Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 54 ]

1

Temat: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

2 Dni temu dowiedziałam się strasznej prawdy od cioci. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym ,gdy wracali się do domu z Nowego Targu. Mam tylko 14 lat i zostałam sama. Na razie mieszkam z Babcią ale ja tak nie mogę żyć. Ciocia się o mnie martwi całymi dniami płacze i siedzę sama w domu bo babcia jeździ do szpitala na badania gdyż ma już swój wiek. Wciąż nie mogę tego pojąć ,że straciłam 2 najważniejsze osoby w moim życiu...W piątek po szkole wróciłam do domu..rodziców nadal nie było bo rano mieli jechać  odwiedzić wujka w Nowym Targu. Więc czekałam aż wrócą. Około godziny 22 ciocia zadzwoniła i kazała mi przyjść do siebie na noc.(Mieszkamy w jednym połączonym domu) Przyszłam do niej,ona siedziała na krześle cała zapłakana ,pierwsze nie chciała mi powiedzieć co się stało..Ale potem gdy moja komórka zadzwoniła było połączenie "Mama" Odebrałam,lecz ciocia wyrwała mi telefon. Ciocia gdy lekarz coś powiedział ciocia upuściła komórkę i siadła na fotelu ,rozpłakała się. Nie wiedziałam co się stało. Jakieś 10min później gdy ciocia się uspokoiła powiedziała mi,że to nie dzwoniła mama tylko lekarz. Spytałam się jej kiedy wrócą rodzice. Wtedy mnie zatkało gdy ciocia powiedziała ,że mieli wypadek.Nie chciałam dalej tego słuchać,mówiła ,że Tata zmarł na miejscu,mama zmarła w karetce. Nie zrobiłam nic innego tylko wyleciałam z domu z płaczem. Nie wierzyłam ,że to była prawda. Ciocia przyprowadziła mnie do domu. Próbowała mnie uspokoić ale nie mogłam przestać płakać. Przyszedł mój wujek ,gdy ciocia mu to opowiedziała nie mogłam tego słuchać,wybiegłam z domu cioci i poszłam do swojego. Pierwsze co zrobiłam  zaczęłam krzyczeć i płakać ,że to nie prawda. Babcia przyszła na górę i spytała się o co chodzi,nie umiałam jej tego powiedzieć bo sama w to nie wierzyłam. Ciocia kazała mi przyjść z babcia do siebie. Całą noc płakałam. Na następny dzień było to w gazecie,wtedy nie widziałam już kompletnie co mam zrobić. Ciocia pojechała z babcią do zakładu pogrzebowego aby załatwić dzień pogrzebu. Sobota i niedziela prze minęła ciągłym płaczem. Wciąż nie mogę się z tym pogodzić,czemu to właśnie ja. Do dziś po nocach płacze. Wiem ,że zachowuję się dziecinnie ale dla mnie to prze życie gdyż ostatni raz rodziców widziałam w czwartek. Po prostu nie wyobrażam sobie tego tygodnia bez głosu rodziców.. Nie wiem jak poradzę sobie dalej bez nich.
Nie wiem dokładnie czemu to tu napisałam ,ale myślę,że inni nie chcieli by przeżyć takiej sytuacji jak ja..Dzieci w moim wieku mają złą myśl na temat rodziców gdyż nie pozwalają na to i na to..Ale kiedyś będą żałować tych myśli. Naprawdę z babcią nie mogę pogadać o tym,gdyż ona ma już swój wiek i uważa ,że ona jest najbardziej poszkodowana. A nie wspomniałam na początku ,że ciocia ma raka piersi i codziennie jeździ do Krakowa na chemie.. Więc jestem sama.. Jak na razie chodzie do szkoły i próbuję się pozbierać,nie łatwo mi jest ale.. muszę sobie jakoś poradzić...
Dziękuje wszystkim za wyrozumiałość i nie oczekuje od nikogo wyrazów współczucia..Ale nie piszcie chamskich komentarzy na ten temat,gdyż mi nie jest wcale do śmiechu..;(
Pozdrawiam, Iza...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Kochana Izo jak możesz myśleć że ktoś napisze chamski komentarz ..Wiem jak bardzo jest ci ciężko ,i wiem ze nikt nie jest w stanie ci pomóc ,tylko czas złagodzi ból ,A to ze płaczesz to wcale nie jest dziecinne ,ja także straciłam mamę nie dawno i też bardzo płakałam pomimo ze jestem starsza od ciebie.
Mam syna w twoim wieku i wyobrażam sobie jaka to była by dla niego tragedia ,
To jest nie wyobrażalny ból ,rozpacz.Tym bardziej że dwoje rodziców na raz..Z tego co zrozumiałam to nie masz rodzeństwa...Widzisz kochana musisz teraz szybko stać się dojrzałą dziewczynką ,i niestety gdy minie czas żałoby ,radzić sobie w pewnych sytuacjach sama ..wiem że to za wcześnie ,bo jesteś młodziutka,,ale życie czasem jest okrutne i nic na to nie możemy poradzić ..
Masz babcię i ciocię blisko ,miejmy nadzieje ,że ciocia wyzdrowieje i będzie dla ciebie dużą podporą ,nie załamuj się ,jesteś młoda i silna ...Jak bym mogła to bym cię przytuliła mocno i pomogła bym ci we wszystkich problemach...
Jak będziesz miała taką potrzebę to pisz tutaj ...postaram zawsze cię pocieszyć ,wesprzeć na duchu ...a może czasem coś doradzę ..trzymaj się maleńka  ...

3

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Bardzo mi przykro... Nie wiem jak to jest stracić najbliższą osobę, lecz wyobrażam sobie jaki to jest ból... Wcale nie jest dziecinne to co piszesz. Mam 21 lat i myślę, że po takiej tragedii zachowywałabym się tak jak Ty, albo i gorzej. Dobrze, że piszesz o tym, że płaczesz bo nie zamknęłaś się w sobie. Dobrze jest mówić w takich momentach o swoich uczuciach, bo wtedy troszkę łatwiej będzie się pozbierać. Teraz bardzo długa droga przed Tobą więc życzę Ci, aby kiedyś na Twoich ustach pojawił się uśmiech. Pozdrawiam ciepło.

Zawsze po burzy
wychodzi słońce

4

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

witaj droga Shelio smile
Kochana, to forum jest po to, żeby podtrzymywać się nawzajem na duchu i móc wypłakać. Tak jest także i w Twoim przypadku. Cieszę się bardzo, że opisujesz swój ból, jest to naprawdę trudne zadanie, zwłaszcza dla Ciebie tak młodziutkiej. Jednak to dobrze, że nie tłumisz uczuć, bólu, złości, wściekłości na świat wewnątrz siebie. To zrozumiałe, że tak się czujesz. Przykro mi ogromnie Duszyczko z powodu tego, co życie kładzie Ci na drodze, ale wiedz, że tutaj nikt nie powie Ci nic głupiego. Nie ma powodu. Pisz do nas!!! Pomożemy Ci jak tylko potrafimy. Jestem pewna, że nie zostaniesz bez odpowiedzi. Może choć troszkę poczujesz się lżej. CZEKAMY NA POSTY I ŻYCZYMY UŚMIECHU. Pozdr. smile

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

5

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Nie wiem czy dobrze trafiłem? Chciałbym z kimś pogadać usłyszeć jakąś rade. Jak można się przygotować na odejście najbliższej osoby. Od wczoraj wiem, że nie pozostało mi wiele czasu by się przygotować na śmierć mamy. Zaawansowany rak złośliwy zaatakował wszystkie narządy wewnętrzne, lekarze dają jej maksymalnie 3 miesiące życia. Stan jej zmienia się z godziny na godzinę pogarsza się. Jak powiedzieć ojcu  że mama umiera? Jak powiedzieć to jej bratu, siostrze jej mamie ? Jak przygotować się i na ten moment. Jak spojrzeć ludziom w oczy?            Ojciec tez czeka na operacje jest w dość ciężkim stanie. Jak ich na to przygotować by nie pociągnęlo to za sobą kolejnych nieszczęść. Nie minął jeszcze rok jak zmarła babcia, dziadek tez ledwo się trzyma. Co mam robić ............. z kim porozmawiać o tym ............. czy wogóle warto o tym rozmawiać  ................... pozdrawiam

6

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

witaj Rasti,
bardzo dobrze trafiłeś i oczywiście trzeba i musisz o tym rozmawiać!!!
Nie wolno dusić tego żalu w sobie dla twojego własnego i reszty dobra!! Cóż, współczuję Ci serdecznie, a co do przygotowań... hmm, nie wiem czy można sie na to przygotować. Moim zdaniem nie można. Śmierć kochanej osoby jest zawsze tragedią, obojętnie czy nagła czy powoli przychodząca. Jakich słów użyć? Nie wiem, same przyjdą, ale odważ się! To wiem z doswiadczenia jest ogrooomnie ciężkie, ale też wyraz szacunku wobec rodziny. Może mają coś ważnego jeszcze do omówienia lub wyjaśnienia. Może chcą te ostatnie miesiące wyjątkowymi stworzyć.  Mimo bólu jaki to niesie ze sobą, trudne masz zadanie, ale potem wierz mi, poczujesz się trochę jakby uwolniony z ciężaru. Każdy przeżywa chorobę bliskich i śmierć inaczej, na swój sposób, ale pozwól im na to.

I pisz do nas, wyrzuć swoje żale i złość. W ten sposób możemy Ci pomóc jako forum.
pozdr smile

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

7

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Agileo

Dzięki za słowa otuchy, będę musiał się zdobyć na odwagę stanąc przed nimi wszystkimi i dać im możliwość dokonania wyboru i pozwolić im się z nią porozumieć przed odejściem nie chcem być wobec nich nie fer ale nie bedzie to łatwe. Będe zaglądał od czasu do czasu i pisał. Dzięki i pozdrawiam serdecznie.

