Wychowanie nie swojego dziecka. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wychowanie nie swojego dziecka.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

Temat: Wychowanie nie swojego dziecka.

Witam,
że swoim partnerem jestem już około 4 lata. Od początku znajomości nie oklamywal mnie co do tego, że ma dziecko z poprzedniego związku. Problem jest taki, że Jego biologiczna matka się Nim wgl nie interesuje w związku z czym wszystkie swoje uczucia przelał na mnie. Chłopczyk ma 8 lat i jest naprawdę bardzo fajnym dzieciakiem. Od roku już mówi do mnie mamo, a na swoją biologiczna matkę po imieniu. Spotykają się mniej więcej raz na 3 miesiące. Niedawno z partnerem zdecydowaliśmy że biorąc pod uwagę nasza sytuacja materialna i fakt że mieszkamy w trójkę z Jego rodzicami, dobrze będzie jeżeli partner wyjedzie za granicę trochę zarobić. Tak też się stało. Mój problem jest niestety taki, że zostałam z "synem" sama i wszystkie obowiązki związane z jego wychowaniem spadły na mnie. Nie wiem czy jest to wiek w którym dzieci teraz tak bardzo się buntują. Ale dziecko zaczęło mi dosłownie wchodzić na głowę. Codziennie przy lekcjach są awantury, często podnosi głos i po prostu się nie słucha. W szkole nauczycielka też zaobserwowala, że się nie słucha, opuścił się w nauce i o bardzo wielu rzeczach nie pamięta. Stosuje rozmowy, kary, nagrody. Zrobiliśmy wspólnie nawet kartę motywacyjna i jest oceniany każdego dnia po czym nagradzany za dobre zachowanie bądź karany. Nie mam po prostu pomysłów co jeszcze zrobić, żeby po prostu słuchał tego co się dzieje na lekcji i tego co mówię do Niego w domu. Nie pomaga mi również fakt że we wszystkim obrońcę ma w swojej babci. Nieważne czy powiem spokojnie czy podniose głos czy dam karę czy cokolwiek innego "syn" po prostu sobie to kolokwialnie mówiąc olewa. Macie może jakieś rady? Byłabym wdzięczna. P, S, partner zjeżdża co dwa tygodnie i też rozmawia z dzieckiem. Dziecko obiecuję poprawę po czym partner wyjeżdża i jest znowu to samo.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-11-08 22:36:41)

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.
Petuś17 napisał/a:

Witam,
że swoim partnerem jestem już około 4 lata. Od początku znajomości nie oklamywal mnie co do tego, że ma dziecko z poprzedniego związku. Problem jest taki, że Jego biologiczna matka się Nim wgl nie interesuje w związku z czym wszystkie swoje uczucia przelał na mnie. Chłopczyk ma 8 lat i jest naprawdę bardzo fajnym dzieciakiem. Od roku już mówi do mnie mamo, a na swoją biologiczna matkę po imieniu. Spotykają się mniej więcej raz na 3 miesiące. Niedawno z partnerem zdecydowaliśmy że biorąc pod uwagę nasza sytuacja materialna i fakt że mieszkamy w trójkę z Jego rodzicami, dobrze będzie jeżeli partner wyjedzie za granicę trochę zarobić. Tak też się stało. Mój problem jest niestety taki, że zostałam z "synem" sama i wszystkie obowiązki związane z jego wychowaniem spadły na mnie. Nie wiem czy jest to wiek w którym dzieci teraz tak bardzo się buntują. Ale dziecko zaczęło mi dosłownie wchodzić na głowę. Codziennie przy lekcjach są awantury, często podnosi głos i po prostu się nie słucha. W szkole nauczycielka też zaobserwowala, że się nie słucha, opuścił się w nauce i o bardzo wielu rzeczach nie pamięta. Stosuje rozmowy, kary, nagrody. Zrobiliśmy wspólnie nawet kartę motywacyjna i jest oceniany każdego dnia po czym nagradzany za dobre zachowanie bądź karany. Nie mam po prostu pomysłów co jeszcze zrobić, żeby po prostu słuchał tego co się dzieje na lekcji i tego co mówię do Niego w domu. Nie pomaga mi również fakt że we wszystkim obrońcę ma w swojej babci. Nieważne czy powiem spokojnie czy podniose głos czy dam karę czy cokolwiek innego "syn" po prostu sobie to kolokwialnie mówiąc olewa. Macie może jakieś rady? Byłabym wdzięczna. P, S, partner zjeżdża co dwa tygodnie i też rozmawia z dzieckiem. Dziecko obiecuję poprawę po czym partner wyjeżdża i jest znowu to samo.

