Od mniej więcej początku września zauważyłem że mój związek z dziewczyną jakby przechodzi jakiś kryzys.
Dodam że znamy się 1,5 roku i planowaliśmy w najbliższych miesiącach zamieszkanie razem.
Rozmawiamy ostatnio coraz mniej. W ciągu dnia wiadomo praca ale dawniej potrafiliśmy wymieniać chociaż krótkie wiadomości.
Teraz ograniczamy się do ' dzień dobry' czy 'miłego dnia' . Kiedy ja coś napiszę nie ma reakcji lub jest po paru godzinach. Wieczorami ona także rzadko kiedy ma czas. Głównie z jej strony sprowadza się do zdawania relacji z pracy. Często zdarza się ostatnio że jakieś uczuciowe tematy poruszane przeze mnie nie są zauważane albo reaguje delikatnie nie rozwijając tematu. Nie kończymy rozmowy. W trakcie jest ' dobranoc ' a i to nie zawsze.
Dawniej aż tak nie było.
Jeszcze pod koniec sierpnia gdy rozmawialiśmy o tym że chcemy mieszkać razem, kochamy się i chcielibyśmy docelowo założyć rodzinę czułem że wszystko jest w porządku. Sama poruszała istotne kwestie. Widziałem zaangażowanie .
Teraz nie widzieliśmy się ponad tydzień.
W ubiegły weekend była zmęczona po intensywnym tygodniu i musiała odpocząć.
Zrozumiałem bo wiem że akurat wtedy spadło jej dużo rzeczy w pracy.
W ten weekend chyba też już się nie zobaczymy.
Zaczęło się w środku tygodnia gdy powiedziała że kiepsko się czuje.
Katar , ból głowy i ogólne zmęczenie. W międzyczasie miała problem z autem. Nie chciała żebym przyjechał. Zaproponowałem że jej to załatwię. Nie chciała i zrobiła sama. Jeździła do warsztatu itp. mimo pracy i tego przeziębienia. Pracowała normalnie do końca tygodnia. Nie chodziła do lekarza.
Pisałem często jak się czuje itp. odpowiedzi były bardzo zdawkowe. Mało rozmowy.
Dopytywałem co dokładnie i czy mogę pomóc. Nic z tego.
Powiedziała że może odpocznie w sobotę i stanie na nogi.
Wiem że był wczoraj u niej brat . Nawet napisała że zjedli razem posiłek.
Zapraszałem ją dziś na obiad. W ostateczności napisałem że mogę zawieźć jej do domu.
Widzę że reakcja jest taka że raczej nie.
Podobno wciąż ma katar i jest osłabiona.
Nie miała żadnej gorączki itp.
Tylko dla mnie to żaden problem.
Jeżeli się kochamy i chcemy mieszkać razem to jakim problemem jest przeziębienie ?
Mieszkając razem przecież każde z nas będzie kiedyś chorować i co wtedy ? To drugie ucieknie z domu ?
Nie rozumiem tego.
Chodzi o to że nie widzimy się dwa tygodnie.
To nie jest żadna ciężka choroba.
Dziwne to wszystko.
Dosłownie nie cały miesiąc po tym kiedy mówi że kocha i chce wspólnej przyszłości.