8

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Rasti, nie wiem, czy na taką okoliczność można się przygotować. Miałam podobną sytuację, wiedziałam, że moja Mama pożyje maksymalnie trzy miesiące i mimo to Jej odejście było szokiem dla mnie. Mam pytanie - czy Twoja Mama wie, że odchodzi? Lekarz Jej to powiedział, czy tylko Tobie? Jest to o tyle istotne, że inaczej się podchodzi do człowieka, jeśli wie, że czeka go koniec, a inaczej do kogoś, kto nie zdaje sobie z tego sprawy. Pozdrawiam

Tam dom Twój, gdzie kot Twój.
                                                                                         
Wiek średni poznajemy po tym, że szeroki umysł i wąska talia zamieniają się miejscami...

9

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Margolcia, z tego co i wiadomo to lekaz jej powiedzial w jakim jest stanie alenei pwoeedzial ze ma maksymalnie 3 miesiace ale sama to czuje ze nei eeiel zostało jej czasu. w ciagu dwuch tygodni jest tylko na kropluwkach i od kilku dni podłaczona do pom nerki watroba jelita woreczkżółciowy i brzuch sa zaatakowane. Nie je nie moze juz nawet pic . Lekarz powiedzial mi prosto w oczy ze nastawiac sie na najgorsze. Umrze smiercia głodową. dostaje silne leki w kroplówkach. w ciagu doby zmienil sie stan na tyle ze juz ma podłaczone do zoładka rurki jest zacewnikowana a od dzis rana juz trzeba pampersy bo nie amsily by sie podniesc nawet po to by zaltwic sie w basen. nawet same oddychanie sprawia jej trudnosc. Wiec wydaje mi sei ze nawet jesli lekarz nie powiedzil jej doslownie co ja czeka to ona sie domysla. Aczkolwiek dalej mowi o tym ze wyjdzie do domu ze chce wyjsc do domu. Odpych od siebie ta mysl a ja nie moge dac po sobie poznac ze wiem najgorsze bo sie zalamie calkiem i przestanie walczyc ... ;(

Jak w takiej sytuacji sie zachowac. Ojciec czeka na operacje i sie wybiera do szpitala dziadek jest tez w nieciekawym stanie  i kazdy stres jest dla niego zabojczy. Ojciecn nie wie w jakim stanie jest matka. Jej rodzenstwo nic nie wie ze nawet jest w szpitalu. Przepraszam za słowa ale żal za dupe sciska chcialbym powiedziec im by mieli czas sie z nia pozegnac na swoj sposob by ona mogla to zrobic by nie bytla sama w tych momentach słabszej formy ale boje sie o ich reakcje, o jej reakcje wtedy stanie sie dla niej jasne ze jest z nia tragicznie i straci nadziej ktorej i tak juz nie ma za wiele. Nie wiem co poczać. ...

Pozdrawiam

10

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

drogi Rasti,

naprawdę chciałabym Cię jakoś pocieszyć i ulżyć w tym zadaniu, ale z tym musisz sie zmierzyć. Kazdy z Twojej rodziny w inny sposób zareaguje, ale nie możesz im tego oszczędzić, bo tak jak piszesz, potem moga mieć do Ciebie pretensje. Uwierz mi proszę, dotkliwszy ból ale krótszy (jakby krótszy), bo potem będziesz mógł chociaż z rodziną o tym pogadać. A teraz? Gryziesz się sam, a nie jesteś przecież sam, masz rodzinę. Trudne to wszystko, rozumiem, ale chyba inaczej się nie da. Mimo wszystko. Pozdr

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

11

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Rasti wiem jak jest ci ciężko bo ja całkiem niedawno przeżyłam właśnie taką sytuację .Teraz na spokojnie jak minęło już trochę czasu umiem przemyśleć niektóre sytuacje i odpowiedzieć jak było by lepiej .Mojej  mamie do końca nikt nie powiedział że niedługo umrze,my wiedzieliśmy czyli rodzina a ona ,myślę ze też przeczuwała tylko o tym nie mówiła bo chciała w jakiś sposób nam to zaoszczędzić ..I dzisiaj się zastanawiam czy może było by lepiej z nią o tym porozmawiać może chciała nam powiedzieć coś ważnego ,może nie zdążyła.Wiedz też o tym że nowotwór może zrobić przerzut do mózgu bo tak zazwyczaj jest w nowotworze narządów wewnętrznych i wtedy nie będziesz już mogła z mamą porozmawiać ,,powiedz jej już teraz jak bardzo ja kochasz jak mocno ją szanujesz i wszystko co chciała byś jej powiedzieć a być może nigdy jej nie powiedziałaś ..A rodzina też lepiej jak się teraz dowie ,przecież nie ustrzeżesz ich przed tym bo jak mama umrze to co przecież się dowiedzą a tak przynajmniej ich przygotujesz dasz czas na oswojenie się z tym .I najważniejsze nie wież czy twój tato nie chciałby coś ważnego powiedzieć twojej mamie a tak nie świadomy tego będzie odwlekał ta rozmowie myśląc ze jeszcze zdąży..Ja nie zgodziłam się aby moja mama została w szpitalu w tych ostatnich dniach ,opiekowałam się nią w domu ,bo mogłam z nią spędzić tą ostatnią chwilę ,lekarz nauczył mnie zmieniać kroplówki i byłam z nią do kończ umarła w moich ramionach ,i nigdy bym sobie tego nie darowała ,gdy by to się stało w szpitalu ,a mnie by przy niej nie było..Wiec o tym że nie uchronisz rodziny przed tym ,bo przecież to nie jest chwilowe ,jak mama odejdzie to co też będziesz przed nimi ukrywać ..Trzymaj się ,po przed tobą ciężki czas ..Wiem co czujesz ,bardzo ci współczuję .

12

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Dzięki za wszystkie cieple slowa i rady. Pozdrawiam gorąco i prosze o kolejne rady

13

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

hej Rasti,

forum służy Ci pomocą, oczywiście, a Ty napisz nam jak juz zdobędziesz się na ten wielki krok i się otworzysz przed rodziną. Obojętnie ile zostało Twojej Mamie czasu, bedzie to wszystkim łatwiej znieść potem i teraz.
Ja mam tez kochaną osobę bardzo chorą i mimo cierpienia cieszę się, że nie ma takich cichych niedopowiedzeń. Prawda, prawda i prawda. Głowa do góry 3mam kciuki smile

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

14

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Agileo, masz rację, że prawda, prawda, prawda, ale .... Przeżyłam taką tragedię i wiem, że gdybym powiedziała mojej Mamie, że umiera i nie ma dla Niej ratunku, to zgasłaby w ciągu tygodnia. Przez ostatnie 4 lata życia była w depresji po tym, jak mój ojciec zostawił Mamę dla innej kobiety, trzymała się tylko dzięki lekom, rok przed śmiercią złamała nogę i niespecjalnie dążyła do powrotu do sprawności. Po naradzie rodzinnej ustaliliśmy, że nic Mamie nie powiemy, a że była sprytną Osóbką i strasznie chciała czytać karty informacyjne ze szpitali, to dzięki dobrodziejstwu komputera i skanera czytała, tyle, że spreparowane przez nas.

Rasti, wiem jak ciężko jest przekazać bliskim taką wiadomość, ale niestety nikt Tego za Ciebie nie zrobi. Ojcu muszisz przekazać tę informację bardzo delikatnie i dyplomatycznie z uwagi na stan zdrowia. Nie wiem jakie stosunki panują między Twoją Mamą a rodzeństwem, ale jest rzeczą naturalną, że powinieneś ich zawiadomić

Trzymaj się ciepło i pisz, jak sobie dajesz radę. Pozdrawiam

Tam dom Twój, gdzie kot Twój.
                                                                                         
Wiek średni poznajemy po tym, że szeroki umysł i wąska talia zamieniają się miejscami...

15

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Shelia Słoneczko jak się czujesz?

Rasti - powinieneś powiedzieć rodzeństwu i tacie. najgorzej jak nie można się pożegnać. serdecznie Ci współczuję.
trzymajcie się teraz wszyscy razem, blisko siebie, rozmawiajcie i pocieszajcie się nawzajem.
Mama Wasza też chce mieć z Wami kontakt.
i pisz jak najwięcej to pomoże Ci wytrwać.
Pozdrawiam serdecznie

16

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

SHELIA, RASTI- co u Was??????


Margolciu, przepraszam, ale mówiąc "prawda, prawda" myslałam o rodzinie, oczywiście delikatnie ale powiedzieć.

Przykro mi z powodu tragedii jaką przeszłaś. wiem, że każdy chory reaguje inaczej. Mój mąż chce wiedzieć tak jak jest i choc mu ciężko w danej chwili, w jakis sposób potem dodaje mu to siły. Trudno mi to pojąć... choć boję się, że kiedyś to nie zadziała.....boje się, że się podda. Mielismy juz takie załamania, ale we wcześniejszym stadium, teraz się bardzo posunęło, za bardzo...
POZDR.

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

17

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witam serdecznie

Doszło do spotkania rodzeństwa mamy z nią. Powiedzieliśmy z bratem im o wszystkim i o tym że nie ma za dużo czasu. Przyjeli to dość dobrze przynajmniej w szpitalu przy nas strali sie nei dac po sobie poznac załamania. Ojciec nadal nic nie wie ale zaczyna sie domyslac bo stan sie na tyle pogorszył mamy ze nawet sama nei chce juz z nikim rozmawiac i nie może za bardzo przez rurke która ma wprowadzoną przez nos dożołądka.

Stan sie na tyle pgorszył ze zaczyna tracic coraz czesciej swiadomość i pożniej gdy sie o tym mowi ze na chwile przysnęla to wpada w złość ale rozumiem ją. Wczoraj troszke spacerowaliśmy ale było to pare kroków i odrzu zaczela sie osuwac z rąk. Podjęliśmy decyzje razem z bratem że nie bedziemy dzien w dzien we dwujke siedziec bo to za mocno podejzane sie robi. Ze dzien w dzien siedzimy we dwoje i jeszce rodzina zaczela sei zezdzac. Będziemy pełnić dzury jednego dnia on drugiego dnia ja.

