Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 1,120 ]

261 Ostatnio edytowany przez ósemka (2016-07-27 19:49:38)

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Cały czas podczytuje sobie różne watki, ale mam za sobą małe zawirowanie z nickiem Oliwii ( był moment, gdy wkurzylam sie tu na kogoś i szast prast zawinelam sie ze swoim profilem- bywam impulsywna), potem nie mogłam albo nie potrafiłam odkopać  hasła do oliwii, więc machnelam w końcu ręką i zarejestrowałam sie jako Tasza123. A na komórce od zawsze jestem Tula ( jeszcze z czasów gdy pisalam na blogu uciekamy do przodu) i tak to widzisz wygląda.
Ósemko, już o tym pisałam, ale jeszcze raz to powtorze- bardzo mądrze wypowiedzialas sie w drugim wątku kalejdoskopki.
Jeśli kręci sie koło ciebie jakiś amant pt narcyz, to mam nadzieję, że nie dasz sie mu otumanic i szybko wyślesz go do wszystkich diabłów. Pozdrawiam cię.

Tak. Pamiętam jak się wykurzyłaś. Długo czekałam aż Ci przejdzie, aż w końcu się zalogowałam i sama pisałam mając nadzieję, że w końcu się odezwiesz.

Nie ukrywam, że na forum trafiłam właśnie przez ten wątek. Tak jak już wcześniej pisałam temat nie jest mi obcy i nie ma czym się chwalić, że takie kobiety jak my, w kwiecie wieku uległy takiej manipulacji. No w sumie to było 10 lat temu, – więc byłyśmy jeszcze młode:).

Zobacz podobne tematy :

262 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-07-27 21:25:37)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ósemko, człowiek pisze i nawet nie zdaje sobie sprawy z tego ile osób to czyta, kto czyta i jaki może mieć taką pisanina na wiele osób. Miło mi, że i tobie jakoś to wszystko pomogło. Ja już dawno mam sprawę z narcyzem za sobą, chociaż odzywał sie do mnie jeszcze w czerwcu ( dla nich to dość typowe, gdy kop w doope wyszedł od kobiety), ale nadal jestem wściekła i jak pisałam kilka miesięcy temu dalej nie mogę poradzić sobie z uczuciem niesprawiedliwości. Nie mogę pogodzić sie z tym, że jest na świecie aż takie zło i że ciągle wiedzie sie temu złu  tak dobrze. Powinny być na coś takiego odpowiednie paragrafy.
Gdybym mogła to nawet łopatą wkladalabym ludziom pewne rzeczy do głowy, by nie przeżyli tego przez co ja musiałam przejść.
Tyle nowych fajnych kobiet non stop wpada w takie szambo- to  okropne.
Wstyd straszny że człowiek zmarnował tyle lat na takie dziadostwo.
Może innym kobietom, które czytają takie watki jak  np. Starość z narcyzem będzie to oszczedzone? Bardzo bym tego chciała i dlatego tak uparcie ciągle coś tam pisze i tu, i tam.

263 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2016-08-02 21:28:03)

Odp: Starosc z Narcyzem

Kochana Oliwio - witaj z powrotem!! Zastanawiałam się co u ciebie! Miło cię czytać.
Odzywał się do ciebie w czerwcu? Ale rozmawiałaś z nim? Jak wyglądała ta rozmowa?

Jeśli o mnie chodzi - to jak widziałaś mój drugi wątek próbuję znaleźć ostatnie odpowiedzi na swoje pytania dotyczące tematu...wiem że ty mnie rozumiesz.
Mój narcyz nie odezwał się, ale od osoby z jego rodziny wiem, że planował "powrót" do mnie jakieś pół roku temu. Wiem, że nie miał wtedy żadnej kobiety przy sobie ani nawet na horyzoncie, więc zatęsknił. Dało mi to pewną satysfakcję szczerze mówiąc, ale cieszę się że ostatecznie nie zdecydował się na kontakt ze mną. Zbulwersowało mnie natomiast jego podejście do tego powrotu, ponieważ powiedział to w taki sposób, jakby to było oczywiste, że ja się na ten powrót zgodzę!! Chciał mi kupić jakiś prezent i powiedział, że zdecydował do mnie wrócić! Jego pewność siebie, że nie zostanie odrzucony była bezczelna. No ale coś go jednak powstrzymało...Może liczył się z możliwością odrzucenia? A on sobie nie może pozwolić na porażkę! A może powstrzymał go jakiś szczegół we mnie, który kiedyś mu się podobał, a potem nie mógł tego znieść, nie mam pojęcia.

Widziałam go też jeden jedyny raz od rozstania, kilka miesięcy temu - takie były okoliczności, że nie mogłam nie pojawić się w pewnym miejscu, w którym wiedziałam, że on też będzie - uwierzcie mi, moje postanowienie było i jest takie, że nie chcę go spotykać nawet z daleka i tego się cały czas trzymam, robię wszystko, żeby unikać miejsc z nim związanych. Ale wtedy to wydarzenie związane było z moją pracą i musiałam tam być. Spotkanie z mojej strony było zupełnie neutralne, wzrok i wyraz mojej twarzy - jak najbardziej neutralne, nie odezwałam się do niego ani słowem, ale nie byłam obrażona. Patrzył na mnie i specjalnie kręcił się w pobliżu (podstawówka). Mnie to spotkanie dało swego rodzaju siłę. Ta konfrontacja usunęła strach przed spotkaniem go przypadkiem, który miałam wcześniej. Zachowałam stalowe nerwy i to mnie wzmocniło. I od tego czasu nadal realizuję swoje postanowienie, żeby nie mieć z nim żadnego kontaktu. A wokół niego pojawiają się kolejne dziewczyny - dziewczyny - bo to są bardzo młode osoby!! Denerwuje mnie to, że on wykorzystuje swoją pozycję i autorytet do zwabiania tych naiwnych kobiet, a one ufają mu ze względu na stanowisko! Uważam, że to naprawdę powinno być w jakiś sposób ukarane, ale niestety nikt w jego instytucji nic z tym nie robi - choć wszyscy to widzą! Mówiąc, że pojawiają się wokół niego kolejne dziewczyny - mam na myśli na razie tylko to, że one go podziwiają i flirtują z nim, a on wniebowzięty uwodzi kilka naraz.  Z tego co wiem, żadnej jednak "nie ma" ani z nikim nie jest. Nie wiem, czy to celowe z jego strony, czy czeka na jakiś ideał, czy chodzi o jeszcze coś innego. Wygląda to natomiast tak, że "już był w ogródku, już witał się z gąską", ale nigdy ostatecznie z nikim się nie wiąże. Słyszę też o nim, że jest coraz bardziej sfrustrowany i zdesperowany, słyszę, że ciągle chodzi na dziwki.
W pracy - kolejne "sukcesy"- na jego miarę, bo wybitny nie jest, dużo podróżuje i spędza czas z rodziną i wieloletnimi znajomymi.

A ja widząc to, zastanawiam się nad skutkami narcyzmu dla narcyza. Moje życie obecnie nie jest tak barwne jak jego. Wycofałam się trochę, zastanawiam się nad swoim życiem, analizuję wiele spraw, kontynuuję terapię, ale utknęłam chyba w jakimś martwym punkcie. Czuję oczywiście ulgę z powodu zniknięcia narcyza z mojego życia. Ale czuję się też wydrenowana i pusta jak muszla.

264 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2016-08-02 23:03:54)

Odp: Starosc z Narcyzem

Zaglądałam kiedyś na ten wątek, a skoro nadal żyje to będę chciała nadrobić wpisy.

A a propos tematu, to mogę opisać jak wygląda związek mojego Ojca (narcyza) big_smile

Jest to jego drugi w kolejności, po tym z moją Mamą związek, który trwa prawie tyle samo - poprzedni 25 , obecny 20 lat.
Przy czym jeden się na drugi nakładał przez około 15 lat, żeby było "zabawniej".

Generalnie wygląda to tak, że Ojciec znajdował sobie partnerki o rysie psychologicznym  'kochające za bardzo' i one nie chciały z niego rezygnować, ot cala tajemnica wink
Klasyka. O uwagę i akceptację narcyza się zabiega, od niego nie można wiele - przynajmniej nie w aspekcie emocjonalnym, wymagać.
Nie pamiętam żeby kiedyś przytulił Mamę czy kogoś z nas - dzieci, no, chyba że na święta i to z takim wyrazem jakby właśnie jadł cytrynę big_smile
Dziś po latach nie biorę tego osobiście, bo wiem, że to problemy natury emocjonalnej i ten chłód wynika z jego dzieciństwa. Zresztą, jestem b. podobna do niego pod wieloma względami.

Ostatnio zastanawiałam się czy Ojciec zmienił się coś w sensie zachowania czy podejścia przez te 30 lat jak go znam i cóż.. niewiele wink
Na pewno ten drugi związek, w którym był autentycznie zakochany w obecnej partnerce ( z moja Mama byli z rozsądku) różni się od poprzedniego tym, że Ojciec nie jest chamski czy agresywny - a przynajmniej hamuje się.
Co do mnie (dzieci ogólnie) - nie wtrąca się w nasze życie i szanuje nasze decyzje i wyboru - w sumie to JEST postęp wink Chociaż myślę, że to wynika z prostego faktu, że nie jest zaangażowany emocjonalnie w nasze sprawy, ot co niż jakaś wielka przemiana w nim zaszła.

U mnie jest problem tej natury, że  trudno mi zakochać się w partnerze o cechach 'kochający za bardzo', dlatego jestem sama. Pociągają mnie typy dominujące, ale oni nie zawsze myślą o stałym związku, zresztą mi też trudno narazie to sobie wyobrazić.
Mam też tendencję do ranienia słabszych psychicznie jednostek, ale staram się hamować.


Ogólnie nie widzę wielkich szans na zmianę osobowości u narcyza, nawet nie wiem czy terapia by tu pomogła. Jak się czegoś nie czuje w "trzewiach" to na rozum się tego poczuć nie da.
Ale jak to się mówi - podobno chcieć to móc, tylko kogo stać na wieloletnią terapię wink


Ok, to czytam dalej.

265 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-03 10:31:10)

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, zostań tu z nami koniecznie, bo twój głos na pewno będzie bardzo cenny.
Twój ojciec zachowuje sie tak, ponieważ wy, jego była rodzina w żaden sposób nie wchodzicie mu w drogę, wiec zwisa mu wszystko i powiewa. Byłoby inaczej gdyby on ponosił jakieś straty z waszego powodu.
Kalejdoskopko, bardzo dobrze postępujesz. Znam to uczucie, gdy z jednej strony czuje sie ogromna ulgę, a z drugiej strony ma sie wrażenie, jakby przejechał po tobie walec.
Ten facet bajeruje inne kobiety, bo on musi sobie udowadniać, że ciągle ma branie. Do dziwek chodzi, bo musi przecież spuścić sobie z krzyża. To taka świnia przy korycie, która w każdej sekundzie swojego życia myśli tylko o zaspokojeniu własnych potrzeb.
Nie odezwał sie do ciebie, bo podejrzewam, że ostatecznie zabrakło mu tupetu albo na tamten moment zobaczył jakąś inną zabawkę i zapomniał o swoich planach wzgledem ciebie. Odłożył cię wiec albo na stałe do lamusa, albo za jakiś czas zaszokuje cię jakimś znakiem życia z jego strony. Może sprawę z tobą on uważa za nie do końca zamkniętą? A może twoja postawa  zwróciła jego uwagę i pewnego dnia on zechce ci coś udowodnić? Nie wiadomo co może siedzieć w głowie takiego zepsutego świra. Ci ludzie mają naprawdę wielki tupet i przekonanie o własnej doskonałości.
W najbliższych dniach napiszę więcej.

266

Odp: Starosc z Narcyzem

Dlaczego nie zagadał?

Ponieważ nie rozpoznał w Twojej twarzy żadnych emocji.

Oni przyglądają się sobie w cudzych oczach, poprzez reakcje innych, otrzymują potwierdzenie swojego istnienia.
Inni o tyle są potrzebni i ważni, o ile dostarczają wzmacniającego narcystyczną pychę pożywienia – on w Twoich nie wyczytał nic, a porażki źle znoszą.

Mogłoby to też spłoszyć kolejną potencjalną „ofiarę”.

Wiadomo bowiem , że podboje miłosne działają na narcyza jak siła napędowa, która jest mu potrzebna dla pełni szczęścia.
Adoracja kolejnych kobiet utwierdza go w przekonaniu, że emanuje on magią uwodzenia i działa na kobiety jak wabik.
Czuje się więc doceniony – Ciebie zna, więc możliwe, że zostawił na później, przy okazji mniej formalnego spotkania.

Kręcąc się koło Ciebie, pozycjonował się – czy jeszcze działa na Ciebie jego czar, chciał zobaczyć w Twoich oczach ten zachwyt jaki pamięta, i chociaż nie są oni emocjonalni, świetnie rozpoznają emocje innych ludzi, są dobrymi obserwatorami, szczególnie łatwo reagują na sygnały świadczące o słabości drugiej osoby.

Pewnie nie spodziewał się po Tobie takiej reakcji, więc albo będzie szukał potwierdzenia albo sobie Ciebie odpuści.

267

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwia vel Tula..  Po pierwsze cieszę się, że wróciłaś! smile
Po drugie - odpowiadam wink

Tula napisał/a:

Elle, zostań tu z nami koniecznie, bo twój głos na pewno będzie bardzo cenny.
Twój ojciec zachowuje sie tak, ponieważ wy, jego była rodzina w żaden sposób nie wchodzicie mu w drogę, wiec zwisa mu wszystko i powiewa. Byłoby inaczej gdyby on ponosił jakieś straty z waszego powodu.

Oczywiście, że tak. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że gdyby nie to, że tak jak napisałaś "nie wchodzimy sobie w drogę", to Ojciec dalej forsowałby swoje racje w prawie każdej sprawie.
Cóż.. po kimś to mam.
Ale i tak jestem teraz o 50% mniej skłonna do dominowania środowiska niż wcześniej.
Ojciec z kolei dominuje sobie w swoim domu, a wcześniej w pracy więc każdy szczęśliwy wink


Wiecie, ja mimo wszystko - mimo, że potrafię być obiektywna w stosunku do Ojca, wiem gdzie i co jest 'nie tak' (podobnie jak u Mamy), to i tak o wiele więcej toleruję i ogólnie nie potrafię się na nich dłużej gniewać. Identycznie jeśli chodzi o młodszego brata.
I podobnie jest z Ojcem. Nawet jak byliśmy BARDZO skłóceni, to wiem, że gdybym się odezwała - nigdy nie robiłby problemu żeby się pogodzić, paradoksalnie prędzej robiłaby go Mama żeby sobie coś udowodnić.
Są pewne sprawy - dla mnie i dla Ojca 'ponad podziałami'. Mimo różnych sytuacji po drodze, myślę, że oboje wiemy , że możemy nawzajem na siebie liczyć i że każdy pomoże jeśli zajdzie taka potrzeba, choć na codzień możemy nie utrzymywać  bliskich relacji.
Ojciec jest bardzo zamkniętym w sobie, trudnym i przede wszystkim smutny wewnętrznie człowiekiem, który wiele przeszedł.
To go nie usprawiedliwia, ale i tak staram się dostrzec najmniejszy objaw jego dobrej woli. To jest taka Miłość ponad wszystko wink
Nic na to nie poradzę - Rodzina jest dla mnie najważniejsza, nawet jeśli jest w rozsypce. Tylko za to, że są.
Co kompletnie nie ma przełożenia na obce osoby czy partnerów (jak do tej pory przynajmniej) - tu potrafię być bezwzględna i zatrzasnąć za sobą drzwi.
Myślę, że Ojciec ma identycznie, pomimo, że jest narcyzem niewątpliwie.

