Wanilko, to nie żaden wyjątek. Narcyz nie chce miłości, chce uwagi. Kiedy nie może zwrócić na siebie uwagi w pozytywny sposób, równie dobrze zadowoli się jakąkolwiek uwagą. Jeśli nie może mieć Twojego podziwu, zaakceptuje Twoją wściekłość. Ale musi do tego sprowokować Cię do jakiejś reakcji i odpowiedzi.
To jest jego cel - sprowokować reakcję, jakąkolwiek reakcję.
Wtedy w jego mniemaniu, ma nadal władzę nad Tobą, nadal to on podejmuje decyzje, a Ty jesteś słaba, naiwna, czy łatwa do zmanipulowania.
Zniszczenie normalnie zdrowej i szczęśliwej osoby dla niego jest rozrywką z której czerpie siłę.
Zapewne jesteś atrakcyjną, wartościową kobietą, bo inaczej taki zaburzeniec nie zainteresowałby się Tobą - zobacz ile znaczysz dla innych ludzi, ile miłości masz do ofiarowania temu, kto w końcu na nią zasłuży.
Z narcyzem nic nie wychodzi, ponieważ nic nie wyjdzie tam, gdzie nie ma miłości, a ich niezdolność do tego uczucia sprawia, że są po prostu nic nie warci.
Nikt nie wypełni pustki, tej czarnej, nienasyconej dziury (jak to nazwał nasz kolega Damian z forum), jaką jest dusza takiego człowieka.
Wanilko, to nie żaden wyjątek. Narcyz nie chce miłości, chce uwagi. Kiedy nie może zwrócić na siebie uwagi w pozytywny sposób, równie dobrze zadowoli się jakąkolwiek uwagą. Jeśli nie może mieć Twojego podziwu, zaakceptuje Twoją wściekłość. Ale musi do tego sprowokować Cię do jakiejś reakcji i odpowiedzi.
To jest jego cel - sprowokować reakcję, jakąkolwiek reakcję.
Wtedy w jego mniemaniu, ma nadal władzę nad Tobą, nadal to on podejmuje decyzje, a Ty jesteś słaba, naiwna, czy łatwa do zmanipulowania.
Zniszczenie normalnie zdrowej i szczęśliwej osoby dla niego jest rozrywką z której czerpie siłę.
Zapewne jesteś atrakcyjną, wartościową kobietą, bo inaczej taki zaburzeniec nie zainteresowałby się Tobą - zobacz ile znaczysz dla innych ludzi, ile miłości masz do ofiarowania temu, kto w końcu na nią zasłuży.
Z narcyzem nic nie wychodzi, ponieważ nic nie wyjdzie tam, gdzie nie ma miłości, a ich niezdolność do tego uczucia sprawia, że są po prostu nic nie warci.
Nikt nie wypełni pustki, tej czarnej, nienasyconej dziury (jak to nazwał nasz kolega Damian z forum), jaką jest dusza takiego człowieka.
jakie to prawdziwe... dokładnie tak jest ![]()
Hej Dziewczyny.
Dziękuję za ciepłe słowa:)
Dzisiaj mam gorszy dzień.Kontaktu nie mam od dwóch tygodni .Wpadłam w ogólne przygnębienie - taką pustkę.Na szczęście nie mam ciśnienia na kontakt z nim tzn. wiem ,że nie napiszę itp. ale nie mogę sobie poradzić z natarczywymi myślami.Porównuję się do dziewczyny , którą podobno kocha już od lat ale nie może z nią być bo jest zajęta , myślę o tych negatywnych rzeczach , które mi mówił.Czuję , że moje poczucie wartości sięga mchu ![]()
Staram się jakoś trzymać ale powiem Wam ,że nie jest lekko.Pewnie jak wrócę z pracy do domu to sobie poryczę ![]()
Pewnie odezwie się na dzień kobiet złożyć mi życzenia .Muszę się trzymać żeby nie wdać się w dyskusję.
Kocha? Tak, z pewnością ale siebie, a nie tę dziewczynę. Jeśli ona go nie chce, automatycznie staje się wyzwaniem - jest dla niego atrakcyjniejsza. Jeśli kiedykolwiek się to zmieni, skończy tak jak Ty i te poprzednie. Na prawdę jej tego zazdrościsz?
Porównywanie się do jego dziewczyn jest zupełnie bez sensu a rozmyślanie o tym, co Ci powiedział - głupie. Niepotrzebnie sama się katujesz i wpadasz w zły nastrój i zaniżasz swoją samoocenę.
A niska samoocena działa na zasadzie błędnego koła:
negatywne myśli na swój temat – niewiara we własne możliwości – wkładanie mniejszych wysiłków w wykonanie zadania – słabe efekty – przekonanie o własnej bezwartościowości – niska samoocena.
Jeśli tego nie przerwiesz w początkowej fazie, będziesz się tak kręcić w kółko.
Absolutnie zgadamsię z poprzedniczką.. nie bądź naiwna. myśl przede wszystkim osobie
526 2017-02-23 21:56:59 Ostatnio edytowany przez Unisa (2017-02-23 21:59:01)
Jestem tu nowa. Zanim zaczęłam pisać przeczytałam cały wątek. Dzięki za to forum i za ten temat.
Wreszcie po latach zrozumiałam o co chodziło w moim związku, a na pewno nie chodziło o mnie. Przerabiałam psychologa, psychotropy, przepłakane noce i dnie wypełnione złymi myślami, z których każda zaczynała się od : dlaczego. Zanim go poznałam byłam energiczna, przebojowa, otaczałam się ludźmi i nie powodziło mi się źle.Miałam za sobą małżeństwo zakończone rozwodem, ale na przyjacielskich warunkach. Mój mąż był po prostu normalnym człowiekiem, tylko miał inny pomysł na życie. Dzisiaj dopiero budzę się do życia po siedmioletnim letargu. Rozstanie z narcyzem nastąpiło przed ośmioma miesiącami ale dopiero od dwóch rozumiem że nie chcę już tak żyć i staram się wypłynąć na powierzchnię chociaż on co rusz mnie podtapia. Rozumiem Cię Wanilko w stu procentach i to co przechodzisz.
Ósemko dokładnie tak jak piszesz. Wszystko to wiem , tzn . mój rozum wie tylko ,że czasem przychodzą te chwile smutku , takiego załamania.
Cieszę się , że umiem się powstrzymać od kontaktu z nim.
W sumie to sama nie wiem co mnie tak smuci. Taka pustka .
Z tą dziewczyną to wiem ,że on jej nie kocha tylko tak mówi bo jest nieosiągalna.Podejrzewam też ,że interesuje się nią bo to partnerka jego najlepszego przyjaciela i pewnie chodzi o to ,że chce udowodnić sobie ,że jest od niego lepszy i odbić mu tą kobietę i wiem ,że miesza jej cały czas w głowie i bruździ im w związku więc w gruncie rzeczy to mi jej szkoda.No ale jak przychodzi dół to sobie tak myślę ,że może on ją faktycznie kocha........
Dla mnie jest to niewyobrażalne jak ktoś mógł mnie zniszczyć tak jednym słowem. Chodzi o to ,że on wiedział jak zniszczyć jednym słowem z uśmiechem na twarzy a później powiedzieć -" jesteś przewrażliwiona, przecież powiedziałem prawdę chyba to dobrze?"
No i nie można się do niczego przyczepić bo on mówi to tak ,że jak poczujesz się urażona to jest to twoja wina bo jesteś zbyt delikatna, obrażalska itd. a on jest taki szlachetny bo nic przed tobą nie ukrywa ....To takie słowa jak uderzenie pięścią .Tylko siniaków nie widać .Urazów w mojej psychice nikt nie zobaczy.Taka powolne zabijanie w białych rękawiczkach.Bez śladów.
Nie mogę pogodzić się z tym ,że jeśli ktoś kogoś pobije to może nawet iść do więzienia a jeśli ktoś "pobije " czyjąś psychikę to nawet nie poniesie za to kary bo wszystko można zrzucić na ofiarę.............
Dobrze ,że już go nie ma w moim życiu.Muszę przeczekać te trudne dni i będzie dobrze.
Unisa dobrze , że wyrwałaś się temu psychofagowi.
Niestety oni lubią tak " podtapiać " swoje ofiary
Tego nie da się zrozumieć.
Z tym kontaktem, to tak na dwoje babka wróżyła. Teraz Cię do niego nie ciągnie, bo on go nie inicjuje, ale uwierz mi, że gdyby było inaczej, to już takim łatwym by nie było.
Wiesz o tym, bo już to przeżyłaś, wiesz jak działa uzależnienie od takiego typa. Także przez jakiś czas bądź gotowa tak na prawdę na wszystko.
To, że "zakochał się w dziewczynie przyjaciela wcale mnie nie dziwi, bo po pierwsze on nie ma przyjaciół, po drugie dziewczyna jest niedostępna, więc może udawać miłość, po trzecie przyjaciel najprawdopodobniej czymś mu bardzo imponuje - w czymś jest lepszy od niego i ponieważ za wszelką cenę chce udowodnić przyjacielowi, że jest lepszy od niego, robi to w sposób jaki potrafi, czyli poprzez manipulację i chociaż to prymitywne działanie, jemu bardzo bliskie.
Widzisz, my postrzegamy takie osoby jako bardzo pewne siebie, mające wysokie poczucie własnej wartości, zadowolone z życia, bo na zewnątrz pięknie się prezentują a tak naprawdę żyją w ciągłym strachu i wszechobecnej paranoi, zazdroszczą wszystkim i wszystkiego, udawadniając sobie i innym swoją wyższość.
Taki człowiek nigdy nie przerwie tego wyścigu bo zdobywanie akceptacji otoczenia działa na niego jak narkotyk - uzależnia, ale nie zaspokaja.
Tak czy inaczej, Wanilko Ty już nad nim nie rozmyślaj, bo nie ma nad kim, naprawdę, on tej czarnej dziury, którą ma w sobie nie zapełni nikim i niczym, zawsze będzie czuł niedosyt - zawsze.
