Nie umiem podjąć decyzji o odejściu, jeśli mąż się stara, dalej kocha i zmienił się, rozpoczal prace nad sobą. Efekty super. Tyle, że po 20 latach bycia razem w związku jednostronnym, gdzie ja byłam na dole on na górze, ja się wypaliłam. Chodzimy na terapię dla par, ale ja czuję w sobie opór niechęć do pracy nad utrzymaniem naszej relacji. Wiem, że nikt nie podejmie za mnie decyzji, ale ten strach przed odpowiedzialnością za własną decyzję, która rozwali moją rodzinę obezwładnia mnie.
1 2023-07-24 09:44:25 Ostatnio edytowany przez ewa po 40 (2023-07-24 11:13:30)
Podobne tematy
2 2023-07-24 10:03:06 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-07-24 10:05:56)
Pisz w poprzednim wątku, bo ten w oderwaniu, nie odzwierciedla rzeczywistości.
Przecież ty już dawno powzięłaś decyzję, że nie chcesz być z mężem.
Czyli co - mąż się zmienił, chodzicie na terapię, ale tobie się nie chce pracować nad sobą, a jednocześnie nie masz odwagi wziąć odpowiedzialność w swoje ręce ?
ewo po 40,
kogo, prócz męża, chcesz oszukać?
Decyzję o (nieformalnym) rozwodzie podjęłaś już dawno, w poprzednim wątku napisałaś, że (wobec męża) stałaś się lodem, że zdecydowałaś się na romans, teraz, że sabotujesz waszą psychoterapię. Pozwolę sobie powtórzyć użyte przez Ciebie słowo, rozwalasz własną rodzinę i ponosisz za to odpowiedzialność. Możesz przestać się bać; wkrótce, także na skutek terapii, mąż przejrzy na oczy.
Boże, po prostu się rozwiedź. Nie wy pierwsi, nie ostatni. Nieatrakcyjny, zapuszczony facet zawsze staje na rzęsach, żeby żona nie zostawiła go samego z jego życiową logistyką bo po rozstaniu często okazuje się, że nawet pralki nie umie uruchomić, a po dwóch tygodniach singlowania tonie w śmieciach i brudach. Też bym walczyła i udawała zmianę, gdybym była otyłym facetem w średnim wieku z pasją do kopania na działce. Po prostu go zostaw, nie baw się w męczennicę, zacznij nowe życie i tyle.
7 2023-07-24 11:17:21 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-07-24 13:11:25)
Nie taki był plan Ewki i nie jest- "po prostu się rozwiedź" a gdzie miejsce na dylematy,rozterki,wątpliwości,dramy ?
i obowiązkową mordęgę, przecież trzeba koniecznie się naszamotać, namocować, tracić czas i energię
po to żeby ulga po tym była zajebista
Ewka musi mieć wszystko pod kontrolą i silne wrażenie, że tylko ona kieruje swoim życiem
Wszystko idzie tak, że hej, jak do tej pory.
W poprzednim wątku Ewki, można przeczytać i to wprost jakie były założenia jej planu na życie.
Jak to tak się po prostu rozwieść z mężem?
Najważniejsze zachować twarz reputacje i opinię o sobie przed sobą,dziećmi i innymi ludźmi i kasa musi się zgadzać proste.
Haki,teczki,kwity,niepodważalne dowody na wady grubasa pierdoły/męża - nazbierane, trzymane w bezpiecznym miejscu
pretensje,żale,urazy odświeżone i wzmocnione to te stare,nowe nazbierane,poukładane w stosik i podlewane codziennie jak roślinki
Porównanie męża z bocznym wykonane maż przegrał
Podkreślenie własnych zalet,zasług,lepszości i tego na co Ewka we własnym mniemaniu zasługuje, co jej się za te zalety,zasługi,zajebistość bez skazy należy i co jest warta - Ewka wygrała
Płomienny romans zrealizowany. chudy stary kogut zamoczył i został zaliczony - nie uratował i nie wyzwolił jednak od grubasa stary wygodny leń i tchórz
przegrał paszoł won albo na orbitę czekać w razie jakby co, ale raczej won.
Teraz terapia i oczekiwanie cudu znaczy totalnej klęski, tej żałosnej terapii dla pucu,
Aktualnie to oczekiwanie wraz z zaplanowanym rozczarowaniem i sabotażem jest właśnie w trakcie realizacji.
Niektórzy tak dojrzewają i dorastają koniec kropka,ale niekoniecznie muszą zmądrzeć różnie jest
muszą się namordować a przy okazji upierdliwie innym zawracać głowę
z litości,lęków,strachów,obaw,wstydu,wygody i braków różnych - kolorowych i podłużnych
zmyślonych i tych niezmyślonych i tych co zabolały
zapamiętanych jednak dobrze i nieodpuszczonych.,
sentymenty precz dobre wspomnienia won to przeszłość
łatwo poszło
Po terapii i tak Ewka się rozwiedzie z przeświadczeniem i czystym sumieniem że to był jej wybór samodzielny i niezależny
Plan wykonany,a przy okazji stary puszysty kogut trochę schudnie - nastąpi wymarzona obojętność jeszcze lepsza niż ten lód i wstręt co teraz u Autorki.
Czyli co - mąż się zmienił, chodzicie na terapię, ale tobie się nie chce pracować nad sobą, a jednocześnie nie masz odwagi wziąć odpowiedzialność w swoje ręce ?
