witajcie, postaram się krótko. Naście lat temu zostałam matką chrzestną córki kolegi mojego męża. Chrzestny to też kumpel. Z powodu zawirowań życiowych kontakt się urwał, Rodzice małej po rozwodzie, ona z dziećmi wyjechała z naszego miasta. Pamiętam ją ostatnio jako 3-4 letniego szkraba. Na komunii św. był mój mąż, ja nie mogłam z przyczyn niezależnych ode mnie. Matka dziewczyny nie szukała z nami jako chrzestnymi kontaktu naście lat. I teraz zaczyna się. Dziewczyna rozpoczęła naukę w szkole w naszym mieście i wzięło ja na sentymenty. Przyszła do mnie do domu i prosiła mojego syna o kontakt z nią. Myślałam co się stało, ze mnie szuka, ale nie zostawiła nru telefonu. Po paru dniach gdzieś pokątnie dostałam nr , zadzwoniłam. Pytam wprost co się dzieje i jak moge pomóc, uważam że od tego jestem. "Nic, stęskniła się", no po nastu latach? Wreszcie. Podziekowała mi za prezent komunijny, mówię "no, lepiej późno niż wcale", lae wiem, że zadowolona nie była przynajmniej rodzina, bo nie dałam kasy. Na tyle ich znam i dlatego nie wierząc, że to tęsknota czekałam dalej co bedzie. Po chwili ona-"wiesz, bo pomyślałam, że po szkole mogłabym się zatrzymać" Nooo, wybiłam jej to z głowy od razu i prosto z mostu. Nie!
Ale już się zaczynają naloty odwiedzinowe, mnie nie ma to niestety mąż jest skazany na nie. Jestem zszokowana tym bardziej, że brak w słowach szacunku, mówienie TY do mnie, pytając o męża też po imieniu. I jakby musiało byc, ona odtajała, a my czy ja mamy ją przyjąć z otwartymi ramionami, nie szanując nawet siebie samych. No i poza tym zbliza się 18-stka. Obawiam się, ze tu jest szkopuł całej sprawy i mieszkanie na miejscu bez dojazdów.
Cieszę się, że się odezwała, nie zapomniałam o jej istnieniu, ale czy tak ma się to odbyc? Żadnej pokory w głosie, pewna siebie i butna. Normalnie nie wiem jak mam się zachować, powiedzieć tego i tego sobie nie życzę, czy jak? POMÓŻCIE mi pomysleć. pozdr ![]()
Podobne tematy
Widzę w tym jakiś interes. Wydaje mi się, że matka nakierowała ją co ma mówić i jak sie zachowywac. Po tylu latach dziękuje Ci za prezent, który dostała na Komunię. Trochę dziwne.
Ja nie zgodziłabym sie na wspólne mieszkanie. Oczywiście ukróciłabym wizyty i delikatnie zwróciła uwagę, że jesteś jej ciotką, a nie koleżanką i wolałabyś, żeby nie mówila do Ciebie po imieniu. 18-stka to prawdopodobnie podstawowy pretekst na odnowienie kontaktów. Jestes chrzestną i pewnie wydaje się jej, ze Twoim obowiązkiem jest jej pomoc i w tak waznym dniu (18 lat) obdarowac jakąś kwotą.
Dziewczyna jest prawie pełnoletnia. Powinna zrozumieć to co jej powiesz. Nie mam na myśli niegrzecznej rozmowy. Delikatnie, ale dosadnie. Może nauczy się szacunku i kultury.
A co z jej ojcem, nie mieszka juz z Waszym miescie?
Rzeczywiście "śmierdzi" mi tu jakimś interesem. Myślę, ze warto by było pogadać z rodzicami dziewczyny. Pewnie ozstała przez matkę podbuntowana i dlatego tak się zachowuje. Wiesz, fajnie, ze się odezwała i ze chce utrzymywac kontakt, ale nie w taki sposób. Pogadaj z nią, jak radzi sanders, ale też z rodzicami.
Dla mnie w tej historii obie strony mają sobie coś do zarzucenia.
