Witajcie.
Zacznę od tego, że nie rozumiem zachowania mojego faceta. M pracuje na etacie, nie zarabia najniższej krajowej, moim zdaniem idzie
mu to całkiem dobrze. On jednak ma dużo wyższe ambicje i od dłuższego czasu biedny przeżywa, że on tak nie chce żyć, że tylko tyra
i nie ma żadnej przyjemności z życia. Pocieszam go, że przecież ma własne mieszkanie, niczego nam nie brakuje, powoli odłożymy na
pierwszą, wspólną wycieczkę.
M nie może się pogodzić z dotychczasowym stanem rzeczy. Bardzo to się odbija na naszym związku, ciągle się przez to kłócimy.
Wspieram go jak mogę, lecz on to odrzuca. Mam wrażenie, że ciągle stara się mnie ustawiać " źle położyłaś to, źle położyłaś tamto".
" źle uprasowałaś, źle posprzątałaś, źle postawiłaś buty ". Wszystko zaczęło się w tym samym czasie.
Dodam, że ja mam własny biznes, w którym on mi dużo pomaga. Na pewno boli go fakt, że zarabiam więcej. Niejednokrotnie powiedział
" kiedy żona Maćka zarabiała więcej od niego to w ich związku był dramat, bo chłopak nie mógł sobie z tym poradzić".
Mam wrażenie, że jestem na jakiejś totalnie straconej pozycji i to co mówię w ogóle nie ma dla niego żadnego znaczenia.
Jest bardzo młody, uważam, że świetnie sobie radzi, może to nie jest jeszcze czas dla niego na własny biznes, o którym tak marzy.
Jak mu pomóc ? Jak pomóc sobie i przestać być niewidzialną ? Tracę zmysły przez tą bezsilność.