Starosc z Narcyzem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 1,120 ]

196

Odp: Starosc z Narcyzem

dobranoc Oliwia smile

Zobacz podobne tematy :

197 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-16 11:54:00)

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziekuje wam Dziewczyny! Ja tez juz czuje ze wracam na wlasciwa sciezke. Nie mam zamiaru sie do niego odzywac, ani sie z nim kontaktowac, ani mu pokazywac i udowadniac, ze u mnie wszystko dobrze i ze pieknie wygladam etc. Usunelam go juz jakis czas temu z portali spolecznosciowych, mysle ze mogl sie tym zdziwic, oraz tym ze do tej pory jeszcze sie nie odezwalam, bo tez byl przyzwyczajony, ze zawsze wkoncu sie z nim kontaktowalam. Pisze o tym, ze moze sie temu dziwic, ale coraz mniej obchodzi mnie co on mysli, rowniez dzieki wam! Wiecie co, jak sobie pomysle ze mialabym sie dla niego robic na bostwo jak dawniej, usmiechac sie i dobrze sie bawic etc., to robi mi sie niedobrze i zupelnie nie mam na to ochoty. On nie jest slawny, raczej chcialby! On wlasnie nie osiagnal takiego sukcesu jaki osiagneli jego koledzy "po fachu", mysle ze jest w tej kwestii niespelniony. Sam wiec powieksza swoje przecietne osiagniecia do rozmiarow wybitnych.

Jedno wiem, ze mimo tesknoty nie chce sie z nim ani kontaktowac, ani nawet w przyszlosci byc jego przyjaciolka, kolezanka czy nie wiem czym. Mam zamiar zastosowac sie do Moich Dwoch Glow - zero kontaktu. I jest w tym jakas czesc tego, o czym pisalam, ze chce zeby on w ten sposob jakos tego zalowal, ale powiem wam ze coraz bardziej wynika to z tego, ze czuje iz to jest wlasciwa droga, zgodna z moim sumieniem i intuicja. Nie bede nagradzac tego, jak mnie traktowal, bo jesli bede z nim miec kolezenskie stosunki, to on uzna ze byl w porzadku. Zobaczylam to wyrazniej na przykladzie Oliwii i jej ostatnich rozmowach z gadem - zobaczylam ze nie wyglada to najlepiej i jest niewlasciwe. Tak jak pisala Rybka, o tym ze Narcyz z jej rodziny utrzymuje kontakty ze swoimi ex. Dzieki temu nie dokuczaja mu wyrzuty sumienia - czy cokolwiek oni tam maja zamiast wyrzutow - byc moze to jakis rodzaj dyskomfortu, jakas plama na pseudo-honorze. Kojarzy mi sie to z dwiema rzeczami: 1.Moj Narcyz jest strasznym pedantem i on nie mogl zniesc jakiejs malej usterki, czy plamy na stole itp. Od razu musial to naprawic, zmyc itd - ale bylo w tym cos bardzo nerwowego i niepokojacego, jakby nie mogl sie powstrzymac ani zaznac spokoju, dopoki to nie zostanie naprawione. 2. Dba o to, zeby miec nieposzlakowana opinie, np. ma konto na Allegro i ma tam 100% pozytywnych komentarzy. On by nie zniosl chocby jednego negatywnego komentarza. Mam nadzieje, ze rozumiecie o co mi chodzi.

Tesknota poza tym jest u mnie coraz mniejsza, coraz wieksza odczuwam ulge. I wiem tez, ze chce czegos wiecej niz to, co on mial do zaproponowania. Przyjaciolka, ktora go zna od lat mowi mi, ze on wszystkie kobiety traktowal tak samo, ze wszystkie skarzyly sie do niej na to samo, ze sie nie odzywa, ze nie zabiera, ze nie traktuje powaznie...Nadal mnostwo czytam, moja terapetuka miala racje, ze to czytanie zacznie mi sie wkoncu przyswajac i ukladac w glowie, i tak jest. Daje mi to duzo sily. Jestem tez juz w stanie czytac inne ksiazki, zupelnie nie zwiazane z tematem i czerpie z tego duza przyjemnosc.

Oliwio, radze ci zmienic dzwiek telefonu - zapewaniam cie ze to pomaga, bo tamte dzwieki kojarza ci sie z nim. Ja dodatkowo zablokowalam polaczenia z jego numeru. Gdyby dzwonil, to dostane wiadomosc, ale jemu wlaczy sie moja poczta. A w Moich Dwoch Glowach byla swietna i smieszna rada, zeby zamiast jego imienia w telefonie wpisac sobie "Po co?" smile

198

Odp: Starosc z Narcyzem

Dobra rada z tym "Po co?" U mnie w telefonie jak zablokuje się połączenia, to nie widzę, że ktoś do mnie dzwonił, chyba że wejdę w historię połączeń. Czyli raczej przypadkowo to można zobaczyć, więc jest spokój. Natomiast SMS trafiają do oddzielnego folderu, w nieoczywistym miejscu, wiec jak sie na co dzień nie pamięta o danej osobie, to gdy zechce dzwonić/pisać można tego nie zauważyć. Delikwent wysyła SMS i myśli, że doszedł, a w słuchawce słyszy komunikat "abonent czasowo niedostępny" wink

Słuchajcie, widzę że macie sporą wiedzę jak chodzi o narcyzów. Czy oni się żenią? Czy np. taki pan koło 60tki może mieć za sobą małżeństwo? Wiecie w młodości czy coś, zanim nie doszedł do wniosku że to kobiety złe są i to one wszystko psują wink. Czy oni generalnie nie wchodzą w związki małżeńskie?

199 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-16 13:21:26)

Odp: Starosc z Narcyzem
cb napisał/a:

Dobra rada z tym "Po co?" U mnie w telefonie jak zablokuje się połączenia, to nie widzę, że ktoś do mnie dzwonił, chyba że wejdę w historię połączeń. Czyli raczej przypadkowo to można zobaczyć, więc jest spokój. Natomiast SMS trafiają do oddzielnego folderu, w nieoczywistym miejscu, wiec jak sie na co dzień nie pamięta o danej osobie, to gdy zechce dzwonić/pisać można tego nie zauważyć. Delikwent wysyła SMS i myśli, że doszedł, a w słuchawce słyszy komunikat "abonent czasowo niedostępny" wink

Słuchajcie, widzę że macie sporą wiedzę jak chodzi o narcyzów. Czy oni się żenią? Czy np. taki pan koło 60tki może mieć za sobą małżeństwo? Wiecie w młodości czy coś, zanim nie doszedł do wniosku że to kobiety złe są i to one wszystko psują wink. Czy oni generalnie nie wchodzą w związki małżeńskie?

Jasne, ze sie zenia! Moj byl zonaty kilka razy! Oczywiscie malzenstwa mialy podobny koniec, odchodzil do innej, albo sie znudzil, albo to jego rzucano. Dlatego ten moj nie chce sie juz zenic, bo z rozwodem sa klopoty, mowi ze sie "zrazil". On sie zenil kiedy byl duzo mlodszy - teraz jest "madrzejszy" i bardziej doswiadczony, wiec juz nie chce tego robic. Czytalam na roznych forach o takich malzenstwach, zdarzaja sie z pewnoscia, tylko sa tak samo patologiczne jak zwiazek z kims takim, czyli panuje tam - 50 stopni mrozu i "z dnia na dzien" moze mu sie odmienic.

200 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-10-16 13:36:18)

Odp: Starosc z Narcyzem

Chce wam jeszcze polecic film, mnie pomogl, ale nie spodziewajcie sie arcydziela - ot film w amerykanskim stylu. To jest raczej taki dodatek do calej tej wiedzy z madrych i fachowych ksiazek. Jest tez ksiazk do tego filmu (albo moze bylo na odwrot). Chodzi o to, ze sa tam bardzo proste i logiczne podstawowe prawdy, ktore postawily mnie do pionu, bo te logike trudno obalic. Mowa tu o facetach generalnie, ale tym bardziej razace sa przy tym zachowania toksykow. Film sie nazywa: Kobiety kochaja bardziej (ang. He's just not that into you), powinno byc wlasciwie: Nie zalezy mu na tobie. Jest tam kilka rownoleglych historii, a moraly do nich sa naprawde porazajaco rozsadne i proste. Kopiuje wam tytuly rozdzialow z tej ksiazki, bo one zawieraja kwintesencje (nie wszystko do nas pasuje, ale tak jak mowie - to jest poradnik raczej o "normalnych" facetach).