Oczywiście, chrześnica nie powinna odnosić się do Was bez szacunku, a składanie niezapowiedzianych wizyt nie jest w dobrym tonie nawet wśród rodziny. Dlatego nie zrobisz nic złego, jeżeli wyjaśnisz jej, że nie życzysz sobie takiego zachowania i wolałabyś, żeby zwracała się do Ciebie per pani/ciociu.
Z drugiej jednak strony rozwód rodziców nie stoi na przeszkodzie, żeby od czasu do czasu zadzwonić czy poszukiwać kontaktu - jako chrzestna zaniedbałaś tą sprawę. Mój chrzestny zapadł się jak kamień w wodzie po mojej komunii i rozwodzie rodziców, co powiem Ci szczerze, do dziś mam mu za złe...
Przeprowadź z chrześnicą uprzejmą, ale stanowczą rozmowę. Powinno pomóc.
5 2010-03-12 18:15:26 Ostatnio edytowany przez agileo (2010-03-12 18:44:29)
cześć Wam, dzięki za posty
Otóż po kolei, ojciec dziewczyny popełnił samobójstwo juz lata temu, właśnie z powodów rodzinnych. To jak dla mnie stojącej z boku było tak- jedni brali ślub, drudzy rządzili.
Yvette- to nieprawda, że nie chciałam kontaktu. I na pewno tak jak mówisz jest gdzieś coś pośrodku, lae też jest tak, że niestety kontakt nie był mile widziany. Sprawa była jasno postawiona. Czy narzucałabyś się? Nie wypierałam sie jej nigdy. Na samej Komunii nie było nikogo z rodziny ojca, chrzestnego też nie. "My" tak. Jeśli bym nie chciała to i tam nie była, a uważałam, że trzeba. I nie wiedzieliśmy jakie będzie wrażenie na nasz widok. Powiem- konsumpcyjne.
Sprawe komplikował fakt, że ojciec dziewczyny mieszkał blisko nas. Do tej pory mieszka tam ciotka dziewczyny. Pytałam, ze swoją ciocią kontaktu nie nawiązała i nie chce. To nie jest tak, że ja nie chcę jej znać, ale nie da się nadrobić parunastu lat w jedną chwilę. Nie można tak ot pomysleć, że wszystko OK. Dziewczyna niewinna, była dzieckiem, ale teraz to zachowanie nie wydaje mi się właściwe. Czy to zbyt wiele, żeby stosowała jakies uznane normy zwrotów, pytanie czy może lub czy pasuje? Pozdr. ![]()
Twoja chrześnica jest dla Ciebie prawie obcą osobą. Jak pisałaś pamiętasz ją jako małą dziewczynkę. Teraz ma już swoje lata.
Nie widzę tu Twojej winy. Matka tej dziewczyny rozeszła się z mężem i w związku z tym, że był Waszym kolegą postanowiła również z Wami zerwac wszelkie kontakty.
Gdybym ja była w takiej sytuacji na pewno nie pchałabym się i nie szukała na siłę kontaktów z chrześnicą. Jeżeli jej matka robiła wszystko, żeby zakonczyc znajomosc. Porozmawiałabym z dziewczyną o szacunku i jak ma się do mnie zwracac. Zapytałabym co dokładnie bylo przyczyną, że nagle sobie o mnie przypomniala, bo nie wierzę, że nagle zatęskniła. Nawiązałabym kontakt z jej matką. Zapytałabym dlaczego zerwala z nami kontakt, a teraz wysyła córkę jakby nigdy nic.
