netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rok minął..

354 odpowiedzi27 080 wyświetleńzałożony przez Anastacjaa, 02.11.2015

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 355 ]

196

Odp: Rok minął..
oliwia9195 napisał/a:

Faktem jest, że związałaś się z facetem, który jako żonaty obracał różne baby w prawo i w lewo- pewnie niezły harem wyszedłby z jego kariery łóżkowej. Ty też poznałaś go, gdy on, jakby na to nie patrzył, był ciągle żonaty. Troszkę różniłaś się od jego poprzednich kochanic, bo w odróżnieniu od tamtych bab ty od początku przycisnęłaś mu śrubki- no nakręciłaś go na siebie odpowiednio. Tamte poprzednie lazły na niego niczym zombie, otumanione feromonami wydzielanymi przez tego cudownego chłopa- ty natomiast byłaś inna. On ciebie musiał zdobywać- brawo, osiągnęłaś swój cel. Doprowadziłaś do tego, że lowelas opuścił swoją zonę i zakotwiczył przy tobie. I wszystko grałoby i hulało, tyle tylko, że po drodze ktoś (a może było tych osób kilka) posiał w twojej głowie ziarno niepewności. może nawet forum to sprawiło? Nagle zaczęłaś dostrzegać, że tak naprawdę istnieje wielkie ryzyko, że odniosłaś pyrrusowe zwycięstwo. Wobec tego co dalej? Czy lowelas, który przez lata preferował hulaszczy tryb życia i przechodził z jednej baby na drugą rzeczywiście bedzie potrafił panować nad swoim rozporkiem? kiey zacznie cię zdradzać? Za rok, za dwa, a może za dekadę?
Mów, co chcesz, ale i tak jestem pewna, że ty boisz się małżeństwa z tym facetem. I ja wcale się temu nie dziwię, bo też trzęsłabym się ze strachu.
Nie wiem co zrobiłabym będąc na twoim miejscu. Naprawdę nie mam pojęcia.

Oliwia jak zawsze w samo sedno.
Nigdy nie popatrzyłam na to z innej perspektywy - może A. uwolniła żonę tego pana od zdradzającego, wiarołomnego męża. Może dopiero teraz ta kobieta będzie szczęśliwa? Może wyświadczyła jej przysługę? Oby...

Z drugiej strony A. wie, bo ma IQ na przyzwoitym poziomie, że weszła na miejsce tej żony. I te wszystkie historie staną się teraz jej historiami, ale od innej strony.
Codziennie dziękuję Bogu, że życie jest sprawiedliwe, ahoj! smile

197

Odp: Rok minął..

To tylko moje spostrzeżenia, że w tym wątku powstało coś na kształt ringu?
Każdy każdemu do oczu skacze.
Bezsens.

198

Odp: Rok minął..
Cynicznahipo napisał/a:

To tylko moje spostrzeżenia, że w tym wątku powstało coś na kształt ringu?
Każdy każdemu do oczu skacze.
Bezsens.

Masz rację Cynicznahipo...
oddalmy się więc już stąd...
i pozwólmy odejść temu wątkowi w zapomnienie...
bo ani on nikomu i niczemu nie służy... ani nie pomaga... ani nikogo do niczego nie przekona, a już do zmiany poglądów najmniej...
a jatka jest niezła...

199 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 17:15:30)

Odp: Rok minął..

na takie spłaszczanie wypowiedzi innych (mających zwyczajnie swoje zdanie i je wyrażających gdy mają na to ochotę tongue, bo czemu nie? ktoś zabroni?... ale jakie tam wyżywanie czy umoralnianie...) stać tylko je... bo na nic innego ich stać nie bardzo jest... i to dla nich taka "ostatnia deska ratunku", żeby jednak coś tam napisać i się "odciąć" drugiej stronie...

Ten wątek dowodzi czegoś zupełnie przeciwnego..

Ostatni raz to napiszę: Wyrażać opinię można, jestem jak najbardziej za. Choćby skrajne i niepopularne, ale nie 100 x w każdym wątku, gdzie tylko pojawia się odpowiedni nick i męczyć kichę na ten sam temat, ciągnąc go jak rozwolnienie..

Uświadomię Cię Elle, że np. ja, po lekturze zwłaszcza tego forum, nie traktuję "kochanek" jak równorzędnych partnerów..

Da się zauważyć wink

więc tym bardziej daleko mi do wyżywania czy umoralniania...

Tu już zawarłaś logiczną sprzeczność. Skoro kogoś nie szanujesz, stawiasz niżej od siebie (ok, Twoje prawo), to nie możesz siebie równocześnie nie stawiać wyżej, a w praktyce nie umoralniać, nie pouczać. Co do wyżywania.. do tego też służy m.in. ironia i sarkazm wink Chyba nie muszę tego tłumaczyć.

Generalnie róbta co chceta, ale w momencie jak mi inka wyskakuje z jakąś obrona "ucieśnionych" z d..., po czym Aurora normalnie odpowiada, nikt się nie czuje urażony - to nie wiadomo śmiać się czy płakać, bo nie biegnę za kochankami z rozpaloną pochodnią, a taki był zamysł.. Tak to wygląda i inka dobrze wie, co ją wkurzyło - Aurora to była tylko 'zasłona dymna' dla faktu, że nie spodobały jej się moje poglądy. Ale do końca nie potrafiła uczciwie przyznać, że nie chodzi o aurorę,a raczej chodzi tylko pośrednio.
I tu strasznie słabo to wyszło, pokazało brak dystansu do siebie i nadęcie.

Niestety, ale najczęściej dysponują tak małym rozumkiem... są zwyczajnie głupiutkie... niedojrzałe...

Spoko. Tylko sama się zastanów, wiesz dobrze, że nie zawsze kochanki są głupiutkie - bywają całkiem cwane i wyrachowane, a czy niedojrzałe..też tak kiedyś myślałam. Ok, patrząc od strony logiki - skoro z nią zdradza to ją tez w przyszłości może zdradzić, jasne. Tyle, że nie można porównywać związku, który zrodził się z bycia kochanką (ale powiedzmy przez lata), takiego w którym powstała więź, gdzie małżeństwo praktycznie nie funkcjonuje, a jego zakończenie to tylko formalność, a przede wszystkim jest to faceta ŚWIADOMA DECYZJA i wybór, że kocha kochankę i chce z nią tworzyć związek. Wtedy choćby ze złości nas skręcało, nie da się nie przyznać, że to już dawno nie relacja w stylu "cichodajka" i wiarołomny, to już jest niestety/stety związek, tyle że powstały w gównianych okolicznościach i ze zwiększonym ryzykiem. Ale nadal związek.
Tymczasem ludzie ze strachu mają tendencję do umniejszania więzi w takich relacjach by "potwór" wydawał się mniejszy i mniej groźny.

Niedojrzałością jest zaprzeczać temu, tylko po to by poczuć się lepiej z jakichś powodów.

Ja rozumiem Twoje emocje, Zorija, ani ci ich  nie odmawiam, ale potrafię tez zrozumieć pobudki i emocje po drugiej stronie. Może mi to nie pasowac, może otwierać stare rany, ale to już MÓJ problem. Latanie za każda kochanką i wyzywanie od debilek i k... i tak ani niczego nie zmieni, bo nie tędy droga, ani tym bardziej mi nie ulży, jeśli miałabym z tym problem.

pozdro

200

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

ale w momencie jak mi inka wyskakuje z jakąś obrona "ucieśnionych" z d..., po czym Aurora normalnie odpowiada, nikt się nie czuje urażony - to nie wiadomo śmiać się czy płakać, bo nie biegnę za kochankami z rozpaloną pochodnią, a taki był zamysł.. Tak to wygląda i inka dobrze wie, co ją wkurzyło - Aurora to była tylko 'zasłona dymna' dla faktu, że nie spodobały jej się moje poglądy. Ale do końca nie potrafiła uczciwie przyznać, że nie chodzi o aurorę,a raczej chodzi tylko pośrednio.
I tu strasznie słabo to wyszło, pokazało brak dystansu do siebie i nadęcie.

Z paroma słowami  twojego wywodu zgodzę się w całości,
tak, wiem co mnie wkurzyło ...

Reszta jest tylko i wyłącznie twoją interpretacją i oceną do której nie zamierzam nawet się odnosić, bo jak sama słusznie zauważyłaś to jest forum i każdy może się wypowiadać.

pozdro

201 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-04 18:13:43)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Tyle, że nie można porównywać związku, który zrodził się z bycia kochanką (ale powiedzmy przez lata), takiego w którym powstała więź, gdzie małżeństwo praktycznie nie funkcjonuje, a jego zakończenie to tylko formalność, a przede wszystkim jest to faceta ŚWIADOMA DECYZJA i wybór, że kocha kochankę i chce z nią tworzyć związek. Wtedy choćby ze złości nas skręcało, nie da się nie przyznać, że to już dawno nie relacja w stylu "cichodajka" i wiarołomny, to już jest niestety/stety związek, tyle że powstały w gównianych okolicznościach i ze zwiększonym ryzykiem. Ale nadal związek.
Tymczasem ludzie ze strachu mają tendencję do umniejszania więzi w takich relacjach by "potwór" wydawał się mniejszy i mniej groźny.

Niedojrzałością jest zaprzeczać temu, tylko po to by poczuć się lepiej z jakichś powodów.

Hehehe big_smile
Z tą świadomością decyzji to lekka przesada w przypadku kogoś, kto już raz pełen powagi przysięgał, że "świadomy praw i obowiązków..."

Jednak nie o tym chciałam pisać.
Nie można zapominać, że autorka tego wątku pisała o narodzinach swojego zrodzonego w gooofffnianych okolicznościach romansu, jak o pięknej bajce, w której ona grała rolę królewny (czy kurlewny) a jej kochanek rolę urodziwego królewicza. I to najbardziej bulwersowało czytających te wyidealizowane obrazki ludzi, których dotknęła plugawość zdrady. Nie da się bowiem ukryć, że to, co dla Anastacjaa było bajką dla postronnych było dokładnie tym, co ujęłaś jako relacja w stylu "cichodajki" i wiarołomnego.

202

Odp: Rok minął..