Planujemy w tym tygodniu jechac do ojca i mu powiedziec cala prawde o tym w jakim jest stanie. Zobaczymy czy sie uda. Pozdrawiam gorąco i dzięki za wsparcie.

18

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

witaj Rasti smile
zasmucający Twój post, przykro mi bardzo sad wydaje mi się, że dobrze, że powiedziałeś. Dobrze też, że rodzina starała się przyjąć te wieści właśnie tak.
Mimo wszystko bądźcie z nią, przy niej i dla niej. Wierz mi, Mamie też trudno to znosić, Ona wie, że Ją kochacie i potrzebujecie. Ma tę świadomość i złości się na cały świat.
Trzymam kciuki za całą Rodzinę. Bądź dzielny i pisz tutaj, jeśli Ci to pomaga.
Pozdrawiam serdecznie smile

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

19

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Właśnie dostałem telefon. Mame przewożą do innego szpitala. Nerki definitywnie przestały pracować. Dostaje morfine stan jej sie pogarsza z minuty na minute .... ;(

20 Ostatnio edytowany przez Greta (2010-03-25 17:00:07)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

rosti  tak ci współczuje..trzymaj się..

21 Ostatnio edytowany przez Shelia (2010-03-24 23:15:18)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Bardzo dziękuję za pocieszenia.. I przepraszam ,że tak późno odpisuję ale..wczoraj w nocy zmarła moja babcia..Teraz to kompletnie nie wiem co mam robić..W piątek jest pogrzeb i przemówienie ja będę czytać od rodziny i znajomych..Sama mam od siebie kilka słów dodać.. Bardzo się boję,że będzie jak na pogrzebie rodziców..Rozpłakałam się i kilka ludzi zaczęło się śmiać ze mnie.. Nie zrozumiałam tego za bardzo gdyż dla mnie to nic miłego.. Boje się ze taka sytuacja się powtórzy.. Po pogrzebie rodziców było lepiej,ale gdy zmarła babcia jest coraz gorzej. Ciocia jeździ codziennie na chemie...Wujek w pracy od rana do wieczora..Przepraszam ,że się tak rozpisuję ale nie wiem czy sobie dalej poradzę...Lekarze mówią ,że ciocia ma coraz gorszy stan.. chociaż rak się uspokoił to ciocia ma złe samopoczucie,gdyż zmarła jej Mama.. Oczywiście niech nikt nie sądzi ,że mam myśli samobójcze.. Na początku miałam ale już mi przeszło bo obiecałam mamie jeszcze w wieku 10lat jak coś się stanie mam się zająć babcią i ciocią.. Niestety zawiodłam ją .. Cały czas siedzi mi to w sercu..
P.S.
Rasti rozumiem co czujesz w takiej sytuacji..Bardzo Ci współczuję chodź mi też jest ciężko ale..nie mogę cofnąć czasu ,chodź bardzo bym chciała przynajmniej się pożegnać z rodzicami i babcią..
Pozdrawiam Cię

22

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Przepraszam ,że pisze znowu nową odpowiedz ale właśnie dowiedziałam się czegoś strasznego ;s
Ciocia wróciła z Krk. i oznajmiła mi ,że po pogrzebie jadę do rodziny zastępczej gdyż Matka chrzestna zdecydowała ,że potrzebuję Mamy i taty..
Ja nie potrafię powiedzieć do innej osoby mamo lub tato..Rodziców miałam jednych i tylko ich mogę nazwać Rodzicami i Mamą i Tatą!
Możecie się śmiać ale dla mnie to wyjątkowe słowa,których już nigdy nikomu nie powiem.. ;(
Ciocia wcale nie chce abym wyjeżdżała ale Matka Chrzestna mówi ,że muszę....Nie liczy się moje zdanie..
Nie sądziłam ,że po takich tragediach jakie przeżyłam spotka mnie jeszcze rodzina zastępcza.. ;(
Teraz to już nie wiem co mam zrobić,co myśleć.. Jak ktoś z rodziny może mnie "odciągać" od najbliższej mi osobie.. Jeszcze najgorsze jest to ,że wyjeżdżam około 700km od mojej miejscowości... Czyli kontaktu wzrokowego z ciocią nie będę mieć.. Najgorsze jest to ,że zostawiam rodziców i babcię samych na cmentarzu..

Ja tak nie mogę żyć ! ;( ;(

23

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

KOCHANA SHELIO,

nie znam słów, żeby Cię pocieszyć, może jak Cię tak mocno myślami przytulę, to coś da? Oby. Życie daje Ci w kość, ale pamiętaj, że każdemu kiedyś świeci słońce, szkoda, że nie zawsze, ale dla Ciebie też nadejdzie ten czas!!!!!! Nie zamartwiaj się, że kogokolwiek zawiodłaś, Dziewczyno!! To przecież nieprawda, nikt Ci nic nie zarzuca i nikt się z Ciebie nie śmieje!!!

Przykre co piszesz, ale może można znaleźć w Twoim wyjeździe jakieś plusy? Wiem, że to wszystko dzieje się bardzo szybko, za szybko i za dużo, ale może da Ci trochę dystansu? Jesteś twarda jak na swój wiek, uwierz mi, może właśnie nowe środowisko, nowi ludzie pomoga Ci dalej żyć. 

To tylko moje gdybania, przepraszam, jesli Cię uraziłam czymkolwiek.
Trzymaj się Nasza Droga i zostań z nami w kontakcie, proszę. smile smile

DROGI RASTI,

przykro mi ogromnie, jesteś dzielnym facetem!!! Trzymaj się i jak wyżej, bądź w kontakcie. Wierzę, że wygadanie się na forum jest wielka ulgą. smile

Pozdr wszystkich smile smile

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

24 Ostatnio edytowany przez Shelia (2010-05-31 20:35:35)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Bardzo dziękuję za pocieszenia.
Plany się trochę zmieniły sad Dziś wyjechałam do "Nowych rodziców". Gdy tylko weszłam oznajmili,że na pogrzebie babci nie będę oraz do domu ,do Ciotki będę jeździć co 4 miesiące. Zadzwoniłam do Ciotki ale powiedziała ,że chyba tak będzie najlepiej.. W tej chwili nie udaje już twardej dziewczyny za którą mnie uważacie. Jutro idę na busa i wyprowadzam się stąd gdyż nie dam rady żyć bez Ciotki..Tylko ona mi została.. Może i robię źle ale trochę to nie sprawiedliwe ,że ja mam więcej cierpieć.. Ci państwo wypominają mi ,że rodzice musieli być źli ,że mnie porzucili i zostali ukarani.. Nie mogę tego więcej słuchać!
Dla niektórych pewnie robię źle ale to już jest mój wybór nie chce udawać silnej ,nie radze sobie w ogóle płacze całymi dniami i nocami.. Trudno się do tego przyznawać gdyż nie jestem 5 letnim dzieckiem ale dzieckiem jestem nadal. Nie mogę dalej się z tym pogodzić ,że święta będę spędzać sama..
Dziękuję za wyrozumiałość ..

25

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Hejka

Udało się doprowadzić do spot6kania ojca z matką. Nie bez problemów ale sie udalo. Matka była bardzo zła i obrzucała nas obelgamni a z ojcem tez był problem. W momencie gdy ja zobaczył poprostu zemdlał i lekarze usieli seizajac nim a ona na to wszytsko patrzyla i byla zła na nas za to. Juz nie dostaje morfiny. Nie podłaczali je do dializ. Ciało zaczęło puchnąć a ona coraz czesciej traci swiadomosc.  W nocy z piatku na sobote ledwo ja odratowali. Wiec to juz jest koniec zbliza sie wielkimi krokami. Wkrótce skonczy sie jej męka i cierpienie.

Dzięki ze mogę sie wypowiedziec dzieki ze istnieje takie forum, bardzo duzo daje. Do nastapnego ... wpisu Pozdrawiam i trzymaj się Shelia

26

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Wczoraj tak jak codziennie byliśmy u mamy. Wielkie było nasze zdumienie gdy zobaczylismy ja w tak dobrej formie. Jadła chciała wstac i pospacerowac odłaczyli rurki z żoładka. Nie wiem co mmam o tym myslec. Ciesze sie ze jest poprawa i chciałbym zeby to była poprawa na dłuzej a jeszce bardziej zeby to była wygrana walka ale nie wiem co mam myslec oawiam sie .... Pozdrawiam WAS

27

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Rasti - co u Mamy?

Tam dom Twój, gdzie kot Twój.
                                                                                         
Wiek średni poznajemy po tym, że szeroki umysł i wąska talia zamieniają się miejscami...

28

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witam

Mama jest juz w domu wypisali ja ze szpitala bo nie mogli dłuzej jej trzymac. Dostaje leki zastrzyki sam jej daje. Stan jej sie poprawia ale psychicznie wykańcza mnie i cała rodzine wokółswoim zachowaniem, wykorzystuje wszytskich, jak nikogo nie ma to sama wszytsko robi jak ktos w domu jest to odrazu obłoznie chora. Sam nie wiem co mam myslec. Powinna miec po niedzieli kontrol na onkologi ale bylismy tam z bratem i nei chca jej przyjac i nie chac jej leczyc a tym bardziej podawac chemi. Nie chca nic powiedziec nie wiemy dlaczego. Kazdy z lekarzy sie wypina na nas i nic nie chca robic ani nich niecha mówic. Jedna wielka porazka...... ;( Jestem w dołku. Pozdrawiam serdecznie

29

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Cóż na początku powiem coś o odchodzeniu mojej najbliższej osoby. Wychowywała mnie od 10 roku życia babcia, najukochańsza babcia jaka mogła bym sobie wymarzyć. Trzy lata przed jej śmiercią a miałam wtedy 21 lat zaczęły się coraz dłuższe pobyty babci na oddziale paliatywnym.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam ze to oddział gdzie udzielana jest opieka chorym na ciężkie często nie uleczalne choroby.
Była jak się później dowiedziałam chora na raka który wytwarza w brzuchu wodę, najpierw było jej 200ml a na końcu jedenascie litrów czyli wiadro wody.To wszystko w brzuchu .
Po zabiegach wracała była w miarę zdrowa chodziła , dbała o mnie i wszystko co w domu.