Witam,tak czytam te posty i dochodze do wniosku,ze oczywiscie moje zdanie jest takie ze moze i zobowiazałas sie byc chrzestna,ale przeciez skoro ona majac tam 10,11lat i wiecej rowniez mogla zadzwonic,zapytac jak sie masz.....ale jej niezależało a teraz przychodzi i bierze Cie na litosc,,,nie jestes jej bliską rodzina,owszem chrzestna ale po tylu latach zerowego kontaktu nie musisz jej na siłe ulegac i pomagac,no chyba ze jednak chcesz...ale skoro ona nie podchodzi do was z szacunkiem to nie wiem na co liczy...tym bardzie bym nie miala skrupółow by powiedziec co o tym wszystkim mysle....ale to tylko moje zdanie;)
8 2010-03-13 20:57:39 Ostatnio edytowany przez agileo (2010-03-14 10:26:35)
oj, Kobietki jak teraz płaczę to pojęcia nikt nie ma, chol...jak przykro, aspekt finansowy wyszedł na jaw. Mieszkanie i 18stka tak to pierwsze powody, ale jakby dalsze w czasie, a teraz? bierzmowanie za 2 m-ce. Sorki, dzięki Wam ale nie mogę dalej pisac. A już się cieszyłam, że się odezwała.
Wiecie, jak pozbieram takie małe i malutkie wymsknięte słówka do kupy, to widać dlaczego nagle zatęskniła. Nie uważam, że bierzmowanie jest okazją do robienia wielkich imprez i prezentów, ale nie wszyscy jak widać tak myslą. A najbardziej mnie wkurza jej poczucie pewności siebie, że to sie należy ode mnie. A plany ma ambitne, drogie studia itd. Zdolna była i jest, ale nie chcę i nie muszę dzielić kosztów jej wykształcenia. Jestem zła na siebie za swoją naiwność, bo zaczynałam myśleć inaczej, że może jest inna niż starsi w rodzinie. Nie chciałam jej skreślać tak od razu, teraz nie wiem.
Pozdr. ![]()
Droga agileo,nic jej nie jestes winna!ona miala Cie gdzie przez tyle lat a teraz nagle przychodzi i wsumie daje do zrozumienia ze jej sie nalezy pomoc od Ciebie,a guzik prawda!a jak ona by sie czula gdybys ty po paru latach przyszla do niej i np powiedziala ze liczysz na jej pomoc bo jest twoja chrzestna!bez sesnu,nie czuj sie winna i nie zamartwiaj sie..zyj swoim zyciem i nie obwiniaj sie tak czasem ze jej nie pomoglas...
A może zamiast pieniędzy to kup prezent. Przecież bierzmowanie to nie powód do wielkich imprez i prezentów czy pieniędzy. Widać, zę dziewczyna jest bezczelną materialistką. A rozmawiałaś z jej mamą?
hm, droga Agatko, jej mama nie ma o czym ze mną rozmawiać, odcina się całkowicie, ale wydaje mi się, że chrześniaczką kieruje. Co do prezentu, to właśnie ze względu na ich materialne podejście do świata, nie dałam pieniedzy na Komunię św. Tylko właśnie jak już obie stwierdziłyśmy, bierzmowanie nie jest przecież weselem, nie widzę powodu czegokolwiek dawać. Wiem z autopsji, nieważne co w sobie masz, tylko ile dasz. Może źle teraz myślę, ale w tym wypadku chyba lepiej od razu powiedzieć jasno i wyraźnie jak ja widzę rolę chrzestnej matki. I na pewno nie przez pryzmat pieniądza. Myślę tak dlatego, że byłam biedną chrzestną i niestety dawali to odczuć. Nie szukali kontaktu, nie chcieli, rozmawiali jak cie mogę itd. Teraz nam lepiej finansowo, pracuję gdzie pracuję, więc jest "uśmiech" na twarzy, tęsknota i zainteresowanie. Bardzo dotkliwie odczuliśmy śmierć kolegi, widzieliśmy go nieraz jak płakał z powodów rodzinnych, urtudniania widzeń dzieci, słuchaliśmy jego żaleń. A nad czym bardzo boleję? Miesiąc przed śmiercią przyszedł do nas jakiś dziwny, jakby nastawiony na odbiór świata. Miałam jakieś niejasne odczucie, że coś nie tak, mąż zbagatelizował moje słowa, a potem .... Wciąż pytam siebie, czy mogliśmy coś zrobić i mu pomóc? okropne uczucie. Nie chcę pielęgnować w sobie złości, ale pamięć zawsze pozostanie i nie chcę dać siebie i mojej rodziny pozwolić ranić. Życie uczy, doświadczenia wzbogacają duszę, ale i są ostrzeżeniem na przyszłość.