Nic bez przyczyny się nie dzieje. Nagła zmiana zachowania dziecka oznaczać może, że nie radzi on sobie z czymś. Ze swoimi emocjami. W tej sytuacji zgaduję, że przyczyną jest wyjazd jego ojca. Przeżył już jedno rozstanie.  Może obecna sytuacja kojarzy mu się z odejściem matki. Boi się, że sytuacja może się powtórzyć. Być może stracił poczucie bezpieczeństwa? Odreagowuje.
Potrzebujesz porady psychologa albo doświadczonego pedagoga, który pomógłby Tobie dotrzeć do dziecka.
Na pewno nie pomaga to, że zamiast zainteresowania tym, jakie on przeżywa emocje, to spotykają go uwagi, że źle się zachowuje.

3

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

A dziwisz się dziecku? Przecież on zostaje z obcą mu kobietą. Porozmawiaj ze swoim partnerem, bo to nie na Twojej głowie powinno być wychowywanie jego dziecka.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

4

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Żyjemy już razem 4 lata. Myślę, że dziecko miało dużo czasu żeby się do mnie przyzwyczaić. Po za tym już od ponad roku mówi do mnie mamo. Sam chciał, nikt Go do tego nie namawiał. Partnera nie maz ale mieszkamy wspólnie z dziadkami, więc nie jestem z Nim sama.

5

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.
Petuś17 napisał/a:

Witam,
że swoim partnerem jestem już około 4 lata. Od początku znajomości nie oklamywal mnie co do tego, że ma dziecko z poprzedniego związku. Problem jest taki, że Jego biologiczna matka się Nim wgl nie interesuje w związku z czym wszystkie swoje uczucia przelał na mnie. Chłopczyk ma 8 lat i jest naprawdę bardzo fajnym dzieciakiem. Od roku już mówi do mnie mamo, a na swoją biologiczna matkę po imieniu. Spotykają się mniej więcej raz na 3 miesiące. Niedawno z partnerem zdecydowaliśmy że biorąc pod uwagę nasza sytuacja materialna i fakt że mieszkamy w trójkę z Jego rodzicami, dobrze będzie jeżeli partner wyjedzie za granicę trochę zarobić. Tak też się stało. Mój problem jest niestety taki, że zostałam z "synem" sama i wszystkie obowiązki związane z jego wychowaniem spadły na mnie. Nie wiem czy jest to wiek w którym dzieci teraz tak bardzo się buntują. Ale dziecko zaczęło mi dosłownie wchodzić na głowę. Codziennie przy lekcjach są awantury, często podnosi głos i po prostu się nie słucha. W szkole nauczycielka też zaobserwowala, że się nie słucha, opuścił się w nauce i o bardzo wielu rzeczach nie pamięta. Stosuje rozmowy, kary, nagrody. Zrobiliśmy wspólnie nawet kartę motywacyjna i jest oceniany każdego dnia po czym nagradzany za dobre zachowanie bądź karany. Nie mam po prostu pomysłów co jeszcze zrobić, żeby po prostu słuchał tego co się dzieje na lekcji i tego co mówię do Niego w domu. Nie pomaga mi również fakt że we wszystkim obrońcę ma w swojej babci. Nieważne czy powiem spokojnie czy podniose głos czy dam karę czy cokolwiek innego "syn" po prostu sobie to kolokwialnie mówiąc olewa. Macie może jakieś rady? Byłabym wdzięczna. P, S, partner zjeżdża co dwa tygodnie i też rozmawia z dzieckiem. Dziecko obiecuję poprawę po czym partner wyjeżdża i jest znowu to samo.

Porozmawiaj o tej sytuacji szczerze z partnerem oraz z babcią dziecka. Babcia niczego nie ułatwia, chociaż to ona powinna być w tej sytuacji osobą przede wszystkim zobowiązaną do większej pomocy nad dzieckiem. Postawiłabym babci jasne warunki - albo przejmuje opiekę nad wnukiem podczas nieobecności syna albo nie wtrąca się do sposobu w jaki Ty sprawujesz opiekę nad dzieckiem. Niestety Ty jesteś formalnie obca, a poza tym wygląda na to, że mimo tego, że dziecko mówi do Ciebie 'mamo' nie traktuje Cię jak matkę.

Nie zgadzam się z opinią, że dziecko w ten sposób odreagowuje wyjazd ojca. Wyjazd ojca uwidocznił tylko i wyłącznie to, kto tak naprawdę jest jego rodzicem i kogo w pełni akceptuje dziecko. Partner powinien wrócić dla dobra syna. Bez jego obecności nie poradzisz sobie z dzieckiem, ponieważ ono podświadomie czuje, że nie musi Ciebie słuchać.

