Witajcie. Męczą mnie rady przyjaciółek ,ze facet , który nie może się zdecydować na bycie z kobieta tylko bez przerwy jest na odległość, jest do bani, tłumacze ,ze tak jest nam dobrze, a jednak wciąż słyszę ,ze to niemożliwe, ze samej źle,i tak bez końca..Poszukaj sobie kogoś na miejscu -mówią...czy mają rację? po co zasypuja mnie wiecznie dobrymi radami ...co o tym myślicie??
1 2010-05-12 14:28:15 Ostatnio edytowany przez brazowasukienka (2010-05-13 09:54:34)
Podobne tematy
Bo to jest do bani... Samej wcale nie jest źle, we dwoje nie zawsze jest lepiej ale jeśli decydujesz się tworzyć z kimś związek, kiedy się naprawdę angażujesz to nie wierzę w to, że nie chciałabyś mieć tego mężczyzny obok siebie... Związek na odległość - ok, podobno się udaje, ale to "na odległość" powinno być tylko etapem przejściowym do tego, żeby dotrwać do etapu, kiedy będzie się miało codziennie drugą osobę na wyciągnięcie ręki...
Zmień koleżanki to nie będziesz musiała słuchać tych bzdur. Tobie ma być dobrze czy im?
Nie ważne jest zdanie Twoich koleżanek, najważniejsze żebyś Ty byla szczęśliwa... Też jestem w związku na odleglość niektóre moje koleżanki/przyjaciólki nie potrafią tego zrozumieć , i nie dają na dluższą metę szans na udany związek na odleglość, za to niektóre chyba te prawdziwe wspierają mnie, bo mimo wszystko widzą że jestem szczęśliwa... Ale już niedlugo będziemy razem codziennie ![]()
5 2010-05-12 19:16:46 Ostatnio edytowany przez vinnga (2010-05-12 19:17:22)
No właśnie mylenne - niedługo będziecie razem codziennie. A z postu brazowejsukienki nic takiego nie wynika. Spójrz też na rubryczkę "wiek". Widzisz subtelne różnice w waszych sytuacjach?
brazowasukienka--> ja uwazam, ze najwazniejsze jest twoje szczescie, to ty decydujesz jakiego bedziesz miala partnera, kolezanki czy rodzina nie wybierze tego za ciebie i nie ma na to wplywu.
Ty sama pewnie czujesz czy ten facet traktuje ciebie powaznie, czy mysli o tym aby wasza sytuacja ulegla zmianie , abyscie w koncu byli razem na codzien.
Jezeli ten facet nie robi nic w tym kierunku abyscie byli razem i zyjecie w tym ukladzie juz dluzszy czas np:kilka lat--> to ja uwazam, ze to nie ma sensu i w pewnym sensie rozumiem twoje kolezanki, one poprostu chca abys w koncu ulozyla sobie zycie i miala faceta przy swoim boku a nie czekala latami az twoj facet w koncu sie zdecyduje.
Ciezko mi jest cos pisac o twoim partnerze, bo tak naprawde nie opisalas relacji jakie was lacza, czemu np: nie mozecie byc razem.
Jezeli chodzi o mnie to ja uwazam ze lepiej miec kogos na miejscu, gdyz to daje ci mozliwosc czestych spotkan z partnerem, mozesz go dobrze poznac, dowiedziec sie o nim iwecej, niestety rozmowy telefoniczne to tylko namiastka prawdziwego zwiazku.
MI sie wydaje , ze jak masz blisko siebie partnera to jestes w stanie szybciej sie zaangazowac zwiazek, traktujesz powazniej taka osobe, natomiast w zwiazku na odleglosc zawsze sa jakies watpliwosci : czy np on juz kogos nie poznal na miejscu??? Napewno wiezi jakie was laczac sa slabsze.
vinqa wedlug mnie zwrocila uwage na istotna rzecz--> twoj wiek--> nie jestes nastolatka tylko juz dojrzala kobieta, moge wnioskowac ze twoj partner jest w podobnym wieku albo o ciut starszy od ciebie, to tym bardziej dziwi ze nie robi nic w tym kierunku abyscie byli razem i mogli razem sie soba nacieszyc.
