Aurora, chciałam Cię o coś zapytać..jeśli nie masz ochoty odpowiadać zrozumiem. Robię to, bo jesteś jedna z moich ulubionych użytkowniczek i ciekawszych postaci w życiu ogólnie (nieważne, że w tym wypadku przez neta) udało się poznać, tymczasem w pewnych poglądach wydaje się, że fiksujesz się, przez co zrobił się z tego ogromny balast, który dźwigasz, a który jest tak wrażliwy i 'reaktywny', że ma się wrażenie poruszając przy Tobie pewne tematy jakby człowiek przechadzał się po polu minowym.
Odrazu zaznaczę, że nie chce robic w tym wątku kolejnego offtopu -już kiedyś delikatnie poróżniłyśmy się na ten temat
jednak nie doszłyśmy do konkretnych wniosków, tzn. ja odpuściłam, bo kompletnie się nie zrozumiałyśmy, takie miałam wrażenie.
Tak czy inaczej, chcę tylko krótko odnieść się do tego, na co sama często się powołujesz i tym samym, mam wrażenie, zabarykadowałaś się trochę niczym w kokonie jedynych słusznych poglądów n/t zdrady.
Piszesz, że jesteś dzieckiem, które poznało doświadczenie zdrady ze strony Ojca aż za dobrze, ze wszystkimi tego konsekwencjami emocjonalnymi na kolejne lata..
Ja to akurat rozumiem doskonale, bo sama jestem takim dzieckiem, a konsekwencje też mnie nie ominęły.
Jednak patrzę na ten temat diametralnie inaczej od Ciebie, dlatego, że staram się nie przenosić tamtych emocji, nie projektować ich na każdy inny przypadek.
Zresztą, ja Ojcu rozwód, porzucenie nas emocjonalne jak i związanie się z inna kobietą dawno wybaczyłam. Nie dla niego i nie dlatego, że tak wypada - dla siebie.
Poza tym mój Ojciec to jest mój Ojciec. Anastacja to Anastacja, podobnie krotka czy znajomy, z którym kiedys przez jakiś czas coś mnie łączyło, a który mnie na swoj sposób zdradził.
To sa wszystko różne osoby, których działania nie powinny dotykać mnie tak osobiście bym w każdym zdradzającym widziała Ojca i powoływała się na swoje cierpienie z tamtego czasu.
Poza tym, ja nie jestem juz tamtym dzieckiem, tylko dorosłą kobieta, która rozumie, że Ojciec jest takim samym człowiekiem i tak samo błądzi, szuka szczęścia (czasem kosztem czegoś - SORRY, życie) i tak samo nie urodził się "oświecony", tylko na tamten moment gdy zdradzał nie czuł się szczęśliwy w małżeństwie, nie potrafił inaczej niż wybrać najgłupiej jak się dało, czyli oszukiwac. Bał się o swoj wizerunek i zarazem bał się, że jeśli będzie próbował "załatwić" to uczciwie to Mama się załamie i będzie jeszcze gorzej, etc. etc.
to nie są zero-jedynkowe decyzje i sprawy.
Ja to wiem, a gdybym się uparła trwać w swoim cierpieniu i obwinianiu Ojca to miałabym wszelkie prawo by wojować tutaj z byłymi kochankami ramię w ramię z Wami, tylko nie widze powodu.
Mój Ojciec tak jak Twoj Ojciec, Auroro, żyją sobie od lat ze swoimi "nowymi" partnerkami. To oznacza, żę sa szczęśliwi. Czy wg Ciebie nie mają do tego prawa, bo kiedyś przysięgali coś przed ołtarzem naszym Mamom?
A co z uczuciami, z prawdą? Co jeśli wszystko się zdezaktualizowało w stosunku do czasu, kiedy te śluby brali.. czy w imię przysięgi, "dla dobra dzieci", itp. mieli w tym nieszczęśliwi trwać?
Długo mogłabym pisac, ale nie w tym rzecz.. Moje pytanie do Ciebie jest takie: Kiedy wybaczysz swojemu Ojcu, że nie potrafił byc szczęśliwy za pierwszym razem i dasz mu prawo do błędów?
ściskam i nie bierz tego jako atak, wiesz jak Cię lubię