6 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-11-09 15:51:31)

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.
Petuś17 napisał/a:

Żyjemy już razem 4 lata. Myślę, że dziecko miało dużo czasu żeby się do mnie przyzwyczaić. Po za tym już od ponad roku mówi do mnie mamo. Sam chciał, nikt Go do tego nie namawiał. Partnera nie maz ale mieszkamy wspólnie z dziadkami, więc nie jestem z Nim sama.

Petuś, jak Ty się czujesz z tym, że Twój partner wyjechał a Ty zostałaś z codziennymi sprawami sama? Na dodatek musisz samodzielnie sprawować opiekę nad jego dzieckiem, a przy tym mieszkasz u jego rodziców.
Jak Tobie jest w tej sytuacji?

7

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Po pierwsze; nie powinnaś z nie swoim dzieckiem zostawać sama.
Po drugie; Zrozum dzieciaka? Matka jakaś niewydarzona, on zostaje z obcą mu kobietą.

Po trzecie; Karami do niego nie dotrzesz... Nie w tym stadium. On szuka teraz oparcia, kogoś komu może zaufać, bezgranicznie.. Stosując kary, stawiasz się w pozycji osoby opresyjnej. Można to wybaczyć najbliższym , ale nie tylko bliskim.

W kilku slowach nie da się tego wytlumaczyć. Powinnaś sama skorzystać z pomocy psychologa, nawet bez tego dziecka. On ci podpowie, jak się zachowywać.

I znowu pytanie; Nie jestes wykorzystywana?

8

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Jeżeli chodzi o wykorzystywanie to chyba nie, po tylu latach to już się bardziej członkiem tej rodziny czuje. Nie wiem natomiast jak dotrzec do dziecka, ma w sobie bardzo dużo agresji. Wyczerpalam już chyba wszystkie pomysły jakie wpadły mi do głowy na poprawę chociaż w małym stopniu Jego zachowania. Dzisiaj NP. zbuntowal się bo chciałam żebyśmy trochę pouczyli się pisać pełnymi zdaniami,poprawnie ortograficznie. Rozpoczął więc swój bunt po czym zrobił to co kazalam a na końcu chyba już z tych wyrzutów sumienia, na że kolejny raz na mnie głos podniósł sam z siebie rozłożył mi lozko. Nie wiem jest bardzo wrażliwym dzieckiem, ale też skryrym. I na dodatek jeszcze ta Babcia we wszystko się wtrąca. Dzisiaj po godzinie 19 przyniosła Mu ze sklepu paczki w czekoladzie. Co dla mnie jest absolutnie wykluczone biorąc pod uwagę porę oraz Jego zachowanie. Ale już nic nawet nie powiedziałam.

9

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

MagdaLena1111
Było mi ciężko z tym, że partner wyjechał na początku.. Teraz już jest mi coraz lepiej. Pociesza mnie Myśl że zarobi, wróci i wkoncu będziemy mogli rozpocząć normalne życie w naszym domu. Gdzieś chyba za cel postawiłam sobie wychowanie tego dziecka, ponieważ Jego matka już od 5 lat nie jest wgl obecna w Jego życiu, a widzę jak bardzo potrzebuje matczynego ciepła. Niestety jak w każdej rodzinie pojawiają się problemy. Tylko po prostu nie mam już pomysły jak sobie radzić z tym Jego buntem wobec świata.

10

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Wydajesz się odpowiedzialna i może nawet nadodpowiedzialna, pamiętaj jednak, że to nie Twoje dziecko, ojciec i babcia formalnie powinni być pierwsi w kolejce do wychowania a ojca nie ma a babcia chyba się nie nadaje do tego za bardzo, pewnie i dlatego, że Ty przejęłaś obowiązki wychowawcze to ona może sobie pozwolić na 'rozpieszczanie', pewnie byłoby inaczej gdyby to ona zmagała się z problemami wnuczka.
Układ w jakim funkcjonujesz wydaje się niejasny - może przede wszystkim to poukładaj, obowiązki jakie przejęłaś to obowiązki żony i matki a NIE JESTEŚ żoną i matką.

