Witam. Mój partner ma córkę z pierwszego małżeństwa, ma 8 lat. Jak zaczynaliśmy spotykać się 3,5 roku temu zaakceptowałam dziecko i nawet chciałam zostać matką dla niej. Niestety córka jest tak nastawiona na mnie przez matkę, że ja jestem obrażana, wyśmiewana na każdym kroku przez ośmiolatkę. Jej matka niestety też nie szczędzi słów co do mnie. Przez 3,5 roku dostaliśmy kilka tysięcy przykrych smsów w moją stronę. Niestety partner nigdy nie wstawił się za mną. A wręcz przeciwnie mówi, że to jest wszystko moja wina, że znęcam się i pastwie się nad jego bezbronnym dzieckiem. Dodatkowo jego była żona jest alkoholiczką i zaniedbuje dziecko (kultura osobista, higiena, szacunek do dorosłych). Mój partner biernie patrzy na braki dziecka to akceptuje np. nie mówienie dzień dobry, nie spuszczanie wody w toalecie, wyzywanie nas od wulgaryzm, wulgaryzm. Ja ze swojej strony niejednokrotnie próbowałam ją nauczyć czegoś , ale tylko wyżywał się na mnie, że jej nie akceptuje, tylko wytykam jej błędy. Mimo, że planowaliśmy założyć własną rodzinę, wziąć ślub, boje się, że tak będzie już zawsze. Nie chce cierpieć przez jego żonę i dziecko, żeby on wyżywał się na mnie za to, że się bronie przed nimi. Nie wiem co robić w takiej sytuacji. Partner ma żal o wszystko bo "wzięłam go z dzieckiem" więc to powinnam zaakceptować bo on nie może być z kimś kto nie akceptuje jego rodziny. Najgorsze jest to, że jak nie ma jego córki to życie układa się idealnie, jest ze mną szczęśliwy. Kiedy tylko ona się pojawia moje życie w tym domu się kończy. Wszystko co robię, robię źle znęcam się nad bezbronnym dzieckiem, mimo iż to ona mnie obraża. Proszę o pomoc co robić dalej.
1 2018-09-16 12:22:38 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-09-16 12:46:18)
Podobne tematy
Kopnij w d...ę to wątpliwej jakości towarzystwo i poszukaj kogoś z kim stworzysz relację na zdrowych zasadach. Ponad 3 lata razem...ślepy by zauważył, że tu nic nie zostanie poprowadzone na właściwe tory.
Chciałaś zostać matką dziecka, które już ma matkę? A czy Ty w analogicznej sytuacji chciałabyś, aby obca kobieta matkowała Twojemu dziecku? Młoda ma oboje rodziców i to oni powinni ją wychowywać, jeśli matka ją zaniedbuje, to ma przecież ojca i on ma obowiązek zająć się córką.
To, że on stawia córkę na pierwszym miejscu to akurat mu się chwali. Ale ja osobiście nie potrafilabym wiązać przyszłości z takim mężczyzną. Trzeba mieć i twardy charakter i tyłek i anielską cierpliwość.
Mój partner chciał zabrać prawa byłej żonie i żebyśmy zamieszkali we trójkę. Wtedy miałam zastąpić jej matkę. Ale on nigdy nie podjął tematu. Zawsze tylko był bierny. Zresztą dziecko mówi do matki partnera tato od jakiś dwóch lat i tamten tata jest najważniejszy. Przez co też mój partner też się na mnie na to wyżywa (bo byłej żony się boi), ponieważ jest już tylko ojcem na drugim planie. Niby o nią walczy, ale tylko pretensjonalnie do mnie. Widzą się z córką 2 dni w miesiącu. I nie może jej nic powiedzieć. Bo jak ona wraca do matki to mówi, że tata krzyczy, katuję ją i obraża mamę. Za co też ma później do mnie pretensje, że to przeze mnie.