NIE ZALEZY MU NA TOBIE, SKORO SIE Z TOBA NIE UMAWIA
Gdyby chciał, to wierz mi, umówiłby sie z toba......................... 21
Rozdział 2
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, SKORO DO CIEBIE NIE DZWONI
Meczyzni umieja korzystac z telefonu ........................................................ 37
Rozdział 3
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI NIE UMAWIA SIE Z TOBA NA RANDKI
Wspólne spedzanie czasu to nie randki ....................................................... 51
Rozdział 4
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI Z TOBA NIE SYPIA
Meczyzna, któremu naprawde sie podobasz, pragnie cie dotykac.
Zawsze........................................................................................................... 63
Rozdział 5
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI SYPIA Z INNA
Zadna wymówka nie usprawiedliwia zdrady .............................................. 77
Rozdział 6
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI CHCE CIE WIDZIEC TYLKO WTEDY, GDY JEST PIJANY
Jesli mu sie podobasz, bedzie chciał sie z toba spotykac takze wtedy,
gdy jego zdolnosc osadu nie jest zmacona ...................................................... 89
Rozdział 7
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI NIE CHCE SIE Z TOBA OZENIC
Miłosc leczy obawe przed zaangaowaniem............................................... 99
Rozdział 8
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, SKORO Z TOBA ZRYWA
W słowach: „Nie chce sie z toba wiecej spotykac" nie ma zadnych ukrytych znaczen
......................................................................................... 113
Rozdział 9
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI ZNIKA
Czasem bez jego udziału musisz postanowic, ze to koniec ......................... 129
Rozdział 10
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI JEST ZONATY (LUB JESLI Z INNYCH, NAWET NAJBARDZIEJ
NIEDORZECZNYCH POWODÓW NIE MOZE SIE Z TOBA ZWIAZAC)
Kiedy nie mozesz kochac bez ograniczen, to nie jest miłosc....................... 139
Rozdział 11
NIE ZALEZY MU NA TOBIE, JESLI JEST SAMOLUBNYM DRANIEM, TYRANEM LUB POTWORNYM DZIWAKIEM
Jesli naprawde kogos kochasz, chcesz te osobe uszczesliwic ......................... 151

201 Ostatnio edytowany przez cb (2015-10-16 16:01:20)

Odp: Starosc z Narcyzem

Bardzo fajna książka. Film też widziałam, ale on oczywiście już musiał zawierać hollywoodzkie zakończenie.
Dokładnie tak jak piszesz książka ustawia do pionu. Dobre jak się tkwi po uszy w tym bagnie, ale jak się z tego wyjdzie, to widać, że to nie jest aż tak proste. Najważniejsze, że ona po prostu pomaga wyjść z tego. Na wszystko jest krótka odpowiedź: "nie zależy mu na tobie" i to wystarczy na ten moment zaraz przed/po rozstaniu.

Edit: Ty pisałaś o normalnych facetach, nie doczytałam. No tak to w ich przypadku faktycznie jest takie proste smile

202

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny nie siedźcie dzisiaj wieczorem na forum

Telefon do szuflady i do teatru, na SPA, zakupy, ploty.. cokolwiek smile Trzeba być dla siebie dobrym!

203

Odp: Starosc z Narcyzem

Bardzo dobry pomysł- dzisiaj zero kompa ani telefonu. Wieczór typowo dla siebie. Oni bowiem nie siedzą przed kompem i nie czytają żadnych książek na temat zaburzeń- ja robie sobie przerwę. "Mój" książe jeszcze nie zadzwonił- pewnie mam karę za nieodebranie telefonu i nieoddzwonienie. A może on w ogóle nawet nie zauważył tego, że nie odebrałam? A ja robię z tego jakąś sprawę?
Dał mi też do myślenia post rybki, która napisała, że ten jej rodzinny zaprosił jedną ze swoich kobiet na jakieś wesele. Ta biedaczka na tej podstawie pewnie uroiła sobie w głowie nie wiadomo to, jakie cuda wianki, a tymczasem on tydzień później zabrał na kolejne wesele inna ze swojego haremu, której też pewnie uroiły się w głowie cuda na kiju.
tak więc i ten mój też pewnie tak ma- dzwonił do mnie, a za chwilę do pięciu innych dyżurnych kobiet czekających na telefon od pana. Tak czy siak ja dzisiaj robię sobie przerwę od psychofażych klimatów.
A jutro napiszę, jak się czuję i zapytam także was o samopoczucie.
Na razie.

204

Odp: Starosc z Narcyzem

I jak tam Oliwio sie trzymasz? Nie wchodziam na forum przez weekend, wedlug rady Milki. Ale brakuje mi waszych postow...

205

Odp: Starosc z Narcyzem

Właśnie siedzę przy kompie. Ja nie zrobiłam sobie przerwy od kompa i nawet całkiem sporo się naudzielałam przed te kilka dni. Czuję się świetnie i mam zadziwiająco dobry humor. Od tamtej pory ten niby mój już nie dzwonił, bo albo zapomniał, albo uznał, że on nie będzie narzucał się komuś, kto nie odbiera jego telefonów. To nie szkodzi, że ja tylko raz ośmieliłam się nie odebrać telefonu od niego i nie oddzwoniłam- takie wielkie panisko, jak on swój honor ma.
Kalejdoskopko, widzisz jak to niektórzy się szanują? I tak właśnie trzeba.
A ty jak się czujesz?

206

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwia skoro wiatr Ci tak sprzyja to w takim razie to jest dobry moment na zmianę numeru:)

oliwia9195 napisał/a:

Właśnie siedzę przy kompie. Ja nie zrobiłam sobie przerwy od kompa i nawet całkiem sporo się naudzielałam przed te kilka dni. Czuję się świetnie i mam zadziwiająco dobry humor. Od tamtej pory ten niby mój już nie dzwonił, bo albo zapomniał, albo uznał, że on nie będzie narzucał się komuś, kto nie odbiera jego telefonów. To nie szkodzi, że ja tylko raz ośmieliłam się nie odebrać telefonu od niego i nie oddzwoniłam- takie wielkie panisko, jak on swój honor ma.
Kalejdoskopko, widzisz jak to niektórzy się szanują? I tak właśnie trzeba.
A ty jak się czujesz?

207 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-10-20 11:55:19)

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny powiem wam jedno ja rowniez mam chwile gdzie chciałabym odciąć sie całkowicie od X . Od miesiąca jestem ta " be "
X wymyślił sobie ze Ja potrzebuje pomocy . Ja nie potrzebowałam pomocy , nie prosiłam o pomoc no ale on wie lepiej .... Po mojej dezaprobacie jego zachowania, jego nadgorliwości zostałam ukarana - fochem ( jak miło sie żyło smile ). Po czasie okazało sie ze osobom postronnym zostałam przedstawiona jako ta niewdzięczna a ON przeciez chciał dla mnie dobrze.  On sie o mnie chciał zazdroszczyc a ja to odrzuciłam.
Wiem od jego Pani skąd u niego ta niby troska o mnie z tym ze  nie miała nic wspólnego ze mna ani z moja rzeczywistością  . On miał swoj  cel.... Ale ze ja sie zbuntowałam to jestem " zołzą" smile

Z bardzo prozaicznej sytuacji tylko miedzy nami , X zrobił wielkie wydarzenie rodzinne ( wszyskich musiał poinformować o swojej dobroci w stosunku do mnie ). Wyolbrzymianie przez niego faktów tylko aby siebie wybielić przekracza moja wyobraźnie !!! Dramat