268

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, tak odezwał sie do mnie i przez chwilę mieliśmy jakiś tam kontakt. Rozmawialiśmy dość często, ale szybko przekonałam sie, że jego stare zachowania ciągle są normą. Facet ten miał np. uroczy zwyczaj nieodbierania telefonów i nieoddzwaniania.  Od lat miałam z nim właśnie taki problem. Złe znosilam tego rodzaju chamstwo, a moje tłumaczenia, prośby i groźby odbijały sie od niego niczym piłki od ściany. Tym razem też dość szybko tak sie zachował. Żeby było śmieszniej do mnie miał pretensje że nie dzwonię, chociaż telefon działa w dwie strony i że jestem nie do życia, bo non stop z nim zrywam. Tak więc dzwonił do mnie jak gdyby nigdy nic i zaproponował mi wspólny kilkudniowy wyjazd gdzieś w góry i że jeśli będzie miło, to za czas znowu gdzieś sobie wyjedziemy. W tym celu ja najpierw miałaby pojechać do niego i dopiero stamtąd gdzieś mieliśmy wyruszyć. Słuchałam tego, co on do mnie gada i byłam w szoku, chociaż nie dałam tego po sobie. Nigdy wcześniej przez tyle lat niby bycia razem on nigdzie że mns nie wyjechał, chociaż z innymi kobietami wyjeżdżał( o tym dowiedziałam sie znacznie później), aż tu nagle taka propozycja? To wielki bogacz, wiev wiem, że on bardzo często jeździ pod palmy i bierze że sobą jakieś kobiety. Mnie zaproponował wyjazd w góry. Śmiać mi sie chciało, ale może chodziło o to, że w Polsce jest jednak znacznie bezpieczniej niż gdzie indziej? Nic jednak nie mówiłam, tylko słuchałam uśmiechając sie pod wąsem. Dalej- nie wiedziałam jako kto miałabym z nim pojechać, bo przecież facet ten zawsze miał liczny harem. Czyżbym miała mieć zaszczyt pojechać w roli boczniary? Moje wątpliwości budzi też fakt finansowania takiego wyjazdu, bo pewnie nie przyjalby ode mnie kasy, ale w takim razie ja źle bym sie z tym czuła.
No generalnie było tak, ze od samego początku ani śniło mi sie gdzieś z nim wyjeżdżać ( niech wyjeżdżają z nim inne i niech one cieszą sie z tego) ,ale co sobie posłuchałam w czasie tych rozmów, to sobie posłuchałam. Wielki tupeciarz z niego i oczywiście był tak pewny, że ja zaraz zawine kiece i polecę, że nawet nie zakładał takiej opcji, że ja będę jakiś kłopotliwe pytania, że będę miała wątpliwości itd. Kontakt nagle sie urwal, gdy zwróciłam mu uwagę, że znowu nie odebrał telefonu i że cienko widzę to wszystko. Nie spodobała mu sie moja krytyka, moja roszczeniowosc, więc rozłączył sie i od tamtej pory milczy.
Po prostu komedia.
Przeszłam nad tym prawie miesięcznym epizodem do porządku dziennego, trochę sie potem posmialam i cóż ? Żyje dalej i ani mi w głowie cokolwiek odkręcać. Nie ma takiej opcji.
A on ? Czy sie jeszcze odezwie, czy też tym razem przegielam i w związku z tym on obraził sie śmiertelnie? Nie mam zielonego pojęcia. Może sie odezwie za jakiś rok, s może już nigdy?
Kalejdoskopko, nie obchodzi mnie to, bo uwierz mi, ja jestem już na takim poziomie świadomości, że nawet gdyby mi doplacali nie wiem jakie to pieniądze, to nie chciałabym już tego faceta. Jest mi on obojętny jak zeszłoroczny śnieg.
Gdyby bylo inaczej, to pewnie gdzieś w czerwcu pojechalabym z nim w te góry, zaraz gdy tylko na mnie gwizdnal. Tak postąpiłabym kiedyś, gdy byłam głupia i naiwba. Dzisiaj jestem innym człowiekiem

Tobie też życzę, żebyś wyszła w końcu że swojego marazmu i raz na zawsze wbiła sobie do głowy, że wiązanie sie z rozwydrzonym, zdemoralizowanym narcyzem naprawdę jest bez sensu. To zwykle marnowanie dobie życia i robienie z siebie żywiciela dla jakiegoś popapranego czuba. Po co ci facet, który chodzi na dziwki i we łbie ma tylko baby oraz brylowanie w towarzystwie ? Po co ci taki stary obleśny satyr?
Glowa do góry.

269

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Kalejdoskopko, tak odezwał sie do mnie i przez chwilę mieliśmy jakiś tam kontakt. Rozmawialiśmy dość często, ale szybko przekonałam sie, że jego stare zachowania ciągle są normą. Facet ten miał np. uroczy zwyczaj nieodbierania telefonów i nieoddzwaniania.  Od lat miałam z nim właśnie taki problem. Złe znosilam tego rodzaju chamstwo, a moje tłumaczenia, prośby i groźby odbijały sie od niego niczym piłki od ściany. Tym razem też dość szybko tak sie zachował. Żeby było śmieszniej do mnie miał pretensje że nie dzwonię, chociaż telefon działa w dwie strony i że jestem nie do życia, bo non stop z nim zrywam. Tak więc dzwonił do mnie jak gdyby nigdy nic i zaproponował mi wspólny kilkudniowy wyjazd gdzieś w góry i że jeśli będzie miło, to za czas znowu gdzieś sobie wyjedziemy. W tym celu ja najpierw miałaby pojechać do niego i dopiero stamtąd gdzieś mieliśmy wyruszyć. Słuchałam tego, co on do mnie gada i byłam w szoku, chociaż nie dałam tego po sobie. Nigdy wcześniej przez tyle lat niby bycia razem on nigdzie że mns nie wyjechał, chociaż z innymi kobietami wyjeżdżał( o tym dowiedziałam sie znacznie później), aż tu nagle taka propozycja? To wielki bogacz, wiev wiem, że on bardzo często jeździ pod palmy i bierze że sobą jakieś kobiety. Mnie zaproponował wyjazd w góry. Śmiać mi sie chciało, ale może chodziło o to, że w Polsce jest jednak znacznie bezpieczniej niż gdzie indziej? Nic jednak nie mówiłam, tylko słuchałam uśmiechając sie pod wąsem. Dalej- nie wiedziałam jako kto miałabym z nim pojechać, bo przecież facet ten zawsze miał liczny harem. Czyżbym miała mieć zaszczyt pojechać w roli boczniary? Moje wątpliwości budzi też fakt finansowania takiego wyjazdu, bo pewnie nie przyjalby ode mnie kasy, ale w takim razie ja źle bym sie z tym czuła.
No generalnie było tak, ze od samego początku ani śniło mi sie gdzieś z nim wyjeżdżać ( niech wyjeżdżają z nim inne i niech one cieszą sie z tego) ,ale co sobie posłuchałam w czasie tych rozmów, to sobie posłuchałam. Wielki tupeciarz z niego i oczywiście był tak pewny, że ja zaraz zawine kiece i polecę, że nawet nie zakładał takiej opcji, że ja będę jakiś kłopotliwe pytania, że będę miała wątpliwości itd. Kontakt nagle sie urwal, gdy zwróciłam mu uwagę, że znowu nie odebrał telefonu i że cienko widzę to wszystko. Nie spodobała mu sie moja krytyka, moja roszczeniowosc, więc rozłączył sie i od tamtej pory milczy.
Po prostu komedia.
Przeszłam nad tym prawie miesięcznym epizodem do porządku dziennego, trochę sie potem posmialam i cóż ? Żyje dalej i ani mi w głowie cokolwiek odkręcać. Nie ma takiej opcji.
A on ? Czy sie jeszcze odezwie, czy też tym razem przegielam i w związku z tym on obraził sie śmiertelnie? Nie mam zielonego pojęcia. Może sie odezwie za jakiś rok, s może już nigdy?
Kalejdoskopko, nie obchodzi mnie to, bo uwierz mi, ja jestem już na takim poziomie świadomości, że nawet gdyby mi doplacali nie wiem jakie to pieniądze, to nie chciałabym już tego faceta. Jest mi on obojętny jak zeszłoroczny śnieg.
Gdyby bylo inaczej, to pewnie gdzieś w czerwcu pojechalabym z nim w te góry, zaraz gdy tylko na mnie gwizdnal. Tak postąpiłabym kiedyś, gdy byłam głupia i naiwba. Dzisiaj jestem innym człowiekiem

Tobie też życzę, żebyś wyszła w końcu że swojego marazmu i raz na zawsze wbiła sobie do głowy, że wiązanie sie z rozwydrzonym, zdemoralizowanym narcyzem naprawdę jest bez sensu. To zwykle marnowanie dobie życia i robienie z siebie żywiciela dla jakiegoś popapranego czuba. Po co ci facet, który chodzi na dziwki i we łbie ma tylko baby oraz brylowanie w towarzystwie ? Po co ci taki stary obleśny satyr?
Glowa do góry.

Oliwio odpowiedz mi zatem na jedno pytanie. Skoro ten czlowiek stał Ci sie obojetny to po co wogole ten miesieczny kontakt? Do czego to bylo Ci potrzebne ?Bo ja nie chcialabym miec zadnego kontaktu z takim typem nawet czysto kolezenskiego. A biorac pod uwage fakt ze zaproponowal Ci wyjazd to musialby byc te rozmowy dosc serdeczne i poufałe no bo raczej nie jest idiota by proponowac wspolny  wyjazd kobiecie ktora go traktuje per noga (szczegolnie jako zle znoszacy jakakolwiek krytyke narcyz). Czy aby na pewno jestes z tego czlowieka wyleczona? Czy moze poprostu przetrzezwialas na tyle by jak sama napisalas nie leciec w dyrdy do niego i heja na wakacje ale do pelnej rekonwalescencji wciaz daleko a zapewnienia ze "jest obojetny" sa na ten moment jeszcze poboznym zyczeniem. Nie pytam zlosliwie, nie odbierz mnie zle. Poprostu chcialam zwrocic uwage na pewne aspekty sytuacji.

270 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-04 10:54:02)

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, zawsze z wielką przyjemnością czytam to, co piszesz i uważam, że w pewnym sensie jesteś moją bratnią duszą. Ostatnio napisał tu jakiś facet, który spotkał milosc swojego życia i pieścił jej rączki w czasie pierwszego spotkania. Ta kobieta robiła potem uniki i on nie wiedział na czym stoi. Zapewne pamiętasz, ten wątek. Śmiać mi sie chciało, gdy przeczytałam twój post. Zwróciłas bowiem uwagę na to pieszczenie raczek- ja też dokładnie na to zwróciłam uwagę i pomyślałam " jaka ta dziewczyna jest do mnie podobna czy tam odwrotnie"
I nie tylko na podstawie tego wątku doszłam do wniosku, że nadajemy na tych samych falach.

271

Odp: Starosc z Narcyzem

Feniks, zarówno ty, jak i Josz macie niesamowity dar krótkiego i żołnierskiego sposobu stawiania kogoś do pionu. To wielka umiejętność. Zawsze piszesz tak, że człowiek natychmiast zostaje odarty że wszystkich złudzeń. Masz rację.
No cóż - zmieniłam sie, ale nadal jestem próżna. I faktem jest, że miałam wielką frajdę, gdy on znowu uchylił czapki i odezwał sie do mnie pierwszy i to po tylu miesiącach. To wielka głupota z mojej strony, bo przecież wiem doskonale o tym, że na znajomości na relacji osobistej z narcyzem, jakimś docjopata borderem czy innym tego typu człowiek zawsze kończy źle, to jednak gdzieś tam w środku mamy jakąś przekore i głupotę, która nami kieruje. Odbieralam więc te telefony i wdawalam sie w dyskusje, chociaż wiem, że nie powinnam tego robić.
To nie było mądre, ale zrozum mnie- ja kochałam tego człowieka i chciałam ułożyć sobie z nim życie. Czas oraz wydarzenia pokazały, że strzelilam z pomysłem na niego niczym kula w płot. Długo czułam sie jak bankrut, jak ostatnia idiotka. Ten facet w jakimś tam sensie nigdy nie będzie mi obojętny, bo za dużo syfu zrobiłam sobie z jego powodu w głowie, za dużo spustoszen. Do końca życia zapamiętam tego faceta jako swojego wroga, bo do tej pory nie było w moim życiu osoby, która narobilaby aż tyle szkod- to był po prostu szkodnik.
Dzisiaj nic do niego nie czuję, nie tęsknię i nie wyobrażam sobie, bym mogła pójść z nim do łóżka ( niech chodzą inne), ale są jeszcze we mnie bardzo negatywne emocje i jako zwykły człowiek czasem nie daje sobie z tym rady. Uspokajam sie coraz bardziej, rozum też jest na swoim miejscu, ale bywam tak wściekła tak zła, że nie masz pojęcia. Dlatego stać mnie bylo na to, by odbierać te telefony i rozmawiać sobie z nim miło. Jednak do czynów było mi bardzo daleko.

272

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

ale bywam tak wściekła tak zła, że nie masz pojęcia. Dlatego stać mnie bylo na to, by odbierać te telefony i rozmawiać sobie z nim miło.

Może ja czegoś nie rozumiem, ale... jak można być tak wściekłym, żeby z kimś miło rozmawiać przez miesiąc?
Bo ja nie ogarniam.

Ja póki co też jestem momentami wściekła na "mojego" eks psychopatę (ze wskazaniami na obojętność, bo chcę iść do przodu w swoim życiu, a nie ciągle stać w miejscu, albo się cofać), ale do głowy by mi nie przyszło, żeby miło z nim rozmawiać.
Zapowiedziałam mu dwa miesiące temu, że ma się nie kontaktować ze mną, więc jak np. wystaje pod moim blokiem jak idę do pracy, to ja nie wdaję się w żadne dyskusje z nim, a wzywam policję (swoją drogą dostałam od policji taką super radę ostatnio, że tylko czekam, aby się psychol pojawił, żebym ją mogła wypróbować - oj, ale się zdziwi big_smile )

273 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-08-04 11:35:57)

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Feniks, zarówno ty, jak i Josz macie niesamowity dar krótkiego i żołnierskiego sposobu stawiania kogoś do pionu. To wielka umiejętność. Zawsze piszesz tak, że człowiek natychmiast zostaje odarty że wszystkich złudzeń. Masz rację.
No cóż - zmieniłam sie, ale nadal jestem próżna. I faktem jest, że miałam wielką frajdę, gdy on znowu uchylił czapki i odezwał sie do mnie pierwszy i to po tylu miesiącach. To wielka głupota z mojej strony, bo przecież wiem doskonale o tym, że na znajomości na relacji osobistej z narcyzem, jakimś docjopata borderem czy innym tego typu człowiek zawsze kończy źle, to jednak gdzieś tam w środku mamy jakąś przekore i głupotę, która nami kieruje. Odbieralam więc te telefony i wdawalam sie w dyskusje, chociaż wiem, że nie powinnam tego robić.
To nie było mądre, ale zrozum mnie- ja kochałam tego człowieka i chciałam ułożyć sobie z nim życie. Czas oraz wydarzenia pokazały, że strzelilam z pomysłem na niego niczym kula w płot. Długo czułam sie jak bankrut, jak ostatnia idiotka. Ten facet w jakimś tam sensie nigdy nie będzie mi obojętny, bo za dużo syfu zrobiłam sobie z jego powodu w głowie, za dużo spustoszen. Do końca życia zapamiętam tego faceta jako swojego wroga, bo do tej pory nie było w moim życiu osoby, która narobilaby aż tyle szkod- to był po prostu szkodnik.
Dzisiaj nic do niego nie czuję, nie tęsknię i nie wyobrażam sobie, bym mogła pójść z nim do łóżka ( niech chodzą inne), ale są jeszcze we mnie bardzo negatywne emocje i jako zwykły człowiek czasem nie daje sobie z tym rady. Uspokajam sie coraz bardziej, rozum też jest na swoim miejscu, ale bywam tak wściekła tak zła, że nie masz pojęcia. Dlatego stać mnie bylo na to, by odbierać te telefony i rozmawiać sobie z nim miło. Jednak do czynów było mi bardzo daleko.