Twoim problemem nie jest dziecko faceta, tylko sam Twój facet. Wyżywa się na Tobie za swoje niepowodzenia, to nie jest normalne. Przejżyj na oczy: facet jest cudowny....ale.....- jeżeli pojawia się ale tzn że nie jest cudowny
6 2018-09-16 14:36:34 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-09-16 14:52:48)
Witam. Mój partner ma córkę z pierwszego małżeństwa, ma 8 lat. Jak zaczynaliśmy spotykać się 3,5 roku temu zaakceptowałam dziecko i nawet chciałam zostać matką dla niej. Niestety córka jest tak nastawiona na mnie przez matkę, że ja jestem obrażana, wyśmiewana na każdym kroku przez ośmiolatkę. Jej matka niestety też nie szczędzi słów co do mnie. Przez 3,5 roku dostaliśmy kilka tysięcy przykrych smsów w moją stronę. Niestety partner nigdy nie wstawił się za mną. A wręcz przeciwnie mówi, że to jest wszystko moja wina, że znęcam się i pastwie się nad jego bezbronnym dzieckiem. Dodatkowo jego była żona jest alkoholiczką i zaniedbuje dziecko (kultura osobista, higiena, szacunek do dorosłych). Mój partner biernie patrzy na braki dziecka to akceptuje np. nie mówienie dzień dobry, nie spuszczanie wody w toalecie, wyzywanie nas od wulgaryzm, wulgaryzm. Ja ze swojej strony niejednokrotnie próbowałam ją nauczyć czegoś , ale tylko wyżywał się na mnie, że jej nie akceptuje, tylko wytykam jej błędy. Mimo, że planowaliśmy założyć własną rodzinę, wziąć ślub, boje się, że tak będzie już zawsze. Nie chce cierpieć przez jego żonę i dziecko, żeby on wyżywał się na mnie za to, że się bronie przed nimi. Nie wiem co robić w takiej sytuacji. Partner ma żal o wszystko bo "wzięłam go z dzieckiem" więc to powinnam zaakceptować bo on nie może być z kimś kto nie akceptuje jego rodziny. Najgorsze jest to, że jak nie ma jego córki to życie układa się idealnie, jest ze mną szczęśliwy. Kiedy tylko ona się pojawia moje życie w tym domu się kończy. Wszystko co robię, robię źle znęcam się nad bezbronnym dzieckiem, mimo iż to ona mnie obraża. Proszę o pomoc co robić dalej.
Nie masz jakiś sposobów "biernej persfazji"? Ta dziewczynka nie oczekuje od ciebie niczego? Nigdy cię o nic nie poprosiła/zażądała? Nie chciała zabawki? Jakiegoś ciucha? Pójścia z nią na plac zabaw czy na karuzelę? Co w ogóle o niej wiesz, oprocz tego, że jest niewychowana i nie spłukuje wody w toalecie? Dziecko 8 letnie ma jakieś swoje potrzeby, postaraj się je okreslić, bo nie sądzę by matka była zainteresowana ich zaspakajaniem. Spróbuj w ten deseń, zwyczajnie pokazać jej, że możesz jej coś dać, ale nie za nic. Wiem, ze to mało wychowawcze, ale do takich nieco dzikich dzieci, rozwydrzonych i puszczonych samopas, są jakieś drogi dojścia, czasem nieco niepedagogiczne, ale czort z konwenansami.
Twojemu facetowi też potrzebna jest jakaś nauczka. Może na czas pobytu tej małej u was, ty zwyczajnie wyjedź sama gdzieś odpocząć? Zostaw go z tym diablątkiem samego?
Szanuj się, to i inni będa cię szanować.