208

Odp: Starosc z Narcyzem

Rybko, wiem o  czym piszesz- chodzi o to ich dziwne udowodnienie sobie i innym tego, że oni zawsze mają rację, że są po prostu nieomylni. Jeśli ktoś zrobi coś po  swojemu, to tacy ludzie odbierają coś takiego jako niesubordynację, wręcz jako zmazę na ich honorze. Oni za wszelką cenę tak bardzo chcą być chwaleni (nie wiem co bym bez ciebie zrobiła, od  początku powinnam cię słuchać, bo zawsze masz rację, a tymczasem zrobiłam po swojemu i proszę jakie mam efekty, jesteś taki mądry i w ogole jak ty to robisz że jesteś taki mądry itd- coś w tym stylu), że dla nich jest to często wyznacznikiem tego czy chcą utrzymywac z kimś znajomość, czy nie. "Robiła po  swojemu, to ja sie wyłączam".
Podam przykład.
Ja, jak juz pisałam, przeprowadziłam się i decyzję o przeprowadzce podejmowałam sama, bo z nim akurat wtedy byłam zerwana. On nie odzywał się długi czas, a zycie toczyło się dalej. Potoczyło się tak, że ja postanowiłam się wyprowadzić. Gdy on wreszcie odezwał się do mnie, to dowiedział się wszystkich tych rewelacji i doznał szoku, ponieważ takiej opcji, że ja sie kiedykolwiek się przeprowadzę on w ogóle nie brał pod uwagę. Byłam w jego haremie, od lat miałam okresloną jakąś tam funkcję, którą on mi przypisał, stworzył sobie po ciężkich bojach ze mną wygodny dla siebie układ i był pewny, że tak już zostanie, dopóki jemu się to nie znudzi albo coś w tym stylu. Tymczasem ja dałam nogę. Bylo już po ptakach, gdy się z nim spotkałam przed przeprowadzką, bo niczego już nie mogłam cofnąć. On spotykał sie wtedy ze mną codziennie, bo nie mógł przetrawić tej sytuacji, no języka w gębie mu zabrakło- musiał rozpracować tego newsa, by opracować nową taktykę. Ja natomiast byłam zaskoczona jego nagłym zainteresowaniem moją osobą. Czasem wyobrażałam sobie nawet cuda na kiju, ale zaraz sprowadzałam sama siebie na ziemię, bo wiedziałam o tym, że gdyby ten facet faktycznie kochał mnie i miał wobec mnie poważne zamiary, to przeciez sprawa powinna być w takiej sytuacji prosta. Skoro on mnie kocha, jak twierdził, to ileż to roboty oswiadczyć się i zatrzymać mnie przy sobie? Przecież zgodziłabym się na to, a on o tym wiedział. Jemu jednak daleko było do tego, by wiązać się ze mną, jednak był wściekły, że daję nogę. W związku z tym sączył mi toksyny, jak to ja nie dam sobie rady w nowym miejscu, że nie zaaklimatyzuję się tutaj, że coż to za decyzja, no jednym slowem podcinał mi skrzydła. Wiadomo, że przed przeprowadzką sama też miałam różne obawy i wątpliwości i raczej potrzebowałam wtedy wsparcia, że dobrze robię, że wszystko się ułoży, bo zaczynam nowe życie , a nie tego, że ktoś straszy mnie i dołuje. Sam dalej nie miał mi nic do zaoferowania w sensie wspólnego z nim zycia, ale do głowy sączył mi truciznę, aż musiałam go przyhamować. Obraził sie więc i znowu na jakiś czas zniknął, ja się przeprowadziłam i myslałam, że na tym koniec. Tymczasem on nie wytrzymał i znowu zaczął do mnie dzwonić. Byłam w szoku, ale, jak wiecie odbierałam te telefony, ale byłam bardzo niespokojna, bo nie wiedziałam o co mu chodzi, jednak niczego dobrego z jego strony nie oczekiwałam. Tak trafiłam na wątek Kalejdoskopki. Czułam, że ten facet nie dzwoni do mnie, bo się stęsknił, bo mnie lubi albo troszczy się o mnie albo dlatego, że nagle zrozumiał, ile dla niego znaczyłam itd. że nie mogę odbierac go, jako swojego przyjaciela, człowieka mi zyczliwego, lecz jako największego swojego wroga. On wkurzał się, gdy ja w superlatywach opowiadalam mu, jak jest mi tu dobrze, jak dobrze zrobiłam, że wszystko powolutku mi sie układa itd.- on nie mógł tego znieść i za każdym razem, gdy byłam za wesoła dowalał mi jakąś szpilę, żebym w siebie zwątpiła. Powiedział nawet, że jest pewny, że ja któregoś dnia zadzwonię do niego i powiem mu, w jakie szambo się wpakowałam, że i tak wyjdzie na jego. Tylko czekał aż powinie mi się noga, bo wtedy miałby największą satysfakcję i wszystko to tylko dlatego, by udowodnić mi, jaki to on jest mądry i nieomylny.
tak więc Rybko, wiem doskonaleo czym ty napisałaś, o jaką to rację nacyza ci chodzi.

209

Odp: Starosc z Narcyzem

Jakim to trzeba być człowiekiem, żeby dla samej tylko osobistej własnej satysfakcji życzyć komuś źle, to wprost słów brakuje.
Bo ja jeszcze byłabym w stanie zrozumieć coś takiego, że facet obrzydzałby mi nowe miejsce, zniechęcałby mnie do tego nowego zycia, ponieważ w efekcie spodziewałby sie, że w taki sposób namówi mnie do tego, bym zgodziła się przyjechać do niego i zostać z nim na zawsze, jako np. jego zona. Nie byłaby to z jego strony fajna metoda na ponowne zdobycie mnie, ale ok. to jeszcze mieściłoby mi się w głowie. Tymczasem tu tego nie było. On dalej nie miał mi nic do zaoferowania, a mimo to chciał zniszczyć mój spokój tutaj. I dlaczego? no tylko dlatego, żeby samego siebie oraz mnie przekonać o tym, jaki to on jest nieomylny.  Taki z niego mój przyjaciel, że szkoda słów. Do wykorzystywania mnie, to był pierwszy, ale żeby coś z siebie dać, to jemu daleko do tego.
Załóżmy taką opcję, że ja rzeczywiście czułabym się tutaj fatalnie, że przeprowadzka byłaby największym moim błędem w życiu, że żałowałabym tej decyzji, to teraz zobaczcie, jakie miałabym wsparcie w tym człowieku w trudnej chwili. Płakałabym do tej słuchawki, a on z lubością jeszcze by mnie dobijał i cieszyłby się z tego, że jest mi źle. Mogłabym umrzeć w poczuciu zyciowej klęski a on usmiechnąłby się tylko z pobłażaniem i powiedział "no cóż, robiła po swojemu, gdyby słuchała mnie, to tak by nie skończyła"
Tak nie postepuje przyjaciel ani mądry człowiek.
A ja powiem wam, że w czasie tych rozmów z nim przez telefon wiele razy miałam ochotę poskarżyć mu się, że to mi sie tutaj nie podoba albo tamto, że wcale nie jest tak fajnie, jak myslałam, ale zaraz przypominałam sobie z kim rozmawiam i gryzłam sie w język. Zero utyskiwania, żadnego jęczenia i pytania go o radę- wprost przeciwnie wszystko, co mu opowiadałam było super, żadnych kłopotów, wesoły głos. On nie tego się spodziewał i dlatego wysyłał m szpile- założę się, że był pewny, iz ja zacznę prosić go o mozliwość przyjeżdżania do niego raz na jakiś czas i ukorzę się przed nim, jaki to wielki błąd popełniłam wyprowadzając się z naszego miasta. Musiałabym już całkiem upaść na łeb- nie ma takiej możliwości.  Nie dam mu takiej satysfakcji- w życiu tak się nie stanie.

