netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rok minął..

354 odpowiedzi27 078 wyświetleńzałożony przez Anastacjaa, 02.11.2015

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 355 ]

131

Odp: Rok minął..
in_ka napisał/a:
Cynicznahipo napisał/a:
in_ka napisał/a:

Cyniczna przypomnę, to właśnie ty wtrąciłaś się w wątek, gdzie prowadziłam bardzo emocjonalna rozmowę i co było dalej ja wiem i moderacja wie i ty też wiesz wink

In_ka, no i co z tego? Będziesz do końca życia to wspominać?
Dopóki nie łamię regulaminu i nie obrażam nikogo, to MAM PRAWO się wypowiedzieć.
Mam zamilknąć na wieki i omijać szerokim łukiem wątki, w których się wypowiadasz, bo kiedyś coś tam? No proszę Cię.
Przecież to śmieszne.
Sama zaczepiasz (tak jak wyżej tą wypowiedzią o moderacji), a potem masz pretensje.

ja tego prawa Tobie Cyniczna nie ujmuję, ja tylko dopowiadam dlaczego właśnie tak a nie inaczej
albo skąd się wzięły te doświadczenia własne wink

Nie rozumiem, dlaczego wracasz do starych zakończonych sporów, które nie mają NIC wspólnego z tym wątkiem.

132

Odp: Rok minął..

No Elle chciała złapać jakoś Aurore, może nie ma maila do niej i tak jej to wyszło trochę niezgrabnie, ot tyle.
Nie ma co zaraz wszczynac 3 wojny światowej.
Sam podziwiam Aurore za pioro, poczucie humoru oraz zbieznosc poglądów.
Ale Elle też cenię,  za ten jej racjonalizm do bólu i mówienie że Ona to nigdy i z żadnym.
A Inke za bezkompromisowosc i jasne sądy.
Dziewczyny to warto aby takie persony się kłócily?

133

Odp: Rok minął..
Cynicznahipo napisał/a:

Nie rozumiem, dlaczego wracasz do starych zakończonych sporów, które nie mają NIC wspólnego z tym wątkiem.

jeszcze raz Cyniczna do niczego nie wracam, napisałam skąd mój komentarz tylko tyle ...

134

Odp: Rok minął..

Jedno pytanie do elle .
Ty naprawdę wierzysz ze świat nie jest 0 1 ? Ten tu jest taki, inny być może jest inny.
Przez atak na demokrację myśli tracisz , nie krełuj  innym , ty bądź taką jaką jesteś , to daje więcej do myślenia.
Wolność jest pozorna,

135 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-03 23:56:59)

Odp: Rok minął..
in_ka napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Powiem Wam za to coś lepszego..Inka kiedyś gdzieś pisała, że jest -uwaga - psychologiem (lub kimś blisko) big_smile Z takimi poglądami i 0-1 podejściem do tematu zdrady. Dacie wiarę? smile

uuuu Elle zaczynają się ataki personalne, no proszę ...
już nie kij (za mało) idziemy dalej, ciekawie Elle
aż tak poczułaś się zagrożona ? urażona ? niepewna ?

Nie. Chciałam tylko żebyś na sekundę wypluła kija i spojrzała z dystansem na do bólu stereotypowe poglądy i jakiś histeryczny strach i reakcję pawłowa na słowa: "kochanka" i/lub "zdrada".
Jako psycholog powinnaś mieć ten temat przepracowany i rzucać perspektywę innym, zamiast bić gromkie brawa dla pocisków w stronę byłych kochanek, tak jakbyś nie miała bladego pojęcia o tym jak wiele czynników wpływa na ludzkie zachowania i rozwój.

Twoja reakcja na mój wpis do Aurory to był jakiś kosmos. Nie zrozumiałaś kompletnie przekazu, tylko się najeżyłaś i wystrzeliłaś ze swoimi insynuacjami, po czym walnęłaś focha jak 5-letnie bobo.

Zrozum, że nicka 'Aurora' można odmieniać również w kontekście dyskusji, co nie oznacza "jechania" czy atakowania kogoś.

I naprawdę, bez złośliwości już, uważam, że kompletnie nie masz predyspozycji do tego zawodu. Po prostu masz problem z wyciąganiem prawidłowych wniosków z tego co czytasz i myśleniem abstrakcyjnym, trochę wyżej niż to co dyktują ci emocje i osobiste sympatie.

136

Odp: Rok minął..

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

137

Odp: Rok minął..

ezail: "po trupach" jest nieadekwatne do sytuacji, gdy ktoś świadomie decyduje się wejść w drugi i DŁUGOLETNI (!) związek z ex-kochanką.
Zapewniam Cię, że nie wszystkie małżeństwa da się uratować, zwłaszcza te zawierane z rozsądku. Męczenie się ze sobą "dla zasady" zostawiam masochistom.

138 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 00:04:09)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Nie. Chciałam tylko żebyś na sekundę wypluła kija i spojrzała z dystansem na do bólu stereotypowe poglądy i jakiś histeryczny strach i reakcję pawłowa na słowa: "kochanka" i/lub "zdrada".
Jako psycholog powinnaś mieć ten temat przepracowany i rzucać perspektywę innym, zamiast bić gromkie brawa dla pocisków w stronę byłych kochanek, tak jakbyś nie miała bladego pojęcia o tym jak wiele czynników wpływa na ludzkie zachowania i rozwój.

Twoja reakcja na mój wpis do Aurory to był jakiś kosmos. Nie zrozumiałaś kompletnie przekazu, tylko się najeżyłaś i wystrzeliłaś ze swoimi insynuacjami, po czym walnęłaś focha jak 5-letnie bobo.

Zrozum, że nicka 'Aurora' można odmieniać również w kontekście dyskusji, co nie oznacza "jechania" czy atakowania kogoś.

I naprawdę, bez złośliwości już, uważam, że kompletnie nie masz predyspozycji do tego zawodu. Po prostu masz problem z wyciąganiem prawidłowych wniosków z tego co czytasz i myśleniem abstrakcyjnym, trochę wyżej niż to co dyktują ci emocje i osobiste sympatie.

Elle chyba masz świadomość, że twoja ocena czy inaczej charakterystyka mojej osoby kompletnie mnie nie interesuje ani nie stanowi o mojej dla mnie wartości.
Rozumiem również Twoją potrzebę tak dogłębnej analizy moich działań a tym samym słów kierowanych do Ciebie.

139 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 00:03:59)

Odp: Rok minął..
in_ka napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Nie. Chciałam tylko żebyś na sekundę wypluła kija i spojrzała z dystansem na do bólu stereotypowe poglądy i jakiś histeryczny strach i reakcję pawłowa na słowa: "kochanka" i/lub "zdrada".
Jako psycholog powinnaś mieć ten temat przepracowany i rzucać perspektywę innym, zamiast bić gromkie brawa dla pocisków w stronę byłych kochanek, tak jakbyś nie miała bladego pojęcia o tym jak wiele czynników wpływa na ludzkie zachowania i rozwój.

Twoja reakcja na mój wpis do Aurory to był jakiś kosmos. Nie zrozumiałaś kompletnie przekazu, tylko się najeżyłaś i wystrzeliłaś ze swoimi insynuacjami, po czym walnęłaś focha jak 5-letnie bobo.

Zrozum, że nicka 'Aurora' można odmieniać również w kontekście dyskusji, co nie oznacza "jechania" czy atakowania kogoś.

I naprawdę, bez złośliwości już, uważam, że kompletnie nie masz predyspozycji do tego zawodu. Po prostu masz problem z wyciąganiem prawidłowych wniosków z tego co czytasz i myśleniem abstrakcyjnym, trochę wyżej niż to co dyktują ci emocje i osobiste sympatie.

Elle chyba masz świadomość, że twoja ocena czy inaczej charakterystyka mojej osoby kompletnie mnie nie interesuje ani nie stanowi o mojej dla mnie wartości.


Twoja osoba nie jest na tyle interesująca mentalnie bym zadawała sobie trud "charakterystyki". Wystarczy, że na przyszłośc nie będziesz się nieproszona wpieprzała między wódkę a zakąskę. Dzięki z góry wink

140

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

ezail: "po trupach" jest nieadekwatne do sytuacji, gdy ktoś świadomie decyduje się wejść w drugi i DŁUGOLETNI (!) związek z ex-kochanką.
Zapewniam Cię, że nie wszystkie małżeństwa da się uratować, zwłaszcza te zawierane z rozsądku. Męczenie się ze sobą "dla zasady" zostawiam masochistom.

No i cacy.
Tylko teraz postaw się w sytuacji przyjaciela takiego zdradzacza.
Skoro kiedyś oszukał współ małżonka, to tym bardziej może kiedyś wywinąć numer swojemu przyjacielowi.
Taki człowiek jest już niewiarygodny,  skażony pewną niepewnością.

141 Ostatnio edytowany przez znajda333 (2015-11-04 00:07:10)

Odp: Rok minął..

Miłej nocy dziewczynki
Postawie sobie tarota na zgode

142 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 00:12:39)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Twoja osoba nie jest na tyle interesująca mentalnie bym zadawała sobie trud "charakterystyki". Wystarczy, że na przyszłośc nie będziesz się nieproszona wpieprzała między wódkę a zakąskę. Dzięki z góry wink

a jednak to co czynisz przeczy twoim słowom,
odkopywałaś nawet w swojej pamięci zapamiętałe kiedyś na mój temat informacje, plączesz się Elle - zaplątujesz wink

Elle88 napisał/a:

I naprawdę, bez złośliwości już (...)

naprawdę ...

143

Odp: Rok minął..
znajda333 napisał/a:

Miłej nocy dziewczynki
Postawie sobie tarota na zgode

A Ty się z kimś kłócilas?
Kurczę koniec a ja właśnie po chipsy poszedłem sad

144

Odp: Rok minął..
dziewan napisał/a:

Kurczę koniec a ja właśnie po chipsy poszedłem sad

a co do chipsów wink

145 Ostatnio edytowany przez horses (2015-11-04 00:43:55)

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Nie mieli honoru? 
Nie zakończyli, bo do czasu spotkania kochanki/ kochanka nie wiedzieli, że życie może byc takie przyjemne. Często tak jest. Nie zawsze, ale często.
Np żona wyśmiewa zainteresowanie męża, lekceważy je, nie uczestniczy, ma mu je za złe.... aż nagle pojawia się kobieta, która docenia jego pasję. To dla niej nie jest smieszne, ale ciekawe. I nagle rodzi się więź.
Albo mąż jest zadufanym w sobie facetem, lekceważącym osiągnięcia żony,wrecz smieje się z nich, bo ona i tak nie zarabia tyle , co on ..... az pojawia się ktoś, kto ją docenia, podziwia, dodaje jej skrzydeł.
Przykładów jest wiele. To nie jest takie proste.
Jesli drugi związek trwa wiele lat i jest szczęśliwy to na pewno nie był pomyłką.

