Konflikt w grupie 6 latków - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Konflikt w grupie 6 latków

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Konflikt w grupie 6 latków

Witam serdecznie,
Od ok. 1,5 miesiąca dotyczy nas problem - mnie i mojej 6 letniej córy. Otóż we wrześniu poszła do zerówki - nowego miejsca, w nowym budynku z nowymi dziećmi ( znała tylko jedną koleżankę, z którą wcześniej chodziła do przedszkola).
Wszystko wydawało się być ok, jednak z dnia na dzień zaczęły pojawiać się skargi mojej córki na zachowanie właśnie tej dziewczynki, którą znała z tamtego przedszkola ( nazwijmy ją Ala). Z czasem Pani wychowawczyni zaczęła skarżyć się na zachowanie dziewczynek : rywalizacja w grupie, dokuczanie sobie nawzajem, szczypanie itd. Były rozmowy, dzień w dzień "tłuczenie " tego samego tematu , że ma się bawić ze wszystkimi dziećmi, że nie wolno być złośliwym, dokucznym itd. Rozmawiałam z mamą Ali, która z kolei uważała, że źródłem konfliktu jest moja córka. Myślę sobie OK, może i coś w tym jest- ma charakterek, ale da Jej się to wytłumaczyć. I dalej tłumaczenie. I nic.
Przez całą sytuację jestem w niepisanym konflikcie z mamą Ali - która najwyraźniej obraziła się za "zachowanie" mojej córki.
Moja córa twierdzi, że Ala sama prowokuje sytuacje konfliktowe a kiedy córka jej odda, idzie skarżyć do Pani i wówczas Pani widzi, że w konflikcie uczestniczą obie.
Pani na to tyle : konflikt trwa w najlepsze, dziś się znów poszczypały, ona nie wie dlaczego tak jest, ma w grupie 24 dzieci i nie obserwuje cały czas Ali I mojej córki, żeby stwierdzić, której jest większa wina.
Z kolei mama Ali w najlepsze dzisiaj skarżyła na moją córkę do Pani wychowawczyni. Ona uważa, że jej Ala jest Bogu ducha winna a moja to zło wcielone. Znam moją córkę i to co się zgodzę, żadne dziecko nie jest aniołem i moja też nie jest, ale w kaszę sobie dmuchać nie da- po prostu taki charakter.
Dodam, że w starym przedszkolu Ala była odtrącona przez grupę rówieśników ( żadna dziewczynka nie chciała się z nią bawić) a rodzice Ali mieli z kolei jakieś konflikty z nauczycielkami przedszkolnymi.
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że cała wina leży po stromie mojej córki. Nie wiem już jak tłumaczyć, co robić, aby konfliktu nie było.
Napisałam smsa do mamy Ali, czy tylko one we dwie tak drą koty, czy może jakieś inne dziewczynki też dokuczają, ale ONA najwidoczniej obrażona mi nie odpisuje.
Swojej córce dziś dałam niezłą reprymendę i kategorycznie zakazałam brać udział w jakichkolwiek sprzeczkach, gadkach z Alą i najlepiej trzymać się z daleka. Nie wiem co robić. Macie jakiś pomysł ????

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Mam taki pomysł: jeśli córka widuje się z Alą tylko w przedszkolu zostaw to pani przedszkolance.Jeśli przedszkolanka będzie Ci zwracać uwagę,że córka nieodpowiednio się zachowuje-pogadaj z córką i kategorycznie zabroń jej takich zachowań.

Nie wnikaj kto zaczyna,kto zaczepia-to naprawdę nie ma sensu.To są dzieci,które same musza nauczyć się budowania relacji.Dziś się kłócą za miesiąc może będą się kumplować a Ty będziesz czuła niesmak jak włączysz się w ich konflikt.
Czasem my znamy mniej nasze dzieci w interakcji niż opiekun przedszkolny.Skoro problem jest w przedszkolu niech nauczycielka sama podejmuje decyzje co do kary czy zwrócenia uwagi dziewczynkom.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

3 Ostatnio edytowany przez Tifa (2016-10-28 22:50:49)

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Takie ''konflikty'' są typowe dla tego wieku rozwojowego. Tak jak wspomniała wyżej gojka - to są dzieci, a u nich konflikt szybko może pójść w zapomnienie. Na Twoim miejscu autorko nie wdawałabym się również w rozmowy mamą tej dziewczynki. To i tak nic nie da, bo kobieta najwyraźniej należy do grona rodziców uwielbiających swoje pociechy aż za bardzo. Dorośli są bardziej pamiętliwi od dzieci, nie ma potrzeby tworzyć sobie wrogów smile Dziecko zapomni, a dorosły długo chowa urazę o najdrobniejszą nawet rzecz.

