Właśnie,czy powinniśmy być wdzięczni za wychowanie ?Czy jeśli rodzice wpoili nam "uniwersalne wartości" ważne w życiu i zawsze byli wsparciem i służyli pomocą,zapewnili dostatnie życie,to "wypada" być wdzięcznym...?
Ok,a co jeśli zafundowali syndrom DDA,ale jako tako próbowali wychować na ludzi,chociaż różnie wyszło ?
A co jeśli niczym się nie interesowali,tylko "zrobili" i zafundowali nieciekawe życie w patologii,czy im także należy się wdzięczność,a może to zależy od okoliczności,konkretnego przypadku ?
Zapraszam do dyskusji.
Podobne tematy
2 2015-12-07 21:58:28 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-12-07 22:55:31)
na wdzięczność i szacunek to trzeba zaslużyć. To, że ktoś jest rodzicem nie znaczy, że należy mu się szacunek a priori i jakaś wdzięczność. Bo są tacy, jak sam napisałeś - do dupy, krotko mówiąc. Urodzenie dziecka nie czyni z matki Matki. Dzieci się na świat nie proszą. I tyle w temacie.
ups, zmieniłam Ci płeć przez nieuwagę, sorki, już poprawiam ![]()
Wg mnie należy byc wdzięcznym za wychowanie, bo jednak mimo wszystko jesteśmy, nie dokonano aborcji, nie zabito nas tez po narodzinach. Każdy popełnia błędy i jesli rodzic jest alkoholikiem to nie można go nienawidzić. Warto postarać sie wybaczyć mimo wszystko. Każdy rodzic zasługuje na szacunek i wdzięczność za prace jaka włożyli w nasze wychowanie. Może czasem się ktos pogubil ale gdybyśmy to my wpadli w nałóg i przez nas dziecko miałoby problemy czy nie chcielibyśmy wybaczenia, pomocy i szacunku?
4 2015-12-07 22:06:43 Ostatnio edytowany przez theonlyone (2015-12-07 22:07:30)
na wdzięczność i szacunek to trzeba zaslużyć. To, że ktoś jest rodzicem nie znaczy, że należy mu się szacunek a priori i jakaś wdzięczność. Bo są tacy, jak sama napisałaś - do dupy, krotko mówiąc. Urodzenie dziecka nie czyni z matki Matki. Dzieci się na świat nie proszą. I tyle w temacie.
Właśnie to zapomniałem napisać,przecież nikt się nie prosił się na świat,to że nie chcą zostać sami na starość,albo żeby kto miał podać szklankę wody;bo inni też mają dzieci,czy instynkt przetrwania który napędza świat,nie oznacza,że to jest samowolna decyzja rodziców...więc czy są konkretne przesłanki za bycie wdzięcznym ?
Ekhem.. Mimo że wyplucie z krocza boli to jednak nie jest powodem do stawiania na piedestale. Bo zakładam że o taki poziom wdzięczności chodzi a nie taki wobec mirka co naprawił nam samochód?
Wg mnie należy byc wdzięcznym za wychowanie, bo jednak mimo wszystko jesteśmy, nie dokonano aborcji, nie zabito nas tez po narodzinach. Każdy popełnia błędy i jesli rodzic jest alkoholikiem to nie można go nienawidzić. Warto postarać sie wybaczyć mimo wszystko. Każdy rodzic zasługuje na szacunek i wdzięczność za prace jaka włożyli w nasze wychowanie. Może czasem się ktos pogubil ale gdybyśmy to my wpadli w nałóg i przez nas dziecko miałoby problemy czy nie chcielibyśmy wybaczenia, pomocy i szacunku?
W wątku o mózgach mężczyzn i kobiet zgadzałem się z Tobą,jednak tutaj,chętnie podyskutuje ![]()
Wg mnie należy byc wdzięcznym za wychowanie, bo jednak mimo wszystko jesteśmy, nie dokonano aborcji, nie zabito nas tez po narodzinach.
Fakt,ale jednak brzmi egoistycznie.
Każdy rodzic zasługuje na szacunek i wdzięczność za prace jaka włożyli w nasze wychowanie.
Ok,ale przecież wiedzieli na co się porywają ? Czy biorąc pod opiekę małego pieska chcesz aby był Ci wdzięczny za opiekę,wychowanie ?
Twoja opinia ma pewnie coś wspólnego z religijnością w Twoim podpisie ?
Wg mnie należy byc wdzięcznym za wychowanie, bo jednak mimo wszystko jesteśmy, nie dokonano aborcji, nie zabito nas tez po narodzinach. Każdy popełnia błędy i jesli rodzic jest alkoholikiem to nie można go nienawidzić. Warto postarać sie wybaczyć mimo wszystko. Każdy rodzic zasługuje na szacunek i wdzięczność za prace jaka włożyli w nasze wychowanie. Może czasem się ktos pogubil ale gdybyśmy to my wpadli w nałóg i przez nas dziecko miałoby problemy czy nie chcielibyśmy wybaczenia, pomocy i szacunku?
Chloe2...
No chyba Ciebie deczko poniosło,a może zwyczajnie ja nie jestem tak empatyczna i uduchowiona.Wybaczyć można,a nawet powinno się dla swojego własnego sumienia.Ale co do szacunku i wdzięczności,to bym polemizowała.Alkoholizm,to nie jest rak...to świadomy wybór.Taki rodzic z góry powinien zakładać,że oprócz tego,że niszczy własne zdrowie i w konsekwencji nawet łamie życie...to przede wszystkim robi to własnemu potomstwu.Tak chce,tak postanowił i basta...więc za co ma być ta wdzięczność?Spłodzenie jeszcze o niczym nie świadczy.
Alkoholizm świadomy wybor ale często to odskocznia od problemów z którymi sobie ktos nie radzi. To ze rodzic jest alkoholikiem nie znaczy ze nie kocha dziecka
Hmm nie zwróciłam uwagi wcześniej na moja sygnaturę pisząc odpowiedzi w tym temacie ale fakt, czytając ten fragment z Pisma uświadamiam sobie ze nie mogę nienawidzić, każdy zasługuje na wybaczenie. Co nie oznacza, ze nie powinien ponosić kary.
Na wdzięczność i szacunek to trzeba sobie zapracować i to bardzo ciężko i intensywnie. Sam fakt spłodzenia i sprowadzenia na świat dziecka nie jest specjalnym wyczynem godnym szczególnego podziwu.
Alkoholizm świadomy wybor ale często to odskocznia od problemów z którymi sobie ktos nie radzi. To ze rodzic jest alkoholikiem nie znaczy ze nie kocha dziecka
![]()
Hmm nie zwróciłam uwagi wcześniej na moja sygnaturę pisząc odpowiedzi w tym temacie ale fakt, czytając ten fragment z Pisma uświadamiam sobie ze nie mogę nienawidzić, każdy zasługuje na wybaczenie. Co nie oznacza, ze nie powinien ponosić kary.
Uważam,że na pierwszym miejscu to kochają alkohol.Dziecko jest balastem,które pałęta się pomiędzy nogami(przenośnia),przeszkadza.Wiesz,kiedy tacy rodzice sobie przypominają o miłości?Jak są potrzebujący,wykończeni chorobą,nie mają za co żyć.I wtedy upominają się o wdzięczność.
Wiesz,kiedy tacy rodzice sobie przypominają o miłości?Jak są potrzebujący,wykończeni chorobą,nie mają za co żyć.I wtedy upominają się o wdzięczność.
Bardzo dobrze posumowane ! Chociaż nawet w takim przypadku ciężko wyrzucić z siębie pewne uczucia...
Majka uwierz mi alkoholików znam i nawet mam w rodzinie i to jest nałóg przez który nie powinno się skreślać ludzi. Może i późno sobie ktoś uświadomi o tym, ze krzywdzi ale dobrze ze w ogóle to zrobi. Można kochać ale nie umieć tego okazać. Zobacz ile jest nałogów i ilu ludzi się potępia przez to. A czy ktoś próbuje im pomóc? Czy dziecko kocha rodzica wtedy? I tu juz o takich bardziej dorosłych dzieciach mowie.