Zbliża się wiosna, zadbaj o siebie w pełnym tego słowa znaczeniu. Jesteś młoda, nie trać życia na takie dylematy, ciesz się nim.
Nie warto tracić swojej energii na kogoś, kto tak na prawdę powinien być dla Ciebie nikim .
Unisa, jeśli już wiesz z kim miałaś do czynienia, to połowa sukcesu. Teraz ważnym jest abyś wyzdrowiała i znalazła przyczyny, dlaczego przez taki długi czas w tym tkwiłaś. To ważne, żebyś nie wpadła w sidła kolejnego psychola.
Tak jak napisałaś Ósemeczko - połowa sukcesu. Dopóki czytam Wasze posty na forum i dopóki mam świadomość że TO się dzieje w życiu różnych osób to jestem pewna że mam do czynienia z Narcyzem. Ale kiedy zaczynam odczuwać samotność, to wtedy nachodzą mnie myśli, że to może moja wina, a on był w porządku. Paranoja. Był nawet taki czas, ze pamiętałam tylko dobre momenty chociaż było ich niewiele, widziałam go dosłownie wszędzie. Ale jedna rzecz mnie przekonuje,że znalazłam się na właściwym forum... To ja zerwałam, bo byłam juz cieniem samej siebie, bo poniżał mnie na każdym kroku, ale tak subtelnie, żeby nikt nie zauważył. Wygarnęłam mu, ze ma serce jak głaz i robi tylko to na co ma ochotę i ze zawsze tak będzie robił i że to koniec. Przestałam się kontaktować (ciężko bo łączy nas praca, ale w korporacjach takie rzeczy się udają). Odetchnęłam, zaczęłam żyć w miarę normalnie. Miesiąc później dostałam maila, że... przemyślał wszystko i podjął decyzję o naszym rozstaniu. I wiecie co? To mnie rozwaliło. Przestałam istnieć. Gdyby nie to że zachowałam korespondencję i wiem co mu napisałam to myślałabym, ze postradałam zmysły:( Osiągnął cel.
Unisa, fakt, że z nim pracujesz i czasami kontakt z nim jest nieunikniony, to dla Ciebie dodatkowa trudność. Tym niemniej bądź silna, nic bardziej ich nie wkurza jak brak zainteresowania.
Narcyz panicznie boi się odrzucenia, braku akceptacji i tego, że ktoś odkryje, że on wcale nie jest taki wspaniały. Jeśli więc nie otrzymuje tego czego chce, natychmiast zmienia otoczenie i szuka takiego, w którym będzie podziwiany i doceniany.
On nie potrafi zrozumieć potrzeb innych, nie wie, dlaczego zadaje komuś ból. Jest egoistą, egocentrykiem, jedynym jego celem jest wzbudzanie zachwytu - dla uwielbienia i publiczności zrobi wszystko.
Wyjście z takiego związku jest bardzo trudne, bo narcyz umiejętnie roztacza swój czar i za wszelką cenę będzie walczył o uwielbienie, które utracił. Pod płaszczem pewności siebie i przekonania o własnej wielkości tak na prawdę w ich duszy kryje się jedna dominująca cecha - złość.
Wszystko to prawda co piszesz. Od początku naszej znajomości dałam się nabrać na ten czar kilkaset razy... Chyba zauważyłam pewną prawidłowość przy naszych służbowych spotkaniach. Na poczatku, po rozstaniu, ilekroć było mi źle i nie umiałam tego ukryć, on tryskał humorem i był rozpromieniony. Ostatnio udaje mi się trochę panować nad emocjami i na spotkaniach uśmiecham się i żartuję. Kątem oka dostrzegłam, ze w takich momentach ma zbolałą minę. Próba szantażu emocjonalnego? Prawdziwe cierpienie to raczej nie jest:/
532 2017-02-25 00:20:47 Ostatnio edytowany przez Unisa (2017-02-25 00:24:07)
Spokojnej nocy i dzięki za wsparcie. Weekendy są chyba najgorsze...
Dziewczyny, ja się z tym zgadzam, co piszecie o dwulicowości narcyzów. Tylko jeden szkopuł - nie jest prawdą, że narcyzem jest osoba atrakcyjna fizycznie. Narcystyczne koleżanki, które znałam (wiele lat) wszystkie były właśnie NIEATRAKCYJNE, ani inteligentne, ani ładne ale potrafiły podjudzać i podpuszczać, tak aby kilka osób mieć po swojej stronie. I dla nich były przemiłe. Te osoby były tzw. przeciętniakami. Jak narcystyczną minęła ładna dziewczyna to narcystyczna już zaczynała swoje głupie grymasy i złośliwie coś pod jej adresem mówiła.
Według mojej oceny profil narcyza to właśnie osoba niezbyt atrakcyjna, ale pozerka, np. lubi otaczać się gadżetami, nowościami, drogimi rzeczami.
Osobiście spotkałam się z przypadkiem narcyza i do tego wampira emocjonalnego. Czerpał energie z mojego strachu i niepewności, dlatego często był wycofany. To ja miałam martwić się o jego samopoczucie i zabiegać o jego uwagę bo on ma tyle zajęć i pasji. Co ciekawe narcyz z bardzo niskim poczuciem własnej wartości.Tak tacy istnieją. Znów kłania się dzieciństwo. Dużo destrukcji w zachowaniu, czyli rozpaczliwy sposób zaspokajania braku uwagi, przede wszystkim miłości i bliskości. Czego nigdy nie dostał. Mistrz manipulacji...sam cierpiał na brak poczucia bezpieczeństwa i bał się tego, czego nie potrafił przewidzieć....pewnie też próbował mnie ukarać za wcześniejsze zachowanie..
Co ciekawe narcyz z bardzo niskim poczuciem własnej wartości.Tak tacy istnieją. Znów kłania się dzieciństwo. Dużo destrukcji w zachowaniu, czyli rozpaczliwy sposób zaspokajania braku uwagi, przede wszystkim miłości i bliskości. Czego nigdy nie dostał.
Narcyza boli właśnie to, że czuje się gorszy od kogoś. A z tym brakiem miłości rodzicielskiej - to nie zawsze jest główna przyczyna zaburzenia. Znałam osobę, za którą matka latała, wszystko kupowała, przed ludźmi wychwalała córkę, kłamiąc o jej osiągnięciach a ta osoba była wredna już do koleżanek w przedszkolu - jadła obiady z kucharkami bo dzieci jej nie lubiły. A nie lubiły, bo była wredna i rozpieszczona. Wyrosła na koszmarnego narcyza. Jak wspominam jej zachowanie to jakby była chora psychicznie.
alcybiades napisał/a:Co ciekawe narcyz z bardzo niskim poczuciem własnej wartości.Tak tacy istnieją. .
Narcyza boli właśnie to, że czuje się gorszy od kogoś. ...
Każdy narcyz ma niską samoocenę, on tylko sprawia wrażenie stale zadowolonego, nie mającego żadnych kłopotów. To takie ukrycie tego, co tam w środku siedzi.
A siedzi wiele lęku - lęku, że nie znajdzie akceptacji w oczach innych, obawa o to, iż wydarzy się coś, przez co inni odkryją, że nie jest wcale taki idealny.
Dlatego też ma ciągłą potrzebę przyglądania się sobie w cudzych oczach – otrzymywania potwierdzenia swojego istnienia poprzez reakcje innych.
Wynika to z niczego innego, jak bardzo niskiego poczucia własnej wartości.
Można dać się nabrać. Masz wrażenie, że jest zakochany w Tobie, a tak naprawdę kocha Twoje uczucie do niego. Delektuje się uwielbieniem ze strony drugiej osoby. Jeśli jest zazdrosny, to nie jest oznaka miłości, a raczej zaborczości - jak ktoś ma prawo naruszać jego własność... On z kolei może adorować w Twojej obecności kogo chce. Zupełnie jak w piosence Ani Wyszkoni...
Z nich czasami, odruchowo i krótkotrwałe wpływa to poczucie niższości, kompleksy. Nawet coś powiedzą o sobie przesadnie krytycznego. Ktoś,kto jeszcze nie połapał się w mechanizmie ich funkcjonowania, może dać się nabrać i pomyśleć, biedny człowiek, ma kompleksy, jest zagubiony. Może wtedy próbować narcyzika pocieszyć, powiedziec, że nie jest tak źle. I wtedy narcyzik pac po łbie! Zaczyna odwalac brzydki numer lub grać cwaniaka i zachowywać się pewnie siebie. Bo jak pisałam, to krótkotrwała chwila słabości. Trzeba dalej kreować obraz zaje..... Fajnego człowieka, szukać potwierdzenia atrakcyjnosci.
Z nich czasami, odruchowo i krótkotrwałe wpływa to poczucie niższości, kompleksy. Nawet coś powiedzą o sobie przesadnie krytycznego. Ktoś,kto jeszcze nie połapał się w mechanizmie ich funkcjonowania, może dać się nabrać i pomyśleć, biedny człowiek, ma kompleksy, jest zagubiony. Może wtedy próbować narcyzika pocieszyć, powiedziec, że nie jest tak źle. I wtedy narcyzik pac po łbie! Zaczyna odwalac brzydki numer lub grać cwaniaka i zachowywać się pewnie siebie. Bo jak pisałam, to krótkotrwała chwila słabości. Trzeba dalej kreować obraz zaje..... Fajnego człowieka, szukać potwierdzenia atrakcyjnosci.
Narcyz w ramach pozerstwa na pokrzywdzonego usiłuje obgadać osobę, na którą chce wylać swoją frustrację, nienawiść, złość i zazdrość. To ona go skrzywdziła. Im więcej osób przyłączy się do niego tym bardziej będzie zadowolony. Tylko głupi są Ci ludzie, którzy tak łatwo dają się manipulować narcyzom i lecą dowalić niewinnej osobie, zwykle nawet nie wiedzącej co narcyz mówi o niej za plecami. A narcyz lubi napuszczać ludzi na osobę, której zazdrości. Czuje się wtedy lubiany, silny i ten komu zazdrości został upokorzony-narcyz czuje się spełniony.