''We are Young, Wild & Free
Even if the sun falls and it gets dark, keep running
Scream it, Young, Wild & Free"

4

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Dziewczyny dziękuje za odpowiedź smile Często wracam myślami do tej sytuacji, zwłaszcza, że jutro po przerwie "świątecznej" dzieci znów pójdą do szkoły. Chyba za bardzo się tym przejęłam i za mocno próbowałam ingerować. Przeraziłam się trochę tym, że ów konflikt trwa już dwa miesiące- a właśnie wydawało mi się, że dzieciom raczej prędzej przechodzą "fochy", pozatym strasznie się boję tego, że matka Ali zrobi z mojej córki oprawcę.
Przestanę się tym martwić, przestanę strofować córkę po każdym powrocie z przedszkola ( bo już do tego doszło a w piątek dostała klapsa w związku z tym wyrzuty prawie mnie zjadły ((nigdy więcej !!!), spróbuje "wrzucić na luz" i niech sytuacja sama się klaruje.
Wkurza mnie to ,że po każdym wyjściu z sali Ala skarży się swojej mamie/ babci/ ojcu że moja córka zrobiła to a tamto, wkurza mnie to, że mama Ali w dziwny sposób pokazuje mi fochy i ignorancję i co rusz chodzi do Pani ( i nawet jeśli nie słyszę to wiem, że właśnie mówi jaka to jej córka biedna i odrzucona a moja córka jej dokucza ), ale zacisnę zęby  i postaram się to zignorować. To chyba lepsze niż latać od nauczycielki do dyrektorki i rozstrząsać...

5

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Moje trzy grosze.

Po pierwsze, nie daj sobie wmówić, że to wina dziewczynek. Ani jedna ani druga NIE JEST WINNA. Nigdy przenigdy. Do czasu dorastania jest tak, że dzieci oddają to, czym nasiąkły (od rodziców, rodzin, szkoły, kolegów, koleżanek). One naprawdę nie są winne. One są poszkodowane tą sytuacją. Dlaczego? Bo doszły do punktu, w którym sytuacja je przerosła, nie mają zdolności, aby ją same rozwiązać, a dorośli, zamiast wesprzeć w konflikcie, mediować, pokazać przyczyny i potencjalne rozwiązania przerzucają winę z jednego dziecka na drugie albo mówią "mam za dużo dzieci w klasie" albo są przekonani "och, to normalne że się kłócą".

Uwaga, to nie jest normalne. Dzieci nie CHCĄ się kłócić, nie lubią tego, nie czerpią z tego przyjemności. Same kłótnie NIE SĄ rozwojowe, dopiero ich rozwiązywanie jest.

Przymknięcie oczu może tylko doprowadzić do tego, że dziewczyny już na zawsze zapamiętają, że klasa była zła, pani głupia, nikt nic nie widział, ja byłam ta niedobra. Same negatywy.

Na początku konfliktu, jeśli sytuacja jest niegroźna, po raz pierwszy - wystarczy kategorycznie zabronić zachowania, które jest nieakceptowalne. Najlepiej w chwili, kiedy się dzieje. Czyli to obowiązek nauczycielki - jeśli ktoś kogoś gryzie, to nauczyciel przerywa to co robi, hamuje sytuacje, przywołuje zasady, które panują w szkole, np. "tutaj nie ma miejsca na agresję! nie zgadzam się na to, żebyście tak się zachowywały". Jeśli ma chwilę, to powinien zapytać dzieci czy wiedzą, dlaczego takie zasady są ważne. (Oczywiście dzieci w tym momencie krzyczą "ale to ona...! bo on zaczął" ale jeśli jest to pierwsze takie zachowanie, to nie należy w ogóle w to wchodzić, bo i tak do prawdy w tych emocjach i w czasowym ograniczeniu się nie dotrze).

Jeśli to dłuższa sprawa, trzeba to potraktować poważniej. I znów - moja osobista wstawka - to ogromne NIEPOROZUMIENIE że nauczyciele nie mają na studiach zajęć z prowadzenia grupy... Wszystkie zachowania dzieci są wynikiem tego, jak prowadzona jest grupa. Dzieci w szkole się kłócą? Ktoś kogoś bije? Ktoś jest wykluczony? Komuś w klasie ginie co chwila plecak? Wszystko, absolutnie WSZYSTKO jest wynikiem złego prowadzenia grupy.

