Mam dwóch synów: 13 letniego i 5 latka z partnerem, z którym jesteśmy od 7 lat. Około roku temu ze starszym synem zaczęły się problemy. Nauka zeszła na dalszy plan, najchętniej całe dnie by grał, ew spotykał się z kolegami. Podobnie z obowiązkami domowymi, gdzie trzeba go gonić, żeby cokolwiek zrobił, bo najchętniej by nic nie robił. Nie chce mu się ogarniać kuwety po kocie i nałożyć mu jedzenia, a do czego san się zobowiązał, wynosić śmieci, sprzątać swojego pokoju. Potrafi sobie zrobić np kanapkę i jak gdzieś zostaną okruchy czy coś mu spadnie i zostawi slad na blacie, to to zostawia, wyleje coś, to kładzie na to ręcznik papierowy i idzie do siebie. Nie chce rozmawiać, odburkuje od niechcenia. Między synami jest na razie przepaść, starszy nie jest i nie był angażowany w opiekę nad małym, poza jakimiś wyjątkami.
To byłoby do zniesienia, bo syn ma ciężki wiek i nie oczekuje, że będzie zawsze idealnie grzeczny czy obowiązkowy, ale tydzień temu miała miejsce sytuacja, która nas zaniepokoiła i zaogniła konflikt głównie między starszym synem a partnerem. Syn wyszedł jak zawsze z kolegami, wrócił jak obiecał, i nie byłoby problemu, ale wrócił kompletnie zjarany ziołem.. Na drugi dzień partner zabrał synowi wszystkie pieniadze, jakie ten miał odłożone, zapowiedział, że zero wyjść, zero grania, zero kolegów. Syn przepraszał, mówił, że tylko chciał spróbować, ale partnera to nie przekonało. Co mi utrudnia wszystko to fakt, że syn z partnerem często od kilku miesięcy się kłócą, syn partnera nie chce słuchać, a ten jest wymagający, ma swoje zasady, po tym wybryku syna zapowiedział, że tym razem nie da forów gówniarzowi, bo ten przegiął pałe. Od tygodnia mam w domu same kłótnie, krzyki i to przy każdej nadarzającej się okazji. Partner mówi, że dopóki syn nas nie przeprosi, to jedyne jego wyjście będzie do szkoły, syn odszczekuje, że nie przeprosi, bo nie ma za co. Chciałam porozmawiać z synem sam na sam, ale nie chciał. Bardzo martwi mnie to, co się dzieje z synem i nie wiem, na ile to bunt do przeczekania, a na ile coś, na co powinnam zwrócić większą uwagę i reagować.
Podobne tematy
Starszy syn jak się domyślam nie jest synem Twojego partnera. Ma kontakt ze swoim ojcem?
Z tego co piszesz to Twój partner postanowił postawić jakieś wysokie (przynajmniej w Twojej ocenie wysokie) wymagania Twojemu synowi o co od jakiegoś czasu są kłótnie. Celowo pomijam ostatnią akcję, bo problem zaczął się wcześniej. Taki relacyjny i rodzinny.
Martwiące jest to, że syn nie chce z Tobą rozmawiać twierdząc, że nie ma o czym. Zapewne uznał., że jesteś tak podporządkowana partnerowi, że nie ma sensu rozmawianie z Tobą.
O co były te wcześniejsze kłótnie syna z partnerem?
3 2023-10-14 22:13:35 Ostatnio edytowany przez bbasia (2023-10-14 22:17:35)
Bardzo martwi mnie to, co się dzieje z synem i nie wiem, na ile to bunt do przeczekania, a na ile coś, na co powinnam zwrócić większą uwagę i reagować.
Zwróć większą uwagę i reaguj. Staraj się rozmawiać z synem o jego uczuciach, odczuciach (wiem, prawie nierealne, ale próbuj). To co robi syn, jak się zachowuje może być zwykłym buntem nastolatka, próbowaniem zakazanych rzeczy, ale może być również próbą zwrócenia uwagi na to, że jednak nie jest mu w tej chwili dobrze na świecie. Jeżeli znasz jego znajomych na tyle, żeby ich podpytać o syna - spróbuj. Jeżeli uznasz, że zachowanie syna za bardzo Cię niepokoi - spróbuj porady u specjalisty - psychologa. Spróbujcie z partnerem trochę odpuścić w tak naprawdę mało istotnych sprawach - jak nie sprząta w swoim pokoju - niech ma bałagan, te okruchy na blacie, trudno, przeżyjcie to na razie jakoś, nauka - świat się nie zawali od tych trójek i miernych.
Przechodziłam to samo z moim młodszym synem. Było upicie się do nieprzytomności, złapanie na paleniu trawy, niechęć do jakichkolwiek rozmów, traktowanie rodziców jako zło największe, lekceważenie nauki i obowiązków domowych, przedkładanie towarzystwa kolegów, wahania nastrojów, w czasie kłótni rzucanie słów typu - "lepiej jak mnie tu nie będzie" czy " nie chce mi się żyć" - które traktowałam jako zwykłe pyskowanie nastolatka. Okazało się, że są to objawy depresji. Na szczęście w porę zauważonej. Nie przez nas rodziców, ale przez koleżankę syna, która powiedziała o tym szkolnej psycholog a ta przekazała to nam. Potem był psychiatra, psycholog. Pomogło. Ale pamiętam ciągle te uczucia jakie mi towarzyszyły przez ten okres jego dojrzewania. Złość, strach, zniechęcenie, bezsilność, pocieszania siebie, że jeszcze tych kilka lat zanim się wyprowadzi itp. Teraz syn ma dwadzieścia parę lat i jest fajnym, ogarniętym, szczęśliwym (mam nadzieję, że naprawdę) młodym człowiekiem.
Życze Ci cierpliwości.
4 2023-10-14 22:36:20 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-10-14 22:42:25)
Najbardziej niepokojące jest to że dużo spraw z Twoim synem załatwia ojczym
jakby za Ciebie a Ty oceniasz masz luksus martwienia się analizowania.obserwowania etc
Weź się za syna wreszcie a nie robisz jakieś podchody o kant dupy nieskuteczne nie przelewki taki wiek
To Twoja odpowiedzialność na pierwszym miejscu .Coś łatwo se odpuszczasz i krytykujesz tak z boczku za chwile będzie że Ty najbiedniejsza jesteś taka bezsilna
5 2023-10-15 10:58:39 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2023-10-15 10:59:31)
Syn przepraszał, mówił, że tylko chciał spróbować, ale partnera to nie przekonało.
Partner mówi, że dopóki syn nas nie przeprosi, to jedyne jego wyjście będzie do szkoły, syn odszczekuje, że nie przeprosi, bo nie ma za co.
Czyli co - syn przeprosił, a twój partner domaga się samobiczowania?
6 2023-10-15 11:41:40 Ostatnio edytowany przez madoja (2023-10-15 11:55:04)
A ja stoję murem za Twoim facetem.
Po pierwsze - dzieciak ma dopiero 13 lat. W tym wieku oglądałam Kulfona i Monikę, a nie ćpałam. Jasne, próbowałam (jak pewnie 95% ludzi), ale w późniejszym wieku. Rodzice by mnie chyba wydziedziczyli gdybym robiła to w wieku 13 lat.
Po drugie - Twój partner ma pełne prawo go karać, bo jest jego ojcem. Skoro dostał obowiązki, jak łożenie na niego, martwienie się o niego, wożenie go do szkoły i milion innych, to ma tez prawa. Broń Boże nie rzucaj haseł "nie jesteś jego ojcem", bo to poniżej pasa.
Ważne żebyś stała po stronie partnera, nie przeciw.
Jeśli chcesz złagodzić sytuację, pogadaj z facetem.
Zabrac telefon,tablet, komputer, gry itp na 1 dzien od razu na drugi dzien bedzie poprawa
Zabrac telefon,tablet, komputer, gry itp na 1 dzien od razu na drugi dzien bedzie poprawa
Tak, ja też jestem za takimi rozwiązaniami. Nikt nie mówi o biciu czy coś, ale o jakiejś karze.
Nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania, że trzeba teraz chuchać na dziecko, głaskać po głowie, rozmawiać i rozmawiać. On nawet nie chce z Wami rozmawiać.
Porozmawiać to można po zakończeniu tej historii i zakończeniu kary. Nie pouczającym tonem, ale na spokojnie - o Waszych doświadczeniach, o konsekwencjach jarania trawki itd. Nawet gdy będzie milczał.
On i tak Was nienawidzi bo jest w takim wieku. Cokolwiek zrobicie. To chociaż wyciągajcie konsekwencje z jego zachowań.
Najbardziej niepokojące jest to że dużo spraw z Twoim synem załatwia ojczym
jakby za Ciebie a Ty oceniasz masz luksus martwienia się analizowania.obserwowania etc
Weź się za syna wreszcie a nie robisz jakieś podchody o kant dupy nieskuteczne nie przelewki taki wiek
To Twoja odpowiedzialność na pierwszym miejscu .Coś łatwo se odpuszczasz i krytykujesz tak z boczku za chwile będzie że Ty najbiedniejsza jesteś taka bezsilna
Popieram
Po drugie - Twój partner ma pełne prawo go karać, bo jest jego ojcem. Skoro dostał obowiązki, jak łożenie na niego, martwienie się o niego, wożenie go do szkoły i milion innych, to ma tez prawa. Broń Boże nie rzucaj haseł "nie jesteś jego ojcem", bo to poniżej pasa.
