Zakładam temat w "Miłość, związki" a nie w "Kulturze", bo to o związkach chcę porozmawiać.
Przemyślenie naszło mnie teraz, gdy do kin wchodzi nowa "Lalka". Przez wiele lat ludzie mieli Izę za sukę, a ja przedstawię inne stanowisko. Bardzo niepoprawne.
W skrócie: Wokulski lat 45 zakochał się w Izie lat 18, zupełnie jej nie znając, tylko widząc ją z daleka podczas spaceru. Jako że pochodził z ubogich sfer, ale potem się dorobił - wpadł na pomysł, że kupi uczucie Izabeli. Wykupił zadłużoną kamienicę jej ojca, pomagał im finansowo, kupował Izie błyskotki. Koniec końców ona flirtowała z innym, a on poczuł się zdradzony i odszedł w siną dal.
Wokulski był nachalny i wszystko wokół niej budował. Pomagał finansowo jej rodzinie, by być bliżej niej. Ale ona nigdy mu nie odwzajemniła uczucia. On wymuszał bliskość przez dobroć, co dziś nazwalibyśmy bardzo niezdrową dynamiką. W praktyce: „Patrz, ile dla ciebie robię — odwzajemnij uczucie.”
Z jednej strony cierpiał naprawdę. Ale z drugiej — nie kochał Izabeli jako osoby. Kochał swój obraz Izabeli. Jego uczucie nie dawało jej przestrzeni. Nie akceptował jej takiej, jaka była — tylko taką, jaką chciał, by była.
Gdyby jakiś starszy pan (bo dla 18 latki, 45 lat to stary dziad) był taki natrętny, może też bym nim gardziła. Nawet gdyby kupował mi wszystko. To był jego wybór by jej pomagać finansowo. Jego. Chociaż wiedział że ona go nie kocha. To był jego wybór. Ona nie prosiła, nie obiecywała. On chciał ją kupić uczuciami, a potem się dziwił, że nie działa.
Wokulski pomagał, ale nie bezinteresownie. Nie dawał po prostu z dobroci serca. Oczekiwał wdzięczności. Bliskości. Miłości. Seksu. Tylko tego nie mówił wprost, więc kiedy jej nie dostawał — był zawiedziony, zgorzkniały. A skoro on sam wybierał dawać, kupować, wspierać, to dlaczego miałaby nie brać, skoro nie robiła nic złego? Nie kłamała mu. Nie obiecywała miłości. On sobie to dopowiadał. To nie jest historia „złej kobiety i biednego romantyka”. To historia o samotności, przemocy bez przemocy, i o błędnych oczekiwaniach. Wokulski nie był potworem. Ale był ślepy. I był niesprawiedliwy. Bo on nie pytał jej, czego ona chce. On tylko coraz mocniej inwestował w swój sen. Kiedy sen się nie spełnił — uznał, że to ona była „zła”. Bo nie zadziałała jak nagroda.
Podsumowując:
– 45-letni mężczyzna zakochuje się w 18-latce, którą widzi z daleka — na spacerze w Łazienkach.
– Ona go nie zna, nie zaprasza, nie chce.
– On zaczyna pomagać jej rodzinie finansowo, wykupuje ich zadłużony majątek, kupuje jej drogie prezenty, sponsoruje jej styl życia.
– Ona przyjmuje, ale nie odwzajemnia uczuć, nie daje sygnałów miłości — jedynie jest obecna i uprzejma w sytuacjach towarzyskich (bo inaczej nie wypada).
– On marzy, że ją zmieni, że ją przekona, że się w nim zakocha.
– Gdy ona flirtuje z innym — jest zdradzony, rozczarowany, załamany.
– Bo przecież tyle „dla niej zrobił.”
To jest:
– próba kupienia uczuć,
– emocjonalna manipulacja (nazywana dziś czasem „love bombing”),
– brak zgody na autonomię drugiej osoby,
– i obsesja ubrana w kostium miłości.
I nawet jeśli Wokulski nie był złym człowiekiem, to jego działanie było niewłaściwe. Bo on nie widział jej jako osoby, tylko jako nagrodę za swoje uczucia. A Izabela, choć może była rozkapryszona — miała pełne prawo nie chcieć. I to nie czyniło jej winną.
To jedno z najokrutniejszych, najgłębiej zakorzenionych kłamstw naszej kultury: że kobieta powinna odwzajemnić uczucie, bo coś „dostała”.
Nawet teraz, w jakimś komentarzu pod zdjęciem z "Lalki" jeden facet napisał "czy chociaż poruchał?!", drugi odpowiedział: "nie, bo Iza to suka była". Czyli obowiązkiem kobiety za prezenty jest dać ciało.
Gdyby jakiś starszy pan pomagał mojej rodzinie, a ja bym to przyjmowała to nie znaczyłoby że go wykorzystuję, tylko uznałabym że to po prostu jego decyzja, jego wola, może lubi pomagać biedniejszym. Nie wiązałabym mojej zgody na przyjmowanie tej pomocy z robieniem mu nadziei. To, że ktoś coś daje — nie czyni mnie odpowiedzialną za jego uczucia. Nie czyni mnie dłużniczką.