Witajcie! Mam 27 lat, moja siostra jest straszą ode mnie o 9 lat -36lat. Mamy jeszcze brata, ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Matka z ojcem są po rozwodzie już ponad 30 lat, on również się z nami nie kontaktuje, ma nową rodzinę. My cała rodzina też o to nie zabiegamy.
Ale taka jest też nasza matka. Sama nie szuka z nami kontaktu. Nie interesują jej nasze problemy, nigdy jej o niczym nie opowiadałam. A jeśli już się coś takiego zdarzyło, zwykle nie wierzyła, bądź twierdziła że to moja wina.
Zawsze miałam za to przy sobie siostrę. Z nią wyjechałam gdy szłam na studia zaoczne. Z nią mieszkałam w pokoju. Uczestniczyła w większości moich związków, każdy facet z którym się spotkałam wg niej był idiota.
Zwykle szybko kończyłam zwiazki, zawsze zwierzalam sie jej i słyszałam, że ten i ten to debil.
Wiem, że chciała dobrze. Ale rok temu poznałam faceta, nie układało się nam, zwierzalam sie jej, a pozniej naladowana negatywna energia wracałam do chłopaka i jeszcze bardziej się z nim kłócilam. Tak też miesiąc temu rozpadł mi się kolejny związek. Klotni było tak dużo, że sama nie miałam na to siły, gdy raz zerwalismy A później się pogodzilismy byla na mnie wściekła. Później zerwalismy na dobre.
Obie wynajelysmy mieszkanie, zamieszkalismy razem. I mam wrażenie, że ona zaczęła mi dogryzac. Ona jest sama, należy raczej do zamkniętych w sobie ludzi. Nie ma znajomych.
I zastanawiam się czy nie zdrowiej byłoby dla nas, zamieszkać osobno. Zacząć osobne życie. Bądź co bądź, jej jedynej zwierzam się ze wszystkiego, nikomu więcej nie opowiadam, nie szukam porad zawsze u niej. Ona wie prawie o wszystkim. Od momentu gdy się wyprowadzilam od chlopaka, ona nie chce o nim słyszeć. Zmieniła swoje zachowanie.
Nie wiem czy nie lepiej dla nas rozdzielić się, pomieszkać, pobyć osobno.
Nie wiem, co myslec na pewno, alesądzę że chce dobrze. Ale jeszcze o żadnym moim chlopaku nie powiedziała nic dobrego. Zawsze się z nimi kłócilam. Teraz to samo. Zwiazek się ropadł. Ona go nie lubiła od początku, dużo się z nim kłócilam, zawsze jej mówiłam czym mnie zdenerwował, a teraz z perspektywy czasu widzę, że ona to podsycala. Więc kłócilam się z nim mocniej. On też nie był dla mnie najlepszy, sądziłam że ona chce mnie chronić. Mówiła nie raz, że on mnie nie kocha, nie lubi mnie nawet, że jest ze mna żeby mnie wykorzystać itp. Może miała rację, nie wiem. Ale po tych słowach jeszcze bardziej było mi przykro i bardziej się z nim kłócilam.
Ten związek nie należał do udanych. Mój były nie był partnerem dla mnie. Moze gdybym sie nie zwierzala, zreszta to juz nie istotne. Ale teraz mogę się zastanowić czy nie lepiej rozdzielić się z siostrą? Wyjechać może gdzieś i poszukać czegoś dla siebie?
1 2018-07-22 21:35:46 Ostatnio edytowany przez hutkanutka76778 (2018-07-22 22:59:32)
Podobne tematy
Witajcie! Mam 27 lat, moja siostra jest straszą ode mnie o 9 lat -36lat. Mamy jeszcze brata, ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Matka z ojcem są po rozwodzie już ponad 30 lat, on również się z nami nie kontaktuje, ma nową rodzinę. My cała rodzina też o to nie zabiegamy.
Ale taka jest też nasza matka. Sama nie szuka z nami kontaktu. Nie interesują jej nasze problemy, nigdy jej o niczym nie opowiadałam. A jeśli już się coś takiego zdarzyło, zwykle nie wierzyła, bądź twierdziła że to moja wina.
Zawsze miałam za to przy sobie siostrę. Z nią wyjechałam gdy szłam na studia zaoczne. Z nią mieszkałam w pokoju. Uczestniczyła w większości moich związków, każdy facet z którym się spotkałam wg niej był idiota.
Zwykle szybko kończyłam zwiazki, zawsze zwierzalam sie jej i słyszałam, że ten i ten to debil.