11 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2018-11-10 11:58:29)

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.
Petuś17 napisał/a:

MagdaLena1111
Było mi ciężko z tym, że partner wyjechał na początku.. Teraz już jest mi coraz lepiej. Pociesza mnie Myśl że zarobi, wróci i wkoncu będziemy mogli rozpocząć normalne życie w naszym domu. Gdzieś chyba za cel postawiłam sobie wychowanie tego dziecka, ponieważ Jego matka już od 5 lat nie jest wgl obecna w Jego życiu, a widzę jak bardzo potrzebuje matczynego ciepła. Niestety jak w każdej rodzinie pojawiają się problemy. Tylko po prostu nie mam już pomysły jak sobie radzić z tym Jego buntem wobec świata.

Zapytałam o Twoje odczucia, ale napisałaś tylko o trudnościach, bez słowa na czym ta trudność polegała. To pokazuje, że masz trudność ;-) z mówieniem o swoich emocjach i odczuciach. Dużo ludzi tak ma.
Napisałaś ważną rzecz dotyczącą tego, jaką strategię zaradczą zastosowałaś, żeby poradzić sobie ze swoimi emocjami. Tymi emocjami, których nie wyartykulowałaś. To jest coś.
Moim zdaniem najlepiej, gdy dotrzesz do emocji dziecka, które wychowujesz. Zapytaj go tak jak ja wcześniej Ciebie o to, jak on się czuje w tej sytuacji? Spróbuj się dowiedzieć, czy czegoś się obawia (strach), albo czy jest mu smutno, bo jego taty nie ma z Wami na co dzień. Może brakuje mu poczucia bezpieczeństwa a ono jest dla dziecka kluczowe.
Możesz powiedzieć mu, że Ty też tęskinisz
Potem pomóż mu wypracować sobie jego własną strategię radzenia sobie z emocjami, które przeżywa. Dzieciom jest trudniej znaleźć sobie coś, co pomaga im przetrwać ciężkie chwile.
Jeśli będziesz uważna na emocje dziecka i delikatna, to Was bardzo do siebie zbliży, ale też pomoże przeżyć trudny czas nieobecności przy Was ważnej dla Was obojga osoby.

12

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Pytałam wielokrotnie jak się z tym czuje odpowiadał że jest okej, że nie Tęskni i, że wcale nie przez to się tak zachowuje. Natomiast za powód swojego zachowania podawał nie wyspanie się, zły dzień w szkole czy kłótnie z kolegą. Jest On bardzo zamkniętym dzieckiem i sama do końca nie jestem pewna, czy On umie nazwać te emocje, które w Nim siedzą i czy On do końca wie co On tak naprawdę czuje.. Jak już wcześniej napisano mówi, że jestem Jego Mama i że mnie Kocha ale chyba sam nie wie co to znaczy tak naprawdę.

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Nie wiem jak do końca wygląda sytuacja w waszej rodzinie i dlaczego odeszła matka chłopca. Nie wnikając w to mogę powiedzieć że kiedyś byłam na tym samym miejscu co Twój syn. Kiedy działo się coś złego w szkole na podwórku później na studiach nigdy nie otworzyłam się przed tą drugą mama. Przytuliłam się ona wiedziała że coś jest nie tak. Po próbowała dojść do mnie pomoc pocieszyć. Mimo tego w ukryciu płakałam i myślałam o mojej prawdziwej mamie. W myślach pytałam Dlaczego mnie zostawiłaś? Dzisiaj jestem dojrzałą kobietą mam dwóch synów . Wiem jaka jest moja prawdziwą mama i wiem że nie mogę na nią liczyć bo nie ma nawet czasu porozmawiać ze mną przez tel. Mimo tego w trudnych chwilach nadal płacze i myślę Dlaczego mnie zostawiłaś?  Może po części podobnie jest z Twoim ,,synem".

14

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Przeniesione z kolejnego wątku Autorki:

Petuś17 napisał/a:

Na wstępie napisze, ze juz jestem umówiona na wizytę u psychologa i z sama sobą jak i z dzieckiem, ale po prostu potrzebuje się wygadac już teraz bo naprawdę brakuje mi już sił.
Jestem w związku 5 letnim z facetem, który ma dziecko już teraz 10 letnie z poprzedniego związku.
Że względu na to, że dziecko urodziło się jak mój TŻ miał zaledwie 20 lat, większość życia wychowywali Go dziadkowie. Matka dziecka jakoś nigdy nie chciała mieć na noc większego wpływu, a po rozstaniu się z moim obecnym partnerem, zaprzestała także próbować utrzymywać kontakt z dzieckiem. Jak poznałam TŻ widziałam że zarówno On jak i Jego syn są w rozsypce. Sama nie miałam łatwego dzieciństwa dlatego dosyć szybko zaangażowałam się w wychowanie. Syn mojego faceta nawet po 2 latach zaczął do mnie mówić mamo. Raz powiedział i po prostu tak już zostało. Niestety im jest starszy to chyba zaczyna zadawać sobie w głowie coraz więcej pytań. Od dwóch lat mieszkamy na wynajmie i dziecko w naturalny sposób zostało z Nami, ale mam wrażenie że wcale nie chce tu być. Jak ma tylko jakaś przerwę w szkole lub zwykły weekend to od razu prosi żeby Go zabrać do dziadków. I tam siedzi gdzie w tym czasie nawet nic nie napisze, ani nie zadzwoni do nas. Kolejna sprawa jest taka, że odkąd ma telefon często dzwoni sam z siebie lub pisze do swojej biologicznej matki, która sama z siebie nie zatroszczy się o kontakt, ale oczywiście odbierze i będzie Mu słodziła jak to Ona za Nim nie tęskni. Widują się może raz na 3 miesiące. A matka mieszka od dziadków z 20 minut drogi na pieszo. Są teraz ferie, i dziecko poszło do siostry swojej matki. Przez ten czas się z Nami nie kontaktował chyba że my zadzwoniliśmy i wydaje się, że jest szczęśliwy i zadowolony. Nie wiem zupełnie jak ja mam się w tym wszystkim odnaleźć. Wiem, ze przede wszystkim dla dziecka jest to trudna sytuacja, ale czuję się poniekąd wykorzystaana. Tylko do odrabiania lekcji, chodzenia na wywiadówki i od wychowywania Go z tej gorszej strony czyli częste awantury żeby posprzątał pokój, poszedł się wykąpać, zjadł coś. Na dodatek mój partner został wysłany za granicę do pracy i już od roku przyjeżdża tylko na weekendy co 2 tygodnie. A ja czuję, że coraz mniej chce wychowywać Jego dziecko, bo po prostu widzę jak On non stop szuka kogos innego, żeby z Nim byc, a ja Go nie obchodzę. Ostatnio nawet w święta jak mieliśmy jechać w 3 do mojej rodziny, to mi powiedział że nigdzie nie jedzie bo to nie jest Jego rodzina. Po prostu czuje się krzywdzona przez to dziecko. Nie wiem co mam robić

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

15

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.
IsaBella77 napisał/a:

Przeniesione z kolejnego wątku Autorki:

Petuś17 napisał/a:

Na wstępie napisze, ze juz jestem umówiona na wizytę u psychologa i z sama sobą jak i z dzieckiem, ale po prostu potrzebuje się wygadac już teraz bo naprawdę brakuje mi już sił.
Jestem w związku 5 letnim z facetem, który ma dziecko już teraz 10 letnie z poprzedniego związku.
Że względu na to, że dziecko urodziło się jak mój TŻ miał zaledwie 20 lat, większość życia wychowywali Go dziadkowie. Matka dziecka jakoś nigdy nie chciała mieć na noc większego wpływu, a po rozstaniu się z moim obecnym partnerem, zaprzestała także próbować utrzymywać kontakt z dzieckiem. Jak poznałam TŻ widziałam że zarówno On jak i Jego syn są w rozsypce. Sama nie miałam łatwego dzieciństwa dlatego dosyć szybko zaangażowałam się w wychowanie. Syn mojego faceta nawet po 2 latach zaczął do mnie mówić mamo. Raz powiedział i po prostu tak już zostało. Niestety im jest starszy to chyba zaczyna zadawać sobie w głowie coraz więcej pytań. Od dwóch lat mieszkamy na wynajmie i dziecko w naturalny sposób zostało z Nami, ale mam wrażenie że wcale nie chce tu być. Jak ma tylko jakaś przerwę w szkole lub zwykły weekend to od razu prosi żeby Go zabrać do dziadków. I tam siedzi gdzie w tym czasie nawet nic nie napisze, ani nie zadzwoni do nas. Kolejna sprawa jest taka, że odkąd ma telefon często dzwoni sam z siebie lub pisze do swojej biologicznej matki, która sama z siebie nie zatroszczy się o kontakt, ale oczywiście odbierze i będzie Mu słodziła jak to Ona za Nim nie tęskni. Widują się może raz na 3 miesiące. A matka mieszka od dziadków z 20 minut drogi na pieszo. Są teraz ferie, i dziecko poszło do siostry swojej matki. Przez ten czas się z Nami nie kontaktował chyba że my zadzwoniliśmy i wydaje się, że jest szczęśliwy i zadowolony. Nie wiem zupełnie jak ja mam się w tym wszystkim odnaleźć. Wiem, ze przede wszystkim dla dziecka jest to trudna sytuacja, ale czuję się poniekąd wykorzystaana. Tylko do odrabiania lekcji, chodzenia na wywiadówki i od wychowywania Go z tej gorszej strony czyli częste awantury żeby posprzątał pokój, poszedł się wykąpać, zjadł coś. Na dodatek mój partner został wysłany za granicę do pracy i już od roku przyjeżdża tylko na weekendy co 2 tygodnie. A ja czuję, że coraz mniej chce wychowywać Jego dziecko, bo po prostu widzę jak On non stop szuka kogos innego, żeby z Nim byc, a ja Go nie obchodzę. Ostatnio nawet w święta jak mieliśmy jechać w 3 do mojej rodziny, to mi powiedział że nigdzie nie jedzie bo to nie jest Jego rodzina. Po prostu czuje się krzywdzona przez to dziecko. Nie wiem co mam robić