13 2015-12-07 22:59:45 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-12-07 23:04:08)
adiaphora napisał/a:na wdzięczność i szacunek to trzeba zaslużyć. To, że ktoś jest rodzicem nie znaczy, że należy mu się szacunek a priori i jakaś wdzięczność. Bo są tacy, jak sama napisałaś - do dupy, krotko mówiąc. Urodzenie dziecka nie czyni z matki Matki. Dzieci się na świat nie proszą. I tyle w temacie.
Właśnie to zapomniałem napisać,przecież nikt się nie prosił się na świat,to że nie chcą zostać sami na starość,albo żeby kto miał podać szklankę wody;bo inni też mają dzieci,czy instynkt przetrwania który napędza świat,nie oznacza,że to jest samowolna decyzja rodziców...więc czy są konkretne przesłanki za bycie wdzięcznym ?
tak, jak napisałam wyżej - na to trzeba zasłużyć, nie ma to tamto. Co to w ogóle za argumenty, za przeproszeniem, z dupy, że matka urodziła, a mogła wyskrobać itp. No pewnie, a ja mogłam cegłą walnać w łeb albo na śmietnik wyrzucić, ale nie zrobiłam tego. Czy w zwiazku z tym jestem wielka i wspaniała mamusia, której należy się wdzięczność? Jak liczyć zasługi w kierunku czego się dziecku nie zrobiło, to ja święta już za życia jestem
i miliony podobnych mnie matek...
Przypomniał mi się tu dowcip obrazujący temat:
Telewizja radziecka kręci film o dobroci Stalina. Jedno z ujęć - do Stalina podchodzi małe dziecko i mówi:
- Wujku, daj cukierka.
- Won ty skurwy...u! - krzyczy Stalin
W tym momencie kamera kieruje obiektyw na planszę z napisem: A mógł zabić!
majkaszpilka napisał/a:Wiesz,kiedy tacy rodzice sobie przypominają o miłości?Jak są potrzebujący,wykończeni chorobą,nie mają za co żyć.I wtedy upominają się o wdzięczność.
Bardzo dobrze posumowane ! Chociaż nawet w takim przypadku ciężko wyrzucić z siębie pewne uczucia...
Zgadzam się,ale podpinam to pod emocjonalną manipulację takiego "rodzica"...nic więcej.
majkaszpilka napisał/a:Wiesz,kiedy tacy rodzice sobie przypominają o miłości?Jak są potrzebujący,wykończeni chorobą,nie mają za co żyć.I wtedy upominają się o wdzięczność.
Bardzo dobrze posumowane ! Chociaż nawet w takim przypadku ciężko wyrzucić z siębie pewne uczucia...
Znam to uczucie bardzo dokładnie. Mój dawca (sorry ale nie umiem inaczej go nazwać) przypomniał sobie, że ma dzieci gdy miałam 37 lat. Uwierz, że nie byłam wzruszona, że tatuś się odnalazł i wolę nawet nie nazywać tych uczuć ;(
Majka uwierz mi alkoholików znam i nawet mam w rodzinie i to jest nałóg przez który nie powinno się skreślać ludzi. Może i późno sobie ktoś uświadomi o tym, ze krzywdzi ale dobrze ze w ogóle to zrobi. Można kochać ale nie umieć tego okazać. Zobacz ile jest nałogów i ilu ludzi się potępia przez to. A czy ktoś próbuje im pomóc? Czy dziecko kocha rodzica wtedy? I tu juz o takich bardziej dorosłych dzieciach mowie.
Nie chloe2...
To zaburzony obraz rzeczywistości...wygodny,albo spowodowany wypaleniem neuronów.To znaczy co?Może kochać,ale zamiast okazać tą miłość nie pijąc,wybiera picie.Kocha owszem,siebie i swoją butelkę.Potępiani będą,bo to normalne a nikt im nie pomoże,jeżeli sami tego chcieć nie będą.A dorosłe dziecko?Cierpi do późnych lat i łazi od terapii do terapii...to spadek,po kochającej mamusi albo tatusiu.
theonlyone napisał/a:adiaphora napisał/a:na wdzięczność i szacunek to trzeba zaslużyć. To, że ktoś jest rodzicem nie znaczy, że należy mu się szacunek a priori i jakaś wdzięczność. Bo są tacy, jak sama napisałaś - do dupy, krotko mówiąc. Urodzenie dziecka nie czyni z matki Matki. Dzieci się na świat nie proszą. I tyle w temacie.
Właśnie to zapomniałem napisać,przecież nikt się nie prosił się na świat,to że nie chcą zostać sami na starość,albo żeby kto miał podać szklankę wody;bo inni też mają dzieci,czy instynkt przetrwania który napędza świat,nie oznacza,że to jest samowolna decyzja rodziców...więc czy są konkretne przesłanki za bycie wdzięcznym ?
tak, jak napisałam wyżej - na to trzeba zasłużyć, nie ma to tamto. Co to w ogóle za argumenty, za przeproszeniem, z dupy, że matka urodziła, a mogła wyskrobać itp. No pewnie, a ja mogłam cegłą walnać w łeb albo na śmietnik wyrzucić, ale nie zrobiłam tego. Czy w zwiazku z tym jestem wielka i wspaniała mamusia, której należy się wdzięczność? Jak liczyć zasługi w kierunku czego się dziecku nie zrobiło, to ja święta już za życia jestem
i miliony podobnych mnie matek...
Wiesz,kiedyś tak było,że praktycznie wszyscy mieli rodziny,dzieci i nie było takiego praktycznego wychowania łącznie z przekazaniem konkretnych wartości,rzeczy przydatnych w życiu,najważniejsze było coś zjeść,ubrać i wyspać,a nawet jeśli jakieś wartości były,to w tych czasach okazały się nie mieć zastosowania,więc ciężko chyba to wypośrodkować... ?
Majka dziecko cierpi wiadomo ale są różne przyczyny popadania w nalogi. Człowiek jest slaby, kruchy, popełnia bledy ale nie można go skreślać. Dlugo walczyłam ze sobą próbując wybaczyć akurat nie rodzicowi ale innej osobie bardzo dużą krzywdę. I da się to zrobić. Kare ponieść powinien każdy ale ja sama nie chciałabym żeby mnie ktoś przekreślił za słabość i bledy, których bym zalowala i chciała naprawić.
Chloe, dorosły człowiek świadomie wybiera alkohol ponad swoje dziecko. Zresztą może być to każda inna dysfunkcja. Usprawiedliwienie, że "on mały żuczek, kruchy, delikatny i inaczej nie potrafił" jest śmieszne. Dorosły człowiek to nie bezwolny przygłup. On może wybierać, no i właśnie wybiera butelkę, bo woli się nad sobą użalać i zapijać niż zająć się dzieckiem.
Także nie, szacunek nie należy się automatycznie. Szacunek należy się za wychowanie pełne miłości i szacunku do dziecka.
Majka dziecko cierpi wiadomo ale są różne przyczyny popadania w nalogi. Człowiek jest slaby, kruchy, popełnia bledy ale nie można go skreślać. Dlugo walczyłam ze sobą próbując wybaczyć akurat nie rodzicowi ale innej osobie bardzo dużą krzywdę. I da się to zrobić. Kare ponieść powinien każdy ale ja sama nie chciałabym żeby mnie ktoś przekreślił za słabość i bledy, których bym zalowala i chciała naprawić.
chloe2...
Sorrki,że to powiem,ale jesteś jeszcze młodą dziewczyną,oby życie nie zweryfikowało Twoich poglądów o 180 stopni.
