojca nie będą potrafiły, tak jak Ty , obdarzyć kogoś szczerym i prawdziwym uczuciem, nie chcę by same cierpiały i nie chcę, żeby ktoś przez nie cierpiał, proszę przemyśl to? Nie piszę tego z powodu złośliwości, fakt jestem zraniona, ale jak już pisałam ja sobie poradzę, ale one nie są bezbronne i potrzebują uczucia dwojga rodziców.

64

Odp: List do męża.....

"Największym problemem jest to, że człowiek nie potrafi skoncentrować się na teraźniejszości. Wiecznie roztrząsa, czy mógł coś zrobić lepiej, jakie będą konsekwencje jego czynów, dlaczego nie zareagował tak, jak powinien. Martwi się też o przyszłość: co będzie jutro, jakie należy podjąć kroki, jakie czyhają na niego niebezpieczeństwa , jak uniknąć zagrożeń i realizować marzenia"...

TO JA!! TO JA!!!!

dalej: ..."Nie warto siedzieć i gadać, bo to NICZEMU NIE SŁUŻY! ZACZNIJ DZIAŁAĆ (zapamiętajcie kochane to zdanie! smile ). Najwyższa pora, żebyś się ruszył, odzyskał swoje królestwo, które niszczy rutyna. Dość powtarzania w kółko tej samej lekcji. w ten sposób niczego nowego się nie nauczysz.
- Nie chodzi o rutynę. po prostu nie jestem szczęśliwy.
- To właśnie jest rutyna. Wydaje ci się, że istniejesz, bo cierpisz. Człowiek odnajduje sens życia w swoich problemach. Ciągle o nich gada: o kryzysach małżeńskich, kłopotach z dziećmi, narzeka na szkołę, pracę, na przyjaciół. Ani przez chwilę nie pomyśli: "Jestem tu i teraz. Jestem wynikiem tego, co się zdarzyło i co się wydarzy, ale w tej chwili jestem tutaj. Jeśli popełniłem błąd, mogę go naprawić albo przynajmniej prosić o wybaczenie. Jeśli zrobiłem coś dobrego, powinienem się cieszyć i bardziej świadomie przezywać teraźniejszość...."

piękne prawda? i jakie prawdziwe... myślę, że każdy z nas znajdzie w tym fragmencie siebie.....

A tutaj coś co przeżyłam osobiście: ..." Zgubiłem drogę.... gdybym doszedł do kresu, nie dręczyłoby mnie poczucie winy i nie byłym taki nieszczęśliwy. Boję się. Jeśli to nie minie, to znaczy, że sprowadził je na mnie Bóg. Widocznie chce, żebym ruszył przed siebie i wszystko zmienił.
Nie raz to przeżyłem. Ilekroć się buntowałem, złościłem na swój los, dotykało mnie jakieś nieszczęście. Tego najbardziej się boję - że zdarzy się tragedia, która całkowicie zmienia życie i zawsze łączy się ze stratą. Kiedy coś tracimy, nie warto starać się to odzyskać. Lepiej wykorzystać powstałą przestrzeń i wypełnić ją czymś nowym. Teoretycznie z każdej starty wynika coś dobrego, ale w praktyce właśnie wtedy poddajemy w wątpliwość istnienie Boga i zadajemy sobie pytanie: czym sobie na to zasłużyłem?

Panie, oszczędź mi nieszczęść, a pójdę drogą, którą mi wskażesz.

Kiedy tak siedzę zatopiony w rozmyślaniach, nagle w pobliżu uderza piorun, a niebo przeszywa błyskawica. Znów się boję. To znak. Oto tłumacze sobie, że zawsze daję z siebie wszystko, a tymczasem matka natura podpowiada coś wręcz przeciwnego: Kto chce żyć pełnią życia, nigdy nie zatrzymuje się. Niebo i ziemia zwarły się w uścisku. po burzy oczyści się powietrze i zazielenią pola. lecz teraz wicher zrywa dachy, powala stulenie drzewa, wezbrane rzeki zalewają okolicę??

Kiedy to przeczytałam, zatrzymałam się w tym miejscu i przypomniałam sobie jak klika dni temu poddałam w wątpliwość jego istnienie i że jest okrutnym skoro mnie tak karze! całkowicie zapominając, że przez 16 lat po każdej kłótni skulona w kącie płakałam i prosiłam Boga, aby mi pomógł, żeby mnie "zabrał" od tego człowieka, którego kochałam, a który mnie krzywdzi i Bóg wiedział, że jestem słabą osobą , że sama nigdy nie odważę się odejść więc sprawił, że On odszedł ode mnie..... i po dzisiejszej rozmowie uświadomiłam sobie, że Ty nie chcesz ze mną być, nie chcesz i już, jeżeli masz wątpliwości to dotyczą one jedynie naszych dzieci?. Nie martw się wychowamy je najlepiej jak potrafimy i myślę, że jak już  się wyprowadzisz , a mam taką nadzieję,  zresztą nie odpuszczę! To wtedy odzyskasz zgubioną gdzieś tam ?radość życia? i wtedy dzieci więcej skorzystają z ojca mieszkającego ?dalej? a jednak dzięki tej odległości? bliższego?, mniej sfrustrowanego, bardziej stęsknionego, dostaną takiego ojca jaki powinien być na co dzień, ale który gdzieś po drodze zgubił siebie i w związku z tym nie jest taki?

Posty [ 65 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » List do męża.....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026