Wypowiedzcie się proszę, czy to ja jestem jakaś nienormalna? Ciekawa jestem waszych opinii. ![]()
Oczywiście że nie jestes nienormalna. Ja od roku jestem chrzestną syna mojej siostry. I owszem na urodzinki, roczek, chrzciny Dominik dostał pieniądze. A tak to nie daję prezentów co chwilę. Czasem mi się zdarzy kupić coś słodkiego czy jakiś soczek. Ale moja siostra sama wie, ze bycie chrzestnym to nie kasa a obecność w życiu tego dziecka. Jednak zycie różnie się składa. Mój szwagier ma chrześnicę, którą widział kilka razy. A to dlatego, ze jest to córka siostry jego byłej dziewczyny. Nie mieli kogo wziąć za chrzestnego to wzięli jego. A teraz była jej komunia i on się szykował, zeby na nią pójść to mu dzień przed powiedzieli, zeby nie przychodził, bo jego była dziewczyna przyjdzie z jakimś chłopakiem i on nie chce, zeby mój szwagier przyszedł. Głupia sytuacja. Szwagier nie rpzyszedł na komunię, ale po komunii przyszedł z prezentem dla dziecka. Więc czasem życie tak nam się układa, że nie zawsze jesteśmy w stanie uczestniczyć w życiu dziecka. I kasa nie jest tutaj najwazniejsza. Skoro dziewczyna nagle poczuła tęsknotę to jest to wysoce podejrzane i ja bym na Twoim miejscu oczywiście się z nią spotykala, na jakieś urodziny skromny prezent i tyle. Przecież Ty masz swoją rodzinę, która ma potrzeby i oni sa dla Ciebie najwazniejsi a nie nagle odnaleziona chrześnica. Myślę, zę powinnaś z nią pogadać i powiedzieć, jak Ty widzisz rolę matki chrzestnej i jestem ciekawa, czy nadal będzie Ciebie odwiedzać.
witaj, dzięki za potwierdzenie mojej normalności ![]()
wiesz Agatko, kasy nie dawałam, bo po prostu nie miałam. Poza tym wiedziałam, że obojętnie ile bym nie dała, to za mało no i "mamusia" zamiast dziecku coś potrzebnego za to kupic, to co? wkładała do porfela i do miasta, a ja chciałam, żeby miała mała coś ode mnie trwałego, co by mogła użyć, nie zapomnieć lub pamiętać. Na tym mi bardziej zależało.
A dziś napisałam jej grzecznie na gg, żeby nie nachodziła mojego męża jak mnie nie ma w domu. Dlaczego-historia w innym wątku opisana.
Ale historia Twojego szwagra też nie jest optymistyczna, kurczę, nie zazdroszczę Mu tego uczucia odrzucenia. Okropieństwo. Cóż, jak widać, co niektórzy mylą pojęcia związane z faktem bycia kumą/kumem. Przykre, gdy wyobrażenia i uprzedzenia biorą górę.
Pozdr. serdecznie
Więc ja myślę, ze nauczona doświadczeniem daj jej na urodziny prezent i po sprawie. i dobrze, zę napisałaś tego sms. A jak się dziewczyna obrazi, dlaczergo nie dałas pieniędzy to po prostu jej powiedz prawdę. Wiesz, to smutne, ze ludzie uczą dzieci takiego postępowania i podejścia do życia.
Agileo
Bierzmowanie to nie jest powód do dawania prezentów. Pierwsze słyszę, żeby z takiej okazji dawało się pieniądze albo prezenty.
Jeżeli masz być świadkiem u swojej chrześnicy na bierzmowaniu to bądź, ale absolutnie nie dawaj jej nic wartościowego. Ewentualnie kup bombonierkę.
Współczuję tej całej sytuacji. Ja mam dwóch chrześniaków i chrześnicę. Na pewno było by mi przykro gdyby taka sytuacja miala miejsce.