Nałóg,to świadomy wybór...świadomie ktoś zapala trawkę,papierosa,dopala się jakimś goownem,tak samo świadomie wlewa w siebie wódę.Niestety,ale tacy ludzie,szczególnie rodzice,taryfy ulgowej mieć nie powinni.Oni powiadasz są słabi?A co ma powiedzieć trzylatek,głodny,obsrany, bez opieki?On też jest słaby i kruchy....
Myślę,że nikt nie chce aby go skreślać,ale sięgając po flaszkę,taki człowiek nie był zwolniony z obowiązku myślenia.
21 2015-12-07 23:29:51 Ostatnio edytowany przez chloe2 (2015-12-07 23:30:46)
Ale mówiłam ze kara należy sie takim ludziom a uwierz u mnie przez alkohol byl czas ze nie bylo na chleb. Potrafię sobie wyobrazić co czuje takie dziecko.
To Twój wybór czy wybaczysz czy nie, ja wychodzę z założenia ze każdy zasługuje na druga szanse.
Chloe, wybaczyć można, nawet dla siebie samego warto nad tym popracować...Ale wybaczyć to nie znaczy ze z automatu zacznę darzyć szacunkiem .
Nie z automatu. To z czasem się wypracowuje..
24 2015-12-07 23:35:29 Ostatnio edytowany przez strzała (2015-12-07 23:38:26)
Nie czuje wdzięczności do mojej mamy.
Chociaż w sumie cieszę się że żyję, bo samo życie jest piękne.
I nie mam zrozumienia na ludzką krzywdę.
Nie wszystko można wytłumaczyc i nie każdego zrozumiec.
Ja wiele rzeczy nie zrozumiem.
Dzisiaj mogłabym byc alkoholiczką, kryminalistką, zerem.
Ale nie jestem, jestem normalnym człowiekiem.
I to kim jestem zawdzięczam sobie i ludziom, których spotykam na swojej drodze.
Chociaż mimo wszystko nie odstawiłam mojej mamy na bok.
Nie muszę wybaczać,na szczęście...bo mnie to nie dotknęło.Ale widzę,obserwuję ludzi,których mam w okolicy.Widzę te dzieciaki,biegające od rana do nocy po podwórku o parówce i bułce.Ta patologia przechodzi z ojca na syna.To świadome i z premedytacją niszczenie dziecku życia.Taki człowiek nie jest raczej w stanie nic dobrego przekazać.A może inaczej...przekaże więcej złego niż dobrego.
Zaliczasz się do ludzi,którzy daliby szansę...i dobrze.Ja uważam,że nie zasługuje na takie "poświęcenie" się dziecka.No chyba,że to dziecko chce wybaczyć.
Ani ja Ciebie nie przekonam,ani Ty mnie...bywa ![]()
Nie z automatu. To z czasem się wypracowuje..
Zadne dziecko nie ma wpływu na to jak żyją i co robią jego rodzice. Z czasem zaczyna mieć wpływ jedynie na to co zrobi ze swoim życiem. Z czasem może zapomnieć o krzywdach jakie mu wyrządzona a właściwie nauczyć się żyć z tym co mu zrobiono lub odebrano. Nie zmienia to faktu, że na szacunek nawet nawrócony rodzić musi sobie zapracować. Z autopsji wiem, że po latach zaniedbań najczęściej na co można sobie zapracować to ewentualnie politowanie.
No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
Lepiej nie...bo u mnie panują zasady, rodem z Kodeksu Hammurabiego ![]()
Owszem, każdy zasługuje na drugą szansę.
Ale co, jeśli ktoś nawet nie ma pojęcia co to znaczy szansa.
I w jakim celu wybaczac, jeśli nie ma winnego.
Wybaczyc komu?
Sobie na tyle, aby nie rzucic się na kogoś z rękami i znosic czyjąś obecnośc.
No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
Jeszcze nic cię takiego nie dotknęło dlatego łatwo wybaczyłaś. Nie wiesz co to życie w piekle, nie znasz głodu, upokorzenia i strachu. Ile nocy spędziłaś ukryta w krzakach w samej koszuli czekając, aż kochający tatuś uśnie. Ile razy patrzyłaś jak twojej matce zakłada sznur na szyję i zaciska? Ile razy ratowałaś matkę czy rodzeństwo przed śmiercią z rak pijaka? Ile kopniaków dostałaś od własnego tatusia szalejącego w pijanym widzie? ile razy życzyłaś mu śmierci i ile razy o nią modliłaś się?
Ile razy skradałaś się wchodząc do domu? Ile razy wracając ze szkoły na oczach kolegów ściągałaś z drogi ojca zasikanego zarzyganego, ile przy tym usłyszałaś wyzwisk?
Jeżeli ani razu to nie pisz, ze każdemu ojcu czy matce należy się szacunek i wybaczenie. Mój ojciec zmarł trzy lata temu, a ja staram się zapomnieć, że ktoś taki był w moim życiu. Piekło robił do ostatniego dnia życia, nawet największemu swojemu wrogowi nie życzę spotkać kogoś takiego na swojej drodze
chloe2 napisał/a:No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
Jeszcze nic cię takiego nie dotknęło dlatego łatwo wybaczyłaś. Nie wiesz co to życie w piekle, nie znasz głodu, upokorzenia i strachu. Ile nocy spędziłaś ukryta w krzakach w samej koszuli czekając, aż kochający tatuś uśnie. Ile razy patrzyłaś jak twojej matce zakłada sznur na szyję i zaciska? Ile razy ratowałaś matkę czy rodzeństwo przed śmiercią z rak pijaka? Ile kopniaków dostałaś od własnego tatusia szalejącego w pijanym widzie? ile razy życzyłaś mu śmierci i ile razy o nią modliłaś się?
Ile razy skradałaś się wchodząc do domu? Ile razy wracając ze szkoły na oczach kolegów ściągałaś z drogi ojca zasikanego zarzyganego, ile przy tym usłyszałaś wyzwisk?Jeżeli ani razu to nie pisz, ze każdemu ojcu czy matce należy się szacunek i wybaczenie. Mój ojciec zmarł trzy lata temu, a ja staram się zapomnieć, że ktoś taki był w moim życiu. Piekło robił do ostatniego dnia życia, nawet największemu swojemu wrogowi nie życzę spotkać kogoś takiego na swojej drodze
Azbestowa...
Zmroziło mnie to co napisałaś.Tak właśnie ja widzę rodzinę alkoholika.Staram się "widzieć" to oczami takiego dziecka.Często widzę to w swojej okolicy.Miałam nawet takich sąsiadów.Starałam się pomóc jak mogłam...skończyło się tak,że pijus zwiewał w podskokach,a jego partnerka z dwójką dzieci...za nim.Choć mogła zostać,każdy by jej pomógł.Ale ona go kochała,przynajmniej tak mówiła.Wiem,że to strach i współuzależnienie.
chloe2 napisał/a:No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
Jeszcze nic cię takiego nie dotknęło dlatego łatwo wybaczyłaś. Nie wiesz co to życie w piekle, nie znasz głodu, upokorzenia i strachu. Ile nocy spędziłaś ukryta w krzakach w samej koszuli czekając, aż kochający tatuś uśnie. Ile razy patrzyłaś jak twojej matce zakłada sznur na szyję i zaciska? Ile razy ratowałaś matkę czy rodzeństwo przed śmiercią z rak pijaka? Ile kopniaków dostałaś od własnego tatusia szalejącego w pijanym widzie? ile razy życzyłaś mu śmierci i ile razy o nią modliłaś się?