Dziecko ma problem i zachowuje sie adekwatnie do sytuacji.
Z kolei Twoje uczucia sa zrozumiale, ale jestes dorosla i chyba wiesz, ze brzmisz jak egocentryczka?

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

16

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Ojciec dziecka powinien w końcu wziąć za syna odpowiedzialność i zająć się jego wychowaniem, a nie tylko zarabianiem pieniędzy. Współczuję małemu sytuacji,w jakiej postawili go dorośli.

17 Ostatnio edytowany przez Ajko (2020-01-20 14:57:48)

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Dlaczego nie wyjedziecie do partnera? Cała sytuacja trwa już rok.
Chciałaś dobrze, ale życie zweryfikowało twoje podejście do chłopca, tak naprawdę nie dla chłopca chciałaś być dobra, tylko dla partnera odgrywałaś sielankę. Jak tylko pojawiły się problemy (twoim zdaniem) to już jest obcym dzieckiem, już nie masz cierpliwości, już cię drażni. Pewnie dla swojego własnego  miałabyś dużo więcej cierpliwości wyrozumiałości. Ludzie często  odbierają dzieci jak tumany, które dopiero jak dorosną przekraczają jakąś magiczną granicę myślenia, naginają je do swoich wyobrażeń, sprawiają, że taki dzieciak od najmłodszych lat musi się kontrolować, nie może poczuć się akceptowanym, takim jakim jest. Stąd zamknięcie w sobie, bo już wiedzą, że nie można być szczerym bo szczerość to kłopoty.
Z jednej strony rozumiem, że jest ci ciężko, bo teraz jesteś sama w sumie z nie swoimi obowiązkami, które jak się okazuje robiłaś nie z szacunku dla dzieciaka jako człowieka, tylko z litości (litość ma swoje granice) i chęci pomocy partnerowi. A teraz jest takim jaskółczym jajem, które ci ciężko "wychowywać". On to czuje, ty byś poczuła takie klimaty i nie byłoby ci z tym dobrze, to tym bardziej on to czuje. Ta szopka z mówieniem do ciebie mamo  też jest dla mnie dziwna, dlaczego nie możesz być znajomą, przyjaciółką ojca, do której mówi po imieniu. Po co udawać matkę skoro nią nie jesteś, i tak bardzo cię to męczy?
Ja w podobnym wieku miałam takiego "tatę" (ojca mojej siostry). Jak ja żałowałam, że tak zaczęłam do niego mówić, później tak starałam się konstruować zdania by nie mówić tego pustego słowa. To było 7 lat męczarni dla mnie, na początku udawał, że mnie lubi, a potem jak się zadomowił to już nie był w stanie się zmuszać. Zawsze czułam się nielubiana, byłam tym bachorem, 5 kołem u wozu, przyczyną złego humoru. Gdy miałam ok 23 lata, moja siostra podała go o alimenty, jak go zobaczyłam w sądzie poczułam ten pierwotny strach dziecka. Zrozumiałam jak bardzo było mi wtedy ciężko.
Nie rób z niego na siłę swojego dziecka z karami, nagrodami. Tylko traktuj z szacunkiem jak myślącego, młodego człowieka, który ma swój świat, swoje problemy.
Zażądaj od partnera powrotu, albo jedźcie do niego, bo  pieniądze nie są warte takiej rozłąki.
Dobrze, że wybieracie się do psychologa, pewnie chłopcu bardzo pomogłaby terapia. Miejsce gdzie mógłby szczerze pogadać o swoich problemach z człowiekiem, który nie bierze do siebie każdego jego słowa, gestu, nie rozlicza go z tego.
To jest młody człowiek, któremu już od małego życie się popieprzyło na wiele sposobów, nawet jeśli ci szczerze powie, że twoja rodzina nie jest jego mogłabyś wykazać się zrozumieniem dla jego uczuć, przecież on mówi prawdę. Co ci się stanie jak stwierdzisz bez urazy do niego, że masz rację, rozumiem, że czujesz się niekomfortowo u mojej rodziny. Czy coś ci tam sprawiło przykrość? Jeśli będziesz miał ochotę pójść z nami następnym razem to daj znać. Poczucie, że ma wybór, że jest słuchany, jest ważny wiele by pomogło. Nie bierz jego działania do siebie, ty masz wpływ na to czy to ciebie czyjeś słowa urażą, czy nie
Szkoda mi ciebie i tego chłopca.