Przepraszam. Zawsze mnie to złości. Zajęcia z prowadzenia grupy powinny być najważniejszymi, obowiązkowymi zajęciami na każdych studiach, po których ludzie zostają nauczycielami. Skandal.

Wracając do sytuacji. Jeśli sprawa jest poważna, to są dwie rzeczy, które trzeba załatwić. 1. Sprawa między dziewczynkami. 2. Grupa.

Sprawa między dziewczynkami wymaga dorosłej interwencji, jeśli jest to widoczne, że same nie dają sobie rady z tą sytuacją. Jak poobserwujesz dzieci, to zauważysz, że w wielu przypadkach są w stanie dojść do porozumienia, jeśli np. ktoś im coś przypadkiem przesunął, popchnął, powiedział nie tak. Dzieci rozwiązują swoje sprawy na miarę własnych możliwości, potrafią przeprosić, przyznać się do błędu, bronić swoich racji, mają empatię i potrafią z niej korzystać.
Jeśli jednak konflikt ciągnie się długo, to znaczy, że to dla nich za dużo. One nie chcą tego konfliktu, ale nie umieją z niego wyjść. Dlatego potrzebny jest uważny, cierpliwy dorosły i dobre warunki do rozmowy.

Jak powinna wyglądać taka rozmowa? W pierwszym etapie przede wszystkim rozmawiamy o FAKTACH. Pytając jedną i drugą dziewczynkę osobno "co się wydarzyło?". Rozmowa może odbyć się, gdy na przykład w pokoju jesteś ty, Ala i twoja córka. (Chociaż dobrze by było, gdyby taką rozmowę prowadził ktoś bezstronny, np. psycholog czy nauczyciel. No i też nie wiem, jaka byłaby reakcja matki Ali na to, gdybyś chciała rozmawiać z jej córką...).
Ustala się zasady, przede wszystkim 1. "mówię o sobie" (czyli ja się czułam źle, ja powiedziałam, ja zrozumiałam, a NIE "ty zrobiłaś, ty powiedziałaś, ty chciałaś), i 2. mówi jedna osoba na raz. Tych zasad należy trzymać się i przestrzegać z żelazną konsekwencją. Przerywać, gdy dziecko nie stosuje się do zasady, pomagać, zadawać pytania, NIE OCENIAĆ. Dojść do tego, jaka była przyczyna ostatniej kłótni. Najpierw wypytać jedną dziewczynę, potem drugą. Potem podsumować to - opowiedzieć to, co usłyszałaś, opisać sytuację i zapytać, czy się zgadzają.

Potem nadchodzi trudniejszy moment. Pytanie o uczucia. Zapytać jedną i  drugą dziewczynkę jak się czują teraz - źle czy dobrze, są zdenerwowane (na co? na kogo? jak bardzo?), czy są smutne itd. Zapytać, jak się czuła jedna, gdy druga zrobiła cośtam, zapytać drugą, jak ona się czuła, gdy tamta zareagowała w ten sposób. Pozwolić dzieciom wypowiedzieć, że była wkurzona, zła, smutna, zdziwiona, rozczarowana, miała ochotę ją uderzyć, była wściekła itd. Pozwolić drugiej stronie to usłyszeć i zapytać czy ROZUMIE dlaczego ktoś tak poczuł. To bardzo ważne, żeby nie OCENIAĆ, nie przytakiwać jednej czy drugiej ("ano widzisz, nie powinnaś tak robić!" - NIE). Pomagać, jeśli nie znajdują słów "czyli mówisz, że jak przesunęła twój plecak to się zdenerwowałaś, bo nie chcesz żeby ktoś ruszał twoje rzeczy, tak?", "acha, czyli jak ona zaczęła krzyczeć, to się przestraszyłaś i zdenerwowałaś, bo nie wiedziałaś o co chodzi, tak?". Pytać, pytać, pytać.
Jak już - po długiej rozmowie, może być wyczerpująca albo w ogóle za pierwszym razem się nie udać - dziewczyny będą potrafiły odpowiedzieć na pytanie "czy wiesz, czemu ona wtedy zaczęła krzyczeć? czy wiesz, dlaczego ona cię wtedy popchnęła?" to wtedy zapytaj je "To co możemy z tym teraz zrobić?  Jakie możemy ustalić zasady między wami, żeby do kolejnej takiej sytuacji nie doszło, żebyście nie musiały się denerwować?"
Polecam, dzieci są niesamowite i mają mnóstwo własnych pomysłów na rozwiązywanie sytuacji, tylko gdy mają u temu przestrzeń.
Polecam przemycić tam zasadę typu "mówię, że coś mnie denerwuję zamiast uderzać", "kiedy mam ochotę kogoś uderzyć, to jak najszybciej biegnę do pani".
Nawet  jeśli nie dojdą do wymarzonego porozumienia, to potem  i tak mają jedno dobre doświadczenie z rozwiązywaniem konfliktów. No i następnym razem macie się do czego odwołać. Możesz przypomnieć córce  zasady.