Wiem, że chciała dobrze. Ale rok temu poznałam faceta, nie układało się nam, zwierzalam sie jej, a pozniej naladowana negatywna energia wracałam do chłopaka i jeszcze bardziej się z nim kłócilam. Tak też miesiąc temu rozpadł mi się kolejny związek. Klotni było tak dużo, że sama nie miałam na to siły, gdy raz zerwalismy A później się pogodzilismy byla na mnie wściekła. Później zerwalismy na dobre.
Obie wynajelysmy mieszkanie, zamieszkalismy razem. I mam wrażenie, że ona zaczęła mi dogryzac. Ona jest sama, należy raczej do zamkniętych w sobie ludzi. Nie ma znajomych.
I zastanawiam się czy nie zdrowiej byłoby dla nas, zamieszkać osobno. Zacząć osobne życie. Bądź co bądź, jej jedynej zwierzam się ze wszystkiego, nikomu więcej nie opowiadam, nie szukam porad zawsze u niej. Ona wie prawie o wszystkim. Od momentu gdy się wyprowadzilam od chlopaka, ona nie chce o nim słyszeć. Zmieniła swoje zachowanie.
Nie wiem czy nie lepiej dla nas rozdzielić się, pomieszkać, pobyć osobno.
Nie wiem, co myslec na pewno, alesądzę że chce dobrze. Ale jeszcze o żadnym moim chlopaku nie powiedziała nic dobrego. Zawsze się z nimi kłócilam. Teraz to samo. Zwiazek się ropadł. Ona go nie lubiła od początku, dużo się z nim kłócilam, zawsze jej mówiłam czym mnie zdenerwował, a teraz z perspektywy czasu widzę, że ona to podsycala. Więc kłócilam się z nim mocniej. On też nie był dla mnie najlepszy, sądziłam że ona chce mnie chronić. Mówiła nie raz, że on mnie nie kocha, nie lubi mnie nawet, że jest ze mna żeby mnie wykorzystać itp. Może miała rację, nie wiem. Ale po tych słowach jeszcze bardziej było mi przykro i bardziej się z nim kłócilam.
Ten związek nie należał do udanych. Mój były nie był partnerem dla mnie. Moze gdybym sie nie zwierzala, zreszta to juz nie istotne. Ale teraz mogę się zastanowić czy nie lepiej rozdzielić się z siostrą? Wyjechać może gdzieś i poszukać czegoś dla siebie?
Sama się przekonałaś, że nie warto być aż tak otwartą, nawet jeśli to jest siostra. Warto czasami zachować niektóre tajemnice tylko dla siebie ,nie dzieląc się nimi z innymi, a Twoja siostra - niestety - ale wszystkie złe, negatywne cechy przejęła po Waszej mamie, jest dokładnie taka sama jak i ona. Dlatego też uważam, że już dawno powinnaś wyjechać daleko od niej i wreszcie zamieszkać sama , żyć własnym spokojnym niczym nie zmąconym życiem,nie jesteś małą dziewczynką abyś sobie nie dała rady, zobaczysz jak wtedy Twoje życie nabierze kolorów i będzie przyjemniejsze, spokojniejsze. Nie oglądaj się na nikogo tylko zamieszkaj sama z dala od nie za bardzo życzliwej Ci siostry - niestety taka jest prawda, tylko, że Ty tego albo nie widzisz, albo nie chcesz widzieć sądząc, że nie ma problemu, a on niestety jest i to realny i dopóki będziesz razem ze siostrą ten konflikt pomiędzy Wami będzie narastał, do tego stopnia, że zostaniesz sama jak palec, bo każdego skutecznie Ci obrzydzi, a do szczęścia nie tędy droga. Działaj i nie oglądaj się ani na nikogo, ani za siebie. Powodzenia. ![]()
3 2018-07-26 13:17:15 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-07-26 13:18:19)
Witajcie! Mam 27 lat, moja siostra jest straszą ode mnie o 9 lat -36lat. Mamy jeszcze brata, ale nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Matka z ojcem są po rozwodzie już ponad 30 lat, on również się z nami nie kontaktuje, ma nową rodzinę. My cała rodzina też o to nie zabiegamy.
Ale taka jest też nasza matka. Sama nie szuka z nami kontaktu. Nie interesują jej nasze problemy, nigdy jej o niczym nie opowiadałam. A jeśli już się coś takiego zdarzyło, zwykle nie wierzyła, bądź twierdziła że to moja wina.