Elle, dobrze że są tacy ludzie jak Ty, nie tylko na forum, którzy potrafią spojrzeć na różne osoby z dystansem, którzy zanim ocenią, skrytykują czy coś poradzą, podpowiedzą najpierw chcą poznać okoliczności, historię, motywy itd. Nie szufladkują!
Myślę, że właśnie przez takie osoby jak Ty, zostałam tu na forum przez rok, bo czułam dług wdzięczności, że pomimo haniebnego statusu-kochanki, znalazły się jednak osoby, które podeszły do mnie jak do człowieka, który ma problem. Wiedziałam, że jest więcej takich osób, które potrzebują pomocy, są na zakręcie, ale boją się czy nie chcą opisać swojej historii, bo wiedzą, że od razu narażą się na lincz, a ten dla nich nie jest do niczego potrzebny, bo wystarczający dramat przeżywają o którym nie mają z kim porozmawiać. I też (podobnie jak ci zdradzeni) potrzebują pomocy! Ja nie znałam tego forum wcześniej, więc choć nie liczyłam na pogłaskanie po główce, bo wiedziałam, że zrobiłam coś złego, moralnie niepoprawnego, to aż takiej fali złośliwości się nie spodziewałam. Aurora czy Zorija i im podobne zarzucały mi arogancję, czy wręcz wywyższanie się wobec zdradzonych żon.  Jednak nie przypominam sobie bym kiedykolwiek sama z siebie obraziła jakąś z nich, ewentualnie kiedy już przeginały, odpowiadałam sarkazmem.
Dlatego ‘solidarnie’ broiłam kochanki, bynajmniej nie ‘status’, bo zdrada jest czymś złym niezaprzeczalnie i nikomu nie życzę, by znalazł się w tej sytuacji, bo niemal wszystkie historie wskazują, że to prosta droga do destrukcji, która kończy się najczęściej depresją. Broniłam je po to, by nie opuszczały forum, by mogły się wypowiedzieć, opisać co im leży na sercu, nie przejmowały się złośliwościami, tylko skupiły na konstruktywnych wypowiedziach, które pomogą im wyjść z tego bagna, poszerzą świadomość, perspektywę itd.
Romans to pułapka i nie zawsze, szczególnie jeśli w grę wchodzą uczucia, jesteśmy w stanie na chłodno ocenić sytuację, czy przewidzieć skutki. O romansach dla sportu czy korzyści materialnych nie będę się wypowiadać, bo to zupełnie inna kategoria. Zresztą, te osoby nie mają skrupułów ani wyrzutów sumienia, bo dla nich to czysty układ więc pomocy na forum z pewnością nie szukają.
Mam nadzieję, że osoby z forum (tego działu) broniące wartości moralnych itd. zdadzą sobie sprawę z tego, że więcej zyskają, uświadamiając takim osobom jakie skutki i konsekwencje romanse niosą, niż kamienowanie ich na starcie czy zniechęcanie by się w ogóle wypowiadali. Bo wtedy jest szansa, że dana osoba się nawróci, zakończy toksyczną relację, przejrzy na oczy i nie popełni już takich błędów. Nikt nie jest idealny...

203

Odp: Rok minął..

Drogie panie..
Zły target waszych ataków.
To nie kochanki są problemem tylko wasze łajzy..
Dla kochanki to zupełnie obcy facet.
To nie im slubował i one nie mają wobec Was żadnych zobowiązań...
Z punktu widzenia kochanek ten owoc nie jest zakazany i w 99% przypadków próbują zabrać partnera jego dotychczasowej partnerce i
Jeśli im się to uda to znaczy że Wasz związek z  partnerem/mężem nie istniał.
I tyle..

Uprzedzając,
Dlaczego takie kobiety mają Waszych mężów nie zachęcać?
Wasz partner to nie jest Wasza własność a jeśli dobrowolnie idzie do innej kobiety to znaczy tylko tyle, że to On zrezygnował z waszego układu,
Te kobiety nie mają wobec Was żadnych zobowiązań,  tym bardziej że mężczyzna to nie jest czyjaś własność i to on decyduje z kim być, nie Wy..
Sorry, ale tak to działa..

Co do kochanek, oczywiście ich nie bronię, bo same proszą się o kłopoty..I najczęściej je mają, bo  w zdecydowanej  większości przypadków są wyłącznie waginą i niczym więcej.

Wskazuję tylko na z brak z ich strony zobowiązań moralnych wobec Was jako żon.
Bo jedyną osobą zobowiązaną do wierności jest Wasz mąż...

204

Odp: Rok minął..

Zgadza się After, tak to działa. Każdy z nas jest trochę egoistą. Ja (i przyznaję to szczerze) nie miałam żadnych uczuć, skrupułów, co do jego żony – bo to dla mnie obca osoba. Skoro on świadomie zabiegał o mnie na różne możliwe sposoby przez 1,5 roku, to mu uwierzyłam, że to co do mnie czuje jest prawdziwe i że mu naprawdę zależy, a nie na małżeństwie, które właściwie jest farsą.
Można mówić, że niepotrzebnie flirtowałam, że nie powinnam w ogóle z nim rozmawiać, pozwalać sobie na spoufalanie wiedząc że ma żonę, ale granica jest naprawdę cienka. Ja jestem bardo otwartą i życzliwą osobą w pracy z poczuciem humoru, choć może specyficznym, ale.. przyciągam tym do siebie ludzi. Z jakimś tam flirtem spotykam się tak naprawdę na co dzień, ale nie ma w nim podtekstów, raczej ot takie rozładowanie stresującej atmosfery, czy przełamanie barier – w końcu ktoś pod krawatem nie musi być mega sztywny by był kompetentny. W takiej atmosferze po prostu lepiej się pracuje.

205

Odp: Rok minął..
After napisał/a:

Drogie panie..
Zły target waszych ataków.
To nie kochanki są problemem tylko wasze łajzy..
Dla kochanki to zupełnie obcy facet.
To nie im slubował i one nie mają wobec Was żadnych zobowiązań...
Z punktu widzenia kochanek ten owoc nie jest zakazany i w 99% przypadków próbują zabrać partnera jego dotychczasowej partnerce i
Jeśli im się to uda to znaczy że Wasz związek z  partnerem/mężem nie istniał.
I tyle..

Uprzedzając,
Dlaczego takie kobiety mają Waszych mężów nie zachęcać?
Wasz partner to nie jest Wasza własność a jeśli dobrowolnie idzie do innej kobiety to znaczy tylko tyle, że to On zrezygnował z waszego układu,
Te kobiety nie mają wobec Was żadnych zobowiązań,  tym bardziej że mężczyzna to nie jest czyjaś własność i to on decyduje z kim być, nie Wy..
Sorry, ale tak to działa..

Co do kochanek, oczywiście ich nie bronię, bo same proszą się o kłopoty..I najczęściej je mają, bo  w zdecydowanej  większości przypadków są wyłącznie waginą i niczym więcej.

Wskazuję tylko na z brak z ich strony zobowiązań moralnych wobec Was jako żon.
Bo jedyną osobą zobowiązaną do wierności jest Wasz mąż...

Lepiej bym tego nie ujął smile

206 Ostatnio edytowany przez After (2015-11-04 20:48:38)

Odp: Rok minął..

Anastacjaa,
Dostałaś bolesną lekcję od życia i jeśli ją solidnie odrobisz to żonatych i zajętych facetów będziesz już omijać szerokim łukiem...
Zawsze mnie zadziwiają Ci, którzy się zarzekaja na wszelkie świętości, że nigdy, przenigdy...
Im to nawet do głowy nie przyjdzie..
Ja również tak twierdzę i wiem, że nie zdradzę.
Bo mam zasady, swój świat wartości..
Ale mam jeszcze to jedno, moim zdaniem najważniejsze..
Bo wiem, że jednak  mogę to zrobić ...

207 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-11-04 20:58:16)

Odp: Rok minął..
After napisał/a:

Anastacjaa,
Dostałaś bolesną lekcję od życia i jeśli ją solidnie odrobisz to żonatych i zajętych facetów będziesz już omijać szerokim łukiem...
Zawsze mnie zadziwiają Ci, którzy się zarzekaja na wszelkie świętości, że nigdy, przenigdy...
Im to nawet do głowy nie przyjdzie..
Ja wiem, że nie zdradzę. Oczywiście, bo mam zasady, swój świat wartości..
Ale mam jeszcze to jedno, moim zdaniem najważniejsze..
Bo wiem, że jednak  mogę...

After, ja nawet nie zdradziłam bo byłam wtedy akurat wolna, ale wdałam się w romans... po 30-tce.. Przez te lata kompletnie nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, a na zdradę reagowałam jak Ci z tego forum - totalne potępienie. Ale przyszła kryska na matyska i zakochałam się w żonatym. Koniec kropka. Całe moje zasady poszły w łeb.. bynajmniej nie myślałam wtedy racjonalnie, choć się broniłam przed tym uczuciem prawie 2 lata. On jednak nie odpuszczał i tak wyszło.. Ale co przeżyłam w tym czasie, jakie rozterki, dylematy.. koszmar!

208

Odp: Rok minął..

A ja powiem wam tak na zdrowy chłopski rozum.
To nieważne, jaką kobietą jest Anastazja- mnie to akurat w ogóle nie interesuje. Nieważne, jak ona wcześniej się prowadziła, czy jest wrażliwą osobą, czy wyrachowaną żmijką, czy też porządną kobietą. Mnie to nie obchodzi i uważam, że nie na tym polega problem.
Moim zdaniem problem polega na tym, że Anastazja dokonała fatalnego wyboru faceta na dalsze lata życia. Już nie chodzi tylko o to, że ten chłop był żonaty, gdy ona go poznała- dla mnie to oczywiście od razu skreśliłoby takiego faceta, ale ok. odpuszczę sobie te rozważania, bo nie lubię międlić w kółko tego samego. Wystarczy, że wy to robicie z takim upodobaniem.
Ja skoncentruję się tylko na jednym, a mianowicie na tym, że facet ten zanim poznał Anastazję był znanym w swojej firmie lowelasem. Ona sama napisała, że wcześniej obracał różne baby i że to aż dziwne, że taki boski firmowy romeło aż tak zainteresował się skromną osobą Anastazji. Facet był żonaty i dzieciaty i cieszył się reputacją kur....rza. A Anastazja o tym wiedziała. A skoro tak, to ja się pytam- gdzie sens i logika, by wiązać się z takim facetem? Rozumiem, że można trafić na lowelasa i pojęcia o tym nie miec, bo chłop będzie tak świetnie się maskował, że dopiero po ślubie wychodzą na światło dzienne jego prawdziwe preferencje- kobieta pozna takiego, zaangażuje się uczuciowo i po zawodach. W przypadku Anastazji tak jednak nie było- ona wiedziała, jak prowadzi się ten facet, a mimo to weszła w osobistą z nim relację. 
Ja tak sobie myślę, że Anastazja ma teraz naprawdę wielki problem- właśnie z tym ma problem, z tym o czym ja piszę. W życiu nie uwierzę, w to, że ona nie boi się ewentualnych zdrad tego faceta- każda normalnie mysląca kobieta, mająca jakąś wyobraźnię bałaby się będąc na jej miejscu.
Powiem nawet więcej- gdy Anastazja wchodziła w amory z tym zonatym lowelasem, to była zieloną i naiwną gąską, która tyle wiedziała na temat zycia, ile wie młodziutka dziewuszka.Stary wyjadacz, który z niejednego pieca chleb jadł naopowiadał jej nie wiadomo jakich to bajek na temat swojego wielce nieudanego małżeństwa (ciekawe jakim cudem jego małżeństwo miałoby być udane, skoro on zdradzał żonę na prawo i lewo i na dodatek wszyscy o tym wiedzieli łącznie z jego żoną), zakręcił się żwawo koło dziewczyny, rozkochał ja i wymienił stary model na nowszy. Anastazja w tamtym czasie nie miała pojęcia na jakim świecie zyje.
Troszkę sobie jednak poczytała to forum i z lekka otworzyły jej się oczy. Nagle dotarło do niej, kogo ona sobie wybrała na swojego męża. Ja jestem pewna, że ona bardzo się teraz boi- ja też bym się bała. Ona boi się, że ten facet prędzej czy póxniej i ja będzie zdradzał. Żonie spadł z głowy lowelas-  wzięła go sobie inna. Tamta kobieta zapewne troszkę sobie pocierpiała, ale w końcu jakoś wyważyła sobie wszystkie za i przeciw. Dzisiaj jest wolną kobietą bez lowelasa na karku. Anastazja natomiast ugotowała się na szaro.
Mnie tylko to chodzi, a cała ta wasza dyskusja jest dla mnie przelewaniem z pustego w próżne, bo piszecie o czymś, co jest pryszczem w obliczu tego na co ja zwróciłam uwagę.

