Wątek zaczyna się pytaniem: "(...) czy powinniśmy być wdzięczni za wychowanie ? (...)". Sformułowanie 'powinniśmy' wywołuje mój opór, podobnie jak użyte w kolejnym zdaniu 'wypada'. Oba zakładają przymus, brak możliwości wyboru. Na tak skonstruowane pytania odpowiadam przecząco: nie powinniśmy, nie wypada. To od nas (przepraszam za to 'pluralis maiestatis', ale dostosowałam się do stylu autora) zależy to, czy jesteśmy wdzięczni, czy też nie. To nasza niezależna decyzja.
Czy jestem wdzięczna moim rodzicom za wychowanie? Tak, dzięki nim jestem i dzięki - między innymi - im jestem takim człowiekiem, jakim jestem. Czy owa wdzięczność zakłada idealizowanie ich? Nie. Widziałam i widzę moich rodziców z wszystkimi ich zaletami i wadami. Za błędy popełnione wobec mnie wybaczyłam. Wybaczyłam nie dlatego, że tak wypada, nie dlatego, że powinnam, a dlatego, że nie chciałam żyć z czarnym sercem, wypełnionym złością, nienawiścią, rozgoryczeniem i innymi mało sympatycznymi uczuciami, nie chciałam, by owe uczucia mnie zatruły.
Czy oczekuję wdzięczności od moich, dorosłych już, dzieci? Nie. Urodziłam je i wychowałam (a raczej wychowaliśmy z mężem) nie dlatego, by oczekiwać i domagać się ich wdzięczności. To, w jaki sposób ich wychowałam/wychowaliśmy jest konsekwencją decyzji o posiadaniu dzieci, przydatnym był nasz system wartości. O dziecku i wychowaniu piękne a proste słowa napisał Khalil Gibran w książce "Prorok".