Zawsze miałam za to przy sobie siostrę. Z nią wyjechałam gdy szłam na studia zaoczne. Z nią mieszkałam w pokoju. Uczestniczyła w większości moich związków, każdy facet z którym się spotkałam wg niej był idiota.
Zwykle szybko kończyłam zwiazki, zawsze zwierzalam sie jej i słyszałam, że ten i ten to debil.
Wiem, że chciała dobrze. Ale rok temu poznałam faceta, nie układało się nam, zwierzalam sie jej, a pozniej naladowana negatywna energia wracałam do chłopaka i jeszcze bardziej się z nim kłócilam. Tak też miesiąc temu rozpadł mi się kolejny związek. Klotni było tak dużo, że sama nie miałam na to siły, gdy raz zerwalismy A później się pogodzilismy byla na mnie wściekła. Później zerwalismy na dobre.
Obie wynajelysmy mieszkanie, zamieszkalismy razem. I mam wrażenie, że ona zaczęła mi dogryzac. Ona jest sama, należy raczej do zamkniętych w sobie ludzi. Nie ma znajomych.
I zastanawiam się czy nie zdrowiej byłoby dla nas, zamieszkać osobno. Zacząć osobne życie. Bądź co bądź, jej jedynej zwierzam się ze wszystkiego, nikomu więcej nie opowiadam, nie szukam porad zawsze u niej. Ona wie prawie o wszystkim. Od momentu gdy się wyprowadzilam od chlopaka, ona nie chce o nim słyszeć. Zmieniła swoje zachowanie.
Nie wiem czy nie lepiej dla nas rozdzielić się, pomieszkać, pobyć osobno.
Nie wiem, co myslec na pewno, alesądzę że chce dobrze. Ale jeszcze o żadnym moim chlopaku nie powiedziała nic dobrego. Zawsze się z nimi kłócilam. Teraz to samo. Zwiazek się ropadł. Ona go nie lubiła od początku, dużo się z nim kłócilam, zawsze jej mówiłam czym mnie zdenerwował, a teraz z perspektywy czasu widzę, że ona to podsycala. Więc kłócilam się z nim mocniej. On też nie był dla mnie najlepszy, sądziłam że ona chce mnie chronić. Mówiła nie raz, że on mnie nie kocha, nie lubi mnie nawet, że jest ze mna żeby mnie wykorzystać itp. Może miała rację, nie wiem. Ale po tych słowach jeszcze bardziej było mi przykro i bardziej się z nim kłócilam.
Ten związek nie należał do udanych. Mój były nie był partnerem dla mnie. Moze gdybym sie nie zwierzala, zreszta to juz nie istotne. Ale teraz mogę się zastanowić czy nie lepiej rozdzielić się z siostrą? Wyjechać może gdzieś i poszukać czegoś dla siebie?
Czyli przychodziłaś do swojej siostry zdać relacje z kłótni, jakie miałaś w związku i poradzić się. Skoro bombardowałaś ją samymi negatywnymi informacjami dotyczącymi swoich partnerów, to czego się spodziewałaś? Oczywiście, że siostra uzna, że dokonałaś złych wyborów i dla Twojego dobra postara się abyś to dostrzegła. Problemem nie jest to, że Twoja siostra Ci coś radzi. Wygląda na to, że masz lęk przed bliskością i Twoje wycieczki do siostry po kolejną porcję negatywnej energii (którą sama wywołujesz) jest Twoim sposobem na sabotowanie związków. Twoja siostra usłyszała już taką litanię na temat Twoich wszystkich byłych, że pewnie doszła do wniosku, że Ty nie jesteś w stanie podjąć dobrego wyboru. Wyhodowałaś w niej to przekonanie, a jako, że troszczy się o Ciebie i przyzwyczaiłaś ją do ingerowania w Twoje prywatne sprawy, to będzie to robić nadal.
Rzeczywiście dobrze byłoby gdybyś wreszcie przerwała pępowinę. Dobrze byłoby gdybyś wreszcie zaczęła brać odpowiedzialność za własne czyny. Siostry nie karz za własne zachowania, ale naucz się żyć zgodnie ze sobą i nie bombarduj jej już negatywnymi emocjami i informacjami, bo takie będziesz otrzymywać w zamian. Nie doszukuj się w niej źródła swoich niepowodzeń, bo tylko się tym oszukujesz i to nie pozwoli Ci na zminę własnego zachowania i tym samym na pozytywne zmiany we własnym życiu. Zacznij uważniej przyglądać się sobie i swoim motywacjom.
