"Malutkie słoniątko próbowało zerwać się z łańcucha, lecz nie miało dość sił. Kiedy słoniątko dorosło i teoretycznie mogłoby jednym ruchem zniszczyć wiążące je kajdany nie podejmuje nawet próby. Wszystko bowiem przez to, iż ów dorosły już słoń nadal myśli, że nie jest wystarczająco silny".
I ja mam podobnie jak bohater tej krótkiej historyjki.
Na studiach inżynierskich bałem się trudniejszych przedmiotów. I to tak bardzo, że niemal za każdym razem znajdowałem się pod ścianą.
Całki ... gdy tylko zaczął się ich temat ... mentalnie odpuściłem. Obawiałem się licznych trudności z przyswojeniem wiedzy i co chwila rzucanych przysłowiowych kłód pod nogi. Nawet nie próbowałem zrozumieć tematu, a już uznałem, że to nie dla mnie i że marnuję na uczelni swój czas. Podchodziłem do całek jak do jeża. Gdy któregoś razu zakasałem rękawy i pochyliłem się nad nimi szybko dałem sobie spokój. Byłem mocno zniechęcony.
Za naukę wziąłem się dopiero w dosłownie ostatnim terminie. Mając jeden niezaliczony przedmiot i wizję wylotu z uczelni spanikowany przysiadłem do nauki.
Balem się, że nie dam rady, że nie nauczę się, że skoro inni studenci z wyższymi ocenami się z tymi całkami męczyli, to ja polegnę.
Do tego miałem bardzo ograniczony czas. Do głowy co chwila przychodziła myśl, że sobie nie poradzę. Mimo wszystko strach związany ze skreśleniem z listy studentów mnie napędzał. Uczyłem się i ... zdałem na 5.
Potem pojawiły się całki krzywoliniowe, po2, po3. I wtedy spanikowałem, że tym razem sobie nie poradzę. Nie uczyłem się, poddałem się.
Wykładowca prowadzący zajęcia nie wierzył, że będę w stanie nadrobić cały materiał i zdać wszystko w ostatnim terminie.
Zwlekałem z nauką bojąc się, że sobie nie poradzę. Że się nie nauczę. Że to będzie dla mnie zbyt trudne.
Ale znowu strach mnie w jakiś sposób zmotywował i kolejny raz zaskoczyłem wszystkich zdając na ocenę db+.
Podobne historie zdarzają się również w życiu codziennym. Przykładowo koledzy męczyli się w grze GTA VC ze słynną misją z helikopterem.
Powtarzali zadanie po kilkanaście razy by wreszcie po wielu nieudanych próbach ledwo przejść ową misję. Ja odkąd sięgam pamięcią bałem się tego zadania.
Nie próbowałem przejść samodzielnie tylko zawsze prosiłem kogoś o pomoc. Ostatnio nie zwróciłem się do nikogo o pomoc, lecz samodzielnie podszedłem do misji. Przeszedłem ją i to za pierwszym razem, mając jeszcze prawie 2 minuty zapasu. A też zwlekałem z wykonaniem misji ... z obawy o to, że się mi nie powiedzie.
I tak mam ze wszystkim. Gdy coś wydaje się trudne ja z tym zwlekam. Wydaje się mi, że to nie dla mnie, albo że nie podołam bo jestem zbyt głupi.
Jak z tym walczyć?
Ciągle w siebie nie wierzę i wydaje się mi, że inni są lepsi, mądrzejsi itp
Jeszcze w podstawówce podczas zajęć matematyki siedząca ze mną koleżanka często wytykała mi niepoprawne rozwiązania sugerując, że jej tok myślenia jest poprawny. Ufałem jej, przepisywałem zadanie, by potem wszystko jeszcze raz skreślić bo ... wychodziło na to, że jednak moje rozwiązanie było prawidłowe.
Wyrobiłem w sobie przekonanie, że najlepsze oceny nie są dla mnie, tylko są zarezerwowane dla najlepszych uczniów. Nie widząc sensu i nadziei za bardzo się nie uczyłem. Jechałem na trójach. W szkole średniej wciąż byłem przeciętnym uczniem - zawsze uczyłem się na ostatnią chwilę i do nauki nie przykładałem zbyt dużej wagi. Wszystko zmieniło się gdy w klasie pojawiła się nowa koleżanka. Dziewczyna przeprowadziła się z innego miasta. Jako, że dziewczyna wpadła mi w oko zacząłem bać się, że wyjdę w jej oczach na głąba. Wtedy też zacząłem się uczyć. Pamiętam jak dziś - miał być sprawdzian z chemii, a ja nic nie umiałem. Dopadł mnie dreszcz i myślenie typu "nie mogę przed nią się zbłaźnić". Poświęciłem popołudnie na naukę by kolejnego dnia po 20 minutach oddać nauczycielowi kartkę. Dopadły mnie szepty "na bank ma źle to niemożliwe żeby tak szybko poprawnie rozwiązać". Belfer korzystając z wolnego czasu sprawdził moją pracę i wstawił 5.
Mam nadzieję, że udało się mi przedstawić mój problem i że znajdę jakieś porady ![]()