netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

32 odpowiedzi10 447 wyświetleńzałożony przez Purple_Rain, 29.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Dziewczyny, czytam forum od dawna, sporo refleksji mam dzięki Wam. Poradźcie coś mądrego. Jestem kobietą 30 lekko na plus.

Moja historia jest banalna, taka jakich wiele, nie chcę Was zanudzać kolejną dłużyzną, więc postaram się w skrócie.
Poznałam dobrego, nieśmiałego chłopaka, po 5 latach wzięliśmy ślub. Przez te lata bardzo o niego dbałam ( chyba za bardzo z perspektywy czasu ) biedny miś z nieśmiałego chłopaka szukającego choćby dorywczej pracy, stał się kierownikiem wyższego szczebla, mającym ?pod sobą? kilkanaście osób, rozchwytywanym zawodowo. Czasu dla żony coraz mniej bo wiadomo wyjazdy, szkolenia, integracje, imprezy towarzyskie, sport. Właściwie już po ślubie miałam podejrzenia, ze coś jest nie tak. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że żadne tam traumy z  dzieciństwa ( jakimi długo tłumaczyłam jego humory), żadna tam męska nieumiejętność mówienia o uczuciach, po prostu Pan uwielbia pławić się w cichych dniach, emocjonalnym szantażu, emocjonalnym zaniedbywaniu kogoś kto go kocha i daje z siebie wszystko, odbieraniu miłości. Na większych lub mniejszych sygnałach, przeplatanych iluzjami o pięknej przyszłości, minęły 3 lata.
Tak, jego ojciec taki właśnie jest. Tak, moja matka taka właśnie była. Cóż wychodzi na to że wyszłam za mąż za swoją matkę, a mój mąż stał się własnym skrycie nienawidzonym przez siebie ojcem.
Znosiłam tę ciszę, jego zmienne nastroje bez powodu, oraz coraz częściej pojawiające się wyzwiska. Kroplą która przelała czarę była awantura i przepychanie mnie kiedy byłam w 3 miesiącu ciąży. Potem przypadkiem odkryłam godzinne telefony do koleżanki z pracy. Potem sfałszowanie przez niego pewnej umowy z moim podpisem. Powiedziałam dość, mniejsza ze mną, ale ktoś taki stworzy tylko kolejnego emocjonalnego potwora i skrzywdzi to dziecko.
Poprosiłam, aby się wyprowadził. Przyjął to chyba z ulgą . Podobno od dawna jest nieszczęśliwy.  Wynajął już mieszkanie, wyprowadza się po nowym roku. Jak się nad tym zastanawiam to widzę, że funduje mi emocjonalny rollercoaster, z jednej strony potrafi mnie obrażać i nie widzi w tym nic złego z drugiej strony potrafi zrobić kawę czy śniadanie i przynieść do łóżka. Nadmieniam, ze nigdy nie był typem wylewnego romantyka. Najpierw straszy rozwodem z orzeczeniem o mojej (!) winie, zaraz potem proponuje terapię małżeńską. Mówi, że mnie zniszczy ( zawodowo), a potem wmawia mi że to ja chcę zniszczyć jego smile
             Stanęło na terapii małżeńskiej po jego wyprowadzce, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Czy osoba która idzie na terapię bo: ? w końcu ktoś ci pokaże czyja to wina? będzie w ogóle mogła efektywnie pracować w procesie terapeutycznym.
Nie wiem jak to ugryźć na co się nastawić. Czy w ogóle zerwać kontakt  z Panem i szykować się na rozwód, czy zgodzić się na tę terapię ( w końcu za parę miesięcy pojawi się nasze dziecko) mając na uwadze, że może chcieć jedynie przeciągać linę. Czy może po jakimś czasie separacji dać mu ultimatum, żeby poszedł na terapię indywidualną (a ja na własną) i potem spróbować to jakoś posklejać. Jak w tym czasie dam sobie rade z niemowlakiem ? Na rodzinę nie mogę liczyć ( są zbyt daleko ). Czy to w ogóle ma sens? Nie pozwolę aby moje dziecko wychowywało się w uczuciowym chłodzie i ciągłej atmosferze napięcia. Czy facet ?chłodnia emocjonalna? w ogóle może  CHCIEĆ się zmienić.  Znacie takie przypadki?  I na koniec jak ratować siebie i pracować nad sobą? ( Zaopatrzyłam się już w odpowiednią literaturę) . Poradźcie coś.

2

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Tak, znam podobne mechanizmy. Jedyna metoda to zerwać kontakt i zacząć wreszcie żyć. On Cię nie kocha. To jest uzależnienie, a nie miłość.

3 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2014-12-29 23:45:27)

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

On chce iść na terapię małżeńską już w styczniu. Podpowiedzcie proszę, co robić. Może da się to jeszcze pozbierać, naprawić, tylko trzeba podejść do tego umiejętnie. Sama nie wiem. Zgadzam się na terapię i namawiałam do niej od początku. Styczeń jednak to dla mnie zbyt szybko - tak czuję. Sprawa jest zbyt świeża, boję się, że na obecnych emocjach nigdzie nie zajdziemy. Może dać nam więcej czasu na refleksję, zatęsknienie, sprawdzenie się bez siebie...Za chwilę będziemy mieli dziecko nie mogę tego przekreślić póki ON wykazuje choć ułamek chęci.

4

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

"Czy facet ?chłodnia emocjonalna? w ogóle może  CHCIEĆ się zmienić.  Znacie takie przypadki?"