Ile razy skradałaś się wchodząc do domu? Ile razy wracając ze szkoły na oczach kolegów ściągałaś z drogi ojca zasikanego zarzyganego, ile przy tym usłyszałaś wyzwisk?Jeżeli ani razu to nie pisz, ze każdemu ojcu czy matce należy się szacunek i wybaczenie. Mój ojciec zmarł trzy lata temu, a ja staram się zapomnieć, że ktoś taki był w moim życiu. Piekło robił do ostatniego dnia życia, nawet największemu swojemu wrogowi nie życzę spotkać kogoś takiego na swojej drodze
Może to słabe pocieszenie ale dzięki temu zrozumiałaś jak bardzo skundleni są ludzie okazując pogardę takim rodzinom, nie tylko samemu pijakowi. Gdyby nie to doświadczenie mogłabyś dziesiątki lat żyć w iluzji że ludzie są fajni, można mieć tabun oddanych znajomych którzy lubio i szanujo
Dostałaś szansę wyjścia z iluzji cukierkowego świata i możesz dziś z politowaniem patrzeć na robaków pucujących się na fb przed ludźmi którzy wbiliby im nóż w plecy za nową meblościankę z Ikea. Życzę uśmiechu ![]()
azbestowa2 napisał/a:chloe2 napisał/a:No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
Jeszcze nic cię takiego nie dotknęło dlatego łatwo wybaczyłaś. Nie wiesz co to życie w piekle, nie znasz głodu, upokorzenia i strachu. Ile nocy spędziłaś ukryta w krzakach w samej koszuli czekając, aż kochający tatuś uśnie. Ile razy patrzyłaś jak twojej matce zakłada sznur na szyję i zaciska? Ile razy ratowałaś matkę czy rodzeństwo przed śmiercią z rak pijaka? Ile kopniaków dostałaś od własnego tatusia szalejącego w pijanym widzie? ile razy życzyłaś mu śmierci i ile razy o nią modliłaś się?
Ile razy skradałaś się wchodząc do domu? Ile razy wracając ze szkoły na oczach kolegów ściągałaś z drogi ojca zasikanego zarzyganego, ile przy tym usłyszałaś wyzwisk?Jeżeli ani razu to nie pisz, ze każdemu ojcu czy matce należy się szacunek i wybaczenie. Mój ojciec zmarł trzy lata temu, a ja staram się zapomnieć, że ktoś taki był w moim życiu. Piekło robił do ostatniego dnia życia, nawet największemu swojemu wrogowi nie życzę spotkać kogoś takiego na swojej drodze
Azbestowa...
Zmroziło mnie to co napisałaś.Tak właśnie ja widzę rodzinę alkoholika.Staram się "widzieć" to oczami takiego dziecka.Często widzę to w swojej okolicy.Miałam nawet takich sąsiadów.Starałam się pomóc jak mogłam...skończyło się tak,że pijus zwiewał w podskokach,a jego partnerka z dwójką dzieci...za nim.Choć mogła zostać,każdy by jej pomógł.Ale ona go kochała,przynajmniej tak mówiła.Wiem,że to strach i współuzależnienie.
Niestety tak działa współuzależnienie, moja matka nie odeszła od ojca, nie pomogły prośby ani próby odcięcia się od nich, skutecznie blokowała wszystko ale za to lubiła wisieć na telefonie i snuć opowieści co jej zrobił dzisiaj, wczoraj czy przedwczoraj nie ważne czy to 24 czy 6 rano, musiałam do końca jej życia brać udział w tym horrorze, a najlepsze było to że jak ona zmarła i zabrakło tych telefonów to u mnie odezwało się współuzależnienie takie ze miałam wrażenie, że jestem na detoksie. Pięć lat terapii indywidualnych i grupowych, żeby stanąć na nogi i trochę odsapnąć na nie długo bo miedzy czasie , nawet nie zauważyłam jak maż wszedł na ścieżkę udeptana przez mojego ojca. Dzieci w takich rodzinach często zostają ofiarami molestowań i czy gwałtów, bo to są dzieci niczyje i im się nie należy ani szacunek ani szczególna opieka, tak było i tak jest. Sama byłam taka ofiarą i to wielokrotnie. Uchlany tatuś spał, a cała reszta towarzystwa bawiła się jego córeczką.
Nigdy nie powiem, że takiemu ojcu należy się szacunek czy wybaczenie.
Do rodziców możemy czuć szacunek lub miłość jeśli chodzi o pozytywne uczucia, ale wdzięczność, to nie rozumiem. Dzieci praktycznie rodza się z wpadki lub są wystarane. Czyli dziecko nie przychodzi do nas mówiąc " chcę żebyście mnie spłodzili". Dziecko rodzi się z woli rodziców, więc za co ma być wdzięczne?
Jest wiele osób, w tym również ja tak kiedyś myślałam, które wolałyby się nie urodzić niż przechodzić przez piekło na ziemi.
Szacunek i miłość tak owszem jak się ma kochających rodziców. No chyba że ktoś adoptuje dziecko to w takiej sytuacji zgodzę się, że można być wdzięcznym jeśli rodzice adopcyjni na to zasługują.
majkaszpilka napisał/a:azbestowa2 napisał/a:Jeszcze nic cię takiego nie dotknęło dlatego łatwo wybaczyłaś. Nie wiesz co to życie w piekle, nie znasz głodu, upokorzenia i strachu. Ile nocy spędziłaś ukryta w krzakach w samej koszuli czekając, aż kochający tatuś uśnie. Ile razy patrzyłaś jak twojej matce zakłada sznur na szyję i zaciska? Ile razy ratowałaś matkę czy rodzeństwo przed śmiercią z rak pijaka? Ile kopniaków dostałaś od własnego tatusia szalejącego w pijanym widzie? ile razy życzyłaś mu śmierci i ile razy o nią modliłaś się?
Ile razy skradałaś się wchodząc do domu? Ile razy wracając ze szkoły na oczach kolegów ściągałaś z drogi ojca zasikanego zarzyganego, ile przy tym usłyszałaś wyzwisk?Jeżeli ani razu to nie pisz, ze każdemu ojcu czy matce należy się szacunek i wybaczenie. Mój ojciec zmarł trzy lata temu, a ja staram się zapomnieć, że ktoś taki był w moim życiu. Piekło robił do ostatniego dnia życia, nawet największemu swojemu wrogowi nie życzę spotkać kogoś takiego na swojej drodze
Azbestowa...
Zmroziło mnie to co napisałaś.Tak właśnie ja widzę rodzinę alkoholika.Staram się "widzieć" to oczami takiego dziecka.Często widzę to w swojej okolicy.Miałam nawet takich sąsiadów.Starałam się pomóc jak mogłam...skończyło się tak,że pijus zwiewał w podskokach,a jego partnerka z dwójką dzieci...za nim.Choć mogła zostać,każdy by jej pomógł.Ale ona go kochała,przynajmniej tak mówiła.Wiem,że to strach i współuzależnienie.Niestety tak działa współuzależnienie, moja matka nie odeszła od ojca, nie pomogły prośby ani próby odcięcia się od nich, skutecznie blokowała wszystko ale za to lubiła wisieć na telefonie i snuć opowieści co jej zrobił dzisiaj, wczoraj czy przedwczoraj nie ważne czy to 24 czy 6 rano, musiałam do końca jej życia brać udział w tym horrorze, a najlepsze było to że jak ona zmarła i zabrakło tych telefonów to u mnie odezwało się współuzależnienie takie ze miałam wrażenie, że jestem na detoksie. Pięć lat terapii indywidualnych i grupowych, żeby stanąć na nogi i trochę odsapnąć na nie długo bo miedzy czasie , nawet nie zauważyłam jak maż wszedł na ścieżkę udeptana przez mojego ojca. Dzieci w takich rodzinach często zostają ofiarami molestowań i czy gwałtów, bo to są dzieci niczyje i im się nie należy ani szacunek ani szczególna opieka, tak było i tak jest. Sama byłam taka ofiarą i to wielokrotnie. Uchlany tatuś spał, a cała reszta towarzystwa bawiła się jego córeczką.
Nigdy nie powiem, że takiemu ojcu należy się szacunek czy wybaczenie.
I jak sobie teraz radzisz,ze swoimi demonami?
