Ciesze sie bardzo, ze odkrylam to forum. Widze, ze przebywajacy tutaj ludzie odnosza sie do siebie z duza zyczliwoscia i kultura osobsta. Dlatego postanowilam tutaj zwierzyc sie z mojego problemu...
Musze z Wami o tym porozmawiac, bo tak sie zaplatalam myslowo, ze juz nie wiem, co jest dobre a co zle...
Ale do rzeczy.
Mieszkam za granica. Wczesniej bylam w zwiazku z mezczyzna (Polakiem), ktory byl 18 lat starszy ode mnie. Ten zwiazek sie rozpadl, ale pisze o tym, bo chyba wazne jest w tej historii, ze szukam ciagle kontaktu z mezczyznami o wiele starszymi od siebie.
Po tym jak rozpadl sie ten zwiazek poznalam B. Mezczyzna o 14 lat starszy ode mnie, obcokrajowiec, z zawodu lekarz. Czlowiek bardzo inteligentny, ale niestety bardzo nieurodziwy, pewnie wiekszosc uznalaby go za "brzydala". Ja troche inaczej patrze na ludzi, wobec czego zaakceptowalam go takim, jaki jest, a poza tym zafascynowal mnie tak swoim wnetrzem, ze jest dla mnie ogromnie pociagajacy.
Byla to znajomosc internetowa. Od poczatku bylo jasne, ze ta znajomosc bazuje na ogromnym pokrewienstwie duchowym. Co to oznacza: wiec ja jestem osoba, ktora bardzo duzo "filozofuje" na tematy zycia i smierci, rozmyslam nad sensem ludzkiej egzystencji itp. On tez. I to jest to, co nas bardzo laczy.
Po kilku miesiacach doszlo do spotkania, on przyjechal do mojego miasta na tydzien, poniewaz mieszkamy baaardzo daleko od siebie. Spodobalo nam sie nasze towarzystwo i postanowilismy dalej ciagnac ten zwiazek na odleglosc.
Bylo cudownie, kiedy bylismy razem, ale juz wtedy zauwazylam cos dziwnego. On unikal kontaktu fizycznego. Nie mowie, ze po tygodniu trzeba od razu ladowac w lozku, ale sadze, ze dotkniecia, pocalunki i po prostu chec bycia blisko jest jak najbardziej naturalna, prawda? Ale w koncu wyjasnilismy sobie, dlaczego tak jest. Wynikalo to stad, ze on od zawsze czul sie nieatrakcyjny, dlatego tez cala swoja energie skierowal w rozwoj duchowy i intelektualny a zycie intymne pozostawalo na uboczu...
Jak jest teraz? Niby lepiej, ale nadal jest to problem. Widujemy sie poki co mniej wiecej raz na miesiac po kilka dni od 1,5 roku.
Ja jestem osoba namietna, po prostu lubie seks, nie jakos przesadnie, ale jest dla mnie wazny. Natomiast on...no coz, po raz pierwszy czuje sie przy mezczyznie, jak jakis zboczeniec. Wydawalo mi sie, ze para na poczatku zwiazku chce sie wysycic i nacieszyc swoimi cialami, z nim mam wrazenie, ze go do "tego" zmuszam.
Do tego dochodza inne problemy. Jak wspomnialam, w kraju w ktorym mieszkam jestem obca. Przeszkadza mi to, ze ludzie widza we mnie uboga dziewczyne, ktora poszukala sobie towarzystwa starszego pana, zeby ja sponsorowal. Tak nie jest i nigdy mi to przez glowe nie przeszlo, ale ludzie "wiedza lepiej".
Ciezko mi tez przyznac sie do tego zwiazku przed znajomymi. Po prostu boje sie ich reakcji, wiem, ze wiekszosc ludzi nie potrafi sobie wyobrazic, zeby prowadzic taki rodzaj zwiazku i wymyslaja swoje teorie na ten temat.
Boje sie tez tego - obcego mi - spoleczenstwa. On jako lekarz obraca sie - wiadomo - w troche "wyzszych" sferach. Ja, niedosc ze jestem obca w tym kraju, to pochodze z bardzo zwyczajnej i przecietnej rodziny. Nie wiem jak sie zachowac w pewnych sytuacjach towarzyskich, brakuje mi obycia.
Jak widzicie, jest tych problemow sporo, podsumowujac, problemy w tym zwiazku to:
- seks
- akceptacja spoleczna
- swoisty mezalians
Czesto rozmawiamy na temat moich obwach, poniewaz jestem otwarta i szczera osoba i sadze, ze na szczerosci musi bazowac dobry zwiazek...On twierdzi, ze nad tym wszystkim mozna pracowac, ze jesli sie chce, to mozna wszystko osiagnac... Ja tez w to wierze, ale...
...ale czasem ogarnia mnie zwatpienie.
Czasem mysle, ze popelniam ogromny blad.
Ze zostane z facetem, ktory bedzie mial coraz mniej ochoty na seks, a ja coraz wiecej (Mam 30 lat, on 44)
Ze bede od niego zawsze zalezna i gorsza, ze wzgledu na jego pochodzenie i status...
Wreszcie, ze spoleczenstwo w tym kraju jest tak hermetyczne, ze nigdy nie zostane tu zaakceptowana jako pelnoprawny czlowiek...
On mnie wspiera jak moze, nie w tym problem.
Problem jest we mnie.
Nie jestem do konca przekonana do tego zwiazku i czuje sie winna, winna tym bardziej, ze on zarzuca mi niedostateczna chec do pracy nad tym zwiazkiem.
Jak widzicie, jest tych problemow wiele, ale jest tez mnostwo pieknych rzeczy ktore nas lacza: wspolna filozofia zyciowa, podejscie do zycia, wspolne zainteresowania.
Ale te problemy nie daja mi spokoju i powoduja bezsenne noce...
Dziekuje wszystkim, ktorzy dobrneli do konca tej historii...Prosze o Wasze komentarze, moze bedzie mi latwiej uporac sie z tym wszystkim. Nie wiem, na prawde nie wiem co robic. Wiem, ze latwiej jest zerwac zwiazek i szukac dalej, a trudniej pracowac nad nim. Ja nie chce sie poddawac, ale czasem brakuje mi sil! Czuje, ze nie podolam, ze nie jestem dosc silna, zeby stawic temu wszystkiemu czola, ze on zbyt wiele wymaga...A byc moze to ja jestem jeszcze strasznym dzieciuchem?
Pomozcie, prosze...