Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 1,120 ]

326

Odp: Starosc z Narcyzem

Czytam ten wątek już od dawna i sama nie wiem... czy on jest narcyzem? Psychopatą? Socjopatą? Wrażliwym chłopcem, dla którego jestem podła?
Proszę, pomóżcie.. czy przesadzam, czy coś jest nie tak..
- wszystkich ludzi na około krytykuje - ten się brzydko ubrał, ten gruby, ten brzydki. Ludzie to te debile a on jest ostoją sensu i logiki w społeczeństwie
- kiedy skarżę się na brak czułości mówi, że faktycznie ciężko mu się zaangażować, bo został już zraniony i boi się powtórki
- a ja tą czułość naprawdę dostaję w mini porcjach.. mówię o pocałunku, przytuleniu.. ostatnio podrapał mnie po głowie i to było tyle. Zwróciłam nawet uwagę na ten miły gest on na to - no gdybyś założyła sukienkę to byś zobaczyła
- mniej lub bardziej delikatnie daje mi do zrozumienia, że mój wygląd mu nie odpowiada, a kiedy ubiorę sugestie w słowa zaprzecza
- seks jest nieziemski, ale jakiś taki.. nieczuły. seks jest dla niego bezgranicznie ważny. najważniejszy.
-jest przerażająco, absurdalnie zazdrosny. naprawdę absurdalnie. potrafi pół nocy robić aferę o nic
- zawsze, ale to zawsze jest moja wina. ja mu psuje humor, ja sprawiam, że on się nie odzywa kilka dni albo pisze jak do obcej, moje zachowanie powoduje, że on robi kilka kroków w tył w tej relacji
- ja nie jestem super miła - walczę, mówię co mnie zniechęca. Ale on za każdym razem dowodzi, że to tak naprawdę moja wina.
- kiedy nie widzimy się kilka dni (zgodnie z planem, bo wyjeżdża np. do rodziny) to odżywam.. wystarczy godzina rozmowy i ja jestem w dołku a jemu humor się poprawia.

co jest nie tak?

Zobacz podobne tematy :

327

Odp: Starosc z Narcyzem

@Atelka, czy to aby nie ten sam kolo od "tęsknota nie mija, a to już prawie 10 rok.." ?? wink

Powiedz, że nie, bo jak Ty tęsknisz za kimś takim to ja nie wiem.. nie wję co myśleć o tym.

328 Ostatnio edytowany przez Atelka (2016-08-07 21:00:32)

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, no co Ty wink Pisałam już gdzieś, że zwalczyłam. Zwalczyłam i to tak skutecznie, że się na nowo zakochałam wink
Ale fajnie, że pamiętasz wink

edit: konkretnego faceta zwalczyłam, ale schemat jak sądzę nie. Zaczęłam nawet chodzić do psychologa z intencją odkrycia, jak zmienić wzorzec.

329

Odp: Starosc z Narcyzem

Spoko.
No to wychodzi na to, że tamten co za nim tęskniłaś był podobny do tego? Skoro piszesz o 'wzorcu'.

JA rozumiem 'badboyową' fascynację, ja rozumje wink ale między badboyem a burokiem jednak spora przepaść jest.

A z tego jak opisałaś tego obecnego, to poza seksem, który jest "nieziemski" wg Ciebie (chociaż ja nie wiem jak może takim być bez czułości ze strony faceta) to jest do kitu wszystko.

To jak to jest?

330

Odp: Starosc z Narcyzem

jestem teraz trochę bardziej świadoma swoich emocji i czasem uda mi się zerknąć na "nas" z boku. i widzę to moje cieszenie się na jakikolwiek przejaw czułości z jego strony - im ich mniej tym bardziej ich wyczekuję. tylko ciekawa jestem, czy problem tkwi we mnie (ja tak ustawiam relację) czy we mnie i w nim (on taki jest a ja tego potrzebuję)
A z seksem.. po kilku latach totalnej oziębłości jego fanatyczne zainteresowanie, fantazja, potrzeba, pomysłowość.. no bierze mnie, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. W ogóle nie potrafię wytłumaczyć skąd ta fascynacja nim. Przecież widzę i słyszę jaki jest.. a ciagnie mnie do niego bezgranicznie. Taka "miłość" fatalna. Nie ogarniam.

331

Odp: Starosc z Narcyzem

@Atelka, no to jak Ci to pasuje to nie ma o czym gadać smile

332 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-08 10:58:18)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witajcie po weekendzie.
Odnosnie tego żałowania albo nieżałowania.
Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że w moim przypadku nie ma mowy, żebym żałowała straty tego faceta i nie żałowała straconych lat na niego.
Po pierwsze nie moge żałować jego straty, bo nie można żałować straty czegoś, czego nigdy się nie miało. To on miał mnie, ale ja jego nigdy. To ja byłam z nim, ale on ze mna nie był nigdy. To nie był mój facet ani jaki nie byłam jego kobietą. On po prostu spotykał się ze mną, gdy akurat danego dnia miał czas i ochotę na seks, na seks akurat ze mną. Kobiet, z którymi spotykał się równolegle i na takich samych zasadach zawsze było kilka. Niektóre z nich miały lepszą pozycję i wtedy taką lepszą zabierał ze sobą na wczasy pod palmy, spędzał z nia weekendy, sylwestry. One non stop się zmieniały, ale najwyraźniej było w nich cos takiego, co sprawiało, że chciał spędzać z nimi  taki wolny swój czas, jak weekendy czy sylwestry. Ja natomiast byłam stałym kołem zapasowym, kimś gorszym od tamtych kobiet i była trzymana  na wyjątkowo parszywych warunkach. Ze mną spotykał się w tygodniu, na kilka godzin a czasem dochodziła do tego wspólna noc i wtedy bawił się ze mną w dom i uprawialiśmy, w moim odczuciu na tamten czas, nieziemski seks. Zabawa w dom polegała na tym, że spędzalismy czas najpierw w kuchni gotując sobie różne strawy i gawędząc sobie całkiem fajnie, ja urządzałam też  w jego domu generalne porządki, chociaż wiele do sprzątania tam nie miałam, bo facet był absolutnym pedantem i zawsze ilekroć była u niego jedna z jego kobiet, on zaganiał ją do roboty, więc wiadomo. Potem lądowalismy w łóżku i ja słuchałam wtedy licznych wyznań miłosnych, komplementów oraz razem snuliśmy wizję cudownej przyszłości, jaka nas czeka. Gdy ja miałam akurat fazę, wtedy zdarzało się, że zadawałam niewygodne dla niego pytania, powątpiewałam w jego słowa, a w jego obietnice i wtedy on irytował się mówiąc np. tak " no widzisz jak to z tobą jest? Wiesz doskonale o tym, że ciężko pracuję i czasem, gdy wracam do domu, to na samą mysl, że znowu bedę musiał szarpać się z tobą, odechciewa mi sie spotkania, bo jestem zmęczony i wracam wtedy do domu, chociaż tęsknię i wiem, że powinien zadzwonić po ciebie", takie mniej więcej teksty. Dlatego ja z czasem nauczyłam się, że podczas spotkań z nim powinnam być bardzo miła i posłuszna, ponieważ podskakiwanie kończy się dla mnie źle, gdyż następnym razem on jeszcze bardziej wydłuży rozłąkę i to odbije sie na mnie, bo bedę żyła w niepewności czy w ogóle do mnie zadzwoni, kiedy i na ile sie ze mna spotka, już nie mówiąc o tęsknocie za nim, która była moją rzeczywistością codzienną i normą. O tym, żebym ja do niego w czasie takich rozłąk zadzwoniła  i nasyciła się chociaż jego głosem, usłyszała zapewnienie, że wszystko jest ok, bo on kocha i tęskni, mowy nie było, bo facet ten nie odbierał ode mnie telefonów, nie oddzwaniał i do widzenia. Jedyne, co mogłam robić, to czekać po prostu na jego telefon. I robiłam tak, rzecz jasna, zastanawiając się czy nic mu się nie stało (nigdy nie dzwonił do mnie ot tak żeby sobie pogadać np. wieczorkiem), czy miedzy nami wszystko w porządku i czy ostatnio nie powiedziałam czegoś, co mogło jakos szczególnie go wkurzyć. Taka wykańczalnia za życia a nie związek. I czekałam, czekałam, aż tu nagle jest, cudownie,dzwoni do mnie, własnie skończył się weekend, więc chwała Bogu facet znowu jest w naszym mieście (rzekomo na weekendy wyjeżdżał w interesach) i oczywiście leciałam do niego cała w skowronkach. nie robiłam mu żadnych wyrzutów, bo raz, że cieszyłam się, że jednak zadzwonił, a dwa, to chciałam, żeby ciągnęło go do mnie, a nie żeby na samą myśl o tym, że będę mu coś zarzucała, od razu miał odruch wymiotny i jako bardzo zmęczony po ciężkiej pracy człowiek jechal sam do swojego domu. Wytresowałam się na super gejszę, ale to i tak niczego nie zmieniało i w żaden sposób nie przekładało się na częstotliwość naszych spotkań, jednak zawsze dostawałam kolejne zapewnienia, że za kilka miesięcy, wszystko się zmieni itd. Od czasu do czasu woził mnie po róznych parcelach i opowiadał, jaki to dom dla nas zbuduje, pokazywał mi plany zabudowań i snuł wizje. Potem zabierał doopę w troki i wyjeżdżał, oczywiście bez powiadomienia mnie o tym. Od czasu do czasu zrywałam z nim, bo przecież widziałam doskonale, że tkwię w czymś wyjątkowo parszywym, więc miewałam chwile stanowczości i wtedy bach uderzenie w wysokie tony i zrywałam. On oczywiście w żaden sposób nie odnosił się do tych moich zerwań, tylko milczał. Nie było żadnego "ok, jak koniec to koniec albo pocałuj mnie w doopę" czy cos równie uroczego. Była za to cisza. Dawał mi po prostu czas na przemyślenia, na to, bym spojrzała na siebie krytycznie, bo on jest w porządku i nie da się mi sprowokować do głupich kłótni. Milczał więc, a ja przeżywałam w samotności kolejne rozstanie. Oczywiście z każdym dniem takiej rozłąki, którą sama sobie zafundowałam robiłam się coraz mniej siebie pewna i oczywiście wymiekkałam. On po jakims czasie dzwonił do mnie na głucho (zaczynałam miec głuche telefony z jakiegoś nieznanego telefonu, zawsze wiedziałam, że to on, zresztą przyznawał się do nich, gdy wreszcie się pogodzilismy i smiał się) i wtedy ja znowu dostawałam wiatru w skrzydłach, bo wiedziałam, że lada moment on normalnie do mnie zadzwoni, wystarczyło tylko poczekać jeszcze jakies dwa, trzy tygodnie. I rzeczywiście tak własnie się działo. Pewnego dnia dzwonił, ja cała szczęsliwa leciałam do niego i tak do następnego razu. Przerwy jakie mi robił bywały rózne- czasem był to tylko miesiąc, czasem dwa albo trzy miesiące, ale bywało gorzej, bo nie odzwywał się znacznie dłużej. Raz milczał przez osiem miesięcy, innym razem prawie rok, więc miesiąc albo dwa jego milczenia, to dla mnie był pryszcz. Ja nie mogłam do niego zadwonić, by przerwać taką gehenne, bo jak wspomniałam wczesniej nie odbierał moich telefoów. Kilka razy zastosowałam nawet podstęp i zadzwoiłam z innego numeru, ale gdy mnie usłyszał, to natychmiast sie rozłączał. Wtedy ja mogłam jedynie pisać do niego, ale wtedy nie wiedziałam, jak on reaguje na moje pisanie, więc rozwiązanie do doopy, pozostawało tylko czekanie. Wybierałam to drugie i czekałam nakręcając się sama do granic wytrzymałości psychicznej. On mówił "bardzo ładnie, bardzo ładnie, jeszcze tylko kilka prób i będziesz dobrze ułożona"
Dziewczyny wyślę to, chociaz urywam w połowie , ale wróce do tego posta później- teraz coś mi przerwało.
Piszę tak dokładnie i konkretnie, by dziewczyny które czytają to wszystko miały rzecz podana na tacy. Może niektóre z was odnajdą w moim opisie coś, co idealnie pasuje do zachowań waszych czubów.
Odezwę się później.

333

Odp: Starosc z Narcyzem

Dzien dobry dziewczyny ! Oj mam straszny kryzys .... Zachodzę w głowę czy on sie odezwie czy coś wiecej da od siebie , Boże z tego da sie w ogóle wyjsć ?? Jak sobie radzić ? Dzisiaj mam pierwsza wizytę u psychologa , wczoraj miałam tyle siły - pożegnałam sie z nim przeprosiłam ... A od rana znow snuje plany jak zmienić jego postrzeganie świata ;-( jak z tym żyć?

