Araquelle, Olinka ma akurat dorosłego syna. Z tego co wiem - bardzo mądrze wychowanego ![]()
Piszesz o jakiś ekstremalnych rozwiązaniach, a tu, jak wszędzie, potrzeba zwyczajnej równowagi. Opisywany pan mógłby wychowywać dzieci wg dowolnych standardów gdyby zdecydował sie na samotne życie. Ale on postanowił sobie do tegoż życia wprowadzić kobietę. I z tym połączeniem sobie ewidentnie nie radzi (zakłądając, że w ogóle chce to łączyć). No więc jeśli ktoś decyduje się na zmiany w pewnym obszarze życia to musi wprowadzić tez zmiany w innych, powiązanych. To nieuniknione. Jak niby wprowadzic nowego członka rodziny bez zmian?
Zmiany nie muszą (i nie powinny) być gwałtowne. Ale oni się znają już rok, więc na podjęcie jakis kroków był czas. Tu chyba jedynym krokiem było to, że on w ogóle pokazał ją dzieciom...
Nie bardzo umiem sobie wyobrazić jakąkolwiek kobietę, która zdecydowałaby się na związek z facetem, który jest marionetką w rękach dzieci.
Autorko, a jak wygląda sprawa z Twoim dzieckiem? Czy Twój partner je poznał?