209

Odp: Rok minął..

To tez mnie martwi to nie jest materiał na męża a ludzie się tak po prostu nie zmieniają. Ja praktycznie od dziecka nie wiele zmieniłem osobowość podejście do życia.

210 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-11-04 21:52:09)

Odp: Rok minął..

oliwia9195,  nie że bronię, ale on nie jest ‘znanym lovelasem’, po prostu jak rozmawialiśmy szczerze przyznał, że żony nie kocha, nie sypia z nią od dłuższego czasu i zdarzały mu się skoki w bok, z frustracji.. ale w nikim się nie zakochał,  że to było mechaniczne. Myślisz, że lepiej jakby się nie przyznał? Ja odebrałam to jako dowód tego że mu zależy i nie chce mieć przede mną tajemnic. Kazałam mu się przebadać. Zrobił to.
Ja się o jego zdradach nie dowiedziałam od osób trzecich tylko od niego w szczerej rozmowie..

211

Odp: Rok minął..
oliwia9195 napisał/a:

A ja powiem wam tak na zdrowy chłopski rozum.
To nieważne, jaką kobietą jest Anastazja- mnie to akurat w ogóle nie interesuje. Nieważne, jak ona wcześniej się prowadziła, czy jest wrażliwą osobą, czy wyrachowaną żmijką, czy też porządną kobietą. Mnie to nie obchodzi i uważam, że nie na tym polega problem.
Moim zdaniem problem polega na tym, że Anastazja dokonała fatalnego wyboru faceta na dalsze lata życia. Już nie chodzi tylko o to, że ten chłop był żonaty, gdy ona go poznała- dla mnie to oczywiście od razu skreśliłoby takiego faceta, ale ok. odpuszczę sobie te rozważania, bo nie lubię międlić w kółko tego samego. Wystarczy, że wy to robicie z takim upodobaniem.
Ja skoncentruję się tylko na jednym, a mianowicie na tym, że facet ten zanim poznał Anastazję był znanym w swojej firmie lowelasem. Ona sama napisała, że wcześniej obracał różne baby i że to aż dziwne, że taki boski firmowy romeło aż tak zainteresował się skromną osobą Anastazji. Facet był żonaty i dzieciaty i cieszył się reputacją kur....rza. A Anastazja o tym wiedziała. A skoro tak, to ja się pytam- gdzie sens i logika, by wiązać się z takim facetem? Rozumiem, że można trafić na lowelasa i pojęcia o tym nie miec, bo chłop będzie tak świetnie się maskował, że dopiero po ślubie wychodzą na światło dzienne jego prawdziwe preferencje- kobieta pozna takiego, zaangażuje się uczuciowo i po zawodach. W przypadku Anastazji tak jednak nie było- ona wiedziała, jak prowadzi się ten facet, a mimo to weszła w osobistą z nim relację. 
Ja tak sobie myślę, że Anastazja ma teraz naprawdę wielki problem- właśnie z tym ma problem, z tym o czym ja piszę. W życiu nie uwierzę, w to, że ona nie boi się ewentualnych zdrad tego faceta- każda normalnie mysląca kobieta, mająca jakąś wyobraźnię bałaby się będąc na jej miejscu.
Powiem nawet więcej- gdy Anastazja wchodziła w amory z tym zonatym lowelasem, to była zieloną i naiwną gąską, która tyle wiedziała na temat zycia, ile wie młodziutka dziewuszka.Stary wyjadacz, który z niejednego pieca chleb jadł naopowiadał jej nie wiadomo jakich to bajek na temat swojego wielce nieudanego małżeństwa (ciekawe jakim cudem jego małżeństwo miałoby być udane, skoro on zdradzał żonę na prawo i lewo i na dodatek wszyscy o tym wiedzieli łącznie z jego żoną), zakręcił się żwawo koło dziewczyny, rozkochał ja i wymienił stary model na nowszy. Anastazja w tamtym czasie nie miała pojęcia na jakim świecie zyje.
Troszkę sobie jednak poczytała to forum i z lekka otworzyły jej się oczy. Nagle dotarło do niej, kogo ona sobie wybrała na swojego męża. Ja jestem pewna, że ona bardzo się teraz boi- ja też bym się bała. Ona boi się, że ten facet prędzej czy póxniej i ja będzie zdradzał. Żonie spadł z głowy lowelas-  wzięła go sobie inna. Tamta kobieta zapewne troszkę sobie pocierpiała, ale w końcu jakoś wyważyła sobie wszystkie za i przeciw. Dzisiaj jest wolną kobietą bez lowelasa na karku. Anastazja natomiast ugotowała się na szaro.
Mnie tylko to chodzi, a cała ta wasza dyskusja jest dla mnie przelewaniem z pustego w próżne, bo piszecie o czymś, co jest pryszczem w obliczu tego na co ja zwróciłam uwagę.

No normalnie uwierzyła mu w jego historie. Uwierzyła,  ze będzie tą jedną, jedyną którą szukał całe życie.
To co było przed jest nieważne, to co mówili o nim inni jest nie ważne, bo oni go wcale tak naprawdę nie znali.
Anastacjia go poznała, doświadczyła niewyobrażalnego szczęścia, jest jedyną istotą na tym ziemskim padole, która poznała prawdziwe ja tego pana. Wszyscy inni nic o nim nie wiedzą, a jeśli już wiedzą to, to jest na pewno wypaczony obraz ich spaczonej wyobraźni.
Moja jż, usłyszała od swojego kochanka, że nigdy nie kochał żony, że zdradzał ją na lewo i prawo. To są jej własne słowa, autentyczna relacja. I co? Otrzeźwiło ją to? Nie. Bo ona jedyna go tak naprawdę poznała, ona ma na niego receptę, przy niej będzie inny, zmieni się. Nikt poza nią go nie zna i nie wie co mu w głowie siedzi, nawet była żona, która z nim wytrzymała 20 lat.
Tak to niestety jest, że niektórym hormony odbierają trzeźwość umysłu i nic się na to nie poradzi.

212

Odp: Rok minął..
Piotr74 napisał/a:

Tak to niestety jest, że niektórym hormony odbierają trzeźwość umysłu i nic się na to nie poradzi.

Myślisz, że one (hormony) działają przez ponad 3 lata?

213 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-11-04 22:07:10)

Odp: Rok minął..

miało być pożegnanie, a stanęło na opowiadaniu dowcipów

Anastacjaa napisał/a:

nie że bronię,
ale on nie jest ‘znanym lovelasem’,

po prostu jak rozmawialiśmy szczerze przyznał, że żony nie kocha, nie sypia z nią od dłuższego czasu i zdarzały mu się skoki w bok, z frustracji.. ale w nikim się nie zakochał,  że to było mechaniczne....

Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Tak to niestety jest, że niektórym hormony odbierają trzeźwość umysłu i nic się na to nie poradzi.

Myślisz, że one (hormony) działają przez ponad 3 lata?

Tzw. motyle ?
Jesteś na tym forum tyle czasu więc powinnaś wiedzieć, że przeciętnie trwa to ok 4-5 lat.

214

Odp: Rok minął..
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Tak to niestety jest, że niektórym hormony odbierają trzeźwość umysłu i nic się na to nie poradzi.

Myślisz, że one (hormony) działają przez ponad 3 lata?

Hormony nie, ale podjęte pod ich wpływem decyzje owszem smile

215 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-11-04 22:18:48)

Odp: Rok minął..
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Tak to niestety jest, że niektórym hormony odbierają trzeźwość umysłu i nic się na to nie poradzi.

Myślisz, że one (hormony) działają przez ponad 3 lata?

Hormony nie, ale podjęte pod ich wpływem decyzje owszem smile

A jeśli się podjęło decyzje pod ich wpływem tylko z opóźnieniem 2-letnim..a już 3 rok mija? Nawet prawie 4-ty..

216

Odp: Rok minął..
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Myślisz, że one (hormony) działają przez ponad 3 lata?

Hormony nie, ale podjęte pod ich wpływem decyzje owszem smile

A jeśli się podjęło decyzje pod ich wpływem tylko z opóźnieniem 2-letnim..a już 3 rok mija? Nawet prawie 4-ty..

Anastacjia nie owijajmy w bawełnę. Jesteś mądrą kobietą, takie mam o Tobie zdanie. Nie interesuje mnie zupełnie w jaki sposób znalazłaś się w obecnym związku, nie rzucałem i nie zamierzam rzucać w Ciebie kamieniami.
Ale po tych czterech latach, będąc tam gdzie jesteś, mając wiedzę jaką masz, odpowiedz, tylko uczciwie, czy jeśli mężczyzna, zajęty, żonaty, mówi, że nie kocha własnej żony z którą jest x lat, że zdradzał ją na lewo i prawo, z kim się udało, to Ty mu ufasz?
Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ludzie potrafią być tak naiwni.
Ale potrafią niestety sad

217

Odp: Rok minął..

ale szopka O.o

218

Odp: Rok minął..

Tak Piotrze, gdyby głupota niektórych ludzi (swego czasu także i moja)miała skrzydła, to unosiłaby się niczym gołębica.
Twoja żona puszczała sie z jakimś kur...em i jak znam zycie pewnie czuła się jeszcze wyrózniona spośród innych kobiet, bo przecież adonis, który mógłby mieć każdą wybrał ją. Mój Boże jakie to szczęście ją spotkało. Tyle bab ociera kolanem o kolano i marzy o tym, by adonis je bzyknął, a tymczasem on wybrał ją, skromna i niepozorną czyjąś żonkę. Jakby tego było mało lowelas wcale nie ukrywa tego, że bab ma na pęczki, wręcz się tym szczyci, a ona zamiast spieprzać od takiego na kilometr słuch jego wynurzeń z otwartą japką i dech jej zatyka z zachwytu, bo jak ona musi byc dla tego ruch...a ważną, skoro on tak jej sie zwierza. No tragedia. "Wiesz kochana ja tak ciebie kocham, że muszę ci się przyznać do tego, że moje przyrodzenie zna przynajmniej połowa damskiej części populacji naszego województwa, jednak dopiero przy tobie zrozumiałem czym jest miłość, więc doceń to że ja tak otwarcie mówię ci prawdę na swój temat, bo czyż może być większy dowód mojej miłości i tego że traktuję cię poważnie itd. tudzież inne bzdury"- niedoświadczona kobieta, która dopiero co wyfrunęła w świat siedzi i słucha zachwycona szczerością faceta. Doświadczona i roztropna usłyszawszy takie wynurzenia natychmiast dałaby nogę- zielona gąska będzie zachwycona, że facet jest taki uczciwy. no matko święta.
Anastazjo, ja nie chcę cię straszyć, ale bądź dziewczyno bardzo ostrożna i uważaj na siebie. Zawsze staraj się mieć swoje pieniądze, własny dach nad głową- no powiem wprost bez owijania w bawełnę. Wyszłas za niego za mąż- trudno, stało się, ale zabezpiecz sobie tyły i nie trać pod tym wględem czujności, bo możesz np. za dekadę obudzić się z ręką w nocniku.

