Zanim mnie zwyzywacie, że jestem próżna czy pusta chciałabym zaznaczyć, że faceci z mojej okolicy są nie dla mnie. Mieszkam w niedużym mieście, gdzie każdy się zna, a jak nie, to łatwo poprzez pocztę pantoflową dowiedzieć się o człowieku naprawdę dużo. Zle się z tym czuję, nienawidzę co rusz wpadać na "znajomych". Nigdy nie dogadywałam się z tymi ludźmi, zawsze miałam inną mentalność, poglądy i zainteresowania. Muszę wtrącić, że mieszkam na prowincji tego miasteczka i wiadomo, jakie tam są dzieci... Dzieciństwo i lata nastoletnie, miałam kompletnie spierniczone, bo przecież w takich miejscach trzeba być takim jak wszyscy, inaczej czekają cię krzywe spojrzenia, bo nie chodzisz do kościoła albo leczysz kota... Nienawidzę takiej prostej mentalności, a panowie to już w ogóle porażka. Nie wiedzą w jaki sposób zachowywać się przy kobiecie; przy znajomych potrafią tylko upokarzać, rzucając jakieś wulgarne aluzje wobec mojej osoby, obślinić mnie czy obmacywać w miejscach publicznych, a sam na sam obiecywać gwiazdki z nieba i opowiadać o swoich naciąganych superlatywach. Interesuje mnie człowiek, z którym nie wstydziłabym się wychodzić do ludzi, który umie się zachować w towarzystwie i wie, że pewne sfery wypadałoby zachować dla siebie. Powinien również dobrze prezentować się wizualnie, być zadbany oraz mieć wyczucie stylu, a nie brud pod pazurami, szlam na zębach, pędzel na głowie i śmierdzieć dezodorantem aż szczypie po oczach. Chciałabym mieć o czym z taką osobą pogadać, miło spędzić czas, a nie być dodatkiem do golfa dla buraczka z małe miejscowości albo skończyć z kilkorgiem dzieci w tej dziurze. Taką wizję miałam po czasie spędzonym z ostatnimi partnerami, a takich mam na pęczki... Jestem zadbana, dobrze się ubieram, można ze mną porozmawiać na szersze tematy, na pewno nie przyniosłabym wstydu, mam własny rozum w przeciwieństwie do dziewczyn, które wyglądają jak klony i przy bliższym poznaniu nie mają nawet własnej osobowości. Tego samego oczekiwałabym od mojego partnera. Wśród takich mężczyzn się wychowałam i tylko tacy mnie interesują, a moimi rówieśnikami jestem załamana.
Ja swojego męża nieświadomie mijałam na poczcie, w spożywczku itp. A tak na poważnie poznali nas znajomi.
teraz chyba są popularne portale randkowe typu sympatia itd.
Musisz wyjechac z tej dziury.
Wyjedź do większego miasta.
Bardzo dobrze, ze wymagasz i tak trzymaj. Niestet a, le tam gdzie, mieszkasz chyba szans nie masz.Zastanow sie, na powaznie nad zmiana otoczenia. Moze inne miasto.I zacznij bywac wsrod ludzi. Kino, teatr, jakies ugrupowania hobbistyczne.
Ja też bym celowała w duże miasto, skoro nie poznałaś nikogo na studiach.
Tacy najczęściej są zajęci, w szczęśliwych związakch. Sad, but true...
9 2018-05-02 17:38:09 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-05-02 17:43:20)
Wiesz, Autorko, całe swoje życie spędziłam na prowincji, najpierw na wsi, a potem w małym mieście, gdzie ludzie znają się od pokoleń i zawsze można dojść jakichś powiazań, ktoś ma jakąś ciocię, kuzynkę szwagra babci (
), ktoś z kimś pracował itp. I jakoś nigdy nie czułam się zmuszona żyć, jak mi ktoś dyktuje. Żyję jak mi się podoba, jak mi podpowiada sumienie, rozum i serce. Prowincja to przede wszystkim stan umysłu.
Nie wierzę też, że na tej Twojej prowincji mieszkają same skończone buraki i miernota, a jedyną osobą na poziomie jesteś Ty.