Indywidualistka_87 napisał/a:Z nich czasami, odruchowo i krótkotrwałe wpływa to poczucie niższości, kompleksy. Nawet coś powiedzą o sobie przesadnie krytycznego. Ktoś,kto jeszcze nie połapał się w mechanizmie ich funkcjonowania, może dać się nabrać i pomyśleć, biedny człowiek, ma kompleksy, jest zagubiony. Może wtedy próbować narcyzika pocieszyć, powiedziec, że nie jest tak źle. I wtedy narcyzik pac po łbie! Zaczyna odwalac brzydki numer lub grać cwaniaka i zachowywać się pewnie siebie. Bo jak pisałam, to krótkotrwała chwila słabości. Trzeba dalej kreować obraz zaje..... Fajnego człowieka, szukać potwierdzenia atrakcyjnosci.
Narcyz w ramach pozerstwa na pokrzywdzonego usiłuje obgadać osobę, na którą chce wylać swoją frustrację, nienawiść, złość i zazdrość. To ona go skrzywdziła. Im więcej osób przyłączy się do niego tym bardziej będzie zadowolony. Tylko głupi są Ci ludzie, którzy tak łatwo dają się manipulować narcyzom i lecą dowalić niewinnej osobie, zwykle nawet nie wiedzącej co narcyz mówi o niej za plecami. A narcyz lubi napuszczać ludzi na osobę, której zazdrości. Czuje się wtedy lubiany, silny i ten komu zazdrości został upokorzony-narcyz czuje się spełniony.
Potrzebuje takich klakierów - choć uważa ich za głupich i naiwnych.
541 2017-05-03 16:53:15 Ostatnio edytowany przez Elya (2017-05-03 16:55:07)
Potrzebuje takich klakierów - choć uważa ich za głupich i naiwnych.
To by było myślenie wyrachowanego ale nie psychicznego a narcyz tak bardzo żyje w zaprzeczeniu, że sam wierzy w to, co wymyśla - że jak coś robi źle to wina innych, że jak ktoś wymaga od niego konsekwencji za swoje czyny to robi mu krzywdę. On naprawdę myśli, że jak ktoś jest od niego w czymś lepszy, lepiej wygląda to robi mu krzywdę i jest zły. I należy go za to karać. Narcyzm to zaburzenie. Nie da się logicznie narcyzowi wytłumaczyć. Jest chory. Pod tym względem podobny jest do schizofreników, osób z psychozą. Wszystkich ich łączy egocentryzm i niezdolność do widzenia rzeczywistości.
Narcyz nigdy się nie przyzna przed samym sobą, że znęca się nad niewinnym.
UWitam, przez przypadek trafilam na ten temat i postanowilam sie wypowiedziec. Mam podejrzenia, ze mezczyzna z ktorym spotykam sie od kilku miesiecy jest narcyzem ale oczywiscie nie jestem pewna. Poznalam go przez Internet. Pierwsze spotkanie, súper, nie moglismy sie rozstac. Po spotkaniu pisal,, dzwonil. Bylam nim zauroczona, on wiele lat starszy ode mnie, wyksztalcony, na wysokim stanowisko, z klasa. Myslalam, ze Pana Boga zlapalam za nogi. Zastanowilo mnie dlaczego w zasadzie caly czas mowi o sobie, ale uznalam ze chce wywrzec na mnie dobre wrazenie. Mnie w zasadzie o nic nie pytal. Poskarzyl sie na,swojego pecha do kobiet. Byla zona sie nim znudzila, kolejna partnerka go zdradzila dwa razy. Zrobilo mi sie go zal i nie moglam zrozumiec dlaczego te kobiety go tak portaktowaly.
Spotykalismy sie regularnie, codziennie dostawalam od niego smski na dzien dobry i na dobranoc. Mowil ze jestem wspaniala. Poszlismy do lozka, cudowny sex. Zaczelam sie w nim zakochiwac i wtedy cos zaczelo sie dziac. Przestal sie odzywac do mnie, spotkania byly coraz rzadsze. Nie odpisywal mi na wiadomosci. Gdy sie spotkalismy caly czas mowil tylko o sobie, mi nie dawal dojsc do slowa. Obgadywal swojego brata, ktory byl przedstawiany jako nieudacznik. Natomiast on jako czlowiek sukcesu. Wiele mi obiecywal, lecz nic z tego nie zrealizowal.
Raz nie odzywal sie kilka dni, napisalam mu ze tak byc nie moze , ze odzywa sie kiedy chce. Od razu mnie zaatakowal, powiedzial ze to moja wina. Ze to ja spotykam sie z nim kiedy mi pasuje, ze sie nim bawie. Oczywiscie bylo dokladnie na odwrot. Zrzucil swoja wine na mnie. Oczywiscie ja glupia sie przed nim tlumaczylam, on mi wybaczyl i spotykalismy sie dalej raz na dwa tygodnie. Na spotkaniach probowalam z nim rozmawiac, obiecywal ze wszystko sie zmieni, ze bedzie dzwonil i pisal do mnie. I co, po spotkaniu znikal. Gdy mialam szczescie to odpisywal mi na wiadomosci, jednak coraz czesciej po prostu je ignorowal.
Myslalam nawet, ze kogos ma na stale a mnie na boku, ale zabral mnie do rodziny na wielkanoc. Oj jak sie ucieszylam ze Nasz zwiazek sie rozwija. Przy rodzinie caly czas mnie przytulal i calowal , Jaka bylam szczesliwa. A,po wielkanocy zniknal na dwa tygodnie.
Smieje sie z innych ludzi, gdy sie z nim w czymkolwiek nie zgadzam to od razu sie denerwuje. Najlepiej zebym siedziala i sluchala go z uwielbieniem.
Dzis mu napisalam, ze nie widze sensu tego zwiazku, wygarnelam mu co mi sie nie podoba w jego zachowaniu ( nie odzywanie sie, bardzo rzadkie spotkania, nie odpisywanie). Zobaczymy co zrobi jak odczyta wiadomosc. Co do pisania, my uzywamy aplikacji whatsapp. Whatsapp pokazuje, gdy ktos odczytal wiadomosc. On robi tak, ze czesto widze go online natomiast moje wiadomosci zostawia bez odczytania nawet po kilka dni. Pozniej tlumaczy sie ze nie wiedzial, ze do niego pisalam.
543 2017-05-17 13:11:54 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2017-05-17 13:12:59)
UWitam, przez przypadek trafilam na ten temat i postanowilam sie wypowiedziec. Mam podejrzenia, ze mezczyzna z ktorym spotykam sie od kilku miesiecy jest narcyzem ale oczywiscie nie jestem pewna. Poznalam go przez Internet. Pierwsze spotkanie, súper, nie moglismy sie rozstac. Po spotkaniu pisal,, dzwonil. Bylam nim zauroczona, on wiele lat starszy ode mnie, wyksztalcony, na wysokim stanowisko, z klasa. Myslalam, ze Pana Boga zlapalam za nogi. Zastanowilo mnie dlaczego w zasadzie caly czas mowi o sobie, ale uznalam ze chce wywrzec na mnie dobre wrazenie. Mnie w zasadzie o nic nie pytal. Poskarzyl sie na,swojego pecha do kobiet. Byla zona sie nim znudzila, kolejna partnerka go zdradzila dwa razy. Zrobilo mi sie go zal i nie moglam zrozumiec dlaczego te kobiety go tak portaktowaly.
Spotykalismy sie regularnie, codziennie dostawalam od niego smski na dzien dobry i na dobranoc. Mowil ze jestem wspaniala. Poszlismy do lozka, cudowny sex. Zaczelam sie w nim zakochiwac i wtedy cos zaczelo sie dziac. Przestal sie odzywac do mnie, spotkania byly coraz rzadsze. Nie odpisywal mi na wiadomosci. Gdy sie spotkalismy caly czas mowil tylko o sobie, mi nie dawal dojsc do slowa. Obgadywal swojego brata, ktory byl przedstawiany jako nieudacznik. Natomiast on jako czlowiek sukcesu. Wiele mi obiecywal, lecz nic z tego nie zrealizowal.
Raz nie odzywal sie kilka dni, napisalam mu ze tak byc nie moze , ze odzywa sie kiedy chce. Od razu mnie zaatakowal, powiedzial ze to moja wina. Ze to ja spotykam sie z nim kiedy mi pasuje, ze sie nim bawie. Oczywiscie bylo dokladnie na odwrot. Zrzucil swoja wine na mnie. Oczywiscie ja glupia sie przed nim tlumaczylam, on mi wybaczyl i spotykalismy sie dalej raz na dwa tygodnie. Na spotkaniach probowalam z nim rozmawiac, obiecywal ze wszystko sie zmieni, ze bedzie dzwonil i pisal do mnie. I co, po spotkaniu znikal. Gdy mialam szczescie to odpisywal mi na wiadomosci, jednak coraz czesciej po prostu je ignorowal.
Myslalam nawet, ze kogos ma na stale a mnie na boku, ale zabral mnie do rodziny na wielkanoc. Oj jak sie ucieszylam ze Nasz zwiazek sie rozwija. Przy rodzinie caly czas mnie przytulal i calowal , Jaka bylam szczesliwa. A,po wielkanocy zniknal na dwa tygodnie.
Smieje sie z innych ludzi, gdy sie z nim w czymkolwiek nie zgadzam to od razu sie denerwuje. Najlepiej zebym siedziala i sluchala go z uwielbieniem.