219 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-04 22:40:03)

Odp: Rok minął..
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

Myślisz, że one (hormony) działają przez ponad 3 lata?

Hormony nie, ale podjęte pod ich wpływem decyzje owszem smile

A jeśli się podjęło decyzje pod ich wpływem tylko z opóźnieniem 2-letnim..a już 3 rok mija? Nawet prawie 4-ty..

A przypomnij nam Anastacjo po ilu latach od ożenku twój luby znalazł sobie nowszy model, znaczy ciebie?
Będziesz miała odpowiedź ile to jeszcze u ciebie potrwa.

220

Odp: Rok minął..
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Hormony nie, ale podjęte pod ich wpływem decyzje owszem smile

A jeśli się podjęło decyzje pod ich wpływem tylko z opóźnieniem 2-letnim..a już 3 rok mija? Nawet prawie 4-ty..

Anastacjia nie owijajmy w bawełnę. Jesteś mądrą kobietą, takie mam o Tobie zdanie. Nie interesuje mnie zupełnie w jaki sposób znalazłaś się w obecnym związku, nie rzucałem i nie zamierzam rzucać w Ciebie kamieniami.
Ale po tych czterech latach, będąc tam gdzie jesteś, mając wiedzę jaką masz, odpowiedz, tylko uczciwie, czy jeśli mężczyzna, zajęty, żonaty, mówi, że nie kocha własnej żony z którą jest x lat, że zdradzał ją na lewo i prawo, z kim się udało, to Ty mu ufasz?
Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ludzie potrafią być tak naiwni.
Ale potrafią niestety sad

Cóż Ci Piotrze mam odpowiedzieć, no tak wierzę, ufam. Inaczej nie byłoby sensu staranie się o związek, budowanie.. poza tym ja to odbieram tak, że chciał być ze mną szczery i nie mieć tajemnic.. i że naprawdę chce zacząć ze mną od nowa

221

Odp: Rok minął..

Jedna dygreesja , elle strasznie zagubiona jesteś chyba, to nie atak tylko pomoc .
KKiedyś plaskacz trzymajacy poziom był od ciebie, teraz się odwdzieczam.
A więc jedyną sluszną ideą jest ta płynąca od ciebie?
Nie dało się walnac w zorze to słabszy cel?
I jakie to ma znaczenie dla ciebie że wygrasz? Co to ma być jakąś wsteczna ewangelizacja? BByła nadzieja , że o to chodzi i co ? G.o

222

Odp: Rok minął..

Anastazjo, no nie da się ukryć, że chciał zacząć z tobą od nowa. Nawet więcej- on nawet ożenił się z tobą. To są fakty bezsporne. Tylko co z tego?
Facet ten od lat zawsze kogoś zdradzał i taki styl życia juz dawno temu wszedł mu w krew. Weszłaś w związek mocno podwyższonego ryzyka, bo tacy faceci, jak ten twój nadają się tylko i wylącznie do łóżka, dobrzy są na jakies imprezy, może na wspólny urlop albo ot tak do spędzenia czasu, ale na pewno nie nadaja się na meżów, takich mężów z prawdziwego zdarzenia, rzecz jasna, nie mam na mysli byle jakich meżów.
dlatego dbaj o siebie i zawsze staraj się mieć zabezpieczone tyły. nie bierz wspólnych z nim kredytów, nie uzalezniaj się od tego człowieka. nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy jemu znowu zachce się hulać z babami, a chętnych na zonatych, jak sama wiesz, nie brakuje i nigdy nie zabraknie.
Ty bylaś przed poznaniem tego faceta taka swieżynką, pewnie bardzo urokliwą i dalej taka jesteś- niestety źle wybrałaś i obyś nie płakała gorzko przez ten swój wybór.
Nie chcę cię potepiać, krytykować i chciałabym, żebys tu została- jedynym moim celem jest uczulic ciebie na pewne sprawy, a przede wszystkim radzę ci, byś była bardzo ostrozna.

223

Odp: Rok minął..
Anastacjaa napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

A jeśli się podjęło decyzje pod ich wpływem tylko z opóźnieniem 2-letnim..a już 3 rok mija? Nawet prawie 4-ty..

Anastacjia nie owijajmy w bawełnę. Jesteś mądrą kobietą, takie mam o Tobie zdanie. Nie interesuje mnie zupełnie w jaki sposób znalazłaś się w obecnym związku, nie rzucałem i nie zamierzam rzucać w Ciebie kamieniami.
Ale po tych czterech latach, będąc tam gdzie jesteś, mając wiedzę jaką masz, odpowiedz, tylko uczciwie, czy jeśli mężczyzna, zajęty, żonaty, mówi, że nie kocha własnej żony z którą jest x lat, że zdradzał ją na lewo i prawo, z kim się udało, to Ty mu ufasz?
Nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ludzie potrafią być tak naiwni.
Ale potrafią niestety sad

Cóż Ci Piotrze mam odpowiedzieć, no tak wierzę, ufam. Inaczej nie byłoby sensu staranie się o związek, budowanie.. poza tym ja to odbieram tak, że chciał być ze mną szczery i nie mieć tajemnic.. i że naprawdę chce zacząć ze mną od nowa

Tak więc nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć Tobie powodzenia, bez sarkazmu i ironii. Mam nadzieję, że Twoja i jego historia okażą się wyjątkowe. Szczerze Ci tego życzę, ale też szczerze w to nie wierzę. Przepraszam.

224

Odp: Rok minął..
Anastacjaa napisał/a:

... on nie jest ‘znanym lovelasem’, po prostu jak rozmawialiśmy szczerze przyznał, że żony nie kocha, nie sypia z nią od dłuższego czasu i zdarzały mu się skoki w bok, z frustracji.. ale w nikim się nie zakochał,  że to było mechaniczne. ..

hm, Anastacjo, życzę Ci z całego serca szczęścia w małżeństwie, nie dopatruję się żadnej karmy która miałaby Ci się przytrafić.

Miej jednak na uwadze, że on kiedyś też kochał swoją żonę, skoro zdecydował się z nią ożenić a te skoki w bok z "frustracji"...
Nie potrafił inaczej pozbyć się frustracji jak tylko przez zdradę.

Spotkał Ciebie i to dało mu impuls, żeby zakończyć małżeństwo.
Nie potrafił zrobić tego sam, bez widocznej "drugiej przystani".

Chyba jeszcze wiele musi popracować nad sobą, żeby był w 100% "facetem z jajami".
Nie chcę go dezawuować, nie ma takiego prawa - nie znam go,
jednak te dwa fakty :
- rozpad jego małżeństwa, ulotność miłości,
- zdolnośc do zdrad,
sugerują, że jest wiele spraw które trzeba by było "naprostować' w jego zachowaniu w związku, żeby zachowywał się w związku"męsko"  tak jak powinien facet.

225 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-11-04 23:39:15)

Odp: Rok minął..
Secondo1 napisał/a:

...sugerują, że jest wiele spraw które trzeba by było "naprostować' w jego zachowaniu w związku....

wg mnie Anastacja doskonale wie o tym. Dla mnie "to" już trwa, broni go jak lwica.

Secondo1 napisał/a:

...  tak jak powinien facet.

a ja spytam: jaka jest podstawa takiego stwierdzenia ?

226

Odp: Rok minął..

Dajcie spokój już z tym czarnowidztwem. Różnie moze być, jak u każdego.
Z jednym sie zgodzę. Zadnych wspólnych kredytów, bycie niezalezną przez całe życie,
bo jakby co, to zawsze warto mieć wybór- chcieć zostać to co innego niż musieć zostać.

227 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-11-04 23:53:05)

Odp: Rok minął..
bullet napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

...  tak jak powinien facet.

a ja spytam: jaka jest podstawa takiego stwierdzenia ?

Wiesz dla mnie "męski" facet to nie macho epatujący swoją fizycznością,
ale "męsko" stawiający sprawę wobec innych ale i wobec siebie.

"Męski" facet w związku to ostoja, dla której dotrzymanie danego słowa, odpowiedzialność za drugą stronę i dzieci jest ponad wszystkim, również ponad jego emocje, humory, honory, dumę.
Naprawia związek i trwa, dopóki widzi sens.
Odchodzi, kiedy jest przekonany ze zrobił wszystko co mógł, ale podejmuje tą decyzję sam, bez impulsów z zewnątrz.

Zdradzanie wbrew pozorom, nie jest męskie.
To raczej dowód na brak męskości, raczej na poddawanie się emocjom, nastrojom lub.. pierwotnym potrzebom.
Zdradza facet który sobie nie radzi w życiu, ze sobą, z innymi.

Ale, może są kobiety dla których taki macho który zalicza wszystko co się rusza, jest akurat pożądany smile

228 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-11-05 00:42:59)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Mnie chodziło o co innego.. O to, że ja wybieram wziąć odpowiedzialność za to jak ja się czuję i jak chcę się czuć, a nie w nieskończoność przerzucać tego 'gorącego ziemniaka' na Tatę, który - wierz lub nie - na pewno ma wyrzuty sumienia z tego powodu (jak i wielu innych), jednak nie może żyć moim życiem, tak jak ja nie mogę żyć jego.

U mnie sprawa wygląda tak, że bardzo długo nie miałam ani wiedzy, ani świadomości istnienia DDRR, więc na nikogo nie mogłam zrzucać odpowiedzialności. Byłam i nadal jestem bardzo krytyczna wobec samej siebie, więc nie szukam kozła ofiarnego moich licznych niepowodzeń. Przyjmowałam je z bólem, ale nie umiałam ani tego dobrze zanalizować, ani odpowiednio nazwać.
Ojciec w moich oczach był przez całe lata bogiem, ideałem, chodzącą encyklopedią i wyrocznią z Delf ;-))) a jednocześnie był taki odległy… Rzeczywiście natura nie poskąpiła mu ani charme’u, ani talentów. Mając takiego Tatę- zawsze miałam tendencję do idealizowania „moich” mężczyzn ; -))) No i musieli mnie ponadnormatywnie głaskać i przytulać ;-))) Tak, jakby ten ich dotyk miał zedrzeć ze mnie tą dawną skórę ...

Elle88 napisał/a:

I wiesz.. Ja świadomie wybrałam zmierzyć się z tym tematem sama. Różnie idzie -raz lepiej raz gorzej. Czasem się człowiek cofał, czasem szedł do przodu, ale Tato za mnie moich emocji nie załatwi ani mnie od nich nie uchroni - to MOJE zadanie.