Oczywiście ze tak ale tutaj problemem nie jest problem w związku, który tak sobie stawiasz tylko problem ze Ty traktujesz normalnie jakiś chory układ, który ze związkiem nie ma nic wspólnego a skoro tak to co chcesz ratować? Oczywiście zawsze możesz zaproponować terapie, rozmowy ale wtedy liczy się chec zmian, robienie tego co jest zalecone, itd. W tym jednak musicie brac udział oboje. Jak najbardziej jestem za tym żeby ratować malzenstwo poprzez wlasnie terapie ale decyzja o tym udziale musi zapasc już teraz. Jeśli jej nie ma, to ma rozniez prawdziwej checi ratowania związku.

5

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Wola terapii jest z obu stron. Pytanie tylko jaki rodzaj terapii, kiedy ją podjąć i czy w ogóle ma to sens ( kwestia motywacji obu stron). Jak wygrać tę sytuację dla Nas ?

6

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Z własnego doświadczenia, zdecydowanie odradzam na tym etapie terapię indywidualną. Skończy się tym, że każdy zacznie ciagnąć linę w swoją stronę i będa nici z porozumienia.

A tu chodzi o to, żeby ktoś wysłuchał Was oboje i spojrzał na sprawę w miarę obiektywnie, wytknął błędy, pokazał drogę do kompromisu. Na terapii indywidualnej każdy opowie to ze swojego punktu widzenia, robiąc z siebie pokrzywdzonego, a celem terapeuty będzie "dobro' SWOJEGO pacjenta.

7

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
infinity napisał/a:

Z własnego doświadczenia, zdecydowanie odradzam na tym etapie terapię indywidualną. Skończy się tym, że każdy zacznie ciagnąć linę w swoją stronę i będa nici z porozumienia.

A tu chodzi o to, żeby ktoś wysłuchał Was oboje i spojrzał na sprawę w miarę obiektywnie, wytknął błędy, pokazał drogę do kompromisu. Na terapii indywidualnej każdy opowie to ze swojego punktu widzenia, robiąc z siebie pokrzywdzonego, a celem terapeuty będzie "dobro' SWOJEGO pacjenta.

Masz rację.To ważny głos. Nie widziałam tego od tej strony. Dziękuję Ci infinity.

8 Ostatnio edytowany przez starr (2015-01-09 02:35:03)

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
Purple_Rain napisał/a:

/.../
Stanęło na terapii małżeńskiej po jego wyprowadzce, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Czy osoba która idzie na terapię bo: ? w końcu ktoś ci pokaże czyja to wina? będzie w ogóle mogła efektywnie pracować w procesie terapeutycznym.

Pierwsze pytanie terapeuty będzie w stylu - Czego Państwo oczekujecie po terapii? I chyba w Waszym przypadku będzie mały zonk, jak się okaże, że terapia ma cokolwiek udowodnić Tobie...  Nie widzę terapeuty który podejmie się tak postawionego zadania...

Purple_Rain napisał/a:

Nie wiem jak to ugryźć na co się nastawić.

Przede wszystkim, jeżeli ktokolwiek poddaje się terapii, to SAM powinien tej terapii chcieć - widzieć w sobie problem i mieć wolną wolę dokonania zmian w sobie. Terapeuta nie poda tabletki i po niej wszystko będzie naprawione. Terapia to jest trudna praca z samym sobą, a terapeuta tylko pokazuje kierunek i metody. Cała ciężką pracę wykonuje się niejako samodzielnie.

Purple_Rain napisał/a:

Czy w ogóle zerwać kontakt  z Panem i szykować się na rozwód, czy zgodzić się na tę terapię ( w końcu za parę miesięcy pojawi się nasze dziecko) mając na uwadze, że może chcieć jedynie przeciągać linę. Czy może po jakimś czasie separacji dać mu ultimatum, żeby poszedł na terapię indywidualną (a ja na własną) i potem spróbować to jakoś posklejać.

Jeżeli obecność męża powoduje w Tobie stres i niepokój, to Wasze dziecko również to odczuwa. Dla jego dobra sama powinnaś podjąć decyzję, czy bardziej stresująca jest sytuacja podczas obecności męża, czy podczas bycia samą. Wbrew pozorom bardzo pomocna będzie tu Twoja intuicja.

Purple_Rain napisał/a:

Jak w tym czasie dam sobie rade z niemowlakiem ? Na rodzinę nie mogę liczyć ( są zbyt daleko ).

A czy na męża możesz liczyć? bo jak nie, to lepiej rozpocząć poszukiwanie pomocy do dziecka. Mąż może być bardzo nieodporny na płacz dziecka, które nie ma innej formy zakomunikowania, że coś mu nie pasuje, bo gazy męczą, bo mokro, bo głodne, bo spragnione, bo za zimno, bo za gorąco, za ciemno, albo za jasno... 

Purple_Rain napisał/a:

Czy to w ogóle ma sens? Nie pozwolę aby moje dziecko wychowywało się w uczuciowym chłodzie i ciągłej atmosferze napięcia. Czy facet ?chłodnia emocjonalna? w ogóle może  CHCIEĆ się zmienić.  Znacie takie przypadki?  I na koniec jak ratować siebie i pracować nad sobą? ( Zaopatrzyłam się już w odpowiednią literaturę) . Poradźcie coś.

Proponował bym na początek terapie indywidualne, a potem, po ich zakończeniu - wspólną, ale czasu jest baaardzo mało, o ile już nie za mało... (mimowolnie Masz drugi głos, tym razem na nie, dla terapii wspólnej na początku... ale z doświadczenia wiem, że do określenia wspólnego celu naprawy związku, trzeba być naprawionym w sensie indywidualnym. Inaczej ustalenie wspólnego celu terapii nie uda się, bo będziecie mieli zawsze inne oczekiwania co do siebie)

Już w tej chwili dziecko powinno mieć tylko spokój i poczucie, że jest chciane i kochane. Wiem, że to brzmi głupio, ale staraj się z dzieckiem jak najwięcej rozmawiać. Emocjonalny kontakt jaki teraz nawiążecie, będzie owocował szybszym jego rozwojem emocjonalnym...