Dzis mu napisalam, ze nie widze sensu tego zwiazku, wygarnelam mu co mi sie nie podoba w jego zachowaniu ( nie odzywanie sie, bardzo rzadkie spotkania, nie odpisywanie). Zobaczymy co zrobi jak odczyta wiadomosc. Co do pisania, my uzywamy aplikacji whatsapp. Whatsapp pokazuje, gdy ktos odczytal wiadomosc. On robi tak, ze czesto widze go online natomiast moje wiadomosci zostawia bez odczytania nawet po kilka dni. Pozniej tlumaczy sie ze nie wiedzial, ze do niego pisalam.
Typowy narcyz. Typowa strategia uwiedzenia (zdobycie ofiary do pompowania ego), potem nagłe wycofanie się, manipulacja, odwracanie kota ogonem, agresja i atak. A potem rzucenie kilku ochłapów, aby się osobnik uspokoił i nadal orbitował wokół księcia. Jesteś dla niego tylko zabaweczką, kwiatkiem do kożucha, nic tu więcej nie ma. Jesteś wpuszczana w maliny i radzę jak najszybciej uciąć kontakt, zablokować wszędzie i zapomnieć.
Cóż, tak już z nimi jest - ukrywają swoje problemy z nawiązywaniem więzi za olśniewającymi fasadami. Często mają dynamiczne osobowości, osobowości zwycięzców - dominują. A ponieważ spala ich żądza władzy, pieniędzy i prestiżu, wielu osiąga znaczne sukcesy.
Ich związki opierają się na zainteresowaniu własną osobą - taki mężczyzna wyłącznie bierze. Ty go słuchasz, on nigdy nie słucha Ciebie. Ponieważ inni stanowią najwyżej jego satelity, a nie istoty posiadające swoje prawa, nie widzi, że i Ty możesz czegoś potrzebować.
A skoro nie potrafi się wczuć w Twoją sytuację - nie liczy się z Tobą ani Twoimi uczuciami. Ostro też reagują na najlżejszą krytykę.
Lubią pokazywać się z kobietami atrakcyjnymi, gdyż uważają, że doda im to prestiżu.
Niestety, ledwo taki Cię zdobędzie, traci dla Ciebie cały podziw - choćby wcześniej bardzo cię podziwiał. Odpowiada im sam podbój, mają dzięki niemu poczucie władzy i panowania nad kobietami. Dlatego z nimi jest zabawa w ciepło- zimno.
"Związek" - odradzam.
nigdy nie miałam styczności z takimi ludźmi, nie spotkałam nigdy kogoś takiego.
Czytalam wiekszosc postow tutaj i zastanawia mnie jedno, czy kobiety ktore byly w związkach z narcyzami, mówily im wprost co im w ich zachowaniu nie pasuje. Mam wrazenie, ze malo ktora mowila o tym wprost.
Mnie najbardziej niepokoi, ze moze po jakims czasie znowu sie do mnie odezwać . Dopóki milczy , jakos się trzymal ale nie wiem co zrobie jak napisze.
Kilka dni temu bylo tak, ze zdenerwowal mnie i nie odpisalam mu na wiadomosc. Wieczorem napisal jeszcze raz, byl bardzo mily. A gdy nie odpisalam to zadzwonil. Obawiam sie, ze gdy mu nie odpisze to moze ,,walczyc " o przywrócenie kontaktu. A czy ja bede na tyle silna zeby sie odciąć , wątpię. Niestety, mam deficyty z dziecinstwa; brak ojca, matka ktora mi ublizala na kazdym kroku. Wiem o tym i staram się z tym walczyc, czytam ksiazki, oglądam filmy na ten temat. Mam wiedzę, ale zarazem boje sie, czy bede potrafila zerwac z nim kontakt jak napisze. A moze jednak tak się nie stanie, moze po prostu znudzil się mną i odszedl bez slowa.
Jeśli nie chcesz się od niego odciąć, to możesz jeździć dalej na tej karuzeli emocji i przez następne 50 lat.
Albo nawet do końca życia.
Narcyz bardzo często właśnie literalnie walczy o przywrócenie kontaktu, wtedy kiedy ofiara mu się wymyka.
Ale jedynie, WYŁĄCZNIE po to, żeby ten kontakt później zerwać samemu.
To czego nie może znieść, to odtrącenie, zerwanie relacji przez partnerkę.
Ich się nie porzuca. To oni porzucają.
Jeśli Ty zerwiesz z nim pierwsza, on będzie pracował nad doprowadzeniem do sytuacji, w której to on będzie mógł porzucić Ciebie.
Jeśli do tego dojdzie - natychmiast straci zainteresowanie. Nie podejmie już z Tobą kontaktu, a takie próby z Twojej strony będzie ucinał.
Mam nadzieję, ze dla mojego dobra juz więcej się nie odezwie. Tak jak pisalam jestem w stanie kontrolować zeby nie szukac z nim kontaktu, natomiast nie wiem co zrobie gdy on zacznie do mnie pisać i dzwonić.
Czy narcyzi w chwili zakończenia znajomosci, jakos się tlumaczą, czy raczej znikają bez slowa ? Ten ,,Mój" od kilku dni bez powodu omija moje wiadomosci, nie otwiera ich. Tak jak wczesniej pisalam, wczoraj mu napisalam ze nie widzę sensu takiej znajomosci i zeby mi napisal jak on to widzi, ale oczywiscie rowniez jej nie otworzyl. Kiedys tez tak bylo to twierdzil, ze niby nie widzial moich wiadomosci na whatsapp....
Nie tłumaczą się, bo nie mają ani z czego się tłumaczyć, ani komu.
Znikają bez słowa, ale jeśli ofiara nie wróci dostatecznie szybko - to odnawiaja kontakt tak, jakby się nic nie stało - przyjaźnie lub czule zagadujac.
Twój narcyz będzie lekceważyl wiadomości od Ciebie do momentu aż nie przestaniesz pisać. Kiedy przestaniesz - on ponownie nawiąże kontakt.
Jeśli zapytasz dlaczego nie odpisywal, usłyszysz jak bardzo był zapracowany, nie miał czasu, bądź ich nie dostał.
Ale musisz skruszec, musisz wpaść już w ten stan emocjonalnego głodu, tak od razu nie podejmie znowu kontaktu.
Dopiero kiedy wyczuje, że nadszedł odpowiedni moment.
Swoją drogą, nie bardzo rozumiem co to znaczy, że nie szukasz z nim kontaktu, ale ciągle piszesz do niego
Wyslalam mu dwie wiadomosci, jedną w niedzielę, gdy jeszcze myslalam ze wszystko jest dobrze miedzy nami ( nic nie zapowiadalo, ze się wycofa) i drugą dwa dni temu, ze sobie nie zycze takiego zachowania i nie widze sensu takiego związku. Tak jak pisalam, obu wiadomosci nie otworzyl mimo ze byl online. Nie będę więcej pisać do niego. Jak on mnie denerwuje, ze jest taki pewien siebie. Uwaza, ze wszystko wie najlepiej. Moja przyjaciólka , gdy go poznala stwierdzila ze jest wręcz arogancki. Od razu się denerwuje, gdy ktos się z nim nie zgadza. Udaje swietnego faceta z nienagannymi manierami: zawsze przysuwa krzeslo w restauracji, podaje plaszcz, przyjezdza i odwozi samochodem. Do tego snul wiele planów dotyczących wspólnych weekendów, wakacji. Mówil , ze marzy o stalym związku ze mną. Czuję się podle oszukana. Poznal mnie w trudnym momencie zyciowym, po smierci mojego partnera. I tak mną zamotal, ze wpadlam w jego sieci. A nie bylo to trudne, bo przez moje deficyty z dziecinstwa od dawna pociągali mnie niedostepni mezczyzni. Nie chwaląc się, jestem atrakcyjną kobietą i mam wielu adoratorów, którzy ciągle dzwonią i piszą do mnie. Natomiast on nigdy mi się nie narzucal , od początku musialam poczekać na wiadomosc od niego. To wlasnie sprawilo, ze wydal mi się taki interesujący. A do tego wspaniale mnie traktowal gdy się spotykalismy.
551 2017-05-18 09:25:53 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2017-05-18 09:26:22)
Taaaak, skąd ja to znam.
I jeszcze całowanie w rękę, jako wisienka na torcie nienagannego i nadskakującego zachowania ...
Taaaak, skąd ja to znam.
I jeszcze całowanie w rękę, jako wisienka na torcie nienagannego i nadskakującego zachowania ...
otwieranie drzwi, przepuszczanie, przysuwanie krzesła, pomaganie w zakładaniu płaszcza, podawanie ręki przy wysiadaniu z tramwaju itd itp - co nie przeszkadzało w ciagnięciu za włosy, wyzywaniu i innej przemocy
Z tego co widzę to nienaganne maniery są cechą wspólną narcyzów. Tak samo jak i agresja. Ten Mój przy mnie i przy koledze krzyczal na swojego brata. Widac bylo, ze brat się go boi i slucha.
Z tego co widzę to nienaganne maniery są cechą wspólną narcyzów. Tak samo jak i agresja. Ten Mój przy mnie i przy koledze krzyczal na swojego brata. Widac bylo, ze brat się go boi i slucha.
Potwierdzam, gentelmen w pełnej krasie, szczególnie na etapie uwodzenia i dla wizerunku zewnętrznego. Jednocześnie ogromne pokłady agresji.
Co do kontaktu. Strategia push-pull, do momentu przesiadki na inny obiekt - zawsze tak to działa.
Niestety, ale ten człowiek bardzo mocno siedzi w Tobie i jeśli nie zrobisz sobie mocnego postanowienia, że usuwasz go z życia, będziesz się tak męczyć wiele miesięcy i lat.
To jest schemat uzależnienia.
555 2017-05-19 21:55:37 Ostatnio edytowany przez Leticia 26 (2017-05-19 21:57:47)
Leticia 26 napisał/a:Z tego co widzę to nienaganne maniery są cechą wspólną narcyzów. Tak samo jak i agresja. Ten Mój przy mnie i przy koledze krzyczal na swojego brata. Widac bylo, ze brat się go boi i slucha.
Potwierdzam, gentelmen w pełnej krasie, szczególnie na etapie uwodzenia i dla wizerunku zewnętrznego. Jednocześnie ogromne pokłady agresji.