Straszne jest to co "mówisz"...ale prawdziwe.Niestety.
chloe2 napisał/a:No tak Majka może dlatego ze mnie to po prostu dotknęło i jednak wybaczyłam
ale życzę Ci żebyś zmienila kiedyś nastawienie
kto wie w jakiej sytuacji sami sie znajdziemy
Jeszcze nic cię takiego nie dotknęło dlatego łatwo wybaczyłaś
No właśnie nie wyciągaj pochopnych wniosków na mój temat. Dlugo wybaczyć nie mogłam wielu rzeczy ale da się to zrobić. Nie chce dzielić sie na forum wszystkimi przeżyciami bo to bez sensu. Ale nie mów ze łatwo wybaczyłam bo to bzdura i nie mów ze nic nie dotknęło bo to kolejne kłamstwo
Hmm a jak oprócz DDA rodzicie dostarczyli solidnej dawki awantur, bicia i wyzwisk to również zasługują na wdzięczność?
Według mnie takie osoby zasługują jedynie na pogardę i ewentualne splunięcie w ich grób.
Szanować powinno się rodziców którzy naprawdę nas kochają i dbają/dbali o nas i im powinno okazywać się szacunek, miłość i wdzięczność.
Chloe, wydajesz się dziewczyną, która uwierzyła kajaniu się żuczka. Zuczki mają to do siebie, że niesamowicie manipulują otoczeniem: ja jestem kruchy, słaby, popełniam błędy... ale to nie moja wina. On naprawdę nie chciał się schlać i zrujnować wesela, nie chciała wziąść kasy z twojego portfela, nie chciał skatować dziecka. Really???
To są DOROSLI ludzie. Oni dobrze wiedzą, że się ch**owo zachowują. Ale zmanipulują dzieci i współmałżonka, by w spokoju kontynuować swoje uzależnienie czy też dysfunkcję.
Mam rewolucyjny, niespotykany pomysł- może osoby, które same sobie z sobą nie radzą nie powinny mieć dzieci?
Chloe, wydajesz się dziewczyną, która uwierzyła kajaniu się żuczka. Zuczki mają to do siebie, że niesamowicie manipulują otoczeniem: ja jestem kruchy, słaby, popełniam błędy... ale to nie moja wina. On naprawdę nie chciał się schlać i zrujnować wesela, nie chciała wziąść kasy z twojego portfela, nie chciał skatować dziecka. Really???
To są DOROSLI ludzie. Oni dobrze wiedzą, że się ch**owo zachowują. Ale zmanipulują dzieci i współmałżonka, by w spokoju kontynuować swoje uzależnienie czy też dysfunkcję.
Mam rewolucyjny, niespotykany pomysł- może osoby, które same sobie z sobą nie radzą nie powinny mieć dzieci?
Jeżeli to tak "słaba" jednostka,to chyba dobre podejście.Niech swoją "kruchością", nie łamie życia innym.
Beyondblackie jednak czasem jak sie wybaczy i pomoże to widać poprawę. Po latach nałogu i rujnowania życia innym można wziac się za siebie jeśli ma się pomoc.
Rewelacji nie ma nie zapomni sie o przeszłości ale są ludzie którzy chcą zmieniać przyszłość. Dorośli ludzie ale z jakiegoś powodu popadają w te nałogi. Tobie nie zdarzyło sie popełnić błędu? Jedni sie otrząsną inni będą brnąć w to dalej.
Tak naprawde gdyby nie mój chłopak nie byloby mnie tutaj juz dawno, można powiedzieć ze uratował mi zycie. Ale czy dobrze się stało.. Może nie.
Wystarczy jeden rodzic z nałogiem żeby zniszczyć psychikę dziecka ale niszczy tez siebie.
Można, a nawet należy, być wdzięcznym za wychowanie, jeśli rodzic był kochający, rozsądny i odpowiedzialny. Szacunek ani wdzięczność nie należą się z automatu ani za sam fakt, że ktoś nas powołał na świat, jeśli potem zapomniał co znaczy być rodzicem, a tym bardziej jeśli zamiast prawdziwego domu stworzył własnemu dziecku piekło.
Dorośli ludzie ale z jakiegoś powodu popadają w te nałogi. Tobie nie zdarzyło sie popełnić błędu?
Są tacy ludzie, którzy nigdy nie powinni zostać rodzicami. Wybaczenie NIE jest równoznaczne z poczuciem szacunku. Dla mnie szacunek nieodłącznie wiąże się z autorytetem, a jaki autorytet może mieć ktoś, kto skupiając się na sobie i swoich problemach egoistycznie zapomina o dziecku, któremu dał życie i za którego życie ponosi odpowiedzialność?
Beyondblackie jednak czasem jak sie wybaczy i pomoże to widać poprawę.
Chloe, chyba pomieszałaś role - to rodzic ma wychowywać dziecko i dać mu potencjał na przyszłość, a nie dziecko rodzica.
42 2015-12-09 02:14:45 Ostatnio edytowany przez Lucyfer666 (2015-12-09 02:14:59)
Zero szacunku i wdzięczności ... rodzice czy nie, na pewne wartości trzeba sobie zasłużyć.
Jedynie na co zasługują to krew i traumę, pogardę i zapomnienie po śmierci za to przez dziecko musiało przeżyć.
Ile to osób nie miało młodości przez takich rodziców ?
Ile tych osób będzie przez kawał życia zrujnowanych ?
Śmierć to za lekka kara dla tych pasożytów za "nagradzanie" własnych dzieci
Nigdy nie przemawiał do mnie argument,że jak komuś przebaczę jakieś Qrestwo,to Bóg czy ktoś tam,mnie pochwali.I zawsze znajdzie się ktoś,to szuka usprawiedliwień dla takiego człowieka...bo "każdy popełnia błędy","alkoholik też człowiek".Niestety,ale nie każdy popełnia błędy tego kalibru,a alkoholik w pijackim widzie raczej na miano homo sapiens nie zasługuje.
Ja jestem wdzięczna za wychowanie, za to, że miałam dom, nie idealny, nie, nie, mogę śmiało powiedzieć, że dysfunkcyjny i to mocno. Był też alkoholizm ojca, którym teraz się opiekuję na stare lata. Ale - popatrzcie na dzieci z Domu Dziecka. One pochodzą przeważnie z dużej patologii ( prawie nie ma tam sierot ), ale tęsknią do domu, nieraz wolą swoją patologiczną rodzinę, niż opiekę w DD. Te dzieci czują się niczyje, a człowiek potrzebuje swojego kąta i miejsca na ziemi, bez tego jest nieszczęśliwy.
Oczywiście wybór - czy jestem wdzięczna, czy nie, należy do każdego z nas indywidualnie.
Może dlatego, że sama jestem mamą dorosłych już dzieci i robiłam wszystko, żeby dom kojarzył im się z ciepłem, dobrem, spokojem, to jednak do końca mi się nie udało. Zawiódł ojciec, który był wspaniałym ojcem, dopóki nie "zakochał" się. Ale wiem, że dzieci mimo, że potępiają jego postępowanie i są przeciwko temu POSTĘPOWANIU, jego samego bardzo kochają i chcą mieć z nim kontakt. Czemu ja absolutnie nie przeszkadzam. Kiedyś miałam do swoich rodziców ogromne pretensje i żal, teraz z wiekiem, z doświadczeniem życiowym bardzo dużo potrafię zrozumieć. I wybaczyć.
U mnie ze względu na długie lata życia z jednym alkoholikiem pod dachem nie mam żadnego szacunku do nich. Alkoholik pije bo jest słaby. Alkoholik pije, bo pod wpływem nie przejmuje się problemami dnia codziennego. Alkoholik pije, a jego rodzina współuzależniona żyje jego życiem, a nie swoim i to życie sobie niszczy. Pije jeden, a cierpią wszyscy. Alkoholik jest mistrzem manipulacji. Często trzeźwiejący alkoholik nie jest wcale lepszy od tego pijącego i nawet jak przestanie pić potrafi być przemocowcem, chamem i manipulantem.