334 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-08 14:27:36)

Odp: Starosc z Narcyzem

Kamilko, z czegoś takiego nie da sie wyjść. Ja w życiu nie wyszlabym z tego, gdybym któregoś dnia, ponad rok temu, zwyczajnie nie przeprowadziła sie dużo dużo dalej. Tak mi sie szczęśliwie pofarcilo, że zupełnie nieoczekiwanie mogłam zmienić miejsce zamieszkania, a i tu na nowym miejscu demon przeszłości dopada mnie raz na kilka miesięcy.
Tak więc nie da sie z czegoś takiego wyjść. Dopóki on czuje rezonans na niego z twojej strony, dopóty ten ponury toksyczny taniec będzie trwał.
Wiem co czujesz, bo przez lata mialam dokładnie to samo.
Musialabys tak porządnie sie zawziac, ale to i tak nic ci nie da, bo tak czy siak będziesz sie męczyć.
Ja, chwala Bogu, mam już za sobą to badziewie, a przecież z wieloma emocjami do dzisiaj nie dałam sobie rady

Czasem czytam niektóre wątki jak to kobieta martwi sie, bo facet zamilkł i taka cisza trwa już kilka dni i matko święta, co będzie dalej i jak on tak może i co oznacza to długie milczenie. Myślę sobie wtedy " no tak, ta kobieta jest jeszcze w miarę zdrowa na umyśle, skoro robi aferę o kilka dniilczenia ze strony faceta. Ja byłam już tak chora, że czekałam całymi tygodniami i miesiącami na znak od Pana. Z czasem stało sie coś tak nienormalnego normą dla mnie- byłam mega uzależniona od tej znajomości.
Im dalej w Las, tym więcej drzew. A więc im dłużej człowiek tkwi w czymś nienormalnym, tym bardziej uzależnia sie i traci kontrolę nad własnym życiem, już nie mówiąc o zdrowym pomyslunku. Choruje sie na łeb po prostu.
Mnie nie pomagały żadne terapię, nie pomagało nic. Dopiero fizyczna, realna ucieczka z tamtego miasta zdołała mi pomóc. W nowym życiu mam tyle nowych bodźców, że tamto, co kiedyś sie działo, zbladlo znacząco i gdyby nie fakt, ze psychol od czasu zarzuca na mnie wędkę, to jestem pewna, że już dawno miałabym z głowy to wszystko. Jednak to, co czuje teraz, to pryszcz w porównaniu z tym, co działo sie ze mną kiedyś.

335

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Kamilko, z czegoś takiego nie da sie wyjść. Ja w życiu nie wyszlabym z tego, gdybym któregoś dnia, ponad rok temu, zwyczajnie nie przeprowadziła sie dużo dużo dalej. Tak mi sie szczęśliwie pofarcilo, że zupełnie nieoczekiwanie mogłam zmienić miejsce zamidszkania, a i tu na nowym miejscu demon przeszłości dopada mnie raz na kilka miesięcy.
Tak więc nie da sie z czegoś takiego wyjść. Dopóki on czuje rezonans na niego z twojej strony, dopóty ten ponury toksyczny taniec będzie trwał.
Wiem co czujesz, bo przez lata dokładnie to samo.
Musialabys tak porządnie sie zawziac, ale to i tak nic ci nie da, bo tak czy siak będziesz sie męczyć.
Ja chwała Bogu mam już za sobą to badziewie, a przecież z wieloma emocjami do dzisiaj nie dałam sobie rady.

Dziekuje za wsparcie , nie wiem co bym Zrobiła bez lektury tego forum , tylko ja ciagle sie łudzę, że to mi się w głowie poprzewracało , że on poprostu potrzebuje czasu a ja mierze go swoją miarą, tylko fakt jak analizuje na spokojnie to nie ja jego , tylko on mnie wykorzystuje ...;-( wyprowadzkę brałam juz pod uwagę , prowadzę działalność internetowa i mogłabym mieszkać wszędzie .... tylko ciagle sie łudzę .... Dziewczyny a wiecie co jest najgorsze, że z początku nie zdając sobie sprawy z jego zaburzenia zgodziłam się Zostać razem z nim chrzestną dla córki jego brata ..... Jestem juz na niego chyba skazana ;-((

336

Odp: Starosc z Narcyzem

Ciekawa jestem Kamilko twoich wrażeń po pierwszym spotkaniu z psychologiem
mnie terapie działały dość dobrze, bo po każdym takim spotkaniu czułam się tak, jakbym dostała zastrzyk z morfinki. Jednak, gdy jej działanie mijało znowu wracałam do swojego emocjonalnego bagienka. Chcąc się ratować  poszerzałam coraz bardziej swoje poznawcze horyzonty i odzyskiwałam poczucie własnej tożsamości, ale to ciągle było dla mnie mało, mało i mało. Terapie nie pomogły mi więc, chociaż na pewno otworzyły mi oczy na to, w czym tkwię i dlaczego.
Potem zaczęłam czytać o zaburzeniach, o toksykach i nie zapomnę tego, jak na samym początku oczy robiły mi się okrągłe ze zdziwienia, bo wczesniej, ja naprawdę żyłam jak na jakiejś innej planecie.
Mijał czas, który bardzo mi pomagał, ale dopiero, jak wspominałam, przeprowadzka uratowała mi życie i dosłownie, i w przenośni, bo uwierz mi, że gdybym dalej zadawała się z tym facetem, to któregoś dnia po prostu bym umarła, dostałabym albo jakiegoś udaru, albo zawału, ne wiem czego, ale na pewno stałoby mi się coś bardzo złego, szczególne w tych okresach, gdy miałam za coś karę, czyli wtedy, gdy doświadczałam cichych dni. To była podła i wyrafinowana przemoc psychiczna, a potem po fakcie następowało robienie ze mnie wariata i obarczanie mnie winą za taki a nie inny stan rzeczy oraz stosowanie wobec mnie tzw. miodowego miesiąca. 
Byłam bardzo podatna na manipulację i jak wspomniałam wcześniej w tym wątku, byłam największą doopa wołową w naszym kraju. Bliskie mi osoby zawsze mówiły mi, że na punkcie tego faceta tak mi odbija, iż przypominam osobę naćpaną, jakbym była na haju. W moim otoczeniu nie było ani jednej osoby, która kibicowałaby temu układowi, nikogo kto widziałby cokolwiek dla mnie pozytywnego. Ja też niczego dla siebie dobrego nie widziałam, ale i tak ciągle łudziłam się, że któregoś dnia ta wielka miłość jednak zwycięży, że on zrozumie i zacznie być cudownie, bo on przecież tak mi obiecywał. Sama siebie podejrzewałam o chorobę psychiczną i zresztą był taki czas, że faktycznie poszłam do psychiatry. Psychiatra stwierdził, że jedyne, co mi dolega, to nerwica lękowa (do dzisiaj wraca mi czasem to świństwo) oraz toksyczna relacja, która wykańcza mnie i jest do natychmiastowego zamknięcia. A więc terapia, terapia, terapia.
Kamilko, to nie jest tak, że jesteś skazana na tego faceta- ty sama skazałaś się na niego, bo nikt pod groźbą pistoletu nie prowadzi cię do niego. Cokolwiek robisz w jego w jego kierunku wynika z tego, że tego właśnie dla siebie chcesz.
Człowiek może siedzieć nawet w więzieniu i czuć się wolnym, jeśli ma odpowiednio poukładane w głowie, a może być też i tak, że będzie żył wśród wielkich przestrzeni, gdzie niby będzie mógł robić, co dusza zapragnie, a wolnym czuć się nie będzie. To wszystko bowiem jest kwestią naszego stanu świadomości.
Jesli ty wmówisz w siebie, że jesteś skazana na tego faceta, to faktycznie tak będzie. Wpędzisz się w taką spiralę, że potem bedziesz kręciła się wokół własnego ogona i w zyciu nie odbijesz sie od szamba.
Któregoś dnia ubierzesz na siebie wór pokutny i bedziesz chodziła zgięta w pół wierząc w to, że jesteś winna wszelkich grzechów świata.
Im więcej sobie odejmiesz, tym więcej zyska ten świr. To nie są żarty.
Ratuj się więc, bo takie znajomości naprawdę odbijają się na zdrowiu człowieka. Toksyczny związek może nawet zabić, zabić dosłownie.

wiej więc od psychola

337

Odp: Starosc z Narcyzem

Kobiety, żyjące w cieniu narcyza, często mają poczucie, że zostały wykorzystane, tracą zaufanie do siebie samej, przestają wierzyć własnym odczuciom, czują się winne, wydaje im się, że to wszystko przez to, że za słabo się starają.

Kamilko, jeśli chcesz tu kogoś ratować, zacznij od siebie, jego nie zmienisz.

338 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-08 23:59:59)

Odp: Starosc z Narcyzem

Większość ludzi wyobraża sobie, że narcyz to tylko taki dość próżny facet, który ma troszkę za mocno rozbuchane ego, jakieś tam swoje dziwactwa, ale w gruncie rzeczy, to dość niewinny człowiek, troszkę zagubiony, może zakompleksiona, ale tak naprawdę niezdolny do tego, by specjalnie i z upodobaniem zrobić komuś krzywdę.
Chcę powiedzieć, że nic bardziej mylnego, a jeśli ktoś w to nie wierzy, to proszę bardzo, można przekonać sie o tym na własnej skórze.
Narcyzm jest nieuleczalny.A jeśli do tego mamy do czynienia z narcyzem zepsutym do szpiku kosci, to naprawdę można tylko sie pochlastac z rozpaczy, bo to totalnie beznadziejny facet. Taki człowiek absolutnie nie nadaje sie do życia w rodzinie ani budowania zdrowego związku. Taki narcyz zawsze prowadzi harem według swojeho cwancysia.
Pół biedy, jeślijnarcyz jest z tych tylko  gwiazdorzacych, ale w gruncie rzeczy potrafi być rodzinny, czyli w jakims tam stopniu da sie z nim żyć pod jednym dachem. Bo on chce mieć rodzinę. Bywają i tacy narvyxi. Stosują przemoc domowa, mecxa rodzinę, ale przynajmniej nie doopcza na boku.
Z narcyzem zdemoralizowanym żyć na pewno sie nie da. Taki to tak zwany haremowy logistyk, który bezmyślnie przenosi choroby na Bogu ducha winne i ufajace mu kobiety. Takich powinno sie kastrowac chociażby dlatego, że z budżetu państwa idą wielkie pieniądze na leczenie postnarcyzich chorób, nie tylko wenerycznych. Jest cała masa innych chorób, które można złapać poprzez kontakty seksualne. A gdy zachorujedz, wtedy narcyz odwróci sie pospiesznie pokazując ci obcas odchodzącego w siną dał jego buta. Zostaniesz sama z problemem.
Dobranoc.
Aha, napiszę wam jeszcze jak "moj' były radził sobie z pozostawianymi u niego rzeczami różnych kobiet, które przychodziły do niego dość licznie. Wiadomo że kobiety lubią zaznaczać swój teren u faceta pozostawiając u niego jakieś fatalaszki, kosmetyki itd. Ja też tak robiłam. Wiele razy sprzatalam u niego i to dość wnikliwie. Nigdy jednak nie znalazł am żadnej damskiej rzeczy, moich rzeczy też zresztą nie było. Roxplywaly sie w eterze. Później dowiedziałam sie, że jego metoda jest bardzo prosta. Otóż on nie wydzwanial za kobietami, które coś zostawiły, tylko gdy znałaxl jakąś damska rzecz wywalal ja do smieci. Chodziło po prostu o to, żeby kobiety z jego haremu nie mialu podstaw do podejrzeń, że są jakieś inne. Kreowal sie na samotnika, pracoholika, trochę ekscentryka, ale w życiu nie ma lowelasa. Kobiety lapaly sie na to nie wyłączając mnie. Latami miałam go za dxiwaka, trochę odludka i przede wszystkim tytana pracy i w życiu nie podejrzewał am go o kurfienie sie na prawo i na lewo. W ogóle mi to do niego nie pasowało, bo wyglądał tak zwyczajnie i miał bardzo nobliwy tembr głosu. A jakie wyglaszal poglądy na życie. Odnosiło sie wrażenie że to wyjątkowo mądry o porządny człowiek, tyle zagubił sie za bardzo w tym wyścigu szczurów i przez to popadł w pracoholizm.

339

Odp: Starosc z Narcyzem

@Tula, czytając Twój szczery opis jak to wyglądało jak ten facet się w stosunku do Ciebie zachowywał i na ile mu pozwalałaś, czułam momentami złość (na niego ofk wink)

Ale z drugiej strony, będąc z Tobą szczera - tak jak Ty jestem ze sobą i za co Cię lubię - to chyb zdajesz sobie sprawę, że 90% jego zachowań Ty po prostu umożliwiałaś i ułatwiałaś mu poprzez brak wyciągania w stosunku do niego jakichkolwiek konsekwencji i stawiania mu granic?
Wiesz, bo patrząc na mechanizmy ludzkich zachowań w sytuacjach gdy jednej osobie bardzo zależy, a drugiej nieszczególnie, to można by Narcyzami nazywać praktycznie co drugą osobę, która "sobie pozwala" względem tej pierwszej  wink

A jak mówię - ten "Twój" ex narcyz, zachowywał się dokładnie tak jak czuł, że może sobie z Tobą pozwolić. Z Tobą czy z innymi paniami.
Gdyby trafił na kogoś z silnymi granicami i być może większym poczuciem własnej wartości, to nie byłby w stanie jej tych granic przesunąć a jej powoli "łamać". Zderzyłby się jak to się mówi ze ścianą i dało by mu to pewnie do myślenia trochę - tzn. pewnie byłby pod wrażeniem, ale instynkt samozachowawczy kazałby mu poszukać kogoś łatwiejszego w 'tresurze' wink


Bardzo mi przykro, że przeszłaś przez coś takiego. Facet faktycznie brał Cię przez te lata za coś oczywistego, jak własność, dlatego kompletnie nie liczył się z Twoimi uczuciami.
Ale zauważ, że zawsze tak jest gdy jedna z osób oddaje 100% 'władzy' w relacji/związku tej drugiej osobie.