9

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Dziękuję Ci Starr, że zechciałeś się pochylić nad moim tematem.



starr napisał/a:

Pierwsze pytanie terapeuty będzie w stylu - Czego Państwo oczekujecie po terapii? I chyba w Waszym przypadku będzie mały zonk, jak się okaże, że terapia ma cokolwiek udowodnić Tobie...  Nie widzę terapeuty który podejmie się tak postawionego zadania...

Masz rację, przy takiej odpowiedzi większość terapeutów powie pas. Mój mąż jednak jest, co by o nim nie mówić, bardzo inteligentnym człowiekiem z dużą umiejętnością autoprezentacji. Terapeuta usłyszy zapewne, że on chce ratować nasze małżeństwo bo OBOJE jesteśmy tacy nieszczęśliwi. Prawdziwą motywację ujawnił jedynie w rozmowie ze mną. Z drugiej strony w emocjach mówi się różne rzeczy. Nie chcę go bronić, ale dopuszczam też taką możliwość, że chodziło jedynie o postraszenie mnie smile.

starr napisał/a:

Przede wszystkim, jeżeli ktokolwiek poddaje się terapii, to SAM powinien tej terapii chcieć - widzieć w sobie problem i mieć wolną wolę dokonania zmian w sobie. Terapeuta nie poda tabletki i po niej wszystko będzie naprawione. Terapia to jest trudna praca z samym sobą, a terapeuta tylko pokazuje kierunek i metody. Cała ciężką pracę wykonuje się niejako samodzielnie.

Znowu zgoda. Między innymi w tym celu założyłam ten temat, aby skonfrontować z osobami mądrzejszymi ode mnie, moje wyobrażenia na temat terapii. Jestem świadoma ogromu wysiłku jaki muszę włożyć w pracę nad samą sobą. Nie wstydzę się tego, mówię o tym głośno ( także mężowi) , bo każdy z nas zmienia się całe życie. Czytam kolejną pozycję w temacie toksycznych związków, współuzależnienia i DDD. Wyciągam wnioski, opracowuję schemat autoterapii. Sporo ostatnio o tym wszystkim myślę. Wiem, że zmiany są w moim przypadku niezbędne i cieszę się że będę mogła pokonać kolejny schodek, aby stać się kimś lepszym, zarówno dla siebie jak i dla innych.
Wczoraj uświadomiłam sobie ostatecznie, że mój mąż ma inny pogląd na całą tę sprawę. Niby deklaruje chęć udziału w terapii małżeńskiej, ponagla mnie aby podjęła decyzję jak najszybciej. Z drugiej strony nie powie głośno, że sam potrzebuje terapii. Co gorsza wczoraj okazało się, że przemoc psychiczna, której się dopuszczał, zdrada emocjonalna, szarpanie mnie w ciąży i kłamstwa to mój wymysł. Generalnie jak podejrzewał, chodzi mi (i zawsze chodziło) tylko o to aby wyciągnąć od niego pieniądze. Jego najnowsza elektronika, karnety sportowe, restauracje, garnitury, najmodniejsze koszule... przy moich  sukienkach z allegro po 20-30 zł z to przecież Pan Pikuś. Jaka ze mnie podła materialistka....;(

W tej sytuacji terapii raczej nie będzie. Sama nie uciągnę tego wózka.

starr napisał/a:

Jeżeli obecność męża powoduje w Tobie stres i niepokój, to Wasze dziecko również to odczuwa. Dla jego dobra sama powinnaś podjąć decyzję, czy bardziej stresująca jest sytuacja podczas obecności męża, czy podczas bycia samą. Wbrew pozorom bardzo pomocna będzie tu Twoja intuicja.

Podjęłam taką decyzję po ostatniej scysji, kiedy zaczął mnie szarpać. Pomyślałam tylko, że dziecko kolejnej takiej akcji może nie przeżyć sad. Nie mieszkamy razem od 1 stycznia. Wyciszyłam  się, mogę normalnie jeść, myśleć, o dziwo jakby przybyło mi energii. Może to tylko energia której tym razem nie zainwestowałam w niego ?

starr napisał/a:

A czy na męża możesz liczyć? bo jak nie, to lepiej rozpocząć poszukiwanie pomocy do dziecka. Mąż może być bardzo nieodporny na płacz dziecka, które nie ma innej formy zakomunikowania, że coś mu nie pasuje, bo gazy męczą, bo mokro, bo głodne, bo spragnione, bo za zimno, bo za gorąco, za ciemno, albo za jasno...

Mąż sporo deklaruje, wiem jednak ze w praktyce nigdy nie mogłam na niego liczyć. Obawiam się że i tym razem tak by było. Może będąc ojcem dochodzącym będzie lepszym rodzicem. Poważnie myślę o pomocy na czas po porodzie ( a może sama dam sobie radę ?), to najbardziej racjonalne wyjście.

starr napisał/a:

Proponował bym na początek terapie indywidualne, a potem, po ich zakończeniu - wspólną, ale czasu jest baaardzo mało, o ile już nie za mało... (mimowolnie Masz drugi głos, tym razem na nie, dla terapii wspólnej na początku... ale z doświadczenia wiem, że do określenia wspólnego celu naprawy związku, trzeba być naprawionym w sensie indywidualnym. Inaczej ustalenie wspólnego celu terapii nie uda się, bo będziecie mieli zawsze inne oczekiwania co do siebie)

Już w tej chwili dziecko powinno mieć tylko spokój i poczucie, że jest chciane i kochane. Wiem, że to brzmi głupio, ale staraj się z dzieckiem jak najwięcej rozmawiać. Emocjonalny kontakt jaki teraz nawiążecie, będzie owocował szybszym jego rozwojem emocjonalnym...

