Witam, wiem, ze decyzje powinnam podajac sama,ale ten kto zna temat,wie, ze nie jest to latwe. jestem z partnerem od 4lat. bylam w nim zakochana, az tak,ze wybaczylam mu, lecz nie zapomnialam o jego zdradach. mamy po 26lat, on nie pracuje, wiecznie narzeka na zdrowie, wciaz mowi,ze bedzie dobrze, ze sie wezmie za prace,za studia. w lipcu zeszlego roku rozeszlismy sie. draznil mnie, nie czulam potrzeby by uprawiac z nim milosc, jednak po krotkim czasie wrocilismy do siebie. i nie jest latwo! duzo rozmawiamy, lecz nic z tego nie wynika, przestaje w nim widziec mezczyzne,a zaczynam dostrzegac bezradnego marude, ktoremu ciezko wyfrunac spod skrzydel mamy. zaczynam myslec jak moze wygladac (lecz nie musi) moja przyszlosc z takim mezczyzna. boje sie ,ze nie zapewni mi bezpieczenstwa. jak moge zalozyc rodzine z takim czlowiekiem? byl okres, gdy nie zwracalam uwagi na to wszystko, i mimo tego chcialam wziac z nim slub, miec dzieci, zamieszkac razem,ale teraz... wciaz sie zastanawiam. on wie dobrze o tym co ja mysle. ja sama nie umiem odp.sobie na pyt.czy nadal go kocham, czy to moze tylko przyzwyczajenie. samotnosci sie nie boje, jestem os.energiczna, lubie pracowac, lubie czasem "poszalec", lecz musze robic to sama, bo moj partner wciaz powatrza,ze nie ma pieniedzy by ze mna wychodzic, itd. ... nie che go krzywdzic, ale musze myslec o sobie, o swoich potrzebach, o swoich zainteresowaniach, o swojej przyszlosci! prosze Was o rade. czy moze warto ratowac zwiazek , tylko trzeba na to troche czasu i poswiecen...
Podobne tematy
2 2010-04-12 15:29:42 Ostatnio edytowany przez november (2010-04-12 15:31:13)
Powiem Ci, że masz absolutną rację, mając takie wątpliwości. Osobiście nazywam to po prostu ambicją. Jeśli facetowi jej brak, to siedzi na kanapie przed tv. i obrasta tłuszczem. Bez pracy, bez kasy, bez perspektyw i chęci by to zmienić. Bo trzeba próbować, ale jak mówisz, jego "próby" kończą się na gadaniu. Na Twoim miejscu rozważyła bym dokładnie czy jest sens z nim być (oczywiście jeśli jesteś w stanie to "przekalkulować" mimo uczuć - co do których sama także nie jesteś pewna), bo to jest potencjalny kandydat, na zgorzkniałego człowieka. Miałam taki związek - podziękowałam, nie żałuję.
Masz prawo oczekiwać, że facet z którym jesteś zacznie myśleć o przyszłości. To z resztą jest przecież wskaźnik jakiejś dojrzałości...
Myslec o przyszlosci to on mysli,ale nie podejmuje zadnych dzialan:/ Nie wydaje mi sie,ze jestem partnerka zbyt wymagajaca ,bo uwazam,ze gdy sie kogos kocha, pragnie z nim byc, to powinno sie dazyc do szczescia razem. Tylko wlasciwie juz nie w tym problem. Tylko w tym,ze... ja o dziwo w tym wypadku nie jestem w stanie podjac decyzji. Byc,cz z nim nie byc? Kocham go,czy nie? Pociaga mnie, czy nie? Mowi prawde,czy nie mowi? I sto pytan w glowie mi siedzi , na ktore nie znam odpowiedzi
.
Nie jestem materialistka, ale ten facet nieczego mi nie zapewnia. Bawi sie w ksiecia, do ktorego mu daleko! Nie wychodzimy nigdzie(no chyba,ze na spacer do lasu,co bywa czsem przyjemne), nie jezdzimy nigdzie, niczego razem nie mozna planowac. Robiac to sama, uciekam do paczki znajomych, za ktorymi on nie przepada. Eh,moglabym tu pisac i pisac... Ja tez mam oczywiscie wady i jestem uciazliwa, ale mam chec do zycia i mobilizacje,a jemu nie wiem czego brakuje... pewnosci i wiary w siebie?!