A..prawie bym zapomniała - miałam od tego zacząć wink
Kwestia STATUSU. Zawsze kiedy się z kimś decydujemy związać chodzi o status: dla mężczyzn podciągnięciem 'statusu' społecznego jest umawianie się z atrakcyjną fizycznie, mądrą kobietą, dla kobiet - z dobrze ustawionym życiowo i przystojnym facetem. To taki banał, ale niezmiennie tak to działa.

Sama przyznasz chyba, że Narcyz Ci imponował i czułaś się przy nim kimś 'lepszym' w sensie statusu społ. - pisałaś sama "to MNIE wybrał z tych wszystkich kobiet, to ze mną chciał.." - no tak to działa wink
Teraz, najlepiej sobie wypracować taki 'status', żeby na przyszłość móc wybierać w targecie, który nas interesuje, inaczej zawsze będziemy musieli się 'dostosowywać' i próbować nadgonić to, w czym ta druga osoba jest 'wyżej' innymi sposobami np. właśnie poprzez godzenie się na jakiś bullshit, tylko dlatego, że czujemy, że musimy jakoś "zakleić" braki na innych polach, gdzie ta osoba jest lepsza wg nas, czy ma lepszy status.

Podsumowując: Facet pewnie miał sporo z Narcyza, ale na ile takim 'uczyniły' go te wszystkie wpatrzone w niego kobiety o niższym statusie, a na ile jest to "wrodzone".. trudno ocenić.
Ja jednak jestem zdania, że o ile każdy Narcyz ma pewne predyspozycje z dzieciństwa, o tyle gdyby trafił na środowisko, które że tak powiem "przejechałoby się" po nim solidnie albo nie dawało się manipulować, pewnie szybciutko próbowałby się dostosować wink Nie miałby wyboru - dostosować się, albo ostracyzm społ. A chyba wszyscy wiemy, czego się narcyz najbardziej boi wink

340

Odp: Starosc z Narcyzem

Lata temu byłem świadkiem dyskusji o celibacie księży. Jeden wujów stwierdził ciekawą rzecz -to ludzie wykształceni, z rozbudowaną świadomością swoich uczuć i niedoceniający swoich potrzeb. Myślę, że doskonale ten opis pasuje do części ofiar zaburzeńców. Dobre wykształcenie, wysoka kultura, a coś ciągnie w dziwne, zakazane klimaty.

341

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, gdy poznałam tego faceta moje poczucie własnej wartości miało się bardzo dobrze. Ja od razu wiedziałam, że podobam się temu człowiekowi i chociaż dzieliła nas przepaść finansowa, różnice w statusie społecznym (chociaż tu bym dyskutowała, zważywszy na to kim jestem ja), to ja nawet przez chwilę nie zakładałam takiej mozliwości, by ten facet mnie nie chciał. Dla mnie to było oczywiste, że on bedzie chciał mnie zdobyć. Wtedy, na samym początku nie uważałam się za kogoś gorszego- takie myślenie przyszło dopiero póxniej. Najpierw skradało się nieśmiało, a gdy drzwi były juz całkowicie otwarte, wtedy wlazło z buciorami na dobre i na bezczela. Można powiedzieć, że w pewnym sensie trafiła kosa na kamień i wygrał on, bo to on zdobył nade mna władzę. Po mniej więcej roku udało sie mu sprowadzić mnie do parteru, tak że stałam się niemalże jego seksualną niewolnica. Mógł robić ze mną wszystko. Zmieniłam sie tak, że nie było juz nawet sladu po dawnej mnie. Ale to odnosiło się, rzecz jasna, tylko do niego, bo równolegle do tego wiodłam dalej swoje drugie życie, w którym to odnosiłam sukcesy i jak to się mówi, byłam kimś. W sferze osobistej byłam jednak jak puch marny. On mógł zdmuchnąć mnie, a ja nie wiedziałabym w którą stronę świata lecę. Tak więc moje poczucie wartości z czasem zaczęło chorować, aż rozchorowało się totalnie. Facet zdeptał mnie, a ja byłam szczęśliwa, że on chce po mnie deptać, bo cóż to by była za tragedia, gdyby nagle przestał chcieć?
Najpierw była to dla mnie taka gra (nie jest to najlepsze określenie) i ciekawa byłam kto kogo pokona. Oczywiście byłam pewna, że to ja go pokonam, bo taka byłam siebie pewna. Zanim kur zapiał, ja tańczyłam tak, jak zagrał mi ten facet. Przecież wiadomo, że to, co wcześniej pisałam, to tylko wierzchołek góry lodowej, zaledwie preludium do jego wyrafinowanych technik manipulacyjnych. Gdybym chciała wszystko dokładnie opisać, to pewnie napisałabym tu jakąś powieść, którą skończyłabym pisać gdzieś w okolicach grudnia.
Ja w porównaniu z nim byłam jak zielona gęś, a wydawało mi sie, że jestem orlicą.
apologises, to prawda. Zawsze ciągnęło mnie w jakieś zakazane tematy- strach nawet pisać w jak bardzo zakazane. Szukałam guza, no to go znalazłam.
Coraz bardziej zbliżamy sie do wyjasnienia dlaczego on ciągle do mnie dzwoni i dlaczego ja odbieram te telefony.

342

Odp: Starosc z Narcyzem

"Artystyczna dusza" , duchowość. Jak pamiętam malarstwo Cię Oliwio fascynuje?  Bardziej rozbudowany własny wewnętrzny świat.

343

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, szacun za szczerość Kochana <przytula>

Domyślam się, że byłaś/jesteś bardzo atrakcyjną Babką, inaczej narcyz nie zainteresowałby się Tobą, to jasne. Chodziło mi właśnie o te manipulacje którym uległaś.
Wkurvia mnie jak czytam, że trwało to tyle lat bo Cię lubię. Ale to nie ma znaczenia, bo to są sprawy niezależne od osobistych sympatii wink

Najważniejsze że teraz czujesz się silniejsza i możesz ufać sobie, że więcej mu nie ulegniesz.

Jak tak patrze, to faceci w których bywałam zauroczona/zakochana to też podobny typ. Na początku "nieba by przychylili" i nosili na rękach, jak Księżniczkę, ale wystarczyła 1 scysja czasem, raz wyrazić dobitnie swoje zdanie i obstawać przy nim, a ich stosunek zmieniał się na bardzo chłodny i odcinali się.
Zresztą, ja jestem chyba taka sama. Bywam..

344

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Ciekawa jestem Kamilko twoich wrażeń po pierwszym spotkaniu z psychologiem
mnie terapie działały dość dobrze, bo po każdym takim spotkaniu czułam się tak, jakbym dostała zastrzyk z morfinki. Jednak, gdy jej działanie mijało znowu wracałam do swojego emocjonalnego bagienka. Chcąc się ratować  poszerzałam coraz bardziej swoje poznawcze horyzonty i odzyskiwałam poczucie własnej tożsamości, ale to ciągle było dla mnie mało, mało i mało. Terapie nie pomogły mi więc, chociaż na pewno otworzyły mi oczy na to, w czym tkwię i dlaczego.
Potem zaczęłam czytać o zaburzeniach, o toksykach i nie zapomnę tego, jak na samym początku oczy robiły mi się okrągłe ze zdziwienia, bo wczesniej, ja naprawdę żyłam jak na jakiejś innej planecie.
Mijał czas, który bardzo mi pomagał, ale dopiero, jak wspominałam, przeprowadzka uratowała mi życie i dosłownie, i w przenośni, bo uwierz mi, że gdybym dalej zadawała się z tym facetem, to któregoś dnia po prostu bym umarła, dostałabym albo jakiegoś udaru, albo zawału, ne wiem czego, ale na pewno stałoby mi się coś bardzo złego, szczególne w tych okresach, gdy miałam za coś karę, czyli wtedy, gdy doświadczałam cichych dni. To była podła i wyrafinowana przemoc psychiczna, a potem po fakcie następowało robienie ze mnie wariata i obarczanie mnie winą za taki a nie inny stan rzeczy oraz stosowanie wobec mnie tzw. miodowego miesiąca. 
Byłam bardzo podatna na manipulację i jak wspomniałam wcześniej w tym wątku, byłam największą doopa wołową w naszym kraju. Bliskie mi osoby zawsze mówiły mi, że na punkcie tego faceta tak mi odbija, iż przypominam osobę naćpaną, jakbym była na haju. W moim otoczeniu nie było ani jednej osoby, która kibicowałaby temu układowi, nikogo kto widziałby cokolwiek dla mnie pozytywnego. Ja też niczego dla siebie dobrego nie widziałam, ale i tak ciągle łudziłam się, że któregoś dnia ta wielka miłość jednak zwycięży, że on zrozumie i zacznie być cudownie, bo on przecież tak mi obiecywał. Sama siebie podejrzewałam o chorobę psychiczną i zresztą był taki czas, że faktycznie poszłam do psychiatry. Psychiatra stwierdził, że jedyne, co mi dolega, to nerwica lękowa (do dzisiaj wraca mi czasem to świństwo) oraz toksyczna relacja, która wykańcza mnie i jest do natychmiastowego zamknięcia. A więc terapia, terapia, terapia.
Kamilko, to nie jest tak, że jesteś skazana na tego faceta- ty sama skazałaś się na niego, bo nikt pod groźbą pistoletu nie prowadzi cię do niego. Cokolwiek robisz w jego w jego kierunku wynika z tego, że tego właśnie dla siebie chcesz.
Człowiek może siedzieć nawet w więzieniu i czuć się wolnym, jeśli ma odpowiednio poukładane w głowie, a może być też i tak, że będzie żył wśród wielkich przestrzeni, gdzie niby będzie mógł robić, co dusza zapragnie, a wolnym czuć się nie będzie. To wszystko bowiem jest kwestią naszego stanu świadomości.
Jesli ty wmówisz w siebie, że jesteś skazana na tego faceta, to faktycznie tak będzie. Wpędzisz się w taką spiralę, że potem bedziesz kręciła się wokół własnego ogona i w zyciu nie odbijesz sie od szamba.
Któregoś dnia ubierzesz na siebie wór pokutny i bedziesz chodziła zgięta w pół wierząc w to, że jesteś winna wszelkich grzechów świata.
Im więcej sobie odejmiesz, tym więcej zyska ten świr. To nie są żarty.
Ratuj się więc, bo takie znajomości naprawdę odbijają się na zdrowiu człowieka. Toksyczny związek może nawet zabić, zabić dosłownie.

wiej więc od psychola

.    Byłam wczoraj na pierwszej wizycie pani psycholog dosadnie uzmysłowiła mi że to nie ja jestem winna swoich amplitud emocjonalnych że agresja emocjonalna i kary jakie stosuje wobec mnie narcyz tak na mnie wpływają a ja miałam prawo sie zakochać , uzmysłowiła mi że dalej w tym tkwię bo go cały czas wybielam nie świadomie . Podsunęła kilka świetnych książek ;-) dodatkowo chyba chciała mnie pocieszyć uzmyslawiajac , że nie powinnam czuć porażki bowiem fakt że narcyz nie chce sie ze mną związać na stałe tzn. Zdeklarować się może byc realnie oznaka jego prawdziwej miłości i chce mnie cześciowo przed sobą uchronić zdajac sobie sprawy ze swoich zaburzeń ;-) rozmowa bardzo podniosła mnie na duchu i jest lepiej , dalej walczę szczegolnie ze dzis narcyz .... Znow sie ze mna kontaktował . Chciał sie spotkac ale forma propozycji była nieco inna ... Ciut bardziej szczera , chciał sie spotkac , zwisa mu że chce sie odciąć , pracuje nade mna dalej , tym razem zamiast kawy , zaproponował spacer - no cóż został delikatnie sprowadzony na ziemie.... Przeprosiłam napisałam ze doceniam jego wysiłek i chęć poświecenia mi czasu ( hmm... Zaczęłam go traktować jak dziecko ) ale nie spotkam sie z nim , dałam mu jednak nadzieje że powinien poczuć tęsknotę to wtedy przemyśle ta propozycje . Natomiast powiem wam że sie wściekł gdy usłyszał ze nie mam czasu , dopytywał co robie - kontrola ;/  wiem że długa praca przede mna ale pani psycholog doradza stopniowe odcinanie wrzoda z racji ze całkowite odstawienie moze byc nazbyt dotkliwe z uwagi na moj stan emocjonalny i chyba ma racje , ja juz od miesiąca przygotowywałam sie do odcinania i z kazdym dniem jest lepiej ;-) ciagle jednak wierze ze to zwykły lek przez zaangażowaniem a nie narcyz choc w to watpię jak przypomnę sobie w jakich okolicznościach mnie uwiódł ( po śmierci mojego partnera - tydzien po pogrzebie , gdzie byłam załamana i zwyczajnie łatwo było mna manipulować - dodam ze był to jego dobry kumpel - no cóż brak empatii ewidentny )