Tyle że partner matki nie jest ojcem. Ani biologicznie, ani prawnie - nie ma bowiem władzy rodzicielskiej, nie ma nawet relacji ojczym/pasierb. Od strony czysto prawnej jest "osobą obcą". Od strony psychologii zaś to, czy syn uzna partnera matki za ojca, zależy od syna innymi słowy na to partner matki musi zapracować.
Nie jest też prawdą, że każdy nastolatek nienawidzi rodziców - to stereotyp. Tak zwany "bunt nastolatka" może się obyć bez nienawidzenia akurat rodziców, takiego rzetelnego nienawidzenia, nie emocjonalnych okrzyków.
Jak się rodzic ustawia w roli policjanta, prokuratora i sędziego jednocześnie (zauważmy - adwokata tu brak) to kary nader szybko mu się skończą, jeśli metoda karania na nastolatka nie zadziała albo zadziała pozornie czyli tenże nastolatek skupi się nie na zmianie zachowań ale na unikaniu kar. Efekty mogą być bardzo niefajne, zarówno w kierunku depresji, o której pisała bbasia , jaki i tak zwanej demoralizacji. Nastolatek jest podatny na wpływy, nie tylko wpływy rodziców.
Zgadzam z tym, że za dużo w tym układzie wiodącej roli partnera matki.
mmagie napisał/a:Bardzo martwi mnie to, co się dzieje z synem i nie wiem, na ile to bunt do przeczekania, a na ile coś, na co powinnam zwrócić większą uwagę i reagować.
Zwróć większą uwagę i reaguj. Staraj się rozmawiać z synem o jego uczuciach, odczuciach (wiem, prawie nierealne, ale próbuj). To co robi syn, jak się zachowuje może być zwykłym buntem nastolatka, próbowaniem zakazanych rzeczy, ale może być również próbą zwrócenia uwagi na to, że jednak nie jest mu w tej chwili dobrze na świecie. Jeżeli znasz jego znajomych na tyle, żeby ich podpytać o syna - spróbuj. Jeżeli uznasz, że zachowanie syna za bardzo Cię niepokoi - spróbuj porady u specjalisty - psychologa. Spróbujcie z partnerem trochę odpuścić w tak naprawdę mało istotnych sprawach - jak nie sprząta w swoim pokoju - niech ma bałagan, te okruchy na blacie, trudno, przeżyjcie to na razie jakoś, nauka - świat się nie zawali od tych trójek i miernych.
Przechodziłam to samo z moim młodszym synem. Było upicie się do nieprzytomności, złapanie na paleniu trawy, niechęć do jakichkolwiek rozmów, traktowanie rodziców jako zło największe, lekceważenie nauki i obowiązków domowych, przedkładanie towarzystwa kolegów, wahania nastrojów, w czasie kłótni rzucanie słów typu - "lepiej jak mnie tu nie będzie" czy " nie chce mi się żyć" - które traktowałam jako zwykłe pyskowanie nastolatka. Okazało się, że są to objawy depresji. Na szczęście w porę zauważonej. Nie przez nas rodziców, ale przez koleżankę syna, która powiedziała o tym szkolnej psycholog a ta przekazała to nam. Potem był psychiatra, psycholog. Pomogło. Ale pamiętam ciągle te uczucia jakie mi towarzyszyły przez ten okres jego dojrzewania. Złość, strach, zniechęcenie, bezsilność, pocieszania siebie, że jeszcze tych kilka lat zanim się wyprowadzi itp. Teraz syn ma dwadzieścia parę lat i jest fajnym, ogarniętym, szczęśliwym (mam nadzieję, że naprawdę) młodym człowiekiem.
Życze Ci cierpliwości.
Albo wyrósł z tego. 20paro latek sam już może być ojcem, nie ma 13 lat.
Który nastolatek nie rzucił kiedy, ż e nie chce mu się żyć, czy nie wolał towarzystwa kolegów od rodziców(dziwne by było, jakby przedkładał rodziców nad kolegów w tym wieku). Poza tym który nastolatek ochoczo sprząta czy wynosi śmieci, albo, którego nie trzeba gonić do lekcji?
madoja napisał/a:Po drugie - Twój partner ma pełne prawo go karać, bo jest jego ojcem. Skoro dostał obowiązki, jak łożenie na niego, martwienie się o niego, wożenie go do szkoły i milion innych, to ma tez prawa. Broń Boże nie rzucaj haseł "nie jesteś jego ojcem", bo to poniżej pasa.
Tyle że partner matki nie jest ojcem. Ani biologicznie, ani prawnie - nie ma bowiem władzy rodzicielskiej, nie ma nawet relacji ojczym/pasierb. Od strony czysto prawnej jest "osobą obcą". Od strony psychologii zaś to, czy syn uzna partnera matki za ojca, zależy od syna innymi słowy na to partner matki musi zapracować.
Nie jest też prawdą, że każdy nastolatek nienawidzi rodziców - to stereotyp. Tak zwany "bunt nastolatka" może się obyć bez nienawidzenia akurat rodziców, takiego rzetelnego nienawidzenia, nie emocjonalnych okrzyków.
Jak się rodzic ustawia w roli policjanta, prokuratora i sędziego jednocześnie (zauważmy - adwokata tu brak) to kary nader szybko mu się skończą, jeśli metoda karania na nastolatka nie zadziała albo zadziała pozornie czyli tenże nastolatek skupi się nie na zmianie zachowań ale na unikaniu kar. Efekty mogą być bardzo niefajne, zarówno w kierunku depresji, o której pisała bbasia , jaki i tak zwanej demoralizacji. Nastolatek jest podatny na wpływy, nie tylko wpływy rodziców.Zgadzam z tym, że za dużo w tym układzie wiodącej roli partnera matki.
Aha nie jest ojcem biologicznym, ale zastepuje ojca biologicznego i traktuje nie swoje dziecko jak swoje wlasne. On ma obowiazki to ma rowniez tez prawa do dziecka autorki. Jezeli nie ma praw-to nie ma rowniez obowiazkow, na miejscu tego partnera po tym jak poswiecal sie dziecku autorki uslyszala "zeby sie nie wtracala, bo to nie moje dziecko" to bym zakonczyla zwiazek w ulamku sekundy. Tak partner autorki ma pelne prawo dyscyplinowac gowniarza roznianczonego przez matke, ktora uwaza,ze ojczym jest tylko po to by zajmowac sie jej dzieckiem, a nie ma prawa nawet na smarka krzyknac "bo nie jest jego biologicznym ojcem",a co biologiczny tatus robi w tym czasie,kiedy inny facet znosi fochy jego dzieciaka?
13 2023-10-15 13:11:14 Ostatnio edytowany przez Muqin (2023-10-15 13:11:54)
Sytuacja ojczymów/macoch jest niełatwa.
Partner matki świadomie oraz dobrowolnie jakieś obowiązki na siebie wziął. Jeśli na wejściu traktuje to jak poświecenie to znaczy, że chłopaka nie pokochał. Nie syn go wybrał na drugiego ojca, tylko matka. Syn został postawiony przed faktem dokonanym. No i tu się pojawia problem, bo to, czy syn uzna partnera matki za "drugiego ojca" zależy także od syna. Bez względu na to, ile się będzie krzyczało, że "powinien". Do tego akurat zmusić się chłopaka nie da nijak. Za to w takim układzie bardzo łatwo o to, by skupiona nienawiść syna walnęła przede wszystkim w partnera matki.
Sytuacja ojczymów/macoch jest niełatwa.
Partner matki świadomie oraz dobrowolnie jakieś obowiązki na siebie wziął. Jeśli na wejściu traktuje to jak poświecenie to znaczy, że chłopaka nie pokochał. Nie syn go wybrał na drugiego ojca, tylko matka. Syn został postawiony przed faktem dokonanym. No i tu się pojawia problem, bo to, czy syn uzna partnera matki za "drugiego ojca" zależy także od syna. Bez względu na to, ile się będzie krzyczało, że "powinien". Do tego akurat zmusić się chłopaka nie da nijak. Za to w takim układzie bardzo łatwo o to, by skupiona nienawiść syna walnęła przede wszystkim w partnera matki.
W takim razie nie powinien ponosić kosztów utrzymania. Nie może być tak, że mężczyzna opłaca, płaci za to za tamto, ponosi koszty , a usłyszy: nie wtrącaj się nie jesteś jego ojcem, nie jesteś moim ojcem - tez bym się wkurzyła.
15 2023-10-15 13:30:17 Ostatnio edytowany przez Muqin (2023-10-15 13:40:08)
Fakty bywają wkurzające.
