Spróbuję choć połowicznie : -)))
Wiem, że nie pasuję do tej układanki. Jestem takim puzzlem z innego kompletu ;-)))
Poziom mojego szczęścia w wyniku zdrad Ojca i jego małżeństwa z jedną z zakładowych panien oraz ulga, że rozpadło się nieudane małżeństwo moich Rodziców, a każde z nich ma przecież prawo do szczęścia, powinien być w teorii lansowanej na tym Forum, tak wysoki, jak akcje Dow Jones na Wall Street. Normalnie powinnam tryskać nim, jak fontanna w Koszycach, wygrywać melodyjki, a czasem nawet stepować ; - )))
Tak jednak nie jest i mam czelność pisać o tym otwarcie.
Elle, a myślisz czasem o tym, że jak pojawia się taki głos sprzeciwu jak mój, to uderza on w Ciebie i drażni Cię wyjątkowo właśnie dlatego, że wypierasz skutki zdrad Twojego Taty, rozwodu i Jego ponownego ożenku, odgradzasz się od wiedzy, że to, co dziś dzieje się w Twoim życiu miało gdzieś wcześniej swoje źródło? Twój sposób postrzegania relacji damsko-męskich? Twoje najgłębiej wdrukowane poglądy? Twój ideał mężczyzny, na którego czekasz? Twoja wrażliwość, a czasem szorstkość? Twój niepokój, czy sprostasz wyzwaniu, czy taki ktoś - komu często przyznajesz punkty w dziesięciostopniowej skali atrakcyjności – zechce właśnie Ciebie? Czy doprawdy nie dostrzegasz długofalowych skutków, które miały i mają dramatyczny wpływ na pokiereszowane życie i niektóre wybory Twojego rodzeństwa?
Pytam, bo przez całe lata miałam to samo. Aż do niedawna… ; -)
Żaden z psychologów nie dawał sobie ze mną do tej pory rady, bo gdy tylko dotykał tematu moich Rodziców, to automatycznie moja kasa przestawała być częścią jego comiesięcznych dochodów. Gotowa byłam pogryźć, gdyby tylko jednym złym słowem określił ktoś mojego papę (mamę także).
Ludzie bardzo często sądzą, że gdy dziecko po rozwodzie przyzwyczaja się po czasie do nowej sytuacji i jeśli zewnętrznie nie widać żadnych istotnych zmian w jego zachowaniu, nauce szkolnej, kontaktach z rówieśnikami, to znaczy git! Jest OK! Co za krótkowzroczność! Co za egoizm!
Mam do Ciebie prośbę, Elle. Zanim zaczniesz pytać o to, kiedy wybaczę mojemu Ojcu i pisać, że robię z Anastacjii Azję Tuhajbejowicza, zanim stwierdzisz, że posługuję się schematem i spłaszczam perspektywę w jakiej widzę wszystkie kochanki, zechciej uważnie przeczytać kilka ostatnich postów krotkowej Soap Opery nr. 2. Tam, pośród dialogów znajdziesz też wskazówkę i tytuł niezwykle ciekawej publikacji, nad którą właśnie mentalnie i emocjonalnie przycupnęłam. Boli mnie okrutnie, to co tam czytam, ale to jak z kanałowym leczeniem zęba – musi poboleć.
Przez całe lata, zupełnie tak, jak Ty teraz, panicznie bałam się przyjąć prawdę o sobie samej i skonfrontować się z destrukcyjnym wpływem rozwodu i obecnością licznych kochanek w życiu mojego Ojca. Doskonale wiesz, że dopiero świadomość pozwala człowiekowi wyruszyć naprzód przez gąszcz własnych defektów, przywar, koszmarnych błędów, jakie się popełniło. Przyszedł czas, że i ja zechciałam poznać źródło moich ułomności, chciałam zmierzyć się z własnymi upośledzeniami zwłaszcza w wymiarze społecznym, bo to jest moja największa bolączka i tu jest robota do wykonania.
Anastacji, jako Osoby nie potępiam, ale jej poglądy, które wygłaszała w wątku założonym przez siebie i w pierwszym wątku Krotki oraz wielu innych wątkach, Jej poniżanie i wyśmiewanie zdradzonych żon, Jej obojętność wobec rozpadu rodziny, Jej moralną miałkość z jaką opisywała zarówno swój romans, jak i stosunek wobec tego, co mogą odczuwać dzieci z rozbitych rodzin, nie daje mi podstaw do tego, aby uwierzyć Jej, że cokolwiek zrozumiała i posunęła się choćby o krok dalej w swoim człowieczeństwie. Zaś zakładanie takich wątków jak ten to dla mnie wyraz próżności i sztucznego wynoszenia się, a styl i lista podziękowań, jako żywo wyjęty z finału Międzynarodowego Konkursu Filmowego w Cannes.
Dodatkowo zaś wkładanie z premedytacją kija w mrowisko, bo wiadomo, że w takich sprawach jak zdrada konsensusu nie ma. Dlatego z takich wątków robią się najczęściej igrzyska…
Patrzę na zdradę nie z pozycji osoby zdradzonej lub zdradzającej. Dlatego niewiele mnie dotyczą głosy oburzenia, że na każdą zdradę trzeba patrzeć indywidualnie, modelować poglądy, wejść w położenie kochanków, dostrzec mizerię małżeństwa w kryzysie… Patrzę na zdradę z punktu widzenia dorosłego już dziś i bardzo świadomego dziecka, które doświadczyło zła, którym ZAWSZE jest zdrada jednego z rodziców. Oto moja perspektywa widzenia tych spraw. I nie zamierzam jej zmieniać ani na potrzeby tego Forum, bo jest niewygodna i niepoprawna politycznie, ani poza nim. Publiczny charakter tego miejsca pozwala mi na swobodę wyrażania swoich myśli. Sposób, w jaki to robię bywa drażniący i zwracano mi na to kilka razy uwagę. Jednak i stylu nie zamierzam zmieniać, aż do zbanowania ; -)))
------
Przejście z postawy reaktywnej w tego typu wątku, do postawy pro-aktywnej udaje się tylko nielicznym. I widać tu, jak na dłoni, kto jest do tego zdolny, a kto nie.
To dlatego temperatura dyskusji znacznie się dziś tu podniosła. Puściły nerwy… I głupio mi, że trochę też z mojego powodu wdałyście się w taką bardzo nieprzyjemną wymianę, a na dodatek znaleźli się jeszcze „kibice” usiłujący załatwić przy tej okazji swoje dawne sprawki, jako odwet z innych wątków, w których kiedyś doszło do ścięcia poglądów.
Jednocześnie przepraszam, że coś takiego nieświadomie sprowokowałam. In_ko, Elle, obie jesteście według mnie bardzo mądrymi i głębokimi Osobami o szerokich horyzontach, a na dodatek tymi, które „leczą” mnie i pokazują jakiś inny wymiar mojego dość ciasnego myślenia.
Nic to! Trzeba to wszystko, co się tu dziś wydarzyło przesiać przez sito życzliwości i postarać się puścić w niepamięć…