Witajcie,
możecie mnie już znać z tematu z kwietnia zeszłego roku "gdzie Ci mężczyźni"
kiedy to po wielu latach rozstałam się z narzeczonym i poznałam Pana inżyniera. Co się dzieje u mnie teraz? Od 3 miesięcy jestem w bardzo szybko rozwijającej się relacji. Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych, błysk w oku, ogień w łóżku, możemy słuchać się godzinami… nie koniecznie rozmawiać bo ja jestem joginką i pasjonatką religii świata, fotografką kobiecą, odlatującą w stronę mistycyzmu, pasjonuj się malarstwem… a owy mężczyzna ma firmę zajmującą się przeglądami elektrycznymi, działa na terenie całej Polski, zatrudnia kilku elektryków, bardzo twardo stąpa po ziemi, tak naprawdę nie ma pasji bo żyje rozwijaniem biznesu Ów pan ma aktualnie 38 lata. Ja 31. Dodam, że rozwodnik bezdzietny. To nie duża różnica wieku. Schody pojawiły się kiedy ów pan zaproponował wspólne mieszkanie… dla niego to proste. Ma dom pod miastem, wprowadzam się do niego z 3 kotami (miałam 4 ale jeden niestety odszedł), wynajmuje swoje mieszkanie i… źyjemy razem. A ja… krzyczę w środku, że to jakieś cholerne szaleństwo. On mówi, że nie ma czasu bujać się bez sensu z kobietami, że chce się ustatkować. I mnie taka myśl chodzi po głowie. Chcemy się sprawdzić… Ale problem to finanse, co ciekawe na fali tematu i intercyzie i karierze kobiet. Moje zarobki z bycia joginką i fotografką to około 5000-6000 miesięcznie. Jego na czysto to około 20-30 tys. Prowadzimy zupełnie odmienne tryby życia. Ja pracuje głównie popołudniami i wieczorami, rankami celebrując życie, on pracuje 7-17-18, więc wspólne poranki i wieczory to rzadkość. Pytałam jak ma wyglądać kwestia mojego dokładania się do finansów domowych… wcale. Dom jego, kredyt jego, tyle co jedzenie i rzeczy dla nas. A coś we mnie krzyczy, że zostanę utrzymanką. Chcę partycypować w kosztach… pojawiają się zgrzyty w związku dysproporcji w zarobkach, wizji codzienności. Ale on chce testować… ja zamykam się w sobie i wycofuje bojąc uzależnienia.
Jak wy to widzicie z boku?