A silne emocje skutecznie blokują racjonalne myślenie ![]()
Aha nie jest ojcem biologicznym, ale zastepuje ojca biologicznego i traktuje nie swoje dziecko jak swoje wlasne. On ma obowiazki to ma rowniez tez prawa do dziecka autorki. Jezeli nie ma praw-to nie ma rowniez obowiazkow, na miejscu tego partnera po tym jak poswiecal sie dziecku autorki uslyszala "zeby sie nie wtracala, bo to nie moje dziecko" to bym zakonczyla zwiazek w ulamku sekundy. Tak partner autorki ma pelne prawo dyscyplinowac gowniarza roznianczonego przez matke, ktora uwaza,ze ojczym jest tylko po to by zajmowac sie jej dzieckiem, a nie ma prawa nawet na smarka krzyknac "bo nie jest jego biologicznym ojcem",a co biologiczny tatus robi w tym czasie,kiedy inny facet znosi fochy jego dzieciaka?
Zgadzam się w zupełności.
Niestety dużo samotnych matek (nie mówię że autorka) bierze sobie kolesia jako opiekuna i bankomat (czyli ma z tego profity i przyjemności), ale gdy dochodzi do potrzeby ukarania dziecka, to ta samotna matka zasłania bombelka swoim ciałem i krzyczy "to nie to twoje dziecko więc nie masz prawa!"
Niestety dużo samotnych matek (nie mówię że autorka) bierze sobie kolesia jako opiekuna i bankomat (czyli ma z tego profity i przyjemności)
Podobne tezy z ust facetów są okrzykiwane tutaj regularnie pillarskimi teoriami samotnych, mizoginistycznych inceli. ![]()
18 2023-10-15 14:49:52 Ostatnio edytowany przez blueangel (2023-10-15 14:50:18)
JuliaUK33 napisał/a:Aha nie jest ojcem biologicznym, ale zastepuje ojca biologicznego i traktuje nie swoje dziecko jak swoje wlasne. On ma obowiazki to ma rowniez tez prawa do dziecka autorki. Jezeli nie ma praw-to nie ma rowniez obowiazkow, na miejscu tego partnera po tym jak poswiecal sie dziecku autorki uslyszala "zeby sie nie wtracala, bo to nie moje dziecko" to bym zakonczyla zwiazek w ulamku sekundy. Tak partner autorki ma pelne prawo dyscyplinowac gowniarza roznianczonego przez matke, ktora uwaza,ze ojczym jest tylko po to by zajmowac sie jej dzieckiem, a nie ma prawa nawet na smarka krzyknac "bo nie jest jego biologicznym ojcem",a co biologiczny tatus robi w tym czasie,kiedy inny facet znosi fochy jego dzieciaka?
Zgadzam się w zupełności.
Niestety dużo samotnych matek (nie mówię że autorka) bierze sobie kolesia jako opiekuna i bankomat (czyli ma z tego profity i przyjemności), ale gdy dochodzi do potrzeby ukarania dziecka, to ta samotna matka zasłania bombelka swoim ciałem i krzyczy "to nie to twoje dziecko więc nie masz prawa!"
tylko ze czesc bierze na ojczymow facetow, ktorzy sie do tego nie nadaja, a nawet nie chca nadawac czynawet nigdy nie starali miec poprawnych relacji tylko traktuja pasierbowjak wrzod na tylku. mama ma bolca, o ktorego dzieciak sie nie prosil, jakjuz ktos wyzej zauwazyl. nie ejst dorosly to i nie ma na to wplywu, przeciez jako13latek nie pojdzie na swoje.
19 2023-10-15 15:20:37 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-10-15 15:29:43)
madoja napisał/a:Niestety dużo samotnych matek (nie mówię że autorka) bierze sobie kolesia jako opiekuna i bankomat (czyli ma z tego profity i przyjemności)
Podobne tezy z ust facetów są okrzykiwane tutaj regularnie pillarskimi teoriami samotnych, mizoginistycznych inceli.
Te cwaniak nie bądź taki hej do przodu
wiadomo jaka jest różnica
pomiędzy napisaniem "dużo samotnych matek tak robi"
a "wszystkie kobiety samotne matki zawsze tak robią" i to od facetów co nigdy nie byli w żadnym związku
znają związki ludzi przeważnie z opisów w teorii
a poza tym chuj z incelami forumowym i nieforumowymi
niech idą w pizdu banda niewdzięczników i durniów
na pewno w tym wątku nie będą mięli łatwego życia ze mną jak zaczną pierdolić kocopoły
umilę im życie z wszelkimi szykanami
mają wątki zawłaszczone niech tam gniją wesoło tak jak to kochają
Jack Sparrow napisał/a:madoja napisał/a:Niestety dużo samotnych matek (nie mówię że autorka) bierze sobie kolesia jako opiekuna i bankomat (czyli ma z tego profity i przyjemności)
Podobne tezy z ust facetów są okrzykiwane tutaj regularnie pillarskimi teoriami samotnych, mizoginistycznych inceli.
Te cwaniak nie bądź taki hej do przodu
![]()
![]()
wiadomo jaka jest różnica
pomiędzy napisaniem "dużo samotnych matek tak robi"
a "wszystkie kobiety samotne matki zawsze tak robią" i to od facetów co nigdy nie byli w żadnym związku
znają związki ludzi przeważnie z opisów w teorii
Nikt nie mówił, że wszystkie, ale że to bardzo popularna strategia samotnych mamusiek.
a poza tym chuj z incelami forumowym i nieforumowymi
niech idą w pizdu banda niewdzięczników i durniów
na pewno w tym wątku nie będą mięli łatwego życia ze mną jak zaczną pierdolić kocopoły
umilę im życie z wszelkimi szykanami
mają wątki zawłaszczone niech tam gniją wesoło tak jak to kochają
Chyba będę ci wołał 'brązowy nosek', bo tak głęboko wlazłeś w dupę netkobietkom, że już chyba nie rozróżniasz smaku gówna od czekolady. ![]()
21 2023-10-15 16:11:03 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-10-15 16:27:51)
Z wzajemnością różnica między nami jest taka że ja wolę kobiety a ty jesteś cwelem obciągającym fiuty incelom
z lubością w nadziei że któryś raczy ciebie wyruchać w dupę, ponieważ najwyraźniej lubisz mieć jakiś przedmiot tam
a to kij a to czyjś kutas podobno o u byłych tępych trepów to tak jest skrzywienie takie
Nikt nie mówił, że wszystkie, ale że to bardzo popularna strategia samotnych mamusiek.
Bzdury wielokrotnie i w wielu miejscach padały takie słowa więc albo udajesz idiotę albo nim jesteś
Jeżeli nie masz nic do powiedzenia na temat problemu poruszonego w tym wątku przez Autorkę
to idź szukać szczęścia u inceli zamiasta jak zwykle robić offtop
może któryś lubi 40 latka z zakolami ale jeszcze o tym nie wie i nie próbował
wystarczy ci na dziś uwagi
najwyraźniej nudzi ci się w w tym superduper pasjonującym życiu poza internetowym
22 2023-10-15 16:33:15 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2023-10-15 16:34:40)
Ooooo.....jaki uroczy ból dupy ![]()
bo jak trollować, to my, ale nie nas....
23 2023-10-15 16:36:23 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-10-15 17:24:21)
uroczy ból dupy
Masz ten ból ?
to pewnie przez ten kij
no nie mój problem radź se sam duży już jesteś chociaż nikczemnego wzrostu
Nie udało się coś znowu ?
a to pech Jacuś peszek
![]()
Sorry mmagie za offtop
ale czasem też mam tu konflikt z nastolatkiem
choć ma pod 40 to też trudny wiek okazuje się
Co mi utrudnia wszystko to fakt, że syn z partnerem często od kilku miesięcy się kłócą, syn partnera nie chce słuchać, a ten jest wymagający, ma swoje zasady, po tym wybryku syna zapowiedział, że tym razem nie da forów gówniarzowi, bo ten przegiął pałe. Od tygodnia mam w domu same kłótnie, krzyki i to przy każdej nadarzającej się okazji. Partner mówi, że dopóki syn nas nie przeprosi, to jedyne jego wyjście będzie do szkoły, syn odszczekuje, że nie przeprosi, bo nie ma za co.
To sprawa między mężczyznami.
Nie wtrącaj się i nie broń syna.
Jak teraz pozwolisz na takie zachowanie, za parę lat pochowasz ćpuna.
Racje ma twój partner.
Masz do wyboru dwie rzeczy:
1: Stac murem za partnerem, i rodzina wyjdzie z tego silniejsza.
2: Zacząć podważać jego autorytet, relatywizować zachowanie syna , a nie daj ojcze szatanie, użyć slow "nie jesteś jego ojcem"
w tedy będzie to koniec waszej rodziny, i kolejne twoje dziecko, będzie sie wychowywało bez ojca (bo sąd nie rozdzieli rodzeństwa, nawet jeżeli sie nienawidzą)
Napisano wiele książek o tym, że w czasie dojrzewania/dorastania, to ojciec, pełni ważniejszą role niż matka.
Bo potrafi byc stanowczy, pryncypialny, na kompletnie innym poziomie niż rodzicielka.
Nie ulega emocja, i nie daje sie manipulować, za pomocą pustych przeprosin i fałszywych łez.
