Czesc,
od kilku lat podoba mi się znajomy. Jest o rok starszy. Poznalismy sie na dodatkowym projekcie. Juz wtedy, kilka lat temu byl po studiach, ja nadal studiowalam.
Zadurzyłam się w nim ale chcialam zostac jego kolezanką- moze cos by z tego wyszło. Zwykle odmawiał mi jakis spotkan itp, ale brałam to po koleżeńsku. Miałam jednak jakąś zadrę 1% w środku. Mijały lata, byłam w jednym związku, wiem, że on też kogos mial.
Spotkalismy sie chyba na nie tym etapie życia. Obydwoje jestesmy dosc podobni, energiczni, żwawi. Kiedy jesteśmy obok jest ogien a nie spokój czy przeciwienstwo. Wiem, ze go nakręcam, kiedys tez mu się podobalam ( i chyba nadal podobam) ale ja juz zadnych kroków nie wykonuję.
On ma firmę, jest zajęty, prowadzi kilka biznesów , projektów na raz. Zawsze mialam wrazenie, ze trochę 'wyżej sra niż dupę ma', ze uwaza sie za kogos lepszego, bo robi interesy od wielu lat i obraca sie w kregu ludzi starszych a nie w podobnym ( moim wieku). Powiedzmy sobie szczerze- zwykle kiedy jestes na uczelni, w polowie studiów czy pod koniec studiów- nie masz duzo koneksji, na to pracujesz latami- zwykle trzymasz się z ludzmi w podobnym wieku, o podobnych życiorysach , zainteresowaniach. On zawsze byl inny, starszy mentalnie, pracoholik, dobry organizator itp, ale imprezowicz. Czyli emocjonalnie nieogarnięty. Zawsze pelno kolezaneczek - jak ja . Tylko widzialam, ze nawet jesli bylam tą kolezaneczką to czasem inaczje mnie traktował. Jednak kiedy przejmowalam inicjatywę on sie wycofywał- uciekał, odlatywał robic swoje, odmawiał i myslal ze tak mozna. Można. Mógł.
Przestałam sobie nim zawracać głowę-jeszcze poł roku temu sparowalismy sie na jednym portalu randkowym i do tej pory jest milczenie, cisza z jego strony. A powiem, ze zawsze ktos do mnie napisze pierwszy. Mam taką zasadę po prostu od pewnego czasu. Wiem, ze mu się podobam, ale odpuściłam gonitwę mentalną. Nie naciskam, nie chcę sie nikomu przypodobywać. Robię swoje. Ale nie na pokaz ale naprawdę.
Jeszcze poł roku temu nabrałam się na to, że komentował mi fotki 'serduszkami' lubił wszystko co wstawiam na portale społecznosciowe, ale jak przychodziło co do czego to nic się nie działo.
Odpuscilam nawet myslenie. Pojawiło się znowu, bo jestem singielką i on tez jest singlem. Teraz w miescie organizuje pewne duze wydarzenie- ma atencje, nei wiem czy dziewczynę ale wiem, ze duzo kobiet sie na około niego kręci, imprezuje z nim, jezdzi na jakies konferencje itp. Niby mnie to nie interesuje ale nadal wchodzę na tego facebooka.
Myslicie, ze dobrze zrobilam odpuszczajac totalnie kogos kto i tak byl tylko dla mnie 'mily' prawdopodobnie dlatego ze mnie lubil ale nie jak kogos wiecej? A moze jednak warto byloby spróbowac cos wczesniej zrobic. Tylko dla mnie juz to jest odgrzewany kotlet. Zrezygnowałam i trochę jestem lżejsza psychicznie.
Musiałam się wygadac, przepraszam.
Dzięki za zrozumienie ale jakos mi lżej. To byl mój 'crush' sprzed kilku lat i po prostu myslalam, ze mi sie uda- zawsze jak bylam singielka czy on tez wolny to myslalam - a moze teraz- a moze jednak. Jednak jak widac nie.
Lepiej mi bez tej mysli.