Wg mnie sprawa wygląda jasno. Facet nie ma ambicji, zainteresowań, jest marudą, maminsynkiem. Czy myślisz, że nagle się zmieni? Czy uważasz, że po ślubie będzie lepiej? Z tego co mówisz, jesteś kompletnie inna niż Twój partner, nie tylko z charakteru, lecz także ze względu na plany, zainteresowania, życie. Zastanów się, czy to rzeczywiście nie jest przyzwyczajenie? Czy jemu nie jest wygodnie tak jak jest? Czy nie lepiej będzie uwolnić się i zacząć życie po swojemu, bo i tak - tak wywnioskowałam z Twojej wypowiedzi - wiele rzeczy robisz sama, jesteś niezależna i nie potrzebujesz jego wsparcia gdyż jesteś silną kobietą. Być może wiele razem przeszliście, macie wiele wspólnych wspomnień, ale macie już swoje lata (nie to że jesteście starzy, ale w tym wieku, człowiek jest mniej więcej nakierowany na to, co chce w życiu robić) i powinniście planować wspólną przyszłość, mieć ułożone życie - praca, chęci, studia, mieszkanko? No nie wiem - to jest naturalnie Twoje życie i Twoja decyzja, nie mniej jednak, jak sama zauważyłaś TWOJE życie a Jego różni się diametralnie.
Jesteś osobą energiczną ,towarzyską, nie musisz bać się samotności. Myślę że jesteś w stanie poradzić sobie po takim rozstaniu. Z Twojego postu wyczuwam, że jesteś już bardziej na NIE dla tego związku. Nie męcz się. Trzymam kciuki ![]()
Ja bym się bała przyszłości z takim mężczyzną. Sądzę, że po ślubie poczułby się jeszcze pewniejszy i nic by nie robił. A odnośnie Twoich wątpliwości powiem krótko- jeśli one w ogóle są, jeśli zastanawiasz się czy kochasz... to nie kochasz... to przyzwyczajenie. Ja bym się wycofała...
Dokładnie, zgadzam się z powyższymi postami. Mówisz, że on myśli o przyszłości, ale tak jak mówiłam - skoro nic nie robi to sory;D samo myślenie nic nie zdziała niestety. A po ślubie to faktycznie wszystko będzie miał jeszcze głębiej w d. Jak powiedziała zakochana__85 jak nie jesteś pewna swoich uczuć, to już samo mówi, że "raczej nie". Przemyśl to. Jesteście ze sobą x czasu, ale po kilku latach możesz wybuchnąć. Może wtedy facet się zmobilizuje. Owszem - prawdziwe uczucie to bycie ze sobą nawet, kiedy jest gorzej. Ale mowa raczej o przeciwnościach losu, a nie o totalnym braku ambicji.
eh,dziewczyny, ale to jest chora sytuacja! nie wiem jak z niej wybrnac... wciaz sobie mysle,a moze warto dac chlopakowi szanse, ale z drugiej str.??!!? wiem,ze w zwiazku zawsze beda upadki,ciezkie chwile i nie zawsze trzeba sie z niego wycofywac, lecz czasem trzeba sie wspierac.
;(
najbardziej wkurza mnie to,ze on ode mnie wrecz wymaga podjecia decyzji(w sumie to sie mu nie dziwie) ,ale dlaczego kiedy byly zle momenty w naszym zyciu,chwile, w ktorych zapominal o mnie i spedzal czas w lozku z innymi, chwile kiedy wyjechal za granice i przez pol roku byl egoistycznym sukins... nie myslal,ze zle robi? a ja, od kilku miesiecy staram sie zrozumiec siebie, to co czuje,to co planuje i z Kim chce to robic, to on mi zarzuca brak zdecydowania? nie wiem o co w tym wszystkim juz chodzi... ![]()
Kiedy ja gonilam za zdobyciem jego milosci, on uciekal, teraz czuje jakby bylo odwarotnie!
A co? Nie dawałaś mu już szans? Najważniejsze to realizować siebie, swoje pragnienia, swoje plany i pasje. Kompromis ok ale tylko wtedy gdy obie strony dają od siebie mniej więcej po równo i pozwalają sobie na realizację swoich pragnień. Inaczej ktoś będzie nieszczęśliwy. Jeśli on się nie zmienia już od pewnego czasu to chyba czas pomyśleć o rozstaniu, ale na dobre.
Witam podzielam zdanie Don Pedro..po co sie pakowac w zwiazek jesli juz w tej chwili,masz watpliwosci
A od siebie powiem ,szkoda czasu...co to za facet..ofiara losu ,a ty sie zmarnujesz ze swoja energia..
Zakoncz to...w miare szybko a poczujesz ulge..Powodzenia