210

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, miewałam podobne sytuacje, jak chodzi o to krytykowanie i zniechęcanie do takich odważnych decyzji w życiu. Odbierałam to jednak jako strach przed moim oddaleniem się od niego, dosłownym, fizycznym. Wyjadę, wymknę się spod kontroli, nie będę blisko. On nie myślał wtedy o mnie, tylko jak zwykle o sobie, że coś straci, a w jednej sytuacji nawet się bał o mnie (czyli można zaobserwować nawet zdolność do troski). No ale mój to nie był typowy narcyz. I z perspektywy czasu oceniam te sytuacje, których doświadczyłam, zupełnie inaczej niż jeszcze np. choćby rok po. Wtedy dużo mniej rozumiałam i widziałam o sobie i relacjach międzyludzkich. A prawda jest taka ostatecznie, że w bólach się wiele nauczyłam dzięki temu. Trwało to dużo dłużej niż bym pomyślała. Jakby mi ktoś wtedy powiedział, że aż tyle czasu minie nim wrócę do siebie, "do żywych", do tego jaka byłam dawniej (w sensie dobrych cech mojego charakteru), to bym nie uwierzyła, że dam rade. Nacierpiałam się, ale jeszcze będąc w tym zanurzona po czubek głowy czułam, że za jakiś dłuższy czas będę myślała głównie o tym jako o trudnej lekcji w życiu. Teraz jestem już prawie tak wesoła i entuzjastyczna jak kilka lat temu, zanim go poznałam, a jednocześnie wiele zyskałam. Widzę też, że jeszcze sporo nauki przede mną, bo nadal są momenty, w których nie myślę obojętnie o tym, co się wydarzyło.
Lubię czytać to, co piszesz.

211

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, dawno nie pisalam, ale naszedl mnie kryzys...nie wiem jak sobie z tym poradzic, naprawde.  Zdalam sobie z czegos sprawe. Rozmawialam z jedna z przyjaciolek, ktora opowiadala mi jeszcze raz o tym jak to wygladalo ze Studentka. No i faktem jest, ze on za nia szalal, byl w nia wpatrzony i wogole sie nie kryl z tym, ze z nia jest. A ze mna sie kryl, nie czulam zeby szalal... Zdalam sobie sprawe z tego, ze to naprawde bez sensu, ze z nim bylam! Ale nie jest to glos madrosci i ulgi - wrecz przeciwnie! To mnie wlasnie przeraza i cholernie boli !!! Z biegiem czasu coraz wyrazniej widze, ze mu na mnie wcale nie zalezalo!
Ja tez potrafie byc taka jak Studentka - jesli mi na kims nie zalezy! Dlaczego nie potrafilam byc taka przy nim? Niektorzy wogole nie wiedza, a zwlaszcza on, ze potrafie byc bardzo niezalezna. Niejeden facet sie za mna uganial i ugania, bo nie moga zlapac kroliczka. Ale przy nim wymiekalam, nawet kiedy staralam sie byc twardsza, to chyba on musial wyczuwac moja slabosc do niego. Wedlug mnie byl ze mna tylko dlatego, ze bylam pod reka, i szukal sobie czegos lepszego w miedzyczasie. Dlatego tez w wiele miejsc mnie nie zabieral i udawal, ze nic nas nie laczy. Ze Studentka bylo inaczej wlasnie - szalal za nia i wcale tego nie ukrywal. Byla dla niego atrakcyjna wlasnie takze dlatego, ze nigdy nie byla dla niego do konca zdobyta. Ja wiem, ze od poczatku zle to zaczelam, od poczatku byl pewny ze mi zalezy... Studentka jest bardzo ladna. Ja nie jestem pieknoscia, ale mozna powiedziec ze jestem ladna i zawsze dbalam o siebie. Wielu nawet jego znajomych ogladalo sie za mna. Nie moge tego przezyc, kiedy dociera do mnie, ze on naprawde mial mnie gdzies. I nie moge zniesc swiadomosci, ze za kims innym potrafi szalec. I jeszcze troche sily dawala mi mysl, ze on moze za mna zateskni kiedys, doceni to, co stracil, i ze bedzie zalowal. Ale teraz wiem ze tak nie bedzie. Byloby tak tylko wtedy, gdyby mu na mnie choc troche kiedys zalezalo.

212

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj Kalejdoskopko.

Dalej się więc męczysz- no cóż, troszkę to jeszcze potrwa.
Pierwsza rzecz- rozpraw się z tym przykrym uczuciem, że on nie będzie żałował tego, że cię stracił. Musisz popracować nad brakiem umiejętności radzenia sobie z odrzuceniem, bo byłoby ci znacznie łatwiej pogodzić się ze stratą tego cuda.
Pomysl może tak- on nie męczy się teraz z tego powodu, że nie spotyka się z tobą. On żyje sobie swoim życiem i nie zastanawia się nad tym, jakby tu ciebie podejść, by z powrotem cię odzyskać. On problemu z tobą nie ma, bo ty jesteś dla niego rozdziałem zamkniętym, historią i na dodatek jest tak, bo on tego właśnie chciał.
Ten facet traktował cię przedmiotowo, bo jest zwykłym skur...lem i byłaś pod ręką. Odpowiadało mu to, że byłaś prosta w obsłudze i jemu było miło chodzić do łożka z zakochaną w nim kobietą, dla której on był autorytetem. Ty starałaś się o niego, dwoiłaś się i troiłaś, żeby go zadowolić- on chętnie z tego korzystał. Gdyby to był porządny mężczyzna on nigdy nie pozwoliłby sobie na to, by w taki sposób traktować drugiego człowieka. Jednak ty miałaś do czynienia ze zwykłą szują, więc nie dziw się, że on nie miał żadnych oporów, by zwodzić cię i wyprowadzać na manowce.
Na pewno podobałaś mu się, jako kobieta i on na pewno lubił twoje towarzystwo, ale z całą pewnością on nie widział w tobie materiału na tę jedyną. To nie jest tylko i wyłącznie kwestią tego, że nie musiał ciebie zdobywać, że miał cię praktycznie za darmo i na każde gwizdnięcie- gdybyś ty naprawdę bardzo mu się spodobała, to on nie wypuściłby cię z rąk i nie miałby problemu z tym, by pokazywać cię światu i głosno krzyczeć, że jesteś jego kobietą. Nawet, jako narcyz, on nie miałby z tym żadnego problemu. Ty najzwyczajniej w świecie nie byłaś tą, o którą, według jego standardów, warto byłoby dbać i starać się. Gdybyś była tą jedyną, to on cieszyłby się z tego, że jesteś aż tak mu oddana i aż tak w niego zapatrzona- to nie jest tylko i wyłącznie kwestią gonienia króliczka- uwierz mi.
Raz na zawsze wbij sobie do głowy, że obojętne, jakbyś się nie zachowywała w tej znajomości, to i tak od samego początku byłaś na straconej pozycji. Nic nie mogłaś zrobić, bo ten człowiek nie chciał ciebie, jako swojej kobiety. Nie pomogłyby ci żadne kobiece sztuczki ani gierki. On chciał tylko ciebie używać, bo podobałaś mu się, jako kobieta, lubił spędzać z tobą czas i chętnie z tobą rozmawiał, ale jego kobietą nie byłaś. On dla ciebie był twoim facetem, ale ty jego kobietą dla niego nie byłaś. On ciebie miał, ale ty jego nie miałaś- rozumiesz?
Znajomość z tym facetem, to jedno wielkie nieporozumienie, bo ty mówiłaś o chlebie, a on gadał o niebie.
Nie było ci z tym człowiekiem po drodze ani jemu nie było po drodze z tobą- on o tym wiedział, a ty bujałaś w obłokach, chociaż widziałaś, jak on ciebie traktuje.

Pechowo zainwestowałaś swoje uczucia i niepotrzebnie upierałaś się na tego człowieka.
Ja miałam dokładnie to samo. Też, jak wiesz, byłam jedną z wielu dla faceta, który dla mnie był jedyny. I mimo, że byłam traktowana, jak gorszy gatunek kobiety, to przecież i tak potrafiłam sama nakręcać się na tego człowieka.
Olej to, że on tobą wzgardził i że woli inne. Tak czasem zdarza się w życiu, że nie zawsze dostajemy to, czego byśmy chcieli. Nie upieraj się na kogoś, dla kogo byłaś tylko opcją.

