W kwietniu rozstałem się z dziewczyną, z którą planowałem spędzić resztę życia.
Odbyło się to z jej inicjatywy ponieważ jej uczucia się wypaliły.
Jesienią zacząłem umawiać sie z dziewczynami z tindera i założyłem też konto na sympatii.
Zazwyczaj żadna dziewczyna mnie jakoś specjalnie nie zainteresowała więc kończyło się na jednym spotkaniu i nie było problemu.
Aż tu nagle sama do mnie napisała jedna dziewczyna. Po jakimś czasie zaproponowałem spotkanie.
No i dziewczyna okazała się bardzo fajna, ładna i wesoła. Do tego nie miała żadnego problemu z zagadaniem do mnie sama z siebie czy też z zaproponowaniem spotkania. Przed poznaniem mojej byłej dziewczyny, do którego doszło w świecie realnym też miałem konto na portalu randkowym więc myślę, że w życiu odbyłem kilkadziesiąt spotkań z kobietami z sieci i ta dziewczyna jest bez wątpienia najfajniejszą jaką w ten sposób poznałem.
I wiecie co mi nie pasuje ? Że nie jeździ... na nartach i jakoś też nie przejawia chęci żeby spróbować. Wiem, że głupie to i niedojrzałe ale teraz jest zima, a z moją była dziewczyną dużo jeździliśmy i w ten sposób fajnie razem spędzaliśmy cały dzień poczynając od wstawania o świcie i wspólnego przygotowywania kanapek na wyjazd. Najgorsze jest to, że przy poznawaniu mojej byłej dziewczyny w ogóle nie zwracałem uwagi na takie rzeczy szczególnie, ze to było w lecie więc nikt nie myślał o nartach. Co więcej ona też nie jeździła nartach. Ja umiałem bo się uczyłem jak byłem mały ale nigdy nie byłem jakimś zapalonym narciarzem - nawet miałem parę lat przerwy w jeżdżeniu bo właśnie brakowało mi towarzystwa. To moja była dziewcyzna obudziła we mnie zapał do nart na nowo bo miała chęć spróbować więc nauczyłem ją jeździć, spodobało jej się i to ona głównie inicjowała te wspólne wypady.
To jest tylko jedna z wielu rzeczy, której mi brakuje po rozstaniu z byłą dziewczyną, a których z nową dziewczyna mogę nie mieć. Brakuje mi też jej chrześniaków, którzy mnie lubili czy też wspólnych podróży do naszych rodzinnych domów bo pochodzimy z niedalekich miejscowości więc jadąc z naszego miejsca zamieszkania jechaliśmy razem, a teraz taka podróż jest dla mnie bardzo smutna.
Mam już grubo ponad 30 więc nie jestem w wieku kiedy mogę myśleć, że jeszcze wszystko przede mną. Boję się, że już nigdy nie będę tak szczęśliwy i spełniony jak w związku z moją byłą dziewczyną. Wiem, że już nic nie będzie tak samo ale boję się, że właśnie na każdą potencjalną nową znajomość będę patrzył czy to jest zmiana na gorsze w porównaniu do tego co było i jeśli tak to nie będę w stanie się zaangażować. Czytałem historie jak to ludzie porzuceni poznawali po jakimś czasie kogoś nowego i ostatecznie nigdy nie żałowali rozstania ale ja boję się, że u mnie z takim podejściem jakie mam to się nie ma szans wydarzyć.