Co do kontaktu. Strategia push-pull, do momentu przesiadki na inny obiekt - zawsze tak to działa.
Niestety, ale ten człowiek bardzo mocno siedzi w Tobie i jeśli nie zrobisz sobie mocnego postanowienia, że usuwasz go z życia, będziesz się tak męczyć wiele miesięcy i lat.
To jest schemat uzależnienia.
Od poczatku mialam wrazenie, ze manipuluje kontaktem ze mną. Tak jak piszesz push pull. Teraz, gdy się nie odzywa to mam wręcz objawy uzaleznienia, uczucie niepokoju, zle spię. Nawet nie wiem kiedy i jak zdolalam się uzaleznic od niego. To jest wręcz chore. Ja wyksztalcona kobieta, interesuje się psychologia a dalam mu się tak podejsc. W dodatku wczesniej nie pisalam ale ten mezczyzna jest niestrakcyjny. Ma nadwage, starszy ode mnie o kilkanascie lat, duzy brzuch. Ja natomiast dbam o siebie, chodzę na silownie. Biegam. Nie rozumiem jak moglam tak latwo dać się omotac takiemu facetowi.
556 2017-05-29 09:30:24 Ostatnio edytowany przez Elya (2017-05-29 09:30:53)
Jejku, a tu ciągle to samo. Kolejna osoba z dziwnym problemem z samą sobą. Prawdziwe problemy z narcyzem ma ten, kto odcina się ale narcyz go nachodzi, np. ciotka, siostra - to dopiero jest problem. Wtedy fizycznie nie ma jak się odseparować albo gdy ma się osobę zaburzoną w pracy. Jakiegos faceta nie wpuszczasz do domu, nie odpisujesz, nie inicjujesz kontaktu. Nie musisz o nim myśleć. Mam wrażenie, że niektóre kobiety, które tu piszą chcą tylko przedłużyć swoje uwięzienie w swoim narcyzie.
Dziewczyny, kobiety cudowne... bo tylko takie wpadają w sidła tych emocjonalnych zwyrodnialców..... Jestem świeżo po zakończeniu 5 letniej relacji z narcyzem. 5 lat smutku, zamartwiania się i bezusyannego zadawania sobie pytania "czy on mnie kocha?,czy pokocha?". Podtrzymywało to uzależnienie od seksu z nim bo uważam, że to potrafią najlepiej... Ja bez miłości nie umiałabym być namiętna, im nie sprawia to najmniejszego problemu. Jeżeli czujecie, że cierpicie, uciekajcie gdzie pieprz rośnie... trzeba całkowicie zamknąć kontakty... Ja się modliłam prostymi słowami, jakby wbrew sobie, powtarzałam jak mantrę "Boże, uwolnij mnie od niego".... Nie zostałam wysłuchana od razu... bo trzeba do tego dojrzeć... Ale warto.... życie jest jedno i nie można pozwolić go sobie zniszczyć przez tych zakompleksionych łajdaków psycholi
A ten Twój kwiatuszek to znalazł inną, umarł czy uciekłaś od niego na koniec świata? - bo w każdym innym przypadku nie masz gwarancji, że się nie pojawi znowu, po to aby jeszcze trochę podręczyć.
Mój kwiatuszek może się jeszcze pojawić... Ale we mnie na szczęście coś pękło... w końcu umarła nadzieja.... z tym było najtrudniej.... Życzę Wszystkim, Które nie poprzecinały jeszcze wszystkich nitek, żeby naprawdę modliły się o uwolnienie od tych bezdusznych lowelasów... Nie myślcie, że Wasz może jednak jest trochę inny, że Wasza miłość go przemieni...gówno prawda. To iluzja. Oni nie potrafią, tym właśnie się charakteryzują.
Przecież oni nie muszą szukać... mają zawsze przygotowane alternatywy... Moje odejście było procesem... przygotowywałam i siebie i jego...Jeszcze miałam na tyle siły żeby opowiedzieć mu o narcyźmie.... Na początku był zszokowany, że go rozpracowałam, nawet przez moment zaczął zastanawiać się nad sobą... Ale dosyć szybko to wszystko odrzucił i zaczął szukać odreagowania u boku innej.
561 2017-08-23 11:16:27 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-23 18:25:57)
Witajcie, trafiłam tu 2 lata za późno. Przeczytałam wszystkie historie. Chciałabym napisać, jak to wygląda z punktu widzenia tej "zapasowej", a nie "głównej". Tak dla pełnego obrazu
Pominę "miesiąc miodowy", było to cudowne pól roku, kiedy Narcyz zadawał sobie b. wiele trudu, żeby ukryć przede mną swoje prawdziwe oblicze i życie, głownie za pomocą "jestem taki zapracowany", "odwiedziła mnie matka" (potem dowiedziałam się, że akurat "główna", z którą nie mieszkał, miała kłopoty ze zdrowiem rodziców i przeprowadzką córki, więc miał ułatwioną sytuację). Stopniowo odkrywałam w bólu i szoku, że nie jestem jedyna, potem próbowałam ustalić, jakie miejsce zajmują poszczególne kobiety, która z nich jest główna i jak wiele dla niego znaczy. Byłam tak obłąkana, że cieszyłam się, że jestem na "drugim miejscu" w tym haremiku i że ta główna to nie żona! Postanowilam zagrać va banque: Zażądałam szacunku dla siebie i dla Niej i zadeklarowałam, że to koniec. No i się zaczęło: tresura w sposób typowy dla Narcyza, o czym jeszcze wówczas nie wiedziałam...
Narcyz nigdy nie wydawal się zażenowany oszustwem i nigdy za nie nie przeprosił. Stwierdził, że "teraz trzeba się mną bardziej troskliwie zająć, bo przeżyłam szok" i zaproponował, żeby nie zrywać relacji, bo tyle nas łączy... Polegała ona na tym, ze ciągle byłam tresowana jak pies Pawłowa do reakcji "walka/apatia" i teraz nie umiem już funkcjonować inaczej. Byłam przekonana, ze mam chorobę dwubiegunową (depresja/mania). Znał moje wszystkie słabe punkty, bo zaufałam mu w tych pierwszych miesiącach absolutnie i za ich pomocą mnie cały czas tresował, jak mu pasowało: "może znów będzie tak fajnie, jak na początku.......gdybyś tylko miała/była..., ale przecież nic nie obiecywałem..."
Byłam "druga w kolejce", a czasami trzecia, zależnie od różnych czynników, które były mętnie i niespójnie sygnalizowane, czasem było to coś we mnie (np. nieodchowane dziecko, mankamenty urody czy charakteru), a czasem czynniki zewnętrzne (on i jego związek, wyroki boże itp). Na zmianę walczyłam ze swoimi wyimaginowanymi wadami i wpadałam w depresję, bo "nic się nie da zrobić". Poddawana byłam ciągłemu porównywaniu fizycznemu i psychicznemu (obecna "głowna", ostatnia ex, jakieś znajome z pracy, które ponoć tylko czekają na moje miejsce i jeszcze dodatkowo przedostatnia ex, która jest przekonana, że właśnie wracają do siebie. O innych nie wiem, ale pewnie tez były). Dawanie i odbieranie nadziei, okresy wzmożonego zainteresowania przeplatały z oziębłością bez żadnej przyczyny. Wpuszczanie w tajemnice, o których (podobno) nie wie nawet "głowna" i udawanie w pracy, że ledwo się znamy. Nie wiesz, kim dla niego jesteś i wątpisz, ile jesteś warta jako kobieta, zaczynasz podejrzewać u siebie zaburzenie osobowości. Próbujesz zerwać kontakt, ale on pisze "Całkiem to sie nie da zerwać" i karmi cię czułymi "dobranoc". Obsesyjnie próbujesz się dowiedzieć, na czym polega związek "głowny", że jest mu tam lepiej, niż mogłoby byc z tobą. Jesteś karmiona od czasu do czasu negatywnymi opiniami o "głownej" i "satelitkach', żebyś czuła, że jeszcze jeden wysiłek i możesz mieć przewagę. Finansowo robisz wszystkie głupstwa, żeby wygrać: inwestujesz w wygląd absurdalną część swojej pensji, wyszukujesz mu prezenty, za które nawet nie dziękuje i wczasy, na które nie jedzie, bo się nie zgrały z "głowną" albo "udawaniem wracania do ex". Tryb walki "będę za wszelką cenę ładniejsza, zgrabniejsza, bardziej interesująca, zabiorę go w cudowne miejsce, odgadnę, co chciałby na urodziny, nauczę kochać naprawdę" przekształca się w ataki agresji albo autoagresji, bo zdajesz sobie sprawę, ze nie ma nagrody w tym wyścigu i że to psychopata . Błagasz, żeby przestał oszukiwać te wszystkie kobiety, próbujesz uświadomić, że używa kobiet jak rzeczy, bo może on tego nie wie.... i jesteś karana oziębieniem kontaktu. Zaniedbujesz emocjonalne potrzeby dziecka, bo myślisz tylko o swoim stanie emocjonalnym i o tym, na którym jesteś miejscu w wyścigu szczurzyc. Przenosisz agresję na inną kobietę, zamiast na niego. Lżysz 'główną' w myślach, a potem pękasz i lżysz ją w smsach do niego albo na FB. Sledzisz obsesyjnie pozostałe kobiety w sieci albo wręcz pod jego domem. Izolujesz się od przyjaciół, okłamujesz rodzinę, żeby ci nie powiedzieli, że tkwisz w chorym układzie. Nie masz już nikogo oprócz swojego dręczyciela. Wydzwaniasz. Piszesz setki maili. Przepraszasz go za agresję i błagasz o szansę, żeby dalej stać w tej kolejce. Pozwala ci. Wyjeżdżacie gdzieś razem, darowuje ci jeden cudownie-potworny dzień. Potem on znika, bo już nie jesteś potrzebna. Cykl się powtarza.