Jestem wielką fanką odpowiedzialności. ZA SIEBIE SAMEGO. Za swoje postępowanie, za błędy, za wychowanie własnych dzieci, za radzenie sobie z przeszłością.
Wybaczyć owszem można, ale bardziej dla własnego spokoju ducha, żeby do końca życia nie być przykutym więzami pretensji i nienawiści do toksycznego rodzica. Można starać się zrozumieć mechanizmy, które nim kierowały. Ale nie usprawiedliwiać.
47 2015-12-09 13:30:33 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-12-09 13:33:39)
Ale mówiłam ze kara należy sie takim ludziom a uwierz u mnie przez alkohol byl czas ze nie bylo na chleb. Potrafię sobie wyobrazić co czuje takie dziecko.
To Twój wybór czy wybaczysz czy nie, ja wychodzę z założenia ze każdy zasługuje na druga szanse.
Oj, nie, Chloe, moim zdaniem nie potrafisz.
Miałam ojca alkoholika, który bił moją mamę i mnie. Zrobił nam z życia piekło.
Za co powinnam go szanować? Tak, on mnie kochał - gdy był trzeźwy. A trzeźwiał rzadko.
Powinnam mu pomóc w walce z nałogiem? Może i tak... ale nie muszę, bo on od 11 lat nie żyje.
Powinnam być wdzięczna...ale za co? Za traumę, której doświadczyłam? Za to, że nie miałam dzieciństwa, za to, że musiałam szybciej dorosnąć, za to, że nie zaznałam w życiu stabilizacji? Kupę lat walczyłam, żeby sobie to w głowie poukładać. Dziś już nie mam żalu. Ale ile to mnie kosztowało - wiem to tylko ja.
Także jestem wdzięczna, ale sobie. Że dałam radę i dziś jestem matką, żoną. A przede wszystkim silną kobietą, która potrafiła sobie znaleźć miejsce w życiu.
Tak, każdy zasługuje na drugą szansę. Na DRUGĄ, a nie milionową. Mój ojciec miał tryliardy szans. Z żadnej nie skorzystał.
Beyondblackie jednak czasem jak sie wybaczy i pomoże to widać poprawę. Po latach nałogu i rujnowania życia innym można wziac się za siebie jeśli ma się pomoc.
Rewelacji nie ma nie zapomni sie o przeszłości ale są ludzie którzy chcą zmieniać przyszłość. Dorośli ludzie ale z jakiegoś powodu popadają w te nałogi. Tobie nie zdarzyło sie popełnić błędu? Jedni sie otrząsną inni będą brnąć w to dalej.
Tak naprawde gdyby nie mój chłopak nie byloby mnie tutaj juz dawno, można powiedzieć ze uratował mi zycie. Ale czy dobrze się stało.. Może nie.
Wystarczy jeden rodzic z nałogiem żeby zniszczyć psychikę dziecka ale niszczy tez siebie.
Zastanawiam sie czy ty tak naprawde jestes sklonna wybaczac, czy piszesz to wszystko by przekonac nie nas, a sama siebie.
Mozesz wybaczyc wszystko i kazdemu. To nie jest wielki problem. Mozna zrozumiec, ze ktos byl/jest slaby.
Wybaczanie nie jest problemem.
Nie da sie zapomniec.
Z tematu wdzięczności przeszliście do wybaczenia, więc coś napiszę. Ja WIERZYŁAM że wybaczyłam. Odsunęłam się od rodziny i mam bardzo maly kontakt z rodzicami, praktycznie zerowy od kilku lat. jednak zdarzyło się tak, że mój ojciec przyjechał niedawno na miesiąc w moje okolice do pracy. Że jest to za granicą i załatwiłam mu tą pracę to co parę dni do niego jeździłam zrobić mu zakupy i powiem wam, że nic się nie zmienił. Przez cały miesiąc chodziłam jak bomba zegarowa i zrozumiałam, że ja się tylko POGODZIŁAM z tym jakich mam rodziców. Jak wyjechał, to ze mnie cały stres zszedł. W sumie mogłam to dawniej zrozumieć, bo od kilku lat nie pojawiam się w domu rodzinnym, bo nie chcę ich widzieć. więc to powinno mi dać do myślenia, że to nie jest wybaczenie, ale wyparcie. Kiedy był mój ojciec wiele złych rzeczy mi się przypomniało i nie chcę już tego przeżywać dlatego wolę mieć z nimi kontakt taki jaki mam. Może i można komuś wybaczyć jeśli ktoś przeprosi, czuje że jest winny i naprawdę tego żałuje, no i się zmienia, ale również zależy od skali bólu jaki nam zadano.
50 2015-12-09 14:26:04 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-12-09 23:10:35)
Kiedyś miałam do swoich rodziców ogromne pretensje i żal, teraz z wiekiem, z doświadczeniem życiowym bardzo dużo potrafię zrozumieć. I wybaczyć.
Mam tak samo. Pod warunkiem, że nie dochodzi do patologii typu katowanie czy molestowanie, itp. W takich sytuacjach nie ma przebacz, dla nikogo, kto wiedział i tego nie przerwał.
Moi rodzice zawsze uważali, że szacunek od dziecka to coś naturalnego, niezwiązanego w żaden sposób z tym, co mówią, jak mówią i jak się zachowują, no i rodzic zawsze ma rację, nie ważne w jakiej sprawie. Zawsze mnie to drażniło, bo ich ulubionym powiedzeniem było to, że "nie ma sprawiedliwości na świecie, więc u nas jej nie szukaj", gdy wina za jakieś rzeczy była zrzucana na mnie. W sumie to już i tak wyrzuciłem tutaj nie raz swoją historię, więc nie będę się wdawał w szczegóły, ale tak, jak inni, uważam, że na szacunek każdy musi zapracować, a samo to, że dziecko ma dach nad głową, czym zapchać brzuch i opiekę w chorobie nie jest wystarczające, by powiedzieć, że miało się dobrych rodziców, tym samym, być wdzięczym. Patrząc na rodzinę mojej kobiety zawsze robi mi się przykro, że ja nigdy nie miałem wsparcia od rodziców, tego poczucia bezpieczeństwa i ogólnie nigdy nie czułem się dobrze w domu. Wielu "rodziców" zapomina, że fizyczność to tylko połowa medalu, ta mniej ważna. Ważniejsza jest psychika i wsparcie od tej strony. Są biedne rodziny, które są dużo lepsze, niż te dostatnie, które widzą świat, przez pryzmat pieniądza, czy po prostu fizyczności.
Jak byłem mały, dziadek mi mówił, że nie ważne, jakich ma się rodziców, trzeba ich szanować. Podziwiam go za to, że po tym, jak był potraktowany, przez opiekunów [wychowywali go dziadkowie, bo ojciec zginął na wojnie, a matka chyba przy porodzie], nadal ich szanował. Ja nie potrafię od tak szanować ludzi, którzy nigdy mnie nie wspierali, a chyba co gorsza, nigdy nie zaakceptowali.
Może i można wybaczyć, ale nigdy się nie zapomni. Ja zmuszana byłam całe życie do kajania się przed swoimi, wmawiali mi że im się należy uwaga, moje pierwsze zarobione pieniądze, moje rzeczy osobiste, użyczanie samochodu, wszystko to zrujnowało moje zdrowie. Szczególnie że w drugą stronę nie mogę na nich liczyć. Nie chcę nigdy by na starość przyszło mi nadal być ich sługą. Oczywiście oni stawiają to za pewnik, bo zadłużyli się i zadłużają dalej, a dodatkowo nigdy nie dbali o to by na późne lata mieć jakąś emeryturę. Myślę że znowu jak to mówią "to będzie mój zasrany obowiązek". Podli ludzie, których na swój sposób kocham, ale jeśli chodzi o to ze jestem i coś winna, to nie jestem, dług urodzenia spłaciłam z nawiązką.