Aż nadszedł moment zaczęła leżeć obłożnie , dłuższe okresy trzy tygodnie , zmusiłam matkę żeby powiedziała mi prawdę.
Boże pamiętam ten koszmarny wyrok jak to moja kochana, cudowna babciunka umrze?
Dusiłam się stojąc przed sala szpitalną, dławiłam zal łzy, i taki rozdzierający ból.
Wracałam pod drzwi wiele razy nie mogąc spojrzeć jej w oczy, nie mogłam się zmusić.

Ale czuję ze ona wiedziała że jest źle, wiem ze wiedziała.Objęła mnie kojącym spojrzeniem i powiedziała będzie dobrze zobaczysz.Przechodziłam jak ty różne fazy, jej nerwów na świat, czasem spokoju aż po depresje.
Czasem gdy odwróciłam się na chwile potrafiła szeptem pytać cioci kim ja jestem, co mnie załamywało.
Albo potrafiła godzinami mówić dziadku jak nie może się doczekać by z nim być.

To była jej miłość, czekała na niego 25lat i nie mogła doczekać się aż spotka go w niebie.
A ja miałam zaplanowany ślub na sierpień, tu był marzec a ona coraz słabsza  Jezu ile błagałam żeby tylko przy mnie była w ten dzień.

Piszesz że mama udaje przed wami nieporadna a gdy nikt nie widzi sama robi.Też to przeszłam.
Ona po prostu chce poczuć twoja i wszystkich troskę, nasycić się puki może ciepłymi oznakami uczuć.
Daje jej to poczucie że gdy odejdzie wszyscy będą tęsknić na prawdę, że jest potrzebna kochana.
Twoja mam mimo że byś jej sto razy mówił ze ją kochasz to ona i tak będzie to robić.
Bo czuję presje uciekającego czasu, czuje że musi tego zgromadzić jak najwięcej na te ostatnie momenty.

Moja babcia ostatnie dni chciała ciągle do domu, w swoje ściany bo ja chcę bo muszę.
Wzięliśmy ją i cud no inna osoba aż wierzyć się nie mogło jaka zmiana.
Tego co potem się stało nie dam rady opisać, dwa dni męki. Trzeciego dnia gdy pojechałam po morfinę  zmarła.
Nie mogę sobie wybaczyć,że mnie z nią nie było.

Na ślubie czułam jej obecność, a pogrzeb to najgorszy dzień mojego życia.
Na początku winiłam Boga, wszystkich że mi ją zabrali. Po paru latach gdy ból zelżał przypomniałam sobie jak mi kiedyś powiedziała;

Nie ważne na jak długo dostajemy bliskich kochanych, Ważne żebyśmy docenili to że dostaliśmy choć na trochę ich, by móc się nauczyć, docenić i czerpać z nich jak najwięcej. Ważne ze byli bo jakże by było puste nasze życie bez ich obecności."

Zmarła co szokujące uśmiechnięta, no aż ludzie komentowali to że się uśmiecha na cała buzię.
Jestem pewna ze zobaczyła w chwili przejścia gdzieś tam swojego ukochanego, i poszła z nim z radością.

Jeszcze jedna kwestia, mówisz ze mamy nie chcą przyjąć, cóż widać uznali że nie pomoże jej już żaden lek,
Żadna kuracja i dlatego nie chcą jej przyjąć na oddział.
Widza ze w waszym stanie nie zrozumiecie że teraz już macie zająć się mama i pomóc jej dożyć ostatnich godzin w spokoju , wśród bliskich.
To co cie czeka nie będzie łatwe , przyjemne, ale musisz jak robot wykonać swoje czynności, musisz ułatwić jej ostatnie dni,tygodnie . Życzę siły .

30

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Cześć wszystkim.. sad
Nie wiem czy chce mi się pisać już o moich problemach gdyż jestem w domu dziecka. Ciocia zmarła w szpitalu jakieś 3 tyg. temu. Nie mogłam o tym pisać lecz pogodziłam się z tym. Wylądowałam w domu dziecka. Kilka rodzin chciało mnie adoptować lecz,gdy usłyszeli i tragicznej sytuacji rodziny uznali ,że będą mieć przeze mnie same problemy. Jednej rodzinie ,która miała 16letniego syna powiedziałam szczerze ,że nie będę potrafiła mówić do nich Mamo czy Tato,więc w takim razie powiedzieli ,że nie chcą takiego dziecka. Pogodziłam się z tym ze już nigdy nie będę mieć prawdziwej rodziny. W domu dziecka jestem najmłodsza ,dzieci jest 4 razem ze mną. Kontakt pozostał tylko z wujkiem ,który chciał się mną opiekować lecz sąd uznał ,że powinnam mieć oboje rodziców... Gdyż nie mam ukończonych 18 lat nie mogę decydować i nie liczy się co powiem.. Nie mam planów na przyszłość ale mam nadzieje ,że utrata najważniejszych osób w życiu nie odbije się na mojej opinii. Lecz wciąż dobija mnie to ,jak ktoś może powiedzieć ,że z mojej tragicznej historii życia mogą wyniknąć problemy w rodzinie zastępczej ?
Jutro ma przyjść następna rodzina.. Najgorsze co mnie gnębi ,że ludzie nie rozumieją ,że ja nie chce mieć zastępczych rodziców gdyż nie ma kogoś takiego...Nie mam pojęcia co robić dalej.

Pozdrawiam Shelia..

31

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Kochani! Zwłaszcza Ty Shelio bardzo mi przykro z powodu waszych przeżyć, kiedy czytam to wszystko łzy same płyną mi z oczu, pierwszy raz od pogrzebu mojej mamy. Dławiłam wszystko w sobie
Moja mama umarła 27 kwietnia czyli niecały miesiąc temu. Walczyła z rakiem przez 2 lata. Dzień przed śmiercią długo ze mną rozmawiała o moim życiu, dużo mi tłumaczyła, tak jakby wiedziała. Umarła w nocy, w domu, rano znalazłam ją z otwartymi oczami i powieki były tak sztywne że nie mogłam ich zamknąć. Największy żal mam do losu że nie pozwolił jej zostać jeszcze na moim ślubie który planuje na przyszły rok. Ostatnio kupiłam buty i wracałam do domu z myślą że jak zwykle pokażę je mamie i zapytam czy jej się podobają. Zapomniałam że już jej nie ma. Rasti moja mama też chciała żeby jak najwięcej z nią przebywać, żeby podawać jej każdą niepotrzebną rzecz, wtedy nawet trochę mnie to złościło ale teraz tak ogromnie żałuje że w tamten dzień tak późno wróciłam do domu, nie poweidziałam jej dobranoc a rano już nie usłyszała mojego dzieńdobry, więc Rasti jeśli jeszcze nie jest za późno daj mamie tyle troski ile tylko możesz choćby nie wiem jak absurdalna ona była bo nie życzę Ci żebyś później żałował tylu rzeczy co ja.. Za trzy dni dzień Matki wybieram się żeby położyć konwalie na jej grobie.

A wśród nas jest miłość słonecznie gorąca, jasna, delikatna, lekko stąpająca, bielą otulona, śpiewaniem, uśmiechem, słowami przysięgi i naszym bezdechem. Serce powiązała w jedno na tym świecie, ukryta szeptaniem w mym ślubnym bukiecie.

32

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Sheila,

Dziewczyno kochana, trzymaj się. Co do Twojej pierwszej rodziny zastępczej - miałaś zupełne prawo tak się zachować. Uważam, że i tak wspaniale się trzymasz. Daj znać, jak jest w domu dziecka i co się dzieje. Czy znalazłaś rodzinę zastępczą?

33

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Shelia:-)

Dzisiaj dołączyłam do forum netkobiety.

Chciałabym z tobą pisać, bo przeżyłam podobną historię w swoim życiu- w wieku14 lat straciłam moja najukochańszą mamę, zmarła na nowotwór piersi .Byłam przy jej śmierci. Od tego czasu minelo już 22 lata- tyle już "jestem bez mamy" i nadal jest mi cieżko w życiu bez niej ale jakoś się trzymam.

Pół roku temu odeszła moja babcia( mama mojej mamy) i też byłam przy niej do ostatnich chwil.
Czuje pustkę i tak jakby ktoś odciął  mi pępowinę łaczącą Mnie i mamę, babcia była takim dla mnie łącznikiem, byłam dla niej córką i zarazem wnuczką a ona moją  nieżyjącą Mamą.
Smutno mi bardzo :-)

34

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

To bardzo przykre co piszecie, ja jestem półsierotą i też strasznie mi brakuje taty. Jedyne co mogę napisać to to, że czas leczy rany... (choć troszeczkę smile )

35

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

rasti, przykro mi z powodu zachowania lekarzy, chyba wiedzą co robią, choc rozmowa byłaby wskazana. Może przyduście rochę bardziej stanowczo onkologa. Teraz się nie tai informacji o stanie chorego. Poza tym jak już pisała Rózyczka, daj Mamie najwięcej miłosci na ile Cie stać, a nawet ponad swoje siły. Ona tego potrzebuje jak powietrza. Rozumiem Twoje logiczne myslenie, czemu robi inaczej będąc sama, ale Ona przyciąga was do siebie. To Jej sposób na cieszenie się ukochanymi Wami. Zrób wszystko, bys potem nie załował utraconej chwili, przegapionego dotyku reki itd.