Spróbuj zawalczyć o swoją pozycję w tym domu, zanim rzucisz to wszystko w diabły. Daj sobie i swojemu facetowi szansę, jesli wszystko układa się między wami dobrze, a tylko była żona i dziecko stanowi problem. Nie rób od razu rewolucji, ale małymi kroczkami naucz sie mówić "nie" i bądź konsekwentna. Ustal zasady, np. jedno obrażliwe słowo tej malej wobec ciebie i nie ma deseru, kina, lodów nie wiem tam czego, bo zupełnie nie mam pojecia jak żyjecie i jak wygląda wasz dzień. Od poczatku pozwoliłaś na za duzo wobec siebie i teraz zbierasz żniwo.
Stała wspólpraca z dobrym, sprawdzonym psychologiem też nie zaszkodzi. Partner nie musi o tym wiedziec, przynajmniej nie od razu. Jednak na twoim miejscu namówiłabym go w końcu na wizytę w poradni, bo jemu jest ona potrzebna chyba najbardziej.
Jeśli wyczerpiesz wszystkie możliwości i nic to nie da, to zwyczajnie zostaw to wszystko i poszukaj normalnego faceta i normalnego związku. Czasem lepiej nie walczyć z wiatrakami, szkoda życia.
Mój partner chciał zabrać prawa byłej żonie i żebyśmy zamieszkali we trójkę. Wtedy miałam zastąpić jej matkę. Ale on nigdy nie podjął tematu. Zawsze tylko był bierny. Zresztą dziecko mówi do matki partnera tato od jakiś dwóch lat i tamten tata jest najważniejszy. Przez co też mój partner też się na mnie na to wyżywa (bo byłej żony się boi), ponieważ jest już tylko ojcem na drugim planie. Niby o nią walczy, ale tylko pretensjonalnie do mnie. Widzą się z córką 2 dni w miesiącu. I nie może jej nic powiedzieć. Bo jak ona wraca do matki to mówi, że tata krzyczy, katuję ją i obraża mamę. Za co też ma później do mnie pretensje, że to przeze mnie.
A dlaczego twój partner się boi byłej żony? Alkoholiczki, nie potrafiacej wychować dziecka? Kilka tysięcy jej sms-ów zgłoszonych gdzie trzeba i mozna jej dołozyć paragraf "stalking" np.
Rozmawiasz z partnerem o tym? Czy ty z kolei boisz się jego?
Próbowałam już chyba wszystkiego. Ja nie mogę o niej decydować, robi to tylko mój partner. Kiedyś było tak, że przyjeżdżała tylko skorzystać. Czyli była grzeczna bo obiecaliśmy kino, czy basen. Ale po powrocie wracało wszystko do normy. Mówiła, że było okropnie i, że nas nienawidzi. Teraz jest tak, że na widzenia jeżdżą do dziadka dopóki jej nie wychowa i nie nauczy szacunku do mnie. Jednak się okazuje, że jeżdżą do dziadka, żeby chronić córkę przede mną.
Rozmawialiśmy wiele razy, obiecywał, że to ukróci, że pójdzie do sądu i to załatwi. Ale nigdy tego nie zrobił.
Próbowałam już chyba wszystkiego. Ja nie mogę o niej decydować, robi to tylko mój partner. Kiedyś było tak, że przyjeżdżała tylko skorzystać. Czyli była grzeczna bo obiecaliśmy kino, czy basen. Ale po powrocie wracało wszystko do normy. Mówiła, że było okropnie i, że nas nienawidzi. Teraz jest tak, że na widzenia jeżdżą do dziadka dopóki jej nie wychowa i nie nauczy szacunku do mnie. Jednak się okazuje, że jeżdżą do dziadka, żeby chronić córkę przede mną.
A kto tak twierdzi, twój partner? Z resztą, potrzebna ci ona w domu? Czy to nie najlepsze z możliwych wyjście?
A kto tak twierdzi, twój partner? Z resztą, potrzebna ci ona w domu? Czy to nie najlepsze z możliwych wyjście?