213

Odp: Starosc z Narcyzem

Jeśli on spotka kobietę, która według jego standardów będzie nadawała się na jego kobietę, tę jedyną, to on bedzie wiedział, co robić z tą kobietą i jak się zachowywać, by ją zdobyć i nie zrazić do siebie zbyt szybko.
Ja np. nie mogłam pojąć, co jest ze mną nie tak, że z innymi on spędzał urlopy, a ze mną nigdy. W końcu dotarło do mnie, że z innymi on spędzał urlopy, bo po prostu tego chciał- ze mną nie spędzał urlopów, bo najzwyczajniej w świecie nie chciał tego. I co zmusisz kogoś do czegoś?
z niewolnika nie ma pracownika- mówi się po prostu trudno i olał to.
Nie chciał zwiazać się ze mną, to się nie związał. Niby dlaczego on miałby robic coś wbrew sobie? No pomyśl. Ja też nie związałabym się z kimś, kogo nie chciałabym znosić na co dzień pod swoim dachem. dlaczego więc on miałby czegos takiego chcieć dla siebie?
Ja dzisiaj z perspektywy czasu patrzę na to wszystko w miare spokojnie i wydaje mi się, ze i rozsądnie. Dzięki temu lepiej się czuję. Wzięłam odpowiedzialność za tę swoją porażkę, za zły, fatalny wybór. Bo faktem jest, że nikt do niczego nie zmuszał mnie przecież, nikt nie przystawiał mi pistoletu do skroni, żebym spotykała z się z jakimś facetem, który tak jawnie podle mnie traktował. Ja przecież widziałam, jak byłam traktowana i skoro mimo takiego traktowania dalej brnęłam w dziadowski układ, to znaczy, że taki właśnie był mój wybór. Do kogo mogę mieć dzisiaj o to pretensje? Czy do tego faceta? Absolutnie nie- on był sobą i postępował zgodnie ze swoim chceniem albo niechceniem, niczego się nie bał, robił i mówił to, co mu sie podobało i na co miał ochotę. To ja miałam problem, że spotykałam się na takich zasadach, ale przecież nie musiałam tego robić, prawda? Ten facet nie był od tego, by dbać o moje interesy i prowadzić mnie za rączkę, by mi krzywda się nie stała. To ja powinnam dbać o swoje interesy tak samo, jak on dbał o swoje. On na znajomości ze mną nie tracił i nie stracił- ja traciłam i straciłam. On zyskiwał, ja traciłam- kto jest więc mądry, a kto jest głupi? Wiadomo kto jest kim.
Ale taki był mój wybór- kto odpowiada więc za mój wybór? On czy ja?
No Kalejdoskopko- ja odpowiadam za swój wybór.
Olej tego faceta.
Niech on inne nosi na rękach, niech o nie dba, skoro tak będzie mu sie podobało. Ty myśl tylko o tym, że ciebie on na rękach nie nosił, a ty sroce spod ogona nie wypadłaś, żebyś musiała godzić się na mniej niż na to zasługujesz. A on skoro cię nie chciał, to niech ugryzie się w dupę i idzie do takiej, która bedzie mu pasowała.

214

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziekuje Oliwio. Tak, nadal sie z tym mecze... To mi niestety nie pomaga, ze on nie mysli teraz o mnie i nie probuje mnie odzyskac - wrecz odwrotnie - bardziej mnie to wszystko jeszcze boli i tym bardziej za nim tesknie. Tej Studentki, ktora go zostawila tez nie probowal odzyskac. Ani takiej innej, ktora go zostawila dla innego - a ktorej odejscie tez mocno przezyl. On jest dumny i nigdy nie wyciaga pierwszy reki, wiec nie wiem czy tu mozna sie tym sugerowac. Co do mnie, to nie moge po prostu w to uwierzyc, ze az tak bardzo sie pomylilam, bo intuicja mowila mi, ze mnie kocha...moze na swoj sposob, ale jednak ! I chyba gonienie kroliczka ma znaczenie. Gdyby Studentka sie w nim zakochala, to byc moze znudzilby sie nia tak samo. On po prostu wiecznie musi czuc adrenaline, fajerwerki, ducha polowania, sama nie wiem co jeszcze....A poniewaz ja wynioslam z domu uleglosc i brak pewnosci siebie, to po prostu nie potrafilam sie cenic od poczatku. I tak juz przylgnelo. A to pazurki i niezaleznosc kreca mezczyzn, takze narcyzow.

215

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, to dobrze ze bierzesz odpowiedzialnosc za siebie itd. to jest wlasciwe. Ale nie zgodze sie z tym, ze ty sama jestes winna calej tej sytuaji. Znasz na pewno ta metafore z gotujaca sie zaba: Jak sie wrzuci zabe do wrzatku, to wyskoczy od razu. Ale jesli wrzucisz zabe do zimnej wody i zaczniesz ja podrzewac, to sie wkoncu ugotuje i sama nie bedzie wiedziala kiedy sie to stalo. Tak samo jest z manipulacja toksycznych facetow. On nie byl dla ciebie chamem juz na wstepie, wkrecal cie w to wszystko powoli, az bylo juz za pozno i sie ugotowalas.
Z drugiej strony, wiem ze byl etap naszego zwiazku kiedy bylo nam ze soba bardzo dobrze i wtedy zabieral mnie ze soba w wiele miejsc, dbal, spedzal duzo czasu. Mialam wrazenie, ze naprawde mu zalezy. Potem sie skonczylo. I wiesz co, zastanawiam sie tez nad tym, ze przez cale swoje zycie byl z tyloma kobietami - i co? I zadna, ktora chciala z nim byc nie byla dla niego odpowiednia?? Tesknil tylko za tymi, ktore go zostawily - a one chyba widocznie nie byly z nim takie szczesliwe, widac nie nosil ich az tak bardzo na rekach jak facet powinien kobiete...Jedna z nich wiem ze sie skarzyla, ze nie ma dla niej czasu, ze tez jej nie zabiera itp. Chociaz byly tam tez takie momenty, ze poswiecal jej czas, interesowal sie jej praca, pomagal w czyms tam, zeby dobrze jej poszlo itp...Wiec ja juz sama nie wiem o co z nim chodzi...

216

Odp: Starosc z Narcyzem

Każdy człowiek jest inny, więc i narcyz narcyzowi nierówny. Ten mój, jesli za kimś by nie gonił, to nie dlatego, że byłby na to zbyt dumny, lecz dlatego, że po prostu by tego nie chciał. Gdyby chciał kogoś odzyskać, to nawet duma by mu nie przeszkodziła. Ten mój zawsze robił to, na co miał ochotę.
Jeśli załatwiał jakąś sprawę, to ją po prostu załatwiał. Lubił dostawać to, czego chciał i w niczym siebie nie ograniczał.
Tak więc ja wypowiadam sie z własnego doświadczenia.
Pewnie, że jest coś w tym, że facetów kręcą kobiety, które każą siebie zdobywać, ale pomysl, jakie to jest głupie i infantylne. Rozumiem, że mozna bawic się w jakieś gierki na początku znajomości, ale w końcu jesteś przecież zdobyta. To co wtedy masz robić? Jaki to sens non stop udawać zołzę i robić z siebie szklaną górę. Przecież tak nie da się funkcjonować w żadnym związku. To chore i oderwane od rzeczywistego zycia i jego realiów.
Zauważ, że ten twój kilka razy był żonaty i każde jego małżeństwo kończyło się jakąś jego zdradą albo zdradą jakiejś żony. Uważasz, że to normalne? To ma być materiał na towarzysza zycia dla ciebie? przecież to głupie. Ten facet może i nadaje się do łóżka, do gadania o pierdołach, do zabawy, do pokazywania się z nim w towarzystwie, ale do zycia z nim na co dzień on na pewno się nie nadaje. Taki z niego materiał na fajnego męża, jak z koziej dupy trąba.
no dlaczego ty tak przeżywasz stratę tego cuda?
Przecież nie masz za kim płakać.
Patrz rozsądnie, bo naprawdę zycie wali po karku i chyba warto byłoby rozważniej dobierać sobie towarzysza życia. Musisz zbierać po kimś śmieci?

