Długo walczyłem ze sobą.
Czy mam odwagę o tym napisać i w ogóle po co mi to... ? Kto może wiedzieć lepiej co mam zrobić, niż ja sam.
Ale piszę.
Jestem trochę dziwnym facetem, ale zawsze byłem z tego dumny. Mam 27 lat. Do 20-stki nie miałem dziewczyny. Raz tylko całowałem się z koleżanką, ale potem stwierdziliśmy, że nic z tego nie będzie. Nie mój typ. Zawsze uważałem, że szkoda czasu na przygody, czy dziewczyny do których nic nie czuje, a chodzi tylko o sex. Mówiłem, że jestem dziwny
Może też trochę nieśmiały.
Ale w końcu, na zabawie sylwestrowej u znajomych, poznałem ją. Podobała mi się jej otwartość, uśmiech, super poczucie humoru i to, że przy niej nie musiałem silić się na wymyślanie tematów do rozmów. Nie było w tym nic sztucznego. Czułem się swobodnie. Nigdy tak nie miałem. Oprócz tego była bardzo ładna. Wszystko pasowało do siebie. I po tygodniu byliśmy razem...
Dobra będę się streszczał. Tak naprawdę była moja pierwszą dziewczyną, a co lepsze, ona przede mną też nikogo wcześniej nie miała.
Oboje studiowaliśmy. Na ostatnim roku studiów zamieszkaliśmy razem. Trochę się tego obawiałem, ale nie było czego.
Po studiach postanowiliśmy wyjechać, żeby trochę dorobić i przeprowadzić się do większego miasta. Planowaliśmy wyjazd na rok może dwa. Zostaliśmy na 2.5. Wynajmowaliśmy mały pokój i przez większość czasu pracowaliśmy w jednej firmie. Widzieliśmy się więc prawie non -stop. Zaczęło wiać nudą. Codzienna rutyna. Kochaliśmy się raz w tygodniu. Było ciężko. Któregoś razu powiedziała mi podczas kłótni, że jeśli teraz spotkałaby kogoś, to nie zastanawiałby się... Wtedy było mi wszystko jedno. Sam sobie byłem winny bo przyzwyczaiłem się do jej gadania. Czasem nawet nie słuchałem. Żadna to wymówka, ale też przechodziłem ciężki okres. Potem sprawa ucichła. Mało rozmawialiśmy o nas. Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek się kłócili. Trochę to chore.
Ale było również wiele super momentów i wspólnych wyjazdów. Szukaliśmy sposobu, żeby nie myśleć o tym, że było nam źle tam gdzie byliśmy. Ogólnie, próbowaliśmy przetrwać do powrotu do Polski.
Po powrocie było bardzo ciężko. Najpierw znalezienie pracy, potem mieszkanie. Ale wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Wydawało się...
Ogólnie ona zawsze była zainteresowana psychologią, coachingiem. Więc kiedy nadarzyła się okazja wyjazdu na szkolenie, sam ją do tego zachęcałem. Miałem kilka dni na przemyślenie sytuacji i zebranie się do kupy, podczas jej nieobecności.
Przygotowałem mieszkanie, ugotowałem pyszny obiad, kupiłem ze 20 czerwonych róż i nie mogłem się doczekać jej powrotu. Dużo sobie uświadomiłem przez te parę dni. Chciałem zmienić nasz związek, a przede wszystkim swoje podejście. Tak naprawdę to przypomniałem sobie jaki kiedyś byłem super i jaki już nie chcę być. Takie to proste
Zwykle gdy się nie widzieliśmy parę dni, to byłem zazdrosny. Ale nie tak chorobliwie. Ona z resztą też. Tym razem jednak było inaczej. Tak bardzo nie mogłem się doczekać jej powrotu, że nawet o tym nie myślałem. Byłem bardzo pozytywnie nastawiony.
Wróciła... pełna energii, uśmiechnięta, kurde, inna dziewczyna. W sumie to taka którą parę lat wcześniej poznałem. Zakochałem się.
Ale po sposobie w jaki mnie pocałowała na powitanie, poczułem się dziwnie. Coś było nie tak. Nie szczere. No i się nie pomyliłem.
Rozmawialiśmy, opowiadaliśmy sobie co się działo. W końcu, chyba na drugi dzień, zapytałem ją co jest nie tak.
Opowiedziała mi, że nasz związek chyba się kończy. Ona na szkoleniu uświadomiła sobie wiele rzeczy i dłużej tak nie chce. Ja na to super. Ja też tego nie chcę. Myślałem o tym samym. Ale...
Zaczęła mówić, że to trochę dziwne, że nie miała przede mną innego faceta i że ja pewnie też chciałbym spróbować jak to jest być z kimś innym. Trochę mnie zatkało. Ale ok. Co dalej?
Powiedziała, że mnie kocha, ale poznała na szkoleniu jednego gościa. Do niczego między nimi nie doszło ale jej się podoba. Jak to powiedziała: " jest spójny". O fuck pomyślałem. Wkurwiłem się strasznie. Powiedziała, że chciałaby do niego pojechać do warszawy na weekend. Jak tego nie zrobi to się nigdy nie przekona jak to jest. Ja ciągle z opadnięto szczęką siedziałem i słuchałem. Niech mnie ktoś kurde obudzi. Do jej wyjazdu zostało 2 tygodnie. Najgorsze dwa tygodnie z mojego życia. Ciągle mieszkaliśmy razem. Lubię to mieszkanie i nie zamierzałem się z niego wyprowadzać. Może to był błąd. Przez ten czas rozmawialiśmy szczerze. Wylaliśmy wszystkie żale. Ulżyło nam. Ona powiedziała, że możemy zostać przyjaciółmi bo mnie kocha i nie chce minie stracić
Dobre ![]()
Jak zobaczyłem gościa do którego miała jechać to trochę się załamałem. Wiem, że wygląd nie ma znaczenia, ale ten gościu był niższy od niej, gruby i w ogóle. Najbardziej mnie denerwowało to, że ona coś do niego czuje. To nie tylko pociąg.