Tak, zmienił się. Dlaczego uznajesz, że mi się nie chce pracować nad sobą? Dlaczego to znowu ta strona ma pracować nad sobą jeśli pracowała nad relacją przez lata, i znowu ma pracować? Kłopot jest w tym, że występuje obojetnosc z mojej strony. Stąd ta trudność
.
A jęczybuła dalej jęczy.
Powody do jęczenia zawsze się jakieś znajdą.
Cóż autorko, prawda o Tobie najpewniej jest taka, że marudzenie, narzekanie, kłody, które wciąż tylko widzisz pod nogami oraz wizja ofiary losu, którą w sobie pielęgnujesz to Twoja >natura<. Wiecznie będzie Tobie coś uwierać, coś Ci nie pasować, przeszkadzać i powodować, że będziesz chciała zmiany, jednocześnie jej nie chcąc. Bo to Ty jesteś swoim największym problemem.
Wg mnie szukasz dramy, bo karuzela przestała się kręcić. Ten emerytowany żonkoś, trochę cię odmłodził. Poczułaś się młodo, kilkakrotnie w poprzednim wątku podkreślałaś, że zainteresował się o 20 lat młodszą. Poczułaś wiatr w żaglach. Wątek można nazwać: ucieczka z szarej rzeczywistości.
Nie umiem podjąć decyzji o odejściu, jeśli mąż się stara, dalej kocha i zmienił się, rozpoczal prace nad sobą. Efekty super. Tyle, że po 20 latach bycia razem w związku jednostronnym, gdzie ja byłam na dole on na górze, ja się wypaliłam. Chodzimy na terapię dla par, ale ja czuję w sobie opór niechęć do pracy nad utrzymaniem naszej relacji. Wiem, że nikt nie podejmie za mnie decyzji, ale ten strach przed odpowiedzialnością za własną decyzję, która rozwali moją rodzinę obezwładnia mnie.
Czyli tak czy tak, źle...
Daj sobie szansę, czas, poczekaj na efekt terapii, dopóki nie będziesz pewna swojej decyzji, czyli nie będziesz miała takich rozterek jak obecnie...
Może korzystaj też z indywidualnej terapii, bo wtedy prędzej się otworzysz...
Bo jeśli będziesz też źle się czuła poza małżeństwem, to jaki sens rozwalać rodzinę, wyrzuty sumienia Cię zjedzą...
Jak zmieniać diametralnie życie, to na lepsze.
A możesz wpaść z deszczu pod rynnę, ze wszystkim musisz się liczyć.
Wiem, że w tym wieku nie myśli się o chorobach, ale jakbyś jutro ciężko zachorowała, mąż będzie przy Tobie... my nie doceniamy siebie wzajemnie w młodym wieku, to nie ma się co dziwić, że wkrada się obojętność.
Dlatego warto pracować, może sytuacja u Ciebie jeszcze się odwróci, jak zmienisz myślenie.
To Ty masz problem, nie mąż. Więc powinnaś sama na indywidualną terapię iść i tam się dowiedzieć, czego chcesz.
Wziąć że 20 sesji minimum i terapię skończyć jakimiś wnioskami.
A jęczybuła dalej jęczy.
Powody do jęczenia zawsze się jakieś znajdą.
Cóż autorko, prawda o Tobie najpewniej jest taka, że marudzenie, narzekanie, kłody, które wciąż tylko widzisz pod nogami oraz wizja ofiary losu, którą w sobie pielęgnujesz to Twoja >natura<. Wiecznie będzie Tobie coś uwierać, coś Ci nie pasować, przeszkadzać i powodować, że będziesz chciała zmiany, jednocześnie jej nie chcąc. Bo to Ty jesteś swoim największym problemem.
Też tak to widzę.
coś mi się widzi że psychicznie dobija autorkę prawda przed którą chce uciec czyli wybielić się. To ty zawaliłaś na całej linii. W pewnym momencie zamiast słynnego kobiecego : domyśl się trzeba było porozmawiać nie po łebkach ale tak dosadnie. Kłania się tu też romans który jak sama w 1 części wspomniała przysłonił męża i obrzydził bo kochanek jest zawsze super (tak jak jej mąż dla swojej gdyby ją miał). Pisze się że terapia nie jest po to aby ratować ale żeby zakonczyć obrazując powody - zobojętnienie, zdrada, przemoc. Autorko powtórzę ci za innymi = skoro nie kochasz go ( raczej gardzisz), masz zastępstwo uszykowane ( prawdopodobnie na chwilę ) to miej choć odrobinę uczciwości i godności i powiedz że go już nie tylko nie kochasz ale jest ktoś inny i chcesz rozwodu z twojej winy oczywiście. Mąż na pewno przeżyje to bardzo psychicznie ale lepiej teraz niż za kilka lat podczas których będziesz go oszukiwała, poniżała, zdradzała. Ty będziesz wolna i z kochankiem zaszalejesz już oficjalnie. On z rok będzie wrakiem ale jakoś to przeżyje i będzie może szczęśliwszy bez ciebie tak jak opisują po czasie ,,bohaterowie" zdradzeni na forum. A może tu trafi (mogłabyś zostawić komputer z włączoną tą stroną) i wtenczas wyłuszczymy mu wszystko o takich kobietach (też są tacy mężczyzni) jak ty. Na co czekasz aż przyłapie na zdradzie?