Dokładnie tym tropem szło moje myślenie wcześniej. Najpierw indywidualne terapie dla nas obojga, a na tej podwalinie terapia wspólna. Nie zwróciłam jednak uwagi na to, ze On nie musi myśleć tak jak ja. Może nie mieć motywacji do zmiany siebie, a grać na bramkę problemów w małżeństwie, nie w nim. Uświadomiły mi, to dziewczyny z naszego forum.  Jedna strona może na terapii indywidualnej próbować świadomie czy mniej świadomie skupiać się na pobocznych problemach, unikać niewygodnych tematów i tak manewrować rozmową, że w końcu otrzyma uzasadnienie dla swoich racji. Terapeuta nie będzie miał możliwości skonfrontowania tych słów, ponieważ na terapii nie będzie drugiej strony. Ten punkt widzenia jest w tej sytuacji o tyle zasadny, ze maż był kiedyś za moją prośbą na 2 spotkaniach konsultacyjnych. Nic jednak z tego nie wyszło, nie specjalnie też chciał się dzielić ich przebiegiem. Utrzymywał tylko że mamy iść razem. Na terapię poszedł "ze sobą" i dla siebie, ale i tak stanęło na tym, że mamy chodzić oboje.Usłyszałam też ze terapeuta kazał mu się ze mną rozwieść smile co jest oczywistą bzdurą, bo żaden terapeuta czegoś takiego nie powie. Jak widzisz sprawa jest prostsza jeśli motywacja jest jasna: chcę nad sobą pracować. Dla Ciebie i dla mnie jest to zrozumiałe. Tutaj niestety, w oparciu o wcześniejsze i ostatnie wydarzenia,  co do motywacji męża mam ogromne wątpliwości. Bez odpowiedniej motywacji wewnętrznej to strata spokoju mojego i dziecka oraz strata pieniędzy.

Maluszek jest chciany i kochany od pierwszej chwili smile Rozmawiam z nim a niedługo przyjdzie czas na muzykę i bajki smile. Bryka ostatnio jak szalone smile. Staram się nie denerwować, bo wiem że mu to szkodzi i staje się nadpobudliwe. Dobrze, że jestem sama z kochanym, przeuroczym psiakiem, który się przytula do mnie i do maluszka jak tylko może smile. Zero humorów, fochów, skwaszonych min, cichych dni, weekendowych huśtawek złych nastrojów. Dawno nie było w tym domu tak normalnie, spokojnie i radośnie.

10

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Zaraz po ślubie zorientowałaś się że coś nie gra a jednak zdecydowałaś się na dziecko?? No to teraz masz konsekwencje tego. Oczywiście dziecko bardzo na tym ucierpi ale za to będziesz miała zabawkę przez jakiś czas w postaci dziecka, zanim ono dorośnie.

Poza tym nie rozumiem jak możesz pisać że dopiero po ślubie wyszły problemy. Na pewno musiały być wcześniej, tylko nie chciałaś zwracać na nie uwagi.

11

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Purple_RainTak w kwestii uzupełnienia. Poprzednio skupiłem się na Waszej terapii. Ale źródło problemu jest w mężu, uznałem że koniecznie musisz zaznajomić się z wagą problemu przed jakim na terapii stanie. Czego należy od niego oczekiwać i na co kłaść nacisk. Możliwe, że strzelam teraz na oślep, ale nie jestem związany zawodowo z psychiatrią, ani psychologią. Polecam lekturę: mojedwieglowy

12

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Spock, czyje to słowa ? " Ja mam inteligencję intrapersonalną i mnie rozpoznawanie uczuć przychodzi sto razy łatwiej niż innym ludziom." smile
Zabawny jesteś. Gdyby to wszystko było takie proste jak piszesz, nie byłoby tego typu forów i całej rzeszy psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów. Wystarczyłoby jedno zdanie osoby takiej jak Pan Spock i osoba byłaby uzdrowiona smile

Jak zapewne wiesz wszelkie zaburzenia eskalują, a osoba z problemami nie prezentuje całego wachlarza swoich możliwości na wstępie znajomości. Co do dziecka, lekarze przez dwa lata twierdzili że raczej nie ma szans na ciążę i twierdzili, że potrzebne będzie długie leczenie. To tez dołożyło nam wiele stresu. W końcu chwila relaksu i stało się. I wiesz co, to moje największe szczęście i zrobię wszystko, żeby moja córeczka była szczęśliwa. Czasy kiedy twiło się w toksycznych związkach pod presją opinii społecznej, na szczęście odeszły w zapomnienie. Kto powiedział, że dziecko z kochającym ale dochodzącym tatą nie może być szczęśliwsze niż, dziecko wychowane w rodzinie tzw. pełnej ale toksycznej? Życzę Ci aby wszystko w Twoim życiu było proste i przewidywalne tak jak chcesz w to wierzyć.