345

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak, bardzo artystyczna dusza i troszkę inaczej myśląca niż inni. Uważam, że znacznie łatwiej żyje się osobom, które, jak by to ująć, są bardziej z zycia wzięte. Od kilku lat taka właśnie staram się być. Postanowiłam, że nie będę już udziwniała rzeczywistości, nadawała jej jakiegos magicznego charakteru, lecz będę patrzyła szeroko otwartymi oczami i widziała rzeczy takimi, jakimi w istocie są. Musiałam przeżyć pół wieku, żeby w końcu zacząć być rozsądną- no cóż...
Straciłam mnóstwo czasu na tę znajomosć, sporo zdrowia i nerwów. Na koniec doczekałam się, że facet zadzwonił do mnie i właściwie wprost zaproponował mi układ fucking friend (dla mniej zorientowanych tłumaczę dosłownie, czyli pierdolący się przyjaciele), bo czym innym, jak nie tym była jego propozycja? Sorry, ale ja nie jestem zainteresowana
Elle, nie wrócę do tego faceta. Bądź o mnie spokojna. Też bardzo cię lubię i zawsze z przyjemnością czytam to, co piszesz, bo uważam, że mądrze prawisz.
Ja też nie mogę wybaczyć sobie tego, że zmarnowałam tyle lat na takie głupoty. Ale co mam zrobić? Muszę zyć dalej i doceniać to, co mam. W porównaniu do wielu innych kobiet, które nacięły się na takich typoli, ja i tak nie skończyłam źle, bo nie złapałam żadnego choróbska, a przecież mogłam skończyć z jakimś brodawczakiem albo innym świństwem. To dopiero byłaby tragedia dla mnie, a dzięki Bogu, jestem zdrowa. Dla mnie to prawdziwy cud, że niczego od niego nie złapałam- jestem uczulona na te sprawy i gdy pomyslę na co byłam narażona chodząc z takim ruchaczem do łóżka, to włos jeży mi sie na głowie. Może dlatego właśnie każdą kobietę, która zadaje się ruchaczem przestrzegam przed chorobami. To naprawdę nie są żarty, a wiele kobiet tak lekko podchodzi do tych spraw. Zdradził raz, zdradził drugi, analizują łajdactwo faceta z prawej i z lewej strony, rozpaczają, a żadna z tych kobiet nie pomysli o tym, że taki facet może zarazić ją jakimś świństwem (nigdy nie wiadomo na co choruje jakaś kochanica), a przecież to powinno być dla tych kobiet sprawą najważniejszą. Człowiek ma tylko jedno zycie i  nikt zdrowia na loterii nie wygrał.
Tak więc doceniam łaskę opatrzności, że uszłam z zyciem i z jako takim zdrowiem z tej znajomości. Chyba na zasadzie, że głupi zawsze ma szczęście.
Wydaje  mi się, że facet ten, mimo wszystko, był dość wybredny w doborze kochanek dla siebie, więc chyba nie używał wywłok, które puszczają się z byle kim i byle gdzie. To w większości przypadków były normalne kobiety, które zakochiwały się w nim i tak jak ja, chciały ułozyć sobie z nim życie.
Elle, pisałam szczerze i bardzo konkretnie, ponieważ uważam, że tylko poprzez dokładne opisywanie zachowań takich facetów można cokolwiek zrozumieć na temat tego, czym jest narcyzm, jak przebiegają "związki" z zaburzeńcami. Uważam, że ci ludzie są jak klony i naprawdę wachlarz ich zachowań jest bardzo podobny- nie ma więc siły, żeby w moim opisie ktoś nie odnalazł czegoś dla siebie. W wielu opracowaniach mniej albo bardziej naukowych uzywa się ogólnych stwierdzeń, które tak naprawdę dla kogoś, kto dopiero zaczyna wychodzić ze świata mgły, mogą wydawać się bardzo enigmatyczne i niezrozumiałe. Dopiero jak taka początkująca w tej tematyce osoba przeczyta konkretnie, że facet zachowywał sie tak albo tak i taki był przebieg, to chyba dopiero wtedy ktoś może zakumać o co w tym wszystkim chodzi.
Fakt- musiałam pokonać jakis tam wstyd, bo chluby ta znajomosć raczej mi nie dodaje, ale co tam? Mnie przez to, że opisuję coś szczerze na pewno nie ubędzie (bo co miało mi ubyć, to już dawno temu ubyło), a może komuś pomogę?
Na koniec- wrogowi nie życzę znajomości z człowiekiem takiego pokroju, jak ten "mój"były.

346

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, szanuję Cię za wyważone posty, ale zważ, że padło w tym wątku stwierdzenie, że Narcyzowi najłatwiej ulegają kobiety na zakręcie życiowym. To krótkie stwierdzenie dla mnie było kluczowym, gdyż ja też przerobiłam na własnej skórze relację (bo przecież nie związek w pełnym tego słowa znaczeniu) z Narcyzem. Kiedy czytam Oliwię czy Kalejdoskopkę, to jakbym mówiła o własnej historii. Jednak przypadła ona (ta relacja moja z Narcyzem) na taki czas w moim życiu, kiedy miałam o sobie bardzo niskie mniemanie, bardzo niskie poczucie wartości własnej osoby, do tego desperacko, wręcz rozpaczliwie pragnęłam, by ktoś się mną zaopiekował i chronił, prowadził przez życie. Nie chcę wdawać sie w szczegóły, ale poznałam go bardzo krótko po porzuceniu przez męża na rzecz mojej koleżanki. Dał mi wiele, czego potrzebowałam w tamtej sytuacji - zaakceptował mnie większą o 22 kilo niż w małżeństwie (bardzo przytyłam wskutek leków, które brałam na chorobę wywołaną szokiem po zdradzie eksmęża), obdarzył mnie czułością dużo większą niż mąż, a przede wszystkim obietnicami wspólnego życia. Łykałam to wszystko jak niedoświadczona gąska. Wszyscy znajomi mi go odradzali, a ja wciąż nosiłam różowe okulary i mój mózg wybierał ten lepszy jego obraz, bym wreszcie po blisko dwumiesięcznym pobycie w szpitalu, kiedy nie odwiedził mnie ani razu, zaledwie parę razy zadzwonił, jakoś ochłonęła. Odstawienie mnie na boczny tor wynikło trochę z przypadku, trochę z woli stron - musiałam wyleczyć nadżerkę, w związku z czym przez jakiś czas nie mogłam uprawiać seksu. Dziś za tę nadżerkę dziękuję Bogu, bo inaczej chyba nie umiałabym zrezygnować z seksu z nim, tak niesamowite pokłady oksytocyny on uwalniał. Bo dziś inaczej nie umiem wytłumaczyć tej dziwnej relacji, jak działaniem hormonów. W każdym razie po trzech latach od zakończenia tej relacji stwierdzam, że dziś jestem obojętna na wdzięki mojego Narcyza - jakiś miesiąc temu bardzo się nudząc w domu i myśląc o przeszlości zadzowniłam do niego, nie odebrał (jak zwykle), ale po godzinie oddzwonił, nawet wydawał się być ucieszony, że się odezwałam, obiecał, że mnie nazajutrz odwiedzi, ... po czym zamilkł. Oczywiście nie przyjechał. To było jak uwolnienie, nic nie poczułam, ani smutku, ani żalu, ani złości, po prostu obojętność, jego zachowanie spłynęło po mnie. Sama się dziwię, za kim ja biegałam i w jak wielkim dołku musiałam być, że biegałam za nim. Tym ostatnim niestawieniem się na umówioną wizytę ostatecznie uleczył mnie z siebie. Dziś nawet jak przychodzi nuda wieczorna, nie myślę o żadnym z moich eks, a najbardziej się cieszę, że nie mam z Narcyzem dziecka, choć ponoć on tak bardzo chciał...
Oliwio, pozdrawiam, przeczytałam cały wątek, ale nie śmiałam się w nim do tej pory wypowiadać.

347

Odp: Starosc z Narcyzem

Maj, oczywiście, że Narcyz szuka "poranionej antylopy"  - dlatego napisałam, że wykorzystywał słabość Tuli do siebie i mógł manipulować. A miała do niego słabość, bo oczekiwała w tamtym momencie wsparcia i opieki, więc wyprojektowała sobie na niego tamte potrzeby. Ale jak to z projekcjami bywa - muzyka im w tańcu nie przeszkadza wink , dlatego ta bańka mydlana, wyobrażenie o tym jaki on naprawdę jest , pękała w zderzeniu z rzeczywistością, kiedy wielokrotnie zawodził.

A Narcyz gra na projekcjach/wyobrażeniach właśnie. Maluje piękne obrazy o sobie, aż zawładnie czyimś mózgiem i 'duszą', aż ktoś uwierzy, że obraz może zejść z płótna do szarej rzeczywistości wink

348

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, dziękuję za zrozumienie smile

349

Odp: Starosc z Narcyzem

Nie byłam w bliższym związku z narcyzem a moje zainteresowanie zaburzonymi wynikało raczej w znalezieniu sposobu jak sobie z nimi radzić w pracy.
Ale po tym, co tu przeczyłam widzę, że schemat ich działania jest porównywalny. Same zresztą oceńcie.

Początkowo szuka ofiary, osoby lubianej w środowisku i w jakiś tam sposób decyzyjnej, ale nie za pewnej siebie - tak znalazł mnie.
Zdobywał moje zaufanie, wychwalał i stawiał za przykład, co bardzo mi imponowało i nawet nie zorientowałam się kiedy, zaczęłam wykonywać zadania, które znacznie przekraczają moje obowiązki i za które nie otrzymuje dodatkowego wynagrodzenia ale robię to z wielką przyjemnością.
Jakimś psim swędem udało mu się zdobyć kierownicze stanowisko, do czego w pewnym sensie się przyczyniłam, chociaż na początku nie byłam tego świadoma.
Później zaczęło się podkopywanie moich kompetencji, już nie byłam dość dobra, obgadywana, początkowo nie umiałam się połapać o co chodzi? więc starałam się jeszcze bardziej, żeby zasłużyć na dobre słowo od niego. Kiedy orientował się, że przesadził i już mam go dość, trzymam się tylko swoich obowiązków i unikam z nim kontaktu, znowu zaczął chwalić - schemat powtarzał się kilka razy.
Swoim postępowaniem tworzył wokół siebie jakaś taka pajęczynę iluzji, w którą po kolei wpadali pozostali, większość nawet zaczęła wierzyć w nieprawdę, którą sam tworzył na własny użytek.
Wszystko, co akurat robił on, zawsze było najważniejsze i najbardziej wartościowe, a po jakimś tam czasie potrafił odnosić się lekceważąco nawet do tego, co wcześniej sam ustalił.
Stał się nieprzewidywalny, chimeryczny i bardzo podejrzliwy, otoczony lizusami, gdyż jest bardzo łasy na komplementy nawet wierzy w to, że są one prawdziwe, stworzył zespół klakierów, którzy go otaczają i potwierdzają, że on jest super i wszystko dookoła świetnie idzie.
Pozostali są od niego zależni albo on od nich lub po prostu się go boją.
W życiu prywatnym cały harem atrakcyjnych i młodych kobiet (on po 60) z żadną jednak nie wiąże się na stałe, wykorzystuje i szuka następnej, chwaląc się swoimi osiągnięciami dookoła wszystkim panom i tylko panom, dla kobiet zawsze wolny, porządny i pracowity obywatel.

350 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-10 22:48:42)

Odp: Starosc z Narcyzem

Osemko, coś mi sie wydaje, że mówimy o tym samym panu, tyle tylko, że ten, z którym ja sie spotykałam od zawsze był wielkim prezesem u samego siebie. A przynajmniej ja nic nie wiem o tym, by on pracował gdzieś jako kierownik. Natomiast cała reszta twojego opisu zgadza sie ( 60-tka z hakiem na karku, jego sposób bycia, funkcjonowania wśród ludzi i harem najczęściej młodych kobiet, widziałam różne zdjęcia które obejtxslam u pewnego wynajętego fachowca i to że z żadną kobietą nie zwixal sie ma stale), chociaż ja ludzi, z którymi on pracował, robił interesy nie znałam osobiscie, znalam zaledwie jedną odobe, ale on sporo mi o niektórych osobach i wydarzeniach opowiadał, szczególnie wtedy, gdy ktoś albo coś nacisnelo mu na odcisk. Parę nazwisk usłyszałam wiev przy takich okazjach. Strasznie dużo było jadu pogardy i nienawiści w jego slowach- ja oczywiście pocieszalam go jak przystało na wzorowa gejsze i on uspokajał sie mówiąc że jestem balsamem dla jego duszy. Przy takich okazjach często podkreślał, że ciężko pracuje  żyje w stresie i dlatego ofe mnie oczekuje, że gdy spotka sie z mną, to mam nie czepiać sie go o nic, bo on  po to ma kobietę, by zrelaksować sie przy niej. Chciałam żeby ciągnęło go do mnie, więc byłam bardzo miła. Ciekawe czy mówił prawdę? Oczywiście śmieje sie teraz.
A tak w ogóle to uważam Ósemko, że może być coś na rzeczy w tym moim dziwnym podejrzeniu, że mówimy o tym samym bufonie.
Kamilko i Maju, napiszę do was jutro, jeśli czas mi na to pozwoli. Teraz tylko tak na szybko napisałam do Ósemki, bo coś mnie tknęło. I xastanawia mnie też to Ósemko, że wtedy tak dziwnie do mnie napisalas. No ale nie chcę wpada c w paranoje, chociaż wiem, że świat jest bardzo mały.
Ósemko czy ty grasz w tenisa?

351

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, też mi to przez myśl przeszło, dlatego wróciłam jeszcze raz do Twoich początkowych postów.
Słyszałam bardzo wiele o tym człowieku w jaki sposób traktuje kobiety i prawie wszystko mi pasowało do Twoich opisów, łącznie z historią kobiety, którą wykorzystywał przez lata.
Jednak jest parę szczegółów, które do tego człowieka nie pasują.
Przede wszystkim Ty mi do niego nie pasujesz, jesteś zbyt inteligentną osobą, żeby zadawać się z takim chamem i nie jest możliwe żebyś mieszkając z nim w jednym mieście nic o nim nie wiedziała.
Nie gram w tenisa.
Śpij spokojnie to nie ten sam facet ale pisz bo lubię Cię czytać.
Trzymam za Ciebie kciuki od pierwszego Twojego wpisu.