Ja na twoim miejscu porozmawialabym szczerze ze swoim partnerem, jestes juz dorosla i napewno niezalezna kobieta nie moglabys np: przeprowadzic sie do niego???
Bo powiem ci tak , ze jezeli ma to trwac jeszce iles tam lat to nie ma sensu, lepiej sobie posuzkac kogos na miejscu.
Ale to jest twoje zycie i to ty powinnas podjac decyzje a nie my:)
A jezeli chodzi o zwiazki na odleglosc, to nie wszystkie tego rodzaju zwiazki sa do bani, ale to tez duzo zalezy od partnerow, od ich zaangazowania, bo jezeli ludzie sie spotykaja i facet po jakims czasie bierze sprawy w swoje rece i dazy do tego abyscie byli razem to jest ok.
Przyklad z mojej rodziny, moj brat cioteczny poznal laske z innego miasta: on lodz--> ona okolice bydgoszczy, jemu bardzo na tej dziewczynie zalezalo jedzil do niej na weekendy teraz se zareczyli i planuja razem zamieszkac w wakacje--> a sa para rok czasu.
Ale jezeli facet zyje w takim ukladzie kilka lat i nie robi nic w tym kierunku aby jakos zmienic waszej sytuacji to wg mnie szkoda czasu.
7 2010-05-13 09:09:34 Ostatnio edytowany przez brazowasukienka (2010-05-13 09:12:08)
Łączy nas naprawdę niezwykła więź....i ta odległość, czas (3 lata)...zmienia relacje na coraz bardziej zażyłe...tak mam tyle lat ile mam, on jest młodszy, oboje mamy pracę , ja mam dzieci....nie ukrywam oczywiście ,ze czasem miło byłoby mieć kogoś obok...ale jest nam dobrze tak jak jest...czuje się cudownie przed każdym spotkaniem, on również...moje dzieci go uwielbiają...potem wracam do rzeczywistości on swojej ja swojej....
I jesteś gotowa tak spędzić resztę życia? Bez wspólnych wieczorów i poranków? Naprawdę wystarczy Ci tylko ta świadomość, że gdzieś tam jest facet, do którego w tym momencie chciałabyś się przytulić?
Nie jestem przeciwniczką związków na odległość. Ale pod warunkiem, że w takim związku są snute jakieś realne plany wspólnego życia obok siebie. U Ciebie czegoś takiego nie ma. To taka bliska przyjaźń z nutką erotyzmu. Bez wspólnych marzeń, planów, nadziei...
9 2010-05-13 09:37:39 Ostatnio edytowany przez brazowasukienka (2010-05-13 09:38:26)
Zycie nauczyło mnie żyć dniem dzisiejszym, w obliczu przewrotności życia, trudno cokolwiek planować...oczywiście, ze czasem marzymy, rozmawiamy, planujemy...np. kolejne spotkanie....masz oczywiście racje....jakiś sensowny finisz przydałby się z pewnością...ale nie jest mi to kompletnie potrzebne...jestem dojrzałą kobieta...i być może popełniam błąd...ale chwile spędzone razem- w moim smutnym życiu dodają mi sił, pokrzepiają sprawiają ,ze czuje super atrakcyjną kobietą, uśmiecham się ...omijam rutynę ...nie wiem droga Vinngo czasem dobrze ominąć plany....i cieszyć się tym co jest:)....