13 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-20 19:14:23)

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

starr
Dziękuję Ci za te słowa, są dla mnie argumentem za tym, żeby jednak poddać się (nas) terapii, a nie od razu zakończyć związek. Trochę taki plasterek na moje przypuszczenia, że duża część problemu tkwi w mężu i sama choćbym nie wiem jak się starała, ich za niego nie rozwiążę. Kołatały się we mnie myśli, że może to faktycznie moja wina, jak twierdzi mąż. Dobrze czasem usłyszeć opinię osoby z zewnątrz. Oczywiście ja tez miałam w sytuacji swój udział, w końcu ( chociaż tego nie widziałam) przyzwoliłam na to i muszę się dowiedzieć dlaczego. Jedyne co mnie cieszy, to fakt, że ocknęłam się dość wcześnie i mam wrażenie że jestem na rozstaju dróg, który daje mi wybór różnych ścieżek i jest swego rodzaju szansą.
Tak naprawdę dopiero teraz zaczynam rozumieć osoby tkwiące latami w takich związkach. Wcześniej też tak jak Spock zastanawiałam się "Jak można tego nie widzieć?" Otóż stwierdzam, że można, takie działania są sukcesywne i długotrwałe, wymierzone bezpośrednio w podkopanie poczucia własnej wartości "ofiary" oraz podważenie jej zdrowej oceny sytuacji. Ktoś kto tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie. Na forum mnóstwo jest historii dziewczyn, których opowieści przyprawiają o ciary na plecach. Historia Mai z "Moich dwóch głów" jest przerażająca ale i budująca zarazem. Mam książkę, jestem po lekturze, otworzyła mi oczy na mojego psychofaga. Sądzę, że jeszcze 2-3 lata i byłabym w podobnym położeniu, chociaż takiego sadyzmu jak opisywany przez autorkę, u Niego nie zauważyłam. Mam nadzieję, że los oszczędzi mi takich cierpień jakie były udziałem innych kobiet.

14

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
Purple_Rain napisał/a:

Spock, czyje to słowa ? " Ja mam inteligencję intrapersonalną i mnie rozpoznawanie uczuć przychodzi sto razy łatwiej niż innym ludziom." smile
Zabawny jesteś. Gdyby to wszystko było takie proste jak piszesz, nie byłoby tego typu forów i całej rzeszy psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów. Wystarczyłoby jedno zdanie osoby takiej jak Pan Spock i osoba byłaby uzdrowiona smile

Jak zapewne wiesz wszelkie zaburzenia eskalują, a osoba z problemami nie prezentuje całego wachlarza swoich możliwości na wstępie znajomości. Co do dziecka, lekarze przez dwa lata twierdzili że raczej nie ma szans na ciążę i twierdzili, że potrzebne będzie długie leczenie. To tez dołożyło nam wiele stresu. W końcu chwila relaksu i stało się. I wiesz co, to moje największe szczęście i zrobię wszystko, żeby moja córeczka była szczęśliwa. Czasy kiedy twiło się w toksycznych związkach pod presją opinii społecznej, na szczęście odeszły w zapomnienie. Kto powiedział, że dziecko z kochającym ale dochodzącym tatą nie może być szczęśliwsze niż, dziecko wychowane w rodzinie tzw. pełnej ale toksycznej? Życzę Ci aby wszystko w Twoim życiu było proste i przewidywalne tak jak chcesz w to wierzyć.

Super powiedziane idealnemu, wszechwiedzącemu Spock smile

15

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Zaraz, ale Ty mu sama postawiłaś diagnozę? Chłodnia emocjonalna to to, co Ty zauważasz z własnej perspektywy, a nie wiesz, co siedzi naprawdę w nim i to powinien ocenić psycholog bądź psychiatra i dopiero wtedy można cokolwiek powiedzieć. Jeśli facet chce tam iść, to już przymknij oko dlaczego, czy chce Ci 'pokazać", czy może rzeczywiście gdzieś pod tym kawałem lodu tli się w nim uczucie do Ciebie, bo już lekarz będzie wiedział, jak nim pokierować - kwestia tylko jego wytrwałości, bo jak ktoś chce, to terapię zakończy z zadowalającym efektem, a jak ktoś tak na pół gwizdka dla świętego spokoju albo z namowy, to zwykle nic z tego nie wychodzi. Od siebie powiem Ci tak: tacy ludzie się nie zmieniają (o ile sami nie zdadzą sobie sprawy, że mają problem), co więcej, gdyby nawet udało mu się jakąś część siebie zmienić, to by się wiązało także z dużą zmianą u Ciebie. Jesteś na to gotowa? Problem jednej strony, to zawsze niestety problem wspólny i wymaga dostosowania się obu stron, wiem, bo ja cierpię na BPD i DDA i odkąd po terapii zaczęły zachodzić we mnie pozytywne zmiany (ja na leczenie zdecydowałam się sama), mój partner na początku trochę był zdezorientowany, nie wiedział co sie dzieje, moje zdrowienie odbierał jako apatię i olewkę, a ja po prostu wcześniej byłam nazbyt impulsywna (samookaleczenia, wrzaski itp.). Ale on też współpracuje, kocha mnie i widzę, jak zmienia się na lepsze razem ze mną. Jak para jest dobrama, to zawsze się dogada. Usiądź z nim i porozmawiaj tak szczerze i ciepło, powiedz co czułaś przez cały okres Waszego związku, spytaj, jak on się na to zapatruje, czy choć w kilku kwestiach przyznaje Ci rację... będziesz mogła wiele wywnioskować z jego postawy. Tylko błagam, niech ta rozmowa będzie inna niż Wasaze dotychczasowe. Spokoj,a bez oskarżeń, czyste ustalenie faktów i dowiedzenie się, czego on tak naprawdę chce i co myśli o Waszej przyszłości. Trzymam kciuki, bo wiem, że z taką osobą może być cholernie ciężko... Dawaj znać.