352

Odp: Starosc z Narcyzem

Ósemko, mimo wszystko ja czuję przez skórę, że piszemy o tym samym facecie. Wiadomo, że nie pisałam o nim zbyt dokładnie, a niektóre rzeczy troszkę zmieniłam. Tak naprawdę, to dopiero teraz, kilka dni temu w miarę dokładnie opisałam przebieg tej cudownej znajomości (wcześniej troszkę krążyłam dookoła świata, żeby powiedzieć dużo, ale nie wszystko- wiadomo). Było mi potwornie wstyd przyznac się do tego, na jaki układ się godziłam i to przez lata, ale dzięki temu, że publicznie wyznałam coś tak żenującego, czuję też jakąś dziwną ulgę. Jakbym wzięła miotłę i pozamiatała po tej znajomości- nie wiem czy to rozumiesz.
Zrobiłam to, bo ja do tego człowieka już nie wrócę, pod żadną postacią nie wrócę. Wiem, że dla niego to żadna strata, bo on takich, jak ja, miał i ma na pęczki, i długo jeszcze bedzie rozdawał karty w tych sprawach. Z tego, co wiem on nigdy nie musiał zabiegać o kobiety, bo to one za nim latały- prawdziwy mistrz. Jedne od niego wychodziły i prawie w drzwiach zderzały się z tymi, które do niego wchodziły.
Powoli też kończę już udzielanie się na takich forach, bo piszę już o podłości ludzkiej dość długo i wydaje mi się, że w jakimś tam sensie zrobiłam dobrą robotę,bo wiele osób naprawdę wyszło z jakiegoś swojego gofna. To dla mnie bardzo ważne. Może musiałam przejść przez takie badziewie, by w końcu zrobić uzytek ze swojego pióra?
Żartuję teraz, ale tak na serio- myślę, że najwyższy czas, bym, jak to napisał kiedyś do mnie Chorwat, przestać karmić już potwora. Prawdę mówiąc od jakiegoś czasu przymierzam sie do tego, co widać wyraźnie po mojej coraz mniejszej aktywności.
W moim zyciu dzieje sie teraz sporo fajnych rzeczy, też troszkę w sprawach osobistych, więc jakoś powolutku wychodzę na prostą i za każdym razem, gdy skusi mnie, by znowu taplać się w tych gofnianych klimatach. to czuję autentyczną odrazę. Teraz też napisałam, ale tylko dlatego, że odezwała się Kalejdoskopka.
Tak więc czasem pewnie się odezwę w jakimś tam wątku, ale to na pewno nie bedzie juz taka aktywność, jaka była do tej pory. Przeszłam już swoje katharsis i innym też czegoś takiego życzę.
Osemko, wiele rzeczy o tym człowieku wiedziałam, wielu  rzeczy domyślałam się i miałam po drodze milion powodów do tego, by uciekać od tego człowieka w popłochu, ale nie zrobiłam tego. Bardzo tego żałuję, ale dzisiaj czasu już nie cofnę i niczego nie zmienię.
Na koniec dowiedziałam się o nim takich rzeczy, które w głowie się nie mieszczą. Nie chodzi tylko o to, jak prowadził się ten facet przez całe swoje dorosłe życie, czyli o jego zamiłowanie do kurestfa, ale też o inne sprawy z nim związane. Obciachowa znajomość.
Już o tym pisałam, ale jeszcze raz o tym wspomnę- Bogu dziękuję, że nie zaraziłam się czymś przy okazji tej znajomości. Zrobiłam sobie wiele badań i uwierz mi, po wyniki zawsze szłam z duszą na ramieniu.
Może i jestem inteligentna, ale czy mądra? Może teraz także i mądra, ale musiałam zapłacić za to, kim i jaka teraz jestem bardzo wysoką cenę.
Byłam po prostu w dwuosobowej sekcie, ale chwała Bogu, uszłam z tego z zyciem i z jako takim, jak na moje lata, zdrowiem. I za to własnie dziękuję opatrzności, bo mocno igrałam z losem.
Pozdrawiam wszystkich.

353

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, czytam Was i nabieram nadzieje, ze u ja kiedyś wyjdę z tego bagna. Ktoś taki jest moimmezem od 26 lat. Wiele znosiłam i żyłam w fasadowym związku, bo innego nie znałam. Patrzyłam na innych z zazdrością, ale zawsze znalazłam dla niego usprawiedliwienie, bo miłość, bo dzieci. W końcu uznał, ze nadszedł czas na przesunięcie granic do tego stopnia, ze bedzie miał emocje na boku, a w domu rodzine z poczciwa żona. Kiedy sie wydało, a ja pierwszy raz sie postawiłam, zrobił piekło z naszego życia, a i tak do niej nie poszedł. Blokuje każdy mój krok zmierzający do rozstania. Co innego mówi, co innego robi. Karze mnie za każda niesubordynacje. Przed niczym sie nie cofnie. Mamy dzieci. Oczywiście to jego najlepsza karta przetargowa. Od stycznia biorę leki, bardzo mi pomogły. Wmawia michorobe psychiczna, kłamie, wymyśla dytuacje, których nie było i zaprzecza swoim słowom i sytuacjom. Dezorientuje do tęgi stopnia, ze muszę zapisywać wszystko. Coraz bardziej mi żal tego człowieka z dziura w sercu. Ale to nie powód, żeby mnie niszczyl. Ja mu nie zrobiłam jego traumy, a pomoc mu nie umiem. Teraz myśle o sobie i dzieciach. Tez mam do siebie żal za tyle lat straconych, za chodzenie wokół niego na paluszkach. Wczoraj czytałam fajnego bloga Melanii Evans. Ona pomaga ludziom wyjsć z takich związków. Twierdzi, ze związek z narcyzem jest po to, ze ten przynosi nam wiadomość. Mamy deficyty w sobie i rany z dzieciństwa. W takim związku narcyza ustawiamy w pozycji tego krzywdzącego rodzica i on nam te rany zadaje znowu, a my łudzimy sie, ze teraz zdołamy to razem naprawić. Np, jeśli mamy lek przed porzuceniem, narcyz to wyczuwa i karze nas odrzucając. Ona proponuje, aby z tego związku wyczytać ta wiadomość i pójść na terapie. Bo wiadomo, ze narcyz tej rany nie uleczy, tylko bedzie ona ciagle otwarta. Radzi, aby nie czytać o narcyzach, ich zachowaniach, aby nie analizować przyczyn. Rozstać sie i zmierzyć z tym skrzywdzonym dzieckiem w sobie. Pokochać je. Myśle o tym od wczoraj. Co przekazuje mi mój zaburzony maz? Oni swojej rany nie wyleczą nigdy, bo nie dopuszczają do głosu Prawdziwego Ja. I w sumie to są w pewien sposób nieodwracalnie upośledzeni. Co o tym sądzicie?

354 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-12 17:36:54)

Odp: Starosc z Narcyzem
chia7586 napisał/a:

Wczoraj czytałam fajnego bloga Melanii Evans. Ona pomaga ludziom wyjsć z takich związków. Twierdzi, ze związek z narcyzem jest po to, ze ten przynosi nam wiadomość. Mamy deficyty w sobie i rany z dzieciństwa. W takim związku narcyza ustawiamy w pozycji tego krzywdzącego rodzica i on nam te rany zadaje znowu, a my łudzimy sie, ze teraz zdołamy to razem naprawić. Np, jeśli mamy lek przed porzuceniem, narcyz to wyczuwa i karze nas odrzucając. Ona proponuje, aby z tego związku wyczytać ta wiadomość i pójść na terapie. Bo wiadomo, ze narcyz tej rany nie uleczy, tylko bedzie ona ciagle otwarta. Radzi, aby nie czytać o narcyzach, ich zachowaniach, aby nie analizować przyczyn. Rozstać sie i zmierzyć z tym skrzywdzonym dzieckiem w sobie. Pokochać je. Myśle o tym od wczoraj. Co przekazuje mi mój zaburzony maz? Oni swojej rany nie wyleczą nigdy, bo nie dopuszczają do głosu Prawdziwego Ja. I w sumie to są w pewien sposób nieodwracalnie upośledzeni. Co o tym sądzicie?

Brawo! Narcyz jako przekaz smile.
Powtarzam to cały czas w tym wątku - zająć się swoim uzależnieniem i deficytami z dzieciństwa, ale nikt tego nie słucha.
Dalej jest kurnik i wałkowanie wciąż tego samego tematu... smile.

Wiesz Kia, jeśli będziesz rozumiała, co ta pani mówi, to szybko wejdziesz na ścieżkę dbania o siebie.
Zobaczysz jak innym wtedy ujrzysz świat, jak jego i dzieci w tym wszystkim.
Bo sama przyznasz, że przez 26 lat nikt cię łańcuchem do niego nie przypiął, prawda?

A czy można poprosić o jakiś adres tego bloga?

355

Odp: Starosc z Narcyzem

Jestem nowym użytkownikiem i nie mogę wstawiać linków. Wpisz Melanie Tonia Evans u znajdziesz, ma tez kanał na YouTube. Chce jeszcze sprostować, ze jestem 16 lat po ślubie, jeszcze przed 40. Za szybko pisałam.

356

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, nadal mam wątpliwości, czy dotyczy to tego samego faceta, chociażby  po tym, że dzwonił i spotykał się z Tobą po weekendzie – ten, którego opisuje logistycznie nie dałby rady, poza tym elokwencja i nobliwy tembr głosu, też mi do niego nie pasują, ale może ja tego nie słyszę. Tego nie wiem.
Pomijając, czy to ten czy inny, bowiem w żaden sposób nie zamierzam do tego dochodzić – jedno jest pewne schemat ich działania jest identyczny.
Tak, rozumiem o tym posprzątaniu podwórka, jeśli wyrzucając to z siebie dało Ci to wewnętrzy spokój  to warto było podzielić się tutaj z nami swoimi przeżyciami.
Jestem pewna, że opowiadając swoją historię przyczyniłaś się w pewien sposób do uświadomienia nam, tutaj czytającym to forum, że tacy ludzie istnieją i nie zmieniają się, mając nawet u boku kogoś kto ich pokochał i  że można stracić tak wiele czasu a później tego żałować. 
Dziewczyny, które tkwią w takich układach mając nadzieję na jakkolwiek zmianę, a pewnie jest ich wiele,  być może wyciągnęły jakieś wnioski z Twojej historii – przynajmniej powinny.
Są pewnie tez takie, które, zakończyły związki z narcyzem lub psychopatą i  uświadomiłaś im, że podjęły słuszną decyzję.
Cokolwiek Toba kierowało, jedno jest pewne –wiele zrobiłaś.
Cieszę się, że zaczynasz układać sobie życie i pewnie Chorawat miał rację pisząc, żeby nie karmić trola.
I na koniec..
wiedz Oliwio, że nie ma czego się wstydzić, jemu udało się Ciebie oszukać nie dlatego że byłaś głupia tylko dlatego że otrzymał od Ciebie więcej zaufania niż na to zasługiwał.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

357

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, nawet nie wiesz jak czasem czułam sie poniżona jako kobieta, jaki czułam niesmak po jego słowach. Nie ma już chyba żadnej wartości, żadnej świętości, której nie wyśmiał, nie umniejszył i która nie gardził. A mimo to trwałami trwam, ale budzę sie i chce walczyć o siebie i moje wspaniałe dzieci. W starciu z takim człowiekiem nie mamy szans, potrafi oszukać prawie każdego.

358

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, Twoja pomoc jest nieoceniona.

359

Odp: Starosc z Narcyzem

Ósemko, to ten sam facet.
Wiem co masz na myśli, że on logistycznie nie dałby rady ( dzisiaj wiem jak spędzał weekendy), jednak on spotykał sie że mną we wtorki albo w środy i nie w każdym tygodniu. A poza tym  co chwilę znikał, a gdy np.akurat z nim zerwałam, to nie odzywał sie całe tygodnie i miesiące. Wiadomo dlaczego tak było.
Pisalam o tym że to i owo na jego temat zmieniłam, wiev nie sugeruj sie tym, co napisalam na temat tembru jego głosu ani opisem wyglądu.
Ja również cię pozdrawiam.
To dobrze że ktoś z czytających to forum go pokojarzyl. Wiedziałam, że któregoś dnia dojdzie do czegoś takiego.
Ósemko, pozdrawiam cię serdecznie.

360

Odp: Starosc z Narcyzem

Chia, przede wszystkim zrób sobie badania, skoro jest boczniara. Nawet sobie nie wyobtazasz ile dostałam  skierowan od swojej lekarki, hdy powiedziałam jej o co chodzi.

361

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, jeżeli połączysz moje wcześniejsze wątki z przekazem Chorwata będziesz wiedziała co robić, a raczej czego nie powinnaś robić.
Żyj swoim życiem bo szkoda każdej Twojej chwili, którą poświęcasz na analizowanie przeszłości z tym psycholem.
On po prostu nie jest wart Twojej uwagi, powinien być dla Ciebie nikim, absolutnie nikim i uwierz mi, że to go najbardziej zaboli.
Łączę pozdrowienia.