Tutaj mamy sprawę poważna, twój syn miał pierwsza inicjacje z narkotykami, podejrzewam, że z alkoholem miał ja o wiele wcześniej.
Trzeba wziąć gówniarza w twarde karby, bo inaczej sie stoczy.
Z reszta, sama zauważasz, że juz sie stacza.
Dyscyplina i jeszcze raz dyscyplina.
Ale nie tylko ona.
Wasza rodzina sie rozjeżdża, a ty jedyne co robisz, to oglądasz sie we wszystkim na partnera.
To TY doprowadziłaś do tego, że twojemu synowi, jego ojczym, kojarzy sie tylko i wyłącznie źle.
Bo to Ty, przerzuciłaś na niego wszystkie negatywne aspekty wychowawcze.
Musicie zacząć scalać wasza rodzinę.
Tak, trzeba go ukarać, ale jednocześnie wdrożyć program naprawczy.
Np: nie wychodzi nigdzie z kolegami na weekend, ale w zamian tego, to wy rzem, cała rodzina gdzieś wychodzicie.
Zabrać telefon, ale w zamian spędźcie razem wieczór przy planszówkach.
Jasne, że na początku będzie wszystko sabotował.
Ale po jakimś czasie, pozostawiony przed alternatywa: albo nudy samemu w pokoju, albo wyjście gdzieś z rodzinom
W końcu, zacznie wybierać czas spędzony wspólnie.
Zabrać mu kieszonkowe, ale nie żałować na niego pieniędzy, przy wspólnych wyjściach.
madoja napisał/a:Niestety dużo samotnych matek (nie mówię że autorka) bierze sobie kolesia jako opiekuna i bankomat (czyli ma z tego profity i przyjemności)
Podobne tezy z ust facetów są okrzykiwane tutaj regularnie pillarskimi teoriami samotnych, mizoginistycznych inceli.
Nie muszą być samotnymi matkami, moga być bezdzietnymi pannami.
O dziwo panowie jakoś nie protestują i lecą do takich jak ćmy do ognia. Z daleka widać, ze pijawka, ale adoratorów ma sporo, taka nie założy tematu : żaden mnie nie chce , zostałam starą panną, tylko żyje spbie wygodnie jak pączek w maśle.
Szeptuch,
jest jeszcze wariant 1 a "stań murem za partnerem a rodzina się rozleci z hukiem"
Napisano też wiele książek o tym, że realne rodziny nie składają się ze stereotypowych obiektów mających stereotypowy zestaw cech. Skąd przekonanie, że w tej konkretnej rodzinie autorki jest rozsądny facet i głupio a bezkrytycznie kochająca syna mamusia, a nie mamusia sensowna a partner z odchyłką w kierunku zachowań przemocowych?
Twarde karby -co smutne ale prawdziwe - wielu "gówniarzy" silnie popchnęły w całkiem niedobrym kierunku. Jednorazowa wielce głupia akcja w wykonaniu 13-latka to nie jest staczanie się. To jest moment na uświadomienie sobie przez rodzica tego, że nie wie ważnych rzeczy o własnym dziecku. Z kim on tą trawę jarał, co to są za koledzy, czemu zadaje się z tymi a nie innymi...czyli rozmowy i to nie w atmosferze przesłuchania na bezpiece.
Szczerze wątpię w skuteczność programu naprawczego polegającego na próbie cofnięcia chłopaka w rozwoju społecznym w połączeniu z przekupstwem.
Szeptuch,
jest jeszcze wariant 1 a "stań murem za partnerem a rodzina się rozleci z hukiem"Napisano też wiele książek o tym, że realne rodziny nie składają się ze stereotypowych obiektów mających stereotypowy zestaw cech. Skąd przekonanie, że w tej konkretnej rodzinie autorki jest rozsądny facet i głupio a bezkrytycznie kochająca syna mamusia, a nie mamusia sensowna a partner z odchyłką w kierunku zachowań przemocowych?
Twarde karby -co smutne ale prawdziwe - wielu "gówniarzy" silnie popchnęły w całkiem niedobrym kierunku. Jednorazowa wielce głupia akcja w wykonaniu 13-latka to nie jest staczanie się. To jest moment na uświadomienie sobie przez rodzica tego, że nie wie ważnych rzeczy o własnym dziecku. Z kim on tą trawę jarał, co to są za koledzy, czemu zadaje się z tymi a nie innymi...czyli rozmowy i to nie w atmosferze przesłuchania na bezpiece.
Szczerze wątpię w skuteczność programu naprawczego polegającego na próbie cofnięcia chłopaka w rozwoju społecznym w połączeniu z przekupstwem.
Zioło to nie jest dla 13 latków za parę lat może se palić za swoje pieniądze jak będzie chciał
być może nawet marihuana będzie legalna.
Nie ma takiej zasady, że tylko zabranianie i restrykcje popychają do ćpania
niby tylko na zasadzie pokusy,przekory. że jak się czegoś zabrania to przyciąga
to uproszczenie,
znane mi są przypadki osób którym pozwalano na eksperymenty i pobłażano ,nie są to żadne wyjątki absolutnie
a wiele z tych osób nie dożyło 30 stki
nie to jest istotą problemu największym zagrożeniem jest zatrzymanie procesu dorastania i dojrzewania i wpływ substancji oraz unikania ponoszenia konsekwencji,a tu jeszcze dochodzi brak jednolitego frontu - mamunia lekko traktowała relacje syna z ojczymem bo było jej tak być może wygodnie teraz się boi o syneczka bidulka
Niepokojący jest tez ten niby rozwój społeczny o którym wspomniano
w czym chłopak szuka u kogo akceptacji,zrozumienia, co mu dawać może takie złudne poczucie przynależności
dlaczego tam być może lgnie
czy taka droga jest absolutnie konieczna i niezbędna dla niego
to też niewiadoma dużo emocji i dużo dostępnej stymulacji mieszanka wybuchowa dla młodego mózgu
raczej to jest bardziej niebezpieczne taki swoisty konformizm w niby buncie
Chore emocje biorą się między innymi stąd że substancje zastępują naturalne sposoby dawania sobie rady z trudnościami
Druga niewiadoma co chłopak ma w sobie, za młody jest na zioło zdecydowanie, za wcześnie
lepiej na zimne dmuchać
niż nagradzać odpuszczaniem mu
ponieważ szybko może to nie być coś jednorazowego jeżeli skojarzy mu się z łatwości kłamania unikania i obiecywania
poprawy niech pobędzie w bardzo niekomfortowej sytuacji jakiś czas
Z doświadczeń młodziutkich narkomanów,których znam wynika, że twarda miłość bywa jednak bardziej skuteczna
29 2023-10-16 06:51:04 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2023-10-16 06:52:05)
Mam dwóch synów: 13 letniego i 5 latka z partnerem, z którym jesteśmy od 7 lat. Około roku temu ze starszym synem zaczęły się problemy. Nauka zeszła na dalszy plan, najchętniej całe dnie by grał, ew spotykał się z kolegami. Podobnie z obowiązkami domowymi, gdzie trzeba go gonić, żeby cokolwiek zrobił, bo najchętniej by nic nie robił. Nie chce mu się ogarniać kuwety po kocie i nałożyć mu jedzenia, a do czego san się zobowiązał, wynosić śmieci, sprzątać swojego pokoju. Potrafi sobie zrobić np kanapkę i jak gdzieś zostaną okruchy czy coś mu spadnie i zostawi slad na blacie, to to zostawia, wyleje coś, to kładzie na to ręcznik papierowy i idzie do siebie. Nie chce rozmawiać, odburkuje od niechcenia. Między synami jest na razie przepaść, starszy nie jest i nie był angażowany w opiekę nad małym, poza jakimiś wyjątkami.
To byłoby do zniesienia, bo syn ma ciężki wiek i nie oczekuje, że będzie zawsze idealnie grzeczny czy obowiązkowy, ale tydzień temu miała miejsce sytuacja, która nas zaniepokoiła i zaogniła konflikt głównie między starszym synem a partnerem. Syn wyszedł jak zawsze z kolegami, wrócił jak obiecał, i nie byłoby problemu, ale wrócił kompletnie zjarany ziołem.. Na drugi dzień partner zabrał synowi wszystkie pieniadze, jakie ten miał odłożone, zapowiedział, że zero wyjść, zero grania, zero kolegów. Syn przepraszał, mówił, że tylko chciał spróbować, ale partnera to nie przekonało. Co mi utrudnia wszystko to fakt, że syn z partnerem często od kilku miesięcy się kłócą, syn partnera nie chce słuchać, a ten jest wymagający, ma swoje zasady, po tym wybryku syna zapowiedział, że tym razem nie da forów gówniarzowi, bo ten przegiął pałe. Od tygodnia mam w domu same kłótnie, krzyki i to przy każdej nadarzającej się okazji. Partner mówi, że dopóki syn nas nie przeprosi, to jedyne jego wyjście będzie do szkoły, syn odszczekuje, że nie przeprosi, bo nie ma za co. Chciałam porozmawiać z synem sam na sam, ale nie chciał. Bardzo martwi mnie to, co się dzieje z synem i nie wiem, na ile to bunt do przeczekania, a na ile coś, na co powinnam zwrócić większą uwagę i reagować.