217

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko- tak, znam to o gotowanej żabie i oczywiście też nie jest tak do końca, że ja nie widzę jego udziału w zapędzeniu mnie na manowce. To kawał skur...wy..syna i ja o tym doskonale wiem. Tyle tylko, że ja nie chcę zwalac na niego całej odpowiedzialności, bo dla mnie to droga donikąd. nie chcę spędzić reszty zycia nad rozmyślaniem o tym, jaki to był podły człowiek i co mi zrobił i jak tak można. Ja chcę sama stawić czoło swojej porażce i dlatego wole nawet aż tak bardzo przesadnie myśleć o swojej odpowiedzialności za to wszystko. Nikt do niczego mnie nie zmuszał- sama do niego lazłam, a skoro tak, to za swoją porażkę mogę podziękować dzisiaj jedynie sobie. A co z nim? A olać typa i więcej nie zadawać się z nim ani z tego rodzaju ludźmi. No nie chcę tkwić dlaej i w nieskończoność w roli ofiary. Nigdy więcej nie będę dla nikogo ofiarą- trzeba się szanować.
Kalejdoskopko, takie bufony naprawdę nie nadają się do budowania zdrowego związku. Przecież można nabawić się szajby będąc z kimś takim. Raz bedziesz hołubiona, a za chwilę potraktowana, jak smieć. Nie ma mozliwości, by nadążyć za czymś takim. Ledwo nauczysz się myśleć, że jest ok i że wszystko idzie w dobrym i oczekiwanym kierunku, gdy zaraz dostajesz po łbie, bo nagle ta osoba robi cos, co ciebie nokautuje. Więc abarot przyzwyczajasz się do mysli, że jednak jest źle, morze łez wypłakałaś, i w nic już nie wierzysz, gdy bach oto znowu jest cudownie. To chore i nienormalne.
Naprawdę chciałabyś takiego związku dla siebie?
To nie lepiej już być samej niż męczyć się w czymś takim, w nie wiadomo czym właściwie? ni to pies, ni to wydra.
Ja w życiu nie wróciłabym już do takiego piekła.
A zrozumieć coś takiego? Moim zdaniem, nie da się zrozumieć czegos takiego. trzeba odcinać się od takich czubów i tyle, bo co więcej możesz zrobić?

218 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-29 13:14:51)

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwia bardzo podoba mi się Twoja postawa, jestem dumna smile Kontaktuje się z Tobą jeszcze?

oliwia9195 napisał/a:

Kalejdoskopko- tak, znam to o gotowanej żabie i oczywiście też nie jest tak do końca, że ja nie widzę jego udziału w zapędzeniu mnie na manowce. To kawał skur...wy..syna i ja o tym doskonale wiem. Tyle tylko, że ja nie chcę zwalac na niego całej odpowiedzialności, bo dla mnie to droga donikąd. nie chcę spędzić reszty zycia nad rozmyślaniem o tym, jaki to był podły człowiek i co mi zrobił i jak tak można. Ja chcę sama stawić czoło swojej porażce i dlatego wole nawet aż tak bardzo przesadnie myśleć o swojej odpowiedzialności za to wszystko. Nikt do niczego mnie nie zmuszał- sama do niego lazłam, a skoro tak, to za swoją porażkę mogę podziękować dzisiaj jedynie sobie. A co z nim? A olać typa i więcej nie zadawać się z nim ani z tego rodzaju ludźmi. No nie chcę tkwić dlaej i w nieskończoność w roli ofiary. Nigdy więcej nie będę dla nikogo ofiarą- trzeba się szanować.
Kalejdoskopko, takie bufony naprawdę nie nadają się do budowania zdrowego związku. Przecież można nabawić się szajby będąc z kimś takim. Raz bedziesz hołubiona, a za chwilę potraktowana, jak smieć. Nie ma mozliwości, by nadążyć za czymś takim. Ledwo nauczysz się myśleć, że jest ok i że wszystko idzie w dobrym i oczekiwanym kierunku, gdy zaraz dostajesz po łbie, bo nagle ta osoba robi cos, co ciebie nokautuje. Więc abarot przyzwyczajasz się do mysli, że jednak jest źle, morze łez wypłakałaś, i w nic już nie wierzysz, gdy bach oto znowu jest cudownie. To chore i nienormalne.
Naprawdę chciałabyś takiego związku dla siebie?
To nie lepiej już być samej niż męczyć się w czymś takim, w nie wiadomo czym właściwie? ni to pies, ni to wydra.
Ja w życiu nie wróciłabym już do takiego piekła.
A zrozumieć coś takiego? Moim zdaniem, nie da się zrozumieć czegos takiego. trzeba odcinać się od takich czubów i tyle, bo co więcej możesz zrobić?

219

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, a Ty jeszcze analizujesz sytuację?

Skrócę Ci jak to wygląda z boku: stary satyr ugania się za jakąś studentką, męczy dziewczynę kozioł stary...

To jest właśnie Twój książę z bajki, naprawdę wart uwagi jaką mu poświęcasz?


Kalejdoskopka napisał/a:

Dziewczyny, dawno nie pisalam, ale naszedl mnie kryzys...nie wiem jak sobie z tym poradzic, naprawde.  Zdalam sobie z czegos sprawe. Rozmawialam z jedna z przyjaciolek, ktora opowiadala mi jeszcze raz o tym jak to wygladalo ze Studentka. No i faktem jest, ze on za nia szalal, byl w nia wpatrzony i wogole sie nie kryl z tym, ze z nia jest. A ze mna sie kryl, nie czulam zeby szalal... Zdalam sobie sprawe z tego, ze to naprawde bez sensu, ze z nim bylam! Ale nie jest to glos madrosci i ulgi - wrecz przeciwnie! To mnie wlasnie przeraza i cholernie boli !!! Z biegiem czasu coraz wyrazniej widze, ze mu na mnie wcale nie zalezalo!
Ja tez potrafie byc taka jak Studentka - jesli mi na kims nie zalezy! Dlaczego nie potrafilam byc taka przy nim? Niektorzy wogole nie wiedza, a zwlaszcza on, ze potrafie byc bardzo niezalezna. Niejeden facet sie za mna uganial i ugania, bo nie moga zlapac kroliczka. Ale przy nim wymiekalam, nawet kiedy staralam sie byc twardsza, to chyba on musial wyczuwac moja slabosc do niego. Wedlug mnie byl ze mna tylko dlatego, ze bylam pod reka, i szukal sobie czegos lepszego w miedzyczasie. Dlatego tez w wiele miejsc mnie nie zabieral i udawal, ze nic nas nie laczy. Ze Studentka bylo inaczej wlasnie - szalal za nia i wcale tego nie ukrywal. Byla dla niego atrakcyjna wlasnie takze dlatego, ze nigdy nie byla dla niego do konca zdobyta. Ja wiem, ze od poczatku zle to zaczelam, od poczatku byl pewny ze mi zalezy... Studentka jest bardzo ladna. Ja nie jestem pieknoscia, ale mozna powiedziec ze jestem ladna i zawsze dbalam o siebie. Wielu nawet jego znajomych ogladalo sie za mna. Nie moge tego przezyc, kiedy dociera do mnie, ze on naprawde mial mnie gdzies. I nie moge zniesc swiadomosci, ze za kims innym potrafi szalec. I jeszcze troche sily dawala mi mysl, ze on moze za mna zateskni kiedys, doceni to, co stracil, i ze bedzie zalowal. Ale teraz wiem ze tak nie bedzie. Byloby tak tylko wtedy, gdyby mu na mnie choc troche kiedys zalezalo.