Uwaga, przedtem warto zapytać dziewczyny, czy mają zgodę na to, by rozmawiać, bo tobie zależy na tym, by to rozwiązać. Jeśli na początku emocje są zbyt silne, to można wrócić do sprawy później, innego dnia.

(Jak pracuje się z dziećmi na koloniach to takie rozmowy są na porządku dziennym, przynajmniej tam gdzie ja jeżdżę. Działa! Bo dzieci chcą żyć w zgodzie!!!).


2. Grupa. Przedłużające się konflikty w klasie są symptomem jakichś trudności wewnątrz grupy. Dzieci źle się czują, widząc bijących się kolegów, ale nie wiedzą, jak reagować, często w ogóle BOJĄ się reagować, żeby nie dostać łatki "skarżypyta" i "lizus". Ważne jest wzmacnianie świadków, czyli tych wszystkich dzieci, które widzą  sytuację, ale nic nie robią. Nauczyciel ma prawo nie zauważyć szeptanej kłótni w ostatniej ławce. Dzieci wokół to widzą i powinny zostać nauczone jak reagować. Że powinny bronić siebie i innych. Że powinny reagować, zgłaszać takie rzeczy nauczycielom, ufać dorosłym. No ale tylko wtedy, gdy ten dorosły chce zareagować. Jak powie świadkom "po co się wtrącacie? ładnie to tak skarżyć na kolegów?" to nie ma szans na polepszenie sytuacji w grupie.
Mimo wszystko dobrze jest uczyć swoje dzieci, że zgłaszanie trudnych sytuacji nauczycielom jest ich PRAWEM i mają prawo oczekiwać adekwatnej reakcji nauczyciela.

Szczerze, wiem że to trudne. Polecałabym zapytać psychologa szkolnego czy potrafi prowadzić mediacje i czy miałby ochotę potowarzyszyć tym dziewczynom w konflikcie bo po prostu mi ich szkoda.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

6

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Droga Monoceros, moje serce się raduje czytając Twą odpowiedź. Tutaj widać kompetencje i doświadczenie. Wiele wskazówek, z których skorzystam, gdyż uważam, że są bardzo mądre i mega pomocne. Uważam, że żadne dziecko nie jest złe i wszelkie próby zaczepiania, szczypania itd. są próbą zwrócenia na siebie uwagi, odreagowywaniem stresujących sytuacji w domu, nieradzeniem sobie z brakiem akceptacji w grupie itd.
Dziś rozmawiałam z mamą Ali ( jutro i tak doszło by do naszej konfrontacji, więc postanowiła najpierw zadzwonić do mnie).
Ciągle powtarzała, że swoją córkę zna i WIE, że nigdy nie poleciałaby pierwsza z rękami do bicia do innych dzieci, i że Jej córka nie kłamała do tej pory, więc uważa, że wszystko co mówi jest prawdą.
Przywoływała wiele szczegółowych sytuacji np. co która dziewczynka powiedziała i kto pierwszy co zrobił, czyja wina.
W rozmowie z Panią zasugerowała, by porozmawiała z dziewczynkami i zabroniła ( nawet niech krzyknie) im takich zachowań na co Pani śmiejąc się odpowiedziała, że " a kto teraz słucha nauczyciela ?".
Uważam, że problem ten powinna poobserwować Pani nauczycielka, przeprowadzić rozmowę, zasugerować rozwiązanie konfliktu np. proponując pomoc szkolnego pedagoga, a tu jedno wielkie NIC i NIE WIEM. Pani ciągle powołuje się na swoje ogromne doświadczenie i fakt, że sama dwoje dzieci wychowała.
Skoro rozmowy w domu, tłumaczenia itd. nie pomagają ( przynajmniej w moim przypadku) to pomóc powinna Pani w szkole.
Z rozmową z dziewczynkami obiema może być problem, bo niby dziś jest ok i z mamą Ali rozmawiałam to jutro już może być w innym nastroju i np. będąc obrażona udać, że mnie nie widzi smile
Z Panią będę rozmawiać dalej - jeśli problem nie zniknie, jednakże boje się swojej reakcji, kiedy Pani po raz kolejny powie, że ONA NIE WIE. Jeśli wybuchnę i powiem co na temat Jej niewiedzy sądzę, zapewne będę zmuszona przepisać dziecko do innej placówki.
Również uważam, że nauczycielom zwyczajnie brakuje kompetencji, nie potrafią "zarządzać" grupą i nie potrafią się do tego przyznać.
Sama jestem po pedagogice i żadnych zajęć tego typu nie miałam, zostało to zweryfikowane wtedy, kiedy to myśląc, że jestem dobrze przygotowana przez uczelnię poszłam do pracy w grupie dzieci w wieku od 2 do 5 lat smile

