Temat dla lubiących czytać... chociaż piszę go drugi raz, więc chyba się streszczę.
Mam w pracy kolegę, którego uważam za przystojnego. Długo się rozmijaliśmy, bo kiedy ja dołączyłam do zespołu, on został przeniesiony (choć dział ten sam), teraz ja zmieniam piętro i dział, a on wrócił. W starej grupie nadal mam większość znajomych, więc często tam przychodzę.
Kolega pełni funkcję doradcy w pracy, więc czasem do niego pisałam. Zazwyczaj jednak nie wychodziliśmy poza "cześć" na korytarzach, ale w "pisaniu" często dodawaliśmy jakieś żarty. Ostatnio jednak, kiedy pracowałam jeszcze w starym dziale, będąc już zatrudniona w nowym (czekaliśmy na szkoleniowca), porozmawiałam z nim i był bardzo... flirciarski. Koleżanka powiedziała mi, ze być może w kilku rzeczach mnie nabrał (tzn. uwierzyłam w jego żarty), ale nie wydaje mi się. Albo wolę nie wiedzieć.
W każdym razie do tej pory nie rozmawialiśmy zbyt wiele face to face, a ostatnio spytał mnie, jak mi się podoba w nowym dziale, chociaż wcale nie musiał tego robić (czekaliśmy na windę z innymi ludźmi). Ostatnio dość często wpadamy na siebie w windzie i jedziemy sam na sam (to nie jest aluzja...) i przy tej okazji zauważyłam, że zaczął się szeroko uśmiechać na mój widok i od razu włącza mu się tryb "śmieszkowania", takiego z odcieniem flirtu. Kilka dni temu wpadłam po pracy na swoje stare piętro, żeby porozmawiać z jedną z koleżanek, ale okazało się, ze wyszła wcześniej, a on rzucił: "Myślałem, ze przyszłaś do mnie porozmawiać". Wcześniej spytał mnie, czy "będę do nich wpadać". Powiedział też coś w stylu: "Mogę do ciebie pisać, jak będę miał problem? (Nasze działy nie mają ze sobą nic wspólnego) Zobaczysz, jak to jest!". Jestem zaskoczona, bo często przynoszę do pracy jakieś, hmm, "dobroci', którymi się dzielę, ale wcześniej tylko dziękował z oficjalnym uśmiechem (o ile go spotykałam i mogłam zaproponować), a teraz za każdym razem rozwija temat, dodaje coś od siebie.
Pojawia się jeszcze dość istotny problem: nie wiem, czy ma dziewczynę. Jeśli tak, to sprawa jest prosta - panu już dziękujemy. Widywano go z dziewczyną pod biurem często, choć od jakiegoś czasu już tak nie jest - ale może znalazła pracę albo coś w tym stylu.
Myślicie, że w razie "w" jest sens ciągnąć taki "firmowy flirt" (jeśli tym on rzeczywiście dla niego jest, zakładając, że jest singlem) i próbować dawać znaki, by wskoczyć na wyższy poziom czy to nie ma sensu? I czy uważacie, że jakoś się domyślił ("myślałam, że do mnie przyszłaś" + coś wspomniał w ewidentnym żarcie zasugerował, że szukałam pretekstu, żeby do niego napisać o pomoc, a tak nie było)? Wiem, że może za dużo interpretuję, ale... dobra informacja jest taka, że odechce mi się, jak zobaczę, jakie to nieskuteczne.
Proszę o kulturalną dyskusję i powstrzymanie się od chamskich docinków.
To nie jest dla mnie sprawa życia i śmierci, ale jestem ciekawa, co ktoś inny mógłby o tym powiedzieć.