Oliwio rozbawilas mnie big_smile Cos w tym jest ze ja umiem dosc dobrze analizowac i zagladac do wnetrza czlowieka. Moze robie to troszke zbyt brutalnie ale mam nadzieje ze nie masz mi tego za zle. Ja poprostu mam taki styl ale chce dobrze, zreszta sama tez wole dostac krotki zimny prysznic od bliskich w razie potrzeby.
Ciesze sie ze jestes swiadoma tego co Toba kierowalo. Ja jestem w stanie Ciebie zrozumiec doskonale ze tu zagrala proznosc ze to on sie znowu przymila a przy tym pewnie tez chec sprawdzenia samej siebie na ile jestes juz odporna na jego wdzieki i mozesz mu dac nadzieje a potem zatrzasnac z satysfakcja drzwi przed nosem (w przenosni). Chcialabym tylko bys byla czujna i nie zrobila sobie krzywdy bo wiesz ze ten gosc tak czy siak spadnie niestety na 4 łapy.

274

Odp: Starosc z Narcyzem

-v- , psychika ludzka jest wielka zagadka i potrafi zaskakiwać nie chce zamknąć sie w schematy i zapewniam cię, że można być tak wscieklym, że mile rozmawianie z własnym wrogiem sprawia satysfakcję. Ja taka po prostu jestem. Wiem że to dziwne, ale zawsze byłam dość specyficzna.
Feniks, absolutnie mnie nie urazilas. Zawsze trafiasz w samo sedno i widzisz rzeczy, krzeych większość  ludzi w ogóle nie dostrzega.
Jestem i będę ostrożna. Ten roxwydrzeniec już mnie nie dosięgnie, bo ja odskoczylam od niego o lata świetlne podczas gdy on ciągle kisi sie wr własnym narcyzim sosie.
Tacy jak on zawsze spadają na cztery łapy bo rządzi nimi doskonale wykształcony instynkt samozachowawczy oraz są zwyczajnie cwani. Kobiety lecą na takich facetów. Tylko te, które weszły na troszkę wyższa półkę swiadosci, mają jakąś tam wiedzę na temat zaburzeń są na nich odporne.
Szkoda że czasem nabieramy rozumu dopiero wtedy gdy porządnie dostaniemy po łapach.

275

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, a może to po prostu najzwyklejsze uzależnienie wink

276 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-04 13:14:52)

Odp: Starosc z Narcyzem

-v-, na sto procent to uzależnienie. Z miłością jako taka nie ma to nic wspólnego, bo nie ma ani tęsknoty, ani ciepłego myślenia czy pazadania. To uzaleznienie- bez wątpienia. Tacy ludzie potrafią uzależniać od siebie i właśnie z tym ciężko jest wygrać.
Pracuje nad sobą i wychodzę na prostą, ale wiem że dopóki będzie we mnie chociaż odrobina tej toksyny, to dalej będę mogła myśleć o sobie, jako o osobie uzależnionej.
Zero kontaktu to podstawa. Trzymam sie tej zasady, bo naprawdę sie sprawdza. Innej metody nie ma. Ale mam do czynienia z upartym przeciwnikiem, a ponieważ sama też jestem uparta, więc ulegam próżności. On nie jest z tych którzy non stop wypidujs albo wydxwaniaja, jest wprost przeciwnie. Jest jednak z tych, którzy potrafią pojawiać sie nie wiadomo kiedy i w najmniej oczekiwanym momencie. Jego rekord milczenia trwał prawie rok. To utrudnia proces walki z uzależnieniem, ale czas i praca nad sobą sprawia, że jego uderzenia są coraz słabsze.
Wiem że popełniła m błąd wdając sie z nim w rozmowy, ale zagrała próżność, głupota i kiedyś bardzo ciężkie, dzisiaj znacznie słabsze, uzależnienie psychiczne.
Dam sobie radę, ale do celu Idę dość pokretna drogą.

277

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, mimo żalu i zawiedzionych oczekiwań wobec tego człowieka, zachowujesz klasę, dlatego on nie może o Tobie zapomnieć.
Lecz pozostawanie w kontakcie z nim niepotrzebnie przywołują stare wspomnienia i nadal tkwisz jedną nogą w przeszłości.
Rozważ, czy takim postępowaniem nie dajesz mu do zrozumienia, że masz wątpliwości, co do słuszności swojej decyzji o rozstaniu.

Kto wie, co w takiej głowie siedzi!

278

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, dobrze, że to wiesz... u mnie tak było rok temu... sądziłam, że już wygrałam, a tu... wpadłam znowu jak śliwka w kompot i znowu się z nim związałam. Miałam takie poczucie, że to zaszczyt być wybraną przez niego. W końcu podczas tej naszej przerwy przygruchał sobie jakąś pannę, której wyznawał miłość (dwa miesiące), a ja sądziłam, że przecież nie mogę stracić takiego super faceta.
A teraz.. kiedy mnie nachodzi i szantażuje, to naprawdę uważam, że to zwykły chu**k, a nie żaden super facet. Wzywam policję po prostu i tyle.
I masz rację, zasada zero kontaktu jest rzeczywiście trudna. Ale mam wrażenie, że im dłużej w tym wytrwasz, tym będzie łatwiej. Tak jest u mnie przynajmniej.

279 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-08-04 14:42:49)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ja nie szukam kontaktu z tym facetem, ale wiem też, że to, co przed chwilą napisałam, to głupie gadanie, bo gdy on co kilka miesięcy dzwoni, to ja odbieram i rozmawiam z nim, jak że starym znajomym. To błąd z mojej strony i jeśli będzie nastepny raz, nie odbiorę telefonu. Tak będzie. Chyba nie muszę już sprawdzać swojej odporności na niego, a najlepszym na to dowodem jest fakt, że jego nagle zniknięcia już mnie nie dotykają. Facet dzwoni, dzwoni i nagle urywa kontakt- zawsze tak sie zachowywał, tyle tylko, że kiedyś bardzo przeżywałam takie sytuacje, cierpiałam i hodowalam w sobie super nerwicę. Dzisiaj pukam sie tylko w czoło i myślę sobie " no jak zwykle, ciekawe kiedy znowu przypomni sobie o mnie ten wariat" tak mniej więcej myślę. Chodzi mi po prostu o to, że nie przeżywam już takich sytuacji, bo wiem z kim i z czym mam do czynienia. Jest to więc ogromny postęp. Kiedyś coś takiego było dla mnie nie do pomyślenia, jak marzenie ściętej głowy. Teraz zyje sobie swoim nowym życiem i tyle. On niech dalej kisi sie we własn ym sosie.
Zero kontaktu to podstawa oraz wiedza. Ja doszłam też do myślenia, że najważniejszy jest też cel. Człowiek, który ma konkretny cel i daxy do niego aktywnie nie ma czasu ani ochoty cofać sie do tylu. Zamyka sie po prostu pewne sprawy z przeszlosci i idzie sie w kierunku realizacji swojego celu.
Ja mam nowe cele.
Ósemko, nie wiem dlaczego on nie może o mnie zapomnieć. Odpowiedzi na to może być kilka a nawet kilkadziesiąt. Co siedzi w głowie takiego człowieka? Pycha i złość tam siedzą. Chyba wkurza go to, że nie udaje mu sie doprowadzić mnie do wybuchu jakiejś furii, zlosci, czegoś w tym stylu. Zamiast tego na potrafię spokojnie z nim rozmawiać, jakbym mówiła do kogoś zwyczajnego, takiego jednego z wielu, nikogo specjalnego. Jestem pewna, że gdybym zaczęła go atakować, obrzucać epitetami, strzelac telefonem, to on puchlby z dumy, że jest aż tak dla mnie ważny, skoro wywołuje u mnie takie emocje. Mój spokój go intryguje i rozwala- prawdopodobnie dlatego nie może o mnie zapomnieć.
Ale jak jest naprawdę, to ja tego nie wiem.

280

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Ósemko, nie wiem dlaczego on nie może o mnie zapomnieć. .


Ja odpowiem - bo psychopaci tak mają. Dopóki ofiara "współpracuje" to nigdy jej nie porzucą. Za moim eks ciągną się kochanki, które od zna od wielu, wielu lat. Są odstawiane na chwilę, kiedy pojawi się nowa zabawka (np. ja - ale nie są odstawiane całkiem, tylko na długość ramienia - podczas każdej naszej kłótni on do nich wracał), a jak zabawka ucieknie i już się nie daje złapać, to wracają do akcji, bo on się z nimi kontaktuje. I było tak, że jak był ze mną to nadawał na nie, a jak się pokłóciliśmy, to leciał do nich i nadawał na mnie, używając bardzo niewybrednych słów. Potrafił takie rozmowy na FB prowadzić na moich oczach, więc dokładnie wiem co tam pisał i kiedy się z nimi kontaktował.

JA NIE CHCĘ BYĆ KIMŚ TAKIM, JAK TE JEGO KOCHANKI.

One nawet nie mają tej świadomości, że są z psychopatą, że są uzależnione, uważają go za wyrocznię i najlepszego faceta na świecie. Mimo, że wiedzą, że on jedną zdradza z drugą i na odwrót. Całkowicie chora sytuacja. Kiedyś te kobiety mnie wkurzały, szczególnie jego eks - bo nie dawała nam spokoju przez 1,5 roku. A teraz wiem, że to biedna, ślepa kobieta, która nie ma pojęcia jak ten człowiek nią manipuluje, żeby ona była na każde skinienie.

Dlatego widzę tylko jedną drogę dla mnie: przed siebie, do przodu.
A Twoje życie, Tula, to Twoje życie. Chcesz je spędzić na cyklicznych kontaktach z tym człowiekiem - proszę bardzo.
Nie zmusisz go do tego, żeby zaprzestał kontaktów z Tobą - ale od Ciebie zależy, jak Ty będziesz na to reagowała.

281

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula, a nie myślałaś o tym żeby zamiast próbować pokonać swoje uzależnienie siłą woli, to znaleźć źródło, dla którego ciągnie Cię do takich typów?
Co w Tobie jest takiego, jakie braki, które narcyz 'uzupełnia' - oczywiście pozornie?

282

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj Oliwio. Jesteś jedyną w swoim rodzaju specjalistą od narcyzów i wszelkich psycholi. Znasz na wylot te porąbane mechanizmy, gierki. Po co je testujesz tak długo na własnej skórze? Mi nie odpowiadaj. Bardziej sobie. Byłabyś zdolna teraz po tym wszystkim poznać, pokochać zwykłego ,nudnego faceta? Przecież ten przymus siedzi w Tobie, tak samo jak we mnie mój z moją borderką.

283

Odp: Starosc z Narcyzem

Elle, apologises, może trochę dlatego, że najtrudniej jest zostać prorokiem we własnym kraju. Chodzi mi po prostu o to, że jesli chodzi o tego człowieka, to ja jakby sama sobie nie dowierzam, w sensie, że mam rację, co do niego.
Gdy poznaję historię innych nie mam żadnych wątpliwości- szybko rozpoznaję z czym mam do czynienia. Odróżnię zwykłą łajdaczynę od psychola- poznaje to głównie po tym, co pisze ofiara, jak pisze i co się z nia dzieje. Naprawdę nie mam z tym żadnych problemów. Od razu wiem, co poradzić takiej osobie i mam tak od lat. Ty apologises wiesz o tym doskonale, bo nawet w twojej historii od razu wyczułam, że masz do czynienia z borderką i nazwałam rzecz po imieniu. Na marginesie- czytałam twój wątek, że milość kwitnie- byłam w szoku. Wrócę jeszcze do tej sprawy.
Jeśli jednak chodzi o moją historię, to naprawdę bywam uparta jak osioł. Raz, że nie dowierzam swoim sądom, a dwa nie mogę przyjać do wiadomości tego, że  mnie spotkało coś takiego. Jakim cudem mnie mogło przydarzyć się coś takiego?
Z jednej strony nie mam żadnych wątpliwości, że człowiek ten ma powazny problem z głową. Mało tego, on sam doskonale o tym wie, bo zdiagnozował się kiedyś. Był bowiem taki czas w jego życiu, gdy zaliczał jakąś serię porażek. Bardzo go to niepokoiło, więc poszedł do specjalistów i próbował coś tam ze sobą zrobić, żeby było mu w zyciu trochę lepiej. Usłyszał wtedy o narcyźmie, o zaburzeniu borderline, no w ogóle wyszedł, jak to nazwał, z kwadratowym łbem. Oczywiście nie uwierzył lekarzom, a ponieważ swego czasu ta sfera  zawodowa nadepnęła mu na odcisk, toteż lubił robić sobie jaja z psychiatrów, z psychologów, z ich wiedzy. Pysznił się, gdy opowiadał mi o tym wszystkim. Stwierdził, że to wspaniale, jesli jest socjopatą, bo przynajmniej nikt go nie zeżre. Śmiał się też, że jest prekursorem nowej rasy, która wkrótce opanuje świat, a tacy, jak ja będą dla niego łatwą strawą. Ja w tamtym czasie w tych tematach byłam ciemna jak tabaka w rogu i słuchałam tego, co on opowiadał z szeroko otwartą buzią. Boże jak on mi wtedy imponował! Wydał mi się taki potezny, taki odwazny, taki wszechmocny. Matko święta, jaki człowiek potrafi był durny, to nawet ustawa tego nie może przewidzieć.
Siedzi więc we mnie wstyd i odzywa się chora ambicja i gdy mam okazję nabić w butelkę pana zaburzonego, to z wielką satysfakcją to robię.
Ja wiem, że i tak startuję z pozycji małej mrówki i strzelam kapiszonami do potwora, ale gdzies tam w środku odczuwam jakąś głupią satysfakcję. To w końcu mnie znudzi i właściwie już nudzi, ale kurczę tak bym chciała, żeby takim ludziom chociaż raz podwinęła się noga.

Jeśli chodzi o to czy potrafiłabym pokochać normalnego, honorowego mężczyznę, to jestem pewna, że tak. Jest nawet ktoś taki na horyzoncie i kto wie?
Bo widzicie- moja szansa na fajny związek polega na tym, że ja wczesniej bywałam w związkach własnie z takimi normalnymi mężczyznami. Niczym nie byłam skażona. Nigdy wczesniej nie miałam do czynienia z żadnymi czubami. Byłam więc normalna i obracałam się w normalnym środowisku.
Dopiero ta znajomość była dla mnie jakimś ekstremalnym dziwologiem, jedyna w swoim rodzaju w złym tego słowa znaczeniu.
W moim przypadku jest więc o tyle łatwiej, że wystarczy tylko, bym na nowo odnalazła dawną siebie i wszystko się ułoży.
znacznie gorzej maja ci, którzy juz na starcie zaczynaja od patologii (chore dzieciństwo, fatalne związki zaraz na samym starcie w dorosłe zycie)- ja tego wszystkiego nie miałam, więc jestem w lepszej sytuacji.

Wracając apologises do ciebie- naprawdę ciągle jesteś ze swoją zoną i czy naprawdę jesteś szczęśliwy? Jestem w stanie cię zrozumieć, ale napisz, jesli możesz, jakim cudem doszedłeś do takiego etapu.

-v-, wiem o tym, że psychopaci tak mają. Normalnie myślącym i normalnie zyjącym szarym ludziom nawet w głowie się nie mieści jak zyją tacy degeneraci moralni. Dopóki ich ofiary współpracują z nimi, w sensie, że są podatne na ich wpływ, dopóty oni nie odpuszczają.
Masakra.

