Witam,
Mój średni syn, który skończył już 30 lat, wciąż z nami mieszka. Nie chodzi o to, że nam on przeszkadza, bo nie przeszkadza ale jako rodzice chcielibyśmy, aby się usamodzielnił.
Generalnie, syn mieszka tak z nami odkąd skończył studia. Pracuje, zarabia nieźle. Ma odłożone już ok 250 tysięcy, kupił sobie też auto ostatnio. Mieszkanie z nami miało mu pomóc łatwo wystartować. Z drugiej strony trochę się martwimy tym, że może już mu się zrobiło za wygodnie i może się przyzwyczaił do takiego życia. Staram się mu specjalnie nie matkować. Nie dorzuca nam się do rachunków, bo tak zdecydowaliśmy. Nie jest to dla nas duży koszt. Jest też mocno skupiony na sporcie, sam gotuje. Pod tym względem nie można powiedzieć o nim, że jest mamisynkiem. Ma też fajną dziewczynę od dwóch lat. Wcześniej się tez z kimś spotykał, ale za wiele nie wiem, kto to był i ile tych dziewczyn było.
Wiem, że rynek mieszkań jest teraz trudny dla młodych ludzi i jest trochę kryzys. Nie mniej, dzieci moich koleżanek, w większości już są samodzielne. My oczywiście jesteśmy w stanie pomóc finansowo synowi, by kredyt na mieszkanie był jak najmniejszy. Być może nawet się uda bez kredytu ale synowi się coś nie śpieszy z szukaniem czegokolwiek.
On się uważa za biedną osobę i wciąż mu mało. Marzą mu się fajne auta i beztroskie życie
Nie wiem, czy macie też podobne doświadczenia, ze swoimi dziećmi?