146

Odp: Rok minął..
horses napisał/a:
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Nie mieli honoru? 
Nie zakończyli, bo do czasu spotkania kochanki/ kochanka nie wiedzieli, że życie może byc takie przyjemne. Często tak jest. Nie zawsze, ale często.
Np żona wyśmiewa zainteresowanie męża, lekceważy je, nie uczestniczy, ma mu je za złe.... aż nagle pojawia się kobieta, która docenia jego pasję. To dla niej nie jest smieszne, ale ciekawe. I nagle rodzi się więź.
Albo mąż jest zadufanym w sobie facetem, lekceważącym osiągnięcia żony,wrecz smieje się z nich, bo ona i tak nie zarabia tyle , co on ..... az pojawia się ktoś, kto ją docenia, podziwia, dodaje jej skrzydeł.
Przykładów jest wiele. To nie jest takie proste.


Ależ co też Ty opowiadasz.. Przysięgałaś? To teraz za karę, krzyżem do ziemi i pokutować do śmierci w tej konfiguracji, bo inaczej lincz z orzeczeniem bezhonorowości i wygnanie z "raju samych sprawiedliwych" big_smile

Ech..to się nazywa kwadratowe łby w moich stronach wink

Tez jestem przeciwniczka zdrad i oszukiwania, ale potrafię spojrzeć z dystansu i na swoja sytuacje i wiem, że byłam zdradzana z powodów, które horses m.in. wymieniłaś. Nie pasowaliśmy do siebie i tyle. Bywa.

147

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:
horses napisał/a:
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Nie mieli honoru? 
Nie zakończyli, bo do czasu spotkania kochanki/ kochanka nie wiedzieli, że życie może byc takie przyjemne. Często tak jest. Nie zawsze, ale często.
Np żona wyśmiewa zainteresowanie męża, lekceważy je, nie uczestniczy, ma mu je za złe.... aż nagle pojawia się kobieta, która docenia jego pasję. To dla niej nie jest smieszne, ale ciekawe. I nagle rodzi się więź.
Albo mąż jest zadufanym w sobie facetem, lekceważącym osiągnięcia żony,wrecz smieje się z nich, bo ona i tak nie zarabia tyle , co on ..... az pojawia się ktoś, kto ją docenia, podziwia, dodaje jej skrzydeł.
Przykładów jest wiele. To nie jest takie proste.


Ależ co też Ty opowiadasz.. Przysięgałaś? To teraz za karę, krzyżem do ziemi i pokutować do śmierci w tej konfiguracji, bo inaczej lincz z orzeczeniem bezhonorowości i wygnanie z "raju samych sprawiedliwych" big_smile

Ech..to się nazywa kwadratowe łby w moich stronach wink

Tez jestem przeciwniczka zdrad i oszukiwania, ale potrafię spojrzeć z dystansu i na swoja sytuacje i wiem, że byłam zdradzana z powodów, które horses m.in. wymieniłaś. Nie pasowaliśmy do siebie i tyle. Bywa.

Szacun Elle za Twoje wpisy. Podpisuję się pod nimi oboma rękoma smile

148

Odp: Rok minął..
horses napisał/a:
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Nie mieli honoru? 
Nie zakończyli, bo do czasu spotkania kochanki/ kochanka nie wiedzieli, że życie może byc takie przyjemne. Często tak jest. Nie zawsze, ale często.
Np żona wyśmiewa zainteresowanie męża, lekceważy je, nie uczestniczy, ma mu je za złe.... aż nagle pojawia się kobieta, która docenia jego pasję. To dla niej nie jest smieszne, ale ciekawe. I nagle rodzi się więź.
Albo mąż jest zadufanym w sobie facetem, lekceważącym osiągnięcia żony,wrecz smieje się z nich, bo ona i tak nie zarabia tyle , co on ..... az pojawia się ktoś, kto ją docenia, podziwia, dodaje jej skrzydeł.
Przykładów jest wiele. To nie jest takie proste.
Jesli drugi związek trwa wiele lat i jest szczęśliwy to na pewno nie był pomyłką.

A no nie mieli. Jeśli ktoś dopuścił kogoś trzeciego do swojego związku to tylko i wyłącznie dlatego że zwyczajnie na to pozwolił a nie powinien. To się nazywa nielojalność. To jak trucizna. Wpuszczasz w malutką żyłę a po chwili cała się trzęsiesz.


Elle - niestety wiele ludzi jest bardzo nierozsądnych nie wiedząc że jedyne rozsądne małżeństwo jest z miłości. Głupota jednak nie zwalnia z odpowiedzialności. Ja twierdzę, że jak coś zostało zniszczone przez brak więzi (bo winnych kryzysu może być oboje małżonków) to można to zakończyć ale niech to się dzieje w sposób chronologiczny i bez pakowania się w inne krocze. Kończę a potem zaczynam następne. A niestety - jeśli jest odwrotnie to jest dym taki jak tutaj.

149

Odp: Rok minął..
Piotr74 napisał/a:

Szacun Elle za Twoje wpisy. Podpisuję się pod nimi oboma rękoma smile

No to ratuj się , Piotrek, póki możesz, bo zaraz artyleryja nadciąga ;O

Ja drobna, to Cie raczej nie uratuję ani się za mną porządnie nie schowasz tongue


Głupota jednak nie zwalnia z odpowiedzialności. Ja twierdzę, że jak coś zostało zniszczone przez brak więzi (bo winnych kryzysu może być oboje małżonków) to można to zakończyć ale niech to się dzieje w sposób chronologiczny i bez pakowania się w inne krocze. Kończę a potem zaczynam następne.

Jasne, tak by było idealnie.
Ale nie bierzesz 1 rzeczy pod uwagę..Czasem ludziom się mówi jasno, że KONIEC - to nie wypali, dziękuje , wysiadam. Ale ktoś za wszelką cenę chce "ratować" sytuację i "wybacza" kolejne zdrady. Tyle, że kiedy wie już na czym stoi, został poinformowany, ale np. nie chce się rozwieść , ani puścić drugiej osoby wolno to cóż wtedy..? Ano nie zawsze wszystko jest takie 0-1 wink

150 Ostatnio edytowany przez horses (2015-11-04 01:04:18)

Odp: Rok minął..

No to wpuszczają!
A co niby wart jest związek , w którym nie ma wzajemnej bliskości, szacunku dla osiagnięć wspólmałzonka, ciepła,
przyjaźni....? Dla mnie niewiele.
Takie sytuacje tez się zdarzają i to całkiem często. Oczywiście sa też inne, kiedy zostawia się drugą osobe, bo ta nowa jest nowa, młodsza,
bogatsza. Dlatego nie powinno się uogólniać.

Elle, nie zawsze sie z Tobą zgadzam, bo widze świat troche prosciej, ale dzisiaj zgadzam się z Toba w 100 %.

151

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Ezail nie przesadzasz czasem? Nie usmiechnie sie do konca zycia? Naprawde? To musi byc straszne byc tak zaleznym od drugiego czlowieka, ze gdy ten nas opusci to juz nigdy sie nie usmiechniemy. Kazdy zasluguje na szczescie. Zwiazek gdzie jest zdrada szczesliwy nie jest. Zdrada w zwiazku jest wynikiem tego, ze zwiazek nie byl szczesliwy. Zdrada nie jest choroba, jest jej objawem.

152

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Szacun Elle za Twoje wpisy. Podpisuję się pod nimi oboma rękoma smile

No to ratuj się , Piotrek, póki możesz, bo zaraz artyleryja nadciąga ;O

Ja drobna, to Cie raczej nie uratuję ani się za mną porządnie nie schowasz tongue


Głupota jednak nie zwalnia z odpowiedzialności. Ja twierdzę, że jak coś zostało zniszczone przez brak więzi (bo winnych kryzysu może być oboje małżonków) to można to zakończyć ale niech to się dzieje w sposób chronologiczny i bez pakowania się w inne krocze. Kończę a potem zaczynam następne.

Jasne, tak by było idealnie.
Ale nie bierzesz 1 rzeczy pod uwagę..Czasem ludziom się mówi jasno, że KONIEC - to nie wypali, dziękuje , wysiadam. Ale ktoś za wszelką cenę chce "ratować" sytuację i "wybacza" kolejne zdrady. Tyle, że kiedy wie już na czym stoi, został poinformowany, ale np. nie chce się rozwieść , ani puścić drugiej osoby wolno to cóż wtedy..? Ano nie zawsze wszystko jest takie 0-1 wink

Spokojnie, sam o siebie potrafię zadbać, obrońców nie potrzebuję, a że spore rozmiary mam, to i za Pudzianem ciężko by mi było się schować wink.
Kiedyś też wyznawałem zasadę skończ jedno, zacznij drugie, ale tak jak piszesz świat nie jest czarno - biały.
Coś co do niedawna było nie do pomyślenia dla mnie, teraz jest jak najbardziej oczywiste.
Ludzie tu piszą, skoro było źle, skoro nie tak, to należało to skończyć i szukać szczęścia na nowo.
Tyle tylko, że wielu ludzi nie ma do końca tej świadomości, wielu potrzebuje impulsu, dla wielu nowa osoba w ich życiu potrafi pokazać, że przecież można żyć inaczej, lepiej.

153

Odp: Rok minął..

Elle - to co piszesz absolutnie właśnie potwierdza to z czym się tu produkuję. W takich sytuacjach pomóc już może tylko wehikuł czasu. To są sytuacje nienormalne, u nienormalnych ludzi, którzy reagują nienormalnie. Np. Piotrek kilka razy zlizywał po kochanku żonki i nawet kupował prezenty aby dawała dzieciom. Zachował się głupio, nieodpowiedzialnie - owszem padł ofiarą tej wywłoki z którą był ale sam nie zabłysnął. Dlatego niestety - kwestie dotyczące zasad w związku których się trzymamy muszą być wydzielone wręcz na czarne i białe. Wybierasz nie to co powinnaś - koniec. A jak już wspomniałem głupota nie zwalnia z odpowiedzialności - kogokolwiek.

horses - gówno wart taki związek - owszem. I to oczywiście usprawiedliwia człowieka żeby zdradzić, złamać całkowicie przysięgę którą się składało. Nie mówię tylko o wierności ale choćby uczciwość małżeńską. Chociaż osoba która tam świadomie to wypowiadała raczej nigdy się tego nie dopuści - gorzej jak ślub był bo mama kazała, bo dziecko w drodze bo już 30 lat masz itp. Później wymienione przez Ciebie śmiecie ludzkie pominę w rozmowie.