16

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
Buszująca w zbożu napisał/a:

Zaraz, ale Ty mu sama postawiłaś diagnozę? Chłodnia emocjonalna to to, co Ty zauważasz z własnej perspektywy, a nie wiesz, co siedzi naprawdę w nim i to powinien ocenić psycholog bądź psychiatra i dopiero wtedy można cokolwiek powiedzieć. Jeśli facet chce tam iść, to już przymknij oko dlaczego, czy chce Ci 'pokazać", czy może rzeczywiście gdzieś pod tym kawałem lodu tli się w nim uczucie do Ciebie, bo już lekarz będzie wiedział, jak nim pokierować - kwestia tylko jego wytrwałości, bo jak ktoś chce, to terapię zakończy z zadowalającym efektem, a jak ktoś tak na pół gwizdka dla świętego spokoju albo z namowy, to zwykle nic z tego nie wychodzi. Od siebie powiem Ci tak: tacy ludzie się nie zmieniają (o ile sami nie zdadzą sobie sprawy, że mają problem), co więcej, gdyby nawet udało mu się jakąś część siebie zmienić, to by się wiązało także z dużą zmianą u Ciebie. Jesteś na to gotowa? Problem jednej strony, to zawsze niestety problem wspólny i wymaga dostosowania się obu stron, wiem, bo ja cierpię na BPD i DDA i odkąd po terapii zaczęły zachodzić we mnie pozytywne zmiany (ja na leczenie zdecydowałam się sama), mój partner na początku trochę był zdezorientowany, nie wiedział co sie dzieje, moje zdrowienie odbierał jako apatię i olewkę, a ja po prostu wcześniej byłam nazbyt impulsywna (samookaleczenia, wrzaski itp.). Ale on też współpracuje, kocha mnie i widzę, jak zmienia się na lepsze razem ze mną. Jak para jest dobrama, to zawsze się dogada. Usiądź z nim i porozmawiaj tak szczerze i ciepło, powiedz co czułaś przez cały okres Waszego związku, spytaj, jak on się na to zapatruje, czy choć w kilku kwestiach przyznaje Ci rację... będziesz mogła wiele wywnioskować z jego postawy. Tylko błagam, niech ta rozmowa będzie inna niż Wasaze dotychczasowe. Spokoj,a bez oskarżeń, czyste ustalenie faktów i dowiedzenie się, czego on tak naprawdę chce i co myśli o Waszej przyszłości. Trzymam kciuki, bo wiem, że z taką osobą może być cholernie ciężko... Dawaj znać.

Buszująca, masz sporo racji w tym co piszesz. To nie jest oczywiście fachowa diagnoza, to moje subiektywne odczucia, że żyję z emocjonalną chłodnią ( zresztą ktoś związany z psychoterapią podobnie kiedyś nazwał jego ojca..."chłodnia emocjonalna" czy też był to "beton zbrojony"). Jakieś uczucia na pewno w nim są , jednak na tę chwilę ja jestem wrogiem nr 1 i zupełnie nie rozumiem dlaczego. Koledzy i koleżanki z korporacji, prawnik ( do sprawy rozwodowej) smile Wszyscy go popierają, tylko ja nie widzę że przecież to on ma rację. Pogubił się chłopak, zapętlił...
Sadzisz, że nie rozmawialiśmy? Rozmów między nami były dziesiątki, jak nie setki. Były kontrakty, plany, pisemne umowy! Często rozmowy były spokojne i rzeczowe, ale on po prostu nie chciał rozmawiać. Czasem owszem były bardziej emocjonalne ale również takie z których można było wyciągnąć konstruktywne wnioski. Awantury nic nie wnoszące, bo i takie się zdarzały pominę stosownym milczeniem.
Jestem gotowa na zmiany, chcę tych zmian, bo wiem że sama  muszę sporo rzeczy przepracować. Masz rację, ze zmiana jednej osoby pociąga zmianę drugiej. U nas tak naprawdę problemy zaczęły się kiedy ja, postanowiłam odkopać bolesną przeszłość i zacząć nad nią pracować. Zabrałam się za siebie i zaczęłam krok po kroku prowadzić własną autoterapię, czytając tony fachowej literatury i dzień w dzień wykonując ćwiczenia zmieniające mój sposób patrzenia na siebie i świat. Im ze mną było lepiej tym w naszym związku było gorzej ;/. Sądzę, ze ze sobą jestem na półmetku. Mąż jest niestety na początku drogi.
Wczoraj wysłuchałam kilku audycji pewnej, bardzo mądrej Pani psychoterapeutki i to ostatecznie przekonało mnie, żeby pójść na terapię wraz z mężem. Nawet jeśli na tę chwilę wydaje mi się, że on nie widzi problemu w sobie, być może osoba trzecia jakoś się do niego dobije, może sprowokuje jakąś małą chociaż refleksję. Postaram się uratować to małżeństwo, ale mądrze.  Jeśli się nie uda, bo on nie będzie miał woli pracy nad sobą i naszym związkiem, trudno przynajmniej będę mogła powiedzieć córeczce, ze zrobiliśmy wszystko, lecz niestety nie wyszło. Jeśli się nie uda pozbierać tego małżeństwa, to może przynajmniej ja dowiem się czegoś więcej o sobie. Zamierzam pojechać do tej terapeutki chociaż to ponad 280 km  w jedną stronę. Stawiam wszystko na jedną kartę. Chyba tylko ona może nam pomóc...

17

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Tak jak część z Was podejrzewała...on kiedy uświadomił sobie, ze terapia nie będzie polegała na udowodnieniu mi winy i przyznaniu mu racji, tylko na ciężkiej pracy każdego z nas nad sobą, zmienił zdanie sad. Wie, ze będzie musiał dotknąć problemów z dzieciństwa, które latami przykrywał, a teraz "ciepła górka" zaczęła przeciekać. On chce szybkiego rozwodu, jest gotowy złożyć pozew w tym tygodniu. Za 3 miesiące na świecie pojawi się nasza córeczka. Co robić?

18

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Decydujesz się na bycie w związku z osobą, którą nazywasz 'psychofagiem'?
Decydujesz się na bycie w związku, z osobą, która chce szybkiego rozwodu i jest gotowa złożyć pozew w tym tygodniu?
Decydujesz się mieszkać pod jednym dachem z tym człowiekiem i wspólnie żyć?