18

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

A potrafisz autorko go przytulić, powiedzieć, że go bardzo kochasz i co by złego nie zrobił, to i tak nie przestaniesz go kochać. Dziecko o wiele bardziej potrzebuje miłości i zainteresowania niż wyszukanych kar i nagród. Kary i nagrody są oznaką  zimnego chowu.

Chcącemu nie dzieje się krzywda.

19 Ostatnio edytowany przez Ajko (2020-01-22 19:03:59)

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Edycja: Myślałam nad wasza sytuacją i tak naprawdę, porwałaś się na zbyt wiele dla siebie. Obwiniasz dzieciaka o wszystko co złe, a tak naprawdę mam wrażenie, że głównym punktem tej trudnej sytuacji jest twój partner. Niby taki biedaczyna sam został z młodym, ale z tego co piszesz podrzuca go gdzie tylko może. Zanim ty się pojawiłaś podrzucił go rodzicom, pojawiłaś się ty zostawił go na twojej głowie. Rozumiem, że jest ci ciężko, ale nie obwiniaj za to chłopca, tylko właściwą osobę. Ten chłopiec czuje się tak jak ty. Jest zostawiony z obcą kobietą. Odpuść temu dziecku. Olej wszystko, przestań go tak cisnąć by idealnie wszystko robił. Pozwól mu ponieść konsekwencje swoich czynów, ale nie w postaci twojej kary (skończ z tymi karami) tylko w postaci tego że coś mu się skomplikuje przez jego zaniedbanie. Zacznij być dla niego tylko miłą, wyrozumiałą, nie wymuszaj na sobie naprawienie ich świata. Rozmawiaj z nim o jego sprawach. Polecam ci książkę "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" i inne z tej serii Potraktuj to jako eksperyment.

20

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Hej :-) Jestem w podobnej sytuacji do Twojej. Zdecydowałam związać się z mężczyzną, który wychowuje dwóch synów .Ja mam dwie córki z poprzedniego małżeństwa. Chłopcy mają obecnie 15 i 10 lat. Przez pierwszy rok partner wyjeżdżał w dwutygodniowe delegacje a ja zostawałam z całą czwórką. Po dwóch takich wyjazdach zobaczyłam , że to nie do przeskoczenia. Zaczęłam głośno mówić , że nie dam rady. Przerosła mnie ta sytuacja ,choć uważałam się za twardą kobietę. Po kilku miesiącach partner zaczął drążyć temat pracy na miejscu. Udało się, firma poszła mu na rękę.
Chłopcy przed naszym wspólnym zamieszkaniem mieszkali trochę z jedną ciocią, trochè z drugą, trochę z babcią. Zależnie od tego kto miał na to czas i ochotę. Tata ich a mój facet nie widział w tym nic złego. Wyjeżdżał na dwa tygodnie , zostawiał dzieci a po przyjeździe brał ich do domu. Chłopców tam na prawdę nikt nie wychowywał, rośli sobie tak jak chcieli.
Kiedy partner zaczął być codziennie w domu było Jeszcze gorzej, kłótnie, awantury wręcz, według mnie dużo robił źle. Trudno mi było go zrozumieć, że w sumie nigdy nie wychowywał dzieci , w małżeństwie robiła to żona , która wyprowadziła się i urwała całkowicie kontakt z nim i z dziećmi. Były to dla mnie różnice nie do pokonania, myślałam że nie będziemy razem . Potem zaczęłam dużo czytać , rozmawiać i przestałam się wczuwać. Doprowadziło do tego wiele sytuacji. Najprościej jest powiedzieć, że to dorosły jest zły . Ja wiem , że dziecko nie rodzi się złe, że jest wynikiem wychowania i miłości dorosłych osób. Tylko, że wielu z nas ma wypaczony ten proces wychowania. Jedni ludzie wyciągają wnioski z własnego dzieciństwa innym to nie potrzebne . Ja trafiłam na ten drugi typ. Czasem zadawałam mu pytanie, po co wziął chłopców skoro nie umie im dać tego co powinien dać rodzic. A najgorsze było to, że ode mnie jego rodzina wymagała pokochania dzieci a ja cały czas głośno powtarzałam, że najpierw musimy się polubić, że do tej miłości może nigdy nie dojść. Czasem wystarczy szacunek.
Wychować cudze dzieci, inaczej ukształtowane jest okropnie trudno. Jest to mocno niewdzięczne zadanie. Obecnie jestem skupiona na swoich dziewczynach, parter przejął rolę taty w 100% . Jest mi ciężko, bo nie da się mieszkać w jednym domu i nie widzieć wielu sytuacji ale staram się bardzo :-) Dam Ci jedną radę, odpuść, szkoda zdrowia. Mi kiedyś siostra powiedziała, że nie każdego da się wychować i tak niestety jest. Może inaczej to wygląda gdy dostajesz malusieńkie dziecko, ze starszymi jest już mniej przyjemnie. Przynajmniej ja mam takie doświadczenie. I dziewczyny dobrze piszą, że to zależy wszystko od ojca chłopca a z nim nie zawsze da się wygrać, bo błędów widzieć nie chce. Pozdrawiam Cię ciepło i walcz o siebie.