Shelia kochana, wiele wycierpiałaś, ale spraw proszę, by Twoje przeżycia stały się Twoim orężem i siłą.
Weź sobie do serca za maksymę słowa Nietzsche'go- co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Życzę wam wszystkim sił Tytana!! smile

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

36

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witam ponownie
Dziękuje wszystkim za ostatnie posty. Na dzień dzisiejszy sprawy maja się tak: mama jest w domu niestty była wzywana juz karetka nic nie zrobili , wozilem do szpitala zostałem odesłany do domu w ciągu 10 minut nic nie zrobili , osttnią deska ratunku było hospicjum na chwile obecna domowe. Udało się je załatwić i mam super opieke co 10 dni jest lekarz. Stan się pogorszył bardzo z dnia na dzien gorzej sie czuje i wygląda. Podaje 3 razy dziennie kroplówki które musze sam robić z kilku lekarstw miedzy innym z "narkotyków". Momentami traci świadomość a bardzio często kontak z nią jest prawie nei możliwy po tak silnych lekach. Co dziennie były zakładane nowe welflony bo ciągle je uszkadzała. Wczoraj założył lekarz wkłucie pod obojczykowe w warunkach domowych by można było podawać leki. Zmienił dawkowanie leków na silniejsze i dopisał dwa nowe leki za 10 dni kolejna wuizyta jak sie nie c nie zmieni. Było robione USG w domu wykazało wodonercze ale udało sie wykluczyc płyn w opłucnej. Zostałem sam brat nie daje rady psychicznie z ta calą sytucaja jedynie dziewczyna jeszce troche mi pomaga. Dzien w dzien do 12 siedze z nia i jej pilnuje a od 3 w nocy znow sie zaczyna jazda z mamą . W@iec troszke juz trace siły a pracować trzeba. Lekarz delikatnie sugerował na osttniej wizycie ze moze byc potrzebne hospicjum stacjonarne ...... Na razie sie trzymam jak długo się okaze. Ojciec nie odzywa asie od ostatniej wizyty w szpitalu u niej czyli jakis miesiac ani do mnie ani do niej , jest cięzko ale nie az tak by mozna było się na tym etapie sie poddac. W dalszym ciągu nic nie je a co zje to zwraca... Dzięki za wszytsko wszytskim do zobaczenia za jakiś czas pozdrawiam gorąco. Pa

37

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witam wszystkich, bardzo dziękuję za pocieszenia.5 maja znalazłam rodzinę zastępczą.10 maja była 6 sprawa w sądzie ,gdyż wujek obiecał cioci ,że zajmie się mną. Dlatego próbował wtedy ''walczyć o mnie'',lecz sąd uznał,że jest on człowiekiem średniego wieku i abym znowu nie przeżywała śmierci osoby bliskiej .Wtedy łzy same leciały mi po policzkach. Wyrwałam się wtedy mówiąc z płaczem i sąd uznał ,że mogę dodać coś od siebie. Wyjaśniłam całą sytuację ,że gdyby nie wujek,nie poradziłabym sobie. On mnie wspierał w trudnych chwilach. Jest on w tej chwili jedyną osobą mi bliską ,do której mam zaufanie. Poprosiłam więc czy mogłabym zostać pod opieką wujka,sąd nie zgodził się.. Nowi opiekunowie zgłosili sądowi,abym nie miała żadnego kontaktu z wujkiem,aby nie mieć problemów.. 
Tak się więc stało,po wyjściu z sądu ,wujek powiedział mi ,że tak będzie lepiej,nie ma już nadziei na to abym wróciła do prawdziwego domu.Pożegnał się wtedy tak jakby to była nasza ostania chwila, w której się zobaczymy. Kilka dni później po ubłaganiu państwa Kuras, pojechałam odwiedzić wujka. Przy jego domu ,od  razu przypomniały mi się wspomnienia. Zobaczyłam ,że nie ma samochodu wujka ,wiec uznałam ,że jest w pracy. Lecz sąsiadka powiedziała ,że wyjechał za granice i nie wróci szybko.

Od tamtej chwil,zrozumiałam to ,że los odwrócił się do mnie plecami. Pogodziłam się z państwem Kuras. Ale zdecydowałam ,że lepiej mi jest w domu dziecka.. Nie wiem dlaczego,ale.. tam nie mam przymusu aby mówić do opiekunek "Mamo".. sad. W domu dziecka mam zamiar spędzić 4 lata dalszego życia, gdy będę mieć 18 lat ,wyjadę do wujka. Na  razie mam takie plany,gdyż uznałam,że powinnam w końcu dorosnąć ,bo nikt nie będzie odpowiadać za mnie. Od tej chwili liczę jedynie na siebie smile Pozdrawiam Iza..

38 Ostatnio edytowany przez agileo (2010-05-31 21:09:59)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

kochana Shelio!
Współczuję Ci serdecznie tego wszystkiego co przeżyłaś i dalej jest Twoim udziałem. Życie zmusiło Cie do zbyt szybkiego bycia dorosłą. Przykro mi, ale jak pisałam wcześniej, niech Twoje troski i doświadczenie Cię wzmocnią i proszę, uczyń dzięki nim swoje życie piękniejszym od innych. To bolesne doświadczenia, ale kiedyś dzięki nim będziesz wiedzieć jak postępować i jak się zachowywać, żeby uszczęśliwić twoją własną rodzinę. Pomyślisz pewnie, że to mądrzenie się, ale kiedyś spojrzysz inaczej na świat i będziesz mądrzejsza życiem. Specjalnie nie mówię "zapomnisz", bo tego się nie da zapomnieć. Miej swoje plany, realizuj je, śmiej się i bądź szczęśliwa. Uwierz mi, że to też jest dla Ciebie!! Życzę Ci tego z całego serca. smile

drogi Rasti!
Nawet nie wiem co mam napisać, parę dni już. Ale moze faktycznie lekarz ma rację z tym stałym hospicjum. Wiem jak odbieraja chorzy i rodziny takie propozycje, ale naprawdę, to jest dla ludzi! Mama będzie miała stałą opiekę medyczną, bo już z tego co piszesz jej potrzebuje, Ty i reszta odpoczniecie trochę, a wstęp będziesz mieć w każdej chwili. Nie traktuj tego jak pozbywanie się ciężaru, bo to nie tak. Wy musicie chodzić do pracy itd. a nerwowa atmosfera i przemęczenie niestety nadchodzą i pogarszają samopoczucie wszystkich. Piszesz, że brat wysiada psychicznie, a sam nie dasz rady. To takie moje przemyślenia. Myślę, że nie uraziłam. ŻYCZĘ WIELE SIŁY!

Ulcia, Rózyczka, Madziulka, Dora i wszystkie NetBabeczki! Współczuję Wam wszystkim cierpienia, ale życzę wytrwałosci i uśmiechu!!!! 3majcie się cieplutko smile smile smile pozdrawiam

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

39 Ostatnio edytowany przez Shelia (2010-06-13 21:46:56)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witam wszystkich smile

Nie wiem sama co mam już pisać,zdecydowałam to co napisałam wyżej. Teraz zrozumiałam ,że była to dobra decyzja.:D Sąd uznał ,że powinnam chodzić do szkoły, więc udało się nakłonić sędzie abym mogła zamieszkać u wujka do końca nauki. Lecz przez te ostatnie 4 miesiące nie uczęszczałam w ogóle do szkoły, wiec mam duże zaległości i prawdopodobnie powtarzam klasę,gdyż u wujka jestem tylko do 26 czerwca.. sad
30 czerwca mam 14 urodziny, i mam zamiar spędzić je z rodzicami,na cmentarzu. Postanowiłam i tak się stanie.
Dochodzę już do siebie ,ale jeszcze po nocach czasami chciałabym usłyszeć głos rodziców sad
Sama jednak dziwie się sobie,gdyż często z najmniejszymi sprawami szłam do mamy lub taty... Czasami myślę jakby dało się cofnąć czas o te 4 miesiące i żyć z rodzicami,babcią i ciocią...;s

Wczoraj była 9 sprawa w sądzie,która potwierdziła ,że gdy ukończę 18 lat będę mogła zrobić co zechcę.
Nie mam pewności czy wytrzymam te 4 lata sama. Opiekunka z domu dziecka uświadomiła mi ,że moi rodzice za wcześnie odeszli,gdyż sama sobie nie poradzę. Na razie mam plany do lipca,później zobaczę co będzie smile

Pozdrawiam serdecznie big_smile

40

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witam ponownie
Sprawy się wyjaśniły mama zakończyła swój doczesny trud życia odeszła 16.06.2010 na moich rękach w domu przy mojej dziewczynie i bracie nie była sama do końca z nią byliśmy i do końca walczyła o życie. Dziękuję bardzo wszystkim za wsp[arcie ze te słowa otuchy wiele dla mnie znaczą. Sheila trzymaj się i walcz o swoje dzielnie sie trzymasz. Pozdrawiam gorąco wszystkich. Papapapapap.