19 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-02-15 14:47:23)

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Wielokropku, nie wiem...jestem emocjonalnie rozwalona po wczorajszym spotkaniu z nim, przyjechał skręcić łóżeczko dla małej. Przeprowadziliśmy chyba najspokojniejszą i najbardziej rzeczową i ciepłą ( jeśli można to tak nazwać) rozmowę od dawna. Wydawało mi się ze zbieram się do kupy. Z jednej strony podświadomie czuję że tu się toczy jakaś walka o władze i o to żebym się ukorzyła. Z drugiej strony po tym 1, 5 miesiąca separacji pojawiły się u niego jakieś przebłyski refleksji. Sam między wierszami przyznał że zatracił się w pracy, przyznał że jego uzależnieniem stały się słodycze i siłownia ( ma skłonność do "twardych" uzależnień, ale nie jest czynnym uzależnieniowcem). Powiedział mi ze łzami, że boi się, ze jak mała się urodzi to się w niej zakocha i ulegnie mi i wróci. ( Tylko , że ja go ani razu nie poprosiłam, żeby wrócił, nie dzwonię, nie piszę). Boi się że ja go zniszczę przy rozwodzie albo później jak wróci. To brzmi jak jakaś mania prześladowcza. Mimo tego że zapewniałam go wiele razy, ze nie zamierzam robić ( i nie zrobiłam ) nic co mogłoby mu zaszkodzić. Powiedziałam, ze jeśli dojdzie do rozwodu to nie zamierzam się zbroić, nie będę prać publicznie brudów, będę chciała się rozstać bez orzekania o winie, na 1 rozprawie, dogadać w kwestii alimentów i ułożyć z nim poprawne relacje. On ciągle swoje, że chcę go zniszczyć, że wie jaka jest moja matka. Że wie jak żona kolegi walczyła z tamtym, od prawnika nasłuchał się jak ludzie zachowują się  przy rozwodzie. Ale ja taka NIE JESTEM  i nigdy nie byłam. Nie jestem ani moją matka, ani jego matką, ani żoną kolegi. Nie wiem już czuję że tłumaczę się z tego że nie jestem wielbłądem. Pisze to i ryczę. Nie wiem już co jest prawdą, a co mi wmawia, nie myślę racjonalnie. Chwyciłam się teraz jak głupia tej myśli że po urodzeniu małej wróci, że dokona się w nim jakaś przemiana. Nie zakładałam tego w ogóle, on to powiedział.

20

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
Wielokropek napisał/a:

Decydujesz się na bycie w związku z osobą, którą nazywasz 'psychofagiem'?
Decydujesz się na bycie w związku, z osobą, która chce szybkiego rozwodu i jest gotowa złożyć pozew w tym tygodniu?
Decydujesz się mieszkać pod jednym dachem z tym człowiekiem i wspólnie żyć?

Purple_Rain napisał/a:

On chce szybkiego rozwodu, jest gotowy złożyć pozew w tym tygodniu. Za 3 miesiące na świecie pojawi się nasza córeczka.

Purple_Rain napisał/a:

Sam między wierszami przyznał że zatracił się w pracy, przyznał że jego uzależnieniem stały się słodycze i siłownia ( ma skłonność do "twardych" uzależnień, ale nie jest czynnym uzależnieniowcem). Powiedział mi ze łzami, że boi się, ze jak mała się urodzi to się w niej zakocha i ulegnie mi i wróci. ( Tylko , że ja go ani razu nie poprosiłam, żeby wrócił, nie dzwonię, nie piszę). Boi się że ja go zniszczę przy rozwodzie albo później jak wróci.
...
Chwyciłam się teraz jak głupia tej myśli że po urodzeniu małej wróci, że dokona się w nim jakaś przemiana. Nie zakładałam tego w ogóle, on to powiedział.

???
Primo - gdzie on dawał nadzieje na to, że wróci?
Secundo - odkąd osoby "BOJĄCE SIĘ" zalicza się do "chłodni emocjonalnych"
Tertio - czy Ty naprawdę PODEJMUJESZ jakąkolwiek decyzję... czy TYLKO oczekujesz, że ktoś za Ciebie to zrobi?
Mam wrażenie, że każde z Was ma silny charakter. Żadne drugiemu zatem nie ustąpi. To nie jego problemy z dzieciństwa, do rozwiązania których Ty DĄŻYSZ tu do "przerabiania" są waszymi problemami... tak no oko i z boku. Bo on akurat do tego NIE dąży - być może nie będąc do tego gotowym. Czy zatem Ty jesteś taką jego decyzję gotowa przyjąć? Wygląda (z boku) - jakby Wam dwojgu "nie było po drodze"...? Rozbieżne dążenia?
Ps. TO nie przytyk - to obserwacja z boku.
Ani on mnie grzeje ani, Ty mnie ziębisz. Wybacz wtręt... ale skoro publicznie stawiasz swoja sprawę na forum publicznym

21

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Purple_Rain, brak decyzji też jest decyzją.

22 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-02-15 17:01:26)

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
Anhedonia napisał/a:

Primo - gdzie on dawał nadzieje na to, że wróci?
Secundo - odkąd osoby "BOJĄCE SIĘ" zalicza się do "chłodni emocjonalnych"
Tertio - czy Ty naprawdę PODEJMUJESZ jakąkolwiek decyzję... czy TYLKO oczekujesz, że ktoś za Ciebie to zrobi?
Mam wrażenie, że każde z Was ma silny charakter. Żadne drugiemu zatem nie ustąpi. To nie jego problemy z dzieciństwa, do rozwiązania których Ty DĄŻYSZ tu do "przerabiania" są waszymi problemami... tak no oko i z boku. Bo on akurat do tego NIE dąży - być może nie będąc do tego gotowym. Czy zatem Ty jesteś taką jego decyzję gotowa przyjąć? Wygląda (z boku) - jakby Wam dwojgu "nie było po drodze"...? Rozbieżne dążenia?
Ps. TO nie przytyk - to obserwacja z boku.
Ani on mnie grzeje ani, Ty mnie ziębisz. Wybacz wtręt... ale skoro publicznie stawiasz swoja sprawę na forum publicznym

Dziękuję Anhedonio, że się odezwałaś.
Tak masz rację, nie dawał mi nadziei. Masz też sporo racji co do reszty. Muszę się nad tym zastanowić.
Tak jestem gotowa przyjąć decyzję o rozstaniu, chociaż będzie to dla mnie bardzo trudne głównie ze względu na dziecko, któremu chciałam zapewnić pełną rodzinę.