Syn nie przeprosi, bo tu nie o to chodzi. Uważam, ze powinnaś zadbać o lepsze relacje z synem czyli czterolatka pod opiekę ojca, a zainteresować się starszym. Apodyktyczna postawa twojego partnera da niewiele, ale też nie można pobłażać nastolatkowi, który wziął narkotyki, bo to nie papierosy. Ja bym zwróciła uwagę na to, z kim syn przebywa na co dzień i spróbowała wzmocnić więzy rodzinne czyli wspólne spędzanie czasu. Gdzieś po drodze popełnione zostały jakieś błędy, które może jeszcze można poprawić, nie wiem, bo z jednego postu trudno coś wywnioskować. Może syn ma naturę buntownika? A może odczuwa brak zainteresowania z waszej strony, może widzi, że więcej czasu poświęcacie młodszemu. Depresja u nastolatków jest coraz częstsza, może to o to chodzi? A co z jego ojcem biologicznym?
Szeptuch,
jest jeszcze wariant 1 a "stań murem za partnerem a rodzina się rozleci z hukiem"Napisano też wiele książek o tym, że realne rodziny nie składają się ze stereotypowych obiektów mających stereotypowy zestaw cech. Skąd przekonanie, że w tej konkretnej rodzinie autorki jest rozsądny facet i głupio a bezkrytycznie kochająca syna mamusia, a nie mamusia sensowna a partner z odchyłką w kierunku zachowań przemocowych?
Twarde karby -co smutne ale prawdziwe - wielu "gówniarzy" silnie popchnęły w całkiem niedobrym kierunku.
Na pewno są takie przypadki, ale bazując na sobie i znajomych, to gdy przypomnę sobie czasy nastoletnie - najbardziej się pilnowali ci, którzy rodziców się BALI.
Zawsze było "tego nie wypiję / nie zrobię / muszę wrócić o 22 - bo starzy będą wkurwieni / zabiorą mi telefon / bo potem 2 tygodnie nie wyjdę z domu".
Natomiast najbardziej lajtowo podchodzili ci, którzy mieli rodziców którzy mieli wszystko w dupie. Tacy ćpali, pili, ruchali się, wracali nad ranem.
Tak więc ja nadal uważam że dzieciakom w tym wieku pomoże tylko dyscyplina.
PS. Dodam że rodziców miałam całkiem liberalnych, bo gdy miałam 16 lat, pozwolili mi się wypić ze znajomymi ale w domu, gdy oni będą w pokoju obok. Ale to tylko winko i było dużo śmiechu. Natomiast miałam absolutnie zakazane wracanie po wyznaczonej godzinie czy nie daj Boże ćpanie. I to właśnie dzięki tej dyscyplinie tego nie robiłam. Wiedziałam że gdy np.wrócę później niż o 23 (o której miałam wrócić), to niewykluczone, ze rodzice zamkną drzwi na klucz i nie wejdę (nigdy tak się nie stało, ale przypuszczałam że mogą tak zrobić).
Tak, uważam że dziecko powinno się bać rodziców i tego co zrobią w konsekwencji na niewłaściwie zachowanie.
Na pewno są takie przypadki, ale bazując na sobie i znajomych, to gdy przypomnę sobie czasy nastoletnie - najbardziej się pilnowali ci, którzy rodziców się BALI.
Zawsze było "tego nie wypiję / nie zrobię / muszę wrócić o 22 - bo starzy będą wkurwieni / zabiorą mi telefon / bo potem 2 tygodnie nie wyjdę z domu".
Natomiast najbardziej lajtowo podchodzili ci, którzy mieli rodziców którzy mieli wszystko w dupie. Tacy ćpali, pili, ruchali się, wracali nad ranem.Tak więc ja nadal uważam że dzieciakom w tym wieku pomoże tylko dyscyplina.
Ja też takich znajomych miałem i wyrosły na...miernoty życiowe, zakompleksione, bezradne, niezdolne do podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Często uzależnione w wieku dorosłym (rzadziej dragi, częściej alkohol, jedzenie, TV/komputer czy cokolwiek, co pozwala zepchnąć rzeczywistość na dalszy plan). Zabrakło rodziców wydających zestaw nakazów i zakazów i nie wiedzą co mają ze sobą zrobić w życiu. Często na partnerów (lub partnerki) wybrali sobie osoby ze skłonnościami do agresji (psychicznej), bo życie rodzinne kojarzy im się ze strachem właśnie. Wychowanie w strachu jest podobnie szkodliwe co wychowanie z zerowym zainteresowaniem.
Dyscyplina nie opiera się na strachu. Dyscyplina opiera się na sumienności, nieuchronności konsekwencji (dotyczy to zarówno kary, jak i nagrody) oraz szacunku, autorytecie i zaufaniu.
To jak w wojsku. Możesz wymusić dyscyplinę zamordyzmem i strachem przed karą pokrzykując wciąż i wciąż "na przód!". Ale morale będzie niskie. Podobnie jak skuteczność działań takich żołnierzy. Dyscyplina zbudowana na charyzmie, autorytecie i zaufaniu jakie daje się odczuć od postawy 'za mną!' przynosi dużo większe efekty.
Syn nie przeprosi, bo tu nie o to chodzi. Uważam, ze powinnaś zadbać o lepsze relacje z synem czyli czterolatka pod opiekę ojca, a zainteresować się starszym. Apodyktyczna postawa twojego partnera da niewiele, ale też nie można pobłażać nastolatkowi, który wziął narkotyki, bo to nie papierosy. Ja bym zwróciła uwagę na to, z kim syn przebywa na co dzień i spróbowała wzmocnić więzy rodzinne czyli wspólne spędzanie czasu. Gdzieś po drodze popełnione zostały jakieś błędy, które może jeszcze można poprawić, nie wiem, bo z jednego postu trudno coś wywnioskować. Może syn ma naturę buntownika? A może odczuwa brak zainteresowania z waszej strony, może widzi, że więcej czasu poświęcacie młodszemu. Depresja u nastolatków jest coraz częstsza, może to o to chodzi? A co z jego ojcem biologicznym?
naiwność
mmagie napisał/a:Syn przepraszał, mówił, że tylko chciał spróbować, ale partnera to nie przekonało.
Partner mówi, że dopóki syn nas nie przeprosi, to jedyne jego wyjście będzie do szkoły, syn odszczekuje, że nie przeprosi, bo nie ma za co.
Czyli co - syn przeprosił, a twój partner domaga się samobiczowania?
Moim zdaniem, powinnas byla ustalic wczesniej jak powinien partner traktowac synow, zwlaszcza "nieswojego".
Jesli twoj partner tak "ostro" potraktowal te sytuacje i nalozyl taka kare (bez konsultacji z toba, to juz dla mnie nie dopomyslenia!) to mam wrazenie, ze go nie lubi i stad moze wychodza tez problemy w porozumiewaniu. Z pewnoscia syn nie lubi twojego partnera badz dopiero znienawidzi, po tym jak go karze. Byc moze syn czuje to, ze brat jest inaczej traktowany. Moja sasiadka ma tez dwoch synow i widac, ze gorzej traktowany jest ten starszy z innego zwiazku, nawet ta sasiadka (matka) gorzej go taktuje, masakra!
To sie czuje, powinnas to wiedziec czy syna traktuje lepiej niz "nieswojego". Ja nigdy na to nie pozwole by moj partner z pretensjami, fochami czy tym bardziej z nerwami podchodzil do mojej corki (ma prawie 8 lat). Jak przeczytalam opis autorki, to mialam wrazenie, ze partner jej to tyran, sorry.
Jack Sparrow napisał/a:mmagie napisał/a:Syn przepraszał, mówił, że tylko chciał spróbować, ale partnera to nie przekonało.
Partner mówi, że dopóki syn nas nie przeprosi, to jedyne jego wyjście będzie do szkoły, syn odszczekuje, że nie przeprosi, bo nie ma za co.
Czyli co - syn przeprosił, a twój partner domaga się samobiczowania?
Moim zdaniem, powinnas byla ustalic wczesniej jak powinien partner traktowac synow, zwlaszcza "nieswojego".
Jesli twoj partner tak "ostro" potraktowal te sytuacje i nalozyl taka kare (bez konsultacji z toba, to juz dla mnie nie dopomyslenia!) to mam wrazenie, ze go nie lubi i stad moze wychodza tez problemy w porozumiewaniu. Z pewnoscia syn nie lubi twojego partnera badz dopiero znienawidzi, po tym jak go karze. Byc moze syn czuje to, ze brat jest inaczej traktowany. Moja sasiadka ma tez dwoch synow i widac, ze gorzej traktowany jest ten starszy z innego zwiazku, nawet ta sasiadka (matka) gorzej go taktuje, masakra!
To sie czuje, powinnas to wiedziec czy syna traktuje lepiej niz "nieswojego". Ja nigdy na to nie pozwole by moj partner z pretensjami, fochami czy tym bardziej z nerwami podchodzil do mojej corki (ma prawie 8 lat). Jak przeczytalam opis autorki, to mialam wrazenie, ze partner jej to tyran, sorry.