DWA LATA.
Skonczyło się okropnie: wszystkimi psychicznymi i fizycznymi objawami PTSD po długotrwalej przemocy emocjonalnej, łącznie z samookaleczeniami , moją napaścią na "głowną", pisaniem do "satelitek"oraz byłej i oskarżeniem mnie o stalking, co ma reperkusje w pracy.
Wyciągnijcie wnioski, dziewczyny.
562 2017-08-23 11:32:42 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-23 15:22:15)
Czytalam wiekszosc postow tutaj i zastanawia mnie jedno, czy kobiety ktore byly w związkach z narcyzami, mówily im wprost co im w ich zachowaniu nie pasuje. Mam wrazenie, ze malo ktora mowila o tym wprost.
Mnie najbardziej niepokoi, ze moze po jakims czasie znowu sie do mnie odezwać . Dopóki milczy , jakos się trzymal ale nie wiem co zrobie jak napisze.
Kilka dni temu bylo tak, ze zdenerwowal mnie i nie odpisalam mu na wiadomosc. Wieczorem napisal jeszcze raz, byl bardzo mily. A gdy nie odpisalam to zadzwonil. Obawiam sie, ze gdy mu nie odpisze to moze ,,walczyc " o przywrócenie kontaktu. A czy ja bede na tyle silna zeby sie odciąć , wątpię. Niestety, mam deficyty z dziecinstwa; brak ojca, matka ktora mi ublizala na kazdym kroku. Wiem o tym i staram się z tym walczyc, czytam ksiazki, oglądam filmy na ten temat. Mam wiedzę, ale zarazem boje sie, czy bede potrafila zerwac z nim kontakt jak napisze. A moze jednak tak się nie stanie, moze po prostu znudzil się mną i odszedl bez slowa.
Leticia, ja mówiłam Mojemu Narcyzowi wprost przez dwa lata, żądałam szacunku, uświadamiałam, że nie wolno traktować kobiet jak rzeczy, wówczas była, za karę "odcinana", albosłyszałam "opanuj się" albo sugerował, ze "robię się toksyczna", że mnie zastąpi dowolną inną. Ale wszystko z niezachwianym spokojem, nazywał to "konsekwencjami mojego zachowania:". Oni sobie doskonale zdają sprawę z tego, co tworzą tym wszystkim kobietom i karmią się tym. Z oskarżeń o kłamstwo nic sobie nie robił, nigdy nie przeprosił, nie próbował się nawet usprawiedliwiać się sloganami, jak robi typowy facet, który boi się konsekwencji( "nie chciałem cię denerwować'. "tak jakoś wyszło"). Żadnego strachu przed konsekwencjami, np. utratą bliskiej osoby. Dla nich po prostu NIE MA konsekwencji: każda kobieta jest DOWOLNIE ZASTĘPOWALNA. Albo wytrzyma, albo będzie zastąpiona. Notabene, pytałam Mojego Narcyza kiedyś, czy kocha tę "główną" (akurat pisał do niej slodki sms na dzien dobry- przy mnie), przecież nie potrafi kochać. Powiedział, śmiejąc się ironicznie, że nie umie kochać, ale umie być ujmujący. GENIALNA AUTOCHARAKTERYSTYKA NARCYZA.
563 2017-08-23 15:21:18 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-23 17:52:42)
Skąd się bierze "pakt narcystyczny"? Bo , jak napisałyście wielokrotnie- trzeba do tego dwojga.
Był czas, ze sądziłam, ze "wyleczę" Mojego Narcyza z psychopatii prawdziwą miłością . I omal nie skończyło się to samobójstwem. Wydaje mi się, że nasza siła, nasza potrzeba doskonalenia świata własnym wysiłkiem i przekonanie, że "wyleczymy" tych gości trzyma nas przy nich - a nie tylko kompleksy po "niedobrym tatusiu", jak chcą niektórzy psychologowie. Ważne jest to przekonanie, że nie mogę odpuścić, muszę się tylko bardziej postarać i wypracuję to, czego inne nie osiągnęły z tym człowiekiem.
Cierniczek , fajnie że napisałaś ![]()
Chodzisz na jakąś terapię?
Jak ogólnie dajesz sobie radę ?
Cierniczek , fajnie że napisałaś
Chodzisz na jakąś terapię?
Jak ogólnie dajesz sobie radę ?
Dzięki. Chyba nieźle. Chodzę na terapię i czytam książki. Jestem w końcowej fazie detoksu i przyznania się sama przed sobą, że to było współuzależnienie. Próbuję sie zająć tym, co rozwaliłam: potrzebami dziecka, odzyskaniem kontroli nad finansami, zdrowiem fizycznym. Mam wrażenie, że wszystko robię tak bardzo, bardzo powoli, jak inwalidka. Za dwa tygodnie wracam do pracy po urlopie i czeka mnie jeszcze spotkanie z Panem Narcyzem w miejscu pracy- już teraz ze świadomością, że to był nałóg. Możecie coś jeszcze polecić oprócz "Toksycznej milości?".
Jest między wami jakaś podległość służbowa?
Kiedy taki człowiek zauważy, że traci kontrolę nad Twoim zachowaniem, będzie próbował ją za wszelką cenę przywrócić.
Jak dziecko, któremu ustala się zasady, będzie krzyczał i płakał. Będzie próbował wywołać u Ciebie poczucie winy lub litość.
Masz tego świadomość?
Na szczęscie nie ma. I na szczęscie ja już w tej końcowej fazie zrobilam z siebie taką wariatkę-stalkerkę, że raczej ostatecznie wypadłam z haremu. Nawet Narcyzi nie lubią zbyt dużego zamieszania. Zresztą na moje miejsce czeka wiele innych ![]()
568 2017-08-25 15:17:27 Ostatnio edytowany przez Wanilia42 (2017-08-25 15:19:35)
najważniejsze , że idziesz do przodu nie ważne , że powoli.
Nie bądź dla siebie zbyt surowa.Każda z nas w kontakcie z narcyzem przestaje być sobą i robi głupoty.To jak na wojnie , taka walka o przetrwanie.
Dobrze , że chodzisz na terapię ![]()
Wiecie co dla mnie najgorsze jest w kontakcie z narcyzem to , że oni tak wykorzystują i wyrzucają ludzi jak śmiecia do kosza.
Ostatnio niestety miałam przypadkowy kontakt z narcyzem (nie moim) .Trochę mi zaczął opowiadać o sobie na jego nieszczęście się otworzył przede mną i trochę się pozwierzał ............jakie ja poczułam względem niego obrzydzenie , tak bez emocji opowiadał jak wykorzystuje innych i oczywiście to on był najbardziej pokrzywdzony.Masakra.
569 2017-08-26 08:49:33 Ostatnio edytowany przez bazylkaja (2017-08-26 08:55:18)
Witajcie dziewczyny,
Ja wlasnie siedzę w szponach takiego kogoś od dwóch lat. Od roku próbuje się uwolnić z marnym skutkiem, dwa tygodnie temu kolejny raz doprowadził do rozstania w swoim stylu. Zbudował napięcie ja weszłam w akcje on stwierdził, ze nie chce dalej z taka mną jaka teraz i poszedł. Po dziesięciu dniach SMS jak chcę to moge napisać co u mnie. Nastepnego dnia, telefon, potem juz dwa telefony wczoraj SMS. Jeszcze do niedawna miałam mocne postanowienie, ale juz dzis jest mi źle, już wątpię w siebie.
Potrzebuje pomocy, wsparcia, prosze dziewczyny.
Wczoraj dostałam taka wiadomosc, to po niej mam spadek ostro w dół, ja wiem, ze to sa tylko słowa, ale ja biorę to jeszcze, nie zawsze. Jednak kiedy jest coraz dluzej od rozstania, ja kruszeje, mięknę i zaczynam racjonalizować.
"Niezależnie od tego, co mówisz i co robisz, jesteś i będziesz dla mnie jedyną, prawdziwą miłością i do końca życia drzwi dla Ciebie będą zawsze otwarte."
Meczy mnie to okropnie, ta kotwica z nim jest strasznie mocna. Slabne w postanowieniu.
A może zablokuj jego numer , będzie Ci chociaż trochę łatwiej.W ogóle zablokuj go wszędzie.Jednak odcięcie się jest najskuteczniejszą metodą.To tak jak przy uzależnieniu "zero kontaktu".
Chodzisz na jakąś terapię ?
Wanilia42, tak chodze na terapie, teraz mam wakacyjna przerwę do września. Blokowałam go wiele razy, nie potrafię wytrwać w postanowieniu i go odblokowuje po kilku tygodniach, wtedy on wie, że ja jestem juz gotowa. Wystarczy kilka telefonów i ja mięknę. Chciałam dać radę, bez blokowania. Zdaje sobie sprawę, że on doskonale zna moją psychikę i wie, co ma mi napisać, jak i kiedy. Ta walka trwa juz od roku, od roku prubuje uciec, ale sie nie udaje, każdy powrót jest bardziej bolesny, on bardziej brutalny, ja bardziej sponiewierana i obolała.
Tracę wiarę, ze kiedykolwiek ucieknę. On to czuje.
Bazylkaja, bycie z kimś takim to jak siedzenie na bombie - nigdy nie wiesz, kiedy nastąpi wybuch i jak wielka będzie siła jego rażenia - dlatego nie wracaj, wytrwaj.
Wiem, że to trudne, bo jesteś od niego uzależniona ale zrób to dla własnego dobra.
Powinnaś uświadomić sobie jaki jest jego cel - to nie miłość nim kieruje, że do Ciebie wraca, tylko chęć udowodnienia sobie, że nadal ma na Ciebie wpływ.
Robi tak, bo lubi Cię dręczyć - sprawia mu to przyjemność, tym karmi swoje i tak nabrzmiałe ego.
Im więcej wiesz o tym, co siedzi w głowie narcyza, jaki jest mechanizm jego działania, tym mniejsza szansa, że dasz mu się sobie podporządkować, zmanipulować. I odejść jest łatwiej.