41

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Rasti szczerze Ci współczuję. Trzymaj się [*]

42

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

witaj Rasti smile nie wyobrażam sobie ogromu Twego bólu, przykro mi sad 3majcie się!!
pozdrawiam Ciebie  i wszystkich serdecznie

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

43

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Witaj Shelio smile
wszystkiego najlepszego z okazji urodzin !!!! odnalezienia celu życiowego i spojrzenia na świat ciekawymi młodymi Twoimi oczami, mimo wszystko.
Trzymaj się smile smile smile

Zobaczysz wiele więcej oczami, które wylały łzy***

44

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Bardzo dziękuję za życzenia smile

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

hej
nie wiem czy dobrze trafiłam, ale jakiś czas temu straciłam rodziców i na prawdę trudno mi sobie z tym poradzić....
nie mam zbytnio z kim o tym porozmawiać..... to może zacznę od początku.
kiedy miałam 6 lat mój tata miał wypadek(miałam z nim jechać do miasta ale mama kazała mi zostać w domu), wypadek niegroźny, jdynie samochód potłuczony ale tata jakiś poważnych obrażeń nie doznał, jedynie parę szewków po stłuczonej szybie.. lekarze którzy go zabrali do szpitala opatrzyli jedynie powierzchowne otarcia, nie wykonując żadnych innych badań. wieczorem tata wrócił do domu. to był weekend wykurował się troszkę w poniedziałek wrócił do pracy.. kiedy widziałam, że idzie od przystanku wyskoczyłam na drogę aby go przywitać_ zawsze byłam córusią tatusia.. wszędzie za tatą.. i tak było również następnego dnia.. wsiadłam tacie na plecy na tzw "barana" kiedy wchodziliśmy do domu, tata zdjął mnie ze swoich barków i w jednej chwili się przewrócił na krzesła które stały przy stole w pokoju..... jedyne co pamiętam to krzyk mojej mamy która krzyczała "nie rób mi tego" to chyba zapamiętam do końca życia... pamiętam gromnicę przy tacie którą zapaliła, próbowała go ratować w głos się modląc wygoniła mnie i braci z pokoju.. czekaliśmy przed domem na przyjazd karetki ... przybiegła sąsiadka zabrała nas .. wróciliśmy wieczorem.. mama płakała.. tata leżał w pokoju na łóżku z przewiązaną głową w bandażu .. siny na twarzy.. mama nam powiedziała, że tata jest tam na górze i że nas widzi.. wtedy tego nie rozumiałam.. przyczyną śmierci był wylew krwi do mózgu który był powstał na w skutek pęknięcia krwiaka  na mózgu... pamiętam tamtą noc jak tata leżał.. ja go głaskałam po rękach które miał złożone na brzuchu i po tej sinej buzi... płakałam choć byt wiele nie rozumiałam.. następnego dnia zabrali go do miasta chyba do kostnicy... później pogrzeb na którym pamiętam jak podeszłam do trumny i ją pogłaskałam.... przez następne lata ciężko mi było ale dawałam sobie radę ... lekarz stwierdził, że mam nerwicę ale że po tym co przeżyliśmy to było normalne. leków chyba żadnych nie brałam, zresztą w domu było ciężko mama nie miała pracy jedynie gospodarstwo w którym nie  było zbyt dobrze.. pamiętam jak mama płakała po nocy..
najgorsze było, to że wciąż siebie obwiniałam, że to przez to że tata mnie nosił na rękach to coś mu się stało.... długo za nim tęskniłam, komunia, dzień ojca wigilia,m święta.
Podniosłam się zaczęłam układać swoje życie na nowo.. liceum.. matura.. marzyłam o studiach w warszawie.... w wakacje poszłam do pracy zaraz po maturach aby pomóc trochę mamie .. nigdy u nas w domu się nie przelewało, ale jakoś dawaliśmy sobie radę mama ja i moi dwaj młodsi bracia... trafiłam na fajnego chłopka... dostałam się na studia wymarzone zresztą.. przez wakacje chciałam dorobić sobie aby mieć na pierwsze miesiące w innym mieście... koniec wakacji... zauważyłam jak moja mama słabnie.... zaczęła bardzo szybko chudnąć przez sierpień schudła 12 kilko... znajomi zaczęli ją wyganiać do lekarza choć ona twierdziła, że jest ok.
przez wakacje pomieszkiwałam z chłopakiem aby nie wydawać pieniędzy na codzienny dojazd z pracy do domu.. tęskniłam za mamą.. i trochę byłam zła że nie mogłam z nią tak często przebywać, ale śmiała się że muszę się przyzwyczajać bo jak pójdę na studia to się zapłaczę... pamiętam wrzesień pierwsze dni mama bardzo osłabła przyjechał lekarz rodzinny który wezwał pogotowie... diagnoza . choroba śmiertelna.. marskość wątroby wrodzona, upośledzenie funkcji nerek ogólnie zatrucie moczowe organizmu... lekarz powiedział, że jedynym ratunkiem jest przeszczep który kosztuje XXXX zł ale stwierdził, że pewnie nas na to nie stać to ona daje mamie góra 2 miesiące życia....... pamiętam przepłakałam cała noc, nie poszłam do pracy.............to było straszne... przeniosłam pa[piery na studia zaoczne bo wiedziałam, że nie dam sobie rady na dziennych.. codziennie szpital, praca dom....po miesiącu przenieśli mamę do kliniki do warszawy... był cień nadziei ale dla mnie problem.. z mojej miejscowości do warszawy jest 150 km
starałam się jak tylko mogłam odwiedzałam mamę 2 razy w tygodniu.. za każdym razem płakałam kiedy widziałam ją taką bezbronną ... słabą i schorowaną... czekaliśmy na przeszczep.... najgorsze były święta..... kiedy tylko w wigilię mogliśmy pojechać bo sąsiad zgodził się nas zawiesć..... mówiłam sobie lepiej wigilia w szpitalu niż na cmentarzu... przepłakaliśmy wszyscy całe po południe u mamy. to była wigilia bez wieczerzy, bez kolęd, bez całej tej otoczki... bez posprzątanego domu i zapachu drożdżowego ciasta.... mówiłam damy rade bracia też się nie poddawali... sylwestra przepłakałam też nie mogłam się z nią zobaczyć .... w styczniu mama zmarła była zbyt słaba na przeszczep nie wytrzymała by operacji ..... to był jeden z najgorszych dni w moim życiu.... byłam w pracy, dostałam telefon że mama zapadła w śpiączkę i jeśli to tylko możliwe to żebym jak najszybciej przyjechała... wybiegłam z pracy (to był  czwartek ) miałam do mamy jechać zaraz po pracy bo w piątek miałam już zajęcia... wybiegłam na dworzec ale sprawdziłam ,że nie mam żadnego autobusu poprosiłam chłopaka aby mnie zawiózł ...... drogi nie pamiętam cała przepłakałam dzwoniąc usilnie do mamy.. nikt nie odbierał nie dopuszczałam do siebie myśli że to najgorsze .... Mówiłam sobie, że to nie możliwe Boże zabrałeś mi tatę a teraz zabierasz mamę... to nie może tak być.... wpadłam do kliniki ... pytam pielęgniarek gdzie mama a Pani mi odpowiada że ciało jest w kostnicy na parterze......... poczułam jak mi się nogi osuwają i taki szum w uszach.. nie pamiętam co było dalej....  obudziłam się na łóżku w zabiegowym nade mną pani profesor która prowadziła mamę krzyczała do pielęgniarki coś czego nie rozumiałam ... dały mi jakieś proszki i badali ciśnienie... kiedy usiadłam pani doktor przytuliła mnie ..... to był taki ból którego nie sposób było opisać... łzy same mi się lały do oczy serce waliło.. poprosiłam o chwilę samotności skuliłam się na łóżku i płakałam jak małe dziecko... chłopak stał za drzwiami i słyszał jak ja cicho "skomlę" pamiętam , że zadzwoniłam do kuzynki która przyjechała, zabrała rzeczy z pokoju... spakowała wszystko i pojechała z nami do domu... nie pamiętam powrotu... nie pamiętam jak powiedziałam braciom że mamy już nie ma.... jeden następnego dnia kończył 18 lat drugi za dwa dni miał studniówkę.... Dostałam mocne leki relanium brałam 3 razy dziennie.. załatwiłam sprawy związane z pogrzebem chociaż i tak najgorszy widok to było rozpoznanie ciała w kostnicy i powrót karawanem do domu.... To wydarzył się rok temu ... w wieku 21 lat zostałam kompletnie sama... mam 2 braci i chłopaka.. rodziny praktycznie nie mam 1 kuzynka... moja mama nie miała rodzeństwa.
dziadków nie pamiętam zmarli zanim ja przyszłam na świat .... ciężko mi było zresztą nadal jest.. w pracy udaję przed chłopakiem też, że wszystko jest ok że jakoś się otrząsnęłam, że daję radę a tak na prawdę udaję... w sercu nadal płaczę i nie potrafię opisać żalu jaki mam w sobie... wystarczy melancholijna melodia a ja ryczę jak bóbr ... często śni mi się mama.... codziennie jestem na cmentarzu... wiem że powinniśmy wszyscy cała 3 iść na terapię ale w naszej miejscowości nie ma takiej możliwości a nie stać mnie na prywatne leczenie w innej miejscowości dlatego szukam pomocy na forum.... poradźcie jak mam sobie z tym dać rade....

46 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-29 23:06:50)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Przestań oszukiwać chłopaka, i mówić mu, że się otrząsnęłaś po śmierci mamy. Jeśli się to kiedyś wyda, a wyda, będzie miał pretensje i żal do Ciebie.


Jeśli Twoje zachowanie taj wygląda, to idź jak najszybciej do lekarza psychiatry.Nie potrzebne jest żadne skierowanie, wystarczy umówić termin.Wszystko w ramach NFZ-u. Być może potrzebne będzie leczenie farmakologiczne.


Przestań codziennie chodzić na cmentarz. To tylko wzmaga Twój płacz, pogłębia smutek. To nie ma sensu.


Pomyśl, że Twoja mama nie chciałaby nigdy, by tak wyglądało Twoje życie: zapłakane i smutne.



To nie Twoja wina,to nie przez Ciebie zmarł Twój tato.