220

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj Milko. Miło, że napisałaś. Ja jestem bardzo ci wdzięczna, bo w odpowiednim momencie udało ci się wejść mi na ambicję i z lekka przyhamować moje przygłupawe, na tamten moment, myślenie. Rybka też dobrze na mnie zadziałała pisząc o tym narcyzie  z rodziny, który w jednym tygodniu zaprosił jedną ze swoich byłych na jakieś wesele w rodzinie, ta naiwniaczka wyobraziła sobie na tej podstawie cuda na kiju, podczas, gdy stary lowelas w następnym tygodniu wziął inną swoją byłą na inne wesele w rodzinie i że ta druga też pewnie pomyslała sobie Bóg wie co. Jakie to zachowanie byłoby typowe dla tego mojego, to aż strach pomyśleć.
No w każdym razie ja wróciłam juz do równowagi i to dzięki wam. Latam też sobie po forum, troszkę sobie piszę i jest ok.
Ten niby mój zadzwonił do mnie, ale ja nie odebrałam, jednak nie odebrałam przez czysty przypadek, bo po prostu nie usłyszałam dzwonka telefonu. Potem było już dosyć póxno (było po 23-tej) i ja nie chciałam oddzwaniać do obcego człowieka o takiej porze. Nastepnego dnia też nie zadzwoniłam i tak to zostało- to jednak wiesz, bo pisałam o tym.
Po kilku dniach on znowu zadzwonił, ale ja nie odebrałam telefonu ani nie oddzwoniłam. Tym razem nie odebrałam rozmyslnie- doszłam po prostu do wniosku, że ten facet i tak nie ma m nic do zaoferowania, a jedyne, czego ode mnie chciał, to zasiać zamęt w mojej głowie. Tu w nowym miejscu zamieszkania bywa różnie, jak wszędzie są plusy i minusy, a ponieważ ja nie jestem jeszcze aż tak dobitnie utwierdzona w przekonaniu, że dobrze zrobiłam przeprowadzając się tutaj, to na ten moment łatwo jest zbić mnie z tropu i sprawić, bym żałowała swojej decyzji, zwłaszcza w słabszych chwilach. Nie potrzebuję więc kontaktów z człowiekiem, który miał czelność powiedzieć mi, że wpakowałam sie w szambo i że źle skończę, bo go nie posłuchałam itd. Takich pseudo przyjaciół ja teraz nie potrzebuję.
Ta znajomość nie ma żadnej przyszłości i nigdy nie miała. Wcześniej nie miała przyszłości, bo on tego nie chciał. Dzisiaj nie ma przyszłości, bo ani on tego nie chce, ani nawet ja (szok- nie wierzyłam w to, że przyjdzie taki czas, że ja nie będę chciała tego faceta, a jednak tak sie stało, życie bywa bardzo przewrotne)- tak więc po co ciągnąć te telefoniczne kontakty? Póki co jest cisza. Ja nie wrócę już do tego faceta.
Jeszcze raz bardzo ci dziękuję moja droga Milko.

221

Odp: Starosc z Narcyzem

Bardzo się cieszę, że tak dobrze Ci idzie. Na pewno będziesz miała wiele słabych momentów, w to niestety nie wątpię. Jednak jeśli będziesz pokonywać te kryzysy z każdym kolejnym będzie Ci łatwiej. To wiem, bo sama przerabiałam sprawę. Minął chyba rok zanim doszłam do siebie, a gad bezceremionialnie jeszcze długo, długo nękał mnie, moich bliskich i nachodził

Za każdym nieodebranym telefonem poczujesz że dostajesz zastrzyk szacunku do samej siebie. W końcu zapora będzie tak silna, że będzie Ci wisiało czy on stoi czy on leży, czy on jeszcze w Boga wierzy smile

Pozdrawiam!



oliwia9195 napisał/a:

Witaj Milko. Miło, że napisałaś. Ja jestem bardzo ci wdzięczna, bo w odpowiednim momencie udało ci się wejść mi na ambicję i z lekka przyhamować moje przygłupawe, na tamten moment, myślenie. Rybka też dobrze na mnie zadziałała pisząc o tym narcyzie  z rodziny, który w jednym tygodniu zaprosił jedną ze swoich byłych na jakieś wesele w rodzinie, ta naiwniaczka wyobraziła sobie na tej podstawie cuda na kiju, podczas, gdy stary lowelas w następnym tygodniu wziął inną swoją byłą na inne wesele w rodzinie i że ta druga też pewnie pomyslała sobie Bóg wie co. Jakie to zachowanie byłoby typowe dla tego mojego, to aż strach pomyśleć.
No w każdym razie ja wróciłam juz do równowagi i to dzięki wam. Latam też sobie po forum, troszkę sobie piszę i jest ok.
Ten niby mój zadzwonił do mnie, ale ja nie odebrałam, jednak nie odebrałam przez czysty przypadek, bo po prostu nie usłyszałam dzwonka telefonu. Potem było już dosyć póxno (było po 23-tej) i ja nie chciałam oddzwaniać do obcego człowieka o takiej porze. Nastepnego dnia też nie zadzwoniłam i tak to zostało- to jednak wiesz, bo pisałam o tym.
Po kilku dniach on znowu zadzwonił, ale ja nie odebrałam telefonu ani nie oddzwoniłam. Tym razem nie odebrałam rozmyslnie- doszłam po prostu do wniosku, że ten facet i tak nie ma m nic do zaoferowania, a jedyne, czego ode mnie chciał, to zasiać zamęt w mojej głowie. Tu w nowym miejscu zamieszkania bywa różnie, jak wszędzie są plusy i minusy, a ponieważ ja nie jestem jeszcze aż tak dobitnie utwierdzona w przekonaniu, że dobrze zrobiłam przeprowadzając się tutaj, to na ten moment łatwo jest zbić mnie z tropu i sprawić, bym żałowała swojej decyzji, zwłaszcza w słabszych chwilach. Nie potrzebuję więc kontaktów z człowiekiem, który miał czelność powiedzieć mi, że wpakowałam sie w szambo i że źle skończę, bo go nie posłuchałam itd. Takich pseudo przyjaciół ja teraz nie potrzebuję.
Ta znajomość nie ma żadnej przyszłości i nigdy nie miała. Wcześniej nie miała przyszłości, bo on tego nie chciał. Dzisiaj nie ma przyszłości, bo ani on tego nie chce, ani nawet ja (szok- nie wierzyłam w to, że przyjdzie taki czas, że ja nie będę chciała tego faceta, a jednak tak sie stało, życie bywa bardzo przewrotne)- tak więc po co ciągnąć te telefoniczne kontakty? Póki co jest cisza. Ja nie wrócę już do tego faceta.
Jeszcze raz bardzo ci dziękuję moja droga Milko.

222

Odp: Starosc z Narcyzem

Dla kobiet uwikłanych w takie toksyki nawet zwykłe nieodebranie telefonu graniczy niemal z bohaterstwem , jakims heroicznym wyczynem. Człowiek tak nisko upada, że aż żal. Ja przez wszystkie te lata o niczym innym nie marzyłam, jak tylko o tym, by on do mnie zadzwonił. jego telefony były dla mnie prawie świętem- wiem, jak to brzmi, ale jestem szczera. Wytworzył mi sie odruch Pawlowa i na każdy jego telefon biegłam i merdałam ogonkiem. Telefon prawie przyrósł mi do tyłka, nie mogłam przeoczyć nawet minuty, żeby przypadkiem nie pozbawić samej siebie zaszczytu rozmawiania z tym cudem. cieszyłam się jakby ktos do kieszeni mi nasrał, jesli on zadzwonił, szczególnie po dłużzych jego nagłych zniknięciach.
Teraz też, gdy on kilka dni temu zadzwonił odezwał sie wyuczony odruch Pawlowa i natychmiast stanęłam na baczność, cała w gotowości, bo jakież to szczęście DZWONI ON, BOŻE KOCHANY. Zaraz jednak puknełam sie w czoło i powiedziałam sobie "nie odbieraj głupia babo, nie odbieraj, nie odbieraj itd."w końcu telefon zamilkł a ja przez chwile głowiłam się czy oddzwonić, czy machnąć reką. Potem poleciałam do drugiego pokoju i zaczęłam wywalać rzeczy z szafy celem ponownego ułożenia ich na półkach. Minęły mi więc emocje związane z tym doniosłym faktem, że pan i władca zadzwonił i jakoś się trzymam.
Nastepnym razem pójdzie mi jeszcze łatwiej, az w końcu sama w siebie uwierzę, by na koniec mieć tego człowieka kompletnie w dupie, tak samo, jak on miał mnie przez wszystkie te lata.

223

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, trafiłam przypadkiem na ten temat, doczytałam jak do tej pory do 4 strony. A założyłam sobie tutaj konto, żeby Wam napisać jak to jest byc 'tą następną'.
Dużo pisałyście o kolejnych kobietach w życiu Waszych narcyzów, które nastąpią po Was.
Mój narcyz miał za sobą dwa bardzo długie związki i podejrzewam, że niezliczona ilość krótkich. Na początku wręcz mnie oczarował. Czułam się jak królowa życia. Niestety bardzo szybko odkryłam, że coś jest nie tak. Przez nasz krótki związek miałam wrażenie, że gram w jakąś grę. Trudno to opisać komuś, kto nie był w takiej sytuacji, natomiast ten, kto był, zaczyna to wyczuwać wręcz intuicyjnie.
Przez krótki okres moim zadaniem było pięknie wyglądać i się nim zachwycać. To mi pasowało. Koszt był mały w stosunku do korzyści jakie mi dawała relacja z nim. Szybko jednak wymagania zaczynały się zwiększać a ja, nie chcąc ich spełniać, udawałam, że nie widzę, nie rozumiem. To powodowało u niego nieprawdopodobną irytację.
Moje zachowanie zaczęło go doprowadzać do szału, ale starał się to maskować kulturą a ja dalej udawałam, że nie widzę.