7

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

No cóż, w takiej sytuacji jedyne co możesz robić, poza wspieraniem córki, to naciskać na nauczycielkę. Wiadomo, że żadna matka nigdy nie przyzna, że to jej dziecko pierwsze traci nad sobą kontrolę w stresującej sytuacji czy nieodpowiednio reaguje na jakieś słowa/zachowania. Zresztą, nawet dochodzenie kto pierwszy zaczął nie ma najmniejszego sensu, jeśli sytuacja trwa długo to się wszystko nakręca.

Mam wrażenie, że wszyscy widzą problem, tylko nikt nie chce wziąć za niego odpowiedzialności i go rozwiązać. Niestety ta sytuacja nie jest obojętna ani dla dziewczynek, ani dla klasy i się na nich źle odbije.

Co mówi Twoja córka?

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

8

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Mówi, że ona jedynie oddaje, że to druga dziewczynka prowokuje konfliktowe sytuacje. A druga strona mówi, że to moja córka prowokuje i jest tak.
Pierwsze oznaki tego, że źle się dzieje zgłaszała moja córka w domu ( mówiła,że Ala jej dokucza), potem konflikt zauważyła Pani i wzięła mnie i mamę Ali na rozmowę, że dziewczynki się biją. Były więc rozmowy i tłumaczenia w domu. Nie pomogły, sytuacja nie polepszyła się. Gdy pytałam Panią o postępy mówiła, że ich nie ma i że jak Ala jest nieobecna w szkole to moja córka jest w porządku i odwrotnie. Mówiła, że się lubią, ale jednocześnie rywalizują ze sobą. Kolejne rozmowy - bez skutku. Potem z kolei mama Ali zaczęła stroić fochy, dzwonić i mówić, że moja córka prowokuje, raz, drugi, trzeci. Nie uważam ,że moje dziecko jest bez skazy, wręcz przeciwnie uznałam, iż być może faktycznie prowokuje jakieś brzydkie sytuacje i były rozmowy, nawet klaps w tyłek. No ale skoro jedna mówi tak, druga zupełnie inaczej, to jedna dziewczynka mówi prawdę a druga kłamie.
Bardzo zależy mi, by rozwiązać sytuację, aby obie dziewczynki czuły się dobrze i bym sama miała komfort psychiczny, że wszystko jest ok

9

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Okej, dwie sprawy. Klaps w tyłek nic nie pomaga, proszę tego nie robić dzieciom. Serio, nie ma żadnych dowodów na to, że to cokolwiek daje, natomiast są naukowe dowody na to, że szkodzi, nie tylko relacji, ale na dłuższą metę. Mogę podać dobre materiały.

Druga sprawa:

No ale skoro jedna mówi tak, druga zupełnie inaczej, to jedna dziewczynka mówi prawdę a druga kłamie.

To niekoniecznie musi tak być.
Często relacje międzyludzkie są tak skomplikowane, że nie da się wyznaczyć "początku" problemu. Albo raczej - każda osoba wskaże inny początek. I co więcej, każda osoba będzie miała rację. W takich sytuacjach nie istnieje prawda absolutna. Początek dzisiejszej kłótni to może być rozmowa sprzed 10 dni dla jednej osoby, a dla drugiej osoby to, że ktoś przesunął mój plecak. I obie osoby będą miały rację, bo jedno i drugie jest przyczyną konfliktu, pośrednią i bezpośrednią. Nie wiem, czy to dobrze wyjaśniam. Nie skupiałabym się na tym, by mówić, że któraś kłamie. Jestem pewna, że one obie mówią prawdę, nawet jeśli mówią inne rzeczy.
(To tak jakby chcieć wyznaczyć w małżeństwie kto "zaczął" i spowodował, że  doszło do rozwodu... Obie strony są tak samo winne i niewinne, bo po prostu nawzajem na siebie oddziałują, od słówka do słówka, niby żart, potem większy problem a potem okazuje się, że się nie dogadujemy od 5 lat... Przerzucanie się winą nic nie da, trzeba wziąć co jest teraz i działać)

Co jeszcze?