Jeśli jesteś na jego strategie podatna, faktycznie się obwiniasz i wracasz - tak w kółko, aż mu się znudzi i znajdzie nową ofiarę, bądź Ty wyczerpana szukasz pomocy.
Porzuć też nadzieję, że on się zmieni - nie zmieni - to błędne myślenie. Ile jeszcze potrzebujesz na to dowodów, trwasz w tym związku 2 lata, z czego rok już straciłaś na rozstania i powroty. Nie czujesz się tym zmęczona?
Teraz kiedy on nadal ma nadzieję, zachowuje się w miarę poprawnie, lecz gdy już ją straci, poznasz jego prawdziwe oblicze. Możesz się nastawić, że będziesz obiektem ataków i kpin, obarczana wyłączną winą za niepowodzenie związku.
Tak na prawdę, to bądź przygotowana na wszystko, ich pole rażenia jest niewyobrażalne, dlatego najlepiej uciekać.
Współczuje Cierniczkowej, bo po tym wszystkim, co przeszła, nadal musi z nim współpracować.
Możliwe, ze skutecznie go od siebie odstraszyła - ale jakim kosztem!
Ósemko, jestem bardzo wyczerpana, bardzo, był czas kiedy brałam psychotropy, byłam w szpitalu, bo dolegliwości somatyczne skumulowały sie na kobiecych narządach, jestem wyczerpana. Przeczytałam już tak wiele publikacji, książek, czytałam też fora wiem bardzo duźo, ale nie ide fo przodu, jego siła rażenia na mnie jest przeogromna.
Teraz próbuje kolejny raz, nie zakładam niczego próbuje.
574 2017-08-26 14:01:44 Ostatnio edytowany przez ósemka (2017-08-26 14:09:29)
Życie jest zbyt krótkie, aby być nieszczęśliwym. Zbyt krótkie, aby poświęcać je komuś, kto na to nie zasługuje. A niewątpliwie on jest taką osobą.
Nie żyj jego życiem i jego przekonaniami, nie krocz jego ścieżkami. Zablokuj jego numer - najlepiej po przeczytaniu tego, co tu chcę Ci przekazać.
Pozwól sobie być sobą w stu procentach. Rób rzeczy, które czujesz, że są prawdziwe i z którymi wewnętrznie się zgadzasz. Nigdy nie zdradzaj własnej duszy, aby zadowolić kogokolwiek, a tym bardziej tak złego człowieka, który jedynie wykorzystuje Twoją dobroć i empatię.
Z takim człowiekiem nigdy nie będziesz czuła się wystarczająco kochaną - nie da się - bo on nie potrafi dać tego, czego nie ma.
Rozumiesz, w miejscu, gdzie inni mają "serce", on ma dziurę - czarną dziurę, która jedynie bierze, wchłania i wypluwa po strawieniu. Tym się syci, nie Twoją miłością - on jej nie rozumie.
Bazylkaja, kiedy podejmujesz się wykonania czynności, które nie współgrają z tym, kim naprawdę jesteś, mówiąc “tak”, kiedy gdzieś głęboko czujesz, że powinnaś powiedzieć “nie", kiedy traktujesz szczęście innych, jako ważniejsze od swojego własnego – stajesz się przyczyną własnej zagłady.
Zapominasz, kim tak naprawdę jesteś, jakie są Twoje wartości, oraz co tak naprawdę jest ważne dla Twojego serca i duszy - niszczysz siebie.
Ciebie nie ma - jest tylko on - Twój PAN.
Tego chcesz dla siebie? Na prawdę? - jeśli Cię nie przekonałam, to przeczytaj to, co wytłuściłam.
To się nie zmieni, jeśli Ty nie zmienisz siebie.
575 2017-08-26 15:43:53 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-26 15:58:19)
Bazylkaja, blokowanie przeważnie nic nie daje, ja tez to przerabiałam, a potem z drżącym sercem czekałam, co napisze. Trzeba zobaczyć to wszystko takim, jakim jest naprawdę, to jest całkiem przyziemne, nie ma w tym żadnej wzniosłości ani romantycznego rozdarcia uczuciem między kobietami: jesteśmy ich hobby, tak jak inni mężczyźni mają wyścigi motocyklowe albo wędkowanie. W najlepszym wypadku jesteś "wentylem" od głównego związku, bo oni się boją, żeby ich główna nie "omotala i pochłonęła" (bo już to z matką przerabiali, mój Narcyz sam to przyznawał). Chcesz miłości, na którą zasługujesz, czy być czyimś hobby albo wentylem? A może chcesz przeskoczyć na miejsce głównej i bać się każdego nowego wentyla? Jeśli chcesz, to nikt Ci tego nie może zabronić.
Blokowałam go wiele razy, nie potrafię wytrwać w postanowieniu i go odblokowuje po kilku tygodniach, wtedy on wie, że ja jestem juz gotowa. Wystarczy kilka telefonów i ja mięknę.
Cierniczko, dla niego to wskazówka, o czym pisze Bazylkaja powyżej. Problem, że ona nawet w tym nie potrafi wytrwać.
577 2017-08-26 16:14:40 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-26 16:18:46)
bazylkaja napisał/a:Blokowałam go wiele razy, nie potrafię wytrwać w postanowieniu i go odblokowuje po kilku tygodniach, wtedy on wie, że ja jestem juz gotowa. Wystarczy kilka telefonów i ja mięknę.
Cierniczko, dla niego to wskazówka, o czym pisze Bazylkaja powyżej. Problem, że ona nawet w tym nie potrafi wytrwać.
Wiem, łatwo mi teraz mówić, a jeszcze miesiąc temu sprawdzałam kompulsywnie co dziesięć sekund telefon. ![]()
Nie wiem, co radzić. Mnie chyba sam Narcyz niechcący "uratował", bo jak mi zakomunikował, że już prawie wypadam z haremu za toksyczne zachowanie, to tak oszalałam, że sam przestał odbierać telefony. Pewnie sama bym się nie odcięła.
Bazylkaja, moze poproś kogoś z rodziny, żeby z nim porozmawiał jak meżczyzna z meżczyzną, np. Czy Pan chce się ożenić z moją siostrą, a jak nie to won? Brzmi trochę staroświecko i naiwnie. Ale ja mojemu raz pogroziłam na żarty tatusiem, to wziął to poważnie i wycofal sie na długo. Chyba się boją realnych konfrontacji z "ludźmi"(co wskazuje, ze dla nich kobieta to nie człowiek, tylko piesek). To, że ukrywamy ich zwykle przed rodziną i znajomymi, bardzo sprzyja ich zachowaniu, bo żadne realne zobowiązania nie wchodzą w grę.
Bazylkaja, blokowanie przeważnie nic nie daje, ja tez to przerabiałam, a potem z drżącym sercem czekałam, co napisze. Trzeba zobaczyć to wszystko takim, jakim jest naprawdę, to jest całkiem przyziemne, nie ma w tym żadnej wzniosłości ani romantycznego rozdarcia uczuciem między kobietami: jesteśmy ich hobby, tak jak inni mężczyźni mają wyścigi motocyklowe albo wędkowanie. W najlepszym wypadku jesteś "wentylem" od głównego związku, bo oni się boją, żeby ich główna nie "omotala i pochłonęła" (bo już to z matką przerabiali, mój Narcyz sam to przyznawał). Chcesz miłości, na którą zasługujesz, czy być czyimś hobby albo wentylem? A może chcesz przeskoczyć na miejsce głównej i bać się każdego nowego wentyla? Jeśli chcesz, to nikt Ci tego nie może zabronić.
Wiem, blokowanie mi nic nie daj, mało tego jemu daje, bo pokazuje w moim przypadku, że zmiękłam.
Jedno moge powiedziec, że inaczej niż do tej pory widzę to rozstanie. Dzisiaj naprzyklad dotarło do mnie, tak bardzo realistycznie, że spotyka sie z kims, a ja jestem trzymana ( do tej pory jako główna , na potrzeby zewnętrza) na dystans, sama sobie jestem winna, według niego., bo gdybym była inna too....
Zaczynam sobie zdawać sprawę, ile tych przybocznych było, teraz zaczynam rozumiec niektóre sytuacje.
Dobrze to ujęłaś Cierniczku, ja jestem jego hobby, byłam na piedestale przez rok, byłam trudnym materiałem, nie chciałam go uciekałam od niego, walczył jak lew. Tak mi nie pasował, wstydziłam sie z nim pokazywać, wiec ciagle wyjeżdżaliśmy. On to wiedział, sam mi o tym mówił, wiec zaczął mnie sądowa co jest dla mńie ważne i na tym zakotwiczył. Wyniósł mnie na ołtarze a teraz jestem w piwnicy.Moze to ten moment na który czekam od dawna, moment ucieczki.
ósemka napisał/a:bazylkaja napisał/a:Blokowałam go wiele razy, nie potrafię wytrwać w postanowieniu i go odblokowuje po kilku tygodniach, wtedy on wie, że ja jestem juz gotowa. Wystarczy kilka telefonów i ja mięknę.
Cierniczko, dla niego to wskazówka, o czym pisze Bazylkaja powyżej. Problem, że ona nawet w tym nie potrafi wytrwać.
Wiem, łatwo mi teraz mówić, a jeszcze miesiąc temu sprawdzałam kompulsywnie co dziesięć sekund telefon.
Nie wiem, co radzić. Mnie chyba sam Narcyz niechcący "uratował", bo jak mi zakomunikował, że już prawie wypadam z haremu za toksyczne zachowanie, to tak oszalałam, że sam przestał odbierać telefony. Pewnie sama bym się nie odcięła.