A ja uważam, że związek na odległość jest kompletnie bez sensu... może i jestem jednostronna, ale takie jest moje zdanie w tej kwestii. Piszę to w oparciu o swoje doświadczenia. Ludzie się zmieniają... a jeśli jest się daleko od siebie tych zmian nie widać. A gdy później dochodzi do spotkania, może to już nie być ta sama osoba, którą kochaliśmy. To jest mój punkt widzenia. Gdym mogła cofnąć czas... ale nie mogę ![]()
Smutna - bo takie rozstania nie powinny trwać zbyt długo.
brozowasukienko podziwiam Wasz związek... W moim słowniku nie istnieje takie pojęcie jak "związek na odległość", chociaż byłam w takim związku, a właściwie jego namiastce. Bo na odległość to nie to samo - takie jest moje zdanie. Żadne rozmowy przez telefon, skype czy cokolwiek tego nie zastąpią. Ani spotkania co jakiś czas. Nie widzisz go na co dzień, nie czujesz jego obecności, nie widzisz jak zmienia się mimika jego twarzy, gdy o czymś mówi, nie opowiadacie sobie o tym, co Was spotkało, nie widzisz jego reakcji na zwykłe szarości codziennego dnia. Nie potrafię sobie tego wyobrazić, dlatego że dla mnie związek jest dynamiczny, ludzie się zmieniają, nie potrafiłabym tylko wybiórczo uczestniczyć w tych zmianach. Wybiórczo, a w dodatku przygotowując się do spotkań, a bycie ze sobą to przecież nie tylko wielkie święto i przełamywanie rutyny. Takie spotkania to tylko wchodzenie w inną rolę, cudowna odmiana codzienności. Tylko, że on powinien być Twoją codziennością, a Ty jego.
A to nie jest tak, że tym postem wyrażasz jakieś swoje wahanie? Nie chodzi mi o koleżanki, ale o to, jakie są Twoje pragnienia. Piszesz, że miło byłoby mieć kogoś obok... Może boisz się, że wtedy czar pryśnie jak mydlana bańka?
Mimo wszystko, każdy ma swoją definicję szczęścia, życzę Ci tego, co najlepsze:)
hmm..ja musze powiedziec tak, ze zwiazek na odleglosc - ok, moze i sie udaje, ale tak jak napisala to osoba wyzej, tylko wtedy kiedy ma sie perspektywe, kiedy sie wie ze nastapi taki dzien kiedy bedziecie razem, ja jestem w sytuacji mozna powiedziec podobnej, moj partner ma prace ktora wiaze sie z czestymi wyjazdami - czekam na niego, czasami sumujac to pol roku go nie ma - nasze spotkania, kiedy sa - to najpiekniejsze chwile w moim zyciu - a przeciez chyba wlasnie o to chodzi by takich miec jak najwiecej, wiec jelsi kochasz go - i czujesz sie szczesliwa to trwaj w tym, jesli ma sie udac to sie uda - a jesli nie, to czas pokaze...
jednak musisz meic na uwadze jedno - zwiazek na odleglosc, taka chwilowa badz calkowita wiaze sie z ryzykiem....z ryzykiem na ktore nie masz wplywu - mimo ze kochasz, i wiesz ze np nie mozecie byc dzis razem, bo jest Twoja polowka tam czy gdzie indziej, jestes cszczesliwa ze go masz, jednak budzisz sie ze smutkiem , ze nie ma kto przytulic Cie rano i podac kubka kawy...
14 2010-05-17 10:31:39 Ostatnio edytowany przez POW (2010-05-17 10:35:20)
ja mysle, ze kazdy do tego indywidualnie podchodzi ... ja bylam w zwiazku na odleglosc, ale nie wytrzymalam... problem dla mnie byl taki, ze ten zwiazek na odleglosc nie wynikal z tego, ze mamy prace w innych miastach, ze mieszkamy daleko od siebie ... problem byl taki, ze on chcial SAM mieszkac w tym samym miescie co ja ... dla mnie to bylo kompletnie bez sensu .... ja potrzebuje miec partnera przy sobie ... ale to kazdy juz wedlug siebie ocenia ...
