sytuacja zaczyna mnie przerastać. moje decyzje nie są racjonalne, bo sama przestałam być rozsądną osobą.
cała sytuacja zaczęła się przed rokiem, mi siedziała w głowie inny facet- on był zajęty. chcąc nie chcąc bawiliśmy się na jednej z imprez, było miło tańczyliśmy razem, on nosił mnie na rekach.
zaczął mnie całować, ale powiedziałam żeby przestał, bo ma dziewczynę i że będzie tego żałował.
potem pisaliśmy dużo,on zdobył mój numer i wgl. powiedziałam mu że nie jestem zła i że jest wszystko w porządku.
co jakiś czas wymienialiśmy smsy, potem dowiedziałam się,że on zerwał a tamtą. nadal wymiana smsów spotykaliśmy się od czasu do czasu, (on jest w mojej ekipie, którą właśnie ponad rok temu poznałam).
zaczęło mi zależeć. nie byliśmy obojętni wobec siebie, coś nas przyciągało. on nie ukrywał,że mu się podobam, mówił o tym otwarcie wszystko było w porządku.
kilka dni temu, a dokładnie 13 czerwca byliśmy wszyscy, całą ekipą na meczu, potem zostaliśmy jeszcze piliśmy piwko, wygłupy i wgl.
on mówi,że idzie do domu szłam z nim, robił przedstawienia, siadał na chodniku mówił,że nie będzie szedł, ciągną ,mnie chciał mnie całować.
prosiłam żeby wstał żebyśmy poszli gdzieś na ławkę usiąść.
potem wziął mnie za rękę i zaprowadził do takiego niezamieszkałego jeszcze domu, tam zaczęliśmy się całować. zaczął mi rozpinać pasek, powiedziałam nie- mimo to nadal próbował. potem przestał, dalej tylko całowanie. potem znowu....
nic więcej nie było.
mi na nim zależy tak bardzo. boję się,że nic z tego nie będzie.
teraz on milczy co robić? ![]()