Mówiła, że się lubią".

No cóż, dla dzieci powiedzieć komuś, albo o kimś "nie lubię go" może być naprawdę trudne, zwłaszcza jeśli nie daje się dzieciom przeżywać trudnych emocji (np. nie pozwala im się mówić "nienawidzę cię! nie znoszę brata!", tylko natychmiast je ucisza  i krytykuje). Ja - jako dorosła osoba - mam problem, żeby w pracy na superwizji powiedzieć mojemu współpracownikowi, że go nie lubię... A co dopiero powiedzieć tak o kimś, kogo się widzi codziennie przez wiele godzin!

Jeszcze jedno. Rozmowa rozmowie nierówna. Co mówisz? W jaki sposób? Jak reagujesz na to co mówi dziecko - oceniasz, osądzasz, krytykujesz, radzisz, wydajesz polecenia czy może dajesz się wypowiedzieć do końca, pozwalasz jej krzyczeć, wyrażać złość, znaleźć własne rozwiązania itd?

Uważam, że wyjaśnianie dziecku, że ma kogoś nie bić, gdy ten go bije i karanie, gdy to robi, nic nie da. Trzeba wyjaśnić dlaczego tak się dzieje, niech dziecko zrozumie, czemu ma ochotę kogoś uderzyć, i trzeba pokazać mu alternatywy - co może zrobić zamiast tego. Często dorośli zapominają, że aby zmienić zachowanie dziecka nie wystarczy powiedzieć "nie rób tego!" tylko trzeba podać mu nowe sposoby:
"Zamiast krzyczeć, podnieś rękę, jeśli to nie działa, podejdź i delikatnie pociągnij mnie za rękaw"
albo
"Kiedy jesteś zła nie wolno uderzyć tego dziecka. Wiesz co możesz zrobić w zamian? (tu warto posłuchać pomysłów dziecka i z nich skorzystać). Powiedzieć jej "PRZESTAŃ". Jeśli nie działa, krzyknąć do niej bardzo wyraźnie i głośno "STOP". Wiem, że trudno jest się pohamować, ale dziecka nie wolno Ci uderzyć. Jeśli coś musisz zrobić, możesz na przykład kopnąć plecak. Ale najlepiej będzie, jeśli powiesz co czujesz, to rozładowuje uczucia "strasznie mnie wkurza jak mnie dotykasz!!" albo bez słowa pójdziesz po pomoc do pani".

Oczywiście trzeba to ubrać w słowa dostosowane do wieku dziecka. I podać takie metody, które mają szansę zadziałać. Niektóre z moich kolonijnych dzieci chciały krzyczeć, inne wolały uciec, jeden dzieciak miał problem z agresją, to wywiesiliśmy mu worek treningowy, inny chłopak wolał przebiec cały teren kampusu, z kolei któraś z dziewczyn chciała drzeć gazety - to wszystko w celu rozładowania tego naturalnego napięcia w ciele, które dzieci (i dorośli w sumie też) mają w chwili złości.
Konieczne mów jej, co może robić ZAMIAST zwyczajowej swojej reakcji. Pozwól jej też poćwiczyć tą nową reakcję, zrób z tego zabawę, odczaruj tę sytuację, bądź Alą, niech twoja córka udaje że jesteście w szkole, przećwiczcie jej inne zachowanie.

Najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli Twoja córka nauczy się innej reakcji. Na razie tylko na to masz  wpływ. Jeśli twoja córka będzie inaczej reagować, to siłą żeby ta druga dziewczynka też będzie inaczej reagować (dzieci uczą się do siebie nawzajem).

Więc na razie niech nie oddaje, tylko niech krzyknie naprawdę głośne i stanowcze "STOP!" (może nauczycielka w końcu usłyszy).