Autorka zawsze może się rozejść z partnerem, skoro jej coś nie odpowiada, ale chyba nie o to chodzi w tej historii tylko o to, aby 13 latek sie nie narkotyzował.
Z reszta jak to by miało dalej być, rozejdą się, bo parter "zle"traktuje nie swoje biologicznie dziecko. autorka sama pewnie nie chciałaby być, wiec za jakis czas wiąże się z kolejnym mężczyzną, wtedy jest już dwoje dzieci, które nie sa jego biologicznymi synami i hostoria sie powtarza,
Idealnie dla starszego syna byłoby gdyby mieszkali sami, on, młodssze dziecko i matka i matka nie miała już swojego partnera, czy męża - ale to jest niedorzecznośc.
Szeptuch,
jest jeszcze wariant 1 a "stań murem za partnerem a rodzina się rozleci z hukiem"Napisano też wiele książek o tym, że realne rodziny nie składają się ze stereotypowych obiektów mających stereotypowy zestaw cech. Skąd przekonanie, że w tej konkretnej rodzinie autorki jest rozsądny facet i głupio a bezkrytycznie kochająca syna mamusia, a nie mamusia sensowna a partner z odchyłką w kierunku zachowań przemocowych?
Twarde karby -co smutne ale prawdziwe - wielu "gówniarzy" silnie popchnęły w całkiem niedobrym kierunku. Jednorazowa wielce głupia akcja w wykonaniu 13-latka to nie jest staczanie się. To jest moment na uświadomienie sobie przez rodzica tego, że nie wie ważnych rzeczy o własnym dziecku. Z kim on tą trawę jarał, co to są za koledzy, czemu zadaje się z tymi a nie innymi...czyli rozmowy i to nie w atmosferze przesłuchania na bezpiece.
.
Nie zgadzam się. Nie każdy 13 latek pali trawe, mimo, że każdy 13 latek dojrzewa, zmienia się, ma swoje humory i nie może sam ze sobą dojść do ładu.
Ilu znacie 13 latków palących skręty?
madoja napisał/a:Na pewno są takie przypadki, ale bazując na sobie i znajomych, to gdy przypomnę sobie czasy nastoletnie - najbardziej się pilnowali ci, którzy rodziców się BALI.
Zawsze było "tego nie wypiję / nie zrobię / muszę wrócić o 22 - bo starzy będą wkurwieni / zabiorą mi telefon / bo potem 2 tygodnie nie wyjdę z domu".
Natomiast najbardziej lajtowo podchodzili ci, którzy mieli rodziców którzy mieli wszystko w dupie. Tacy ćpali, pili, ruchali się, wracali nad ranem.Tak więc ja nadal uważam że dzieciakom w tym wieku pomoże tylko dyscyplina.
Ja też takich znajomych miałem i wyrosły na...miernoty życiowe, zakompleksione, bezradne, niezdolne do podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Często uzależnione w wieku dorosłym (rzadziej dragi, częściej alkohol, jedzenie, TV/komputer czy cokolwiek, co pozwala zepchnąć rzeczywistość na dalszy plan). Zabrakło rodziców wydających zestaw nakazów i zakazów i nie wiedzą co mają ze sobą zrobić w życiu. Często na partnerów (lub partnerki) wybrali sobie osoby ze skłonnościami do agresji (psychicznej), bo życie rodzinne kojarzy im się ze strachem właśnie. Wychowanie w strachu jest podobnie szkodliwe co wychowanie z zerowym zainteresowaniem.
Dyscyplina nie opiera się na strachu. Dyscyplina opiera się na sumienności, nieuchronności konsekwencji (dotyczy to zarówno kary, jak i nagrody) oraz szacunku, autorytecie i zaufaniu.
To jak w wojsku. Możesz wymusić dyscyplinę zamordyzmem i strachem przed karą pokrzykując wciąż i wciąż "na przód!". Ale morale będzie niskie. Podobnie jak skuteczność działań takich żołnierzy. Dyscyplina zbudowana na charyzmie, autorytecie i zaufaniu jakie daje się odczuć od postawy 'za mną!' przynosi dużo większe efekty.
Przeciwnie, znałam przypadki takie jak Madoja. Te nastolatki, którzy mieli wolnośc, wiele im było można (bo kto nie pił, nie palił, nie wagarował i tak dalej w młodości), po osiągnięciu dorosłości albo powpadali w długi, dragi, alkohol, czy nieślubne dzieci czy alimenty. Nie nauczyli sie za młodu odpowiedzialności, to nawywijali jako dorośli, co skutkowało płaceniem alimentów przez dziadków, albo płaceniem długów przez dziadków, bo dorosły syn, jednak nie jest ich w stanie spłacic mimo 30 lat na karku, ot tak wyszło, rodzice zapłacą, wychowają dzieci, czy opłacą mieszkanie, bo kasa poszła na nałogi, a wnuki musza co jeśc.
Ci co mieli jakies zasady w domu - oni sa bardziej ogarnięci i odpowiedzialni zyciowo w dorosłym życiu, niż ich bardzo luźno chowani koledzy.
Moim zdaniem, powinnas byla ustalic wczesniej jak powinien partner traktowac synow, zwlaszcza "nieswojego".
Jesli twoj partner tak "ostro" potraktowal te sytuacje i nalozyl taka kare (bez konsultacji z toba, to juz dla mnie nie dopomyslenia!) to mam wrazenie, ze go nie lubi i stad moze wychodza tez problemy w porozumiewaniu. Z pewnoscia syn nie lubi twojego partnera badz dopiero znienawidzi, po tym jak go karze. Byc moze syn czuje to, ze brat jest inaczej traktowany. Moja sasiadka ma tez dwoch synow i widac, ze gorzej traktowany jest ten starszy z innego zwiazku, nawet ta sasiadka (matka) gorzej go taktuje, masakra!
To sie czuje, powinnas to wiedziec czy syna traktuje lepiej niz "nieswojego". Ja nigdy na to nie pozwole by moj partner z pretensjami, fochami czy tym bardziej z nerwami podchodzil do mojej corki (ma prawie 8 lat). Jak przeczytalam opis autorki, to mialam wrazenie, ze partner jej to tyran, sorry.
Partner powinien traktować przybranego syna jak swojego.
I o to się właśnie rozchodzi, że chce go dyscyplinować jakby było to jego dziecko, a autorce to się nie podoba i od początku nie był przez nią tak przedstawiany.
Stąd te problemy wychowawcze.
Nie było silnej ręki i młody poszedł w długą.
Wina jest po stronie matki i jej podejścia.
38 2023-10-16 12:37:45 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2023-10-16 12:38:42)
Tamiraa napisał/a:Syn nie przeprosi, bo tu nie o to chodzi. Uważam, ze powinnaś zadbać o lepsze relacje z synem czyli czterolatka pod opiekę ojca, a zainteresować się starszym. Apodyktyczna postawa twojego partnera da niewiele, ale też nie można pobłażać nastolatkowi, który wziął narkotyki, bo to nie papierosy. Ja bym zwróciła uwagę na to, z kim syn przebywa na co dzień i spróbowała wzmocnić więzy rodzinne czyli wspólne spędzanie czasu. Gdzieś po drodze popełnione zostały jakieś błędy, które może jeszcze można poprawić, nie wiem, bo z jednego postu trudno coś wywnioskować. Może syn ma naturę buntownika? A może odczuwa brak zainteresowania z waszej strony, może widzi, że więcej czasu poświęcacie młodszemu. Depresja u nastolatków jest coraz częstsza, może to o to chodzi? A co z jego ojcem biologicznym?
naiwność
W czym naiwność? W tym, że matka powinna zainteresować się, co się z jej synem dzieje? W tym, że pytam o biologicznego ojca, o którym tu mowy nie ma? Są telefony zaufania, i instytucje powołane do tego, żeby się zajmować takimi problemami. Ja nie wiem, czy to jest post rzeczywisty, bo autorka znaku życia nie daje, ale przecież to są nie takie rzadko spotykane problemy. Chce z nim porozmawiać, a syn odpowiada, że nie chce, to znaczy przecież, że odd dawna autorka nie jest poważnie traktowana przez syna, a jedyny autorytet to ojczym nie ojciec, tylko dlatego, że odcina od kasy.
39 2023-10-16 12:48:12 Ostatnio edytowany przez Muqin (2023-10-16 12:53:36)
Jak dla mnie to upalenie się syna Autorki to jest sygnał "czerwonego alarmu". Problemy zaczęły się rok wcześniej, zostały zlekceważone, zaniedbane i doszło do sytuacji ewidentnie złej, której już się nie da nie zauważyć. Od roku zachowanie dziecka wskazuje na tzw. problem. Jest eskalacja. Problem można odnaleźć i rozwiązać albo wepchnąć siłą pod dywan z nadzieją, że zniknie
Ci, co mieli jakieś zasady w domu są bardziej ogarnięci? To jeszcze zależy jakie zasady i w jaki sposób egzekwowane. Jeśli zasady rozsądne i egzekwowanie sensowne to tak. Ale przy durnych zasadach i/lub głupim egzekwowaniu - nie.
