Cześć
Nie wiem czy dobrze trafiłam, nie wiem czy w dobrym miejscu pisze ale muszę zrzucić z siebie balast. Muszę sie wygadać. Moje życie uległo ostatnio diametralnej zmianie. Ale może od początku.
Zbliżam sie do 40. Swojego byłego faceta znam od prawie 10 lat. Przez ostatnich 8 lat z przerwami byliśmy para. 4 ostatnie mieszkaliśmy razem. Rozstawaliśmy sie bo mnie zdradził. Potem zapewniał ze to błąd, ze dojrzał do związku. Po półrocznej przerwie zeszliśmy sie po kolejnych 6 miesiącach wprowadziłam sie do niego. Typ samotnika. Początki mieliśmy mega trudne. Cieżko nam było sie przestawić na wspólne życie ale jakoś szło. Mieliśmy plany - wspólne wakacje, remont kuchni zakup nowego samochodu może nawet ślub i najważniejsze. Jego propozycja bym odstawiła tabletki i żebyśmy spróbowali mieć dziecko. Zrobiłam to po paru miesiącach wspólnego mieszkania. I nic. Po 2 latach gdy zaczęłam delikatnie wspominać ze chyba cos jest nie tak spotkałam sie z oporem z jego strony. Wiec sama chodziłam po lekarzach i w kółko słyszałam, ze to on musi sie najpierw zbadać. On nie chciał. Koniec zeszłego roku wszystko zaczęło sie miedzy nami sypać. Zaczęłam podejrzewać ze mnie zdradza. Jego znajomi potwierdzali, ze łącza go z ta dziewczyna ( córka kolegi 26 lat 6 letni syn) dziwne relacje. On zaprzeczał. Przestaliśmy sie totalnie dogadywać. Cały czas kłótnie. Miotałam sie. W zasadzie żyłam na walizkach. Pakowałam sie wyprowadziłam on błagał ja wracałam. I tak w kółko. Poszliśmy na terapie. Ale to podobno ja byłam w tak złym stanie, ze trzeba było sie skupić na mnie. Terapia nie pomagała. Dalej sie kłóciliśmy. Wszystko robnelo w święta gdy ta dziewczyna podeszła do mnie i powiedziała o relacjach, które ich łączyły. Oczywiście po raz kolejny sie wyprowadziłam. Przyjechał do mojej rodziny i prawie na kolanach twierdził ze to pomówienia, ze nic ich nie łączyło. Ze kocha mnie i ze mną chce byc. Wróciłam. Pojechaliśmy do spa. Potem był sylwester. Nagle znów zaczął mieć dla mnie czas i chciał go ze mną spędzać. Ale cos mnie cały cza gniotło. Przeczucie. Gdy któregoś dnia zostawił mnie w domu sprawdziłam jego kartę do aparatu. Nie myliłam sie. Znalazłam ich wspólne zdjęcia. Wpadłam w szał. Zdemolowała pol mieszkania. Zniszczyłam jego rzeczy rowery. Oczywiście on przepraszał jak to on. Wytrzymałam kolejny tydzień z nim. Siedziałam cały cza na walizkach. Czułam, ze jeśli je rozpakuje bedzie po mnie, ze juz zawsze bedzie mnie mógł poniżyć. Wyprowadziłam sie do mamy. On z płaczem wynosił moje torby i mówił ze to nam musi pomoc.
Pomogło a właściwie pomogła jego mama mieliśmy psa w zasadzie to był jego pies ale ja nim sie opiekowałam. Gdy on wyjechał w góry żeby to wszystko przemyśleć zadzwoniłam do niej żeby zobaczyć psa. Ona mi otworzyła oczy powiedziała, ze on jest w rozterce bo nie wie która wybrać. Dosc. Wynajęłam mieszkanie i pod jego nieobecność zabrałam rzeczy za które płaciłam a resztę podzieliłam po równo. I co ? Szok. Natychmiast wrócił. Łaził za mną pisał maile. Jestem głupia. Po miesiącu pozwoliłam mu u mnie zanocować. Potem w miarę regularnie sie spotykaliśmy. Oczywiście on chciał wszystko naprawić chciał żebym do niego wróciła. Nie byłam gotowa. Nie wyobrażałam sobie tego. Miałam straszne problemy ze sobą. Nie jadłam nie spałam. Zaczęłam palić 2 paczki dziennie i pic litry alkoholu wieczorem ba sen. Do tego doszły leki ba depresje i tabletki nasenne. Byłam wrakiem. Nie chciałam z nim byc. Ale on zawsze wiedział co zrobic żebym zmieniła zdanie. I tak to trwało. Nie odbierałam nie odpisywała nie otwierałam i wszystko zaczynało sie od nowa. Pod koniec maja zaczęłam sie dziwnie czuć. Oczy wyglądały jakbym była ciagle naćpana. Nie miałam okresu. Na początku brałam to na karb stresu. A potem cos mnie tknęło i zrobiłam test. Wyszedł pozytywny. To był akurat kolejny okres w którym próbowałam byc twarda i nie mieć z nim nic wspólnego. Pojechałam do lekarza on przyjechał tez. Okazało sie ze jestem w 4 tygodniu ciąży. Dramat. Płacz spazmy co ha zrobie. Bo to nie tak miało byc. Ja sama w wynajętym mieszkaniu z młodym psem którego niedawno sobie kupiłam. Z praca w klubie muzycznym na nocki. Jak dam rade ? I wtedy tego słowa. Damy rade. I dajemy. Tylko ze jest tak tak mówiłam ja sama. Wynajęłam większe mieszkanie - miał sie do mnie wprowadzić. Miał mi pomagać. Nie robi nic. Wczoraj usłyszałam, ze nie jest gotowy sie do mnie wprowadzić bo go od siebie odstraszam sposobem w jaki z nim rozmawiam. A ja po tym wszystkim nie umiem inaczej. DLa mnie jest frajerem, który po raz kolejny mnie oszukał. Zapewniał ze chce tego dziecka i ze damy rade. A zostawił mnie sama. On musi mieć czas żeby to w sobie odbudować.
Teraz jak czytam to co napisałam widze jaka ja głupia i ślepa byłam. Boje sie ze nie dam sobie rady. Nigdy nie chciałam byc samotna matka. Nie wiem co nam robić. Czy mam sie nagiąć i próbować z nim jakoś zacząć rozmawiać żeby to naprawić wszystko czy zacisnąć zeby i sama dać rade. Nie wiem nie wiem nie wiem....,,