Z czasem, chciałem żeby się to już skończyło i sam ją zachęcałem, żeby jechała. Chciałem mieć jasną sytuację. Pojechała....
Akurat ten weekend pracowałem. Moja wyobraźnia nigdy tak intensywnie nie pracowała jak przez te dwie noce. Nie mogłem się skupić na pracy. Wracając samochodem do domu chciałem wjechać w barierki na autostradzie. Głupie...
Z jednej strony doceniam to, że mi o wszystkim powiedziała. Chociaż tyle.
Wróciła.... takiej bladej nigdy jej nie widziałem. Nie mogłem na nią patrzeć ale ją przytuliłem na powitanie. Nie wiem czemu. Byłem taki zły, że podpaliłbym wszystko samym wzrokiem. Potem, przez parę godzin się nie widzieliśmy. Następnego dnia przyszła i mnie przeprosiła. Powiedziała, że zrozumiała, że źle zrobiła, bardzo mnie skrzywdziła i że zrobi wszystko żebyśmy byli razem. Ja na nią popatrzyłem i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Zapytałem się czy z nim spała. Chociaż to chyba było oczywiste. Ale chciałem to usłyszeć. Powiedziała, że tak. Zapytałem się ile razy. Twierdziła, że to ją strasznie krępowało i było dziwne. Odpowiedziała że spali dwa razy. Małe to ma znaczenie ile, ale chciałem się przekonać. Bo skoro za pierwszym razem było jej nie dobrze, to po co z nim później spała. Wiem jestem naiwny. W ogóle to już wtedy te moje pytania wydawały mi się śmieszne. Pytałem o coś o czym dobrze wiedziałem
ale chciałem to usłyszeć. Następnym pytaniem było, czy używała gumki, a ona tak. Pomimo że brała wcześniej tabletki. Ok. W to mogłem uwierzyć. Choć nic to nie zmienia. W końcu zapytałem czy robiła mu loda
powiedziała że nie. I tu wdarła się nie ścisłość mojego pytania. Mówiąc loda nie miałem na myśli tego że połykała, ale czy w ogóle go całowała. Powiedziała że całowała....
No i co dalej... nie mogłem na nią spojrzeć. Nie gadaliśmy. Ciągle mieszkaliśmy razem. Bardzo mnie to męczyło. W końcu zaczęliśmy rozmawiać. Dużo. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Ona upiera się przy swoim, że bardzo mnie skrzywdziła, ale chce być ze mną i zrobi wszystko żebyśmy byli razem. Patrzę na to przez palce. Ale w końcu ją kochałem i chyba kocham. Chyba. Powiedziałem jej, że nie będę jej kontrolował. Ma wolną rękę, a co z tym zrobi to zależy od niej. Jednak po cichu sprawdzałem jej telefon. Nic nie znalazłem. Mówiła jeszcze jedno, że nie chcę zrywać kontaktu z tym gościem. Ale czysto koleżeńskiego. Znowu się wkurwiłem. Ale obiecałem sobie że się upewnię. Mówiła mi o wszystkim. Powiedziała, że ten gościu będzie w mieście i chcę się z nim spotkać i wszystko wyjaśnić. Że to był błąd i w ogóle. Takie brednie. Byłem cierpliwy i starałem się....
Pojechałem za nią
Głupie i żałosne. Wiem. Siedziałem dwie godziny przed restauracją w której byli. Gadali. Poczekałem, aż wyjdą. Pożegnali się normalnie i nic. Trochę byłem zawiedziony. Ale wiem, że była ze mną szczera.
Od tego czasu minął miesiąc. Mieszkamy razem. Rozmawiamy. Ja oczywiście po cichu podglądam jej telefon i komputer. Nic szczególnego nie znalazłem. Dużo się między nami zmieniło na lepsze. Właściwie to wszystko. Ale moim problemem jest to, że nie potrafię o tym zapomnieć....
Czasem leże koło niej i to wszystko wraca. Nakręca się moja agresja.
Ona czasem pyta, czy ja nie chciałbym spróbować jak to jest z kimś inny. A ja szczerze odpowiadam, że nie... nie tego szukałem.
Napisałem to bo chyba chciałem się wygadać. Nie mogłem o tym opowiedzieć przyjacielowi, bo się tego wstydzę. Z jednej strony tego co się stało a z drugiej, moje zachowania po wszystkim. Że pozwoliłem jej wrócić. Choć w głębi duszy tego nie chciałem.
Chora sytuacja. Właśnie dzisiaj znowu cały dzień o tym myślałem. Ona to widzi. Też jest jej smutno. Przeprasza mnie. Wiem, że mówi to szczerze. Akurat zawsze jest szczera. Ale jak sobie to wyobrażam, to mam ochotę wyjść i walnąć za sobą drzwiami....
Może kiedyś jej wybaczę. Nie wiem tylko czy warto. Teraz jest między nami dobrze. Nie wiem jak długo. Nie chcę znowu przeżywać czegoś takiego. Chyba wolałbym być sam....