Szkoda że prawo na starość pozwala im by mnie pozwać o alimenty.
Ja swoim rodzicom jestem bardzo wdzięczna za wartości, które mi wpoili bo dzięki temu nauczyłam się myśleć indywidualnie i bez przerwy rozwijać się, żeby wierzyć w prawdę a nie w autorytety, które nam próbują narzucić swoją wypaczoną prawdę.
54 2015-12-09 15:37:35 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-12-09 17:31:00)
ja chcialam tylko przypomniec, ze dbanie o podstawowe potrzeby dziecka, dach nad glowa, pelny brzuch, odziany grzbiet... to nie zadna wspanialomyslnosc ze strony rodzicow a zasrany obowiazek, ze sie tak wyraze brzydko. Jesli wiec ktos czuje wdziecznosc z tego powodu, ze nie spal pod mostem czy nie chodzil obdarty to serdecznie mu wspolczuje, ze tylko na tyle było stać jego rodziców.
Moi generalnie w ogole nie powinni miec dzieci, jak cala rzesza im podobnych, bezmyslnych ludzi. Rozmnazanie sie takich powinno byc zakazane.
Krew mnie zalewa, jak slysze te banaly, ze trzeba szanowac matke i ojca pomimo wszystko...
W ogóle uważam, że powinno istnieć jakieś przeszkolenie do roli rodzica. A tego u nas kompletnie nie ma. W Stanach chociaż dają nastolatkom lalki do domu, którymi trzeba się opiekować. Wprawdzie chodzi tu bardziej o to, żeby nastolatki nie uprawiały seksu bezmyślnie, zbyt wcześnie itd ale to już coś. Powinno być jakieś przeszkolenie, kursy czy coś w tym rodzaju, bo inaczej patologia i dysfunkcja trwa pokoleniami. Uczymy się na własnej skórze, czego nie wolno robić własnemu dziecku, ale naprawdę niewiele osób daje radę wprowadzić w swojej rodzinie inny scenariusz, niż taki jaki wyniosło ze swojego domu rodzinnego. Niektórzy nawet podświadomie powielają te błędy. Ja swoim dorastającym dzieciom powiedziałam wprost - mówcie, jeśli uważacie, że postępuję wobec was nie w porządku, jeśli coś wam się nie podoba.I tak było i jest do tej pory.Dzięki temu unikamy wielu błędów, omawiamy to miedzy sobą i jest ok. No i szacunek do dzieci przez całe ich życie, nawet jak jeszcze nie rozumieją, że się ich szanuje, to czują to. U mnie w domu tego nie było, było znęcanie się,totalna krytyka, poniżanie na każdym kroku i pod każdym względem.Po prostu nikt nie umie być rodzicem.Tego też trzeba się nauczyć. Niestety uczymy się tylko na błędach naszych rodziców powielając je, lub unikając jak ognia. Ciężki temat.
Jak tak czytam ten wątek i podobne i zastanawiam sie za co mozna być wdzięcznym psychopatom,moczymordom i innym patolom którzy sami siebie nazywają rodzicami....
przypomina mi sie student,czy tez absolwent prawa,który pozwał swoich rodziców za zmarnowane dzieciństwo,taka wdzięczność nalezy sie tym karykaturom człowieka
widzisz, zbytdeliktana, żeby prowadzić samochód, trzeba chodzić na kursy i zdać prawo jazdy. A dzieci może mieć każdy bez żadnych uprawnień. Przyszli rodzice nie przechodzą żadnych testów psychologicznych czy nadają się do tak poważnej, odpowiedzialnej i długoterminowej roli. A przecież wychowywanie dzieci to praca na żywym organizmie. Gdzie tu logika?
Każdy może sobie natrzaskać dzieci, ile zdoła. Wolna amerykanka. Najwyżej będą mu je odbierać, gdy patologia przekroczy normy. Ale co to za pociecha dla dziecka, które ma przesrane dzieciństwo, tułając się po placówkach zastępczych...
Iceni nie pisze tego żeby przekonać kogokolwiek bo nie muszę. Ja się nauczyłam wybaczać i zrobiłam to. Nie mówiłam ze to proste i od razu da sie zrobić. Każdy z resztą inaczej na to reaguje. Nie musisz wierzyć,dla Ciebie to może niemożliwe tak jak dla mnie zjeść hamburgera bez wyrzutów sumienia
Chloe, jeszcze ma mało lat, więc traktuję ją jako osobę pełną idei, wspaniałomyślności. Przypomina mi mnie samego, kiedy w jej wieku tak samo pochodziłem do spraw, gdzie było tylko biało i czarno. Dzisiaj, kiedy jestem po jednym rozwodzie, szczęśliwie od lat w drugim związku, widzę, że świat to o wiele więcej barw. Ale z czasem się o tym przekonasz sama, ale naprawdę, nie ucz życia osób, które dzisiaj mają dwa razy więcej lat od ciebie. Bo to trochę śmieszne. Powiem Tobie, że nie jesteś jedyną osobą która tak podchodzi do takich spraw. Znam kilka młodych osób, które kiedyś miały podobne wizje jak ty, dzisiaj mówią - "miałeś rację"
Dlatego nie dziwi mnie twoje och ach w sprawie twojego partnera, bo KAŻDY młody, nieopierzony tak miał. Potem przychodził czas zawodu, refleksji.
Dlatego twoje wpisy traktuję z ogromną rezerwą.
Moją historię opisałem w innym wątku, nie mam zamiaru jej powtarzać.
Ale podzielam zdanie osób, które stwierdzają że nie ma czegoś takiego jak obowiązkowy, bezwarunkowy szacunek od rodziców.
Nie ma ani jednej rzeczy, za którą mam powód być wdzięczny, mam obowiązek szanować. Ani jednej rzeczy, bo sam fakt, że ktoś mnie kiedyś spłodził, to dużo za mało.
Ja sobie powtarzam zawsze, że jedyne za co chciałbym zachować wdzięczność moich córek, to miłość i moje oddanie w och dorastanie, życie, poznawanie świata, tego że kiedy mnie potrzebowały, byłem przy nich. Cała reszta, to mój obowiązek. Nie czekając na 500 od rządu, moim zadaniem jest dać im dach nad głową, zadbać aby miały co jeść, aby jechać na wakacje, aby zapewnić im chociaż minimalny standard życia. To jest dla mnie najważniejsze.
Chloe, wybacz, ale naprawdę odlatujesz momentami.
Myślę że nie przeżyłaś zbyt wiele. Coś tam może na pewno i na tej bazie budujesz swoje opinie. Bo wybaczyłaś że ojciec głos podnosi? Bo tak jakoś to widzę.
Chloe, jeszcze ma mało lat, więc traktuję ją jako osobę pełną idei, wspaniałomyślności. Przypomina mi mnie samego, kiedy w jej wieku tak samo pochodziłem do spraw, gdzie było tylko biało i czarno. Dzisiaj, kiedy jestem po jednym rozwodzie, szczęśliwie od lat w drugim związku, widzę, że świat to o wiele więcej barw. Ale z czasem się o tym przekonasz sama, ale naprawdę, nie ucz życia osób, które dzisiaj mają dwa razy więcej lat od ciebie. Bo to trochę śmieszne. Powiem Tobie, że nie jesteś jedyną osobą która tak podchodzi do takich spraw. Znam kilka młodych osób, które kiedyś miały podobne wizje jak ty, dzisiaj mówią - "miałeś rację"
Dlatego nie dziwi mnie twoje och ach w sprawie twojego partnera, bo KAŻDY młody, nieopierzony tak miał. Potem przychodził czas zawodu, refleksji.
Dlatego twoje wpisy traktuję z ogromną rezerwą.
Moją historię opisałem w innym wątku, nie mam zamiaru jej powtarzać.
Ale podzielam zdanie osób, które stwierdzają że nie ma czegoś takiego jak obowiązkowy, bezwarunkowy szacunek od rodziców.