154 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 01:19:21)

Odp: Rok minął..

a że spore rozmiary mam, to i za Pudzianem ciężko by mi było się schować

Nie nakręcaj wink

Tyle tylko, że wielu ludzi nie ma do końca tej świadomości, wielu potrzebuje impulsu, dla wielu nowa osoba w ich życiu potrafi pokazać, że przecież można żyć inaczej, lepiej.

O to cho.
A czasem po prostu z kimś innym (kochankiem/-ką) okazuje się, że niczego nie trzeba tłumaczyć praktycznie, bo jest taka swoboda i zrozumienie pod względem potrzeb seksualnych - a tego np. w starym związku od zawsze brakuje- że człowiek zdaje sobie sprawę, że coś o czym myślał, że w ogóle nie istnieje, to nie dość, że istnieje to jeszcze wydaje się i odczuwa jako coś kompletnie naturalnego, o wiele bardziej niż podawanie 'instrukcji obsługi' do siebie na każdym etapie współżycia. Itp. jeśli chodzi o inne aspekty życia.

Dlatego jak mówię: moment, w którym człowiek przestaje widzieć świat z perspektywy: stały związek/małżeństwo = kokon bezpieczeństwa vs zdrada = zabójstwo partnera przez partnera i gwarantowane zniszczone życie, to moment, w którym rozpuszcza się strach - główna blokada dla Miłości.


ezail

Wybierasz nie to co powinnaś - koniec.

Smart smile 

Jasne, ale żeby tak zrobić to już trzeba siebie kochać, bezwarunkowo. Wyższa szkoła jazdy czasem, bo nie wszyscy to wysysamy z mlekiem matki wink

155

Odp: Rok minął..
Jozefina napisał/a:
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Ezail nie przesadzasz czasem? Nie usmiechnie sie do konca zycia? Naprawde? To musi byc straszne byc tak zaleznym od drugiego czlowieka, ze gdy ten nas opusci to juz nigdy sie nie usmiechniemy. Kazdy zasluguje na szczescie. Zwiazek gdzie jest zdrada szczesliwy nie jest. Zdrada w zwiazku jest wynikiem tego, ze zwiazek nie byl szczesliwy. Zdrada nie jest choroba, jest jej objawem.

Nie chcę 100 razy się powtarzać kto jest winny zdrady, po po prostu to trochę żałosne aby tego nie wiedzieć. Zawsze zdradzający i koniec. Kryzysu mogą tylko być winni oboje. No widzę, że krótki masz umysł skoro ograniczasz się tylko do pary a nie na przykład na dziecko które w tym wszystkim uczestniczy i do końca życia będzie mieć zły wzór rodziny i powiela błędy rodziców ... Dużo jest takich sytuacji.

156

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:
Jozefina napisał/a:
ezail napisał/a:

A ja i tak będę obstawiał przy swoim. Znowu temat zszedł na boczny tor i zaczyna się wybielanie męskich i żeńskich puszczadeł różnej maści, którzy nie mieli tyle szacunku i grama honoru zakończyć swoje związki zanim się w coś nowego zaangażowali. Szczęście zbudowane na krzywdzie innych  - to straszne i w szoku jestem że niektórzy kładą się spokojnie spać nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś przez nich nie uśmiechnie się do końca życia. Owszem, każdy zasługuje na szczęście - ale "po trupach" to po prostu niedopuszczalne.

Ezail nie przesadzasz czasem? Nie usmiechnie sie do konca zycia? Naprawde? To musi byc straszne byc tak zaleznym od drugiego czlowieka, ze gdy ten nas opusci to juz nigdy sie nie usmiechniemy. Kazdy zasluguje na szczescie. Zwiazek gdzie jest zdrada szczesliwy nie jest. Zdrada w zwiazku jest wynikiem tego, ze zwiazek nie byl szczesliwy. Zdrada nie jest choroba, jest jej objawem.

Nie chcę 100 razy się powtarzać kto jest winny zdrady, po po prostu to trochę żałosne aby tego nie wiedzieć. Zawsze zdradzający i koniec. Kryzysu mogą tylko być winni oboje. No widzę, że krótki masz umysł skoro ograniczasz się tylko do pary a nie na przykład na dziecko które w tym wszystkim uczestniczy i do końca życia będzie mieć zły wzór rodziny i powiela błędy rodziców ... Dużo jest takich sytuacji.

smiem twierdzic, ze wychowywanie sie w rodzinie gdzie rodzicow laczy tylko dziecko tez takie fantastyczne nie jest, i najlepszego wzoru rodziny nie daje, ale co ja tam z moim krotkim umyslem wiem. Alez ja wiem, ze winnym zdrady jest zdradzajacy. Czy napisalam cos innego? Napisalam tylko, ze zdrada nie jest powodem problemow w zwiazku tylko ich skutkiem. No i skoro zdradzajacy jest winny to skad te napasci na Anastasie?

157

Odp: Rok minął..
Jozefina napisał/a:

No i skoro zdradzajacy jest winny to skad te napasci na Anastasie?

Anastacjaa Józefino brała udział w oszustwie ...
jakim ?
spytaj o to Anastacjee, no chyba, że nie musisz, bo pamiętasz jej historię, ja pamiętam - no tak się składa wink

158

Odp: Rok minął..

Józefino, moja mała sugestia - nie karm naszego "sherlocka" inki.

Ona ma jedynie słuszne poglądy i nie pogadasz. Jest lepsza od nas wink Uszanuj to.

159 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 01:44:20)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Józefino, moja mała sugestia - nie karm naszego "sherlocka" inki.

Ona ma jedynie słuszne poglądy i nie pogadasz. Jest lepsza od nas wink Uszanuj to.

big_smile i big_smile
aż tak Elle mnie się obawiasz - wow wink

160 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 01:50:35)

Odp: Rok minął..
in_ka napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Józefino, moja mała sugestia - nie karm naszego "sherlocka" inki.

Ona ma jedynie słuszne poglądy i nie pogadasz. Jest lepsza od nas wink Uszanuj to.

big_smile i big_smile
aż tak Elle mnie się obawiasz - wow wink

Muszę przyznać, że tak.
Z podobnych powodów co madzi z kilku postów poniżej - ona też wyznaje żelazne poglądy wink

161

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Józefino, moja mała sugestia - nie karm naszego "sherlocka" inki.

Ona ma jedynie słuszne poglądy i nie pogadasz. Jest lepsza od nas wink Uszanuj to.

Elle czyz Katechizm KK nie mowi " glodnego nakarmic, spragnionego napoic" ?   
Inka no to napadajmy na wszystkich ktorzy brali udzial w oszustwie. Tacy prawi jestesmy, pietnujmy wszystko co niewlasciwe.

162

Odp: Rok minął..
Jozefina napisał/a:

Inka no to napadajmy na wszystkich ktorzy brali udzial w oszustwie. Tacy prawi jestesmy, pietnujmy wszystko co niewlasciwe.

nie wiem czy rozpatrywać to w granicach napadu,
zdecydowanie nazywajmy rzeczy po imieniu, tak
piętnujmy oszustwo w takim sensie, że jest to czyn naganny

163 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 01:55:03)

Odp: Rok minął..
Jozefina napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Józefino, moja mała sugestia - nie karm naszego "sherlocka" inki.

Ona ma jedynie słuszne poglądy i nie pogadasz. Jest lepsza od nas wink Uszanuj to.

Elle czyz Katechizm KK nie mowi " glodnego nakarmic, spragnionego napoic" ?   
Inka no to napadajmy na wszystkich ktorzy brali udzial w oszustwie. Tacy prawi jestesmy, pietnujmy wszystko co niewlasciwe.

Nie wiem co mówi katechizm. Prawdę mówiąc, jestem z nim trochę na bakier.
Takie tematy to z inką wink

Ja wiem tylko, że największą obsesję i jobla na punkcie kochanków/-nek (cudzych ! dodajmy)i zdradzających ogólnie mają osoby, które potwornie boja sie tego doświadczyć lub ci, którzy tego doświadczyli, ale nigdy do końca nie przepracowali.
To są takie oddziały moherów - wersja bez beretów wink

164

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:

Elle - to co piszesz absolutnie właśnie potwierdza to z czym się tu produkuję. W takich sytuacjach pomóc już może tylko wehikuł czasu. To są sytuacje nienormalne, u nienormalnych ludzi, którzy reagują nienormalnie. Np. Piotrek kilka razy zlizywał po kochanku żonki i nawet kupował prezenty aby dawała dzieciom. Zachował się głupio, nieodpowiedzialnie - owszem padł ofiarą tej wywłoki z którą był ale sam nie zabłysnął. Dlatego niestety - kwestie dotyczące zasad w związku których się trzymamy muszą być wydzielone wręcz na czarne i białe. Wybierasz nie to co powinnaś - koniec. A jak już wspomniałem głupota nie zwalnia z odpowiedzialności - kogokolwiek.

horses - gówno wart taki związek - owszem. I to oczywiście usprawiedliwia człowieka żeby zdradzić, złamać całkowicie przysięgę którą się składało. Nie mówię tylko o wierności ale choćby uczciwość małżeńską. Chociaż osoba która tam świadomie to wypowiadała raczej nigdy się tego nie dopuści - gorzej jak ślub był bo mama kazała, bo dziecko w drodze bo już 30 lat masz itp. Później wymienione przez Ciebie śmiecie ludzkie pominę w rozmowie.

Niczego po kochanku nie zlizywałem i zlizywał nie będę. Znam o wiele lepsze miejsca dla mojego języka wink
Może i zachowałem się głupio i nieodpowiedzialnie, ale rzeczą ludzką jest błądzić.
Nie uważam mojej jż za wywłokę, za osobę nie odpowiedzialną owszem.
Nie zabłysnąłem, bo gwiazdą nie jestem.
Natomiast co do reszty Twoich poglądów powiem Ci tyle.
Gdyby 100% ludzkości wyznawała podobne do Ciebie, to nadal byśmy wierzyli, że Ziemia jest płaska, a Słońce kręci się wokół niej. smile
W jednym się z Tobą zgodzę, głupota nie zwalnia z odpowiedzialności, każdy za swoją odpowiada, sam, indywidualnie.
Natomiast określenie ,,śmiecie ludzkie" pozostawię bez komentarza, bo żaden człowiek na takie określenie nie zasługuje, jeśli jesteś wierzący to wiesz, że każdy człowiek jest dzieckiem bożym, więc pisząc coś takiego przeciwstawiasz się własnej wierze. Ja akurat nie należę do osób zbyt religijnych, ale jestem bardzo daleki od używania takich słów w stosunku do kogokolwiek. Z małymi wyjątkami, ale tych akurat na tym forum nie poruszamy.