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

10

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Wiem, że klaps jest zły. Jestem świadoma tego, iż posłużyłam się nim z bezsilności i złości ( a to przejawy słabości). Okropnie źle się z tym czułam ( wcześniej nigdy nie używałam klapsów ) i nigdy już tego nie powtórzę- zdałam sobie sprawę, że JA SAMA nie życzyłabym sobie, aby ktokolwiek mnie bił a tym bardziej ktoś, kto jest mi najbliższy.
Córkę zaprowadziłam do szkoły z radą, że jeśli będzie miała ochotę kogokolwiek uderzyć lub powiedzieć coś nieładnego niech idzie do Pani. Że nic się nie dzieje, że bardzo ją kocham i jeśli będzie miała problem Pani jest w sali. Powiedziałam też, że byłoby miło i zgodnie gdyby wszyscy grzecznie bawili się ze sobą, ale jeśli kogoś nie lubi to nie musi się z nim bawić i tyle.
Nowy dzień, nadzieja na to, że będzie lepiej- nic bardziej mylnego. Gdy tylko wróciłam ze szkoły dostałam smsa od matki Ali. Napisała w nim, żebym " dokładnie wytłumaczyła córce", bo ona ze swoją rozmawiała, i ONA PROBLEMU AGRESJI tak nie zostawi, że to przestało być śmieszne itd.
Zdębiałam. Jaki problem agresji ? Gdyby takowy był ( myślę sobie) to usłyszałabym to od nauczycielki lub pedagoga. Gdyby moja córka była agresywna to na pewno widziałaby to Pani i powiedziała mi o tym, a ja jako matka powzięłabym starania, by agresję wyeliminować. W domu/ na placu zabaw/ gdziekolwiek indziej NIGDY nie zauważyłam żadnej agresji, a kiedy moja córka z czymś sobie nie radzi nie bije dzieci i kopie tylko płacze.
Odpisałam, że nie zauważyłam u córki agresji, a jeśli bardzo chce to porozmawiamy z pedagogiem szkolnym.
Do mnie Pani wychowawczyni miała jedynie dwie uwagi, że dziewczynki OBIE RÓWNO sobie dokuczają i rywalizują ze sobą a z kolei wiem, że do matki Ali Pani miała dużo innych uwag ( m.in. że reaguje płaczem aż się trzęsie, natarczywie zachowuje się wobec dziewczynek w celu zwrócenia na siebie uwagi, boi się sama korzystać z ubikacji, że widziała iż Ala kopie moją córkę - tyle sama słyszałam z ust matki Ali ).
Pierwsza moja reakcja to chęć pójścia do szkoły natychmiast i siedzenia pod salą ( nasłuchiwania ewentualnych kłótni i problemów), kolejna to natychmiastowa rozmowa z Panią ( ale jak, przecież Pani dzieci samych nie zostawi).
Odpisałam matce Ali, że temat uważam za zakończony i wszelkie uwagi będę odbierać od nauczycielki i pedagoga.
Próby rozmów z nią, tłumaczenia, wysuwania alternatyw spełzły na niczym. Rozmowa z nią prowadzi jedynie do tego, bym JA wpłynęła na swoją córkę, bo MOJA córka jest zła.
Dość mam ciągłego tłumaczenia, odbierania smsów, telefonów z oskarżeniami. Nie będę więcej z tą Panią rozmawiać, bo nie mam już sił ani nerwów.
Moja taktyka na teraz to : tłumaczenie dziecku tego co m.in. napisała Pani w postach, rozmowach z nauczycielką i pedagogiem. Nie będę robić z siebie wariatki i latać od Pani do pedagog, bo matka Ali uważa, że moja córka jest problemem.
Nie mam już sił...

11

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Ja może odniosę się do konfliktowej mamy.W każdej grupie znajdzie się taki rodzic uważający,że jego dziecko jest ofiarą ataków,kozłem ofiarnym i pewnie jeszcze parę określeń.
W klasie mojej córki też tak jest.To rodzice jednego chłopca.Chłopak jak chłopak,nie jest agresywny,nieduży,czasem potrafi być złośliwy,nie bardzo wychodzą mu zabawy z dzieciakami bo albo krzyczy,albo chce by wszyscy bawili się w to co on chce.Dlatego może dzieciaki za nim nie przepadają.
W klasie córki jest Chinka i Kameruńczyk-te dzieci często są przez chłopaczka przezywane.Ale radzą sobie jakoś bo cała reszta traktuje je normalnie.
Z tego co wiem do trzeciej klasy wychowawczyni roztaczała nadmierną opiekę nad chłopcem.Wierzyła jego tłumaczeniom nawet wtedy gdy sama widziała,że to chłopiec zaczął jakąś awanturkę.W czwartek klasie nagle jego rodzice zaczęli dzwonić do rodziców dzieci,z którymi akurat chłopaczek miał konflikt,ba,nawet raz przyszli do szkoły i wzięli z lekcji- w obecności wychowawczyni- jedno dziecko na rozmowę.
Do mnie dzwonili także.Był taki okres,że moja córka bała się,że nagle wpadną rodzice chłopaczka i zabiorą ją z lekcji.Powiedziałam córce,że ma nie wychodzić z klasy i powiedzieć,żeby ci rodzice porozmawiali z nami.Podobnie powiedziałam wychowawczyni,że nie życzę sobie by moje dziecko było zabierane z lekcji.
Do tej pory na wywiadówce kiedy jest sytuacja,że wychowawczyni skarży się na chłopca jego tata zaraz rzuca tekstem,że sprawa wyglądała zupełnie inaczej a jego syn jest kozłem ofiarnym.
Na szczęście wszyscy już się nieco znamy i wiemy jak jest naprawdę więc mało kto zwraca uwagę na teksty tego pana.
Ja telefonów od niego nie odbieram nigdy smile
Dobrze zrobiłaś,że nie zareagowałaś na jej smsa.Coś czuję,że ta pani, podobnie jak rodzice chłopca z klasy mojej córki, problem zawsze widzą w innych.