284

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Raz, że nie dowierzam swoim sądom, a dwa nie mogę przyjać do wiadomości tego, że  mnie spotkało coś takiego. Jakim cudem mnie mogło przydarzyć się coś takiego?

Tula, to są wciąż objawy głębokiego uzależnienia.
Osoby uzależnione behawioralnie mają nierealistyczny ogląd sytuacji, nie dowierzają swoim odczuciom, myślom, emocjom.
Nie są zatem zdolne do suwerennych, zgodnych ze sobą decyzji, gdyż to nałóg je prowadzi, nie one siebie.
Możecie sobie produkować te historie jak to nie odbierzecie już kolejnego telefonu, jak nie polecicie na następne spotkanie, ale dobrze wiecie, że wystarczy jeden znak, jeden gest, jedno słowo, telefon i już wracacie do starego układu. Nie ma co się oszukiwać.
Radzę też przestać żyć w filmach typu: jaki to on manipulator, uwodziciel, dupek i [wstawić co tam chcecie] i wygodnie zwalać odpowiedzialność za własne uzależnienie na nich, bo prawda jest taka, że aby ten układ mógł istnieć, muszą być dwie osoby.
Nie ma czegoś takiego, że ktoś nami manipuluje, a my to jesteśmy takie cacy. Ktoś się po prostu DAJE MANIPULOWAĆ ze względu na brak wiedzy lub deficyty. Chyba jesteście tego świadome, że jak ktoś nas wykorzysta lub w jakiś sposób przekroczy nasze granice, to tylko na nasze życzenie. W miarę stabilni emocjonalnie i poukładani ludzie jak zobaczą, że ktoś ich wykorzystuje (co się normalnie w życiu zdarza), to mówią stop, szanuj mnie. Wy trwałyście latami w tych związkach, nikt was kajdanami do tych facetów nie przykuł. Najczęściej jest to kobieta KKZB i osobowość unikająca bliskości (z zaburzeniami czy bez). Toksyczny związek, to toksyczny związek. Toksyny wnoszą dwie strony.

285

Odp: Starosc z Narcyzem

Częściową odpowiedź dała Lilka-15 . Do tanga trzeba dwojga. Byłem i jestem stworzony dla zaburzonych kobiet. Zmiany zaczęły się ode mnie.
Zdrady , szukanie flirtu, romansu, który jak obserwuję w waszych wpisach jest najbardziej bolącym was wyznacznikiem narcyzmu były u mnie zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Zdrady przetrawiłem, ale co z tego, że ich już nie było, jeśli kontrola żyć nie dała? Ustawianie myśli, wmawianie co powiedziałem, gdzie byłem, co robiłem, pełny zakres. A najbardziej słowa "jak się nie podoba to się rozwiedź" . No to ok. Do rozwodu nie doszło, ale było groźnie. Po którejś jej wyprowadzce mój warunek-terapia kierunkowa. Już w jej trakcie działy się "cuda" , ale nie pozwalałem się sterować. Na mój telefon, konta na zetce i innych hasła i totalny szlaban na info co robię, gdzie, kiedy. Przy okazji awanturek, włamań na konta zgłoszenia na policję, interwencje domowe, a mam wyjątkowo blisko.  Zero tajemnic dla rodziny i znajomych co się dzieje. Gdy już przekonana dalej o swoich projekcjach żona przestała sama wytrzymywać tę wojnę, zaczęły się jej próby samobójcze, szpitale. Była też jej wizyta u prawnika. Facet uświadomił ją, że jej bez szans. Traci wszystko łącznie z dziećmi. Po tych akcjach, kolejnej wyprowadzce i próbie powrotu znowu warunek-terapia. Tym razem zamknięta. Będzie i kolejna; ale to raczej konsekwencja tej ostatniej. W sumie moje pomogły terapie i stawianie granic z konsekwencjami. Przestało podobać mi się bycie ofiarą. No i mam życie sto razy lepsze, niż miałem przez dwadzieścia lat małżeństwa. Musu na noszenie obrączki i wspólne mieszkanie nie ma (obrączek de facto fizycznie już nie ma, straciły dla mnie wartość, więc poszły).
Ja mogę żyć samotnie, dzieciaki same się opowiedziały, żona musiała wybrać i wybrała. Zdrowo na własnym tyłku. To takie conajmniej dwa lata w naprawdę małym skrócie.

286

Odp: Starosc z Narcyzem

Lilka, po części zgodzę się z tobą, szczególnie w tym, co napisałaś ogólnie na temat ludzi uwikłanych w toksyki.
Rzeczywiście jest tak, że do tanga trzeba dwojga. Toksyki tworzą dwie chore na głowę osoby.
Załóżmy, że w jakimś tam związku zaburzony jest facet, a kobieta jest zdrowa (tak było w moim przypadku- ja zanim cokolwiek zaczełam z tym facetem naprawdę nie miałam żadnych deficytów, żadnych ze sobą problemów) i jeśli taka kobieta od samego początku ma jakąś tam wiedzę na temat toksycznych relacji, to uwierz mi jest ona w stanie szybko zorientować się, że od tego faceta mocno śmierdzi. Taka kobieta długo więc nie pozostanie z zaburzeńcem. Szybko się wycofa. Kobieta z jakimiś deficytami oczywiście pozostanie i bardzo szybko wpadnie w nałóg. Zdrowa nie zrobi sobie krzywdy i ucieknie. Istnieje jednak idla zdrowych na umysle kobiet zagrozenie i własnia ja doświadczyłam czegoś takiego. Otóż, jesli kobieta ma  pewne okreslone cechy psychiczne- jest na przykład ciekawska z natury, lubi rzeczy dziwne, niecodzienne, jest rozbudzona intelektualnie i nigdy nie miała mentalności zwykłej Kowalskiej, której szczytem marzeń było wyjść dobrze za mąż, urodzić dzieci i zajmować się domem, rodziną, psem i ogródkiem. Taka kobieta dużo czytała, miała znajomych z różnych kręgów i mentalnie nigdy nie była szara i tuzinkowa. Taka więc osobowość kobiety oraz brak wiedzy na temat zaburzeń mogą sprawić, że zostaje ona w toksyku i jakby tego było mało, coraz bardziej angażuje się w chory układ i to pod każdym względem. I wcale nie trzeba dużo czasu, by popłynęła. Zanim się zorientuje sama zaczyna mieć poważne problemy psychiczne i emocjonalne. Zazwyczaj zaczynają się u niej pierwsze objawy nerwicy lękowej. Machina ruszyła i wszytko toczy się, jak samospełniająca się przepowiednia. Facet coraz bardziej wchodzi jej na głowę, przekracza wszelkie granice, ona to widzi, walczy z tym, cierpi, ale uparcie tkwi w syfie oraz czeka nie wiadomo na co właściwie. Ona bowiem też jest już chora, chociaż na początku była zdrowa.
Gdybym ja poznając tego faceta od samego początku miała wiedzę na temat zaburzeń osobowości, była otrzaskana w tych tematach, to od razu dałabym nogę, ponieważ wiedziałabym doskonale, jak skończy się dla mnie taki cudowny związek. Wtedy jednak byłam głupiutka i pojęcia o niczym nie miałam. A na dodatek zawsze miałam szeroko otwarte oczy na rzeczywistosć i różne zainteresowania, zawsze troszkę dziwniejsze od tych, jakie miała większość moich koleżanek. Od początku byłam taką rogatą duszą. Troszkę inaczej się malowałam, troszkę inaczej ubierałam. Nigdy nie byłam taką zwykłą, ładna i zadbaną dziewczyną. Gdzieś tam ciągle nosiło mnie w jakieś nieznane rewiry. Byłam jednak szcześliwa i spełniona. Nie miałam żadnych deficytów psychicznych. Wokół mnie zawsze kręciło się duzo ludzi, bo byłam troszkę inna i to wiele osób do mnie przyciągało. Prawdopodobnie dlatego weszłam w tę pokraczną znajomość, a potem koło zaczęło się toczyć, az nabrało wielkiej i szalonej prędkości. Popłynęłam. Zachorowałam na łeb.
Jak jest teraz?
Teraz dalej jestem uzalezniona od tej relacji, ale to, co czuję i myślę dzisiaj jest niczym w porównaniu z tym, co działo się ze mną kiedyś. Przede wszystkim nie cierpię, nie męczę się i nie zadręczam. Wrócił mi rozum i to dawno temu wrócił. Nie ma takiej opcji, bym zdurniała na stare lata do reszty i poleciała do tego faceta, bo on raczył na mnie gwizdnąć. Udowodniłam już to sama sobie i to wiele razy. Nie mam żadnych złudzeń, co do takich ludzi. Wiem, że nie ma dla nich żadnych szans i ja w zyciu nie sfrajerzyłabym się do tego stopnia, by skończyć, jako żer dla jakiegoś czuba, który skrzywdził w zyciu tyle ludzi sam żyjąc jak pączek w masle. To kłociłoby się z moim poczuciem sprawiedliwości, a na takie rzeczy zawsze byłam mocno uczulona, bo zawsze brzydziłam się przemocą i kurestfem. Nie grozi mi więc to, że ja do niego wrócę.
Jest jednak jakies tam uzależnienie i całkiem sporo negatywnych emocji, z którymi bywa, że cienko daję sobie radę. Borykam się na przykład z nerwicą lękową, której nabawiłam się przy okazji tego związku.
Wracam jednak powoli do formy i najważniejsze jest to, że poprzestawiały mi się klepki we łbie, jak sądzę, na właściwe miejsce. Zmieniły się moje priorytety i zainteresowania. Nigdy już nie wróci ta dziewczyna, a potem kobieta, która była wesoła, bardzo otwarta na ludzi i az zachłystująca się zyciem, łasa na wszelkie interesujące nowinki i spontaniczna. Pojawiła się dzisiaj prawie że matrona, dalej ciekawa różnych rzeczy, ale już wyważona i mocno stąpająca po ziemi. Mam swoje zdanie na różne tematy, mocno ugruntowane poglądy i konkretne cele w życiu, które teraz realizuję. Ani mi w głowie głupoty, jakies eksperymenty, bo szkoda mi na takie rzeczy zycia.
Ten facet może do mnie dzwonić, może gadać mi, co tylko slina przyniesie mu na język, ja posłucham, posmieję się, pokiwam głową, ale on dostepu do mnie już nie ma. Nie ma dostepu, ponieważ przestał mi imponować i przestał być dla autorytetem. Dzisiaj ja postrzegam go jako małego, śmiesznego i zepsutego do szpiku kości facecika, któremu z lekka pomerdało się we łbie i który żyje żerując na innych ludziach. Dla mnie jest on dnem, mułem i wodorostami.
Najgorsze jednak są ciągle nie do końca uporządkowane emocje. Własnie z nim czasem nie daję sobie rady- to jest to uzaleznienie.

apologises, do ciebie napiszę później, bo teraz czas mnie troszkę goni.

287

Odp: Starosc z Narcyzem

Tula bardzo ładnie to napisała w pierwszej części swojej wypowiedzi.
Bo tak to często działa.

Psychopata nie wybiera chorych osób. Wybiera zdrowe, ale takie, które np. są na tzw. "życiowym zakręcie" (rozstanie, duży stres - tak, że ich czujność jest osłabiona), albo mają jakąś niespełnioną potrzebę (np. miłości - tak było u mnie).
Poza tym byłam taka, jak Tula.
Co wiecej byłam bardzo zasadnicza, miałam swoje wartości, zasady, których się trzymałam bezwzględnie. Nie dawałam sobie wmówić niczego, do czego nie byłam przekonana.

Co więcej - paradoksalnie - bardziej są narażone na atak psychopatów właśnie osoby bardziej tolerancyjne dla wszelkiej inności i które mają otwarty umysł.
Bo to jest z jednej strony zaleta, a z drugiej bardzo słaba strona, jeśli nie zna się zjawisk typu: psychopatia, socjopatia, borderline i ich mechanizmów działania.

Psychopata też nigdy nie wybierze na ofiarę innego psychopaty, bo niczego od niego nie dostanie. Stąd to wrażenie, że psychopaci mają grono znajomych czy rodzinę, o którą dbają. To kolejna iluzja. Po prostu psychopata psychopacie oka nie wykole. Paradoksalnie nie wybierają też osób słabych, bo raz co to za frajda złamać kogoś już złamanego, po drugie nie otrzymają od osoby zgnębionej tyle, ile mogą otrzymać od osoby silnej.

Po kolejne: brak świadomości, że tacy ludzie istnieją i brak wiedzy na temat mechanizmów ich działania. Głownie tego, że psychopata nie zaczyna wcale od bicia i wyzywania. Jest ideałem. Ja nie miałam świadomości, że to powinna być lampka ostrzegawcza. Teraz już to wiem. W tej pierwszej fazie psychopata uzależnia od siebie ofiarę właśnie tą idealnością, więc jak potem zaczynają się pojawiać drobne rysy na szkle, to człowiek je ignoruje. Czasem przez dysonans poznawczy, czasem poprzez zaufanie do człowieka, którego przecież się kocha.



Tula, gdybyś potrzebowała pogadać, to możesz pisać do mnie na priv.

288 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-05 10:52:52)

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Lilka, po części zgodzę się z tobą, szczególnie w tym, co napisałaś ogólnie na temat ludzi uwikłanych w toksyki.
Rzeczywiście jest tak, że do tanga trzeba dwojga. Toksyki tworzą dwie chore na głowę osoby.
Załóżmy, że w jakimś tam związku zaburzony jest facet, a kobieta jest zdrowa (tak było w moim przypadku- ja zanim cokolwiek zaczełam z tym facetem naprawdę nie miałam żadnych deficytów, żadnych ze sobą problemów) i jeśli taka kobieta od samego początku ma jakąś tam wiedzę na temat toksycznych relacji, to uwierz mi jest ona w stanie szybko zorientować się, że od tego faceta mocno śmierdzi. Taka kobieta długo więc nie pozostanie z zaburzeńcem. Szybko się wycofa. Kobieta z jakimiś deficytami oczywiście pozostanie i bardzo szybko wpadnie w nałóg. Zdrowa nie zrobi sobie krzywdy i ucieknie. Istnieje jednak idla zdrowych na umysle kobiet zagrozenie i własnia ja doświadczyłam czegoś takiego. Otóż, jesli kobieta ma  pewne okreslone cechy psychiczne- jest na przykład ciekawska z natury, lubi rzeczy dziwne, niecodzienne, jest rozbudzona intelektualnie i nigdy nie miała mentalności zwykłej Kowalskiej, której szczytem marzeń było wyjść dobrze za mąż, urodzić dzieci i zajmować się domem, rodziną, psem i ogródkiem. Taka kobieta dużo czytała, miała znajomych z różnych kręgów i mentalnie nigdy nie była szara i tuzinkowa. Taka więc osobowość kobiety oraz brak wiedzy na temat zaburzeń mogą sprawić, że zostaje ona w toksyku i jakby tego było mało, coraz bardziej angażuje się w chory układ i to pod każdym względem. I wcale nie trzeba dużo czasu, by popłynęła. Zanim się zorientuje sama zaczyna mieć poważne problemy psychiczne i emocjonalne. Zazwyczaj zaczynają się u niej pierwsze objawy nerwicy lękowej. Machina ruszyła i wszytko toczy się, jak samospełniająca się przepowiednia. Facet coraz bardziej wchodzi jej na głowę, przekracza wszelkie granice, ona to widzi, walczy z tym, cierpi, ale uparcie tkwi w syfie oraz czeka nie wiadomo na co właściwie. Ona bowiem też jest już chora, chociaż na początku była zdrowa.
Gdybym ja poznając tego faceta od samego początku miała wiedzę na temat zaburzeń osobowości, była otrzaskana w tych tematach, to od razu dałabym nogę, ponieważ wiedziałabym doskonale, jak skończy się dla mnie taki cudowny związek. Wtedy jednak byłam głupiutka i pojęcia o niczym nie miałam. A na dodatek zawsze miałam szeroko otwarte oczy na rzeczywistosć i różne zainteresowania, zawsze troszkę dziwniejsze od tych, jakie miała większość moich koleżanek. Od początku byłam taką rogatą duszą. Troszkę inaczej się malowałam, troszkę inaczej ubierałam. Nigdy nie byłam taką zwykłą, ładna i zadbaną dziewczyną. Gdzieś tam ciągle nosiło mnie w jakieś nieznane rewiry. Byłam jednak szcześliwa i spełniona. Nie miałam żadnych deficytów psychicznych. Wokół mnie zawsze kręciło się duzo ludzi, bo byłam troszkę inna i to wiele osób do mnie przyciągało. Prawdopodobnie dlatego weszłam w tę pokraczną znajomość, a potem koło zaczęło się toczyć, az nabrało wielkiej i szalonej prędkości. Popłynęłam. Zachorowałam na łeb.