Anhedonia napisał/a:

Secundo - odkąd osoby "BOJĄCE SIĘ" zalicza się do "chłodni emocjonalnych"

Przypomniało mi się jeszcze coś. Zapytałam czy zdaje sobie sprawę jak niewiele razy w ciągu 8 lat powiedział mi coś zwyczajnie miłego. Powiedział: "Tak zdaję sobie sprawę, widocznie taki już jestem" sad

23

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
Wielokropek napisał/a:

Purple_Rain, brak decyzji też jest decyzją.

Czyli to wszystko nic nie znaczy? Nie wiem jaki jest we mnie problem, że nie potrafię zobaczyć tego tak jak Wy to widzicie. Co robię nie tak?

24

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Przepłakałam cały wczorajszy dzień. Zadzwoniłam do niego, porozmawialiśmy. Zapisaliśmy się na terapię....

25

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Nie zauważyłam wczoraj Twego posta.

Daleka jestem od wyrokowania, że ktokolwiek (w tym wypadku Ty) robi coś 'nie tak'. Chciałam tylko, byś uświadomiła sobie, że ten pozorny brak decyzji jest decyzją. Czy to dobrze, czy źle? Naprawdę potrzebujesz oceny kogoś? Ktoś musi Cię pochwalić lub zganić?


Podjęliście wspólną decyzję. smile

26

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

uciekaj od chłodnych facetów. Wiem co mówie!

27 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-02-16 15:37:10)

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Nawet nie chodzi o to, że szukam poparcia czy chcę usłyszeć że coś robię źle. Czytając forum doszłam do wniosku, że czasem rzeczy oczywiste dla obserwatora, są kompletnie poza zasięgiem osoby która w tym siedzi. Jakieś zniekształcenie poznawcze czy co. Wiem, że nie widzę wielu rzeczy. Dlatego teraz kładę uszy po sobie i staram się słuchać. Bardzo mądre kobiety piszą na tym forum.

Tak podjęliśmy decyzję wspólnie. Zapytałam czy widzi szansę, że ja opanuję trochę swoje emocje, a On trochę bardziej się otworzy i zbliżymy się do środka, to będzie podstawa do pracy nad związkiem. Powiedział, że zawsze można spróbować. I zaproponował, że możemy iść na terapię.

Ja pochodzę z domu gdzie wszystko było na gorąco- przerost emocji i krzyku nad treścią. On pochodzi z domu gdzie wszystko było na zimno po cichu, bez emocji z precyzją chirurga.Zasada była taka że dzieci ma być widać, ale nigdy słychać. I to niestety przełożyło się na nas ( Chociaż w naszym wspólnym domu nie było ani takich awantur ani takiej zimy, wydawało się że jest całkiem normalnie). Dotarło to do mnie wczoraj. Coś musi być w komunikacji, bo w końcu oboje bardzo się staramy no i nie wychodzi. Gdyby nie córeczka pewnie już bym nie walczyła.

28

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Purple_Rain, tak myślałam, stąd moje zdanie o podejmowaniu decyzji. smile


Podejmuj terapię z myślą o sobie. Rób to dla siebie, by ratować (jeśli można) związek. Nie po to, by córka miała pełną rodzinę.

29

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Byliśmy na pierwszej konsultacji. Oboje chcemy zawalczyć o to małżeństwo. Dziękuję Wam.

30

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Czekamy na 3 spotkanie z terapeutą. Od kilku dni mąż mieszka znów z nami. Nie naciskałam go, to była jego inicjatywa. 8 marca zaprosił mnie na obiad do bardzo eleganckiej restauracji a potem na deser w pijalni czekolady. Było miło i romantycznie. Potem wrócił do domu z częścią swoich rzeczy. Ostatnio przywiózł resztę.
Usłyszeliśmy trochę "ciepłych" słów od terapeutki. Babeczka nie owija w bawełnę wink Oboje bardzo oboje się staramy. Mam nadzieję, że zmiany będą trwałe. Bardzo mi pomogliście.

31

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

A ja nie widzę szans na utrzymanie tego związku. Poczekaj dwa miesiące to zobaczysz.

32

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !
MrSpock napisał/a:

A ja nie widzę szans na utrzymanie tego związku. Poczekaj dwa miesiące to zobaczysz.

To chyba Twoje słowa :"Już kilka osób pytało mnie dlaczego nie studiuję psychologii, bo mam genialną intuicję. Uratowałem dziewczynę na tym forum, której lekarz powiedział że ma schizofrenię, podczas gdy jej faktycznie nic nie było. Odpowiedzi na problemy dostaję natychmiast, jakby ktoś mi je podsuwał z wyższej rzeczywistości "

Spock, chyba zdajesz sobie sprawę z tego jak to brzmi wink. Nie mam pytań.

I jeszcze jedno...Gorąco wierzę w NAS ! Życzę Ci wszystkiego dobrego.

33

Odp: Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Też w Was wierzę.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Facet "chłodnia emocjonalna". Uciekam do przodu, kochane poradźcie !

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026