Witam wszystkich. Chciałabym podzielić się z Wami moim dość dziwnym problemem. Jestem z facetem już rok, on ma 23 lata a ja 21. W związku układa nam się dobrze, chłopak jest dla mnie dobry i widzę od jest w stanie bardzo wiele dla mnie zrobić. Jeżeli chodzi o charakter to kilka rzeczy postarał się zmienić dla mnie i tak też się stało (nie, nie kazałam na siłę mu się zmieniać. To była jego decyzja). Wszystko jest dobrze ale trochę zastanawia mnie jedna rzecz. Każdy ma prawo do wyrażania emocji, do płaczu, bo to jest naturalna ludzka rzecz. Były 2-3 takie sytuację gdzie przez coś pokłóciłam się z chłopakiem (zazwyczaj to wychodziło z jego inicjatywy), on potrafił przyjechać do mnie do domu i po prostu się rozpłakac. Nie chodzi tu o jakiś wielki płacz ale widzę jak po policzkach płyną mu łzy. Nigdy nie widziałam żeby facet tak płakał. Łukasz uważa że nigdy nie przeczuwał że tak się w życiu zakocha. Myślał że jak coś się nie będzie układało czy będzie źle to po prostu zerwie i znajdzie inna dziewczynę. Ale wie że jest w stanie zrobić dla mnie wszystko, jestem dla niego największym skarbem. To bardzo mi się podoba, ale jeżeli on gdzieś słyszy np w złości powiem że nie wiem co dalej z nami, albo słyszy słowo "rozstanie" zaczna płakać. Mówi że wtedy jest w takiej biernej sytuacji i nigdy w życiu tak nie miał i ten płacz nie jest wymuszony.Słuchajcie z obserwacji otoczenia nie widziałam żeby facetowi tak zależało na dziewczynie. Zazwyczaj jak coś w związku się nie układa to ludzie się rozstaja po prostu, a on zmienił nawet kilka rzeczy w sobie które nawet nie były uciążliwe.
Czasem myślę, że chyba trafiłam w dziesiątkę, a czasem (wiem że zabrzmi to idiotycznie) że to wszystko jest jakieś podejrzane. Że mimo że jesteśmy rok to w ten związek nie wkradła się żadna rutyna ani nic z tych rzeczy.
Co o tym myślicie?