Dziewczyny, czytam forum od dawna, sporo refleksji mam dzięki Wam. Poradźcie coś mądrego. Jestem kobietą 30 lekko na plus.
Moja historia jest banalna, taka jakich wiele, nie chcę Was zanudzać kolejną dłużyzną, więc postaram się w skrócie.
Poznałam dobrego, nieśmiałego chłopaka, po 5 latach wzięliśmy ślub. Przez te lata bardzo o niego dbałam ( chyba za bardzo z perspektywy czasu ) biedny miś z nieśmiałego chłopaka szukającego choćby dorywczej pracy, stał się kierownikiem wyższego szczebla, mającym ?pod sobą? kilkanaście osób, rozchwytywanym zawodowo. Czasu dla żony coraz mniej bo wiadomo wyjazdy, szkolenia, integracje, imprezy towarzyskie, sport. Właściwie już po ślubie miałam podejrzenia, ze coś jest nie tak. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że żadne tam traumy z dzieciństwa ( jakimi długo tłumaczyłam jego humory), żadna tam męska nieumiejętność mówienia o uczuciach, po prostu Pan uwielbia pławić się w cichych dniach, emocjonalnym szantażu, emocjonalnym zaniedbywaniu kogoś kto go kocha i daje z siebie wszystko, odbieraniu miłości. Na większych lub mniejszych sygnałach, przeplatanych iluzjami o pięknej przyszłości, minęły 3 lata.
Tak, jego ojciec taki właśnie jest. Tak, moja matka taka właśnie była. Cóż wychodzi na to że wyszłam za mąż za swoją matkę, a mój mąż stał się własnym skrycie nienawidzonym przez siebie ojcem.
Znosiłam tę ciszę, jego zmienne nastroje bez powodu, oraz coraz częściej pojawiające się wyzwiska. Kroplą która przelała czarę była awantura i przepychanie mnie kiedy byłam w 3 miesiącu ciąży. Potem przypadkiem odkryłam godzinne telefony do koleżanki z pracy. Potem sfałszowanie przez niego pewnej umowy z moim podpisem. Powiedziałam dość, mniejsza ze mną, ale ktoś taki stworzy tylko kolejnego emocjonalnego potwora i skrzywdzi to dziecko.
Poprosiłam, aby się wyprowadził. Przyjął to chyba z ulgą . Podobno od dawna jest nieszczęśliwy. Wynajął już mieszkanie, wyprowadza się po nowym roku. Jak się nad tym zastanawiam to widzę, że funduje mi emocjonalny rollercoaster, z jednej strony potrafi mnie obrażać i nie widzi w tym nic złego z drugiej strony potrafi zrobić kawę czy śniadanie i przynieść do łóżka. Nadmieniam, ze nigdy nie był typem wylewnego romantyka. Najpierw straszy rozwodem z orzeczeniem o mojej (!) winie, zaraz potem proponuje terapię małżeńską. Mówi, że mnie zniszczy ( zawodowo), a potem wmawia mi że to ja chcę zniszczyć jego ![]()
Stanęło na terapii małżeńskiej po jego wyprowadzce, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Czy osoba która idzie na terapię bo: ? w końcu ktoś ci pokaże czyja to wina? będzie w ogóle mogła efektywnie pracować w procesie terapeutycznym.
Nie wiem jak to ugryźć na co się nastawić. Czy w ogóle zerwać kontakt z Panem i szykować się na rozwód, czy zgodzić się na tę terapię ( w końcu za parę miesięcy pojawi się nasze dziecko) mając na uwadze, że może chcieć jedynie przeciągać linę. Czy może po jakimś czasie separacji dać mu ultimatum, żeby poszedł na terapię indywidualną (a ja na własną) i potem spróbować to jakoś posklejać. Jak w tym czasie dam sobie rade z niemowlakiem ? Na rodzinę nie mogę liczyć ( są zbyt daleko ). Czy to w ogóle ma sens? Nie pozwolę aby moje dziecko wychowywało się w uczuciowym chłodzie i ciągłej atmosferze napięcia. Czy facet ?chłodnia emocjonalna? w ogóle może CHCIEĆ się zmienić. Znacie takie przypadki? I na koniec jak ratować siebie i pracować nad sobą? ( Zaopatrzyłam się już w odpowiednią literaturę) . Poradźcie coś.