No pięknie Tula sobie wytłumaczyłaś jaka to jesteś cacy a on be wink.
Twoje niedokochanie z dzieciństwa i nierealistyczne oczekiwania od partnera bezwarunkowo pozytywnego stosunku do siebie (bo przecież na samym początku jawił ci się jak bóg-wybawca, niesamowita osobowość, która miała ci dać, tego czego podświadomie potrzebowałaś) nie musiało tak ochoczo wyjść w innych układach, z innymi partnerami. To musiała być taka osobowość jak jego. Ciesz się - dzięki temu mogłaś się sobie przejrzeć jak w lustrze. Odrobiłaś zadanie?

Poza tym, cały powyższy akapit mówi tylko o jednym: jeśli chcemy wyjść z uzależnienia, musimy uznać, że tak właśnie jest.
Uzależniony, dopóki nie przyzna się sam ze sobą, że ma problem, nic nie ruszy do przodu.
Ty uznajesz, że jesteś git. Pozostałe akapity o tym już nie świadczą...


Tula napisał/a:

Jak jest teraz?
Teraz dalej jestem uzalezniona od tej relacji, ale to, co czuję i myślę dzisiaj jest niczym w porównaniu z tym, co działo się ze mną kiedyś. Przede wszystkim nie cierpię, nie męczę się i nie zadręczam. Wrócił mi rozum i to dawno temu wrócił. Nie ma takiej opcji, bym zdurniała na stare lata do reszty i poleciała do tego faceta, bo on raczył na mnie gwizdnąć. Udowodniłam już to sama sobie i to wiele razy. Nie mam żadnych złudzeń, co do takich ludzi. Wiem, że nie ma dla nich żadnych szans i ja w zyciu nie sfrajerzyłabym się do tego stopnia, by skończyć, jako żer dla jakiegoś czuba, który skrzywdził w zyciu tyle ludzi sam żyjąc jak pączek w masle. To kłociłoby się z moim poczuciem sprawiedliwości, a na takie rzeczy zawsze byłam mocno uczulona, bo zawsze brzydziłam się przemocą i kurestfem. Nie grozi mi więc to, że ja do niego wrócę.
Jest jednak jakies tam uzależnienie i całkiem sporo negatywnych emocji, z którymi bywa, że cienko daję sobie radę. Borykam się na przykład z nerwicą lękową, której nabawiłam się przy okazji tego związku.
Wracam jednak powoli do formy i najważniejsze jest to, że poprzestawiały mi się klepki we łbie, jak sądzę, na właściwe miejsce. Zmieniły się moje priorytety i zainteresowania. Nigdy już nie wróci ta dziewczyna, a potem kobieta, która była wesoła, bardzo otwarta na ludzi i az zachłystująca się zyciem, łasa na wszelkie interesujące nowinki i spontaniczna. Pojawiła się dzisiaj prawie że matrona, dalej ciekawa różnych rzeczy, ale już wyważona i mocno stąpająca po ziemi. Mam swoje zdanie na różne tematy, mocno ugruntowane poglądy i konkretne cele w życiu, które teraz realizuję. Ani mi w głowie głupoty, jakies eksperymenty, bo szkoda mi na takie rzeczy zycia.
Ten facet może do mnie dzwonić, może gadać mi, co tylko slina przyniesie mu na język, ja posłucham, posmieję się, pokiwam głową, ale on dostepu do mnie już nie ma. Nie ma dostepu, ponieważ przestał mi imponować i przestał być dla autorytetem. Dzisiaj ja postrzegam go jako małego, śmiesznego i zepsutego do szpiku kości facecika, któremu z lekka pomerdało się we łbie i który żyje żerując na innych ludziach. Dla mnie jest on dnem, mułem i wodorostami.
Najgorsze jednak są ciągle nie do końca uporządkowane emocje. Własnie z nim czasem nie daję sobie rady- to jest to uzaleznienie.

Kolejnym rdzennym symptomem uzależnienia jest niewspółmierne do okoliczności emocjonalno-obsesyjne myślenie, tutaj już o EX PARTNERZE! Ile ty wkładasz energii, żeby go wyzywać w myślach, siłą woli, żeby nie sięgnąć po ten kieliszek. Ile czasu poświęcasz na analizowanie tego jak było, kim on był, zupełnie nie widząc, że cię ten nałóg wodzi za nos. Nerwica lękowa po zakończonym związku?? Przecież piszesz, że jesteś happy, cacy. Coś jest nie tak? Z reguły jest tak, że jak kończymy związek, relację, która nam nie służy (a tym bardziej toksyczną), to ODŻYWAMY, jesteśmy swobodniejsi, bardziej pogodni i spokojni. Ty za to, przez obsesję myślenia o nim, karmienia się negatywnymi emocjami i wylewaniem żalu do niego, chorujesz wręcz! (nerwica to nic innego jak konflikt wewnętrzny).

Także Tula.. smile. Jesteś głęboko w czarnej d.. smile.
Swoje uzależnienie możesz przepracować na mitingach AA i tym powiązanych.
Nie ty jedna, nie jedyna wink.

289

Odp: Starosc z Narcyzem

_v_, bardzo dobry post 287.

Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość działania różnych mechanizmów!

290 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-08-05 11:49:18)

Odp: Starosc z Narcyzem
Lillka-15 napisał/a:
Tula napisał/a:

Lilka, po części zgodzę się z tobą, szczególnie w tym, co napisałaś ogólnie na temat ludzi uwikłanych w toksyki.
Rzeczywiście jest tak, że do tanga trzeba dwojga. Toksyki tworzą dwie chore na głowę osoby.
Załóżmy, że w jakimś tam związku zaburzony jest facet, a kobieta jest zdrowa (tak było w moim przypadku- ja zanim cokolwiek zaczełam z tym facetem naprawdę nie miałam żadnych deficytów, żadnych ze sobą problemów) i jeśli taka kobieta od samego początku ma jakąś tam wiedzę na temat toksycznych relacji, to uwierz mi jest ona w stanie szybko zorientować się, że od tego faceta mocno śmierdzi. Taka kobieta długo więc nie pozostanie z zaburzeńcem. Szybko się wycofa. Kobieta z jakimiś deficytami oczywiście pozostanie i bardzo szybko wpadnie w nałóg. Zdrowa nie zrobi sobie krzywdy i ucieknie. Istnieje jednak idla zdrowych na umysle kobiet zagrozenie i własnia ja doświadczyłam czegoś takiego. Otóż, jesli kobieta ma  pewne okreslone cechy psychiczne- jest na przykład ciekawska z natury, lubi rzeczy dziwne, niecodzienne, jest rozbudzona intelektualnie i nigdy nie miała mentalności zwykłej Kowalskiej, której szczytem marzeń było wyjść dobrze za mąż, urodzić dzieci i zajmować się domem, rodziną, psem i ogródkiem. Taka kobieta dużo czytała, miała znajomych z różnych kręgów i mentalnie nigdy nie była szara i tuzinkowa. Taka więc osobowość kobiety oraz brak wiedzy na temat zaburzeń mogą sprawić, że zostaje ona w toksyku i jakby tego było mało, coraz bardziej angażuje się w chory układ i to pod każdym względem. I wcale nie trzeba dużo czasu, by popłynęła. Zanim się zorientuje sama zaczyna mieć poważne problemy psychiczne i emocjonalne. Zazwyczaj zaczynają się u niej pierwsze objawy nerwicy lękowej. Machina ruszyła i wszytko toczy się, jak samospełniająca się przepowiednia. Facet coraz bardziej wchodzi jej na głowę, przekracza wszelkie granice, ona to widzi, walczy z tym, cierpi, ale uparcie tkwi w syfie oraz czeka nie wiadomo na co właściwie. Ona bowiem też jest już chora, chociaż na początku była zdrowa.
Gdybym ja poznając tego faceta od samego początku miała wiedzę na temat zaburzeń osobowości, była otrzaskana w tych tematach, to od razu dałabym nogę, ponieważ wiedziałabym doskonale, jak skończy się dla mnie taki cudowny związek. Wtedy jednak byłam głupiutka i pojęcia o niczym nie miałam. A na dodatek zawsze miałam szeroko otwarte oczy na rzeczywistosć i różne zainteresowania, zawsze troszkę dziwniejsze od tych, jakie miała większość moich koleżanek. Od początku byłam taką rogatą duszą. Troszkę inaczej się malowałam, troszkę inaczej ubierałam. Nigdy nie byłam taką zwykłą, ładna i zadbaną dziewczyną. Gdzieś tam ciągle nosiło mnie w jakieś nieznane rewiry. Byłam jednak szcześliwa i spełniona. Nie miałam żadnych deficytów psychicznych. Wokół mnie zawsze kręciło się duzo ludzi, bo byłam troszkę inna i to wiele osób do mnie przyciągało. Prawdopodobnie dlatego weszłam w tę pokraczną znajomość, a potem koło zaczęło się toczyć, az nabrało wielkiej i szalonej prędkości. Popłynęłam. Zachorowałam na łeb.

No pięknie Tula sobie wytłumaczyłaś jaka to jesteś cacy a on be wink.
Twoje niedokochanie z dzieciństwa i nierealistyczne oczekiwania od partnera bezwarunkowo pozytywnego stosunku do siebie (bo przecież na samym początku jawił ci się jak bóg-wybawca, niesamowita osobowość, która miała ci dać, tego czego podświadomie potrzebowałaś) nie musiało tak ochoczo wyjść w innych układach, z innymi partnerami. To musiała być taka osobowość jak jego. Ciesz się - dzięki temu mogłaś się sobie przejrzeć jak w lustrze. Odrobiłaś zadanie?

Poza tym, cały powyższy akapit mówi tylko o jednym: jeśli chcemy wyjść z uzależnienia, musimy uznać, że tak właśnie jest.
Uzależniony, dopóki nie przyzna się sam ze sobą, że ma problem, nic nie ruszy do przodu.
Ty uznajesz, że jesteś git. Pozostałe akapity o tym już nie świadczą...


Tula napisał/a:

Jak jest teraz?
Teraz dalej jestem uzalezniona od tej relacji, ale to, co czuję i myślę dzisiaj jest niczym w porównaniu z tym, co działo się ze mną kiedyś. Przede wszystkim nie cierpię, nie męczę się i nie zadręczam. Wrócił mi rozum i to dawno temu wrócił. Nie ma takiej opcji, bym zdurniała na stare lata do reszty i poleciała do tego faceta, bo on raczył na mnie gwizdnąć. Udowodniłam już to sama sobie i to wiele razy. Nie mam żadnych złudzeń, co do takich ludzi. Wiem, że nie ma dla nich żadnych szans i ja w zyciu nie sfrajerzyłabym się do tego stopnia, by skończyć, jako żer dla jakiegoś czuba, który skrzywdził w zyciu tyle ludzi sam żyjąc jak pączek w masle. To kłociłoby się z moim poczuciem sprawiedliwości, a na takie rzeczy zawsze byłam mocno uczulona, bo zawsze brzydziłam się przemocą i kurestfem. Nie grozi mi więc to, że ja do niego wrócę.
Jest jednak jakies tam uzależnienie i całkiem sporo negatywnych emocji, z którymi bywa, że cienko daję sobie radę. Borykam się na przykład z nerwicą lękową, której nabawiłam się przy okazji tego związku.
Wracam jednak powoli do formy i najważniejsze jest to, że poprzestawiały mi się klepki we łbie, jak sądzę, na właściwe miejsce. Zmieniły się moje priorytety i zainteresowania. Nigdy już nie wróci ta dziewczyna, a potem kobieta, która była wesoła, bardzo otwarta na ludzi i az zachłystująca się zyciem, łasa na wszelkie interesujące nowinki i spontaniczna. Pojawiła się dzisiaj prawie że matrona, dalej ciekawa różnych rzeczy, ale już wyważona i mocno stąpająca po ziemi. Mam swoje zdanie na różne tematy, mocno ugruntowane poglądy i konkretne cele w życiu, które teraz realizuję. Ani mi w głowie głupoty, jakies eksperymenty, bo szkoda mi na takie rzeczy zycia.
Ten facet może do mnie dzwonić, może gadać mi, co tylko slina przyniesie mu na język, ja posłucham, posmieję się, pokiwam głową, ale on dostepu do mnie już nie ma. Nie ma dostepu, ponieważ przestał mi imponować i przestał być dla autorytetem. Dzisiaj ja postrzegam go jako małego, śmiesznego i zepsutego do szpiku kości facecika, któremu z lekka pomerdało się we łbie i który żyje żerując na innych ludziach. Dla mnie jest on dnem, mułem i wodorostami.
Najgorsze jednak są ciągle nie do końca uporządkowane emocje. Własnie z nim czasem nie daję sobie rady- to jest to uzaleznienie.

Kolejnym rdzennym symptomem uzależnienia jest niewspółmierne do okoliczności emocjonalno-obsesyjne myślenie, tutaj już o EX PARTNERZE! Ile ty wkładasz energii, żeby go wyzywać w myślach, siłą woli, żeby nie sięgnąć po ten kieliszek. Ile czasu poświęcasz na analizowanie tego jak było, kim on był, zupełnie nie widząc, że cię ten nałóg wodzi za nos. Nerwica lękowa po zakończonym związku?? Przecież piszesz, że jesteś happy, cacy. Coś jest nie tak? Z reguły jest tak, że jak kończymy związek, relację, która nam nie służy (a tym bardziej toksyczną), to ODŻYWAMY, jesteśmy swobodniejsi, bardziej pogodni i spokojni. Ty za to, przez obsesję myślenia o nim, karmienia się negatywnymi emocjami i wylewaniem żalu do niego, chorujesz wręcz! (nerwica to nic innego jak konflikt wewnętrzny).

Także Tula.. smile. Jesteś głęboko w czarnej d.. smile.
Swoje uzależnienie możesz przepracować na mitingach AA i tym powiązanych.
Nie ty jedna, nie jedyna wink.

Lilka nie znam Cie i nic nie wiem o Tobie poza tym ze chyba sama wyszlas /wychodzisz ze zwiazku z toksykiem. Przeczytalam pare Twoich postow i nie wiem czemu ale bije od Ciebie jakas zla energia. Niby doradzasz niby przestrzegasz ale robisz to jakos tak agresywnie i jakby z dzika  satysfakcja ze mozesz komus napisac ze jest nadal nie do konca ok. Bo ja rozumiem zasadniczosc i nieowijanie w bawelne (sama taka jestem) ale od Ciebie wyplywa jakas agresja w tym wszystkim. Dlaczego?

