Witajcie kochane dziewczyny! Wiem że większość z was to mądre kobiety i proszę was o rady i wskazówki. Otóż... mam problem z pewnością siebie. Kiedy byłam dzieckiem była ona nienaruszona, ale pewne przeżycia z lat późniejszych mocno ją nadszarpnęły. Mój ojciec jest synem alkoholika i choć sam nie pił, to przez lata urządzał w mojej rodzinie awantury okraszone wybitną ilością przekleństw. To była słowna forma agresji narosłej w nim przez lata. Myślę że dorastanie w takiej atmosferze to pierwszy powód.
W podstawówce miałam koleżanki i najlepszą przyjaciółkę. Niestety w gimnazjum trafiłam do klasy z najgorszymi chuliganami w całej szkole. Moja przyjaciółka miała wtedy ogromny problem z cerą - bardzo rozległy trądzik a do tego była bardzo nieśmiała. Dlatego wyżywali się na niej, drwili z jej wyglądu i strasznie dokuczali. Mnie też nie zostawili w spokoju, bo byłam jej przyjaciółką i nieraz broniłam jej przed nimi, choć było ich z pięciu, sześciu. W końcu gimnazjum się skończyło, ale obie wyszłyśmy z niego z okaleczonym poczuciem własnej wartości, choć ona na pewno bardziej.
Teraz mam lat dwadzieścia parę, jestem ładna, inteligentna, oczytana i elokwentna, ale nie potrafię zaufać facetowi. Choć mogłam mieć już dawno chłopaka, to zawsze odrzucałam każdego który próbował, bo myślałam że i tak mnie skrzywdzi ale że sobie drwi. Chciałabym popracować nad pewnością siebie, bo bez tego będzie mi ciezko w życiu. Trudno mi jednak zaufać innym ludziom, otworzyć się i bardziej beztrosko patrzeć na świat. Mam młodszą niepełnosprawną intelektualnie siostrę, przez długi czas pomagałam mamie w opiece nad nią. Nigdy nie będzie zdrowa, co jest częściowym powodem utraty przeze mnie radości życia. Nawet już nie pytam Boga dlaczego.
Pozdrawiam was cieplutko