Jak moja Młoda mówiła, że wróci o 22 to wiedziałam, że wróci, bo "taka była umowa". Nie z lęku przed karą (kar nie było programowo),ale w ramach dotrzymywania słowa.
40 2023-10-16 12:56:08 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-10-16 12:57:21)
Ilu znacie 13 latków palących skręty?
Teraz to nie mam pojęcia bo nawet jeżeli to się ukrywają raczej i nie chwalą tym
w rodzinie to raczej żaden nie popala
Natomiast znam osobiście jakieś mniej więcej 40 osób które przeszły inicjacje z marihuaną w tym wieku
wszystkie są narkomanami zdiagnozowanymi nie jest to żeby być uczciwym reprezentatywne dla dzieciaków w tym wieku
trochę to specyficzna sytuacja bardzo rzadko spotykana dotyczy pewnej grupy po prostu i nie da się wysnuć z tego jakiejś reguły ponieważ znam też sporo osób które nie uzależniły się od dragów
to ruska ruletka w gruncie rzeczy
demonizowanie THC jest złe alko jest bardzie niebezpieczne i i szkodliwe
,ale bagatelizowanie tego zwłaszcza u bardzo młodych nastolatków też jest bardzo nierozsądne
Gosiawie napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:Czyli co - syn przeprosił, a twój partner domaga się samobiczowania?
Moim zdaniem, powinnas byla ustalic wczesniej jak powinien partner traktowac synow, zwlaszcza "nieswojego".
Jesli twoj partner tak "ostro" potraktowal te sytuacje i nalozyl taka kare (bez konsultacji z toba, to juz dla mnie nie dopomyslenia!) to mam wrazenie, ze go nie lubi i stad moze wychodza tez problemy w porozumiewaniu. Z pewnoscia syn nie lubi twojego partnera badz dopiero znienawidzi, po tym jak go karze. Byc moze syn czuje to, ze brat jest inaczej traktowany. Moja sasiadka ma tez dwoch synow i widac, ze gorzej traktowany jest ten starszy z innego zwiazku, nawet ta sasiadka (matka) gorzej go taktuje, masakra!
To sie czuje, powinnas to wiedziec czy syna traktuje lepiej niz "nieswojego". Ja nigdy na to nie pozwole by moj partner z pretensjami, fochami czy tym bardziej z nerwami podchodzil do mojej corki (ma prawie 8 lat). Jak przeczytalam opis autorki, to mialam wrazenie, ze partner jej to tyran, sorry.
Autorka zawsze może się rozejść z partnerem, skoro jej coś nie odpowiada, ale chyba nie o to chodzi w tej historii tylko o to, aby 13 latek sie nie narkotyzował.
Z reszta jak to by miało dalej być, rozejdą się, bo parter "zle"traktuje nie swoje biologicznie dziecko. autorka sama pewnie nie chciałaby być, wiec za jakis czas wiąże się z kolejnym mężczyzną, wtedy jest już dwoje dzieci, które nie sa jego biologicznymi synami i hostoria sie powtarza,
Idealnie dla starszego syna byłoby gdyby mieszkali sami, on, młodssze dziecko i matka i matka nie miała już swojego partnera, czy męża - ale to jest niedorzecznośc.
Pewnie, ze moze. Nie o to chodzi. Dziecko potrzebuje uwagi, byc moze mlody zwraca na siebie uwage, bo dostaje jej za malo, byc moze wszystko kreci sie wokol matki i dziecka biologicznego partnera.
W moich odczuciach tak wlasnie jest. Trzeba sie skupic na 13latku, jak matka stoi po stronie partnera a nie dziecka (musi go wspierac i dziecko musi sie czuc bezpiecznie), to mlody sie buntuje, normalne. Gdyby tak bylo porozmawialby z mama, a nie chcial, bo mama stoi za po stronie faceta a nie dziecka. Nie chodzi mi o to, ze ma go chwalic, kiedy cos przewini, powinna miec dobry kontakt ze swoimi dziecmi. Maz/partner jest wazny, ale jednak dziecko wazniejze, jesli ma jako opiekuna obcego faceta.
Jak moja Młoda mówiła, że wróci o 22 to wiedziałam, że wróci, bo "taka była umowa". Nie z lęku przed karą (kar nie było programowo),ale w ramach dotrzymywania słowa.
Bardzo dobre wychowanie.
To tez moze zalezec od charakteru dziecka (buntownika) ale trzeba poznac wlasne dziecko i postarac sie do niego podejsc, a nie sluchac sie partnera i stac po jego stronie bez konsultacji...
rossanka napisał/a:Ilu znacie 13 latków palących skręty?
Teraz to nie mam pojęcia bo nawet jeżeli to się ukrywają raczej i nie chwalą tym
w rodzinie to raczej żaden nie popala
Natomiast znam osobiście jakieś mniej więcej 40 osób które przeszły inicjacje z marihuaną w tym wieku
wszystkie są narkomanami zdiagnozowanymi nie jest to żeby być uczciwym reprezentatywne dla dzieciaków w tym wieku
trochę to specyficzna sytuacja bardzo rzadko spotykana dotyczy pewnej grupy po prostu i nie da się wysnuć z tego jakiejś reguły ponieważ znam też sporo osób które nie uzależniły się od dragów
Moj syn tez sprobowal okolo tego wieku, na pewno nie byl mlodszy. Nie zostal zadnym cpunem, narkomanem czy alkoholikiem. Ma 25 la i studiuje.
Sa przypadki, ze niektorzy wpadna w zle towarzystwo i z niego nie wyjda, zalezy na pewno od rodzicow, wychowania i podejscia do dziecka.
44 2023-10-16 13:29:54 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-10-16 13:37:34)
paslawek napisał/a:rossanka napisał/a:Ilu znacie 13 latków palących skręty?
Teraz to nie mam pojęcia bo nawet jeżeli to się ukrywają raczej i nie chwalą tym
w rodzinie to raczej żaden nie popala
Natomiast znam osobiście jakieś mniej więcej 40 osób które przeszły inicjacje z marihuaną w tym wieku
wszystkie są narkomanami zdiagnozowanymi nie jest to żeby być uczciwym reprezentatywne dla dzieciaków w tym wieku
trochę to specyficzna sytuacja bardzo rzadko spotykana dotyczy pewnej grupy po prostu i nie da się wysnuć z tego jakiejś reguły ponieważ znam też sporo osób które nie uzależniły się od dragówMoj syn tez sprobowal okolo tego wieku, na pewno nie byl mlodszy. Nie zostal zadnym cpunem, narkomanem czy alkoholikiem. Ma 25 la i studiuje.
Sa przypadki, ze niektorzy wpadna w zle towarzystwo i z niego nie wyjda, zalezy na pewno od rodzicow, wychowania i podejscia do dziecka.
Nie to jest znowu kolejne uproszczenie i przenoszenie problemu tylko na jakieś okoliczności i środowisko, czyli że coś dzieje się przez innych ludzi to nie takie proste- generalnie to zależy od bardzo osobistych predyspozycji,odporności (które bardzo trudno określić ) i skutków te trzy sprawy decydują
towarzystwo tak zwane złe to wtórna sprawa i pewna konsekwencja, rozwinięcie sposób na osiągnięcie szukanie i przystosowanie do celu jakim jest na przykład ćpanie łatwiejszy dostęp do np trawy i innych atrakcji
A moja córka ma 26 lat i już jest po studiach nadmienię tylko że jest najmądrzejsza, najbardziej genialna i najpiękniejsza
![]()
zapaliła jak miała coś koło 18 lat i też nie jest uzależniona od narkotyków żadnych.A później już po 20 stctce to nawet z matką i ciotką się upaliły radośnie .
Gosiawie napisał/a:paslawek napisał/a:Teraz to nie mam pojęcia bo nawet jeżeli to się ukrywają raczej i nie chwalą tym
w rodzinie to raczej żaden nie popala
Natomiast znam osobiście jakieś mniej więcej 40 osób które przeszły inicjacje z marihuaną w tym wieku
wszystkie są narkomanami zdiagnozowanymi nie jest to żeby być uczciwym reprezentatywne dla dzieciaków w tym wieku
trochę to specyficzna sytuacja bardzo rzadko spotykana dotyczy pewnej grupy po prostu i nie da się wysnuć z tego jakiejś reguły ponieważ znam też sporo osób które nie uzależniły się od dragówMoj syn tez sprobowal okolo tego wieku, na pewno nie byl mlodszy. Nie zostal zadnym cpunem, narkomanem czy alkoholikiem. Ma 25 la i studiuje.
Sa przypadki, ze niektorzy wpadna w zle towarzystwo i z niego nie wyjda, zalezy na pewno od rodzicow, wychowania i podejscia do dziecka.