To bardzo cenne – autoterapia. W dobie mód na wszelakie terapie – ogromnie budujące, że komuś się chce wziąć za bary z życiem i posiłować w pojedynkę. Świetnie, że o tym piszesz Ludziom na Forum, bo oni widząc, jak mocny masz charakter może zechcą skorzystać i „leczyć się” sami. 
Ja jeszcze nie wiem, co z tym DDRR zrobię. Póki co, czytam i studiuję książkę poleconą przez Secondo1. W ogóle u takiej babki jak Ona, to mogłabym lec na kozetce. Choćby tylko po to, aby słuchać, co mówi niekoniecznie o mnie … ;- )))

Elle88 napisał/a:

Wiesz co, ja tego nie wiem..Naprawdę nie wiem, jaka Anastacja miała intencję. Wiem tylko, że jakoś nie drażni mnie ani jej osoba, ani ten jej wątek na tyle by wracać znowu do tego, że była kiedyś kochanka i jechać po niej i w kółko i w kółko. No nie mam tak.. Co mam Ci powiedzieć?

Mnie też nie drażni Jej Osoba. Człowiek, jak każdy inny. Ja jej z Forum nie wyganiam. Niech sobie siedzi i te wnioski wyciąga, albo z Krocią skarpety na drutach robią dla swoich misiów. Drażnią mnie tylko jej pełne tupetu i złośliwości wypowiedzi wobec zdradzonych żon. Czasem wciskanie się na siłę do jakiegoś wątku i klepanie setny raz tego samego. No i zakładane wątku, by pochwalić się swoimi dokonaniami i awansem z kochanki na żonę o czym wszyscy od dawna już wiedzą, mnie osobiście pobudza do robienia sobie uszczypliwych żarcików.

Rozumiem też, że takie Jej butne teksty mogą działać jak płachta na byka na osoby, które dopiero co wylizują rany po zdradzie, są na etapie przeżywania kolejnego etapu podnoszenia się z niej, czyli fazy złości i gniewu i wymaganie od nich wyrozumiałości dla tekstów Anastacjii, jest, że tak powiem mało mądre… A skoro pisze się tu o szerszym aspekcie spojrzenia na problematykę zdrady, to w takim przypadku nie potrafię nijak porównać skali cierpienia zdradzonego współmałżonka, groźby rozpadu rodziny do dylematów i wątpliwości Anastacjii. Wymaganie na tym Forum obiektywnego spojrzenia osoby zdradzonej na Anastację i inne kochanki wygląda mi na jakąś chińską torturę. Zwłaszcza, że Ona sama pisze, że nie znosi zdradzonych żon i bynajmniej nie usiłuje pojąc ogromu cierpienia, którego taki ktoś doświadcza.

Warto też wspomnieć o tym - i świetnie ukazuje to wątek Gii - która chyba właśnie dzięki Forum zrozumiała, że kumulowanie całej złości za zdradę i obarczanie nią kochanki, jest błędem, jakże często popełnianym. Czyli, żeby nie złościć się na taką Anastację, musi mieć miejsce pewien proces i wymaganie od wszystkich zdradzonych, aby nagle znaleźli się na takim samym poziomie i nie przenosili swoich frustracji na Anastację jest zwyczajnie niemożliwe i nie trzeba tu wielkiej filozofii, aby to zrozumieć i przestać truć stale o schematach, o tym, że każda zdrada jest inna, itp…

Ile czasu, ile lektur, ile rozmów, ile rozmyślań, ile transformacji, kosztowało Cię Elle, dotarcie do tego miejsca, gdzie jesteś dzisiaj? Trzeba dać innym czas na tę drogę, którą Ty już przeszłaś…

Bardzo wyraźnie dostrzegam tę asymetrię w wątkach zakładanych przez kochanki. Oczekuje się, że z detalami zostaną rozpatrzone wszelkie niuanse związane z okolicznościami wytłumaczenia ich postępku, złagodzenia ich winy ze względu na okoliczności, usprawiedliwienia, zagubienia,  a od zdradzonej żony, która trafia na to Forum wymaga logiki, chłodnego rozumowania, kultury wypowiedzi i wielu innych rzeczy, mimo, że mają prawo być zbulwersowane, rozżalone, wściekłe, zdruzgotane i to jest właśnie ten moment uwalniania się z bolesnej przeszłości.

Proponuję zatem Moderacji rozdzielenie działu zdrad na część dla zdradzonych i inną dla zdradzających. Kochanki będą miały swoje miejsce, by wspierać się i podbudowywać, a osoby, które doświadczyły zdrady będą tu mogły podzielić się swoim bólem, otrzymać pomoc.

Elle88 napisał/a:

Nie wiem jakie Ty masz relacje z nowa partnerka Ojca i nie pytam o to na Forum publicznym.

Mam doskonałe relacje. Traktuje mnie jak własne dziecko. I wiem, że bardzo mnie kocha. Nie zmienia to jednak faktu, że zdrada pokiereszowała mnie na całe życie i musiałam szukać innych źródeł piękna, dobra, prawdy i miłości, niż we własnym domu. To ja odkryłam niechcący zdradę mego Taty z nią. Byłam pierwsza przed moją Mamą. Miałam niespełna 8 lat...
Nikogo nie oskarżam – stwierdzam fakt i źródło swojej ułomności w wyniku rozbitej zdradą rodziny. Nic więcej.

Nikogo nie nakłaniam do trwania w małżeństwie na siłę. Mój głos jest głosem osoby- dziecka rozwiedzionych rodziców, która zachęca do jeszcze głębszego rozpatrzenia możliwości naprawy związku i podjęcia wysiłku ratowania i odbudowy – jeśli oczywiście jest to możliwe i jeśli tli się choć iskierka nadziei.

Elle88 napisał/a:

Inka zarzuciła mi "atak na Ciebie", ale swoją odpowiedzią potwierdziłaś to, co próbowałam jej wytłumaczyć - nie poczułaś się zaatakowana , nie wynika to też z Twojej odpowiedzi. Nie lubię jak ktoś próbuje mnie uciszać jak niesforne dziecko, stąd moja stanowcza reakcja.
Nie zamierzam się kłócić z inką, po prostu zaskoczyła mnie tą akcją, a popelniłam błąd, że weszłam zbyt głęboko w ta pyskówkę.

Nie, nie poczułam się zaatakowana. Absolutnie. Wtedy tak. Ubodło mnie to, co pisaliście z E.T. Dziś mogę już o tym rozmawiać. Może jeszcze nie tak zupełnie otwarcie, ale z pewnością z większą swobodą niż kiedyś.
Sądzę, że opacznie zrozumiałaś zamiar In_ki. Ona mnie zna z innego wielostronicowego wątku, tego u Miriamm. Zna dobrze moje poglądy, zna historię, zna różne detale z mojego życiorysu.  Jest uważną, racjonalną i bardzo łebską Dziewczyną, a też tak jak z Tobą miałyśmy z In_ką czasem kwestie sporne, wynikające właśnie z rozbieżności spojrzeń na różne sprawy. Nie jest moim obrońcą, bo zna doskonale moje defekty rozumowania i wcale nie zawsze zgadza się ze mną. Wiem, że lubi język, którym się czasem posługuję, a ja cieszę się, że on ją bawi. Nasze lubienie się polega na czymś innym niż podobieństwo poglądów.
Dlatego sądzę, że In_Ka znając mnie i wiedząc w jakim wątku się wypowiadamy, doszła do wniosku, że Twoje pytanie może  wywołać dyskomfort i niepotrzebnie skierować ten wątek na bocznicę. To nie była próba obrony aurory, ale próba utrzymania „linii melodycznej” tematu powołanego do życia przez Anastację. Wspomniał też o tym Znajda.
Jednak, tak, jak pisałam wczoraj. Takie ostre spory się ludziom zdarzają. Sztuką jest wejść na ten jeden szczebel ponad taką dyskusją. Popatrzeć z góry i … uśmiechnąć się do siebie.

---
Anastacji polecam przeczytanie postów Sponi i Nie Znam Siebie. Wszystkich postów bez wyjątku.
Przejmujące studium pojmowania całego spektrum zdrady.
Aż do szpiku kości.

229 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-05 05:47:06)

Odp: Rok minął..
aurora borealis napisał/a:

Dlatego sądzę, że In_Ka znając mnie i wiedząc w jakim wątku się wypowiadamy, doszła do wniosku, że Twoje pytanie może  wywołać dyskomfort i niepotrzebnie skierować ten wątek na bocznicę. To nie była próba obrony aurory, ale próba utrzymania „linii melodycznej” tematu powołanego do życia przez Anastację.

I słusznie aurorko sądzisz smile
ja nawet przez moment nie miałam wątpliwości, że zrozumiesz dlaczego ...

Patrząc z perspektywy czasu cieszy mnie (na swój sposób) rozwój tego wątku, bo utwierdza tylko w moich przekonaniach co do prawdziwych intencji "pożegnania" Anastacjii czy zasad  ( jedynego słusznego porządku) na Forum,
temat Elle pominę - uważam za zamknięty.

230

Odp: Rok minął..
Secondo1 napisał/a:
Anastacjaa napisał/a:

... on nie jest ‘znanym lovelasem’, po prostu jak rozmawialiśmy szczerze przyznał, że żony nie kocha, nie sypia z nią od dłuższego czasu i zdarzały mu się skoki w bok, z frustracji.. ale w nikim się nie zakochał,  że to było mechaniczne. ..

hm, Anastacjo, życzę Ci z całego serca szczęścia w małżeństwie, nie dopatruję się żadnej karmy która miałaby Ci się przytrafić.

Miej jednak na uwadze, że on kiedyś też kochał swoją żonę, skoro zdecydował się z nią ożenić a te skoki w bok z "frustracji"...
Nie potrafił inaczej pozbyć się frustracji jak tylko przez zdradę.

Spotkał Ciebie i to dało mu impuls, żeby zakończyć małżeństwo.
Nie potrafił zrobić tego sam, bez widocznej "drugiej przystani".

Chyba jeszcze wiele musi popracować nad sobą, żeby był w 100% "facetem z jajami".
Nie chcę go dezawuować, nie ma takiego prawa - nie znam go,
jednak te dwa fakty :
- rozpad jego małżeństwa, ulotność miłości,
- zdolnośc do zdrad,
sugerują, że jest wiele spraw które trzeba by było "naprostować' w jego zachowaniu w związku, żeby zachowywał się w związku"męsko"  tak jak powinien facet.

