Często miewam dylematy moralne, jednak z takim mam do czynienia dopiero po raz pierwszy.
Zerwałam z chłopakiem jakiś czas temu. Wiele razy próbował się ze mną skontaktować, ale za każdym razem ignorowałam takie zaczepki. W końcu po próbach dodzwonienia się do mnie przyjechał rowerem pod mój dom, wszedł na ogród i zostawił mi tam prezent. Po czym zastrzegł w smsie, że zwrotów nie przyjmuje.
Prawdopodobnie liczy na powrót i na to, że uda mu się mnie przekupić, jednak to nie jest możliwe. A gdy przyjmę prezent to nie mam nic do zaoferowania i tego typu wizyty mogą okazać się częstsze. Chociaż pewnie i tak ich nie uniknę, bo go znam . . . i nie wiem co z tym wszystkim zrobić.
Domyślam się, że któraś z Was mogła mieć podobną sytuację. Przyjąć prezent czy go odesłać? Jakieś porady? Sugestie?