15 2010-05-17 11:52:13 Ostatnio edytowany przez brazowasukienka (2010-05-17 11:53:57)
Podkreślam ,ze jesteśmy razem już trzy lata, każdy dzień to rozmowa telefoniczna o wszystkim, o tym co się dzieje , jak minął dzień itd....nie twierdzę ,ze taki związek to szczyt marzeń, ale mężczyzna ,z którym jestem ,jest dla mnie kimś szczególnym i wieź która nas łączy również jest szczególna....byłam czyjąś żoną 14 lat...i co mi to dało? Lata upokorzeń , brak oparcia i wieczna samotność ...i tak poszedł do innej....teraz wiem co to znaczy być kobieta , wiem ze jestem dla niego kimś najważniejszym i chociaż los nie układa się na tyle pomyślnie byśmy mogli być razem na co dzień ,chronimy to co dzieje się między nami i trwamy...bo jesteśmy ze sobą szczęśliwi....
16 2010-05-17 17:18:42 Ostatnio edytowany przez Pixy (2010-05-17 17:19:23)
To nie będzie trwało wiecznie. A im dłużej tym boleśniej zauważysz prozaiczne rzeczy.
Ojej... przecież nie widział mnie rozmazanej - wtedy kiedy jeszcze było to seksowne...
Oj... przecież on nie miał okazji przytrzymywać mi włosów kiedy womitowałam w chorobie...
To są straszne rzeczy, a jednak im człowiek starszy tym częściej zdaje sobie sprawę, że o ile widok skacowanej kobiety po 20 jest śmieszny, żenujący i dla niektórych słodki - o tyle w wieku lat 40 już niedopuszczalny*.
I wymieniam tutaj tak obrzydliwe rzeczy, bo... z nich się składa prozaiczne życie, tak?
Z brudnych skarpetek też
.
A nie tylko z wyszykowanych łikendów...
---------------------
*tak plotka niesie
Wręcz przeciwnie, gdy miałam zapalenie okostnej i wyglądałam jak chomik -okropnie, przyjechał natychmiast, cierpię na migreny także zdarzyło mu się trzymać moje włosy jak wymiotowałam. Byłam i rozmazana, i niezbyt chętna by wyglądać pięknie, ....to akurat jak widzisz droga Pixy ,straszne rzeczy tez ze sobą przezywamy i nawet dużo gorsze niż wymiociny czy rozmazany tusz.....a śmierdzące skarpetki....świetny argument, ale tego unika każda kobieta, nawet w stałym związku:)...musisz wiedzieć ,ze czasem związki są tak silne ,ze nic nie jest w stanie tak po prosu zerwać więzi...trochę życia mam za sobą i znam wartość trudnych chwil przeżytych razem....
O... To jestem mile zaskoczona i zwracam... znaczy oddaję honor
.
Może faktycznie zatem kiedyś samo się wyklaruje
.
Mam wrażenie, że inni zawsze wiedzą, co dla nas najlepsze:). Jestem młodsza od Ciebie, fakty, ale mimo to w swoim związku na odległość jestem dwa lata. Tak samo jak Ty mam wrażenie, że nasze więzi się umacniają... Mnie się jeszcze nikt nie czepia, żebym znalazła kogoś na miejscu, ale za to mój chłopak często słyszy takie teksty. Że nie ja jedna na świecie, nie ma sensu do siebie dojeżdżać itd. Z tą różnicą, że za rok mój luby planuje się już przeprowadzić do mojego miasta, jeszcze nie wiem czy będzie to wspólne mieszkanie. W każdym razie zamierzamy skończyć z odległością... Bo wiem jedno... O ile spotkania są piękne, raczej nie bywają nudne itd, to wiecznie to trwać nie będzie. Bywają takie momenty, że płaczę w poduszkę, bo po prostu potrzebuję męskiego ramienia do przytulenia się po ciężkim dniu
. Jesteśmy razem, a jednak osobno. Ja sobie, on sobie, od czasu do czasu my razem... Moim marzeniem jest, by to się skończyło i żeby częściej było MY niż ja i on. Chyba rozumiesz, co mam na myśli. W każdym razie jeśli tak jest Wam wygodnie, jeśli się kochacie i odległość Wam nie przeszkadza, nie ma dla Was znaczenia, to nie warto szukać problemów na siłę. Cieszysz się tym, co masz teraz - super! Można tylko pozazdrościć optymistycznego nastawienia do życia
.