165 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 02:02:27)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Nie wiem co mówi katechizm. Prawdę mówiąc, jestem z nim trochę na bakier.
Takie tematy to z inką wink

Ja wiem tylko, że największą obsesję i jobla na punkcie kochanków/-nek (cudzych ! dodajmy)i zdradzających ogólnie mają osoby, które potwornie boja sie tego doświadczyć lub ci, którzy tego doświadczyli, ale nigdy do końca nie przepracowali.
To są takie oddziały moherów - wersja bez beretów wink

pełna podziwu dla siebie Elle jestem
skąd we mnie tkwiło to przekonanie na twój temat
za- czarowanie zwykłe jak to kiedyś aurora mi tłumaczyła poprzedza roz - czarowanie ...

nie Elle, nie pogada się ze mną o katechizmie, brak kompetencji
tak samo jak empirycznie zdrady nie przerobiłam, brak doświadczenia, że tak powiem wink

166

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:

Elle - to co piszesz absolutnie właśnie potwierdza to z czym się tu produkuję. W takich sytuacjach pomóc już może tylko wehikuł czasu. To są sytuacje nienormalne, u nienormalnych ludzi, którzy reagują nienormalnie. Np. Piotrek kilka razy zlizywał po kochanku żonki i nawet kupował prezenty aby dawała dzieciom. Zachował się głupio, nieodpowiedzialnie - owszem padł ofiarą tej wywłoki z którą był ale sam nie zabłysnął. Dlatego niestety - kwestie dotyczące zasad w związku których się trzymamy muszą być wydzielone wręcz na czarne i białe. Wybierasz nie to co powinnaś - koniec. A jak już wspomniałem głupota nie zwalnia z odpowiedzialności - kogokolwiek.

horses - gówno wart taki związek - owszem. I to oczywiście usprawiedliwia człowieka żeby zdradzić, złamać całkowicie przysięgę którą się składało. Nie mówię tylko o wierności ale choćby uczciwość małżeńską. Chociaż osoba która tam świadomie to wypowiadała raczej nigdy się tego nie dopuści - gorzej jak ślub był bo mama kazała, bo dziecko w drodze bo już 30 lat masz itp. Później wymienione przez Ciebie śmiecie ludzkie pominę w rozmowie.

Niczego po kochanku nie zlizywałem i zlizywał nie będę. Znam o wiele lepsze miejsca dla mojego języka wink
Może i zachowałem się głupio i nieodpowiedzialnie, ale rzeczą ludzką jest błądzić.
Nie uważam mojej jż za wywłokę, za osobę nie odpowiedzialną owszem.
Nie zabłysnąłem, bo gwiazdą nie jestem.
Natomiast co do reszty Twoich poglądów powiem Ci tyle.
Gdyby 100% ludzkości wyznawała podobne do Ciebie, to nadal byśmy wierzyli, że Ziemia jest płaska, a Słońce kręci się wokół niej. smile
W jednym się z Tobą zgodzę, głupota nie zwalnia z odpowiedzialności, każdy za swoją odpowiada, sam, indywidualnie.
Natomiast określenie ,,śmiecie ludzkie" pozostawię bez komentarza, bo żaden człowiek na takie określenie nie zasługuje, jeśli jesteś wierzący to wiesz, że każdy człowiek jest dzieckiem bożym, więc pisząc coś takiego przeciwstawiasz się własnej wierze. Ja akurat nie należę do osób zbyt religijnych, ale jestem bardzo daleki od używania takich słów w stosunku do kogokolwiek. Z małymi wyjątkami, ale tych akurat na tym forum nie poruszamy.

167 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-11-04 02:12:48)

Odp: Rok minął..

Spróbuję choć połowicznie : -)))
Wiem, że nie pasuję do tej układanki. Jestem takim puzzlem z innego kompletu ;-)))

Poziom mojego szczęścia w wyniku zdrad Ojca i jego małżeństwa z jedną z zakładowych panien oraz ulga, że rozpadło się nieudane małżeństwo moich Rodziców, a każde z nich ma przecież prawo do szczęścia, powinien być w teorii lansowanej na tym Forum, tak wysoki, jak akcje Dow Jones na Wall Street. Normalnie powinnam tryskać nim, jak fontanna w Koszycach, wygrywać melodyjki, a czasem nawet stepować ; - )))

Tak jednak nie jest i mam czelność pisać o tym otwarcie.

Elle, a myślisz czasem o tym, że jak pojawia się taki głos sprzeciwu jak mój, to uderza on w Ciebie i drażni Cię wyjątkowo właśnie dlatego, że wypierasz skutki zdrad Twojego Taty, rozwodu i Jego ponownego ożenku, odgradzasz się od wiedzy, że to, co dziś dzieje się w Twoim życiu miało gdzieś wcześniej swoje źródło? Twój sposób postrzegania relacji damsko-męskich? Twoje najgłębiej wdrukowane poglądy? Twój ideał mężczyzny, na którego czekasz? Twoja wrażliwość, a czasem szorstkość? Twój niepokój, czy sprostasz wyzwaniu, czy taki ktoś - komu często przyznajesz punkty w dziesięciostopniowej skali atrakcyjności – zechce właśnie Ciebie? Czy doprawdy nie dostrzegasz długofalowych skutków, które miały i mają dramatyczny wpływ na pokiereszowane życie i niektóre wybory Twojego rodzeństwa?

Pytam, bo przez całe lata miałam to samo. Aż do niedawna… ; -)
Żaden z psychologów nie dawał sobie ze mną do tej pory rady, bo gdy tylko dotykał tematu moich Rodziców, to automatycznie moja kasa przestawała być częścią jego comiesięcznych dochodów. Gotowa byłam pogryźć, gdyby tylko jednym złym słowem określił ktoś mojego papę (mamę także).

Ludzie bardzo często sądzą, że gdy dziecko po rozwodzie przyzwyczaja się po czasie do nowej sytuacji i jeśli zewnętrznie nie widać żadnych istotnych zmian w jego zachowaniu, nauce szkolnej, kontaktach z rówieśnikami, to znaczy git! Jest OK! Co za krótkowzroczność! Co za egoizm!

Mam do Ciebie prośbę, Elle. Zanim zaczniesz pytać o to, kiedy wybaczę mojemu Ojcu i pisać, że robię z Anastacjii Azję Tuhajbejowicza, zanim stwierdzisz, że posługuję się schematem i spłaszczam perspektywę w jakiej widzę wszystkie kochanki, zechciej uważnie przeczytać kilka ostatnich postów krotkowej Soap Opery nr. 2. Tam, pośród dialogów znajdziesz też wskazówkę i tytuł niezwykle ciekawej publikacji, nad którą właśnie mentalnie i emocjonalnie przycupnęłam. Boli mnie okrutnie, to co tam czytam, ale to jak z kanałowym leczeniem zęba – musi poboleć.

Przez całe lata, zupełnie tak, jak Ty teraz, panicznie bałam się przyjąć prawdę o sobie samej i skonfrontować się z destrukcyjnym wpływem rozwodu i obecnością licznych kochanek w życiu mojego Ojca. Doskonale wiesz, że dopiero świadomość pozwala człowiekowi wyruszyć naprzód przez gąszcz własnych defektów, przywar, koszmarnych błędów, jakie się popełniło. Przyszedł czas, że i ja zechciałam poznać źródło moich ułomności, chciałam zmierzyć się z własnymi upośledzeniami zwłaszcza w wymiarze społecznym, bo to jest moja największa bolączka i tu jest robota do wykonania. 

Anastacji, jako Osoby nie potępiam, ale jej poglądy, które wygłaszała w wątku założonym przez siebie i w pierwszym wątku Krotki oraz wielu innych wątkach, Jej poniżanie i wyśmiewanie zdradzonych żon, Jej obojętność wobec rozpadu rodziny, Jej moralną miałkość z jaką opisywała zarówno swój romans, jak i stosunek wobec tego, co mogą odczuwać dzieci z rozbitych rodzin, nie daje mi podstaw do tego, aby uwierzyć Jej, że cokolwiek zrozumiała i posunęła się choćby o krok dalej w swoim człowieczeństwie. Zaś zakładanie takich wątków jak ten to dla mnie wyraz próżności i sztucznego wynoszenia się, a styl i lista podziękowań, jako żywo wyjęty z finału Międzynarodowego Konkursu Filmowego w Cannes.
Dodatkowo zaś wkładanie z premedytacją kija w mrowisko, bo wiadomo, że w takich sprawach jak zdrada konsensusu nie ma. Dlatego z takich wątków robią się najczęściej igrzyska…

Patrzę na zdradę nie z pozycji osoby zdradzonej lub zdradzającej. Dlatego niewiele mnie dotyczą głosy oburzenia, że na każdą zdradę trzeba patrzeć indywidualnie, modelować poglądy, wejść w położenie kochanków, dostrzec mizerię małżeństwa w kryzysie… Patrzę na zdradę z punktu widzenia dorosłego już dziś i bardzo świadomego dziecka, które doświadczyło zła, którym ZAWSZE jest zdrada jednego z rodziców. Oto moja perspektywa widzenia tych spraw. I nie zamierzam jej zmieniać ani na potrzeby tego Forum, bo jest niewygodna i niepoprawna politycznie, ani poza nim. Publiczny charakter tego miejsca pozwala mi na swobodę wyrażania swoich myśli. Sposób, w jaki to robię bywa drażniący i zwracano mi na to kilka razy uwagę. Jednak i stylu nie zamierzam zmieniać, aż do zbanowania ; -)))
------

Przejście z postawy reaktywnej w tego typu wątku, do postawy pro-aktywnej udaje się tylko nielicznym. I widać tu, jak na dłoni, kto jest do tego zdolny, a kto nie.
To dlatego temperatura dyskusji znacznie się dziś tu podniosła. Puściły nerwy… I głupio mi, że trochę też z mojego powodu wdałyście się w taką  bardzo nieprzyjemną wymianę, a na dodatek znaleźli się jeszcze „kibice” usiłujący załatwić przy tej okazji swoje dawne sprawki, jako odwet z innych wątków, w których kiedyś doszło do ścięcia poglądów.

Jednocześnie przepraszam, że coś takiego nieświadomie sprowokowałam. In_ko, Elle, obie jesteście według mnie bardzo mądrymi i głębokimi Osobami o szerokich horyzontach, a na dodatek tymi, które „leczą” mnie i pokazują jakiś inny wymiar mojego dość ciasnego myślenia.

Nic to! Trzeba to wszystko, co się tu dziś wydarzyło przesiać przez sito życzliwości i postarać się puścić w niepamięć…

168

Odp: Rok minął..

