Sama już nie wiem kogo mam się poradzić i co o tym wszystkim myśleć. Weszłam na netkobiety przez przypadek i ... chwała Bogu!
Ale do rzeczy.
Pewnego listopadowego wieczoru, lekko załamana stanem mojego języka obcego, zaczęłam szukać różnych, różnistych anglojęzycznych czatów. I znalazłam to jeden, to drugi. Oczywiście ludzi na nich pełno! Problem był tylko jeden: notorycznie podłączający się napaleńcy, rzucający jednoznacznymi tekstami: "lubisz sex?", "obciągniesz mi?", "mogę possać twoją małą?". Ja oczywiście rozumiem, że na świecie żyją różni ludzie, którzy mają różne potrzeby, ale do cholery! Ja chciałam p o r o z m a w i a ć ! Tak jak szybko na ten czat weszłam, tak samo szybko z niego wyszłam. Lekko znudzona, a jednocześnie zbyt samotna, weszłam zwykły, polski czat pt. samotni. Podłączyła się jedna osoba, druga i... nagle trzecie osoba - na polskim czacie, po angielsku. Pierwsza myśl: robi sobie z mnie jaja. Ale ja nic, rozmawialiśmy dalej, bo była to jedyna osoba, z którą można faktycznie było r o z m a w i a ć. Oczywiście po jakichś dwóch godzinach, mój rozmówca zapytał, czy moglibyśmy się przenieść na skype'a, albo jakiś inny komunikator. Zgodziłam się. Rozmowa toczyła się dalej. W końcu stwierdził, że bardzo fajnie mu się ze mną rozmawia i czy moglibyśmy wysłać sobie zdjęcia. Bach! Nie jestem trendowata, ale gruba, a co za tym idzie - nie lubię się pokazywać. Po chwili namysłu, stwierdziłam, że raz się żyje. Wysłałam, a zanim jeszcze do tego doszło, otrzymałam jego zdjęcia. Przystojny murzyn. Łał. Czego można chcieć więcej? ; )
Początkowo pisaliśmy co drugi dzień, po kilka godzin. Potem przez kilka dni nie miałam możliwości używania internetu, toteż kontakt się urwał. Szczerze mówiąc była pewna, że to koniec. Sprawdzam pocztę a tam wiadomość: gdzie Ty jesteś? stało się coś? mam nadzieję, ze wszystko w porządku. Jak Boga kocham - zrobiło mi się naprawdę przyjemnie na duszy, bo ja nic sobie z tego nie robiłam, a on się naprawdę przejął. Z czasem zaczęliśmy rozmawiać codziennie. Zaczynało się o 20, a kończyło nie raz o 3 nad ranem. Nie muszę chyba pisać, że nie raz miałam problemy, aby dotrzeć na zajęcia na czas.
Po ok. trzech miesiącach znajomości, zapytał czy możemy włączyć kamerki internetowe, aby porozmawiać. Zwyczajnie migałam się od tego, chyba głównie dlatego, że owego sprzętu nie posiadałam. Ględził i ględził, aż w końcu ją kupiłam.
"Znam" tego faceta od ośmiu miesięcy. Od ponad pięciu, piszemy lub rozmawiamy z włączoną kamerką, niemal codziennie. Pewne wyznania padły z jego strony już nie raz. Nie powiem - nie jest mi on obojętny. Bardzo się przyzwyczaiłam do kontaktu z nim i prawdę mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić, aby to wszystko ot tak przerwać. Jak już napisałam, stwierdził, że nie jestem mu obojętna. Moja reakcja na jego słowa była nijaka, bo mnie to po prostu przerosło! Wtedy przestał pojawiać się on line. Zaskoczyło mnie to i wtedy ja napisałam do niego maila. Bez odzewu. Napisałam sms'a. Bez odzewu. W zamian za to dostałam dłuuugiego maila. Wiecie, co? Chciał sobie zrobić przerwę, bo uznał, że sam się za bardzo w to wkręcił, a ja chyba nawet go nie lubię. Dlatego on stara się ode mnie odciąć, bo to chyba i tak do niczego nie prowadzi. Stosownie odpisałam. To, co myślałam.
Od tej sytuacji minęło już sporo czasu, ale jakby omijamy temat uczuć. On, bo nie widzi odzewu, ja - bo nigdy nie byłam tak naprawdę zakochana, i mam po prostu nadzieję, ze to jedna wielka fascynacja i uzaleznienie...
Pewnego razu, dla żartów własciwie (albo tylko mnie się tak wydawało), rzucił, że zaprasza mnie na swoje urodziny. Zaczęłam się śmiać. Od tamtego czasu ciągle drąży temat naszego spotkania. Problem w tym, że on mieszka w tej chwili w Grecji, a ja w Polsce. Jako że on wyszedł z zaproszeniem jak pierwszy, oczekuje, że to ja go pierwsza odwiedzę...
Tak, tak... Mamy XXI wiek, samolotem byłabym tam może w 2,5h. Tylko, że problemem są dla mnie pieniądze lub czas. Aktualnie tylko pieniądze. I wiecie co? Powiedziałam mu, że nie mogę sobie na taki wyjazd pozwolić, bo jesli nie mam pracy, to jak mam do niego dolecieć. W odpowiedzi słyszę ciągle jedno: dobrze wiesz, że pieniądze to nie problem, bo skoro ja zapraszam Ciebie, to ja muszę o wszystko zadbać. I gadaj tu z takim...
Chyba jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nikim przez komunikator w ten sposób. Oczywiście na gg, czy gdziekolwiek, już nie raz rozmawiałam z kimś, tyle tylko, ze wtedy nie widziałam tej drugiej osoby, mogłam sobie jedynie wyobrazić jak ona wygląda. Rozmowy ograniczały się z reguły do wylewanie w internet swoich problemów, lub wysłuchiwania cudzych. Teraz jest zupełnie inaczej. On jest jakiś inny. Jakby wartościowy. Naprawdę czuję i wiem, ze to fajny, wartościowy facet, ale z drugiej strony cały czas coś sprowadza mnie na ziemie i szepce do ucha, ze to przecież i n t e r n e t.
Co ja mam zrobić? ![]()
Tak, zdaję sobie sprawę, że to głupota, żeby lecieć do kogoś, kogo się nigdy w życiu nie widziało. Z drugiej strony tyle z nim gadam, że czasami mam wrażenie jakbym znała go od niewiadomo jak dawna. Pytam znajomych, a te mówią: leć. Z doświadczenia wiem, ze łatwo komuś doradzać, a najgorzej zdecydować się na coś samemu...
Może macie jakieś sugestie?
Może któraś z Was będzie tak łaskawa i palnie mnie w łeb i sprowadzi na ziemie...?
Nic już nie wiem.
Ah i przepraszam, że się tak rozpisałam ![]()