Przytulam Cię mocno. smile




Edycja:
Proszę, przestań używać takiej ilości wielokropków. Taki tekst fatalnie się czyta. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

47 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-08-29 23:31:08)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?
taka_sobie_ja_111 napisał/a:

hej
nie wiem czy dobrze trafiłam, ale jakiś czas temu straciłam rodziców i na prawdę trudno mi sobie z tym poradzić....
nie mam zbytnio z kim o tym porozmawiać..... to może zacznę od początku.
kiedy miałam 6 lat mój tata miał wypadek(miałam z nim jechać do miasta ale mama kazała mi zostać w domu), wypadek niegroźny, jdynie samochód potłuczony ale tata jakiś poważnych obrażeń nie doznał, jedynie parę szewków po stłuczonej szybie.. lekarze którzy go zabrali do szpitala opatrzyli jedynie powierzchowne otarcia, nie wykonując żadnych innych badań. wieczorem tata wrócił do domu. to był weekend wykurował się troszkę w poniedziałek wrócił do pracy.. kiedy widziałam, że idzie od przystanku wyskoczyłam na drogę aby go przywitać_ zawsze byłam córusią tatusia.. wszędzie za tatą.. i tak było również następnego dnia.. wsiadłam tacie na plecy na tzw "barana" kiedy wchodziliśmy do domu, tata zdjął mnie ze swoich barków i w jednej chwili się przewrócił na krzesła które stały przy stole w pokoju..... jedyne co pamiętam to krzyk mojej mamy która krzyczała "nie rób mi tego" to chyba zapamiętam do końca życia... pamiętam gromnicę przy tacie którą zapaliła, próbowała go ratować w głos się modląc wygoniła mnie i braci z pokoju.. czekaliśmy przed domem na przyjazd karetki ... przybiegła sąsiadka zabrała nas .. wróciliśmy wieczorem.. mama płakała.. tata leżał w pokoju na łóżku z przewiązaną głową w bandażu .. siny na twarzy.. mama nam powiedziała, że tata jest tam na górze i że nas widzi.. wtedy tego nie rozumiałam.. przyczyną śmierci był wylew krwi do mózgu który był powstał na w skutek pęknięcia krwiaka  na mózgu... pamiętam tamtą noc jak tata leżał.. ja go głaskałam po rękach które miał złożone na brzuchu i po tej sinej buzi... płakałam choć byt wiele nie rozumiałam.. następnego dnia zabrali go do miasta chyba do kostnicy... później pogrzeb na którym pamiętam jak podeszłam do trumny i ją pogłaskałam.... przez następne lata ciężko mi było ale dawałam sobie radę ... lekarz stwierdził, że mam nerwicę ale że po tym co przeżyliśmy to było normalne. leków chyba żadnych nie brałam, zresztą w domu było ciężko mama nie miała pracy jedynie gospodarstwo w którym nie  było zbyt dobrze.. pamiętam jak mama płakała po nocy..
najgorsze było, to że wciąż siebie obwiniałam, że to przez to że tata mnie nosił na rękach to coś mu się stało.... długo za nim tęskniłam, komunia, dzień ojca wigilia,m święta.
Podniosłam się zaczęłam układać swoje życie na nowo.. liceum.. matura.. marzyłam o studiach w warszawie.... w wakacje poszłam do pracy zaraz po maturach aby pomóc trochę mamie .. nigdy u nas w domu się nie przelewało, ale jakoś dawaliśmy sobie radę mama ja i moi dwaj młodsi bracia... trafiłam na fajnego chłopka... dostałam się na studia wymarzone zresztą.. przez wakacje chciałam dorobić sobie aby mieć na pierwsze miesiące w innym mieście... koniec wakacji... zauważyłam jak moja mama słabnie.... zaczęła bardzo szybko chudnąć przez sierpień schudła 12 kilko... znajomi zaczęli ją wyganiać do lekarza choć ona twierdziła, że jest ok.
przez wakacje pomieszkiwałam z chłopakiem aby nie wydawać pieniędzy na codzienny dojazd z pracy do domu.. tęskniłam za mamą.. i trochę byłam zła że nie mogłam z nią tak często przebywać, ale śmiała się że muszę się przyzwyczajać bo jak pójdę na studia to się zapłaczę... pamiętam wrzesień pierwsze dni mama bardzo osłabła przyjechał lekarz rodzinny który wezwał pogotowie... diagnoza . choroba śmiertelna.. marskość wątroby wrodzona, upośledzenie funkcji nerek ogólnie zatrucie moczowe organizmu... lekarz powiedział, że jedynym ratunkiem jest przeszczep który kosztuje XXXX zł ale stwierdził, że pewnie nas na to nie stać to ona daje mamie góra 2 miesiące życia....... pamiętam przepłakałam cała noc, nie poszłam do pracy.............to było straszne... przeniosłam pa[piery na studia zaoczne bo wiedziałam, że nie dam sobie rady na dziennych.. codziennie szpital, praca dom....po miesiącu przenieśli mamę do kliniki do warszawy... był cień nadziei ale dla mnie problem.. z mojej miejscowości do warszawy jest 150 km
starałam się jak tylko mogłam odwiedzałam mamę 2 razy w tygodniu.. za każdym razem płakałam kiedy widziałam ją taką bezbronną ... słabą i schorowaną... czekaliśmy na przeszczep.... najgorsze były święta..... kiedy tylko w wigilię mogliśmy pojechać bo sąsiad zgodził się nas zawiesć..... mówiłam sobie lepiej wigilia w szpitalu niż na cmentarzu... przepłakaliśmy wszyscy całe po południe u mamy. to była wigilia bez wieczerzy, bez kolęd, bez całej tej otoczki... bez posprzątanego domu i zapachu drożdżowego ciasta.... mówiłam damy rade bracia też się nie poddawali... sylwestra przepłakałam też nie mogłam się z nią zobaczyć .... w styczniu mama zmarła była zbyt słaba na przeszczep nie wytrzymała by operacji ..... to był jeden z najgorszych dni w moim życiu.... byłam w pracy, dostałam telefon że mama zapadła w śpiączkę i jeśli to tylko możliwe to żebym jak najszybciej przyjechała... wybiegłam z pracy (to był  czwartek ) miałam do mamy jechać zaraz po pracy bo w piątek miałam już zajęcia... wybiegłam na dworzec ale sprawdziłam ,że nie mam żadnego autobusu poprosiłam chłopaka aby mnie zawiózł ...... drogi nie pamiętam cała przepłakałam dzwoniąc usilnie do mamy.. nikt nie odbierał nie dopuszczałam do siebie myśli że to najgorsze .... Mówiłam sobie, że to nie możliwe Boże zabrałeś mi tatę a teraz zabierasz mamę... to nie może tak być.... wpadłam do kliniki ... pytam pielęgniarek gdzie mama a Pani mi odpowiada że ciało jest w kostnicy na parterze......... poczułam jak mi się nogi osuwają i taki szum w uszach.. nie pamiętam co było dalej....  obudziłam się na łóżku w zabiegowym nade mną pani profesor która prowadziła mamę krzyczała do pielęgniarki coś czego nie rozumiałam ... dały mi jakieś proszki i badali ciśnienie... kiedy usiadłam pani doktor przytuliła mnie ..... to był taki ból którego nie sposób było opisać... łzy same mi się lały do oczy serce waliło.. poprosiłam o chwilę samotności skuliłam się na łóżku i płakałam jak małe dziecko... chłopak stał za drzwiami i słyszał jak ja cicho "skomlę" pamiętam , że zadzwoniłam do kuzynki która przyjechała, zabrała rzeczy z pokoju... spakowała wszystko i pojechała z nami do domu... nie pamiętam powrotu... nie pamiętam jak powiedziałam braciom że mamy już nie ma.... jeden następnego dnia kończył 18 lat drugi za dwa dni miał studniówkę.... Dostałam mocne leki relanium brałam 3 razy dziennie.. załatwiłam sprawy związane z pogrzebem chociaż i tak najgorszy widok to było rozpoznanie ciała w kostnicy i powrót karawanem do domu.... To wydarzył się rok temu ... w wieku 21 lat zostałam kompletnie sama... mam 2 braci i chłopaka.. rodziny praktycznie nie mam 1 kuzynka... moja mama nie miała rodzeństwa.
dziadków nie pamiętam zmarli zanim ja przyszłam na świat .... ciężko mi było zresztą nadal jest.. w pracy udaję przed chłopakiem też, że wszystko jest ok że jakoś się otrząsnęłam, że daję radę a tak na prawdę udaję... w sercu nadal płaczę i nie potrafię opisać żalu jaki mam w sobie... wystarczy melancholijna melodia a ja ryczę jak bóbr ... często śni mi się mama.... codziennie jestem na cmentarzu... wiem że powinniśmy wszyscy cała 3 iść na terapię ale w naszej miejscowości nie ma takiej możliwości a nie stać mnie na prywatne leczenie w innej miejscowości dlatego szukam pomocy na forum.... poradźcie jak mam sobie z tym dać rade....

Straszne sad.
Wiem, że moje rady pewnie nie zmienią Twojego nastroju, bo ja sama nie wiem czy dałabym sobie radę w takiej sytuacji sad - jednak postaram się.

To normalne, że zawsze będziesz pamiętać o rodzicach, będzie brakować Ci tej rozmowy , przytulenia, bo to na pewno ogromny ból... Wiadomo, że nie da się tego wszystkiego wymazać z pamięci jakby się nie zdarzyło.
Jednak warto, byś udała się po pomoc. W niektórych miastach są specjaliści , tam gdzie jest to refundowane przez NFZ, trzeba popytać , na pewno coś się znajdzie !
Dobrze, że masz chłopaka, On na pewno Cię wspiera, lecz nie udawaj przed Nim, że jest ok i Ty się z tym wszystkim pogodziłaś, bo tak nie jest i nie warto Go oszukiwać, wiem, na pewno boisz się, że Go obarczasz tym wszystkim, lecz On na pewno chciałby wiedzieć jak jest naprawdę. No i pomóc Ci jak tylko potrafi, być obok, gdy będziesz miała gorszy dzień, to zaparzyć herbatę, przytulić. Na pewno tego potrzebujesz.
Wiesz, nikt nie zastąpi Ci rodziców, bo tak się nie da, lecz mam nadzieję, że poradzisz sobie z tym wszystkim.
Zgadzam się z Wielokropkiem - to nie jest Twoja wina, że zmarł Twój tata. Przestań się obwiniać. Nie maiłaś na to wpływu, tata miał wylew i miałby go prędzej czy później. Nie da się przygotować na odejście bliskiej osoby, to jak cios prosto w serce - na pewno i często się za to winimy, ale to niepotrzebne. Przecież, nikt z nas nie chce, by bliskie nam osoby umierały, zawsze chcemy, by żyli do końca świata i jeden dzień dłużej.
Przytulam Cię wirtualnie :* .