Bazylkaja, moze poproś kogoś z rodziny, żeby z nim porozmawiał jak meżczyzna z meżczyzną, np. Czy Pan chce się ożenić z moją siostrą, a jak nie to won? Brzmi trochę staroświecko i naiwnie. Ale ja mojemu raz pogroziłam na żarty tatusiem, to wziął to poważnie i wycofal sie na długo. Chyba się boją realnych konfrontacji z "ludźmi"(co wskazuje, ze dla nich kobieta to nie człowiek, tylko piesek). To, że ukrywamy ich zwykle przed rodziną i znajomymi, bardzo sprzyja ich zachowaniu, bo żadne realne zobowiązania nie wchodzą w grę.
Moja rodzina to dwaj synowie, którzy niechcący miec z nim nic do czynienia.. Od dawna próbują mimwytlumaczyc, ze ten facet nie jest dla mnie. Co do ślubu...to on chce brać nawet jutro ślub ze mną i wprowadzić sie do mnie, bo sam wynajmuje mieszkanie. Gdybym się zgodziła na slub, to bylo by mu bardzo na rękę. Ostatnie powroty ukrywałam przech synami, mieszkam sama, ale oni sie domyślali. On dzisiaj dzwonił cztery razy z tego zostawił dwie wiadomości w ktorych przemycił,wiadomosc o rozwijaniu swojego biznesu, a w kolejnej życzył mi udanej miłej soboty. Głosem niewiniątka dał mi znać, ze teraz czas ma dla kogos innego. Wiec miałej soboty ....
Najgorsze jest to, ze po każdym takim porzuceniu mnie, nie moge sie podnieść. Kolejny raz muszę wykonać taka ciężka prace, taki wysiłek, by jako tako stanąć na nogi. Nie jestem nastolatka mam 50+ i za sobą ciężkie doświadczenia z rozwodem i dzieciństwo DDA. On 60. Brakuje mi siły na takie zawody, jestem wyczerpana, weszłam na to forum, żeby uczciwie choc raz uczciwie pisać o tym co sie ze mną dzieje. Nie ukrywać, nie zakłamywać rzeczywistości, widzieć i pisać o tym co sie ze mną dzieje. Mam prośbę o pomoc, pomóżcie mi przez to przejść.
581 2017-08-26 19:08:08 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-26 19:39:26)
Najgorsze jest to, ze po każdym takim porzuceniu mnie, nie moge sie podnieść. Kolejny raz muszę wykonać taka ciężka prace, taki wysiłek, by jako tako stanąć na nogi. Nie jestem nastolatka mam 50+ i za sobą ciężkie doświadczenia z rozwodem i dzieciństwo DDA. On 60. Brakuje mi siły na takie zawody, jestem wyczerpana, weszłam na to forum, żeby uczciwie choc raz uczciwie pisać o tym co sie ze mną dzieje. Nie ukrywać, nie zakłamywać rzeczywistości, widzieć i pisać o tym co sie ze mną dzieje. Mam prośbę o pomoc, pomóżcie mi przez to przejść.
No to powiedz synom, niech ktoryś da mu w mordę. Facet naprawdę zasługuje.
MUSISZ SAMA SOBIE CHCIEĆ POMÓC. Wiesz na pewno, że to jest jak współuzależnienie. Walczyłaś o uwagę rodzica wspólzawodnicząc z butelką, teraz robisz to samo wobec tego faceta. Przepraszam, że jestem brutalna, ale przecież to doskonale wiesz i na pewno terapeuta mówił Ci to tysiąc razy. Przecież to wiesz doskonale, napisz sobie to na kartce i patrz na to cały czas.
Ha, ha, znam takiego kwiatka 60, w krótkich spodenkach, białych trampkach, nawet włosy sobie zafarbował, biega z tym swoim interesem po mieście, a nuż mu się jakaś nadzieje.
Czy nie widzicie dziewczyny, że oni są tak na prawdę żałośni, groteskowi i nic nie warci. Przecież to Wy ich dowartościowujecie, a oni nawet tego nie docenią, uważają, że im się wszystko należy.
Bazylkaja, chce z Tobą ślubu? - co za poświęcenie - on nie che ślubu, on się chce wprowadzić do Ciebie - bo taniej, bo będzie miał darmową obsługę.
A latać za innymi i tak nie przestanie.
Nie daj się na to nabrać.
Lepiej przytul dziecko, kota, psa, kurę, kaczki też są fajne - co tam masz w pobliżu - bardziej to docenią.
Jak nie masz nic, co żyje to załóż słuchawki i puść sobie jakąś muzykę, byle głośno i wesoło - baw się tańcz - rób, co chcesz, tylko nie wracaj do niego!
Wiecie, że jak głuchy widzi tańczącego to ma wrażenie, że ten jest obłąkany?
Myślę, że narcyzi nas tak widzą i zachodzą w głowę - o co chodzi z tą miłością ![]()
Ha, ha, znam takiego kwiatka 60, w krótkich spodenkach, białych trampkach, nawet włosy sobie zafarbował, biega z tym swoim interesem po mieście, a nuż mu się jakaś nadzieje.
Czy nie widzicie dziewczyny, że oni są tak na prawdę żałośni, groteskowi i nic nie warci. Przecież to Wy ich dowartościowujecie, a oni nawet tego nie docenią, uważają, że im się wszystko należy.
Bazylkaja, chce z Tobą ślubu? - co za poświęcenie - on nie che ślubu, on się chce wprowadzić do Ciebie - bo taniej, bo będzie miał darmową obsługę.
A latać za innymi i tak nie przestanie.
Nie daj się na to nabrać.Lepiej przytul dziecko, kota, psa, kurę, kaczki też są fajne - co tam masz w pobliżu - bardziej to docenią.
Jak nie masz nic, co żyje to załóż słuchawki i puść sobie jakąś muzykę, byle głośno i wesoło - baw się tańcz - rób, co chcesz, tylko nie wracaj do niego!
Wiecie, że jak głuchy widzi tańczącego to ma wrażenie, że ten jest obłąkany?
Myślę, że narcyzi nas tak widzą i zachodzą w głowę - o co chodzi z tą miłością
Ten też sobie łeb farbuje, bo wstydzisz się siwizny, jest mały i gruby i ma kompleksy eh.
Dzisiaj chodziłam po parku i zdałam sobie spraw, że straciłam kontrole nad swoim życiem, nad tym psychicznym ważnym życiem. Dzisiaj zobaczyłam, że on kieruje wszystkim, moim nastrojem, moim wypoczynkiem wszystkim, bo gdy on jest niezadowolony lub go niema moje życie jest rozwalone, nie ciesze sie z niczego, tracę mnóstwo pięknych momentów, jest lato i zamiast wsiąść w auto i pojechać nad morze lub w góry to siedze w miescie w domu i mielę temat , aż mięsie wełbie miesza. To jest straszne , to co sobie uświadomiłam, straciłam kontrole, oddałam ja w ręce obcego mi człowieka.
Dobrze, że ja zdaje sobie sprawę, że moje mieszkanie to dla,niego obiekt westchnień , zresztą czesto to powtarzał i ostatnio jeszcze te głupie gadki o dziecku, to mnie zmroziło, gadał, ze żałuje , ze nie moge mu urodzić dziecka, chore to jest, sam ma trzech synów i żaden nie utrzymuje z nim kontaktu. Boże gdybym ja miała z nim dziecko to byłby to moj koniec. Szantaż do konca życia. Dziewczyny bardzo Wam dziekuje za pomoc, prosze piszcie do mnie choc pare słów. Ja bede pisała co sie dzieje, krok po kroku, żebym nie zboczyła z drogi. Dobrej nocy.
Pisz, pisz - tymczasem dobrej nocy.
585 2017-08-27 09:48:42 Ostatnio edytowany przez Cierniczek (2017-08-27 10:08:28)
Pisz, pisz. Opisywanie b. dużo daje.
Napisze Ci coś, co odkryłam samodzielnie 'na detoksie', kiedy robiłam straszne rzeczy. Tylko się nie przestrasz:
- masz rację, ze psychicznie jesteś od niego uzależniona, on Ci reguluje nastrój, samoocenę, spędzanie czasu itp. Ale jest coś jeszcze: jak się zdecydujesz na odstawienie (albo On cię odstawi), zobaczysz, ze to są także fizjologiczne objawy uzależnienia i to bardzo silne, nie tak, jak po "zwykłym" zerwaniu. Jest to dosyć proste: organizm uzależnia się od nieustannej kombinacji hormony walki i napięcia (o uwagę tej osoby, paradoksalnie: blokowanie numeru i walka sama z sobą też wyzwalają te same hormony, zauważyłaś?), a po nich hormony dobrego samopoczucia, ulga, że tę uwagę zdobyłaś, chwile euforii. itp. Kiedy się zrywa taką relację, jest to jak w każdym innym uzależnieniu: nie doznajesz ulgi, więc hormony walki szaleją, robisz się niesamowicie agresywna, albo autoagresywna, masz wszystkie objawy zespołu abstynenckiego (zaburzenia snu, łaknienia, koncentracji). U mnie to trwało ok. 3 miesięcy. Dobra wiadomość: Biologicznie nie ma żadnych podstaw, żeby twało dłużej, chyba, ze sama będziesz "karmić" np. wspomnieniami, "przyjacielskim" kontaktem itp. Trzeba to przetrzymać, to jest najgorsze. I poprosić kogoś z zewnątrz o pomoc. Organizm pozbędzie się tej mieszanki hormonów -takie są prawa biologii- i poczujesz pustkę i spokój.
Ta pustka jest przerażająca i nowa, ale to jest wielka szansa.
I musisz sobie zadać pytanie : czy ja chcę zerwać ten związek// czy ja chcę, żeby ten związek trwał, ale nie miał negatywnych konsekwencji? To jest dokładnie jak z każdym innym nałogiem: tak naprawdę nie chcesz z nim zrywac, tylko chcesz go kontynuuowac, ale tak, zeby nie miał negatywnych konsekwencji (np. zawalania innych spraw w życiu, zdrad, poczucia upokorzenia itp). A tak sie NIE DA. Nie da się tego związku zmienić w normalny. Bo to jest związek z czymś chorym, co Cię nie kocha, jak z butelką albo z hazardem.