Nie ma ani jednej rzeczy, za którą mam powód być wdzięczny, mam obowiązek szanować. Ani jednej rzeczy, bo sam fakt, że ktoś mnie kiedyś spłodził, to dużo za mało.
Ja sobie powtarzam zawsze, że jedyne za co chciałbym zachować wdzięczność moich córek, to miłość i moje oddanie w och dorastanie, życie, poznawanie świata, tego że kiedy mnie potrzebowały, byłem przy nich. Cała reszta, to mój obowiązek. Nie czekając na 500 od rządu, moim zadaniem jest dać im dach nad głową, zadbać aby miały co jeść, aby jechać na wakacje, aby zapewnić im chociaż minimalny standard życia. To jest dla mnie najważniejsze.
Chloe, wybacz, ale naprawdę odlatujesz momentami.
Myślę że nie przeżyłaś zbyt wiele. Coś tam może na pewno i na tej bazie budujesz swoje opinie. Bo wybaczyłaś że ojciec głos podnosi? Bo tak jakoś to widzę.
Ze wszystkim się zgadzam poza jednym. Nie zawsze trzeba coś przeżyć aby mieć prawo do wypowiedzi na ten temat. Kto lepiej zna się na wychowaniu dzieci, maciora z dysfunkcyjnym czerepem która ma praktykę w zmarnowaniu kilkorga dzieci czy bezdzietna studentka która na blachę wykuła najważniejsze pozycje w temacie pedagogiki? To tak btw.
facetJAKwielu napisał/a:Chloe, jeszcze ma mało lat, więc traktuję ją jako osobę pełną idei, wspaniałomyślności. Przypomina mi mnie samego, kiedy w jej wieku tak samo pochodziłem do spraw, gdzie było tylko biało i czarno. Dzisiaj, kiedy jestem po jednym rozwodzie, szczęśliwie od lat w drugim związku, widzę, że świat to o wiele więcej barw. Ale z czasem się o tym przekonasz sama, ale naprawdę, nie ucz życia osób, które dzisiaj mają dwa razy więcej lat od ciebie. Bo to trochę śmieszne. Powiem Tobie, że nie jesteś jedyną osobą która tak podchodzi do takich spraw. Znam kilka młodych osób, które kiedyś miały podobne wizje jak ty, dzisiaj mówią - "miałeś rację"
Dlatego nie dziwi mnie twoje och ach w sprawie twojego partnera, bo KAŻDY młody, nieopierzony tak miał. Potem przychodził czas zawodu, refleksji.
Dlatego twoje wpisy traktuję z ogromną rezerwą.
Moją historię opisałem w innym wątku, nie mam zamiaru jej powtarzać.
Ale podzielam zdanie osób, które stwierdzają że nie ma czegoś takiego jak obowiązkowy, bezwarunkowy szacunek od rodziców.
Nie ma ani jednej rzeczy, za którą mam powód być wdzięczny, mam obowiązek szanować. Ani jednej rzeczy, bo sam fakt, że ktoś mnie kiedyś spłodził, to dużo za mało.
Ja sobie powtarzam zawsze, że jedyne za co chciałbym zachować wdzięczność moich córek, to miłość i moje oddanie w och dorastanie, życie, poznawanie świata, tego że kiedy mnie potrzebowały, byłem przy nich. Cała reszta, to mój obowiązek. Nie czekając na 500 od rządu, moim zadaniem jest dać im dach nad głową, zadbać aby miały co jeść, aby jechać na wakacje, aby zapewnić im chociaż minimalny standard życia. To jest dla mnie najważniejsze.
Chloe, wybacz, ale naprawdę odlatujesz momentami.
Myślę że nie przeżyłaś zbyt wiele. Coś tam może na pewno i na tej bazie budujesz swoje opinie. Bo wybaczyłaś że ojciec głos podnosi? Bo tak jakoś to widzę.Ze wszystkim się zgadzam poza jednym. Nie zawsze trzeba coś przeżyć aby mieć prawo do wypowiedzi na ten temat. Kto lepiej zna się na wychowaniu dzieci, maciora z dysfunkcyjnym czerepem która ma praktykę w zmarnowaniu kilkorga dzieci czy bezdzietna studentka która na blachę wykuła najważniejsze pozycje w temacie pedagogiki? To tak btw.
Jeżeli nie przeżyłeś czegokolwiek, nigdy nie będziesz ekspertem w jakiejkolwiek dziedzinie. To tak samo jak osoby rozwiązujące katastrofy lotnicze, najwięcej mogą powiedzieć o nich ci, którzy je badają na miejscu.
W życiu, bez doświadczenia, można pozostać tylko teoretykiem.
Przykład?
Plan budowy i realizacja. Czy architekt, projektant, może przewidzieć wszystko co może się wydarzyć? Niestety nie i często nie przewiduje.
Najbardziej skutecznymi w niesieniu pomocy innym są zawsze ci, którzy mają podobne dramaty za sobą.
Na wstępie - przysłuchuję się tej dyskusji od dawna i mam takie samo zdanie jak Chloe - co do wybaczania i wiem o czym ona mówi.
A mam trochę więcej lat jak Chloe.
Poza tym - co do osób (skutecznych w niesieniu pomocy), które podobne dramaty mają za sobą - tylko w sytuacji kiedy mają je dawno za sobą - wyleczone, przerobione i również wybaczone.
Wbrew pozorem wybaczenie jest kluczem do zamknięcia takiego rozdziału za sobą - bo brak wybaczenia, trzyma ofiarę nie kata.
Na forum roi się od takich przykładów, nie?
Tak sobie w tej chwili myślę, że może zupełnie niepotrzebnie od tylu już lat pracuję na szacunek swojego dziecka, staram się, tłumaczę, uczę odpowiedzialności i samodzielności, rozmawiam, czuwam nad bezpieczeństwem, opiekuję się, przekazuję wzorce, wartości, każdego dnia po prostu jestem - gotowa służyć wsparciem i pomocą, choć może łatwiej było po prostu wmówić mu, że szacunek należy mi się z automatu?
Wybaczanie to już zupełnie inna kwestia, wybaczamy zwykle sami dla siebie - żeby bez obciążeń móc pójść do przodu.
Zgadzam się z Olinką.
Poza tym, proszę pamiętać, że wielu dysfunkcyjnych rodziców do perfekcji opanowało wybielanie się i usprawiedliwienia dla swoich najbardziej perwersyjnych zachowań, tak, że dorosłe dziecko, chociaż było traktowane jak szmata, ciągle rozgrzesza ich, czuje się wręcz winne i tak naprawdę nigdy nie nazywa rzeczy po imieniu.
Zeby było jasne, nie jestem adwokatem żywienia nienawiści do dysfunkcyjnego rodzica (to przede wszystkim dla nas niezdrowe), ale uważam, że powinno się mieć jasny obraz sytuacji, że zachowywaŁ się źle, BO TAK WYBRAŁ. Jest to bolesne, ale prawdziwe.
Na wstępie - przysłuchuję się tej dyskusji od dawna i mam takie samo zdanie jak Chloe - co do wybaczania i wiem o czym ona mówi.
A mam trochę więcej lat jak Chloe.
Poza tym - co do osób (skutecznych w niesieniu pomocy), które podobne dramaty mają za sobą - tylko w sytuacji kiedy mają je dawno za sobą - wyleczone, przerobione i również wybaczone.
Wbrew pozorem wybaczenie jest kluczem do zamknięcia takiego rozdziału za sobą - bo brak wybaczenia, trzyma ofiarę nie kata.
Na forum roi się od takich przykładów, nie?
Ja również podzielam zdanie Chloe mimo, że jestem od niej bardzo dużo starsza. W ogóle uważam, że ludzie młodzi o wiele więcej widzą i celniej osądzają, właśnie dlatego, że nie popadli w rutynę, w tumiwisizm, w marazm i wypaczone widzenie świata. ![]()