291

Odp: Starosc z Narcyzem

Lilka, Tula pisze o tym, że jest świadoma, że to uzależnienie i nie wiem w którym poście wyczytałaś o niedokochaniu z dzieciństwa, ja takiej wypowiedzi nie znalazłam.
Tula czyli Oliwia pomogła tu na forum wielu ludziom, śledzę jej wątki od samego początku, pewnie gdyby nie jej własne doświadczenia, nigdy by się tu nie znalazła – także można powiedzieć, że odrobiła swoje zadanie.

292

Odp: Starosc z Narcyzem

Mechanizmy mechanizmami. Znam tylu chlejących od lat alkoholików, po niezliczonej ilości terapii ,odwyków, meetingów, że głowa mała. Mało tego, potrafią innych wyrwać z nałogu, a sami się wyniszczają. Podobnie z partnerami takich. Lata świetlne al-anonów i dupa blada.
Padło ciekawe stwierdzenie, że jeden psychopata nie zwiąże się z drugim. I równie ciekawe, że około 30% borderek łapie się na psychofagów. Gdy ładnie się uzupełniają "potrzeby emocji" takiej parki, to takie związki trwają latami.
Obok mechanizmów działają podświadome elementy, nie zawsze uświadomione. Logika wtedy nieco zawodzi. .

293 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-05 12:06:28)

Odp: Starosc z Narcyzem
feniks35 napisał/a:

Lilka nie znam Cie i nic nie wiem o Tobie poza tym ze chyba sama wyszlas /wychodzisz ze zwiazku z toksykiem. Przeczytalam pare Twoich postow i nie wiem czemu ale bije od Ciebie jakas zla energia. Niby doradzasz niby przestrzegasz ale robisz to jakos tak agresywnie i jakby z dzika  satysfakcja ze mozesz komus napisac ze jest nadal nie do konca ok. Bo ja rozumiem zasadniczosc i nieowijanie w bawelne (sama taka jestem) ale od Ciebie wyplywa jakas agresja w tym wszystkim. Dlaczego?

Dzięki Feniks za zwrócenie uwagi.
Może tak jest. Zastanowię się na tym.
Ale na pewno po zmianie pewnych przekonań we mnie i zasad postępowania, nie mam cierpliwości już do pewnych osób.
Wiem też, że niektóre sposoby myślenia, są na pewien czas w naszym życiu koniecznie.
Z drugie strony, ja już rzeczywiście nie owijam w bawełnę. Nie chce mi się.
To może się nie podobać, także mój styl wypowiedzi może komuś nie podejść.

Z drugiej jednak strony, nie mówię też rzeczy, które nie są poparte moim doświadczeniem, albo są nieprawdą.
Coś tam w życiu przeżyłam, kilka mechanizmów znam (szczególnie jeśli chodzi o toksyczne związki).
W sumie nie muszę się podobać, ale zwrócę uwagę na swój styl wypowiedzi tu na forum - może powinnam jednak być bardziej empatyczna i  delikatna.

294 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-05 12:07:06)

Odp: Starosc z Narcyzem
apologises napisał/a:

Mechanizmy mechanizmami. Znam tylu chlejących od lat alkoholików, po niezliczonej ilości terapii ,odwyków, meetingów, że głowa mała. Mało tego, potrafią innych wyrwać z nałogu, a sami się wyniszczają. Podobnie z partnerami takich. Lata świetlne al-anonów i dupa blada.
Padło ciekawe stwierdzenie, że jeden psychopata nie zwiąże się z drugim. I równie ciekawe, że około 30% borderek łapie się na psychofagów. Gdy ładnie się uzupełniają "potrzeby emocji" takiej parki, to takie związki trwają latami.
Obok mechanizmów działają podświadome elementy, nie zawsze uświadomione. Logika wtedy nieco zawodzi. .

Trzeba się dobrze poznać, ogólnie w życiu, Apologises.
I nawet z trudnymi ludźmi można żyć smile.
A ci którzy chodzą na terapie i się nie udaje - no cóż..., to znaczy, że kotwica nadal zarzucona i jest samooszukiwanie się.
Człowiek to cwana bestia smile.

To, czy dobrze nam już samym ze sobą, poznaje się po spokoju wewnętrznym.
Może taki border, narcyz przechodzić, możemy wypić z nim kawę, pogadać, ale potem wracamy do siebie i nic nas nie rusza.
Znamy siebie, polegamy na sobie i życie to czy się dalej.
Po prostu wiesz, że są "tego typu ludzie", z takimi osobowościami, i to akceptujesz.
Nie musisz za każdym razem przyodziewać się w zbroję i najeżać jak jeż, kiedy jesteś z nim w kontakcie.
Myślę, z tego co czytam, że dziewczyny wciąż muszą budować wokół siebie mur, aby ich zatruta strzała nie dosięgła.
To męczące jest. Lepiej pójść w inne miejsce.

295

Odp: Starosc z Narcyzem

Lillka, z tego się nie wychodzi w jednej minucie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Tym bardziej, że psychopata nie ułatwia tego i celowo się z ofiarą kontaktuje.

mój nie daje mi zapomnieć o sobie i regularnie co tydzień, dwa coś do mnie pisze, albo czeka na mnie pod domem jak idę do pracy.
Albo zaczepia moich znajomych na FB - wiem od nich, że podpisuje się pod wszystkim, co ja piszę na publicznych profilach. Śledzi to, co robię w sieci i wydarzenia, w których chcę wziąć udział. Jednocześnie próbuje mnie w ten sposób odciąć od znajomych, których mogłabym poznać. Robił tak rok temu i robi tak teraz, licząc na to, że jeśli zostanę sama, to się załamię i do niego wrócę (niedoczekanie).

To trochę tak, jakby się unikało wódki, ale ta wódka sama by Ci się pchała do gardła i leciała do żołądka, mimo że Ty się bronisz i wcale nie chcesz.

Poza tymi epizodami to ja właśnie odżywam. Odżyłam po zakończeniu tej relacji i wcale nie chcę do niej wracać. Nie tęsknię za tym człowiekiem, nie chcę z nim być. Nawet ten seks taki boski i cudowny na początku, pod koniec był obrzydliwy. Jak sobie pomyślę, ze to miałoby wrócić, to mi się na wymioty zbiera. Nie przestałam go kochać, bo tej miłości nigdy nie było, to była jedna, wielka iluzja, ogromna pajęcza sieć (to chyba Wielokropek tak to jakiś czas temu opisała), a ja byłam tłustą muchą, która mogła być trawiona jeszcze bardzo, bardzo długo - właśnie przez to, że jestem silną psychicznie osobą, raczej optymistycznie nastawioną do życia i nie załamuję się pod przeciwnościami losu - kogoś takiego naprawdę można długi i powoli łamać. Chyba że mucha zobaczy, że siedzi w pajęczynie i coraz bardziej sieć ją oblepia. Ale samo zobaczenie jeszcze nie wystarczy - trzeba podjąć działanie, wysiłek, żeby z tej pajęczyny się wydostać, co nie jest łatwie, kiedy oblepia cię dokładnie i to kolejnymi warstwami.

Nadal jeszcze widzę u siebie lekkie objawy uzależnienia od tego człowieka, ale to już nie wpływa tak na moje życie, jak wcześniej.
Mam nadzieję, że to czego się nauczyłam przez te dwa lata i czego uczę się teraz o sobie pozwoli mi na szczęśliwe i spełnione życie.

296

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

Lillka, z tego się nie wychodzi w jednej minucie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Tym bardziej, że psychopata nie ułatwia tego i celowo się z ofiarą kontaktuje.

mój nie daje mi zapomnieć o sobie i regularnie co tydzień, dwa coś do mnie pisze, albo czeka na mnie pod domem jak idę do pracy.
Albo zaczepia moich znajomych na FB - wiem od nich, że podpisuje się pod wszystkim, co ja piszę na publicznych profilach. Śledzi to, co robię w sieci i wydarzenia, w których chcę wziąć udział. Jednocześnie próbuje mnie w ten sposób odciąć od znajomych, których mogłabym poznać. Robił tak rok temu i robi tak teraz, licząc na to, że jeśli zostanę sama, to się załamię i do niego wrócę (niedoczekanie).

To trochę tak, jakby się unikało wódki, ale ta wódka sama by Ci się pchała do gardła i leciała do żołądka, mimo że Ty się bronisz i wcale nie chcesz.

Kochana _v_ - to nie wódka sama wlewa ci się za kołnierze, tylko ty wódkę nadal chcesz.
Inaczej to by ci zwisało. Nie ma tak, że jakaś czarna mamba na nas czeka, a my tacy biedni big_smile.
Tak mówi każdy alkoholik. Dopóki jesteś z nim emocjonalnie związana- a chcesz, bo np. wiesz, że jakbyś TAK NAPRAWDĘ chciała to skończyć, to zablokowałabyś numer, Fb, e-mail, dopóty jesteś SŁABA, ZALEŻNA, NIE STANOWISZ O SWOJEJ WOLNOŚCI i podatna na każdy jego ruch. Toksyczne związki bazują na mechanizmie UZALEŻNIENIA I WSPÓŁUZALEŻNIENIA.

297

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny dadzą radę. Nie ma to tamto.
Znam teksty Oliwii już parę lat. Dla osób tkwiących w chorych układach jej pomoc jest niezastąpiona. Pomogła mi i nawet mojej zaburzonej żonie. Na pierwszy strzał jej wiedza, barwny język, spostrzeżenia są niezastąpione. Z tego co zauważyłem u niektórych osób, które skorzystały z podobnej pomocy pojawia się z czasem problem. Wkładają do jednego worka np typowego Piotrusia Pana z Trynkiewiczem. Własną pracę nad sobą (no bo nad kim innym? ) zamieniają na walkę ze złem całego świata. Może dość skrajnie to opisuję, ale w ten sposób byłe ofiary nadal tkwią w swojej roli. Negują każdy inny punkt widzenia. Rola psychologów, psychiatrów bywa wyśmiana.
Psychopaci są bardzo różni. Krzywda jest bardzo niewymierna. Jednak demonizowanie niczego nie zmienia.

298

Odp: Starosc z Narcyzem

No nie do końca mi to zwisa, kiedy moi znajomi się skarżą, że ten człowiek im się naprzykrza.

Lillka, ale ja zablokowałam WSZYSTKO - numer, FB, email, wszystko co się dało. Co nie przeszkadza zakładać mu fejkowych profili i mnie śledzić. Nie pisze do mnie bezpośrednio, bo poblokowałam go tak, że nie ma opcji - ale jak mam go zablokować jak czeka na mnie przed moim własnym domem? Może Ty znasz sposób, skoro jesteś taka madra - chetnie przyjmę radę jak powiedzieć psychofagowi, żeby mnie nie nachodził. 
Niestety nie stać mnie, żeby się wyprowadzić do innego miasta. Tu mam dom, tu mam pracę, tu mam znajomych.

Nie chcę rezygnować z FB, bo mam publicznego bloga, który ma być moim źródłem utrzymania - nie mogę go trzymać w tajemnicy, bo jak na nim wtedy zarobię? i co więcej NIE CHCĘ rezygnować z mojego dodatkowego źródła utrzymania.
Nie chcę żyć w pustelni, bo psychol mnie nachodzi i nie daje mi spokoju - musiałabym zrezygnować ze wszelkim moich zainteresowań, bo on celowo polubiał to co ja, żeby teraz móc mnie od tego odcinać. Zrezygnowałam z jogi, zrezygnowałam z fajnych wykładów, zrezygnowałam z wielu moich miejsc, do których choć raz go zaprosiłam i z jeszcze masy innych rzeczy, które mnie fascynowały - a to wszystko przez psychola.

Więc nie mów mi z łaski swojej, że nie powinno mnie ruszać to, że jakiś psychopata chce celowo zniszczyć mi życie i pozbawić mnie towarzystwa ludzi i moich przyjemności. Albo że to, że czeka na mnie na ulicy i może czaić się w zaułku to moje uzależnienie - ciekawe, czy Ty poradziłabyś sobie fizycznie z napaścią mężczyzny, który przez 20 lat ćwiczył sztuki walki? Chętnie bym na to popatrzyła. 
Może Ty jesteś takim cyborgiem, że Ci zwisa, czy do końca życia będziesz siedzieć w czterech ścianach i nie wychodzić z domu.
Ja mam swoje pasje, zainteresowania, swoje życie, którego nie zamierzam złożyć na ołtarzu walki z psychopatą.

299

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

No nie do końca mi to zwisa, kiedy moi znajomi się skarżą, że ten człowiek im się naprzykrza.

Lillka, ale ja zablokowałam WSZYSTKO - numer, FB, email, wszystko co się dało. Co nie przeszkadza zakładać mu fejkowych profili i mnie śledzić. Nie pisze do mnie bezpośrednio, bo poblokowałam go tak, że nie ma opcji - ale jak mam go zablokować jak czeka na mnie przed moim własnym domem? Może Ty znasz sposób, skoro jesteś taka madra - chetnie przyjmę radę jak powiedzieć psychofagowi, żeby mnie nie nachodził. 
Niestety nie stać mnie, żeby się wyprowadzić do innego miasta. Tu mam dom, tu mam pracę, tu mam znajomych.

Nie chcę rezygnować z FB, bo mam publicznego bloga, który ma być moim źródłem utrzymania - nie mogę go trzymać w tajemnicy, bo jak na nim wtedy zarobię? i co więcej NIE CHCĘ rezygnować z mojego dodatkowego źródła utrzymania.
Nie chcę żyć w pustelni, bo psychol mnie nachodzi i nie daje mi spokoju - musiałabym zrezygnować ze wszelkim moich zainteresowań, bo on celowo polubiał to co ja, żeby teraz móc mnie od tego odcinać. Zrezygnowałam z jogi, zrezygnowałam z fajnych wykładów, zrezygnowałam z wielu moich miejsc, do których choć raz go zaprosiłam i z jeszcze masy innych rzeczy, które mnie fascynowały - a to wszystko przez psychola.

Więc nie mów mi z łaski swojej, że nie powinno mnie ruszać to, że jakiś psychopata chce celowo zniszczyć mi życie i pozbawić mnie towarzystwa ludzi i moich przyjemności. Albo że to, że czeka na mnie na ulicy i może czaić się w zaułku to moje uzależnienie - ciekawe, czy Ty poradziłabyś sobie fizycznie z napaścią mężczyzny, który przez 20 lat ćwiczył sztuki walki? Chętnie bym na to popatrzyła. 
Może Ty jesteś takim cyborgiem, że Ci zwisa, czy do końca życia będziesz siedzieć w czterech ścianach i nie wychodzić z domu.
Ja mam swoje pasje, zainteresowania, swoje życie, którego nie zamierzam złożyć na ołtarzu walki z psychopatą.

Oo, zadziałało. Nacisnęłam guzik i są emocje smile.

Słynne już Wielokropka wink.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

300

Odp: Starosc z Narcyzem

Lillka, po prostu wypowiadasz się o tym, o czym nie masz pojęcia.
Mówisz jak do pięciolatki, nie racząc najpierw przeczytać innych moich postów, gdzie wyraźnie mówię, jakie poczyniłam kroki, żeby się od psychola uwolnić.
Wiem, że powinnam się wyprowadzić, zlikwidować FB, wszystko publiczne, co się ze mną wiąże, zmienić pracę a najlepiej nazwisko i płeć.
Ale ja tego nie chcę, bo nie mam ochoty żyć jak szczur przemykający w cieniu ciągle oglądający się za siebie.

I owszem, są emocje.

to jest WKURW - który mnie teraz niesie i daje mi siłę do działania i do życia. WKURW, którego przekuwam na swoje działanie i szukanie rozwiązań różnych sytuacji, które mnie teraz spotykają, a także na dzielenie się swoją historią z innymi osobami, które nadal siedzą w pajęczynie.
A życie nie polega na Twoim sposobie, czyli całkowitym wyłączeniu emocji, tak żeby nic mnie nie ruszało.
Z emocjami postępuje się zupełnie inaczej.