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

12

Odp: Konflikt w grupie 6 latków

Kochane, otóż nie wytrzymałam i postanowiłam skonfrontować sprawę z wychowawczynią. Przyszłam do szkoły wcześniej - Pani wychodzi o 13, bo po 13 dzieci mają religię z katechetką. Przeprosiłam, że zabieram czas po zajęciach, ale zależy mi na tym, by inni rodzice nie byli świadkami.
Wzięła mnie do salki i zaczęłyśmy rozmowę.
Przedstawiłam sytuację, moje podejście do tematu, zapytałam, czy rzeczywiście jakiś "problem z agresją" jest. Powiedziałam, że ja osobiście nie widzę aż tak ogromnego problemu, bo dzieci będą w trudnych sytuacjach, bowiem to nieuniknione, że trzeba rozmawiać i to rozumiem itd. itp. Powiedziałam, że od dłuższego czasu mama Ali naciska na mnie i w kółko jak zaklęta powtarza, że PROBLEM JEST, i leży po stronie mojej córki, że w grupie jest agresja i jej córka jest terroryzowana. Że jest głucha na moje alternatywne rozwiązania, że męczy mnie już ta sytuacja, bo mam inne sprawy i problemy a nie ciągła "użerka" z tym co się dzieje w sali, bo niby dzieje się SODOMA I GOMORA. Chciałam wyjaśnień, czy problem jest, czy potrzeba pomocy pedagoga itd.
Okazało się, że to co mówiła matka Ali jest jedną wielką wyolbrzymioną bujdą.
Pani była zdziwiona, że konflikt "urósł" do tej rangi, bo "konflikt" między dziewczynkami jest, ale Ona nad nim panuje i dziś konflikt jest a jutro go nie będzie- jak to wśród dzieci. Że nie da się dzieci uchronić przed sytuacjami, gdzie rówieśnicy zachowują się inaczej niż członkowie rodziny, że dzieci powinny w miarę możliwości same rozwiązywać między sobą "zatargi" a jeśli faktycznie problem się pojawi, to Ona jako nauczyciel będzie wiedziała co robić.
Wyszło na to, że matka Ali chciała z mojej córki zrobić oprawcę i terrorystę. Naciskała, bym " DOKŁADNIE WYTŁUMACZYŁA" mojej córce, gdzie jej miejsce w szeregu, bo " to nie jest śmieszne". Ala nie jest przez nikogo terroryzowana, bita i wyśmiewana. Jest traktowana jak każde dziecko i doświadcza sytuacji, które doświadczy każde dziecko chodzące do przedszkola.
Rozmowa z Panią jednak wiele wyjaśniła, ale była to szczera rozmowa a nie udawanie, że wszystko gra.
Wolałam z Nią porozmawiać zanim matka Ali pójdzie do dyrektora, pedagoga, czy do Pana Boga sama lub nagada głupot do kogoś innego.
Cholera wie, co miała na celu. Moje dziecko nie jest święte, ale nie jest agresorem.
Dzięki Bogu przecięłam tą absurdalną relację z matką Ali i nie uwierzyłam jej w to co mówi. Pani też wie co matka Ali mówi ( bo nie wiadomo co robi za plecami wszystkich).
Skończyło się moje dobre, skończył się jakikolwiek mój kontakt z matką Ali i z jej babcią, i strasznie się cieszę, że to już koniec

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Konflikt w grupie 6 latków

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018