Nie to jest znowu kolejne uproszczenie i przenoszenie problemu tylko na jakieś okoliczności i środowisko, czyli że coś dzieje się przez innych ludzi to nie takie proste- generalnie to zależy od bardzo osobistych predyspozycji,odporności (które bardzo trudno określić ) i skutków te trzy sprawy decydują
towarzystwo tak zwane złe to wtórna sprawa i pewna konsekwencja, rozwinięcie sposób na osiągnięcie szukanie i przystosowanie do celu jakim jest na przykład ćpanie
Dziecko rodzice wychowuja do ktoregos roku zycia, potem dziecko "wychowuje" towarzystwo i tu teraz jest problem, bo albo dziecku wpoi sie zasady, normy, podstawy zycia, kulture osobista, itd. i jesli bedzie widziec w rodzinie, u rodzicow, ze takie cos jest i tak powinno sie zyc, zachowywac, to z pewnoscia sobie to przyswoi. Pojdzie sladem rodzica. Dochodzi tu jeszcze charakter. Niektore dzieciaki sa pod wplywem swoich (niedobrych) rowiesnikow, kolegow, ale nauczone i widzace swoich poukladanych rodzicow, raczej nie wpadnie w zle towarzystwo.
Jack Sparrow napisał/a:Ja też takich znajomych miałem i wyrosły na...miernoty życiowe, zakompleksione, bezradne, niezdolne do podejmowania samodzielnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Często uzależnione w wieku dorosłym (rzadziej dragi, częściej alkohol, jedzenie, TV/komputer czy cokolwiek, co pozwala zepchnąć rzeczywistość na dalszy plan). Zabrakło rodziców wydających zestaw nakazów i zakazów i nie wiedzą co mają ze sobą zrobić w życiu. Często na partnerów (lub partnerki) wybrali sobie osoby ze skłonnościami do agresji (psychicznej), bo życie rodzinne kojarzy im się ze strachem właśnie. Wychowanie w strachu jest podobnie szkodliwe co wychowanie z zerowym zainteresowaniem.
Dyscyplina nie opiera się na strachu. Dyscyplina opiera się na sumienności, nieuchronności konsekwencji (dotyczy to zarówno kary, jak i nagrody) oraz szacunku, autorytecie i zaufaniu.
To jak w wojsku. Możesz wymusić dyscyplinę zamordyzmem i strachem przed karą pokrzykując wciąż i wciąż "na przód!". Ale morale będzie niskie. Podobnie jak skuteczność działań takich żołnierzy. Dyscyplina zbudowana na charyzmie, autorytecie i zaufaniu jakie daje się odczuć od postawy 'za mną!' przynosi dużo większe efekty.
Zgadzam się. Według mnie banie się własnego rodzina to ich duża porażka wychowawcza. Strach to nie szacunek, zaufanie. To prowadzi do nikąd, wychowanie w strachu jest bardzo szkodliwe, dokładnie.
Ogólnie masz rację. Ale są jednostki, na które nie podziała ani rozmowa, ani tłumaczenie, ani nic, tylko strach i twarda ręka.
Jednemu dziecku wytłumaczysz, że narkotyki to nie najlepszy pomysł, ono to zrozumie i nie spróbuję mimo pokus. Jego bratu wytlumaczysz tak samo, będziesz z nim rozmawiać, raz ,drugi, kolejny a on i tak będzie brał. Jeśli w tym drugim przypadku rozmowa nic nie da, moze korzystniej jest wprowadzić ostrą dyscyplinę.
Inaczej jako 17 latek będzie już mocno uzależniony. No ale rodzice będą mieli czyste sumienie, że traktowali go po partnersku, było dużo rozmow, tłumaczenia, brak kar i ostrej ręki bo nie chcieli, aby się syn ich bał. To tak jakby sami wpędzili go w nałóg i to ich wina, bo gdy był czas zastosować konkretne kary i wziąć się ostro za dziecko oni tego nie zrobili. A moze dziecko potrzebowało właśnie takiej dyscypliny, tak samo , jak rodzeństwu wystarczyły jedynie rozmowy i tłumaczenie.
Ludzie są różni i potrzebują różnych metod wychowawczych.
rossanka napisał/a:Ilu znacie 13 latków palących skręty?
Teraz to nie mam pojęcia bo nawet jeżeli to się ukrywają raczej i nie chwalą tym
w rodzinie to raczej żaden nie popala
Natomiast znam osobiście jakieś mniej więcej 40 osób które przeszły inicjacje z marihuaną w tym wieku
wszystkie są narkomanami zdiagnozowanymi nie jest to żeby być uczciwym reprezentatywne dla dzieciaków w tym wieku
trochę to specyficzna sytuacja bardzo rzadko spotykana dotyczy pewnej grupy po prostu i nie da się wysnuć z tego jakiejś reguły ponieważ znam też sporo osób które nie uzależniły się od dragów
to ruska ruletka w gruncie rzeczy
demonizowanie THC jest złe alko jest bardzie niebezpieczne i i szkodliwe
,ale bagatelizowanie tego zwłaszcza u bardzo młodych nastolatków też jest bardzo nierozsądne
13 latkowie nie mogą palić trawki. Nie mogą też pić piwa, wina czy palić papierosów. Tak to już jest.
rossanka napisał/a:Gosiawie napisał/a:Moim zdaniem, powinnas byla ustalic wczesniej jak powinien partner traktowac synow, zwlaszcza "nieswojego".
Jesli twoj partner tak "ostro" potraktowal te sytuacje i nalozyl taka kare (bez konsultacji z toba, to juz dla mnie nie dopomyslenia!) to mam wrazenie, ze go nie lubi i stad moze wychodza tez problemy w porozumiewaniu. Z pewnoscia syn nie lubi twojego partnera badz dopiero znienawidzi, po tym jak go karze. Byc moze syn czuje to, ze brat jest inaczej traktowany. Moja sasiadka ma tez dwoch synow i widac, ze gorzej traktowany jest ten starszy z innego zwiazku, nawet ta sasiadka (matka) gorzej go taktuje, masakra!
To sie czuje, powinnas to wiedziec czy syna traktuje lepiej niz "nieswojego". Ja nigdy na to nie pozwole by moj partner z pretensjami, fochami czy tym bardziej z nerwami podchodzil do mojej corki (ma prawie 8 lat). Jak przeczytalam opis autorki, to mialam wrazenie, ze partner jej to tyran, sorry.
Autorka zawsze może się rozejść z partnerem, skoro jej coś nie odpowiada, ale chyba nie o to chodzi w tej historii tylko o to, aby 13 latek sie nie narkotyzował.
Z reszta jak to by miało dalej być, rozejdą się, bo parter "zle"traktuje nie swoje biologicznie dziecko. autorka sama pewnie nie chciałaby być, wiec za jakis czas wiąże się z kolejnym mężczyzną, wtedy jest już dwoje dzieci, które nie sa jego biologicznymi synami i hostoria sie powtarza,
Idealnie dla starszego syna byłoby gdyby mieszkali sami, on, młodssze dziecko i matka i matka nie miała już swojego partnera, czy męża - ale to jest niedorzecznośc.
Pewnie, ze moze. Nie o to chodzi. Dziecko potrzebuje uwagi, byc moze mlody zwraca na siebie uwage, bo dostaje jej za malo, byc moze wszystko kreci sie wokol matki i dziecka biologicznego partnera.
W moich odczuciach tak wlasnie jest. Trzeba sie skupic na 13latku, jak matka stoi po stronie partnera a nie dziecka (musi go wspierac i dziecko musi sie czuc bezpiecznie), to mlody sie buntuje, normalne. Gdyby tak bylo porozmawialby z mama, a nie chcial, bo mama stoi za po stronie faceta a nie dziecka. Nie chodzi mi o to, ze ma go chwalic, kiedy cos przewini, powinna miec dobry kontakt ze swoimi dziecmi. Maz/partner jest wazny, ale jednak dziecko wazniejze, jesli ma jako opiekuna obcego faceta.
Toteż pisze
Matka, teoretycznie, zle zrobiła wiążąc się z kolejnym partnerem. Gdyby samotnie wychowywała syna nie doszłoby to takiej sytuacji, by popala, bo nie czułby się odrzucony-co wynika z forumowych wpisów.
Wychodzi na to, że jskikolwoeknpartner w życiu matki sprawi, że jej syn będzie popalał bo będzie się czuł odrzucany.
Inna sprawa, że jest wiele dzieci z rozbitych rodzin, które jednak w używki nie wpadają.
Tak czy siak coś Autorka mało aktywna i chyba olała temat - nie wiem czy jest sens się produkować zawzięcie
nadaremno i bez odzewu żadnego z jej strony
wątek tendencyjnie za chwilę skręci w stronę teoretyzowania i generalizowania co jest moim zdanie mało wartościowe
Tak czy siak coś Autorka mało aktywna i chyba olała temat - nie wiem czy jest sens się produkować zawzięcie
Bo teraz bez moderacji taka moda nastała. Wrzutka trolla....i w nogi.
Zbiegło się tu sporo odpadu z innych forów...
Tak czy siak coś Autorka mało aktywna i chyba olała temat - nie wiem czy jest sens się produkować zawzięcie
nadaremno i bez odzewu żadnego z jej strony
wątek tendencyjnie za chwilę skręci w stronę teoretyzowania i generalizowania co jest moim zdanie mało wartościowe
Gazeta. pl, niemal identyczny temat.
To zamykamy teatrzyk
nie ma co się wysilać i angażować w szemrane akcje
choć zapowiadało się interesująco
To trollig był?
A człowiek sie produkuje ![]()
Na to wyglada