Nie słuchaj ich !
Ja żyłam w związku na odległość przez 3 lata i teraz od miesiąca mieszkam ze swoim chłopakiem.
Wszyscy wkoło mówili mi że to nie możliwe że jesteśmy w stosunku do siebie zupełnie szczerzy że na pewno ja coś kręcę na boku i że on też na pewno, że na miejscu znajdę sobie kogoś lepszego itd itd itd .
Nie daliśmy się chociaż bywało na prawdę ciężko i nie widzieliśmy się nawet 3 miesiące.
Jeżeli się kochacie to dacie radę, wystarczą dobre chęci.
Moim zdaniem stwierdzenie, że związki na odległość są nie możliwe jest nie właściwe.
Bo związek może się rozstać tak samo kiedy partnerzy są obok siebie jak i ze względów losowych przez jakiś czas muszą żyć oddzielnie.
Mabmo, na pewno dacie radę . Wiem ,ze jest ciężko, doskonale rozumiem, nie mam czasu płakać ale zdarza się gdzieś po kryjomu, żeby dzieci nie widziały, żeby nie przyznawać się do słabości , ale przychodzi taki moment, ze stwierdzasz ze warto było.....z całego serca życzę wam wytrwałości!!! Ciderkowska-gratuluje!!! W pełni się z Tobą zgadzam:)
![]()
I powiedzcie same czy czekanie na spotkanie z partnerem po długiej przerwie nie jest porównywalne do czekania na prezent od Mikołaja w wieku 6 lat ?
Motylki w brzuchu, 1000 myśli...
A potem jego zapach kiedy nas przytula... Spojrzenie ![]()
Milion tematów do rozmów ![]()
Przynajmniej u mnie tak było byłam zdolna na ścianie skreślać kreski odliczając dzień w którym nareszcie go zobaczę.
Ciderkowska, a ja wolę odliczać godziny do spotkania z partnerem niż dni. Też motylki w brzuchu, też 1000 myśli. A potem jego zapach, kiedy mnie przytula... Spojrzenie...
Oszczędzam sobie natomiast chwil, kiedy on musi odejść, zniknąć na wiele dni, może tygodni. Tego smutku, tęsknoty, żalu, że tyle tematów nie zostało poruszonych i musi czekać do następnego spotkania...
24 2010-05-18 13:52:50 Ostatnio edytowany przez ciderkowska (2010-05-18 13:56:02)
W moim przypadku od samego początku dzieliły nas kilometry bo ja mieszkałam w Szczecinie on za Toruniem (Włocławek).
Nie mieliśmy pewności czy po moim powrocie do domu to się ułoży.
Jednak po miesiącu on przyjechał do mnie... na 3 dni.
I jeździliśmy tak co miesiąc na zmianę na weekendy wtedy kiedy mogliśmy do siebie.
Wiedziałam że go kocham.
Niestety nie byłam pełnoletnia i nie mogłam decydować sama o przeprowadzce a moi rodzice od początku byli przeciwni.
Teraz wszystko się zmieniło bo przez 3 lata walczyliśmy o ten związek i się udało .
Płakałam w poduszkę bardzo często ale jak widać opłaciło się ![]()
Zgadzam się i teraz już nie pozwolę na takie długie rozstanie.
25 2010-05-18 14:02:24 Ostatnio edytowany przez vinnga (2010-05-18 14:18:17)
Więc jesteś w innej sytuacji niż brazowasukienka. Już pisałam wcześniej, że umiem sobie wyobrazić związek na odległość, ale tylko z perspektywą, że kiedyś będzie normalnym związkiem - obok siebie. Tutaj jest też kwestia wieku - kilka lat temu łatwiej byłoby mi się pogodzić z faktem, że kochaną osobę widzę co jakiś czas.