Upss. Chyba mi się dwa razy wysłało. Przepraszam. Mam nadzieję, że mnie za to nie zlinczujecie wink

169

Odp: Rok minął..

hej aurorko, przeczytałam ...

170 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 02:29:44)

Odp: Rok minął..

No i nie przeceniłam Aurory - nie tylko na poziomie odpowiedziała, ale jeszcze nie "znielubiła mnie" za rozbieżne poglądy, a nawet wyjaśniła - bez focha i kija w przełyku - co o tym sądzi. Szacunek jak zawsze smile
Patrz inka, może się czegoś nauczysz..a może i nie, mniejsza.


lle, a myślisz czasem o tym, że jak pojawia się taki głos sprzeciwu jak mój, to uderza on w Ciebie i drażni Cię wyjątkowo właśnie dlatego, że wypierasz skutki zdrad Twojego Taty, rozwodu i Jego ponownego ożenku, odgradzasz się od wiedzy, że to, co dziś dzieje się w Twoim życiu miało gdzieś wcześniej swoje źródło? Twój sposób postrzegania relacji damsko-męskich? Twoje najgłębiej wdrukowane poglądy? Twój ideał mężczyzny, na którego czekasz? Twoja wrażliwość, a czasem szorstkość?

Oczywiście. 100% prawdy - jasne, że miało. Czyli nie wypieram wink

Mnie chodziło o co innego.. O to, że ja wybieram wziąć odpowiedzialność za to jak ja się czuję i jak chcę się czuć, a nie w nieskończoność przerzucać tego 'gorącego ziemniaka' na Tatę, który - wierz lub nie - na pewno ma wyrzuty sumienia z tego powodu (jak i wielu innych), jednak nie może żyć moim życiem, tak jak ja nie mogę żyć jego.
Czasem - pomimo szczerych chęci - musimy dokonywać w życiu pewnych wyborów: sięgnąć po coś, co potencjalnie da mi spełnienie i szczęście, pomimo jakiegoś tam okresu czasu w którym wszyscy (włącznie z dziećmi, które kocham) będą cierpieć, czy też - nie narazić na ten moment i w krótkiej perspektywie moje dzieci na cierpienie, ale żyć jak cień człowieka..w nijakim, smutnym i wypłowiałym z jakichkolwiek (poza negatywnymi) uczuć w małżeństwie, po to aby uchronić w przyszłości dzieci przed złymi wspomnieniami rozwodu, fundując im w zamian majstersztyk iluzji pt. "Moje stabilne, 100 letnie małżeństwo z Waszą Matką".

I wiesz.. Ja świadomie wybrałam zmierzyć się z tym tematem sama. Różnie idzie -raz lepiej raz gorzej. Czasem się człowiek cofał, czasem szedł do przodu, ale Tato za mnie moich emocji nie załatwi ani mnie od nich nie uchroni - to MOJE zadanie.

Tutaj się chyba w podejściu różnimy, poza tym zgoda.


Zaś zakładanie takich wątków jak ten to dla mnie wyraz próżności i sztucznego wynoszenia się, a styl i lista podziękowań, jako żywo wyjęty z finału Międzynarodowego Konkursu Filmowego w Cannes.

Wiesz co, ja tego nie wiem..Naprawdę nie wiem, jaka Anastacja miała intencję. Wiem tylko, że jakoś nie drażni mnie ani jej osoba, ani ten jej wątek na tyle by wracać znowu do tego, że była kiedyś kochanka i jechać po niej i w kółko i w kółko. No nie mam tak.. Co mam Ci powiedzieć?

Nie wiem jakie Ty masz relacje z nowa partnerka Ojca i nie pytam o to na Forum publicznym, powiem tylko za siebie , że mnie partnerka Ojca czasem denerwuje: bywa egoistyczna, infantylna, zaborcza, etc.. Ale wiesz co? Ojciec ja wybrał, jest z nią szczęśliwy. Musiałam sobie z tym jakoś poradzić.
Czy to wyparcie? Nie, bo ja wiem co w takich momentach czuje, tylko znowu: wybieram szukać źródła tych uczuć w sobie, a nie wyładowywać się na jakichś randomowych 'kochankach' z Forum, czy umoralniać je w nieskończoność. bo rozumiem raz, ale ile można.. I o to mi chodzi.

Oto moja perspektywa widzenia tych spraw. I nie zamierzam jej zmieniać ani na potrzeby tego Forum, bo jest niewygodna i niepoprawna politycznie, ani poza nim. Publiczny charakter tego miejsca pozwala mi na swobodę wyrażania swoich myśli. Sposób, w jaki to robię bywa drażniący i zwracano mi na to kilka razy uwagę. Jednak i stylu nie zamierzam zmieniać, aż do zbanowania ; -)))

Spoko. Zapytałam tylko, możesz wierzyć lub nie - z tego powodu, bo Cię szczerze lubię, a pamiętam jak się czułam niosąc ten "bagaż" jakiś czas temu jeszcze. Zdecydowanie wole jak już go nie muszę wszędzie ze sobą targać wink

I głupio mi, że trochę też z mojego powodu wdałyście się w taką  bardzo nieprzyjemną wymianę,

Nie przejmuj się tym smile

znaleźli się jeszcze „kibice” usiłujący załatwić przy tej okazji swoje dawne sprawki, jako odwet z innych wątków

Tak, tez to zauważyłam - wystarczy nie reagować.

Nic to! Trzeba to wszystko, co się tu dziś wydarzyło przesiać przez sito życzliwości i postarać się puścić w niepamięć…

Inka zarzuciła mi "atak na Ciebie", ale swoją odpowiedzią potwierdziłaś to, co próbowałam jej wytłumaczyć - nie poczułaś się zaatakowana , nie wynika to też z Twojej odpowiedzi. Nie lubię jak ktoś próbuje mnie uciszać jak niesforne dziecko, stąd moja stanowcza reakcja.
Nie zamierzam się kłócić z inką, po prostu zaskoczyła mnie tą akcją, a popelniłam błąd, że weszłam zbyt głęboko w ta pyskówkę.

Peace wink

171

Odp: Rok minął..
Piotr74 napisał/a:

Gdyby 100% ludzkości wyznawała podobne do Ciebie, to nadal byśmy wierzyli, że Ziemia jest płaska, a Słońce kręci się wokół niej. smile

Rozwiń tą myśl. Nie rozumiem. To że jestem człowiekiem, który jest konserwatywny w kwestii uczuć, wierności, miłości czyni mnie jakimś hamulcowym postępu?

I nie podniecaj się tymi śmieciem ludzkim. Horses wspomniała o ludziach, którzy idą w nowy związek bo tamten już się znudził i pora na nowe doznania, takie tam prymitywne potrzeby. To łagodne określenie ale wiem, wiem - oni są baaaardzo uczuciowi i się często zakochują. Tak Twoja eks a potem do Ciebie po kasę przychodziła, a Ty w zamian tylko coraz większe poroże.

172 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 02:39:42)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Patrz inka, może się czegoś nauczysz..a może i nie, mniejsza.

mniejsza Elle zdecydowanie ...
ja Elle na forum cały czas się uczę, bo wiem po co tutaj przyszłam,
niemiłe są tylko roz - czarowania, które w życiu są nieuniknione
taka cena - życia
bywaj Elle, bywaj zdrów jak to mówią ...
szkoda mojego czasu

173

Odp: Rok minął..
in_ka napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Patrz inka, może się czegoś nauczysz..a może i nie, mniejsza.

mniejsza Elle zdecydowanie ...
ja Elle na forum cały czas się uczę, bo wiem po co tutaj przyszłam,
niemiłe są tylko roz - czarowania, które w życiu są nieuniknione
taka cena - życia


Nie jestem na Forum by pomóc Ci nie doświadczać rozczarowań czy tez nie rozczarowywać Ciebie.

Jestem wolnym człowiekiem, o niezależnych opiniach, co pokazuje m.in. ten wątek.
nie uginam się pod naporem 'masy' i nie mówię, że jestem za czymś po to by nie stracić "poklasku".

Być może kiedyś dojrzejesz do tego, że bycie dobrym człowiekiem i rozwój nie polega na trzymaniu się - wbrew wszelkim okolicznościom i niuansom - swoich poglądów, by móc dumnie powiedzieć, że - niczym krowa, która nie zmienia zdania - się je ma.
Tego Ci życzę.

174 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 02:54:06)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Być może kiedyś dojrzejesz do tego, że bycie dobrym człowiekiem i rozwój nie polega na trzymaniu się - wbrew wszelkim okolicznościom i niuansom - swoich poglądów, by móc dumnie powiedzieć, że - niczym krowa, która nie zmienia zdania - się je ma.
Tego Ci życzę.

big_smile i big_smile
Elle ja jestem dojrzałą, ukształtowaną kobietą, mam ponad 50 lat, żyję w prawie 30 letnim związku z tym samym mężczyzną. Jestem spełniona i w życiu i zawodowo wink
Młoda osoba taka ja Ty wprowadza w moje życie pewien element "powiewu inności" nic kochana więcej.
Zmieniam poglądy owszem, bo jest to nieuniknione. Nie staraj się na silę udowodnić tego, co udowadniać nie trzeba w żaden sposób.
Znajdź swoja drogę, tego Ci życzę.
edit: uważaj na zakrętach  wink

175 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-04 03:01:26)

Odp: Rok minął..

ja jestem dojrzałą, ukształtowaną kobietą, mam ponad 50 lat

Widzisz, znowu - wybacz "prywatę", ale aż się prosi: Jako psycholog powinnaś wiedzieć najlepiej, że wiek metrykalny nie zawsze idzie w parze ze świadomością czy inteligencją emocjonalną.
Tak samo jak wykształcenie kierunkowe z predyspozycjami czy chęcią pokonywania własnych ograniczeń, w tym w poszerzaniu perspektywy.

Młoda osoba taka ja Ty wprowadza w moje życie pewien element "powiewu inności" nic kochana więcej.

A sądzisz, że aspiruję by wprowadzać coś więcej? smile Nie mam takich ambicji.


edit: uważaj na zakrętach  wink

Ty również.
Pamiętam, że miewałaś je, a jeśli z nich wyszłaś to raczej dzięki zmianie perspektywy niż kurczowemu trzymaniu się stałych schematów myślowych.
Widocznie nie dostrzegasz analogii.

dobrej nocy

176 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-11-04 03:05:35)

Odp: Rok minął..
Elle88 napisał/a:

Ty również.
Pamiętam, że miewałaś je, a jeśli z nich wyszłaś to raczej dzięki zmianie perspektywy niż kurczowego trzymania się stałych schematów myślowych.
widocznie nie dostrzegasz analogii.

dobrej nocy

pamiętam, bardzo dobrze Elle pamietam, dlatego nadal na forum jestem,
do reszty twojej wypowiedzi sie nawet nie odniosę, zwyczajnie Elle nie warto wink
dobrej nocy buntowniczko big_smile i big_smile

177 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-11-04 08:37:27)

Odp: Rok minął..