Wreszcie jakieś mądrzejsze słowa. W tej całej paplaninie jeden post napisany z czymś słusznym. Niestety ciężko cokolwiek wytłumaczyć osobom, które jako kontrargument zarzucają arogancję, a nie sam fakt że piszę prawdę. Nie ma gorszego określenia na faceta niż to że jest niemęski. A tacy są wszyscy  zdradzacze - emocjonalnie niedorozwinięci. A potem męski Piotrek pół roku daje się żonce robić w trąbę. A Ci którzy uczestniczą w tych zdradach (kochanki) to zwyczajne puste istoty, wyrachowane i egoistyczne - cokolwiek później złego je spotkało - niestety ale na to zasłużyły. Zło zawsze wraca. Nie mniej jednak zgodzę się z Secondo. Mężczyzna powinien być ostoją, dawać poczucie bezpieczeństwa, miłości, być stałym i jasno widzieć granice i zasady. Inaczej - baba. smile

231

Odp: Rok minął..
After napisał/a:

Drogie panie..
Zły target waszych ataków.
To nie kochanki są problemem tylko wasze łajzy..
Dla kochanki to zupełnie obcy facet.
To nie im slubował i one nie mają wobec Was żadnych zobowiązań...
Z punktu widzenia kochanek ten owoc nie jest zakazany i w 99% przypadków próbują zabrać partnera jego dotychczasowej partnerce i
Jeśli im się to uda to znaczy że Wasz związek z  partnerem/mężem nie istniał.
I tyle..

Uprzedzając,
Dlaczego takie kobiety mają Waszych mężów nie zachęcać?
Wasz partner to nie jest Wasza własność a jeśli dobrowolnie idzie do innej kobiety to znaczy tylko tyle, że to On zrezygnował z waszego układu,
Te kobiety nie mają wobec Was żadnych zobowiązań,  tym bardziej że mężczyzna to nie jest czyjaś własność i to on decyduje z kim być, nie Wy..
Sorry, ale tak to działa..

Co do kochanek, oczywiście ich nie bronię, bo same proszą się o kłopoty..I najczęściej je mają, bo  w zdecydowanej  większości przypadków są wyłącznie waginą i niczym więcej.

Wskazuję tylko na z brak z ich strony zobowiązań moralnych wobec Was jako żon.
Bo jedyną osobą zobowiązaną do wierności jest Wasz mąż...

Amen.

232 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-11-05 14:49:13)

Odp: Rok minął..
Piotr74 napisał/a:

Tak więc nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć Tobie powodzenia, bez sarkazmu i ironii. Mam nadzieję, że Twoja i jego historia okażą się wyjątkowe. Szczerze Ci tego życzę, ale też szczerze w to nie wierzę. Przepraszam.

Nie szkodzi...
Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem w związku podwyższonego ryzyka i nigdy temu nie zaprzeczałam. Podjęłam decyzję, dałam kredyt zaufania no i tyle. Myślę, że gdzieś tam w podświadomości wiem, że może dojść do zdrady, zresztą jak niemal w każdym związku, jednak na ten czas jestem o to spokojna. A czy zdradzi za 5 czy 10 lat? Czy może znów się w kimś zakocha? Tego już nie da się przewidzieć i nie ma sensu tym się teraz zamartwiać. Po prostu na tym etapie daliśmy sobie szansę i chcemy razem spędzić część życia. Jak długa ta część będzie, to już czas pokaże.
My wiele ze sobą rozmawialiśmy o zdradzie, zaufaniu itd. Dokładnie przerobiliśmy jego małżeństwo, przyczyny jego rozpadu, potem te jednorazowe skoki w bok itd. Na pytanie jaką mam pewność, że mnie nie spotka to samo, powiedział, że mnie kocha, że przy mnie ma wszystko czego potrzebuje dlatego nie musi szukać gdzieś indziej. I nie tylko o seks tu chodzi, ale też o osobowość, sposób bycia itd. Jeżeli czuję, że tak jest i mam tak samo, to dlaczego mam nie wierzyć? I zakładać od razu czarne scenariusze?
Jak zdradzi, to wtedy będę się zastanawiała, co dalej…
Podobno żałuje i uważa za osobistą porażkę tamte zdrady, ale one go uświadomiły, że nie chce tak dalej żyć i gdzie tak naprawdę leży jego problem - w małżeństwie, które wywołuje u niego frustracje, negatywne emocje itd. Tylko wtedy nie wiedział, że można żyć inaczej. Teraz mówi, że (paradoksalnie) dzięki mnie się nawrócił. Zobaczymy na jak długo...

233

Odp: Rok minął..

Anastazjo, a co on ma ci mówić? Przecież wiadomo, że on tak będzie mówił. Powiem nawet więcej, na ten moment on pewnie i święcie wierzy w to, co mówi.
Teraz jest już troszkę za późno, bo wyszłaś za tego faceta. Czas pokaże czy była to dobra decyzja, czy też rzuciłaś kulą prosto w płot. Tyle tylko, że troszkę ciebie szkoda, bo w pewnym sensie będziesz czuła się w tym małżeństwie, jak zając pod miedzą, wiecznie czujna i w wiecznej gotowości. Twój strach może też sprawić, że wylejesz dziecko z kąpielą.
Trudno, stało się, jesteś jego zoną- teraz nie pozostało ci nic innego, jak poddać się fali wydarzeń i cieszyć się każdą chwilą, a może nawet żyć chwilą?
A może akurat będzie ci z nim dobrze?
Cokolwiek by się jednak między wam nie działo, zawsze pamiętaj o tym, by swoje potrzeby stawiać na swoim miejscu i nigdy nie dopuść do takiej sytuacji, byś była uzalezniona od tego człowieka. Taka zasada dotyczy, rzecz jasna, nie tylko waszego związku, związku ze specyficznym facetem,  ale dotyczy wszystkich innych związków, nawet tych, gdy mężczyzna wydaje się być poukładanym i porządnym. Kobieta musi być niezależna i to pod każdym względem. Facet zawsze będzie dążył do zdominowania jej, do uzaleznienia od siebie (niektórzy, jak wiesz doskonale, sa na tym punkcie aż zaburzeni), ale mądra kobieta powinna być przezorna.
Myslę, że jakoś dasz sobie radę. Ja życzę ci jak najlepiej, chociaż szkoda, że wpakowałaś się w takiego faceta. Mogłaś pokierować swoim zyciem zupełnie inaczej, ale z drugiej strony w zyciu bywa naprawdę różnie i czasem dostajesz kopniaka ze strony osoby, po której nigdy byś się nie spodziewała, a tam, gdzie nie dałabyś za kogos nawet funta kłaków, to nagle okazuje sie, że właśnie w takiej osobie masz największe wsparcie.
Troszkę w oderwaniu od twojego wątku, ale podam ci jednak taki przykład, byś wiedziała o co mi chodzi. Weź taką sytuację. Kobieta ma córki i ma synową. Córki oczywiście kocha i faworyzuje, a synową ledwo toleruje. Mijają lata. Kobieta zestarzała się, rozchorowała się, potrzebuje pomocy i co? Otóż ukochane córeczki nie maja czasu dla matki i nie chcą zająć się nią na stare lata. A co robi niedobra synowa? Otóż zawija rękawy i bierze się do roboty wokół starej i niedołężnej swojej teściowej. Tak to widzisz czasem w zyciu bywa. może więc i twój mąż okaże się najlepszym twoim przyjacielem? Ja tego tobie życzę i koniecznie tutaj pisz, bo jesteś nieoceniona i bardzo pomocna.

234

Odp: Rok minął..

Dzięki Oliwia! Jeżeli chodzi o sprawy materialne, zabezpieczenie się w jakiś sposób to oczywiście, że to zrobiłam. Nie jestem małą dziewczynką, która złapała bogatego starszego pana i teraz żyje w złotej klatce zdana na niego, tylko kobietą po 30-tce, która od lat jest niezależna finansowo, mam dobrą pracę i stanowisko. Pod tym względem o przyszłość się nie martwię i nie potrzebuję jego pieniędzy. Przynajmniej ten komfort mam.
I prawdę powiedziawszy jakoś nie przeraża mnie fakt, że może i mnie kiedyś zostawić dla młodszej. Na pewno byłoby mi przykro, pewnie bym płakała, ale On nie jest całym moim światem, jakoś wcześniej też bez niego żyłam, to i potem dam radę. Nie wiem nawet czy nie dzięki forum, przeczytanym różnym historiom, mam do tego dystans. A może dlatego, że wcześniej mieszkałam w różnych miejscach, kilka lat za granicą, po prostu nie boje się zmian i umiem być sama. Być może to się zmieni, jeżeli będziemy mieli wspólne dziecko. Na razie nie jest nam to dane..
I tak, on jest moim najlepszym przyjacielem i zwyczajnie lubimy ze sobą rozmawiać, spędzać czas. Wspieramy się, motywujemy i to jest fajne. Jest nam po prostu dobrze razem.
Jeszcze apropos ew zdrady. Przypomniała mi się wypowiedź jednej z żon na forum, która napisała, że te drugie dostają już trochę zużyty ‘towar’, że ona miała go za czasów młodości, najlepszej świetności itd. i że nie ma się czym podniecać. I tak sobie myślę, że on już teraz ma 40+ i młodszy już nie będzie, już mu się siwe włoski pojawiają, brzuszek rośnie… wink załapałam się na ‘ostatnie’ lata jego świetności… więc jak odejdzie… następna może młodsza, będzie miała już 50-ciolatka z 2 rozwodami. I czego jej zazdrościć? wink Ew kasy? Swoją mam.

235

Odp: Rok minął..

Anastazjo, i tak właśnie trzymaj. Normalnie sobie żyj i bądź siebie bardzo pewna. Zawsze miej zabezpieczenie, bo juz nawet nie chodzi o to czy on zostawi cię dla jakiejś kobiety, czy nie zostawi, lecz o to, byś ty miała poczucie bezpieczeństwa, że w razie jego choroby albo jego śmierci ty nie zostaniesz na lodzie. Niech ten facet widzi, że dasz sobie radę bez niego, że on nie jest dla ciebie centrum świata. Zostaw już jego przeszłość, bo i tak niczego w tej kwestii nie zmienisz, a tylko zatrujesz wam zycie, sobie w szczególności.
Temu facetowi trafiła się młoda kobieta, która na dodatek go pokochała- miał więcej szcześcia niż rozumu, bo mógł i powinien skończyć z latawicą. Ale cóż- stało się inaczej.
Pokaż mu, że nie boisz się życia z nim, a zresztą tak przecież jest. Będzie dobrze, tylko cały czas pozostawaj panią swojego życia. Jeśli twoja niezależność przestanie mu odpowiadać, to najwyżej znajdzie sobie inną, która będzie prostsza w obsłudze. trzymam kciuki.

236 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-11-05 19:39:29)

Odp: Rok minął..