21

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Jeśli mały bywa agresywny, za pewne coś jest tego przyczyną. Pewnie frustracja. Nie wyrażone emocje. W końcu tata wyjechał. Stracił poczucie bezpieczeństwa.
On nie rozumie, że finanse są ważne, tylko widzi że taty nie ma.
Doradzam dużo miłości, cierpliwości, przytulania i rozmowy. O uczuciach. Swoich, jego, taty. Wiele zależy też od tego, co tata mówi kiedy wraca. Byłoby małemu lżej, gdybyście pojechali razem zobaczyć gdzie tata mieszka i pracuje.
Kary nie działają. Nauczysz dziecko, że lepiej jest kłamać i oszukiwać niż dostać karę. Warto dawać nagrody, za dobre zachowanie. To wzmocnienie pozytywne. A kiedy zachowuje się źle, mówić co powinno zrobić i jak, aby to było właściwe. "Nie rób", "nie wolno" itd. nie mówi małemu co powinien zrobić, a on sam widać jeszcze nie wie i nie radzi sobie ze wszystkim.
Dzieci dorastają, nie znajdziesz nigdzie poradnika o tym, jak każdego dnia i w jakiej sytuacji reagować. Jak będzie się Tobie wydawało, że już go znasz, zaskoczy czymś nowym. Własne dziecko tak samo się wychowuje. A z dzieckiem partnera jest jeszcze trudniej, bo musisz kochać za dwoje kiedy partner wyjeżdża. Powiem tak: kiedy moje dzieci były najgorsze na świecie, najbardziej mnie denerwowały i robiły mi pod górkę, siadałam z nimi na fotelu, zaciskałam zęby i przytulałam. Mówiłam jak je kocham i że sobie razem poradzimy. A jak się uspokajały, po jakimś czasie, była rozmowa i współdziałanie. Ciężko pokazywać miłość, jak w człowieku wszystko się gotuje. Łzy mi płynęły same. Ale tym sposobem wychowałam je na porządnych i samodzielnych ludzi.

22

Odp: Wychowanie nie swojego dziecka.

Dobrze, że idziecie do psychologa natomiast iść powinien z Wami ojciec dziecka. Tymczasem on kolejny raz w oczach dziecka wypiął się na niego i wyjechał. Pieniądze pieniędzmi, ale lata nie wrócą, a dziecko lada moment wyfrunie i nigdy nie nawiąże relacji z ojcem. Zachowanie syna jest efektem tego, że od najmłodszych lat wychowywali go dziadkowie i tak naprawdę był przekazywany innym a opuszczony przez rodziców. Czytałam o Twoim systemie nagród i kar : po co oceniać codziennie dziecko przez pryzmat kar i nagród? Ludzie święci. Rodzumiem, że coś przeskrobał, Tobie puściły nerwy - krzykniesz, czy on czasem dostanie zakaz na coś, ale jakbym ja była dzieckiem i wiedziała że każdego dnia znowu , przepraszam, obca baba, weźmie mnie pod lupę, to nie chciałabym wracać.
Ojciec powinien być na miejscu stawiać jasne granice tego co syn może a co nie. Wzmacniać pozytywnie dobre strony dziecka, chwalić, rozmawiać z nim tak żeby on naprawdę czuł się bezpiecznie u Was i miał poczucie, że ma dom. Tego brakuje.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język - po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Wychowanie nie swojego dziecka.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018