On twierdzi, że jej nienawidzę i że od początku chciałam się jej pozbyć, co jest nieprawdą. Mieliśmy założyć swoją rodzinę, ale ja się boje, że nie będę miała życia. Nie przeszkadzała mi dopóki nie zaczęła mnie obrażać i robić ze mnie głupszej niż ona (a ma dopiero 8 lat). Mój partner mi powtarza ciągle, że wzięłam go z dzieckiem, i że jeżdżą tylko dlatego do dziadka bo ja ją nienawidzę.
Współczuje dzieciakowi rodziców. Matka pijaczka, a ojciec ostatnia pipa... Gdyby tylko chciał sytuacja wyglądałaby inaczej.
13 2018-09-16 15:13:16 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-16 15:24:06)
On twierdzi, że jej nienawidzę i że od początku chciałam się jej pozbyć, co jest nieprawdą. Mieliśmy założyć swoją rodzinę, ale ja się boje, że nie będę miała życia.
A czy Twój partner posiada jakieś szczególne zalety, że tak kurczowo się go trzymasz i tylko dziecko jest problemem według Ciebie? Bo ja nie zauważyłam z Twojego opisu, żeby to jakiś boski gość był, ale może nie doczytałam?
Gość, który ma w nosie wychowanie własnego dziecka, widuje się z nim dwa dni w miesiącu, gość, który pozwala rzekomej (bo sorry, ale dowodów na to chyba nie masz, oprócz słów partnera) alkoholiczce "wychowywać" własne dziecko i nic z tym nie robi, gość, który pozwalać obrażać swoją partnerkę i który zresztą sam ją obraża, gość, który na partnerce się wyżywa (to Twoje słowa), gość, który nigdy nie stanął po stronie partnerki, a wprost przeciwnie, sam ją atakuje, gość, który tylko mówi i planuje, ale nic nie robi... co w nim jest takiego?
Najbardziej to w tej historii żal dziecka. Może i już zrobiło się wredne i nieprzyjemne, ale to nie jego wina, tylko rodziców. Oboje kompletnie niedojrzali.
14 2018-09-16 15:13:36 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-09-16 15:15:45)
A kto tak twierdzi, twój partner? Z resztą, potrzebna ci ona w domu? Czy to nie najlepsze z możliwych wyjście?
On twierdzi, że jej nienawidzę i że od początku chciałam się jej pozbyć, co jest nieprawdą. Mieliśmy założyć swoją rodzinę, ale ja się boje, że nie będę miała życia. Nie przeszkadzała mi dopóki nie zaczęła mnie obrażać i robić ze mnie głupszej niż ona (a ma dopiero 8 lat). Mój partner mi powtarza ciągle, że wzięłam go z dzieckiem, i że jeżdżą tylko dlatego do dziadka bo ja ją nienawidzę.
Lubić jej nie musisz i partner powinien to zakceptować, jesli on także był przedmiotem atakow małej (nienawidzę WAS). W koncu to jego córka, nie twoja. Nie masz żadnego obowiazku za nią przepadać, czy nawet czegokolwiek dla niej robić, jesli nie chcesz.
Daloby się go namówić na waszą wspólną wizytę w poradni psychologicznej? Choćny pod pretekstem próby zbudowania dobrych relacji z tym dzieckiem?
Tylko pytanie; Czy chcesz jeszcze walczyć o ten związek, widzisz jakąś szansę, czy partner swoim zachowaniem wobec ciebie skutecznie zniszczył twoje zaufanie do niego? Bo ja np. nie ufałabym komuś, kto uważa mnie za wroga.
Właśnie tak się dzieje kiedy tylko pojawia się temat jego dziecka. Zazwyczaj po widzeniach. Jeżeli by pominąć wszystko co dotyczy jego poprzedniej rodziny to naprawdę jest osobą, którą warto było pokochać. Wszyscy z naszego otoczenia mówią, że trafiłam świetnie (nie znają jego rodziny). Planowaliśmy ślub, kupno mieszkania i nawet dziecko. Tylko po raz kolejny wszystko się rozsypało przez jego rodzinę. On twierdzi, że nie może być z osobą, która nie akceptuje jego dziecka.
