Witam
Mam na imię Grzesiek, aktualnie mieszkam we Wrocławiu , mam 27 lat.
W styczniu zakończył się mój dwu letni związek, kobietę z którą byłem znałem 7 lat. Nasze perypetie układały się dość różnie(nie chcę się za bardzo rozpisywać ponieważ można by z tego napisać dość długie opowiadanie)
wszystko jednak wskazywało na to, że jest to kobieta na którą czekałem całe życie, Ona zresztą mówiła to samo o mnie.
W końcu 2 lata temu oficjalnie zostaliśmy parą. Wszystko było pięknie do pewnego momentu gdy niestety przestawiły mi się trochę priorytety;/
Zaczęło się palenie trawki, przysłoniło mi to widok na niektóre rzeczy. Ona walczyła o mnie, próbowała rozmawiać o tym, niestety ja każda taką próbę traktowałem jak atak. Przyszedł grudzień, postanowiłem odpocząć w domu rodzinnym - i tu kolejna plama, brak kontaktu, zamiast Ją wspierać to nie dzwoniłem/pisałem. W sylwestra było jeszcze gorzej, z "kochanego" Grzesia stałem się dla niej raczej obojętny, zagubiłem się.
Pojawiła się "ściana" , komunikacja została praktycznie zerwana i związek się rozpadł;/
Po trzech tygodniach, gdy wszystko przemyślałem na trzeźwo to świat się przewrócił do góry nogami. Pojechałem do niej z chęcią naprawy wszystkiego i ... niestety pojawił się już ktoś nowy w jej życiu. Walczyłem , kupiłem kwiaty, napisałem szczery list lecz niestety nic to nie dało.
Usłyszałem "Układam sobie życie no nowo"
Wiem , że byłem okropnym facetem, chłopcem który nie do końca wiedział na czym polega życie, lecz zmieniłem się - szkoda że trochę za późno.
Teraz na trzeźwo nie mogę się pozbierać, straciłem kobietę o którą tyle walczyłem i co "najgorsze" dalej ją kocham.Boję się, że już nigdy nikogo tak nie pokocham.
Nasz wspólny przyjaciel powiedział, że mam czekać, że to tylko kwestia czasu aż rozpadnie się ten związek. Że ten facet zupełnie do niej nie pasuje.
Czy Ona wypełniła pustkę w swoim życiu? Po tym jak się zachowywałem to w sumie pierwszy lepszy facet może wydawać się świetnym partnerem;/
Drogie Panie, czy można w tak krótkim czasie przestać kochać swojego "życiowego" partnera? Czy "tak" kocha się tylko raz w życiu? Czy potrzeba bycia "kochanej" jest aż taki silna , że w tak krótkim czasie trzeba wejść w nowy związek?
Za styl/błędy przepraszam.Ciężko mi jest sensownie pisać.
Będzie wdzięczny za każdą odpowiedź.
Pozdrawiam