Wiesz Oliwia mój poprzedni parter z którym byłam kilka lat (ale nie byliśmy małżeństwem) zginął w wypadku, dlatego teraz jestem na pewne kwestie bardzo uczulona i m.in. dlatego wzięliśmy tak szybko ślub cywilny. Oboje dużo wyjeżdżamy, on jeszcze więcej… a już pewne zobowiązania wspólne mamy.
I fakt, jego znajomi, szczególnie kumple uważają, że miał farta, że mnie poznał (co jak dla mnie jest miłe). Pamiętam jednak jak jeszcze na początku kiedy nikt nic nie wiedział, że coś jest między nami on podstępem doprowadził do tego, by jego najlepszy przyjaciel mnie poznał. Ja nie wiedziała o jego niecnym planie bo to była impreza firmowa. On podszedł do mnie i powiedział, że chce mi kogoś przedstawić (w pracy wciąż są takie sytuacje) dlatego się niczego nie spodziewałam. Przedstawił nas sobie, troszkę porozmawialiśmy po czym on że rozejrzy się za jakimś winem i zostawił mnie z tym kumplem – a to był w ogóle Francuz, więc tym bardziej nic nie podejrzewałam. Ewidentnie chciał poznać przyjaciela zdanie? Do tej pory mu tego nie wybaczyłam wink No ale podobno bardzo pozytywne wrażenie na nim zrobiłam.
Ale do czego zmierzam.. Przez te 1,5 czy 2 lata oboje się sprawdzaliśmy w jakiś sposób mniej lub bardziej podstępnie. No ale.. to chyba zrozumiałe i on ryzykował i ja.. trzeba było mieć pewność, ze warto..
Dlatego też nie spodziewam się jakichś nagłych niespodzianek, chyba za dużo energii i poświecenia? w to włożyliśmy... teraz mamy w końcu spokój, którego tak chcieliśmy..

237

Odp: Rok minął..

Kobito, dobrze, że sama wierzysz w to, co piszesz. Choć uważam, że to tylko pobożne życzenia i kiedy różowe okulary spadną, dokładnie zobaczysz z kim żeś się związała i to życie w bajce a raczej iluzji się skończy.

238

Odp: Rok minął..

" Pamiętam jednak jak jeszcze na początku kiedy nikt nic nie wiedział, że coś jest między nami on podstępem doprowadził do tego, by jego najlepszy przyjaciel mnie poznał. Ja nie wiedziała o jego niecnym planie bo to była impreza firmowa. On podszedł do mnie i powiedział, że chce mi kogoś przedstawić (w pracy wciąż są takie sytuacje) dlatego się niczego nie spodziewałam. Przedstawił nas sobie, troszkę porozmawialiśmy po czym on że rozejrzy się za jakimś winem i zostawił mnie z tym kumplem – a to był w ogóle Francuz, więc tym bardziej nic nie podejrzewałam. Ewidentnie chciał poznać przyjaciela zdanie? Do tej pory mu tego nie wybaczyłam wink No ale podobno bardzo pozytywne wrażenie na nim zrobiłam. "



Ty tak na serio Ana ? 
Ach Francuz orzekł ,że nadajesz sie .No ,ale jak to były poczatki to raczej ow człowiek testował czy na kochanke sie nadajesz ,czyż nie ?
Moze zweryfikuj  jako zona ,(zasiegnij opini przyjaciol meza ).
Czy sie nadajesz teraz na zone ? Powodzenia .

239

Odp: Rok minął..

Rakija, chodzi o to, że to był i jest jego najlepszy przyjaciel, który jest dla niego jak brat (o czym się dowiedziałam trochę później), i jedyna osoba, która znała jego ‘tajemnicę’ przed rozwodem i już wtedy kiedy nas ze sobą poznał. Kiedy pewne fakty skojarzyłam, wkurzyłam się. Szczególnie, że pamiętam o co wtedy ów Francuz mnie pytał, skąd się z M znamy itd., kiedy to doskonale wiedział. Zapytałam M po co to zrobił, powiedział, że chciał by przyjaciel poznał osobę  o której on wciąż gada,  zobaczył nas razem itd. a nie mówił mi o tym (że się znają bardzo dobrze i że on wie o nas), bym nie czuła się zakłopotana. Jakby nie mógł od razu powiedzieć, poznaj mego najlepszego przyjaciela.

240 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-07 22:40:50)

Odp: Rok minął..

A może chłopaki chcieli trójkącik zrobić?
Trafiła się chętna bez hamulców moralnych to chłopaki chcieli poużywać.
Ale nie byłaś w typie francuza.

241

Odp: Rok minął..

Dziewczyny,
na co ta zajadłość? Chyba nie tędy droga.
To nie w porządku sytuacja, że zostawił zonę i ogólnie nie dobrze,
ale to nie powód aby tworzyć bzdurne teorie.
Przecież on się z Anastazją ożenił.

242 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-07 23:13:08)

Odp: Rok minął..
horses napisał/a:

Dziewczyny,
na co ta zajadłość? Chyba nie tędy droga.
To nie w porządku sytuacja, że zostawił zonę i ogólnie nie dobrze,
ale to nie powód aby tworzyć bzdurne teorie.
Przecież on się z Anastazją ożenił.

Oj tam, oj tam, zaraz zajadłość.
Nie wiem, jak inni, ja puszczam sobie tutaj wodze fantazji, podobnie jak autorka wątku.
Bajdurzy i bajdurzy...
To nie o to chodzi w tym wątku?

I co z tego, że się z Anazstazją ożenił.
Ze swoją poprzednią żoną też się ożenił big_smile
Z następną pewnie też

243

Odp: Rok minął..
zmierzch napisał/a:

A może chłopaki chcieli trójkącik zrobić?
Trafiła się chętna bez hamulców moralnych to chłopaki chcieli poużywać.
Ale nie byłaś w typie francuza.

przeczytalam co napisalas i zrobilo mi sie literalnie niedobrze!

to forum to wylegarnia wulgranych ludzi.

244 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-07 23:19:22)

Odp: Rok minął..
kejt38 napisał/a:
zmierzch napisał/a:

A może chłopaki chcieli trójkącik zrobić?
Trafiła się chętna bez hamulców moralnych to chłopaki chcieli poużywać.
Ale nie byłaś w typie francuza.

przeczytalam co napisalas i zrobilo mi sie literalnie niedobrze!

to forum to wylegarnia wulgranych ludzi.

kejt
Ja też tak mam.
Te kochanki bez żadnych skrupułów dobierające się do rozporków zajętych, dzieciatych facetów.
A fuj...

245

Odp: Rok minął..
zmierzch napisał/a:
kejt38 napisał/a:
zmierzch napisał/a:

A może chłopaki chcieli trójkącik zrobić?
Trafiła się chętna bez hamulców moralnych to chłopaki chcieli poużywać.
Ale nie byłaś w typie francuza.

przeczytalam co napisalas i zrobilo mi sie literalnie niedobrze!

to forum to wylegarnia wulgranych ludzi.

kejt
Ja też tak mam.
Te kochanki bez żadnych skrupułów dobierające się do rozporków zajętych, dzieciatych facetów.
A fuj...


jestes wulgrana, nie pisz nic do mnie bo mnie brzydzisz...

246 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-07 23:26:34)

Odp: Rok minął..
kejt38 napisał/a:
zmierzch napisał/a:
kejt38 napisał/a:

przeczytalam co napisalas i zrobilo mi sie literalnie niedobrze!

to forum to wylegarnia wulgranych ludzi.

kejt
Ja też tak mam.
Te kochanki bez żadnych skrupułów dobierające się do rozporków zajętych, dzieciatych facetów.
A fuj...


jestes wulgrana, nie pisz nic do mnie bo mnie brzydzisz...


Każdego brzydzi, co innego.
Mnie Anastazja przy rozporku zajętego i dzieciatego.
A ciebie nieupudrowana prawda.
Ale OK

247

Odp: Rok minął..

Zorzo czemu cię nie ma w rodzaju m.?
:-(
Tak chciałbym z kimś odpocząć a przy tym wchłonąć uśmiech
Bez podtekstów i zależności.
I tak patrzę ,rzecz ujmujac z dołu
Nic z tego wszystkiego nie rozumiem.
Ale chciałbym żeby ,,enegria,, zezwoliła na dyskusje

248

Odp: Rok minął..

zmierzch  Zastanawiałaś się kiedyś jakie jest drugie dno tej nienawiści do byłych kochanek ( anastacjii w tym momencie, bo na nią padło) ?
Co w Twojej podświadomości symbolizują? Jakiego rodzaju lęki?

Wiem tylko, że są silne i mocno siedzą na tyle, że tracisz kontrolę nad emocjami i.. językiem? wink
Co się dzieje?

249 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-08 01:11:02)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

zmierzch  Zastanawiałaś się kiedyś jakie jest drugie dno tej nienawiści do byłych kochanek ( anastacjii w tym momencie, bo na nią padło) ?
Co w Twojej podświadomości symbolizują? Jakiego rodzaju lęki?

Wiem tylko, że są silne i mocno siedzą na tyle, że tracisz kontrolę nad emocjami i.. językiem? wink
Co się dzieje?

Dziękuję za zainteresowanie moja osobą.
Nie wydaje mi się, że dzieje się coś specjalnego, ale faktycznie Anastazji nie lubię.
Budzi we mnie autentyczny wstręt - jest w jej wypowiedziach masa egocentryzmu, jakby postrzegała świat wyłącznie z własnego punktu widzenia. Szczególnie niesympatyczne były jej posty, w których drwiła ze zdradzonych, snuła insynuacje i rzucała aluzje. Wszystko niby grzeczne, ale naszpikowane złośliwością.
Zraziła mnie do siebie bardzo. I nie tylko mnie, jak widać po reakcjach w tym i innych wątkach.
Wielokrotnie zwracało jej wiele osób uwagę na "niestosowność" jej wpisów, ale jak grochem o ścianę.
Czasami mi jej żal, bo widać gołym okiem, ze dziewczynie mocno zależy na akceptacji i ma deficyty, gdyż potrzebuje uwagi innych, ale ona szybko konkretnymi wpisami powoduje, że empatia do niej mi przechodzi big_smile

250 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-08 01:15:47)

Odp: Rok minął..

No dobra, ale ona już kochanką nie jest.. a to ten facet (dziś mąż) rozwiódł się dla niej, nie odwrotnie.

Co innego gdyby , jak w przypadku Krotki - facet chciał upiec 2 pieczenie na jednym ogniu czy zwyczajnie nie miał zamiaru rozwieść się, ale tutaj sprawa była raczej jasna od początku.

Ja zawsze patrze na to inaczej, dlatego, że dla mnie 'wina' jest w 90% po stronie tego, kto ma stałego partnera a dopuszcza się zdrady, a nie osoby, która przykuła jego uwagę czy nawet stara się go odbić.
To dla mnie dużo bardziej logiczne.

251

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

No dobra, ale ona już kochanką nie jest.. a to ten facet (dziś mąż) rozwiódł się dla niej, nie odwrotnie.

Co innego gdyby , jak w przypadku Krotki - facet chciał upiec 2 pieczenie na jednym ogniu czy zwyczajnie nie miał zamiaru rozwieść się, ale tutaj sprawa była raczej jasna od początku.

Ja zawsze patrze na to inaczej, dlatego, że dla mnie 'wina' jest w 90% po stronie tego, kto ma stałego partnera a dopuszcza się zdrady, a nie osoby, która przykuła jego uwagę czy nawet stara się go odbić.
To dla mnie dużo bardziej logiczne.

Nie umniejszam winy zdradzających, zgadzam się, że to dużo bardziej paskudne typy niż anastazjopodobne.
Nie dziwię się, że ci, co zdradzają niechętnie tu zaglądają.
To właśnie ostracyzm społeczny.