301

Odp: Starosc z Narcyzem

Widać na niektórych psychopata odcisnął swoje piętno i zamiast doradzać włączają i wyłączają emocje.

302

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

Lillka, po prostu wypowiadasz się o tym, o czym nie masz pojęcia.
Mówisz jak do pięciolatki, nie racząc najpierw przeczytać innych moich postów, gdzie wyraźnie mówię, jakie poczyniłam kroki, żeby się od psychola uwolnić.
Wiem, że powinnam się wyprowadzić, zlikwidować FB, wszystko publiczne, co się ze mną wiąże, zmienić pracę a najlepiej nazwisko i płeć.
Ale ja tego nie chcę, bo nie mam ochoty żyć jak szczur przemykający w cieniu ciągle oglądający się za siebie.

I owszem, są emocje.

to jest WKURW - który mnie teraz niesie i daje mi siłę do działania i do życia. WKURW, którego przekuwam na swoje działanie i szukanie rozwiązań różnych sytuacji, które mnie teraz spotykają, a także na dzielenie się swoją historią z innymi osobami, które nadal siedzą w pajęczynie.
A życie nie polega na Twoim sposobie, czyli całkowitym wyłączeniu emocji, tak żeby nic mnie nie ruszało.
Z emocjami postępuje się zupełnie inaczej.

_v_ spokojnie. Nie przejmuj sie i nie tłumacz. Lilka nie dalej jak dwa msce temu sama przerabiała na forum  temat swojego zwiazku z toksykiem a dziś jest już specjalistka w tej dziedzinie wink
Lilko cos mi sie zdaje ze nieprzerobione pokłady złości na swojego toksyka próbujesz wyładować na postronnych ludziach.

303

Odp: Starosc z Narcyzem

feniks wink))

304

Odp: Starosc z Narcyzem

Sorry za off-top, ale ... my wszyscy w ogóle jesteśmy na forum eksperckim. wink

Nie wiem jak pozostali, ale ja mam swoje wąskie "forumowe specjalizacje". wink

I się do tego otwarcie przyznaję. lol



Słuchajcie, ta dyskusja tutaj jest super. Poważnie. Dobrze się to czyta.

Mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi.

Ja w każdym razie wątek subskrybuję. smile

305

Odp: Starosc z Narcyzem

no ja się póki co specjalizuję w psychopatach tongue

306

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

no ja się póki co specjalizuję w psychopatach tongue

big_smile wink

307

Odp: Starosc z Narcyzem

Zaczynamy nowy dzień- witajcie zatem.

apologises, zdziwiło mnie twoje stwierdzenie, że ty nadajesz się tylko do zaburzonych kobiet. Tyle można snuć domysłów na twój temat na podstawie tego stwierdzenia... Wiesz jakich?
Pamiętam doskonale jak twoja żona obraziła się na mnie (wspominałam już o tym jakis czas temu), bo założyła swój wątek w odpowiedzi na twój i chciała odegrać rolę twojej ofiary. Nie udało się, więc szybko zamknęła swój wątek.
Od tamtej pory stoczyliście ze sobą istną wojnę, która troszkę potrwała, ale teraz jesteście razem i na dodatek oboje dobrzesię ze sobą czujecie i jest tak dobrze, jak nigdy dotąd. Kto wie? Może rzeczywiście uda się wam? Podobno jest tak, że jesli człowiek żyje tylko przeszłością albo tylko przyszłością, to nie może osiągnąć takiego stanu swojej świadomości, który można było okreslić mianem WOLNOŚĆ, że trzeba żyć teraźniejszością, bo tylko wtedy jesteśmy wolni, ponieważ mamy wpływ na to, co sie dzieje, a przynajmniej nasz wpływ jest znaczący.
Pozdrów ode mnie swoją żonę i zapewniam cię, że ja trzymam za was kciuki. Może za bardzo wyboistą i pokrętną drogą do siebie szliście, ale skoro udało wam się, to tylko trzeba wam kibicować.

Lilka, rzeczywiście masz problem z czytaniem ze zrozumieniem i z opanowaniem złych emocji. W twoim przypadku, jak sie dowiaduję, minęły dopiero dwa miesiące odkąd wyskoczyłaś z jakiegos toksyka, więc nic dziwnego, że aż tak kotłuje ci się w głowie. Przede wszystkim rzuca się w oczy to, że ciągle jesteś przerażona. Ktoś naprawdę tobą szarpnął- ja nawet domyślam się kto, bo to oczywiste.
Może powinnaś troszkę wyluzować, bo idea tego forum jest zupełnie inna. Chodzzi o to, by pomagać, pomagać  sobie, i innym. Sama jestem zwolenniczką wylewania komuś wiadra zimnej wody na głowę i gdy trzeba tak zrobić, to robię to bez żadnych oporów, ale takie działanie musi mieć ręce i nogi, musi być po prostu sprawiedliwe. Natomiast jeśli ktoś pisze coś wyraźnie i sto osób od razu wyłapuje właściwy sens jego wypowiedzi, to znaczy, że ta osoba napisała w sposób komunikatywny. Tymczasem, jesli w takiej sytuacji zdarzy się osoba, która próbuje komuś coś wmawiać i leci z wiadrem zimnej wody, to jest to niedorzeczne, bo kłóci się z poczuciem sprawiedliwości. Ja piszę o sobie prawdę, bo niby dlaczego miałabym ściemniać. Gdybym chciała ściemniać, to nie pisałabym, że nadal jestem uzależniona od tamtej znajomości, że jest to wprawdzie szczątkowe już uzależnienie w porównaniu z tym, co było kiedyś, ale cięgle przecież ono jest. Jakbym była trzeźwym alkoholikiem, bo tego faceta ja nie używam, ale to nie znaczy, że zniknął on całkowicie z mojego zycia. Ty na podstawie tego, co ja napisałam zarzucasz mi, że przejrzałam sie w tym facecie, jak w lustrze i że dobrze mi tak, skoro siebie aż tak wybielam, chociaż sama mam pełno wad, a faceta przedstawiam, jako chodzącą katatrofę i to pod każdym względem, a przecież od początku potraktowałam go jak lustro, w którym zobaczyłam ideał, bo tak widziałam siebie, jako ideał właśnie i dlatego tak go widziałam. To teraz mam za swoje.
No Lilka, co ty w ogóle pleciesz?
Zwyczajnie było- kiedyś tam, wiele lat poznałam faceta, który najzwyczajniej w świecie bardzo mi się spodobał. Posiadał on bowiem i nadal posiadawiele takich cech, które sa po prostu pozytywne. Szybko zakochałam się w nim i popłynęłam. Nie widziałam w nim żadnego swojego lustra, bo na samym początku będąc zdrową jeszcze na umyśle i emocjach osobą sama o sobie miałam dobre zdanie i nie uważałam, by spotkał mnie jakis zaszczyt z jego strony, bo on raczył zwrócić na mnie uwagę. Normalnie było- on zdobywał mnie, a ja w mniejszym albo w wi ekszym stopniu odwzajemniałam to albo nie. Takie typowe początki. Nie działo się wtedy, na tamtym etapie nic, co mogłoby mnie przerażać albo dawać coś do zrozumienia. Tempo było oczywiście bardzo szybkie, do tego doszedł nieziemski seks, facet zaczął pokazywać czarcie kopyto i coś, co miało być takie piękne, szybko zaczęło być gofniane.
Na marginesie, kilka zdań na temat seksu, bo jest to dość interesujące- seks z psychopatami zawsze jest jakiś dziwnie nieziemski, wszystkie byłe ofiary takich ludzi tak właśnie opisują seks z takimi facetami. Czyżbyy więc oznaczało to, że psychopaci sa takimi wspaniałymi kochankami? Wszyscy co do jednego? O co chodzi z tym nieziemskim seksem? Ja uważam, że dopóki  ofiara jest w transie, w łapach pana złego, to tak właśnie odbiera seks z nim. Ona tak bardzo chciałaby, żeby ten facet zmienił się, że sztab główny odpowiedzialny za jej orgazmy, wszelkie doznania łóżkowe przeniosła tylko i wyłącznie do głowy. Chodzi mi po prostu o to, że ona aż tak bardzo tego faceta chce, że onmógłby być nawet impotentem, kompletną beznadzieją łóżkową, a ona i tak będzie postrzegała go jako super kochanka i pogrążała się w ekstazie. Coś w tym stylu. W każdym razie jest to bardzo charakterystyczne dla toksyków, że kobiety zawsze mówią o nieziemskim seksie. Ja rzecz jasna też zaliczałam taki nieziemski seks, który w porównaniu do moich poprzednich doznań z innymi mężczyznami wydawał mi się istnym cudem świata i na tej podstawie też wyobrażałam sobie cuda na kiju. Wtedy nie miałam pojęcia o tym, że moje przeżycia są aż do bólu TYPOWE.
-v-, mam identycznie jak ty w tych sprawach. Dzisiaj nie poszłabym z tym facetem do łóżka, bo az mną otrząsa, gdy o tym myślę. Rozumiem doskonale, co czujesz. Ja też czuję się zbrukana. Pewnie, że chętnie napiszę do ciebie na priv, tylko muszę w końcu przysiąść i zmienić w ustawieniach. Gdy pisałam na zdradzonych info miałam priv i faktycznie pisałam z bardzo wieloma osobami- było to przyjemne. Muszę więc zająć się tą sprawą.
Wracając Lilka do ciebie- troszkę jeszcze wody upłynie, zanim ty zaczniesz się uspokajać- to normalne i też aż do bólu typowe.
Osemko, dobrze że jesteś.

308

Odp: Starosc z Narcyzem
Tula napisał/a:

Ja uważam, że dopóki  ofiara jest w transie, w łapach pana złego.

Przykro mi Tula, ale dopóki twoja interpretacja minionych zdarzeń PRZESZŁOŚCI, na zasadzie, że byłaś ofiarą "pana złego", jest przez ciebie odgrzewana w TERAŹNIEJSZOŚCI, nic się nie zmieni. To jest kwestia podstawowa.

A tym lustrem to słabo, chyba bardzo urażona jesteś tym stwierdzeniem, bo popłynęłaś tam z interpretacją, że ho, ho wink.
To, co chciałam przez to ci przekazać to, że każdy związek jest po coś, jest pewnego rodzaju lustrem, w którym na dany moment możemy się przeglądać kim de facto jesteśmy, jak reagujemy, co z emocjami robimy. Najlepiej się wtedy poznajmy, możemy się przetestować na milion sposobności. Związki są po to, aby wzrastać i się rozwijać. Mi tamten związek pokazał najciemniejsze zakamarki mojego jestestwa smile. Teraz obracam je sobie w dłoniach jak kostkę rubika i cieszę się, że mogłam to przeżyć, inaczej byłabym dalej zagubioną dziewczynką, która sterowana jest różnymi programami, co niekoniecznie pokrywało się z tym jak ja sama się widziałam (a widziałam się tak samo jak ty Tula teraz) smile. W przeciwieństwie do ciebie, nie czuję się zbrukana tym związkiem, wręcz przeciwnie, dziękuję za to, że ten mężczyzna pojawił się na mojej drodze wink.

309

Odp: Starosc z Narcyzem

wow... idąc Twoim tokiem myślenia każda zgwałcona kobieta powinna dziękować, że ją zgwałcono - to w końcu taka świetna okazja, żeby tyle sie o sobie dowiedzieć i poznać swoje najmroczniejsze zakamarki.

310

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

wow... idąc Twoim tokiem myślenia każda zgwałcona kobieta powinna dziękować, że ją zgwałcono - to w końcu taka świetna okazja, żeby tyle sie o sobie dowiedzieć i poznać swoje najmroczniejsze zakamarki.

_v_ - nie umniejszając twojej inteligencji, ale co ma zgwałcona kobieta, do toksycznego związku? wink.

311

Odp: Starosc z Narcyzem

to była analogia - takie trudne słowo wink

312 Ostatnio edytowany przez Lillka-15 (2016-08-06 11:51:00)

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

to była analogia - takie trudne słowo wink

Powodzenia _v_ na swojej ścieżce rozwoju wink.
Dziękuję za to forum i za spotykanie tu różnych osób, bo te zdarzenia uświadamiają mi jaką drogę już przeszłam i jak dużo udało mi się przepracować. Nam nie jest po drodze _v_. Trzymaj się wink.

313 Ostatnio edytowany przez ósemka (2016-08-06 12:18:39)

Odp: Starosc z Narcyzem

Lilka właśnie osoby narcystyczne przeglądają się w cudzych oczach jak w lustrach i  poprzez reakcje innych oceniają  siebie.
Czyżbyś była w tej grupie?
A może jest tak, że ten człowiek Ci tak bardzo zaimponował, że powielasz jego praktyki wobec ludzi.

Tula poświęciła Ci tutaj tyle akapitów, żebyś coś zrozumiała, Ty tymczasem wycinasz jedno zdanie z jej wypowiedzi i dorabiasz do niego całą ideologię.

-v-, teraz przeczyłam, wygląda na to, że Lilka sie z nami pożegnała - cóż, nadal nic nie zrozumiała.

314 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-08-06 12:12:03)

Odp: Starosc z Narcyzem

Lilko jak na osobe ktora dwa mce temu chlipala  na forum jak bardzo ciagnie ja do kontaktu z toksykiem masz w sobie zadziwiajaco malo empatii dla ludzi ktorzy przezyli podobne historie. Wydaje Ci sie ze skoro dzis caale dwa msce po sytuacji czujesz sie dobrze bo nie snujesz sie po katach smetnie to jestes ta wygrana silna w morzu slabeuszy. Oby los Cie nie zdziwil i te uczucia ktore tak zawadiacko i na luzaku ogladasz teraz w celach czysto poznawczych nie wrocily do Ciebie ze zdwojona  sila lub by nie okazalo sie ze one w Tobie siedzilay caly czas tylko przykryte maska Twardej Rozsadnej Lilki.
Widzisz ja tez bylam kiedys taka dzielna samodzielna jak Ty. Stracilam  w krotkim czasie dwie ciaze. Cos tam niby plakalam, smutno mi bylo ale co ja sobie nie poradze? Szybko sie ogarnelam, wrocilam do pracy dumna i blada ze taka jestem nie do zlamania. Jak mnie ktos pocieszal czulam agresje, jak sam mi jojczyl ze ma jakies problemy czulam agresje bo co on ku..wa wie o bolu zalu? Ja jestem  twarda a on mi tu sie smarcze. Tak draznilo mnie to niemilosiernie. Jakis rok pozniej nagle peklam. Tak bez powodu. Ryczalam jak bobr wylaly sie ze mne nie wszytskie zale, bol pretensje do swiata z ktorymi sobie podobno poradzilam. Teraz wiem ze caly czas bylam w jak to nazywasz czarnej d...e bo nie przepracowalam w sobe uczciwie i do konca tamtych emocji i zlosc i agresje wyladowywalam na innych. Jakos mi przypominasz mnie z tamtego czasu.
Pelna pychy mnie.