Miałam podobną sytuację.
Wiem, że moja Siostra skoczyłaby za mną w ogień, była moim oparciem i wsparciem, kiedy odchodziłam od męża, mnie i mojej córce, dała dach nad głową.
Ale...
Opanowała sztukę manipulacji do perfekcji a ja przez długi czas nie stawiałam granic. Byłam jej wdzięczna, ponadto traktowałam ją jak wyrocznię, bo i starsza i bardziej doświadczona. Kiedy zaczęłam się z kimś spotykać, spotykałam się z falą krytyki. Buntowała mnie, przez co ja głupia i nakręcona, dowalałam Facetowi bez przyczyny. Oczywiście, on nie był święty, ale kiedy między nami układało się dobrze, wkraczała do akcji moja Siostra.
Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że była po prostu zazdrosna. Nie układało jej się w życiu prywatnym, nie utrzymywała żadnych kontaktów z mężczyznami, traktowała ich jakby byli to piekłem na ziemi.
Z czasem zaczęła być zazdrosna o moje koleżanki/przyjaciółkę. Krytykowała je, obrażała.
Po roku mieszkania razem, zdecydowałam się na wyprowadzkę. Oczywiście, obraziła się, bo jak to ujęła "uciekam od niej, bo jest mi z nią źle". Nie rozumiała, że czas stanąć na własnych nogach, a z nowego miejsca zamieszkania, moje dziecko będzie miało 5 minut do szkoły. Podjęłam decyzję, wyprowadziłam się i na jakiś czas ograniczyłam kontakt. Nie zwierzałam się jej ze wszystkiego, cedziłam słowa.
Teraz spotykamy się średnio raz na miesiąc, przez cały weekend. Nasze stosunki się poprawiły, ja zaczęłam stawiać granicę. Kiedy jest coś nie tak, coś co mi nie pasuje, od razu jej mówię.
Jest moją Siostrą, kocham ją bardzo, ale nie pozwolę na manipulację.
To nie tak, że ja wszczynalam klotnie z byłymi. Tylko np zdenerwowali mnie czymś, albo ich zachowanie było dla mnie dziwne, przykre. Rozmawiałam więc wtedy z siostra, a ona mówiła: on Cię nie kocha, wykorzystuje, ma gdzieś, jak on w ogóle mógł, ja bym sobie na takie coś nie pozwoliła itp. Więc ja odpowiadałam, Masz rację wrócę to mu kilka słów powiem.
I ja naladowana, bo jak to nie dam sobie tak, szlam do siebie i zaraz była kolejna awantura.
Nigdy nie powiedziała mi z uśmiechem, daj spokój, nic się nie dzieje, albo jakoś nie próbowała wytłumaczyć ich zachowania, uspokoić mnie, zawsze bylo od razu to debil, zostaw go, on Cię nie szanuje, nie kocha pewnie ma inną na boku. Wychodzi na to, ze zaden mnie nie kochal.
Gdy kiedys mieszkalysmy razem, przychodził do mnie chłopak, a ze była to kawalerka, to raz udałam że idę do pracy, ona tez szła do pracy i gdy się spostrzegla wróciła i zastała nas w domu, była wściekła.
Ja wierzę, że ona chce dobrze. Wiem, że robię duży błąd. Dlatego postaram się ograniczyć nasz kontakt i przestanę opowiadać o wszystkim.
Chyba najlepszym wyjściem będzie wyprowadzka. Przecięcie pępowiny.
To nie tak, że ja wszczynalam klotnie z byłymi. Tylko np zdenerwowali mnie czymś, albo ich zachowanie było dla mnie dziwne, przykre. Rozmawiałam więc wtedy z siostra, a ona mówiła: on Cię nie kocha, wykorzystuje, ma gdzieś, jak on w ogóle mógł, ja bym sobie na takie coś nie pozwoliła itp. Więc ja odpowiadałam, Masz rację wrócę to mu kilka słów powiem.
I ja naladowana, bo jak to nie dam sobie tak, szlam do siebie i zaraz była kolejna awantura.
Nigdy nie powiedziała mi z uśmiechem, daj spokój, nic się nie dzieje, albo jakoś nie próbowała wytłumaczyć ich zachowania, uspokoić mnie, zawsze bylo od razu to debil, zostaw go, on Cię nie szanuje, nie kocha pewnie ma inną na boku. Wychodzi na to, ze zaden mnie nie kochal.
