Dni mijają dobrze, poza tymi, kiedy mąż jedzie do rodziców na gospodarstwo. Zawsze wraca wściekły, czepia się mnie o bzdury, znów wszystko robię źle, nie da się z nim normalnie porozmawiać. Kiedy tam nie jeździ, dogadujemy się zgodnie. Nie mogę mu zabronić odwiedzin u rodziców, ani odciąć dzieci od dziadków. Męczy mnie ten emocjonalny rollercoaster. Jestem na terapii, dużo mi to daje wewnętrznie, dla siebie. Teściową mam z głowy, chyba się obraziła na dobre i o rany… jestem szczęśliwa z tego powodu. To jest silniejsze ode mnie na tyle, że nie mam ochoty tego zmieniać, nawet dla męża.
Czasem zastanawiam się co u Jeżyka. Zapomniała o tym wątku? Zmieniła swoje życie?
Bo Twoj maz tam jezdzi i slucha farmazonow swojej mamusi pewnie na Twoj temat dlatego przyjezdza i sie wszystkiego czepia.