Cóż za piękna dyskusja po nocy tongue
Nie szkoda snu??
Zdartych paluszków??
Straconej energii??
Żeby to jeszcze na coś się zdało... ktoś kogoś przekonał... ktoś coś zrozumiał... nic z tego tongue

Elle, w to co tu napisałaś, to chyba nawet Ty sama nie wierzysz:

Elle88 napisał/a:

Czasem - pomimo szczerych chęci - musimy dokonywać w życiu pewnych wyborów: sięgnąć po coś, co potencjalnie da mi spełnienie i szczęście, pomimo jakiegoś tam okresu czasu w którym wszyscy (włącznie z dziećmi, które kocham) będą cierpieć, czy też - nie narazić na ten moment i w krótkiej perspektywie moje dzieci na cierpienie, ale żyć jak cień człowieka..w nijakim, smutnym i wypłowiałym z jakichkolwiek (poza negatywnymi) uczuć w małżeństwie, po to aby uchronić w przyszłości dzieci przed złymi wspomnieniami rozwodu, fundując im w zamian majstersztyk iluzji pt. "Moje stabilne, 100 letnie małżeństwo z Waszą Matką".

Większego uproszczenia nie czytałam dawno tongue

I jeszcze tylko:

Nie, bo ja wiem co w takich momentach czuje, tylko znowu: wybieram szukać źródła tych uczuć w sobie, a nie wyładowywać się na jakichś randomowych 'kochankach' z Forum, czy umoralniać je w nieskończoność. bo rozumiem raz, ale ile można..

Użyłaś Elle standardowego argumentu "pokrzywdzonych" kochanek przez tych "porządnych/świętojebliwych"... Naprawdę, aż do tego musiałaś się posunąć? Do takich argumentów? Myślałam, że na takie spłaszczanie wypowiedzi innych (mających zwyczajnie swoje zdanie i je wyrażających gdy mają na to ochotę tongue, bo czemu nie? ktoś zabroni?... ale jakie tam wyżywanie czy umoralnianie...) stać tylko je... bo na nic innego ich stać nie bardzo jest... i to dla nich taka "ostatnia deska ratunku", żeby jednak coś tam napisać i się "odciąć" drugiej stronie...

Uświadomię Cię Elle, że np. ja, po lekturze zwłaszcza tego forum, nie traktuję "kochanek" jak równorzędnych partnerów... więc tym bardziej daleko mi do wyżywania czy umoralniania...
I coraz bardziej skłaniam się do tego, żeby im współczuć... serio... potrafię już je "rozgrzeszyć"... cud, prawda?? a jednak... tongue
Niestety, ale najczęściej dysponują tak małym rozumkiem... są zwyczajnie głupiutkie... niedojrzałe...
że nie trudno zrozumieć, że "uległy" tej wielkiej miłości i namiętności... wpadły jak śliwka w kompot... bezrefleksyjnie... bezmyślnie...
dały się "oszukać"... wkręcić... wykorzystać... potem cierpią biedactwa, bo ktoś sobie na nich zwyczajnie poużywał...
noooo, są bardzo pokrzywdzone jednym słowem... a winić ich nie za bardzo już mam sumienie... to tak jak bym winiła zwierzaczka, za bezrozumne zachowania... skoro on rozumku nie ma, to czy to jest jego wina?

178

Odp: Rok minął..
pannapanna napisał/a:

Mimo wielu błędów, nigdy nie skrzywdziłam żadnej rodziny, nie odebrałam ojca żadnemu dziecku. Popełniałam normalne błędy - z niewiedzy a nie z wyrachowania. Jeśli czytałeś jej wątki, ta kobieta bawiła się i pławiła radością z rozbijania rodziny.
i tak - mam się za lepszą, bo mimo że nie raz moje życie stało na głowie i byłam sama z meeega problemami ( i problemy tej flanelki to naprawdę pikuś w porównaniu z tym czym borykają się ludzie), to nie kupczyłam dupą, nie kradłam, nie wyrządzałam ludziom krzywdy. Na tym polega zasadnicza różnica między takim elementem jak A., a mną.
Ja do wszystkiego doszłam własną pracą (ciężką), tak jak znakomita większość ludzi, ona sięgając do rozporka kolesia, który miał rodzinę.


Pannapanna to jeżeli uważasz, że w życiu dojść można do wszytkiego przez rozporek to gratuluję.
Nie chcę z Tobą wdawać sie w zbędną dyskusję.
Tak jak napisałem wcześniej, że zdrady nie toleruję. Przez większość ludzi zdrada traktowana jest jak naganne i nie moralne zachowanie i słusznie.
Zasada powinna być jedna odchodzę od a nie do.
Dzięki swoim zasadą i mojej żony też u Nas zdrady nie było.
Owszem były powody, iż mogło do niej dojść.
Bo jak w każdym długoletnim małżeństwe czy partnerstwie są kryzysy, są kłótnie, są ciche dni.
Być może, że z uwagi, iż zdrada mnie osobiście nie dotyczy to na zdradzaczy patrzę przez inny pryzmat od tych którzy osobicie mieli z nią do czynienia.
Ale bez wzgledu na to, to nie upoważnia do niestosownych wypowiedzi a nawet aż wręcz wulgarnych ( co nawet zostało zauważone przez moderatorkę).
Takie zachowanie absolutnie nie dodaje splendoru, tylko pokazuję co sobą reprezentuje dana osoba.
Z tego co zrozumiałem, autorka tego wątku nosi się z zamiarem pożegnania z forum.
Aczkolwiek zwróć uwagę, że w związku z tym są różne wypowiedzi.
Jedni piszą aby nie odchodziła bo może być przydatna na forum.
Inni twierdzą, że założenie tego wątku miało na celu umieszczenie jej w centrum uwagi, a jeszcze inni obrzucają ją inwektywami.
Tak jak brzmi tytuł wątku, ona podsumowała pewien okres w swoim życiu i jestem przekonany, że wyciągnęła z tego stosowne wnioski.
Uważam, że każdy ma prawo oceniać ją według siebie bo każdy ma prawo mieć inne zdanie w określonej sprawie.
Chcę żebyś dobrze zrozumiał to co piszę.
Ja jej zachowania nie pochwalam a wręcz przeciwnie potępiam.
Tylko Ty sama też uważasz, że każdy człowiek popełnia błędy i ona też.
To, że popełniła błąd, że zachowała się niegodziwie to nie ulega żadnej wątpliwości, wiedz o tym.
Tylko do zdrady trzeba dwojga.
Jej kochanek jakby nie chciał to nie zdradziłby swojej żony i nie rozwalił rodziny lądują w łóżku z obcą kobietą.
Chyba, że był nie rozgarnięty i nie miał świadomości co czyni.
Powtórzę na zakończenie jeszcze raz odchodzi się od a nie do.
Trzeba być uczciwym wobec żony/a czy partnera/ ki.

179

Odp: Rok minął..
Julia1976 napisał/a:

Zostałam zdradzona , kochanką nie byłam a jednak takie posty jak Zorija czy Pannapanna strasznie mnie drażnią .
Ktoś zrobił coś złego pogubił się , pobłądził - zdarza się . Ale żeby od razu taką babeczkę od koorew ... no sorki . Ja chyba jednak jestem dziwna , nigdy tak nie nazwałam  kochanki mojego męża .

Julia Ty wcale nie jesteś inna, Ty jesteś normalna.
Potępiając czyjeś naganne zachowanie nie musimy używać wulgarnych słów.
Można to zrobić w inny sposób tylko cywilizowany.

180

Odp: Rok minął..

Zorija
ale to ty jesteś jedyną aktualną kochanką na tym wątku...

181

Odp: Rok minął..
Xymena napisał/a:

Zorija
ale to ty jesteś jedyną aktualną kochanką na tym wątku...

A gdzie tam Xymena.. wsio pomyliłaś tongue
Mój partner nie ma żony, więc jakże mogę być kochanką?? hehehehe

Jestem Xymena co najwyżej ZDRADZAJĄCĄ tongue big_smile tongue

182

Odp: Rok minął..

Anastazjo, miałam nie odzywać się w twoim nowym wątku, ale jednak nie wytrzymałam i coś tam napiszę.
Znam twoją historię (czytałam tyle o ile, ale generalnie pamiętam o co chodzi) z poprzedniego wcielenia tutaj. Bo jakiś czas temu zostałam zbanowana- teraz znowu jestem z innym nickiem i pobędę tutaj dopóki znowu mnie nie zbanują.
Zgadzam się z tymi osobami, które twierdzą, że lubisz błyszczeć- obojętne w jakim świetle, byle tylko zaistnieć. Niech mówią co chcą, byleby tylko mówili.
Ja uważam, że nie jesteś szczęśliwą kobietą, chociaż na co dzień zapewne wmawiasz w siebie, że dalsze twoje zycie potoczy się w wymarzonym przez ciebie kierunku. Jakoś więc ciagniesz ten wózek, ale lekko ci nie jest.
Próbuję wczuć się w twoją sytuację i wydaje mi się, że twoim głównym problemem jest coraz bardziej ogarniający cię strach przed dalszym życiem z tym facetem. Tyle się tu naczytałaś, nadyskutowałaś i nie ma siły, by to wszystko nie pozostało bez wpływu na ciebie. Jesteś inteligentną i myślącą osobą, więc coś tam pozostało ci w głowie. jestem pewna, że czasem trzęsiesz portkami ze strachu mysląc sobie "matko święta, w co ja się wpakowałam?", ale co tam idziesz do przodu. bo w gruncie rzeczy, tak naprawdę, tylko to ci pozostało.
Faktem jest, że związałaś się z facetem, który jako żonaty obracał różne baby w prawo i w lewo- pewnie niezły harem wyszedłby z jego kariery łóżkowej. Ty też poznałaś go, gdy on, jakby na to nie patrzył, był ciągle żonaty. Troszkę różniłaś się od jego poprzednich kochanic, bo w odróżnieniu od tamtych bab ty od początku przycisnęłaś mu śrubki- no nakręciłaś go na siebie odpowiednio. Tamte poprzednie lazły na niego niczym zombie, otumanione feromonami wydzielanymi przez tego cudownego chłopa- ty natomiast byłaś inna. On ciebie musiał zdobywać- brawo, osiągnęłaś swój cel. Doprowadziłaś do tego, że lowelas opuścił swoją zonę i zakotwiczył przy tobie. I wszystko grałoby i hulało, tyle tylko, że po drodze ktoś (a może było tych osób kilka) posiał w twojej głowie ziarno niepewności. może nawet forum to sprawiło? Nagle zaczęłaś dostrzegać, że tak naprawdę istnieje wielkie ryzyko, że odniosłaś pyrrusowe zwycięstwo. Wobec tego co dalej? Czy lowelas, który przez lata preferował hulaszczy tryb życia i przechodził z jednej baby na drugą rzeczywiście bedzie potrafił panować nad swoim rozporkiem? kiey zacznie cię zdradzać? Za rok, za dwa, a może za dekadę?
Mów, co chcesz, ale i tak jestem pewna, że ty boisz się małżeństwa z tym facetem. I ja wcale się temu nie dziwię, bo też trzęsłabym się ze strachu.
Nie wiem co zrobiłabym będąc na twoim miejscu. Naprawdę nie mam pojęcia.