Odp: Starosc z Narcyzem

Pisałam już kiedyś w tym wątku. Zwykle zaglądam na forum wtedy, kiedy narcyz mnie od siebie odsunie. Szukam pocieszenia... Dziewczyny, uświadomiłyście mi, że nie jestem w tym sama. Moja rodzina już od dawna mi to mówiła, jednak ja byłam ślepo wpatrzona w narcyza. Poznaliśmy się w takim czasie, kiedy ja byłam łatwa do manipulacji (nie chcę wchodzić w szczegóły, ale byłam jeszcze nieukształtowana życiowo, sama w nowym mieście, skazana tylko na niego) i to już tak trwa 8 rok... ciężko mi wyjść z tej relacji. Szczególnie teraz kiedy to on zerwał kontakt sama próbuję go inicjować kierując się na własną zgubę. Jedno mi tylko nie pasuje do Waszego opisu narcyza - mianowicie "mój" nie doopczy na boku. Chyba, że o czymś nie wiem, ale wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne

363

Odp: Starosc z Narcyzem
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Jedno mi tylko nie pasuje do Waszego opisu narcyza - mianowicie "mój" nie doopczy na boku. Chyba, że o czymś nie wiem, ale wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne

Nie chcę Cię martwić, ale istnieje spore prawdopodobieństwo, że o czymś nie wiesz.
Zazwyczaj o takich rzeczach się nie trąbi wink

Widać, że tkwisz po uszy w uzależnieniu, skoro zaglądasz tu tylko jak on Cię odstawi, a tak to masz siebie w d.., byle tylko Pan zwrócił na ciebie uwagę.
Słabe to bardzo, nie sądzisz?

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle88, nawet nie będę zaprzeczać. Teraz jestem bardziej świadoma, i to co kiedyś mogłam nazwać miłością teraz nazywam uzależnieniem. Tak to prawda. Uzależniłam się od niego. Widzę w nim autorytet. Pewnego rodzaju ostoję. Rozwiązanie problemów i jednocześnie sam problem. Jestem wrażliwa, podatna na wpływy, co on umiejętnie wykorzystuje. W relacji z nim często stawiam siebie w roli ofiary... ale podkreślam - tylko w relacji z nim. Tak w istocie się czuję. Z jednej strony chciałabym z tego wyjść, bo wiem, że tkwienie w tym nie wróży nic dobrego na przyszłość. Z drugiej strony ciągle mnie do niego ciągnie. Jestem przed 30stką. Chciałabym sobie ułożyć życie. Mieć dom i rodzinę... ale te gierki, odstawianie na bok co jakiś czas trwa już kolejny rok i przestaję mieć jakiekolwiek złudzenia

365 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-13 23:25:05)

Odp: Starosc z Narcyzem

@Obojętna, a może spójrz inaczej, 'z boku', nabierz perspektywy na moment.

Nie ON jest Twoim autorytetem, tylko masz silną potrzebę posiadania autorytetu, a raczej MENTORA bym powiedziała.
Dlaczego? Z jakiego powodu czujesz się bezpieczniej i pewniej jak ktoś inny podejmuje za Ciebie decyzje? Mężczyzna dokładniej?

I zauważ sprzeczność: jak może być autorytetem/mentorem ktoś, kto ciągnie Cię w dół i 'ubezwłasnowolnia' na swój sposób poprzez manipulacje i naciski? osłabia Twoją decyzyjność, zamiast wzmacniać?
Na tym wg Ciebie polega mentoring?


I wreszcie trzeci punkt: Nikt nie jest stanie podjąć za Ciebie żadnej decyzji tak realnie. Zawsze podejmujesz je Ty, nawet jeśli zdecydowałaś się uzależnić od tego faceta.
Podejmujesz tą decyzję za każdym razem jak inicjujesz kontakt. Nie uciekaj od tego.

Nie musisz odrazu w sekundę "wyzdrowieć", ale bądź świadoma co się dzieje, patrz.

Odp: Starosc z Narcyzem

Dlaczego on jest moim autorytetem? Pochodzę z rodziny, w której nikt nie odniósł żadnych wielkich sukcesów. Wszyscy są wykształceni, mają stabilność finansową, jednak bez żadnych rewolucji. On ma zupełnie inne patrzenie na świat. Na początku byłam przeciwna jego poglądom i uważałam, że pieniądze nie są najważniejsze w życiu. Jednak w myśl reguły " z kim przystajesz takim się stajesz " zaczęłam odczuwać potrzebę bycia niezależną finansowo osobą i nie taką, która zarabia przeciętnie, ale taką która może odnieść duży sukces. On ma ponadprzeciętną wiedzę na temat biznesu i inwestowania, to dlatego uważam go za autorytet. Natomiast teraz kiedy (znowu) zostałam sama, czuję się kompletnie bezradna i na tyle niekompetentna, żeby podjąć jakiekolwiek decyzje. To on mnie prowadził przez prawie całe moje dorosłe życie. Zaufałam mu i jego wyborom. Niejednokrotnie okazało się, że to on ma rację. Chociaż momentami czułam, że nie mam partnera (w kontekście związku) tylko szefa. To już wtedy nie było zdrowe.

367 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-13 23:38:22)

Odp: Starosc z Narcyzem

Nie ma i nigdy nie było partnerstwa w waszym 'związku'. To bardziej relacja Mistrz i uczennica.
Oddałaś mu "cugle", władzę nad sobą. Ale to nie problem, zawsze możesz ją odzyskać.

Problemem jest, że nie chcesz.
Inicjujesz kontakt, bo chcesz być nadal "rozgrywana".
Dlaczego?

Bo nie jesteś wtedy odpowiedzialna za kluczowe decyzje, pozornie zdejmuje to z Ciebie ciężar ew. konsekwencji.
Co jeszcze?

Pisz co Ci przychodzi do głowy. Nie pomijaj niczego. Musisz się do źródła tej 'słabości' do niego dokopać.
Tylko wtedy się uwolnisz, bo narazie nie wiesz przed czym uciekasz.

Odp: Starosc z Narcyzem

Mogłabym opisać całą naszą relację. W wielu aspektach od początku nie grało. Każda normalna para przeżywa na początku coś na miarę "miesiąca miodowego". Zauroczenie, bez kłótni i sprzeczek. U nas pierwsze konflikty zaczęły się po miesiącu znajomości. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Jednak co jest ciekawe ja byłam w nim zauroczona zanim go docelowo poznałam. Osoby trzecie stworzyły wokół niego taką magię, że jak już doszło do spotkania to po prostu przepadłam.
Nie chcę póki co opisywać szczegółów, ponieważ czuję się trochę skrępowana. Sama nie wiem dlaczego. Może obawiam się tego, że ktoś mnie rozpozna i mu doniesie? Tak naprawdę cały związek żyłam w strachu. Nawet, kiedy przypadkowy mężczyzna zaczepia mnie na ulicy, boję się, że może on akurat jest w pobliżu. Zobaczy to i wmówi mi, że zaczęłam się z kimś spotykać. Takie sytuacje już miały miejsce. W momentach, kiedy mnie się wydawało, że między nami jest cudownie, że w końcu nam się układa on wymyślał sobie historyjkę na temat tego, że go zdradzam. Zupełnie bezpodstawnie. Wtedy to mi dało do myślenia i to ja się chwilowo wycofałam. Streszczając 8 ostatnich lat - najdłuższy okres spokoju trwał miesiąc, może dwa... zawsze wtedy on szukał dziury w całym po to aby się odciąć, po to aby nie było zbyt kolorowo.
Obserwuję ludzi w normalnych związkach i strasznie im zazdroszczę. Chciałabym w przyszłości funkcjonować tak jak oni. Problem w tym, że nie widzę przy sobie nikogo innego poza nim i ciągle się łudzę, że coś się zmieni na lepsze w naszej relacji. Teraz jestem tylko o tyle mądrzejsza (mimo, że to on zainicjował nasze "rozstanie"), to wiem przynajmniej, że to nie jest z mojej winy. On po prostu potrzebuje się odseparować raz na jakiś czas i szczerze... nie wierzę, że to rozstanie na zawsze. Było już takich kilka i zawsze, ale to zawsze prędzej czy później dochodziło do kontaktu. Teraz czuję, że też tak będzie. Tylko ile tak można? Straciłam 8 lat. Nie chcę stracić kolejnych. Czas ucieka a ja nie mogę ułożyć sobie życia, bo zawsze z tyłu głowy jest on.

369

Odp: Starosc z Narcyzem

Poczytaj o osobowościach unikających bliskości.
JA też trochę taka jestem, dlatego wiem jak to działa.

Nie zbliżysz się nigdy dostatecznie blisko do takiej osoby nie bliżej niż ona tego będzie chciała. Zazwyczaj jest to niezbędne minimum. Wystarczające na seks i czasowe 'bycie' razem.

Ta 'aura magii' zanim go poznałaś jest typowa. Zakochana byłaś w jego wyidealizowanym i wyobrażonym obrazie, potem tylko nałożyłaś go na fizyczna postać.
To wszystko dzieje się w Twojej głowie. Oprócz jego problemu z bliskością wink

Ale żeby nie było tak różowo wink - sama też go masz. Inaczej nie czułabyś przyciągania do kogoś, z kim Twoja podświadomość wie, że nie jest możliwe pełne zbliżenie emocjonalne.

Odp: Starosc z Narcyzem

Czytając wszystkie posty w tym wątku doszłam do tego, że sama muszę mieć problem. Ciągle go szukam i nadal nie wiem co to konkretnie jest. Przeanalizowałam całe swoje dzieciństwo. Nie mam na co narzekać. Moi rodzice byli i są wspaniali. Zawsze mogłam na nich polegać. Nigdy mi niczego nie brakowało i to oni budowali we mnie poczucie własnej wartości, które (mam wrażenie) On złamał w pewnym momencie. Problemem jaki dostrzegam w tej chwili jest to, że czuję, że nie potrafię pójść dalej i osiągnąć sukcesu (na jakiejkolwiek płaszczyźnie) bez jego pomocy. To jedyne co mnie hamuje.

371

Odp: Starosc z Narcyzem

I to jest prawda.. dopóki w to wierzysz.

Zmień w to co wierzysz na coś innego, a problem zniknie smile

372 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-14 09:48:01)

Odp: Starosc z Narcyzem
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Problemem jaki dostrzegam w tej chwili jest to, że czuję, że nie potrafię pójść dalej i osiągnąć sukcesu (na jakiejkolwiek płaszczyźnie) bez jego pomocy. To jedyne co mnie hamuje.

Moja droga, jesteś UZALEŻNIONA i coś poszło nie tak, jeśli chodzi o budowanie świadomości twojej wartości i samooceny:). Postawiłaś go na piedestale, sprzedając własną duszę wink. Szybko czytaj książkę: Pia Mellody "Toksyczna Miłość" - tam masz wszystko opisane co trzeba zrobić, aby wyjść z tego oraz kim jest Nałogowiec Kochania (czyli Ty) i Nałogowiec Unikania Bliskości (on). Tylko pamiętaj też, że w tej konfiguracji toksycznego związku, to TY jesteś nienakarmionym wampirem i próbujesz się na nim wspierać, a on widząc to ucieka, bo też inaczej nie potrafi. Ten układ nie funkcjonuje, jeśli tylko jedna osobowość jest zaburzona czy też przepełniona deficytami. Muszą być to dwie, podobne do siebie (tego na pierwszy rzut oka nie widać) osoby. Pamiętaj o tym, i zacznij dbać o siebie.

Coś dla ciebie wink.

"Nałogowiec Kochania uwielbia swego partnera między innymi za jego spektakularną zdolność załatwiania wielu spraw, uważa go za kogoś lepszego od siebie i mającego większą władzę. Wraz z uznaniem owej władzy pojawia się tendencja do przypisywania mu władzy większej niż ma ją w rzeczywistości posiada. Towarzyszy temu przekonani, że partner wybawi Nałogowca Kochania ze wszystkich trudnych sytuacji, ochroni go przed bólem lub zgubą i będzie się nim opiekował i zapewniał mu utrzymanie. Kiedy Nałogowiec Kochania obdarza drugą osobę tak wszechmocną potęgą, czyni ją swoim Najwyższym Autorytetem, podobnie jak alkoholik czyni Najwyższym Autorytetem butelkę, narkoman swój narkotyk, a pracoholik pracę".

373

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, masz racje, muszę zrobić badania

374

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak sobie myśle o tym co napisała Lilka. W życiu wszystko jest po cos. Związek z Narcyzem to lekcja. I w tym sensie powinnismy być za nią losowi wdzięczni. Wiązac sie z Narcyzem na dłużej nie ma szans, ze jestesmy tak super dojrzali i bez niezałatwionych spraw z dzieciństwa. " Normalny" w sensie dojrzały, w zgodzie ze sobą samym człowiek odpuszcza taka znajomość, potrafi wyczuć i zaufać intuicji, ze cos jest nie tak i kończy ze świrem. Z jakiegoś powodu ja i każda z Was nie odpuściła. Cześć naszego ja nie dojrzała pod wpływem albo nieoczekiwanej traumy, albo ktoś nawet nieświadomie nas nauczył, ze kochać nas można tylko wtedy kiedy spełniamy czyjeś oczekiwania, zasługujemy wtedy gdy sie staramy. Moze jakieś potrzeby ważne nie mogły sie rozwinąć lub nie były zaspokojone. Moze ktoś nas obwiniał lub karał? W ten sposób nabywamy leku przed krytyka, kara, odrzuceniem i porzuceniem. W jakims sensie mamy w sobie skrzywdzone dziecko. Narcyz to wyczuwa. A my nie ufamy swojej intuicji. On nas gotuje jak ta żabę w słoiku, powoli i konsekwentnie. Bo on tez jest skrzywdzonym dzieckiem. Tak oto wpadamy w to narcystyczne tango, tworzy sie koluzja. Tylko, ze nikt nie jest szczęśliwy. Myślicie, ze narcyz jest? Nie, on co najwyżej moze być chwilowo zadowolony, ale ciagle ma poczucie pustki, niespełnienia. On nigdy sie nie zmieni, bo on działa z poziomu fałszywego ja, które wytworzył, by przetrwać i zatrzymać ból. On już nigdy nie bedzie autentyczny, a tylko tak mógłby zmierzyć sie z demonami. Ale my możemy. Wystarczy wsłuchać sie w ta mała skrzywdzona dziewczynkę, pokochać ja, utulić. Rozpoznać jej ranę i uzdrowić. A wtedy Narcyz wyda nam sie zbędny, bo już nie będziemy chciały wracać do traumy, aby ja z nienaprawiac. Dlatego będąc świadome, ze ten facet to Narcyz, musimy skoncentrować sie na sobie, nie na nim, jemu nie pomożemy. Nie warto go obwiniać, trzeba z odpowiedzialnością przyznać, ze to była nasza decyzja, to my nie ufaliśmy sobie, to my trwaliśmy, choć dusza krzyczała. A on brał, bo to jego sposób na przetrwanie. Myśle, ze o tym mówiła Lilka. Nic nie da rozpamiętywanie jaki z niego cham, a my takie nieszczęśliwe. Paradoksalnie ten związek nas moze uleczyć. A wtedy ani my ani on nie bedzie chciał w tym już być, bo rozpadnie sie ta chora koluzja. Nagle dawca i naprawiacz nauczy sie tez brać, a Narcyz nie ma nic do dania , on moze tylko brać. Tak to sobie tłumacze po przeczytaniu wielu książek, blogów i forów. Ja tez miałam normalna rodzine jako dziecko, a jednak cos nie zagrało...