Tylko pytanie; Czy chcesz jeszcze walczyć o ten związek, widzisz jakąś szansę, czy partner swoim zachowaniem wobec ciebie skutecznie zniszczył twoje zaufanie do niego? Bo ja np. nie ufałabym komuś, kto uważa mnie za wroga.
Zrobiłabym wszystko, żeby to odbudować i znów mu zaufać. Też nie chce być jego wrogiem, a wiem że jestem. Chce walczyć, dlatego prosiłam o poradę bo sama już nie wiem co robić.
17 2018-09-16 15:35:30 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-09-16 15:42:13)
Właśnie tak się dzieje kiedy tylko pojawia się temat jego dziecka. Zazwyczaj po widzeniach. Jeżeli by pominąć wszystko co dotyczy jego poprzedniej rodziny to naprawdę jest osobą, którą warto było pokochać. Wszyscy z naszego otoczenia mówią, że trafiłam świetnie (nie znają jego rodziny). Planowaliśmy ślub, kupno mieszkania i nawet dziecko. Tylko po raz kolejny wszystko się rozsypało przez jego rodzinę. On twierdzi, że nie może być z osobą, która nie akceptuje jego dziecka.
Oj, chyba problem jest nieco głębszy.. Nie umiecie sie dogadać, nie rozumiecie się, nie potraficie się w siebie nawzajem wsłuchać i akceptować. To dziecko, to w tym wypadku tylko papierek lakmusowy dla tego związku, który przy pierwszej trudnej sprawie, z jaką się jako para zderzyliście zabarwił się na czerwono.
Życie składa się z naprawdę wielu takich trudnych spraw....
Zajrzyj do dziewczyn w tym wątku: https://www.netkobiety.pl/t18720.html
Bierny, nieumiejący rozdzielić pewnych kwestii mężczyzna, zawsze zła macocha
, dziecko które jest kartą przetargową, umiejące wykorzystywać tę sytuację nie jest niczym nowym. Podobne sytuacje, jak i ich próby rozwiązania (niektóre udane, inne mniej) znajdziesz w podanym wątku.
Dziecko ma 8 lat, wy zaczęliście się spotykac 3,5 roku temu, kiedy dziecko miało 4,5 roku.
Od jak dawna partner nie jest mężem i jaki był powód rozwodu ?
Od prawie 5 lat jest po rozwodzie. Problemem był alkohol od strony matki.
To nie dziecko jest problemem, tylko nieodpowiedzialny i bierny tatuś.
Ja bym na Twoim miejscu przestała mu ślepo ufać i ewakuowała się z tej toksycznej relacji.
Facet ma 100% racji. Od samego początku wiedziałaś jaki jest i jaka jest jego corka i eks.
Albo to akceptujesz albo zostawiasz. Ty jednak usilnie próbujesz zmienić jego i wychować jego corke, która już dwójkę rodziców ma.
Facet ma 100% racji. Od samego początku wiedziałaś jaki jest i jaka jest jego corka i eks.
Albo to akceptujesz albo zostawiasz. Ty jednak usilnie próbujesz zmienić jego i wychować jego corke, która już dwójkę rodziców ma.
jesli byłoby tak od początku to bym w to nie poszła. Przez pierwszy rok byłam szacowana i ceniona. Nie wiązałam sie przecież z byłą żoną. Skąd mogłam wiedzieć, ze usilnie będą chciały mnie zniszczyć. Manipulujac przy tym ojcem, czy byłym mężem. Wszystko wyszło w trakcie. Nikogo nie chce zmieniać. To ze oczekuje szacunku to chyba nie jest nic złego. Mojego partnera znałam jeszcze 5 lat wcześniej jako kolegę z pracy i nigdy nawet bym nie przypuszczala ze moze sie taki okazać. Córki nie wychowuje bo nie jestem jej opiekunem. To ze chciałam jej pokazać trochę kultury czy higieny bo rodzice to olali to chyba nie znaczy ze jestem jakimś potworem.