Zdrada jest działaniem przeciwko drugiemu człowiekowi a przecież żyjemy w społeczności, więc szanujmy się nawzajem. Skoro Anastazja nie uszanowała żony swojego kochanka (jasne, że sam kochanek dużo bardziej nawalił), to sama nie powinna liczyć na szacunek.
To się nazywa wizją sprawiedliwego świata.
Ale można też porównać to do pierwszego wrażenia. Gdy będzie negatywne to trzeba wielokrotnie pokazać swoją dobrą stronę, aby zatrzeć niekorzystne.pierwsze odczucia. Anastazji trudno wytrwać bez wbicia szpilki innym to i nie ma specjalnie możliwości, aby zniwelować swoje niechlubne początki.

252

Odp: Rok minął..

To się nazywa wizją sprawiedliwego świata.

Ja myślę, że sprawiedliwość trochę inaczej działa wink Tzn. owszem, odbiór społeczny jest rodzajem kary na pewno i to jest naturalne.
Natomiast taką 'prawdziwą sprawiedliwość' to wymierzamy sobie sami dokunując jakichś wyborów, a potem doczekując się wyników za jakiś czas - czy nam jest lepiej czy gorzej niż przedtem.

Jeśli lepiej to ostracyzm społeczny nie zawsze jest właściwym sędzią.
Jeśli gorzej tzn., że w którymś momencie poszliśmy ze swoimi zasadami i z tym w co wierzymy na skróty.

Tylko to się liczy.

253

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

To się nazywa wizją sprawiedliwego świata.

Ja myślę, że sprawiedliwość trochę inaczej działa wink Tzn. owszem, odbiór społeczny jest rodzajem kary na pewno i to jest naturalne.
Natomiast taką 'prawdziwą sprawiedliwość' to wymierzamy sobie sami dokunując jakichś wyborów, a potem doczekując się wyników za jakiś czas - czy nam jest lepiej czy gorzej niż przedtem.

Jeśli lepiej to ostracyzm społeczny nie zawsze jest właściwym sędzią.
Jeśli gorzej tzn., że w którymś momencie poszliśmy ze swoimi zasadami i z tym w co wierzymy na skróty.

Tylko to się liczy.

U podłoża ostracyzmu leży lęk. To jasne smile Dużo bardziej interesująca jest rola ostracyzmu jako "bata" nad tymi, którzy dopuszczają się wystąpić przeciwko drugiemu człowiekowi (w tym przypadku współudział w krzywdzeniu innego człowieka z egoistycznych pobudek). Ludzie gdzieś podświadomie wiedzą, że wizja sprawiedliwego świata to tylko iluzja i dlatego uskuteczniają ostracyzm, w tym przypadku agresja jest drugą stroną medalu dla empatii. Tak bardzo współczujemy "ofierze", że reagujemy agresją na "kata".

254

Odp: Rok minął..

U podłoża ostracyzmu leży lęk. To jasne smile Dużo bardziej interesująca jest rola ostracyzmu jako "bata" nad tymi, którzy dopuszczają się wystąpić przeciwko drugiemu człowiekowi (w tym przypadku współudział w krzywdzeniu innego człowieka z egoistycznych pobudek). Ludzie gdzieś podświadomie wiedzą, że wizja sprawiedliwego świata to tylko iluzja i dlatego uskuteczniają ostracyzm, w tym przypadku agresja jest drugą stroną medalu dla empatii. Tak bardzo współczujemy "ofierze", że reagujemy agresją na "kata".

Tu się zgadzamy w 100%. Tylko nie zawsze osoba zdradzana cierpi z tego powodu - zwłaszcza, gdy od dawna nie ma uczuć względem partnera czy męża i..sama ma kogoś. Jak w przyp.  (teraz już ) męża Anastacji..Z tego co pamiętam, okazało się, że jego żona nie robiła żadnych problemów z rozwodem, a sama od jakiegoś czasu miała kogoś, więc...

Nie wszystkie przypadki są takie same.
Czasami działa 'efekt tłumu' i karamy kogoś za skumulowane błędy wielu poprzedników.

255

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

U podłoża ostracyzmu leży lęk. To jasne smile Dużo bardziej interesująca jest rola ostracyzmu jako "bata" nad tymi, którzy dopuszczają się wystąpić przeciwko drugiemu człowiekowi (w tym przypadku współudział w krzywdzeniu innego człowieka z egoistycznych pobudek). Ludzie gdzieś podświadomie wiedzą, że wizja sprawiedliwego świata to tylko iluzja i dlatego uskuteczniają ostracyzm, w tym przypadku agresja jest drugą stroną medalu dla empatii. Tak bardzo współczujemy "ofierze", że reagujemy agresją na "kata".

Tu się zgadzamy w 100%. Tylko nie zawsze osoba zdradzana cierpi z tego powodu - zwłaszcza, gdy od dawna nie ma uczuć względem partnera czy męża i..sama ma kogoś. Jak w przyp.  (teraz już ) męża Anastacji..Z tego co pamiętam, okazało się, że jego żona nie robiła żadnych problemów z rozwodem, a sama od jakiegoś czasu miała kogoś, więc...

Nie wszystkie przypadki są takie same.
Czasami działa 'efekt tłumu' i karamy kogoś za skumulowane błędy wielu poprzedników.

Wątek Anastazji był pierwszym na forum, który przeczytałam. Sporo w nim było rozbieżności w datach, terminach - wyraźnie autorka mieszała się w zeznaniach. Ponadto sukcesywnie próbowała się usprawiedliwić i wybielić, więc ja w jej relację niezbyt wierzę. Ale to na marginesie.

Faktem jest, że Anastazja lądując w łóżku z kochankiem nie wiedziała zbyt wiele o jego małżeństwie, równie dobrze jego pożycie małżeńskie mogło wyglądać zupełńie inaczej. Czy tak trudno jest powiedzieć: jesteś żonaty a skoro nie jesteś w tym małżeństwie szczęśliwy, to je zakończ i wtedy do mnie wróć.
Ja wiem, że to wymaga pewności siebie i poczucia własnej wartości a wg mnie kochanki mają obniżone poczucie własnej wartości, ale to dorosłe osoby i jak nie cenią siebie i nie szanują, to  o innych ludziach (żonach kochanków) czasami kogłyby pomyśleć i wykazać się odrobiną empatii.

256

Odp: Rok minął..

Czy tak trudno jest powiedzieć: jesteś żonaty a skoro nie jesteś w tym małżeństwie szczęśliwy, to je zakończ i wtedy do mnie wróć.

Dla mnie tez tak to powinno wyglądać, wiadomo.

Ja wiem, że to wymaga pewności siebie i poczucia własnej wartości a wg mnie kochanki mają obniżone poczucie własnej wartości, ale to dorosłe osoby i jak nie cenią siebie i nie szanują, to  o innych ludziach (żonach kochanków) czasami kogłyby pomyśleć i wykazać się odrobiną empatii.

Anastacja chyba pisała, że nie miała wielkiego poczucia wartości tak w głębi po śmierci pierwszego partnera. Ale ja już tamtego wątku tak dokładnie nie pamiętam i tez nie chcę tego znowu mielić.

Ja nie mam emocjonalnego stosunku do kochanek jako takich. Z kochanką swojego ex znajomego utrzymuję bardzo serdeczne relacje.. wiem, że to nie to samo co relacje z czyjąś żoną wink ale ja po prostu uznałam, że tamten facet to nie było nic ciekawego na tyle by o niego się spinać, co dopiero walczyć big_smile
Ale to inna bajka. W każdym razie gdybym nie miała takiego podejścia to bym pewnie patrzyła na kochanki jak większość z was.. a mnie raczej bliższe jest podejście z książki: "Kup kochance męża kwiaty" Katarzyny Miller. Uważam, że żaden facet nie jest wart zatruwania się nienawiścią do tej drugiej kobiety czy kogokolwiek innego, nawet jego samego.

W wątku krotki również byłam dość negatywnie do jej decyzji i zachowania nastawiona, ale wyraźnie podkreślałam, że chodzi o to by nie oszukiwała - a sam fakt, że męża nie kocha a zakochała się w kochanku to jest inna bajka. W momencie gdy mąż wie, a nadal zdecydował się trwać - to już jest jego totalnie wolna decyzja, oparta na transparentnych i dostępnych mu info.

Także kochanki postrzegam bardziej jako rodzaj 'katalizatora', który mówi wiele o fundamentach i jakości relacji, sile zaangażowania drugiej strony, etc.

257 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-08 02:44:43)

Odp: Rok minął..

Elle
Z szacunkiem, ale Kroteczka to inna liga niż Anastazja smile
Mniej w niej jadu i wyrachowania, więcej autentycznego zagubienia.
I to jest może dobry przykład smile
Też kochanka a jednak to, że nie obraża, nie jest złośliwa w stosunku do innych budzi empatię.
Nie znam w realu żadnej kochanki, nie zakładam z gruntu, że wszystkie są zle, ale Anastazja to zły człowiek, czyli taki, który zracjonalizuje każde świństwo, które wyrządzi drugiemu człowiekowi i użyje wszelkich dostępnych środków, aby się wybielići nie-splami się przyznaniem do błędu.

258

Odp: Rok minął..
zmierzch napisał/a:
horses napisał/a:

Dziewczyny,
na co ta zajadłość? Chyba nie tędy droga.
To nie w porządku sytuacja, że zostawił zonę i ogólnie nie dobrze,
ale to nie powód aby tworzyć bzdurne teorie.
Przecież on się z Anastazją ożenił.

Oj tam, oj tam, zaraz zajadłość.
Nie wiem, jak inni, ja puszczam sobie tutaj wodze fantazji, podobnie jak autorka wątku.
Bajdurzy i bajdurzy...
To nie o to chodzi w tym wątku?

I co z tego, że się z Anazstazją ożenił.
Ze swoją poprzednią żoną też się ożenił big_smile
Z następną pewnie też

Pewnie tak. A czy przypadkiem ślub się odbył bo Anastacja była w ciąży?

259 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-11-08 09:10:11)

Odp: Rok minął..

Zmierzch, ale twoja antypatia jest jak najbardziej odwzajemniona. Również uważam, że jesteś złym człowiekiem i oceniasz innych swoją miarą obrażając i naciągając argumenty.
Skoro nie wierzysz w moją historię, to po co się tak pienisz? Skoro jest zmyślona to przecież kochanką też nie byłam. Więc luz smile

Poza tym wciąż podkreślasz, że nie zdradziłaś i nie zostałaś zdradzona, ale jednak twoja obecność tu na forum i chodzenie na kochankami, by tylko przy byle okazji móc je wyzywać czy obrazić, świadczy o tym co napisała Elle, o nienawiści, leku, agresji, którą masz gdzieś w sobie i musisz wyładować, nie ważne że pod moim adresem to już chyba 100 raz się powtarzasz… I dziwisz się, że nie zwracam na to uwagi? Albo to mnie nie dotyka bo świadczy o tobie? A może właśnie dlatego?

260

Odp: Rok minął..

Anastacjaa jednak nie odchodzisz z forum?

Posty [ 196 do 260 z 355 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026