Odp: Starosc z Narcyzem

Lillka-15, dziękuję Ci bardzo za polecenie książki. Cytat mnie bardzo zainteresował i poniekąd odnalazłam w nim siebie. Na pewno będzie to moja kolejna lektura. Dokładnie wczoraj kupiłam książkę "Toksyczni mężczyźni" - ten tytuł też gdzieś przewinął się w tym wątku. Póki co za mało przeczytałam, aby móc się na ten temat wypowiedzieć. W każdym razie zastanawia mnie jedna rzecz - wiem, że jestem uzależniona i wiem, że problem nie leży jedynie po jego stronie. Ja przez lata dawałam wodzić się za nos, bo gdybym potrafiła stawiać granice i wiedziała, czego chcę od życia to do takiej sytuacji prawdopodobnie by nie doszło. Sęk w tym, że teraz, gdy moje poczucie wartości nie jest wysokie i kiedy mam świadomość swoich deficytów (nie wszystkich oczywiście), to czy jest sens szukać kolejnego dna, podkopywać swoją wartość szukając swojej winy w tych książkach? Z tego co wywnioskowałam to lektury te pomogą mi zrozumieć, że ze mną jest coś nie tak skoro wchodzę w takie relacje. Pytanie, czy ja tego chcę? Co jeśli źle zinterpretuję to, co autor miał na myśli i wpłynie to jeszcze bardziej negatywnie na moje poczucie własnej wartości?

376 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-14 15:55:27)

Odp: Starosc z Narcyzem
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Sęk w tym, że teraz, gdy moje poczucie wartości nie jest wysokie i kiedy mam świadomość swoich deficytów (nie wszystkich oczywiście), to czy jest sens szukać kolejnego dna, podkopywać swoją wartość szukając swojej winy w tych książkach?

Jakiej winy?
Książki, terapie, kursy, rozmowy to WIEDZA, wiedza, która daje nam narzędzia do tego, aby wzrastać i się rozwijać. Dostajesz narzędzia.
Jak zatem chcesz przerwać ten schemat próbując pudrować swoją rzeczywistość? smile.

obojetna.konsekwentna napisał/a:

Z tego co wywnioskowałam to lektury te pomogą mi zrozumieć, że ze mną jest coś nie tak skoro wchodzę w takie relacje. Pytanie, czy ja tego chcę? Co jeśli źle zinterpretuję to, co autor miał na myśli i wpłynie to jeszcze bardziej negatywnie na moje poczucie własnej wartości?

Szukasz wymówek, jak każdy uzależniony.
Te książki to nie beleterystyka, żeby ci interpretacja wchodziła wink.
Poza tym, WIEDZA pokazuje ci mechanizmy, w których tkwisz i jaką jesteś tego częścią, a nie wali ci po głowie i mówi: "jesteś gupia, twoja wina!" big_smile Chyba to rozumiesz, prawda?

Na moje oko, dopiero coś zaczyna ci dzwonić, jeśli chodzi o bagienko w którym tkwisz, ktoś z zewnątrz, na forum czy też terapeuta powiedział ci, że jesteś uzależniona, ale jeszcze tego nie rozumiesz. Na razie "ćpasz" sobie swój układ i jeszcze trochę czasu potrzebujesz, aby zacząć działać z planem.

377

Odp: Starosc z Narcyzem

Poczytałam sobie o tym uzależnieniu od unikania bliskości, wypisz wymaluj mój maz. Dziękuje Lilka. Muszę przeczytać ta książkę.

378

Odp: Starosc z Narcyzem

Witam wszystkich:) odważyłaby sie zarejestrować na tym forum poniewaz chcialam podzielić sie historia mojego zwiazku. Pisze swoj pierwszy post na jakimkolwiek forum wiec prosze o wyrozumiałość:) postanowiłam napisac post pod tym tematem poniewaz chcialabym sie poradzic czy mój obecny mezczyzna jest narcyzem.
Nie bylam w stanie przeczytac wszytskich postów ktore sa tutaj wypisane. Wiem ze Kobiety ktore opisały tutaj swoje historie przeszły przez piekło i niestety ale z własnej autopsji moze beda mogły mi pomoc jesli beda chciały:)
Ogólnie jestesmy ze soba 3 lata. Odkad pamietam zawsze wszystko co mialo byc dla niego musiałabyc najlepsze. Najlepsze ciuchy jedzenie a tak naprawde na nic nie bylo go stac(nie pracuje na stałe, nie ma bogatych rodzicow ani nie wygrał w totka) Zawsze pytal sie o moje zdanie ale koniec końców i tak robiliśmy to co on chcial, bo nawet jak powiedzialam ze nie chce np. Tego jesc czy tego robic obrócił kota ogonem ze mi trudno dogodzić i ze nic nigdy mi nie pasuje... Wiec tak jakby moge zdanie ma dla niego znikome znaczenie. Ja według niego moglam chodzic w ciuchach ze szmateksu ale on gdy o tym usłyszał powiedzial ze on po bosych ludziach ciuchów nosił nie bedzie...
Zanim gdzies wyjdziemy 20-30 minut spędza prze lustrem i po 10 razy pyta mi sie jak wygladam... Na jakiekolwiek wesela czy imprezy musi byc jak najlepiej ubrany wypacykowany i wyperfumowany a ja najlepiej jakbym poszla w znoszonej sukience ktora kupilam na przecenie za 50 zł...nie chodzi o to ze mi jest wstyd tylko chodzi o to ze dla mnie to kobieta jest ozdoba zwiazku i to jemu powinno zależeć zebym wygladała jak milion dolarów. A w tym zwiazku to on zachowuje sie jak panienka. Nie chodzi o to ze ma chodzic ubrany jak "menel"( przepraszam za okreslenie) ale jesli nie ma sie pieniedzy to zachowanie zastaw sie a pokaz sie mija sie z celem. Oczywiscie on nawet jak zaloze wynoszona sukienke bedzie mowil mi ze wygladam piekne- jak oczywiscie sie zapytam bo juz dawno tego nie slyszalam( tak zeby tylko utwierdzić mnie w przekonaniu ze innych nowych czy lepszych ciuchów nie potrzebuje) uważa ze takie rzeczy jak fryzjer kosmeryczka nie sa potrzebne...
Co do ślubu czy nawet oswiadczyn... Po trzech latach nic tylko suche gadanie a ma 30 lat... Wszyscy jego znajomi rodzina dzieci żona mieszkanie a on nic...
W sumie jestem teraz na takim etapie naszego zwiazku ze gdyby nawet (choc to raczej maloprawdopodobne bo nawet 2000 zł na pierścionek nie ma) oświadczyłby mi sie nie przyjelabym tych oświadczył. Po co? Zeby zniszczyć sobie zycie? Dla niego najlepiej byloby gdybym ja zarabiała 10 tys miesięcznie a on chodzilby na silownie i jadł po dwa obiady dziennie i spał do 11. A ja do pracy po pracy z dziećmi posprzatac dom i ugotowac jeszcze te dwa obiady....jakis koszmar...
Mysle ze jest ze mna nie dlatego ze mnie kocha- ja tej milosci ne czuje, nie jestem szczesliwa. Myśle ze jest ze mna bo mu wygodnie...
Prosze poradzcie mi co myślicie o tym zwiazku...- choc ciezko go nazwać związkiem.
Przepraszam za jakiekolwiek literowki( pisanie na telefonie ma swoje wady)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

379

Odp: Starosc z Narcyzem

Jesteś w jakiejś bliższej relacji już trzy lata i nie możesz nazwać tego, co między wami jest związkiem? Już samo to bije na alarm. Masz 30 lat i chciałabyś mieć rodzine- na co więc czekasz? Zakończ ten niby związek, bo młodość cała ci minie, a ty jak stoisz w miejscu, tak dalej będziesz stała.
Nawet jeśli on ci sie oświadczy, to przecież sama wiesz jak wyglądałoby twoje życie z nim z jako strupem na doopie.
Bo na partnera życiowego i do prozy życia ten fircyk przecież sie nie nadaje.
On wyżej sra niż dope ma i czy wynika to z tego, że jest narcyzem, czy ma tylko narcyzie cechy, czy jest niedojrzały piotrusiem panem, czy też po prostu pustakiem, leniem i pasożytem, to tak naprawdę bez znaczenia. Liczy sie tylko to, że do życia ta panienka w męskich portach sie nie nadaje.
Myślę że ten facet jest na dobrej drodze by wyrósł z niego rasowy narcyz. Na razie jest on troszkę za młody ale z czasem wyrobi sie i będzie narcyzem.Bo od rzemyczka do koniczka- tak sie wszystko zaczyna. Na razie on ciebie toleruje bo jest mu z tobą wygodnie. Póki co jako niedorozwiniety jeszcze narcyz napawa sie samym sobą i sam dla siebie jest ozdobą. Za jakiś czas czegoś zacznie mu brakować i wtedy on przyjrzy sie tobie. Jeśli uzna że jesteś dla niego za szara wtedy znajdziesz dobie bardziej barwna kobietę. Załóżmy że coś takiego zdarzy sie za rok dwa albo trzy. Ile lat będziesz wtedy miała? Będziesz rodziła dziecko przed 40-tka czy też zrezygnujesz z macierzyństwa w imię miłości do fircyka? A może zaczniesz sie stroić i  pindrzyc tak jak on by od niego nie odstawać?
Też pisze z telefonu więc sorry że tak niechlujnie, ale powiem tak: zostaw tego faceta, bo marnie skończysz.

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, jaki znak zodiaku mają Wasze narcyzy? Zastanawiam się czy ma to znaczenie, ponieważ ja jak na złość przyciągam zwykle dwa znaki, które do mnie nie pasują

381

Odp: Starosc z Narcyzem
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Dziewczyny, jaki znak zodiaku mają Wasze narcyzy? Zastanawiam się czy ma to znaczenie, ponieważ ja jak na złość przyciągam zwykle dwa znaki, które do mnie nie pasują

Kurde, jedna uważała, że to narcyz-sekciarz ją zwerbował, ty z kolei, że to musi być ten sam znak zodiaku!
Aha, i jeszcze podobno jest jeden i ten sam mężczyzna, który wszystkie nas tak zwodził wink. Fanfan Tulipan.

Dziewczyny, ja się czasami zastanawiam, czy wy jesteście poważne?

382

Odp: Starosc z Narcyzem
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Dziewczyny, jaki znak zodiaku mają Wasze narcyzy? Zastanawiam się czy ma to znaczenie, ponieważ ja jak na złość przyciągam zwykle dwa znaki, które do mnie nie pasują

https://i.imgur.com/1k33fW5.png

Widzę, że niektórzy tu odlatują..

Odp: Starosc z Narcyzem

Naprawdę NIGDY nie zwracałyście uwagi na znaki zodiaku Waszych partnerów? Nie oceniam nowo poznanego mężczyzny pod względem znaku zodiaku, ale wierzę, że istnieją dobre i złe kombinacje.

384

Odp: Starosc z Narcyzem
Lillka-15 napisał/a:
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Dziewczyny, jaki znak zodiaku mają Wasze narcyzy? Zastanawiam się czy ma to znaczenie, ponieważ ja jak na złość przyciągam zwykle dwa znaki, które do mnie nie pasują

Kurde, jedna uważała, że to narcyz-sekciarz ją zwerbował, ty z kolei, że to musi być ten sam znak zodiaku!
Aha, i jeszcze podobno jest jeden i ten sam mężczyzna, który wszystkie nas tak zwodził wink. Fanfan Tulipan.

Dziewczyny, ja się czasami zastanawiam, czy wy jesteście poważne?

O to cała Lilka -15, "czepianie się " osoba, której adwersarz zwraca uwagę na niekonsekwencję wypowiedzi, niespójności, sprzeczności, kluczenie i nadmierną ogólnikowość, skutkującą wyciągnięcia fałszywych wniosków z dyskusji.