315

Odp: Starosc z Narcyzem

faniks, współczuję Ci :*

ja taka pełna pychy bylam rok temu, jak się wprowadziłam od psychola. sądziłam,że już wszystko wiem na ten temat i nie dam sie znów wkręcić. i co? pozwolilam mu do siebie wrócić... masakra.

teraz już nie jestem taka pyszna... staram się uważnie obserwować siebie i malymi kroczkami iść do przodu. choć czasem zdarza mi sie zrobić jeden krok w tył, choć wolalabym nie. ale wiem, że jestem tylko człowiekiem i potknięcia będą się zdarzać. Grunt to się na nich uczyć i nie popełniać tego samego błędu drugi raz

316 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2016-08-06 13:06:14)

Odp: Starosc z Narcyzem
_v_ napisał/a:

faniks, współczuję Ci :*

ja taka pełna pychy bylam rok temu, jak się wprowadziłam od psychola. sądziłam,że już wszystko wiem na ten temat i nie dam sie znów wkręcić. i co? pozwolilam mu do siebie wrócić... masakra.

teraz już nie jestem taka pyszna... staram się uważnie obserwować siebie i malymi kroczkami iść do przodu. choć czasem zdarza mi sie zrobić jeden krok w tył, choć wolalabym nie. ale wiem, że jestem tylko człowiekiem i potknięcia będą się zdarzać. Grunt to się na nich uczyć i nie popełniać tego samego błędu drugi raz

_v_ dziekuje Ci :* Teraz moge juz z czystym sumieniem powiedziec ze to nie boli ale faktycznie trzeba bylo czasu i pracy nad soba abym osiagnela ten stan akceptacji a nawet zadowolenia z obecnego zycia. smile  Nie jestem mimo  to az tak wspanialomyslna jak Lilka aby dziekowac losowi za to ze mnie to spotkalo bo gdyby mi dano wybor to wolalabym jednak nie tongue
Co do pracy nad soba i potkniec to jasne ze one sie beda zdarzac Tobie, Oliwii, mnie kazdej z nas. Grunt to zachowac czujnosc i otwarta glowe by w pore sie podniesc nim calkiem sie wylozymy na beton big_smile

317

Odp: Starosc z Narcyzem

... mialam do czynienia z narcyzem masakra cos mi nie pasowalo ale brnelam w znajomosc . Jak otworzyly  mi sie oczy ucielam to . Jestem na prostej ale bolalo i to bardzo !!!

318

Odp: Starosc z Narcyzem

On nie jest z tych którzy non stop wypidujs albo wydxwaniaja, jest wprost przeciwnie. Jest jednak z tych, którzy potrafią pojawiać sie nie wiadomo kiedy i w najmniej oczekiwanym momencie. Jego rekord milczenia trwał prawie rok.



Ten fragment Twojego postu brzmi dla mnie bardzo znajomo wiesz zastanawiam sie co jest powodem takiego zachowania gdzies w necie wyczytalam ze jakis facio mial formularz kalkulacyjny i po jednej stronie mial " uzywane " a po drugiej " na lawce rezerwowej " obok kazdej kobiety mial notatki skad jest ile ma lat  itd .........

319

Odp: Starosc z Narcyzem
Kalejdoskopka napisał/a:

Ludmillo - ja tez bylam dokladnie taka sama – ze starałam się być jak najbardziej perfekcyjna pod każdym względem, zalezalo mi żeby jego rodzina i przyjaciele mnie lubili. I w większości mi się udawalo, chociaż to ja czasami nie wszystkich w jego otoczeniu lubiłam – ale nie mowilam mu tego. Można powiedzieć, ze bylam ta przyslowiowa kochanka w sypialni, dama na salonach i kucharka w kuchni. Potrafilam polaczyc wszystkie te role. Ale jednocześnie dzialo się to często kosztem mnie, i odkladalo mi się to przez te lata i odbijalo negatywnie. Mnie – podobnie jak ciebie nie pociąga zalozenie rodziny – nigdy nie chciałam dzieci, ani przez moment. Wydaje mi się, ze nie jestem do tego stworzona, i tak zwyczajnie i po prostu mnie to nie interesuje. On tez nie chciał mieć dzieci, bo ma już swoje, i wiedział ze ja tez nie chce – miałam takie poglądy na długo zanim poznałam jego. Co do jego dzieci – ma dwoje – prawie dorosłych – do jednego się przyznaje i ma z nim kontakt – jak dla mnie tez taki na dystans, a dziecko to – ponieważ było opuszczone przez niego w dzieciństwie – zabiega o względy ojca – tak jak te wszystkie kobiety, które kolo niego skacza. Z drugim dzieckiem nie ma kontaktu, bo nienawidzi jego matki (ponieważ osmielila się go zdradzić) – On może zdradzac, ale nie daj boze, żeby to jego ktoś zdradzil. Twierdzi nawet ze to nie jego dziecko, ale alimenty placi i nigdy nie zrobil zadnych testow, żeby udowodnić ze nie jest ojcem. Jak dla mnie sprawa jest jasna – to jego dziecko. Ta matka chce żeby miał z tym dzieckiem kontakt, chociaż zyczenia na urodziny itp. – ale on na te prośby milczy i tylko wysyla pieniądze.
Co do slubu, to od razu zaznaczyl, ze on nie chce się ponownie zenic, ze malzenstwo psuje wszystko i ze on ma teraz nowoczesne podejście. Nigdy wiec nie poruszałam tematu, żeby go nie odstraszyć, ale miałam cicha nadzieje, ze kiedyś zmieni zdanie, ze będę kobieta, której nie będzie uwazal za zagrozenie. Sam nazwal mnie kilkakrotnie zona. Moja terapeutka mowi – ze to jest typowe zachowanie – „mówimy o rzeczach, których jednak nie robimy” – tak samo jak jakies problemy, czy poważne kwestie dotyczące naszego związku – „obchodzimy dookoła, udajemy ze ich nie widzimy i nie mówimy o nich”. Roznica wieku miedzy nami to ok. 25 lat.

Olivio – mysle ze to co piszesz ma sens– bylam dla niego osoba, przy której mogl się czuc bezpiecznie i wiele razy, kiedy miał problem zwracal się do mnie. Zawsze wtedy czułam się wyrozniona, ze mi tak ufa i nigdy go nie zawiodłam. Wiec, możliwe, ze w czasie jakiegoś kryzysu może zatesknic… Powiem ci, ze miał ze mna bardzo dobrze (i to nie tylko moje zdanie), dawałam mu dużo wolności, bylam wyrozumiala, a jednocześnie mogl zawsze na mnie liczyc i czuc się jak w domu. Mogl tez ze mna imprezować (choć niechętnie mnie zabieral), ale jednak były imprezy, na które po prostu obydwoje byliśmy zaproszeni, wiec nie miał wyjscia albo tez czasem może nie miał z kim imprezować, wiec robil to ze mna, bo bylam pod reka, nie wiem. Mogl ze mna chodzic do kina, teatru, do galerii itp. – choć glownie to były moje pomysły. Moja terapeutka twierdzi, ze bylam powyginana jak precel, żeby się do niego dostosować w roznych kwestiach – tylko ze po jakims czasie w takiej pozycji robi się coraz bardziej niewygodnie i niezdrowo. Tez uważam, ze czuwala nade mna jakas opatrzność. Malzenstwo z nim wygladaloby bardzo podobnie tak jak ty to opisalas – jest pedantem niesamowitym i tak jak u Ludmilly – kocha swoje dwa samochody – dba o nie tak, ze można jesc z podłogi. W domu tez ma porządek wiec mysle, ze bylyby starcia o szereg drobiazgow, które nie sa po jego myśli. Wkurza się bardzo o jakies szwankujące szczegoly, o brakujaca srubke, jakas ryse, smuge itp. Musi to natychmiast i od razu naprawić, bo inaczej się wscieka. Jedyna roznica jest taka, ze raczej nie mialby nic przeciwko temu, zebym wyjezdzala i wychodzila – bo moje zycie po prostu nie za bardzo go obchodzilo.

Na koniec wam obydwu chciałabym polecić kilka ksiazek, które bardzo mi pomogly po tym rozstaniu. Nie przezylabym bez nich: Wiekszosc z nich można sciagnac z Chomika. Pomoga każdej, która albo jest albo się rozstala z narcyzem.
1. Kocham Narcyza – Nina Brown
2. Gdy kochasz mezczyzne, który kocha siebie – Keith Campbell
3. Moje dwie glowy – Maja Friedrich
4. Emocjonalna Niedostepnosc - Bryn Collins
5. Milosna Obsesja – Elzbieta Swiecicka MacAvoy
6. Gdy twoj partner lze jak pies - Susan Forward

Kalejdoskopko czy moge prosic aby kontaktowac sie z Toba droga mailowa .

320

Odp: Starosc z Narcyzem

Cześć dziewczyny jakis czas temu wrzuciłam tu post , musze Wam powiedzieć , że jednak nie wytrwałam w swoim postanowieniu by zmienić narcyza ;-( Dzisiaj ostatecznie podjełam decyzję że powalczę z uzależnieniem i odejdę od niego na dobre i na zawsze .... Najgłupsze jest to, że mimo że ten człowiek zrobił mi mnóstwo przykrości , to czuje jakbym opuszczała zagubione dziecko .... Jakby był ideałem tylko ja nie jestem wstanie podołać tej doskonałości , eh ładnie wyprał mi mózg , że nie odchodzę wściekła lecz zwyczajnie sie poddałam - moze nie była to miłość? Bo wy drogie Panie dalyscie sie manipulować a ja chciałam dokładnie to samo zrobić z nim ... Zeby był taki jak sobie wyobraziłam , poprostu czuły , zasadniczo cała reszte akceptowałam nawet mi troszkę imponowala hmm a moze jestem na to za silna by zgodzić sie na układ jaki on proponuje i fakt faktem że sztuczkami ale na sile próbowałam go zmienić nie wiem kto z nas jest gorszy ale czuje sie w koncu lepiej , ostatnio 4 noce z rzędu zasypiałam nad ranem bo reszte przepłakałam .... Wiecie co , pożegnałam sie z nim jak bym przegrała smutne , bo chciałam go naprawde naprawic i sprawić by był szczęśliwy widze ze taki jaki jest to go boli - dlatego liczyłam  ze uda sie ..;-( przeprosiłam go , ja go przeprosiłam nie on mnie oczywiście za to ze nie moge sie dłużej z nim spotykac , ze jest to ponad moje siły i chyba z 4 razy go przepraszałam za to ze w tym nie wytrwałam ... Smutne naprawde , bo wiem ze teraz cokolwiek nie robi w głowie ma swoje przekonanie " jednak i ona poległa ... Nie wytrzymała " Teraz tak naprawdę sie boje co dalej , bo wiem z waszych postów ze oni tak szybko nie odpuszczają ....;-( miesiąc wczesniej tez odpuscilam tzn nie inicjowałam juz naszych spotkań tak jak wczesniej a ten jakby oszalały spotykac chciał sie dzien w dzien ... Mimo utrudnień z mojej strony i przekładaniu wielu spotkań. Boje sie co wymyśli teraz , czy moze da spokoj bo widzi ze juz nie gram nie ma sie wiec czym żywic ... tak naprawde zamknęłam mu drzwi w tej chwili bo wie ze albo sie zmieni i da mi to o co grałam od 8 miesięcy albo mi nie da i wtedy bede ta ktora szczerze go kochała i zatrzasnęła mu drzwi , ja nie zamierzam krzyczeć , udawać , nie odpisywać ,każda forma kontaktu bedzie przeze mnie w jasny sposób hamowana szczera i prawdziwa odpowiedzią ; wybacz nie spotkam sie z toba bo dalej mi na tobie zalezy i nie potrafię ;-) hahaha no raczej smiac mi sie chce z samej siebie przeciez ja licze ze on orzylezie i sie zmieni , w kazdym razie cieszy mnie ze juz nic ode mnie nie zalezy i ze nie musze w to grać ;-)

321 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-08-07 16:36:54)

Odp: Starosc z Narcyzem

Nie doczekałam starości z narcyzem. Byłam zakochana totalnie, szczerze i bezwarunkowo. Ale nie czułam się dobrze w roli jego 'dworu'. Ten typ to nie ja. Moje własne ego tego nie rozumiało. Doceniałam go, szanowałam. Imponował mi. Ale narcyz jest przede wszystkim egoistą. Narcyz jest pusty i próżny. Potrzebuje adoracji i uwielbienia. Narcyz niewiele daje z siebie. A jesli już to dostępujesz łaski. W moim przypdku nie trwało to długo. Nie potrafię kochać kogoś, kto naprawdę kocha wyłącznie siebie. Nie chcę się wdawać w jakieś głebsze psychologiczne rozważania, ale dla mnie narcyzm jest jakimś zaburzeniem osobowości. To osoba, która nie potrafi zbudować zdrowej relacji z inną osobą. Nie daje z siebie nic. A jedynie wymaga, oczekuje uwielbienia. I bez znaczenia dla mnie jest czy bierze się to z ukrytych kompleksów, czy z potrzeby udowodnienia własnej wartości. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiałam tego poszukiwania poklasku w oczach innych.

322

Odp: Starosc z Narcyzem

No co za cymbał z niego ... Dziewczyny uwierzycie ze ja mu ze to koniec ze go przepraszam a ten mi teraz pisze czy przyjdę na kawe !!! No niech go szlak ! Mysli ze sie ugnę , sprawdza jak bardzo bedzie musiał grać zeby mnie urobić ...oczywiście nigdzie sie nie wybieram na żadna kawe ... Co myślicie jak bedzie wyglądał dalszy scenariusz ?

323

Odp: Starosc z Narcyzem

Kamilko, jeśli go zostawiłaś - bez wątpienia stałaś się dużo bardziej atrakcyjną zdobyczą.
Kiedy mu się powiedzie, udowodni sobie, jakim jest świetnym i wyjątkowym facetem - w końcu żadna mu się nie oprze.
Nie daj się wciągać w takie gierki, bo niestety jedyny przewidywalny koniec to kolejne bolesne rozstanie.

324

Odp: Starosc z Narcyzem
SonyXperia napisał/a:

Nie doczekałam starości z narcyzem. Byłam zakochana totalnie, szczerze i bezwarunkowo. Ale nie czułam się dobrze w roli jego 'dworu'. Ten typ to nie ja. Moje własne ego tego nie rozumiało. Doceniałam go, szanowałam. Imponował mi. Ale narcyz jest przede wszystkim egoistą. Narcyz jest pusty i próżny. Potrzebuje adoracji i uwielbienia. Narcyz niewiele daje z siebie. A jesli już to dostępujesz łaski. W moim przypdku nie trwało to długo. Nie potrafię kochać kogoś, kto naprawdę kocha wyłącznie siebie. Nie chcę się wdawać w jakieś głebsze psychologiczne rozważania, ale dla mnie narcyzm jest jakimś zaburzeniem osobowości. To osoba, która nie potrafi zbudować zdrowej relacji z inną osobą. Nie daje z siebie nic. A jedynie wymaga, oczekuje uwielbienia. I bez znaczenia dla mnie jest czy bierze się to z ukrytych kompleksów, czy z potrzeby udowodnienia własnej wartości. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiałam tego poszukiwania poklasku w oczach innych.

Mądra dziewczyna z Ciebie. Nie ma czego żałować, że nie doczekałas starości z narcyzem, bowiem narcyz nigdy się nie zmieni.
Z nimi można jedynie ustalić granice i ich bronić (trudne, a często awykonalne), ograniczyć lub zerwać kontakt.

325

Odp: Starosc z Narcyzem

Odwala im po 50 , żyje 4lata niby mnie kocha ja tez go kocham na swój sposób nie jestem zaslepiona sam do tego doprowadził,ale kłamie ugania się za kobietami ,jak o nic nie mam pretensji ,mowie ze jest idealnie (nie klocimy się),to on jest szczęśliwy i takie prowadzimy życie tyle ze ja nie mogę mieć zdania odmiennego jak pytam co robi jego profil na portalach randkowych to wymyśla takie bzdury ze nawet niechęć wam pisać np.ze ktoś się podszywa pod niego hahaha ,mówi mi ze on nie ma do czego się doczepic żeby mnie skrytykował ze idealna jestem. Gdybym tylko np.odmówiła seksu lub miała odmienne zdanie to Focha ma jak ze Szkocji do nowego Jorku!! Wiem jedno gdybyśmy się na ostro pokłócili to wyrzuca mnie do kosza odrazy i ma to w dupie bez skrupułów ,automatycznie się podkochuje

Posty [ 261 do 325 z 1,120 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024