A teraz znaczenia dla mnie nabiera codzienność, której w związku na odległość brakuje. Spotkania w związku na odległość to święto. A święta mają to do siebie, że szybko się kończą i jedyne co pozostaje to oczekiwanie na kolejne święta. Brakuje zwykłych wspólnych herbatek, spotkań "przypadkiem", zwykłego przebywania obok siebie.
Zgadzam się.
Po miesiącu mieszkania z moim ukochanym zaczynam rozumieć sens życia razem i cieszenia się z tej naszej, mojej i jego codzienności ![]()
Ponieważ sama przeszłam przez te okropne chwile tęsknoty, płaczu, bólu, żalu i zwątpień po prostu życzę powodzenia wszystkim,
które teraz przez to przechodzą.
Dyskusje na temat związków na odległość zawsze będą aktualne i burzliwe ![]()
Nie rozumiem takiego niepotrzebnego wmawiania komuś, że takie coś nie ma przyszłości itd. itp. ... Jeśli komuś jest tak dobrze to nie należy w to ingerować.. Nie jestem zwolenniczką związków na odległość, ale jeśli komuś to odpowiada i jest szczęsliwy, to nie rozumiem tych głupich rad koleżanek.
Pewnie, ze brakuje...jak pisałam wcześniej ,to nie jest tak ,ze jesteśmy takimi twardzielami, i nam tego nie brakuje....ale godzimy się na to, ponieważ ...jest nam razem cudownie..Tak! Świętem jest każde nasze spotkanie i celebrujemy je.....mój były mąż przez 14 lat małżeństwa nie dał mi tyle ciepła uczucia, zrozumienia , wsparcia co ON przez te trzy lata...na odległość....
I bardzo dobrze. Jeśli Wam to odpowiada, to niech tak zostanie i nie słuchaj Twoich koleżanek, bo mogą Ci zwyczajnie zazdrościć. ![]()
Związek na odległość ma szanse przetrwać jak tylkoisnieje zaufanie do drugiej osoby... Ja to przerabiałam co prawda dzieliło nas tylko 60 km to nie wiele ale jednakszyko się rozpadł mimi płomiennych zapewnień a jednam miał inną na boku na miejscu....
Związek na odległość ma szanse przetrwać jak tylkoisnieje zaufanie do drugiej osoby... Ja to przerabiałam co prawda dzieliło nas tylko 60 km to nie wiele ale jednakszyko się rozpadł mimi płomiennych zapewnień a jednam miał inną na boku na miejscu....
Ehhh. Też to przerabiałam niestety.. Dużo szczęścia życzę tak czy inaczej
mój były mąż przez 14 lat małżeństwa nie dał mi tyle ciepła uczucia, zrozumienia , wsparcia co ON przez te trzy lata...na odległość....
I w tym rzecz... Jeśli ten mężczyzna daje Ci tyle czułości ile chcesz i jeśli wszystko Tobie odpowiada, nie ma sensu zadręczać się komentarzami koleżanek. Może kiedyś zamieszkacie blisko siebie, może nigdy do tego nie dojdzie... Nie wiem jakie tam są Wasze plany... Ale skoro TERAZ jest w porządku (a Twoją dewizą chyba jest cieszenie się tym, co masz teraz) to po co szukać problemów na siłę
?
I dziękuję za wsparcie
.
Jakżeś niestały - w niekochaniu.
Jakże niemiłość twoja - krucha,
ileż powitań - w pożegnaniu,
jak dobrze słyszysz, gdy nie słuchasz.
"Zaśnijże, zaśnij, pora późna" -
nagli serdeczny diabeł stróż...
Tym się od innych on odróżnia,
że dźwiga w pysku bukiet róż...
Z wolna opadasz na posłanie,
noc już nadchodzi z niedaleka,
tak zasypiają ci, kochanie,
co dobrze wiedzą, że ktoś czeka.
Agnieszka Osiecka
Dla mnie jest to nie normalne taki związek na odległość. Skąd wiesz czy Cie nie zdradza? Popieram twoje koleżanki