183

Odp: Rok minął..

Wiecie co, odezwę się jeszcze raz, choć stałam się niewidzialna - najbardziej ja powinnam najeżdżać na kochanki, bo zostałam zdradzona nie raz, ale to, co wy tu wyprawiacie, to przechodzi już wszelkie pojęcie. Anastacja już nieraz oczytała się na swój temat, chciała się pożegnać, moim zdaniem faktycznie nie pozwolicie jej tu się odzywać. Ale po kiego grzyba te wszystkie jady. Nie można było skwitować - no to cześć, trzymaj się, tylko od razu napad.Trochę to niesmaczne i chyba źle świadczy o dyskutantach.

184 Ostatnio edytowany przez solinka (2015-11-04 09:59:27)

Odp: Rok minął..
dziewan napisał/a:

Dla mnie Anastaacja było od początku  jasne ,że masz poprostu olbrzymie wyrzuty sumienia i to akurat świadczy na Twoją korzyść, bo oznacza że nie jesteś złym człowiekiem, tylko że źle postąpiłas.
Szukalas tu rozgrzeszenia od innych ludzi, ale to Ty sama musisz sobie kiedyś w końcu wybaczyć.
Być może/pewnie ponieść karę ale w końcu wybawic się od win i uzyskać rozgrzeszenie.
Kurczę pisze jak kaznodzieja wink

Też tak to widzę.
Rozwaliła związek teraz się chwali "Żoną jestem" od 4 miesięcy, duma bije z postu jak łuna. Cztery miesiące w nowym zyciu i już znowu na forum robiąc szum wokół własnej osoby, czy taka szczęśliwa jesteś - NIE.

A bądź sobie żona. Zawsze będziesz druga. Sama to miejsce wybrałaś, mam nadzieje że będziesz o tym pamiętać.

Piszesz o zaufaniu, jakim cudem jesteś w stanie zaufać facetowi który żonę z tobą zdradzał. Zrobił to raz zrobi i drugi. Sado-maso na życie ciągle szpiegowanie i ciągła analiza, czy już czy jeszcze nie.

Zdarza się że się osoby poznają po rozwodzie, gdzie zamknięte jedno życie i można zacząć drugie, ale wjebanie się w czyjeś życie, ech szkoda gadać.
Żadnym cudem świata nie jesteś, ot zwykłą laską która wlazła w czyjeś życie. Może zmanipulowana może nie, sama to wiesz najlepiej.

Dziecko, mąż. Ech, na krzywdzie ludzkiej szczęścia nie da się zbudować. A  na pewno ktoś został zraniony, może nawet najbardziej ty.


Pora znikać, się znika i już a nie się na 5 stron post pisze. I wróć kiedyś ze swoją historią która opowiesz tak naprawdę, z innej perspektywy.

Oliwia9195 dobrze napisała
Ja uważam, że nie jesteś szczęśliwą kobietą, chociaż na co dzień zapewne wmawiasz w siebie, że dalsze twoje zycie potoczy się w wymarzonym przez ciebie kierunku. Jakoś więc ciagniesz ten wózek, ale lekko ci nie jest.
Próbuję wczuć się w twoją sytuację i wydaje mi się, że twoim głównym problemem jest coraz bardziej ogarniający cię strach przed dalszym życiem z tym facetem.

Zabrałaś zabawkę z wystawy i już się nią znudziłaś, pozorne zwycięstwo, bo i związek pozorny.
Złą żona, pierwsza zła żona druga, a pośrodku zwykła kobieta z pękniętym sercem i paniką.
Smutna prawda, życzę ci szczęścia i powodzenia.

185

Odp: Rok minął..
zbytdelikatna napisał/a:

Wiecie co, odezwę się jeszcze raz, choć stałam się niewidzialna - najbardziej ja powinnam najeżdżać na kochanki, bo zostałam zdradzona nie raz, ale to, co wy tu wyprawiacie, to przechodzi już wszelkie pojęcie. Anastacja już nieraz oczytała się na swój temat, chciała się pożegnać, moim zdaniem faktycznie nie pozwolicie jej tu się odzywać. Ale po kiego grzyba te wszystkie jady. Nie można było skwitować - no to cześć, trzymaj się, tylko od razu napad.Trochę to niesmaczne i chyba źle świadczy o dyskutantach.

Szkoda klawiatury, zbytdelikatna. To nie dotrze.
Zaraz Ty też dostaniesz opinię liżącej tyłki moderacji...

186

Odp: Rok minął..

Gdzie można znaleźć ten wątek.
Chętnie zobaczę ta perspektywę, jak czują i co czują kochanki w momencie włażenia w czyjeś życie.

Pomoże mi ktoś?

187

Odp: Rok minął..

No racja, nie dotrze.

188

Odp: Rok minął..

Dzięki Lexpar, dokładnie jest tak jak piszesz. Po prostu poczułam potrzebę pewnych podsumowań. Ten rok był dla mnie trudny i ważny pod wieloma względami, bo moje życie zmieniło się o 180 st. Wiem, że na ten czas to forum, ten dział, już nie jest dla mnie, że spełnił swoją rolę i nie ma sensu, bym tu nadal była, bo zbyt wiele tu złej energii, złośliwości, zawiści. Nie czuję już takiej potrzeby, bo też nie jestem już tą samą osobą co rok temu, zupełnie inne rzeczy mnie teraz zajmują, inne emocje mi towarzyszą itd. Zakończyłam pewien etap i nie chcę już do tamtych emocji, dylematów wracać. A na forum wciąż ktoś mi o tym przypomina, nawet w tym wątku. Szkoda czasu i energii tak mojej jak i tych osób, dla których jestem wciąż tą osobą z pierwszego wątku sprzed roku.
Niemniej jednak przez ten rok związałam się troszkę z tym forum, sama czułam potrzebę by podzielić się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, może kogoś przestrzec czy wesprzeć, może pomóc pewne kwestie zrozumieć. Jeśli choć jednej osobie pomogłam, to było warto. Ja też uzyskałam tu pomoc, dlatego chciałam podziękować tym osobom, tak po prostu, za poświęcony czas, że ich obecność tu ma sens – choć pewnie one to same wiedzą.
Pozdrawiam

189

Odp: Rok minął..

Anastacja jeśli chcesz się pożegnać to miłe z twojej strony. Rozumiem czym to może być spowodowane. Chciałabyś chyba zapomnieć o tym etapie swojego życia. Zadomowić się jako "żona". Wydaje mi się jednak, że nawet odcinając się od forum nie wymażesz przeszłości.
O niej przypominać ci będzie jego dziecko i jego pierwsza żona.
Nie chcę cię oceniać. Cieszę się, że to nie moje życie, nie moje dylematy. Uważam, że nie należy krzywdzić drugiego człowieka.  Odpowiedź na pytanie czy skrzywdziłaś jego żonę czy dziecko znają tylko oni. Musiałabyś kiedyś zapytać o to jego żonę. Tylko, że ty i on oszukaliście ją. Ona nie poznała prawdy, że byłaś jego kochanką wcześniej. Dziecko też prawdy nie zna. Także to wszystko oparte jest w sumie na oszustwie... 
Anastacjo pisałaś kiedyś, że jesteś czy byłaś wierząca.
W jaki sposób poukładałaś sobie obecną sytuację? Przecież jeśli jesteś osobą wierzącą to wiesz, że żonę to on miał jedną, że ty żoną nie jesteś.

190

Odp: Rok minął..

Anastazjo

Ja sie ciesze ze po mimo tych "nie kulturalnych " wypowiedzi po Twoim kierunkiem chciałas sie jednak kulturalnie pożegnać  i podziękować wprost osobą które Ci pomogły.  Doceniłas rady , wskazówki które przydadzą sie Wam/ Tobie byc moze w przyszlosci....

Mimo ze byłyśmy po dwóch stronach barykady smile życze Ci wszystkiego dobrego smile

191

Odp: Rok minął..
bet napisał/a:

W jaki sposób poukładałaś sobie obecną sytuację? Przecież jeśli jesteś osobą wierzącą to wiesz, że żonę to on miał jedną, że ty żoną nie jesteś.

Bet, on nie miał ślubu kościelnego. My też nie mamy. Uregulowaliśmy te sprawy z innego powodu, bardziej formalnego - nie było hucznego wesela, tylko skromna uroczystość dla najbliższych w kameralnym, urokliwym miejscu. Nie wykluczamy ślubu kościelnego, ale do niego oboje musimy dojrzeć.
Teraz jest czas dla nas, na budowanie tego związku, docieranie... dla mnie też nowa kwestia odnalezienia się w roli "macochy" i przyzwyczajenia do obecności ex żony w naszym życiu. Na tym chcę się teraz skupić i wierzę, że nam się uda, bo się naprawdę bardzo kochamy. No ale nie będę tu pisać o naszym związku bo to nie czas i miejsce.

192

Odp: Rok minął..

Anastacja to nie moja sprawa zapytałam z ciekawości - jak to jest.
Nie ma co moim zdaniem teraz oglądać się wstecz. Obyś myła dobrą macochą i w sumie to życzę ci szczęścia. Tobie, Jego żonie, ich dziecku i Jemu. To są wasze sprawy.
Tak trochę na inny temat. Ktoś napisał w tym wątku, że życie nie jest czarne albo białe. W ogóle takie stwierdzenie często pada.
Mam inne zdanie na ten temat. Uważam, że życie jest zwyczajnie - proste.
Nie krzywdzić innych, dobroć, życzliwość, uczynność. Co nie znaczy, że człowiek ma udawać. Jeśli czuję złość to nie będę udawać i tłumić jej w sobie.
Widzisz Anastacja ty mnie niczego złego nie zrobiłaś. Ale kochanka mojego męża tak. I nie chodzi mi o zdradę ale o to w jaki sposób mąż rozstaje się z rodziną. Ona na to się godzi, nie chce tego widzieć a bierze w tym udział.