Skąd mogłam wiedzieć, ze usilnie będą chciały mnie zniszczyć. Manipulujac przy tym ojcem, czy byłym mężem.
Dlaczego tak upierasz się przy byciu w związku z człowiekiem, który tak łatwo daje sobą manipulować?
Zraniona2441 napisał/a:Skąd mogłam wiedzieć, ze usilnie będą chciały mnie zniszczyć. Manipulujac przy tym ojcem, czy byłym mężem.
Dlaczego tak upierasz się przy byciu w związku z człowiekiem, który tak łatwo daje sobą manipulować?
Zależy mi na nim. I wiem ze jemu też. Budujemy piękny związek miesiacami. Ale temat jego rodziny niszczy wszystko. Ja nie jestem w stanie zaakceptować kiedy dziecko mnie obraza. A on nie jest w stanie być ze mną kiedy ja nie akceptuje jego dziecka.
26 2018-09-16 23:25:58 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-16 23:33:25)
Zależy mi na nim. I wiem ze jemu też. Budujemy piękny związek miesiacami. Ale temat jego rodziny niszczy wszystko. Ja nie jestem w stanie zaakceptować kiedy dziecko mnie obraza. A on nie jest w stanie być ze mną kiedy ja nie akceptuje jego dziecka.
Nie uważasz, że on też nie powinien akceptować sytuacji, kiedy jego dziecko kogoś obraża?
Wypadałoby rozróżnić - nie akceptujesz dziecka jako osoby i nie akceptujesz pewnych zachowań. Twój partner tego nie potrafi. I dodatkowo sam - w jego mniemaniu akceptując dziecko - akceptuje jego wszystkie zachowania... To jest albo oznaką niedojrzałości, albo tzw. tumiwisizmu, w sensie, na kogo wyrośnie moje dziecko... A może to chęć powalczenia z byłą żoną, kto lepszy - tego nie wiem. W każdym razie nie jest to ani odpowiedzialne, ani dobre dla dziecka. Dodatkowo - nie szanując Ciebie jako partnerki, nie starając się w jakikolwiek sposób wpłynąć na Wasze relacje, a nawet - moim zdaniem - je pogarszając, potwierdza u dziecka, że ono też nie musi nikogo szanować...
Ja jak najbardziej rozumiem, że dziecko jest dla niego ważne. Tylko mam wrażenie, że w niewłaściwy sposób.
Pomyśl, czy naprawdę chciałabyś z kimś takim zakładać rodzinę?
Nie uważasz, że on też nie powinien akceptować sytuacji, kiedy jego dziecko kogoś obraża?
I tu sie zaczyna problem. Bo początkowo jest tak ze mnie popiera i mowi ze to załatwi. Ale tego nie robi. Jeżeli za jakiś czas o to zapytam to juz jest kłótnia ze uwzielam sie na bezbronne dziecko. A tej sytuacji co mowie to nie bylo. Bo przecież zna swoje dziecko i na pewno by sie tak nie odezwała do mnie. A ja tak mowie bo ja nienawidzę. I tak jest za każdym razem.
28 2018-09-16 23:34:46 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-16 23:36:20)
Nie uważasz, że on też nie powinien akceptować sytuacji, kiedy jego dziecko kogoś obraża?
I tu sie zaczyna problem. Bo początkowo jest tak ze mnie popiera i mowi ze to załatwi. Ale tego nie robi. Jeżeli za jakiś czas o to zapytam to juz jest kłótnia ze uwzielam sie na bezbronne dziecko. A tej sytuacji co mowie to nie bylo. Bo przecież zna swoje dziecko i na pewno by sie tak nie odezwała do mnie. A ja tak mowie bo ja nienawidzę. I tak jest za każdym razem.
