Cześć, od razu powiem że sytuacja jest dla mnie bardzo trudna i przepłakałam już z tego powodu kilka dni, ale kompletnie nie wiem co z tym zrobić i może ktoś z Was miał podobną sytuację i coś mi podpowie.
Jesteśmy z chłopakiem razem 3 lata, obydwoje koło 28 lat i w życiu codziennym dogadujemy się bardzo dobrze (dobrze nam się razem mieszka, mamy pewne aktywności które wykonujemy wspólnie ale też każdy z nas ma coś swojego), jest bardzo opiekuńczy, troskliwy itp. Naszym problemem jest życie łóżkowe... Na tej płaszczyźnie nie dogadujemy się właściwie od samego początku, ale myślałam że może z czasem bardziej się otworzę i się to poprawi, ale tak się niestety nie stało. Myślę, że powodów jest kilka, ale wszystko chyba skłania się do tego samego- że nie jesteśmy do siebie dopasowani pod tym względem.
1- on już na samym początku naszej znajomości mi to powiedział, ale ja nie zwróciłam na to wtedy uwagi, a teraz zaczęło to wychodzić. Dla niego seks jest po prostu czynnością/aktem i nie łączy tego z miłością, a dla mnie wręcz odwrotnie. Ja potrzebuję jakiś pocałunków, atmosfery a on wcale. Obecnie wygląda to tak, że gdy on poczuje że ma na to ochotę to przychodzi do mnie i proponuje że może byśmy coś porobili, ja tej ochoty nie mam wcale, ale mówię okej, on zaczyna się rozgrzewać, rzuca mi żel żebym ja też się rozgrzała, robimy co mamy zrobić, on dochodzi i potem leżymy chwilę i się przytulamy. Jest to jak widać kompletnie mechaniczna czynność, a ja za każdym razem czuje się po prostu gorzej, bo podczas gdy to robimy ja nie czuję kompletnie nic, żadnych emocji, uczuć, po prostu leżę.
2- drugim problemem jest to, że bardzo często podczas stosunku czuję ból i to akurat pojawiło się od jakiegoś roku, na początku tak nie było. Wiem, że mam małe torbiele, jestem pod stałą kontrolą lekarza i myślę, że właśnie tym może to być spowodowane. Ból pojawia się podczas różnych pozycji i wtedy to już w ogóle tylko marzę o tym żeby już było po wszystkim.
3- trzecią sprawą jest seks oralny. Na początku mój chłopak kilka razy mnie tak zadowolił, ale potem przyznał że nie lubi tego za bardzo i ja to jak najbardziej rozumiem i ani razu więcej o tym nie wspomniałam. Ja sama z seksem oralnym mam olbrzymi problem, czuję się podczas tej czynności niekomfortowo, nie wiem co mam właściwie robić, jak to robić, a na sam smak jakiejkolwiek wydzieliny od razu robi mi się niedobrze. Więc jakbym miała wybór to nie chciałabym tego robić w ogóle. No i tu pojawia się problem, bo mój chłopak chciałby żebym czasem coś mu tam też zrobiła, ale najczęściej kończy się na tym że ja podchodzę do tego jak do jeża, nie wiem jak sie do tego zabrać, on się obraża i jest po wszystkim. On mi kiedyś pokazywał, tłumaczył jak to robić, ale przez to że czuję się niekomfortowo (nie mam pojęcia czemu, ale po prostu tak jest), to ja nie potrafię się podczas tej czynności rozluźnić i pokazać jakikolwiek zapał i to jest widoczne. Mam też wrażenie, że czuję coraz większą presję bo chciałabym żeby było dobrze a nie jest.
Jesteśmy ze sobą 3 lata i myślę, że on też tak samo jak i ja myślał że po prostu potrzebuję czasu żeby się bardziej otworzyć, ale nic takiego nie nastąpiło. Może nie od samego początku, ale po jakimś czasie ja utraciłam kompletnie pożądanie i aktualnie nie mam go wcale. Myślę że gdzieś od 2 lat nie było momentu żeby to mnie naszła ochota na jakieś wspólne zabawy i od długiego czasu zastanawiam się czy ze mną wszystko w porządku. Uważam, że mój chlopak jest przystojny, zadbany, chodzi na siłownię, ale to nie pomaga. Nie pomaga też fakt, że jedyne kłótnie jakie mamy to są właśnie na temat seksu, a dokładniej tego że jak on to mówi "ja się cały czas wstydzę i nie potrafię się otworzyć" i ja wiem, że od dał mi na to już 3 lata, ale ja po prostu nie jestem w stanie. Nie wiem co jest tego powodem, może po prostu taka jestem, ale czuję że to się nie zmieni, nie doznam nagle z dnia na dzień jakiegoś olśnienia i ta ochota magicznie nie przyjdzie. Aktualnie seks się pojawia mniej więcej co 3 dni (czasem częściej, ale czasem sa tez kilkudniowe przerwy), zawsze wychodzi od niego, a ja zawsze robię to mechanicznie. Ostatnio jednak mieliśmy kolejną małą kłótnię na ten temat, powiedział mi że ja go w ogóle nie dotykam, że może ja nie lubię seksu ale problem jest taki że on lubi i on chyba nie wymaga ode mnie zbyt wiele (wtedy akurat chcial żebym popieściła go oralnie) i że jeśli nie przestanę się wstydzić to może powinniśmy zerwać. I wtedy właśnie mnie olśniło, że może faktycznie powinniśmy. Bardzo go kocham i on mnie też, po godzinie od tej rozmowy byliśmy już pogodzeni, ale to zdanie w mojej głowie zostało i stąd właśnie mój wątek na tym forum, bo już naprawdę nie mam pojęcia co mam zrobić w tej sytuacji. Z jednej strony bardzo chciałabym z nim spędzić życie, bo wiem że jest nam bardzo dobrze razem, ale z drugiej jak myślę sobie o całym naszym pożyciu seksualnym wyglądającym w ten sposób, to chce mi się płakać. Nie chciałabym go też zranić i powiedzieć, że nie czuję do niego pożądania. On jak jest zły to potrafi czasem powiedzieć coś co mnie rani, ale ja absolutnie nie chciałabym tak kończyć tego związku tylko jal już to z poszanowanie go. Czy powinnam to zakończyć, żebyśmy się oby dwoje nie męczyli w tym temacie? Ja ogólnie mam problem z rozmową na ten temat, czuję się wtedy że cała ta sytuacja jest moją winą, bo powinnam coś czuć podczas naszego seksu a nie czuję, mam łzy w oczach bo nie wiem w jaki sposób mogę polepszyć tą sytuację chociaż bardzo bym tego chciała, a on mam wrażenie że czeka na jakieś moje gotowe rozwiązanie, bo też widzi problem tylko we mnie. Podczas tej ostatniej sytuacji ja powiedziałam, że może potrzebuję jakiejś większej albo jakiejkolwiek gry wstępnej, może wtedy byłoby lepiej a on na to że przeciez on mi mowi caly czas ze mnie kocha i caly czas jakies calusy sobie dajemy, tylko że to nie o to chodzi...