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

48

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?
Wielokropek napisał/a:

Edycja:
Proszę, przestań używać takiej ilości wielokropków. Taki tekst fatalnie się czyta. smile

Z całym szacunkiem dla merytorycznej wartości Twojej porady, Wielokropku, aż poraziło mnie, że przy ogromie tragedii opisanej przez Autorkę wątku, Ty zwróciłaś uwagę na to, że używa zbyt dużej ilości wielokropków. Ja podczas lektury nawet ich nie zauważyłam. A gdybym nawet zauważyła, to głupio by mi było być tak małostkową i darowałabym sobie strofowanie dziewczyny przy randze problemu z jakim się boryka.

Cześć, Taka_sobie_ja_111

Jestem zszokowana tym co przeżyłaś i bardzo cieszę się, że masz w sobie wolę walki o czym świadczy chociażby to, że zalogowałaś się tu na forum szukając pomocy.
Przede wszystkim, czas najwyższy abyś przestała udawać przed chłopakiem, że wszystko jest w porządku i że się otrząsnełaś. Z tego co piszesz można wnioskować, że mógły być dla Ciebie dużym oparciem w tych trudnych chwilach. Sądzę, że powinnaś z nim szczerze porozmawiać o swoich uczuciach.
Wizyta u lekarza też wydaje się konieczna. Umów się jak najszybciej, rzeczywiście można załatwić to w ramach NFZ. Nie musisz ze wszystkim radzić sobie sama, masz prawo oczekiwać i szukać pomocy.

Jesteś bardzo dzielną dziewczyna!

P.S. Tu na forum jest również wątek kobiet, które straciły męża. Wiem, że to nie to samo, ale może znajdziesz wśród nich jakieś ukojenie.

49

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Ja również zostałam sama. Mama zmarła 2,5 roku temu nagle na zawał, tata zachorował na raka żołądka rok temu, zmarł w strasznych męczarniach śmiercią głodową w czerwcu. Rozumiem doskonale jak to jest, czuje się pustkę nie do opisania, której nic nie jest w stanie wypełnic. Wszystko przypomina rodziców, kiedy wraca się do pustego domu, spędza święta bez nich, łzy same napływają do oczu. Wiem że może wydawac się to śmieszne, ale do teraz mam ich nr zapisane w telefonie i kiedy coś ważnego się dzieje w moim życiu pierwszy odruch - to zadzwonic do którego z nich i o tym powiedziec.
Mama zmarła niespodziewanie, nie miałam szansy się z nią pożegnac, wyjaśnic nieporozumienia - męczy mnie to do dziś. Wyprowadziłam się z domu do innego miasta na rok przed śmiercią mamy, nie spędziłam z nią ostatnich chwil jej życia, ostatni raz kiedy się widziałyśmy strasznie się pokłóciłyśmy. Nie zdążyłam powiedziec "przepraszam".
Z tatą było inaczej. Kiedy padła diagnoza, lekarze nie dawali mu żadnych szans, nawet nie kwalifikował się na chemię ani radioterapię, tak miał wycieńczony organizm. Czekałam aż odejście nastąpi - wiedziałam że będzie to prędzej czy później. Modliłam się żeby wcześniej, żeby tylko długo się nie męczył. Obydwoje z tatą nie potrafiliśmy rozmawiac o tym co będzie. Ani razu nie poruszyliśmy tematu śmieci, czy się boi, czy ja się boję. Tydzień przed śmiercią kiedy leżał już w hospicjum wysyłał mi smsy na temat jaki dom pogrzebowy mam zawiadomic, jakie sa piny do jego telefonów, hasło do laptopa. Żegnał się ze mną, z życiem, które tak bardzo kochał. Nie chciał umierac, miał plany, chciał się żenic po raz drugi.
Jak sobie poradzic w życiu bez nich? Nie mam domu, poczucia bezpieczeństwa. Czuję tylko paniczny strach, że kiedy się z kimś zwiążę, on też może odejśc a ja tego nie zniosę. Tak ciężko...

50

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?
tulka napisał/a:

Ja również zostałam sama. Mama zmarła 2,5 roku temu nagle na zawał, tata zachorował na raka żołądka rok temu, zmarł w strasznych męczarniach śmiercią głodową w czerwcu. Rozumiem doskonale jak to jest, czuje się pustkę nie do opisania, której nic nie jest w stanie wypełnic. Wszystko przypomina rodziców, kiedy wraca się do pustego domu, spędza święta bez nich, łzy same napływają do oczu. Wiem że może wydawac się to śmieszne, ale do teraz mam ich nr zapisane w telefonie i kiedy coś ważnego się dzieje w moim życiu pierwszy odruch - to zadzwonic do którego z nich i o tym powiedziec.
Mama zmarła niespodziewanie, nie miałam szansy się z nią pożegnac, wyjaśnic nieporozumienia - męczy mnie to do dziś. Wyprowadziłam się z domu do innego miasta na rok przed śmiercią mamy, nie spędziłam z nią ostatnich chwil jej życia, ostatni raz kiedy się widziałyśmy strasznie się pokłóciłyśmy. Nie zdążyłam powiedziec "przepraszam".
Z tatą było inaczej. Kiedy padła diagnoza, lekarze nie dawali mu żadnych szans, nawet nie kwalifikował się na chemię ani radioterapię, tak miał wycieńczony organizm. Czekałam aż odejście nastąpi - wiedziałam że będzie to prędzej czy później. Modliłam się żeby wcześniej, żeby tylko długo się nie męczył. Obydwoje z tatą nie potrafiliśmy rozmawiac o tym co będzie. Ani razu nie poruszyliśmy tematu śmieci, czy się boi, czy ja się boję. Tydzień przed śmiercią kiedy leżał już w hospicjum wysyłał mi smsy na temat jaki dom pogrzebowy mam zawiadomic, jakie sa piny do jego telefonów, hasło do laptopa. Żegnał się ze mną, z życiem, które tak bardzo kochał. Nie chciał umierac, miał plany, chciał się żenic po raz drugi.
Jak sobie poradzic w życiu bez nich? Nie mam domu, poczucia bezpieczeństwa. Czuję tylko paniczny strach, że kiedy się z kimś zwiążę, on też może odejśc a ja tego nie zniosę. Tak ciężko...

Przeżyłaś ogromną tragedię. Wcale nie dziwi mnie fakt, że jest Ci bardzo ciężko, a w telefonie masz numery rodziców i masz odruch zadzwonić do nich, gdy jest Ci źle. Tak na pewno reagowałaby zdecydowana większość z nas. Ja także w takiej sytuacji na pewno czułabym pustkę, brakowałoby mi tego ciepła od rodziców, tej rozmowy, ich widoku. Dlatego doskonale Cię rozumiem. I na pewno nie tylko ja.
Wiesz, na żadną śmierć nie możemy się przygotować, mimo że jest naturalną konsekwencją, a śmierć rodziców jest wielką traumą, tym bardziej w tak młodym wieku jak Twój. Nie jest łatwo układać sobie życie bez nich, podczas gdy tyle lat byli obok, służyli wsparciem itp.
Jednak, z czasem być może życie będzie trochę bardziej znośne, choć wiadome - rodziców zawsze będziesz nosić w swoim sercu.
Jeżeli nie będziesz dawała rady, to odwiedź pobliskiego psychologa, być może pomoże Ci, wygadasz się, będzie trochę lżej przejść tę gehennę.
Mocno ściskam.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

51

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

tulka ----> to co piszesz jest bardzo przykre, aż łzy napłynęły mi do oczu, tak dobrze Cię rozumiem. Ja również straciłam rodziców, najpierw mamę kiedy byłam jeszcze bardzo mała, a tatę 3 lata temu. Bardzo tęsknie za nimi a najbardziej za tatą. Opisywałam moją historię w wątku "moja niesamowita historia". Mój tata zmarł na raka, w ostatnich chwilach wyglądał bardzo źle, nie mogłam tego zniesc, że on cierpi! sad Ale kochana, nie martw się bo Twoi rodzice są teraz razem, są szczęśliwi i nie chcieli by żebyś cierpiała... Za mamę módl się bardzo często, przeproś ją, powiedz jej to co chciałaś powiedziec jej jeszcze za życia, ona Cię usłyszy, uwierz mi. Módl się również za tatę, i nie martw się o nich bo oni teraz mają lepsze życie niż my tutaj...
Doskonale Cię rozumiem też że się boisz... Ja czuję dokładnie to samo:( Mam chłopaka, dzięki niemu moje życie wygląda lepiej, nie czuję się taka osamotniona, i boję się strasznie o niego, czasem przeradza się to w panikę, nie chcę go stracic, jest moim jedynym najbliższym człowiekiem. Kiedy jedzie rano do pracy powtarzam mu po kilka razy żeby na siebie uważał, modlę się również o niego aby Anioł Stróż opiekował się nim. Bardzo się boję. Moi znajomi tego nie rozumieją, bo nie stracili najbliższych osób w ich życiu. Oni myślą że to ich nie dotyczy... A ja tyle razy błagałam Boga żeby nie odbierał mi taty i co? Nie wysłuchał mnie... Dlatego tak bardzo się boję ale ufam mu.
Trzymaj się

Najwspanialszy jesteś, gdy jesteś sobą, na pewno nie musisz się męczyć grając inną rolę.

52 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-09-13 20:36:42)

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Dziewczyny, to jak najbardziej normalne, że mając ukochanych u boku pojawia się problem strachu o ich życie.
Właściwie, to prawda, osoby, które nie  przeżyły takiej tragedii nie do końca to zrozumieją, oni żyją nie myśląc o takich sprawach, jakby właśnie ich to nie dotyczyło. Także Wasz strach jest jak najbardziej uzasadniony, nic dziwnego, że Wam towarzyszy.
Ja wprawdzie nie straciłam nikogo tak bliskiego, ale też modlę się o moich bliskich i cieszę się z każdej chwili razem, choć właściwie to moja mama chorowała na raka, to pewnie dlatego.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

53

Odp: Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Dziękuję dziewczyny za słowa otuchy i pozdrawiam

Posty [ 54 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Śmierć rodziców..Jak sobie poradzić samej ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018