Nie będę się oszukiwać. Nie wybaczyłam ani jemu ani jej. I nawet o tym nie myślę. Teraz potrzebuję wybaczyć sobie pewne wybory. Mam poczucie niesprawiedliwości. Ktoś skrzywdził mnie i tych których kocham - czyli mnie podwójnie. I nie poniósł tego żadnych konsekwencji. Z tym źle się czuję. Z tym mam problem. I poradzić sobie z tym jest moim celem.

Anastacja bywaj:) Zawsze możesz zmienić zadnie i jednak na forum zajrzeć. Obojętne z jakiej pozycji - pozostajesz nadal sobą.

193

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:

Elle - to co piszesz absolutnie właśnie potwierdza to z czym się tu produkuję. W takich sytuacjach pomóc już może tylko wehikuł czasu. To są sytuacje nienormalne, u nienormalnych ludzi, którzy reagują nienormalnie. Np. Piotrek kilka razy zlizywał po kochanku żonki i nawet kupował prezenty aby dawała dzieciom. Zachował się głupio, nieodpowiedzialnie - owszem padł ofiarą tej wywłoki z którą był ale sam nie zabłysnął. Dlatego niestety - kwestie dotyczące zasad w związku których się trzymamy muszą być wydzielone wręcz na czarne i białe. Wybierasz nie to co powinnaś - koniec. A jak już wspomniałem głupota nie zwalnia z odpowiedzialności - kogokolwiek.

horses - gówno wart taki związek - owszem. I to oczywiście usprawiedliwia człowieka żeby zdradzić, złamać całkowicie przysięgę którą się składało. Nie mówię tylko o wierności ale choćby uczciwość małżeńską. Chociaż osoba która tam świadomie to wypowiadała raczej nigdy się tego nie dopuści - gorzej jak ślub był bo mama kazała, bo dziecko w drodze bo już 30 lat masz itp. Później wymienione przez Ciebie śmiecie ludzkie pominę w rozmowie.

jestes bardzo aroganckim czlowiekiem mowiac o innych ludziach: "smiecie ludzkie"- wystawiasz sobie cenzurke, wszak wiadomo, ze w innych widzimy wlasne odbicie- moze kiedys to zrozumiesz:(

dla mnie sa 2 szkoly po zdradzie:

1. nienawisc- wywlekanie wszystkich negatywnych aspektow zwiazku, wyszydzanie, osmieszanie, poczucie strasznej krzywdy i utrwalenie sie w tym schemacie. wtedy mozna sobie powiedziec, ze zycie jest do doopy.

2.potraktowanie tego jako doswiadczenia, dorosniecie, zobaczenie lepiej swojego wlasnego odbicia i zbudowanie czegos wartosciowego dla siebie oraz wybaczenie!!!! bez wybaczenia nie ma przyszlosci i nie ma szczescia.

jestes rowniez wulgarny co naprowadza mnie na tory, ze masz bardzo duze problemy z seksualnoscia i projektujesz "dewiacje" na innych.

194

Odp: Rok minął..
kejt38 napisał/a:
ezail napisał/a:

Elle - to co piszesz absolutnie właśnie potwierdza to z czym się tu produkuję. W takich sytuacjach pomóc już może tylko wehikuł czasu. To są sytuacje nienormalne, u nienormalnych ludzi, którzy reagują nienormalnie. Np. Piotrek kilka razy zlizywał po kochanku żonki i nawet kupował prezenty aby dawała dzieciom. Zachował się głupio, nieodpowiedzialnie - owszem padł ofiarą tej wywłoki z którą był ale sam nie zabłysnął. Dlatego niestety - kwestie dotyczące zasad w związku których się trzymamy muszą być wydzielone wręcz na czarne i białe. Wybierasz nie to co powinnaś - koniec. A jak już wspomniałem głupota nie zwalnia z odpowiedzialności - kogokolwiek.

horses - gówno wart taki związek - owszem. I to oczywiście usprawiedliwia człowieka żeby zdradzić, złamać całkowicie przysięgę którą się składało. Nie mówię tylko o wierności ale choćby uczciwość małżeńską. Chociaż osoba która tam świadomie to wypowiadała raczej nigdy się tego nie dopuści - gorzej jak ślub był bo mama kazała, bo dziecko w drodze bo już 30 lat masz itp. Później wymienione przez Ciebie śmiecie ludzkie pominę w rozmowie.

jestes bardzo aroganckim czlowiekiem mowiac o innych ludziach: "smiecie ludzkie"- wystawiasz sobie cenzurke, wszak wiadomo, ze w innych widzimy wlasne odbicie- moze kiedys to zrozumiesz:(

dla mnie sa 2 szkoly po zdradzie:

1. nienawisc- wywlekanie wszystkich negatywnych aspektow zwiazku, wyszydzanie, osmieszanie, poczucie strasznej krzywdy i utrwalenie sie w tym schemacie. wtedy mozna sobie powiedziec, ze zycie jest do doopy.

2.potraktowanie tego jako doswiadczenia, dorosniecie, zobaczenie lepiej swojego wlasnego odbicia i zbudowanie czegos wartosciowego dla siebie oraz wybaczenie!!!! bez wybaczenia nie ma przyszlosci i nie ma szczescia.

jestes rowniez wulgarny co naprowadza mnie na tory, ze masz bardzo duze problemy z seksualnoscia i projektujesz "dewiacje" na innych.

Nie spinaj się koleś i nie rób mi psychoanalizy bo jej nie potrzebuję. Najlepiej kup sobie Validol. Ja jestem szczęśliwy w moim małżeństwie i nie mam żadnych dewiacji. Mam dobrą pracę, wbrew temu co tu napisał Piotrek nie jestem hamulcowym postępu. Jestem autorem kilku receptariuszy, jestem w trakcie pisania książki... O mnie się nie martw. A zdanie jakie mam - takie mam prawo mieć.

195

Odp: Rok minął..
ezail napisał/a:
kejt38 napisał/a:
ezail napisał/a:

Elle - to co piszesz absolutnie właśnie potwierdza to z czym się tu produkuję. W takich sytuacjach pomóc już może tylko wehikuł czasu. To są sytuacje nienormalne, u nienormalnych ludzi, którzy reagują nienormalnie. Np. Piotrek kilka razy zlizywał po kochanku żonki i nawet kupował prezenty aby dawała dzieciom. Zachował się głupio, nieodpowiedzialnie - owszem padł ofiarą tej wywłoki z którą był ale sam nie zabłysnął. Dlatego niestety - kwestie dotyczące zasad w związku których się trzymamy muszą być wydzielone wręcz na czarne i białe. Wybierasz nie to co powinnaś - koniec. A jak już wspomniałem głupota nie zwalnia z odpowiedzialności - kogokolwiek.

horses - gówno wart taki związek - owszem. I to oczywiście usprawiedliwia człowieka żeby zdradzić, złamać całkowicie przysięgę którą się składało. Nie mówię tylko o wierności ale choćby uczciwość małżeńską. Chociaż osoba która tam świadomie to wypowiadała raczej nigdy się tego nie dopuści - gorzej jak ślub był bo mama kazała, bo dziecko w drodze bo już 30 lat masz itp. Później wymienione przez Ciebie śmiecie ludzkie pominę w rozmowie.

jestes bardzo aroganckim czlowiekiem mowiac o innych ludziach: "smiecie ludzkie"- wystawiasz sobie cenzurke, wszak wiadomo, ze w innych widzimy wlasne odbicie- moze kiedys to zrozumiesz:(

dla mnie sa 2 szkoly po zdradzie:

1. nienawisc- wywlekanie wszystkich negatywnych aspektow zwiazku, wyszydzanie, osmieszanie, poczucie strasznej krzywdy i utrwalenie sie w tym schemacie. wtedy mozna sobie powiedziec, ze zycie jest do doopy.

2.potraktowanie tego jako doswiadczenia, dorosniecie, zobaczenie lepiej swojego wlasnego odbicia i zbudowanie czegos wartosciowego dla siebie oraz wybaczenie!!!! bez wybaczenia nie ma przyszlosci i nie ma szczescia.

jestes rowniez wulgarny co naprowadza mnie na tory, ze masz bardzo duze problemy z seksualnoscia i projektujesz "dewiacje" na innych.

Nie spinaj się koleś i nie rób mi psychoanalizy bo jej nie potrzebuję. Najlepiej kup sobie Validol. Ja jestem szczęśliwy w moim małżeństwie i nie mam żadnych dewiacji. Mam dobrą pracę, wbrew temu co tu napisał Piotrek nie jestem hamulcowym postępu. Jestem autorem kilku receptariuszy, jestem w trakcie pisania książki... O mnie się nie martw. A zdanie jakie mam - takie mam prawo mieć.

Jasne, ze masz prawo miec wlas zdanie, nikt Ci go nie odbiera. Natomiast obrazanie innych ludzi, operowanie slownictwem na poziomie ,,koleś" i ,,śmiecie ludzkie", raczej każą wątpić w poziom Twojego wykształcenia, doświadczenia życiowego i kultury osobistej. O jakości pisanej przez Ciebie książki też nie ma co się rozpisywać, bo pewnie nie będzie zbytnio odbiegała od jakości zamieszczonych tu postów.
Natomiast jeżeli nie rozumiesz o co chodziło mi z tym hamulcowym postępu to już Ci tłumaczę.
W życiu każdego człowieka pewna jest tylko jedna rzecz i wiadomo o co chodzi, cała reszta już taka nie jest. Jeżeli ktoś tak jak Ty, uważa, że zdrada zawsze prowadzi tylko do złego, bez względu na motywy które do niej doprowadziły, segreguje ludzi na lepszych i gorszych, tylko na podstawie jednego kryterium, to jest to wlasni hamowanie rozwoju, przede wszystkim wlasnego. Wynika to ztego, ze ograniczasz swoje pole widzenia i nie dostrzegasz wielu ważnych aspektów, które czasem determinuja ludzkie postawy. Takie podejscie do życia jest krótkowzroczne i absolutnie destrukcyjne.
Gdyby w przeszlosci i obecnie ludzie tak kategoryczni podchodzili do życia, bez zastanowienia, bez dylematów, czasem bez zwątpienia w trafność określonych prawd, to niestety, ale nasza cywilizacja zatrzymalaby sie w miejscu.
Zrodlem postepu nie jest pewnosć, ale wlasnie jej brak. Zwatpienie otwiera droge dla argumentow innych ludzi, a ich wiedza wzbogaca nasza wlasna. Jesli ludzie ze soba nie rozmawiaja, traktuja sie wzajemnie z gory, uważają, że tylko ich prawda jest jedyną i najlepszą, to sie nie rozwijają a uwsteczniają.

Posty [ 131 do 195 z 355 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026