Gdy kiedys mieszkalysmy razem, przychodził do mnie chłopak, a ze była to kawalerka, to raz udałam że idę do pracy, ona tez szła do pracy i gdy się spostrzegla wróciła i zastała nas w domu, była wściekła.
Ja wierzę, że ona chce dobrze. Wiem, że robię duży błąd. Dlatego postaram się ograniczyć nasz kontakt i przestanę opowiadać o wszystkim.
Chyba najlepszym wyjściem będzie wyprowadzka. Przecięcie pępowiny.
Związek to sztuka kompromisów, gdyby Twoja siostra chociaż raz była w związku, to by o tym wiedziała.
Skoro nie ma swojego życia towarzyskiego, ani uczuciowego, to Ty jej zapełniasz tą przestrzeń w życiu. W momencie, gdy się spotykałaś z facetem, automatycznie miałaś dla niej mniej czasu.
Macie już i tak dość skomplikowane relacje rodzinne z innymi członkami rodziny, ciekawe jak siostra zareaguje na Twoją wyprowadzkę. Tak, czy inaczej, w sprawach damsko-męskich powinnaś słuchać własnej intuicji, a nie samotnej, wybacz za określenie, ale starej panny.
Nie wchodząc już w motywy postępowania siostry. Spróbuj, wyprowadź się choć na jakiś czas. Odczekaj,bo najpierw to na pewno będzie gorąco w relacji z siostrą,zgrzyty itd. Ale kiedy wszystko ochłonie zobacz jak ta relacja będzie wyglądała. Powiedz siostrze o tym jak ważna jest dla Ciebie,ale że swoim postępowaniem krzywdzi Cię. Byc może chce Cię uchronić od błędów,ale to tak nie działa. Człowiek musi popełniać błędy,żeby zdobywać doświadczenie,rozwijać się. Dlatego jej, nawet jeśli dobre, intencje działają na Ciebie negatywnie. Od rozmowy zacznij, jeśli nic nie wyjdzie to być może ta wyprowadzka rzeczywiście byłaby dobrym rozwiązaniem.
Miałam podobną sytuację.
Wiem, że moja Siostra skoczyłaby za mną w ogień, była moim oparciem i wsparciem, kiedy odchodziłam od męża, mnie i mojej córce, dała dach nad głową.
Ale...
Opanowała sztukę manipulacji do perfekcji a ja przez długi czas nie stawiałam granic. Byłam jej wdzięczna, ponadto traktowałam ją jak wyrocznię, bo i starsza i bardziej doświadczona. Kiedy zaczęłam się z kimś spotykać, spotykałam się z falą krytyki. Buntowała mnie, przez co ja głupia i nakręcona, dowalałam Facetowi bez przyczyny. Oczywiście, on nie był święty, ale kiedy między nami układało się dobrze, wkraczała do akcji moja Siostra.
Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że była po prostu zazdrosna. Nie układało jej się w życiu prywatnym, nie utrzymywała żadnych kontaktów z mężczyznami, traktowała ich jakby byli to piekłem na ziemi.
Z czasem zaczęła być zazdrosna o moje koleżanki/przyjaciółkę. Krytykowała je, obrażała.
Po roku mieszkania razem, zdecydowałam się na wyprowadzkę. Oczywiście, obraziła się, bo jak to ujęła "uciekam od niej, bo jest mi z nią źle". Nie rozumiała, że czas stanąć na własnych nogach, a z nowego miejsca zamieszkania, moje dziecko będzie miało 5 minut do szkoły. Podjęłam decyzję, wyprowadziłam się i na jakiś czas ograniczyłam kontakt. Nie zwierzałam się jej ze wszystkiego, cedziłam słowa.
Teraz spotykamy się średnio raz na miesiąc, przez cały weekend. Nasze stosunki się poprawiły, ja zaczęłam stawiać granicę. Kiedy jest coś nie tak, coś co mi nie pasuje, od razu jej mówię.
Jest moją Siostrą, kocham ją bardzo, ale nie pozwolę na manipulację.
To było rewelacyjne posunięcie z Twojej strony.Nie wierzę w intencje pozytywne kogoś, kto manipuluje.Zazdrość, to straszna cecha.Jedna z najgorszych.Niszczy piękno wokół siebie.Relacje przybierają formę katowniczą.Osoba, która zazdrosci staje się powiernikiem zło-życzenia.Trzeba postępować tak, aby się ochronić od takich sytuacji.Czyli wiać, gdzie oczy poniosą.Im dalej tym bezpieczniej.