Nie uważasz, że Twój partner nie szanuje Ciebie i Twojego zdania? I na dodatek Ci nie wierzy?
Nie uważasz, że Twój partner nie szanuje Ciebie i Twojego zdania? I na dodatek Ci nie wierzy?
Wiem. Widzę to. Ale nie wiem jak to zmienić. Kolega wyżej napisał ze to moja wina bo wzięłam go takiego i chce go zmienić. I ze sama jestem sobie winna. Ale czy to naprawdę jest moja wina. Ze wszyscy sa przeciwko mnie.
30 2018-09-16 23:41:10 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-16 23:42:21)
Nie uważasz, że Twój partner nie szanuje Ciebie i Twojego zdania? I na dodatek Ci nie wierzy?
Wiem. Widzę to. Ale nie wiem jak to zmienić. Kolega wyżej napisał ze to moja wina bo wzięłam go takiego i chce go zmienić. I ze sama jestem sobie winna. Ale czy to naprawdę jest moja wina. Ze wszyscy sa przeciwko mnie.
Nie rozpatrywałabym tego w kategorii winy. Ale nie zmienisz drugiego człowieka. Możesz zmienić wyłącznie siebie. Albo akceptujesz to, że on Cię nie szanuje - albo zaczynasz szanować sama siebie.
Nie rozpatrywałabym tego w kategorii winy. Ale nie zmienisz drugiego człowieka.
Ale to ze oczekuje szacunku od niego i jego dziecka to znaczy ze chce ich zmieniać?
Nie rozpatrywałabym tego w kategorii winy. Ale nie zmienisz drugiego człowieka.
Ale to ze oczekuje szacunku od niego i jego dziecka to znaczy ze chce ich zmieniać?
Ale oni nie chcą Ci tego szacunku dać, zauważyłaś?
Ale oni nie chcą Ci tego szacunku dać, zauważyłaś?
Zauważyłam. Tylko po co ze mną był tyle czasu? Po co te plany. Slub, rodzina. Nic nie rozumiem. Chyba czas sie pozbierać i to zakończyć.
Ale oni nie chcą Ci tego szacunku dać, zauważyłaś?
Zauważyłam. Tylko po co ze mną był tyle czasu? Po co te plany. Slub, rodzina. Nic nie rozumiem. Chyba czas sie pozbierać i to zakończyć.
Tak, chyba czas.
Po co był z Tobą? Nie mam pojęcia. Może dla seksu, może mu prałaś dobrze skarpetki? Ale raczej nie z miłości, chyba że źle pojmowanej, jak i miłość do dziecka... sorry, może to okrutne, ale tak to dla mnie wygląda.
Po co był z Tobą? Nie mam pojęcia. Może dla seksu, może mu prałaś dobrze skarpetki? Ale raczej nie z miłości, chyba że źle pojmowanej, jak i miłość do dziecka... sorry, może to okrutne, ale tak to dla mnie wygląda.
dziekuje za obiektywną ocenę. Teraz widzę ze nie ma o co walczyć.
8-latka chce Cię zniszczyć? Bez przesady.
Facet jest widocznie wspoluzalezniony. Był z alkoholiczka. Rozwiodł się z nią , z nią zostala córka - może gdzies tam w zakamarkach jego zwojow mózgowych kołacze się poczucie winy, za rozwód , za dziecko źle wychowywane , za to że do innego faceta mówi "tato", a te kilka lat życia z osoba z problemami alkoholowymi wykształciły w nim odruch wspóluzależnienia - zatraty poczucia normalności , nadopiekuńczość itd.
Taki bądź podobny koktajl odczuć , zaburzeń postrzegania rzeczywistości buzuje w nim.
Facet potrzebuje coachingu, terapii, przewodnika duchowego cokolwie, kogokolwiek z nich.
Natomiast partnerka nie jest i nie powinna być żadnym z nich.