Bierzmowanie to zdecydowanie nie powód do dawania prezentów. Pamiętam swoje bierzmowanie, gdzie moja ciocia była świadkiem. Poszłyśmy do kościłoa a po bierzmowaniu poszłyśmy po prostu do domu i tyle. Jak ja byłam świadkiem na bierzmowaniu siostry to było dokładnie do tami. Bez prezentów, imprez itp. Dlatego też ja bym się nie przejmowała tym. A co do 18tki to tak jak Ci radziłam: prezent i tyle.
witajcie , moje drogie doradczynie i powierniczki ![]()
targa mną wiele dylematów w związku z tą sprawą, ale na pewno ustalę jakieś konkretne swoje prawa, myślę- szacunek, właśnie sprawę wymarzonych darowizn itp. Moje dzieci tez nie miały imprez z okazji bierzmowania. Cieszę się, że podzielacie moje zdanie.
Ach, Sanders, ja wcale nie mam być świadkiem tylko gościem! ![]()
Ale muszę się Wam pochwalić, że mój mąż już nie jest "TY", ja jeszcze tak. Wczoraj na gadu był "wujkiem". Napisałam jej grzecznie, ale stanowczo słowo wujek drukowanymi literami. Ha ha, troszkę we mnie dablicy siedzi.
Jak ja się ogromnie cieszę, że Was tutaj mam. Życzę Wam super dnia, bo od dzisiaj zależy cały tydzień.
![]()
No i powolutku dojdziecie z nią do porozumienia i pewnie troszkę ją utemperujecie. Tylko konsekwencja z Waszej strony jest niezbędna. To jest jeszcze młoda osoba podatna na wpływy. Widzi, ze Wy się tak łatwo nie poddacie to pewnie z czasem zmieni nastawienie. Ale jej matką to bym porządnie wstrżsnęła. Jak można uczyć dzieci takiego zachowania i podejścia do życia.
Agatka ma rację, matce tej dziewczyny należy się mega wstrząs.
Agileo, myślałam, że chrześnica powiadomiła Cię o Bierzmowaniu ponieważ chciala żebyś była jej świadkiem.
Ja też bardzo chciałam, zeby moim świadkiem była chrzestna. Niestety z racji odległosci która nas dzieli nie przyjechała. Mam bardzo zamożną chrzestną, ale nie przyszło mi do głowy, żeby zapraszac ją własnie z tego powodu, dla kasy, dla prezentów.
Kiedyś jak ją odwiedziłam z chłopakiem, a obecnym mężem, ona dała mi pieniądze i to nie małą kwotę. Czułam się źle, podle, nie chciałam ich wziąć. Pojechałam do niej żeby się z nią zobaczyć, porozmawiać. Długo sie nie widziałysmy, a ona tak jakby chciała mi zrekompensowac to, że rzadko sie widzimy. Oczywiscie wytłumaczyłam jej dokładnie, dlaczego przyjechałam. Poza tym ona mieszka w miejscowosci, w której mieszkałam jako mala dziewczynka. Chciałam zobaczyc to wszystko jeszcze raz no i pokazac swojej połówce.
Nie potrafiłabym zrobic tego co Twoja chrzesnica.
Na 18, jeżeli już, kupiłabym chrześnicy złoty łańcuszek z jakims wisiorkiem albo pierścionek. Oczywiście bez szaleństw.
Witajcie
sprawa się wyjaśniła. No cóż, chciała sobie zagrzać miejsce u nas jako lokatorka. Nie posłuchała mojej prośby, zeby nie nachodziła męża bez zapowiedzi. Przyszła, mąż kiepsko sie czuł i w dodatku trafiła tak, że za chwilę musiał wyjść, więc nie posiedziała długo. Rozmowa typowa- szkoła, co w domu i narzekanie na kasę. Mąż twierdzi, że grzecznie z nim rozmawiała, już był :wujkiem:, ale wiecej razy nie przyszła. może zobaczyła, ze potrzebuje faktycznie czasem też pomocy i nie mam apartamentów do jej dyspozycji. W każdym razie znów milczy, na urodziny wysłałam jej z Niemiec życzenia, podziękowała i znów przepadła............na bierzmowanie nie zostalismy zaproszeni.
pozdr. Was Dobre Duszyczki ![]()