385

Odp: Starosc z Narcyzem
ósemka napisał/a:
Lillka-15 napisał/a:
obojetna.konsekwentna napisał/a:

Dziewczyny, jaki znak zodiaku mają Wasze narcyzy? Zastanawiam się czy ma to znaczenie, ponieważ ja jak na złość przyciągam zwykle dwa znaki, które do mnie nie pasują

Kurde, jedna uważała, że to narcyz-sekciarz ją zwerbował, ty z kolei, że to musi być ten sam znak zodiaku!
Aha, i jeszcze podobno jest jeden i ten sam mężczyzna, który wszystkie nas tak zwodził wink. Fanfan Tulipan.

Dziewczyny, ja się czasami zastanawiam, czy wy jesteście poważne?

O to cała Lilka -15, "czepianie się " osoba, której adwersarz zwraca uwagę na niekonsekwencję wypowiedzi, niespójności, sprzeczności, kluczenie i nadmierną ogólnikowość, skutkującą wyciągnięcia fałszywych wniosków z dyskusji.

A najlepsze jest to ze "pożegnała" sie już z tym wątkiem po fali krytyki by teraz udawać ze nie było tematu i nadal napastliwie komentować cudze wypowiedzi.

386 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-24 09:52:18)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ósemko, napisałaś tak: "Słyszałam bardzo wiele o tym człowieku w jaki sposób traktuje kobiety i prawie wszystko mi pasowało do Twoich opisów, łącznie z historią kobiety, którą wykorzystywał przez lata."

Szczerze mówiąc zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie, gdy to przeczytałam, bo chociaż przez cały czas zdawałam sobie sprawę z tego, że wiele osób z tamtego miasta zna moją historię (w końcu rzecz nie działa się na pustyni), to jednak w jakimś tam sensie łudziłam się, że pozostawiłam po sobie dobre swoje imię. Tymczasem zapamiętano mnie tam jako totalną idiotkę, która dawała się rolować facetowi o takiej reputacji, jaką on posiada. FACET ZNANY  W CAŁYM WOJEWÓDZTWIE  JAKO LOWELAS NAD LOWELASY PRZEZ TYLE LAT BYŁ MOJĄ WIZYTÓWKĄ.
Przecież to okropna siara dla mnie.
Dobrze, że się wyprowadziłam.
Jeśli kiedyś bedę musiała tam pojechać, to chyba bedę pomykała pod ścianami w obawie, by ktoś mnie nie rozpoznał i nie przypomniał sobie, jaką kiedyś dałam plamę.
A swoją drogą, to zastanawiam się czy lepiej jest wyjść z takiego dziadostwa jako durna baba, czy jako jako skur.....l. Bo jako psychole oboje przecież wyszliśmy, ale jego przecież wiele osób może nawet podziwiać za spryt, że tak mu sie udało , a ze mnie śmieją się po prostu.

Sprytny facet i frajerka.

Wiele osób uwikłanych w tego rodzaju układy nie zdaje sobie sprawy z tego, że potem, gdy rzecz się skończy, to jedną z konsekwencji jest też zła sława, jaka ciągnie się za człowiekiem. Za mną ciągnie się opinia idiotki. Niezły dorobek.
To jeszcze chciałam do tego wszystkiego dopisać.
A jesli chodzi o Lilkę- no cóż. Myślę, że ona nie ma złych intencji, tylko denerwuje ją to, że kobiety, które wyszły z takich układów, zamiast cieszyć się i żyć pełnią życia (tak jak robią to ich narcyzi) w kółko klepią to samo i rozkładają rzecz na czynniki pierwsze dalej tracąc tym samym czas i energię. Ją chyba właśnie to irytuje i dlatego jest dość napastliwa. A może jest po prostu złosliwa z natury? Nie wiem, ale tak czy siak nie ma czym się przejmować.

obojętna konsekwencjo, ja myślę, że w przypadku narcyzów, psychopatów i im podobnych nie ma sensu zastanawiać się nad znakami zodiaku. Każdy z nich ma posrany mózg i czy on byk, czy baran albo wodnik, to przecież nie kosmos nim kieruje, tylko to, co on ma we łbie. A co tacy ludzie mają we łbie, to przecież wiadomo. Czy małym dzieciom przypisuje się znaki zodiaku w takim sensie, by określać ich charakter i tłumaczyć sobie, tym samym, ich zachowania? To tak jakbym swojemu kotu przypisała jakis znak zodiaku (w jego przypadku to byłby baran) i wierzyła w to, że on taki jest, bo ma taki znak.
Czuby to zupełnie inna umysłowość, więc zapomnij o znakach zodiaku.

Albo jeszcze gorzej skończyłam, bo przecież skoro zadawałam się z facetem o takiej reputacji, to znaczy, że i ze mną mogło być coś nie halo pod względem prowadzenia się. Może być nawet i tak, że niektórzy mają mnie z jedną z jego kuref. Normalnie myślącym ludziom w głowie się przecież nie może zmieścić, że porządna i szanująca się kobieta chciała takiego faceta, który na dodatek traktował ją w taki sposób.
Tak więc niektórzy myslą, że jestem idiotką, a niektórzy pewnie mają mnie za dziwkę.
Z kim się zadajesz, takim się stajesz- przeraża mnie ogrom zniszczeń, jakich dokonałam w swoim życiu przez tę znajomość.

387

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, nie bądź tak krytyczna wobec siebie, bowiem nie wszystko wiedziałaś o tym człowieku a takich opowieści jak Twoja jest tu wiele na forum.
Odnosząc się do tego, co wcześniej napisałam, o kobiecie, którą wykorzystywał przez lata -  to nadal to robi.
Sama więc widzisz, że podobnych historii jest więcej a schemat ich działania bardzo podobny.

Tula, jeśli masz odczucie, że pozostawiłaś po sobie dobre swoje imię, to tego się trzymaj i nie ma co się katować, że jest inaczej.

388

Odp: Starosc z Narcyzem

Ósemko, jestem wobec siebie bardzo krytyczna, bo fakt, że nie wszystko wiedziałam na temat tego człowieka wcale mnie we własnych oczach ani w oczach innych osób nie usprawiedliwia. Mogłam nic o nim nie wiedzieć, ale wystarczyło przecież, że widziałam, jak jestem traktowana. To powinno być dla mnie wystarczającym powodem do tego, by lata świetlne temu skończyć tę znajomość. A przecież nie będę teraz wmawiać w siebie, że niczego nie widziałam. Wiedziałam, że jestem w czymś złym i nienormalnym i chociaż od czasu do czasu próbowałam się ratować zrywając z tym człowiekiem, to wystarczyło, że gwizdnął i leciałam do niego z powrotem. Takie są nagie fakty.
On jest takim człowiekiem, jakim jest i skoro miał okazję, to korzystał. Jemu jest dobrze samemu ze sobą i tak sobie życie urządza, jak jemu jest wygodnie.
Ja natomiast powinnam miec swój rozum i też dbać o swoje dobro. Nie zrobiłam tego i nie jestem z siebie dumna. Przecież wiadomo, że do końca zycia będę wstydziła się tego, że zgadzałam się na taki wszawy układ.
Jeśli chodzi o moje dobre imię, to też nie mam specjalnych złudzeń, bo prawda jest taka, że w normalnym zyciu, ludzie raczej prosto widzą i prosto oceniają pewne rzeczy. Chyba tylko na takich forach, jak to na przykład, ludzie są bardziej skłonni do wielkich analiz i rozklimiań. Większość z nas ma jakąś tam wiedzę z zakresu psychologii, więc podchodzimy troszkę inaczej do takich spraw.
Normalnie jednak ludzie tak nie mają.
Zwyczajnie jest- widzą jakąś kobietę, która np. żyje z pijakiem, to przecież każdy puka sie czoło i ma taka kobietę za głupią, a wielu podejrzewa ją nawet o to, że chleje razem z tym swoim pijakiem. No przecież wiadomo, że tak jest. Pijak ma okresloną reputację w swoim środowisku, ale ta kobieta też raczej nie cieszy się szacunkiem.
Tak samo jest, gdy ludzie widzą jakąś kobietę, która ciąga się z kurfiarzem. Czy ci ludzie analizują dlaczego ta kobieta chce takiego faceta? Przecież wiadomo, że albo maja ją za idiotkę, albo za taka samą, jak ten facet.
Ósemko, doceniam twoje dobre intencje, ale uwierz mi, ja nie mam złudzeń. Wiem na kogo wyszłam w oczach wielu osób.
Pewnie, że takich historii jak moja jest wiele, ale to i tak w niczym nie zmienia faktu, że mnie przydarzyło się coś takiego.

Napisałaś: "Odnosząc się do tego, co wcześniej napisałam, o kobiecie, którą wykorzystywał przez lata -  to nadal to robi." Wcale mnie to nie dziwi i powiem nawet więcej- tacy faceci zawsze wiedzą, jak dobrze się urządzić i jakby tego było mało, oni zawsze znajdą chętne na siebie. To dopiero jest chichot losu, ale niestety tak własnie jest.
Porządny facet będzie siedział w domu i płakał z samotności, a lowelas zawsze będzie miał branie i śmiał się jako ostatni.
Szkoda po prostu słów na to wszystko.

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, ale jak to było, że wszyscy wiedzieli jakim on jest człowiekiem i jaką ma opinię, a Ty nie? Żadna z "życzliwych" osób Ci w pewnym momencie nie doniosła, co ludzie o nim mówią?

390 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-24 23:40:42)

Odp: Starosc z Narcyzem

W trakcie trwania tego układu sukcesywnie dowiadywalam sie na jego temat coraz więcej. Robiłam to na różne sposoby, ale to i tak w niczym mi nie pomagało. Byłam jak by ci to wytłumaczyć? Byłam opętana na jego punkcie. Jakbym zachorowała psychicznie na tego faceta. Nie bez powodu swego czasu poszłam do psychiatry, bo nie mogłam sama siebie zrozumieć, że mimo absolutnej pewności, że tkwię w czyms bardzo dla mnie złym, nie potrafiłam raz na zawsze z tym skończyć. Mnie nie trzeba było uświadamiać, że ten układ jest nie dla mnie- ja doskonale o tym wiedziałam, jednak nie umiałam tego skończyć. W końcu ta przeprowadzka mi pomogła, bo jak znam życie, pewnie dalej latalabym, mieszkając w jego mieście, na te randeczki.
On nie wprowadził mnie w swoje towarzystwo, nigdzie mnie nie zabierał i nie chciał poznawać mojego środowiska. Gdy byliśmy umówienie na spotkanie, to podjezdxal swoją wypasiona fura pod mój blok, on nie wchodził do mnie, bo unikał mojej córki, a ja niczym jakąś dzierlatka zbiegalam do niego, do auta. Nigdzie mnie nie zabierał tylko prosta droga od razu  jechalismu do niego. Tam zawsze nagotowałam mu żarcia na kilka dni, posprzatalam mu chałupę wyrywalam chwasty w ogródku potem był seks i po wszystkim on odwozil mnie do domu. Z czasem dowiedziałam sie dlaczego trzymał mnie z boku swojego towarzystwa.  On mnie nikt nie wiedział.a ja poznając różnych jego znajomych mogłabym wielu rzeczy dowiedzieć sie od nich. Inne jego kobiey mogly też dowiedzieć sie  o mnie, więc facet trzymał mnie w ukryciu. Mnie tłumaczył to tak: tylko idiota pokazuje zawartość swojego sejfu obcym ludziom, a ponieważ ja byłam dla niego kimś wyjątkowym toteż strzegł swojego skarbca. Ja poznałam tylko jego rodzinę, ale oni żyli na garnuszku Pana bogatego wiec woleli mu nie podpadac. Tylko jego księgowa która doszła już do takiego etapu że miała dość tego faceta bo płacił jej grosze a wykorzystywał ją ilr sie dało i na dodatek ryczał na nią przy ludziach w urzędach, to tylko ona powiedziała mi dokładnie kim jest ten facet. Ale zrobiła to nie dla mnie lecz po to by zaszkodzić skapemu pracodawcy.
On miał zamknięte dla mnie swoje środowisko, ja miałam swoich znajomych,  do których miał drzwi otwarte ale ten facet nie chciał sie przed nimi ujawniac. To pan inkognito.
Czas spędzaliśmy zawsze sami.
Moi znajomi próbowali wyciągać mnie z bagna na siłę i czasem łopatą wkladali mi różne rzeczy do glowy- ja ich słuchałam,przyznawalam im rację, bo pomyślałam  tak samo jak oni, ale gdy przyszło co do czego  ja i tak wracalam do tego faceta. Nie było na mnie bata. Moi znajomi na własną ręką dowiadywali sir kim jest facet z którym ja sie zadaje i donosili mi różne rzevzy na jego temat że . facet miał np kasyna i burdele- ja byłam zbulwersowana, ale i tak nie miałam dość siły na by odejść z tego ukladu. Zachowywalam sie jak uparty osioł.
W 2010 roku wynajelam detektywa i wtedy posiadlam już naprawdę wielka wiedzę na temat tego faceta i cóż ? Zamiast zwiac buty gubiąc po drodze z pośpiechu, bo przerażających rzeczy sie wtedy dowiedziałam to ja wprawdzie odskoczylam od faceta mentalnie, zdystansoealam sie, ale dalej przez kilka kolejnych lat ciagnelam agonie tej znajomości. Lata trwania tego układu podzieliłam na dwie epoki.  Pierwszą były lata przed detektywem, druga epoka były lata po detektywie. W 2013 roku widzieliśmy sir zaledwie dwa razy (raz zimą i raz latem) ja porządnie już uciekałam, ale buty przyklejamy mi sie jeszcze do podłoża, wiec moja ucieczka zajęła mi jakieś pięć lat.
Myślę że mój przypadek był naprawdę bardzo ekstremalny.

Posty [ 326 do 390 z 1,120 ]

Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024