Czy macie jakiegos wroga,ktory uprzykszyl wam zycie,ja mialam kolezanke z podstawowki,do dzisiaj nie spotkalam podobnej jej postaci,nie dosc ze brzydka to bardzo wredna,lubiala sie znecac psychicznie,nad slabszymi od siebie,szczegolnie jak kogos wyczula to koniec z nim ,mieszkalysmy na jednej ulicy,wiele lat,nawet teraz w jej zyciu prywatnym jest zle ,przez jej wrednosc,a mnie tak s trasznie dokuczyla ,ze jak ja widze na ulicy,to pierwsza moja mysl ,zabic to malo,oj dlugo bede pamietac.... Ja dawno ja wykreslilam z pamieci,bo tacy ludzie dla mnie nie istnieja,wbrew mojej naturze,wystarczy ze czesto przez nia plakalam,i nie spalam po nocach,ale gdzies w glowie mi siedzi....
1 2010-02-27 23:36:15 Ostatnio edytowany przez coco59 (2010-02-28 20:35:44)
Podobne tematy
2 2010-02-27 23:51:12 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2010-02-27 23:52:12)
Jak tak się zastanowię, to właściwie nie mam wrogów i nigdy nie miałam. Staram się nie pielęgnować w sobie negatywnych uczuć i nie wdawać się w konflikty - oczywiście, jeśli ktoś mnie atakuje, nie kładę uszu po sobie, ale też staram się nigdy nie atakować pierwsza, a jeśli ktoś mnie (szczerze!) przeprosi - zawsze wybaczam. Nie lubię pozostawać w konflikcie z kimkolwiek.
Oczywiście na pewno są osoby, których z różnych powodów nie lubię, ale staram się tego po prostu nie okazywać, bo i po co. Jak to się mówi, dzieci z nimi mieć nie muszę, mogę przecież unikać ich towarzystwa. Są też osoby, które z różnych powodów nie lubię mnie albo nie lubimy się wzajemnie - ale i tu nadal trzymam się zasady, że nie atakuję pierwsza i nie chowam w sobie palącej nienawiści. Może dochodzić do aktów "znaczenia terenu", wymiany spojrzeń, ale moim zdaniem nie ma sensu pchać się w otwartą wojnę, bo niczemu to nie służy.
Nie chce mieć wrogów. Niestety może kilku mam, tak ułożyły się stosunki między nami, zachowania mojej i jej, nie doprowadziły do pojednania, lecz wręcz pogłębienia konfliktu. Ale na tym etapie, sprawa jest prosta, nie rozmawiamy ze sobą, nawet nie mówimy sobie cześć na ulicy czy gdzieś. Tak jest chyba lepiej, bo nie warto wchodzić w żadne pyskówki z osobą z którą nie potrafię się przez pewne sytuacje dogadać... Tak więc mam jakichś wrogów, ale jak najbardziej staram sie unikać wszelkich kontaktów z nimi.
Pamiętam z czasów gimnazjum, ze miałam za wroga pewną dziewczynę, podobnie jak coco59 pisze: brzydką i podłą. Nie lubiłyśmy się ze szczerego serca, ona uważała, że odbiłam jej chłopaka, ot cały szkopuł kłótni. Co się okazało, w liceum, w innym mieście i innym towarzystwie znalazłyśmy się w jednej klasie, siedziałyśmy blisko siebie i dogadałyśmy się. Tworzyłyśmy "paczkę". Co prawda wiem, ze często była nieszczera i obgadywała mnie, gdy lepiej mi się wiodło w życiu, jednak okazało się, że z każdym można zakopać topór wojenny.
W chwili obecnej moja bratowa uważa mnie, moje rodzeństwo i naszą Mamę za wroga, właściwie nie wiem, czy z wzajemnością, ale nie odzywam się do niej.
Na pewno są ludzie, którzy nie przepadają za mną, ale nie przejmuję się tym.
A zastanawiałyście się skąd biorą się wrogowie?
Ja z doświadczenia wiem, ze głównie z zazdrości, bo ktoś jest ładniejszy, mądrzejszy, ma więcej pieniędzy czy jeździ na wycieczki... Ehhh... głupota ;/
Nie nazwę jej wrogiem, bo na to miano sobie trzeba zasłużyć
, ale swego czasu miałam sporo przepraw z ex mojego obecnego faceta; Jedna drugiej nieustannie sypała piach do oczu- trwało to naprawdę bardzo długo. Teraz, szczerze pisząc, trochę mi jej żal, bo wygląda na to, że przez własną głupotę zapędziła się w kozi róg i w jej życiu nie wiedzie się najlepiej. Wszystkich dookoła okłamuje, snuje jakieś bajki i fantazje, które z jej życiem mają niewiele wspólnego. Każdy z jej znajomych i jednocześnie znajomych mojego faceta, wie na jej temat zupełnie coś innego, co daje żywy dowód na to, że to mitomanka. Nigdy nie przypuszczałabym, że będzie mi jej szkoda pod jakimkolwiek względem.
Generalnie to jestem w takich sprawach jak Anemonne- nie znoszę konfliktów i staram się ich unikać. Jeśli jednak ktoś nie waha się mnie atakować, ja nie waham się oddać. Bywam zjadliwa jak Tajpan Pustynny, jeśli trzeba
.
Gdyby jednak była taka możliwość, żyłabym z wszystkimi w zgodzie- nie jestem osobą, która od razu wściekle bije pianę. Można ze mną porozmawiać i dojść do porozumienia, jeśli naprawdę się chce. Istnieje 99% pewności, że wybaczę i zapomnę. Doceniam w ludziach zdolność do rzeczowej konwersacji i nawet, jeśli osoba, której nie znoszę, poprosiłaby mnie o rozmowę, bez wahania bym się zgodziła.
Ja również nie staram sie wchodzic w konflikty, nie lubie sie kłócic, ale mam takiego wroga z czasów liceum. W pierwszej klasie było wszystko ok, jednak w drugiej po półmetku sie wszystko zmienilo. Zaczela sie ze mnie wysmiewac, obgadywac, jakies glupie docinki, jak bylam przy tablicy, a najlepsze jest to, ze jak byla z kims to byla bardzo odwazna, a sama to czasem nawet zagadala, wiec w sumie nie wiem dokladnie o co jej chodzilo. Nie zachowywala sie tak tylko wobec mnie, ale takze wobec moich przyjaciółek. Teraz na moje nieszczescie, jestesmy na tej samej uczelni i ostatnio czesto ja widuje. Nie chce sie z nia klocic, chcialabym zeby mi dala poprostu spokoj i sie nie odzywala. Ale ostatnio znow widzialam jakis glupi umieszek i patrzenie sie w moja strone. Obiecalam sobie, ze bede sie zachowywac jakby jej nie bylo, bo nie chce tracic nerwow na nia.