Witam. Mam problem, mianowicie jestem z chłopakiem już 4 lata, on ciagle ma ochotę na sex. Rano, wieczorem, codziennie, nawet po pare razy... natomiast ja nie mam na to najmniejszej ochoty. Straciłam ja już chwile temu... ciagle mu odmawiam ale on dalej ma nadzieje ze w końcu mnie namówi. Czasami już ustąpię... nie chce się zmuszać i zazwyczaj tego nie robie. Żal mi go trochę. Rozmawiałam z nim o tym, mówiłam ze widocznie nie nadajemy na tych samych falach ze mamy inne temperamenty i ze boje się ze to zacznie później bardzo kolidować nasz związek. On na to odpowiedział: seks nie jest najważniejszy i ze mnie kocha i ze damy radę. Ja mu mówię ze teraz tak może myśli ale na dłuższa metę może to wyglądać znacznie gorzej i ze moze nie zdaje sobie narazie z tego sprawy...
To nie jest tak, ze raz na tydzień, czasami nawet miesiąc jest bez seksu. Ostatnio nie było przez dwa miesiące. Czasem raz na tydzień. Trochę ciężko dla kogoś kto ma ochotę codziennie. Nawet jak zaczniemy się całować to od razu musi być seks. Mam dosyć odmawiania i tego namawiania mnie. Co robić?