Zostawił mnie, oczywiście, po 3 miesiącach. Miałam nadzieję, że potrwa to dłużej, ale kiedy zamknęły się za nim drzwi, poczułam wielką ulgę.
Rozstanie nastąpiło jakiś czas temu. Teraz ma kłopoty i zwraca się do mnie po wsparcie. A ja spokojnie udaję, że jak nie rozumiałam tak nie rozumiem dalej.

Pomimo tego, że nie zrobił mi kompletnie niczego złego, na każdy kontakt z nim reaguje lekkim stresem i jestem przeszczęśliwa, że ten cały blichtr i urok nie zawrócił mi w głowie na tyle, żeby w to wpaść głębiej.

Także dziewczyny, oni się nie zmieniają. Zmieniają się tylko kobiety w ich życiu, a ja dokładnie wiedziałam, że jestem przejściowa, na czas, aż znajdzie sobie coś lepszego. Chociaż nie mam na to żadnych dowodów, to jednak jestem pewna, że w związku ze mną szukał już następnej.

Życzę Wam powodzenia, chociaż wiem, jak trudno się uwolnić od tego całego teatru, jaki potrafią zafundować. Jesteście bardzo dzielne smile

224

Odp: Starosc z Narcyzem

Przeczytałam do końca. Myślę, że mogę odpowiedzieć na kilka pytań, które się powtarzają.

1. "Dlaczego je zabierał/wyjeżdżał z nimi/mieszkał itd. Czemu ja jestem gorsza?"
Nie. Nie jesteś gorsza. Na wstępie znajomości zajęłaś inną pozycję w tym układzie. Każda rzecz/kobieta/znajomy itd ma swoje miejsce. Ty zajęłaś takie a nie inne. Może nie rozumiałaś zasad, może to leży w Twojej naturze, może tak się samo potoczyło. Nie na wszystko mamy wpływ i nie wszystko kontrolujemy. Zdarzyło się. Nikt nie jest gorszy.

2. "Czy on żałuje/teskni/cierpi ?"
Tak. Załuje. Tyle, ze to nie ma znaczenia. Jego boli sam fakt utraty czegoś, co miał. Żałuje tak jak po stracie butów, które były przydatne lub ulubione. To całkiem inna kategoria. Trudna do pojęcia dla normalnego człowieka.

3. "Dlaczego pisze/dzwoni/kontaktuje się ?".
Bo chce. Bo może. Bo nie lubi straty. Bo to on decyduje, kiedy odstawi Was jak stary ciuch do szafy i sięgnie kiedy będzie miał ochotę. Nie ma w tym uczuć w sensie jaki sobie wyobrażacie.

4. "Co ona ma w sobie, czego ja nie mam?"
Prawdopodobnie to, co ja. Nie zależy jej. Ja brałam z tego związku garściami, praktycznie nic nie dając z siebie. Wiedziałam z kim jestem i wiedziałam, że to przejściowe. Skakał wokół mnie, masował stopy, gotował wymyślne dania, przynosił kwiaty, prezenty. Mimo wszystko wiedziałam, że to element gry. Że nie robi tego dla mnie, tylko dla siebie. Aby sobie udowodnić jaki jest wspaniały oczarowując mnie.
Kiedy zobaczyłam wyraźną irytację, postanowiłam zagrać va banque. I przegrałam. Powiedziałam mu, że chce prawdziwego zaangażowania. Wiedziałam, że mogę przegrać ale nie miałam pomysłu na to, co zrobić, żeby utrzymać obecny stan. Przegrałam, bo gram w to dużo słabiej niż on.
Rozstałam się z nim w dokładnie takim stanie emocjonalnym w jakim był on. Nie żałowałam jego, a tego co dla mnie robił. To nie była tęsknota za człowiekiem.

Oliwio,
odbierając telefony, pozwalając na kontakt, interesując się nim nawet poprzez pisanie na tym forum, grasz w grę, którą ledwie pojmujesz.
To tak, jakbyś znała zasady szachów i usiadła do gry z Kasparowem. Przegrasz. Masz początkową przewage bo zmieniłaś taktykę, ale on się w tym odnajdzie szybciej niz możesz sobie wyobrazić.

Dziewczyny, co mnie szokuje w Waszych opowieściach, to to, że środek ich ciężkości skupiony jest na facetach. A powinien być na Was. Ciągle powtarzają się te same pytania 'dlaczego on?'. A co Was to obchodzi?
Wydajecie kasę na terapiach, żeby porozmawiać o związkach i facetach. Może powinnyście zacząć pytać 'dlaczego ja?'.
Jakie mam deficyty, że taki syf wydawał mi się interesujący? Co jest ze mną, że dałam to sobie robić przez lata? Czego potrzebuję w życiu? Co mi szkodzi?

Przepraszam, że wpadłam w wątek i się tu mądrzę jakbym zrobiła doktorat z narcyzów. Nie robię tego ze złośliwości i może nie umiem jakoś dyplomatycznie przekazać swoich myśli, ale z jakiegoś powodu rozumiem takich ludzi lepiej niż inni. Intuicyjnie rozpoznaję zaburzenia i wiem, że takich ludzi jest cała masa. Wiem też, że należy mieć ich po swojej stronie, ale nigdy za blisko siebie. W każdej chwili mogą obrócić się przeciwko Wam, jeśli tylko przyniesie im to korzyści.

Pozdrawiam serdecznie

225 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-10-31 20:58:29)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj Hana

Masz wiele słusznych spostrzeżeń. Szczerze też gratuluję, że w odpowiednim momencie dałaś nogę. Oby na dobre.

Ale jednak.... zaskakujesz mnie:) Szczególnie swoimi zapewnieniami o braku zaangażowania

Jak wygląda bowiem logika kilku stwierdzeń połączona w całość tj

"Powiedziałam mu, że chce prawdziwego zaangażowania. Wiedziałam, że mogę przegrać ale nie miałam pomysłu na to, co zrobić, żeby utrzymać obecny stan."

A wcześniej:

4. "Co ona ma w sobie, czego ja nie mam?"
Prawdopodobnie to, co ja. Nie zależy jej.

No to jak było, zależało czy nie? W czym Twój sposób myślenia odbiega tutaj od samooszukiwania się dziewczyn, którym jesteś tak zszokowana?

One, dopóki szukają wsparcia na forum przynajmniej nie ukrywają przed sobą własnych słabości, a próbują się z nimi zmierzyć

Ciekawi mnie też Twoja korzystna strategia tj. "Intuicyjnie rozpoznaję zaburzenia i wiem, że takich ludzi jest cała masa. Wiem też, że należy mieć ich po swojej stronie, ale nigdy za blisko siebie"

Dlaczego w takim razie w ogóle usiłowałaś pogłębić relację, którą od początku źle oceniałaś przy jednoczesnych samozapewnieniach, że to właśnie w niej "niskim kosztem otrzymywałaś tak wiele"?

Z niecierpliwością czekam na doktorat "z narcyzów" smile



HanaMorgana napisał/a:

Przeczytałam do końca. Myślę, że mogę odpowiedzieć na kilka pytań, które się powtarzają.

1. "Dlaczego je zabierał/wyjeżdżał z nimi/mieszkał itd. Czemu ja jestem gorsza?"
Nie. Nie jesteś gorsza. Na wstępie znajomości zajęłaś inną pozycję w tym układzie. Każda rzecz/kobieta/znajomy itd ma swoje miejsce. Ty zajęłaś takie a nie inne. Może nie rozumiałaś zasad, może to leży w Twojej naturze, może tak się samo potoczyło. Nie na wszystko mamy wpływ i nie wszystko kontrolujemy. Zdarzyło się. Nikt nie jest gorszy.

2. "Czy on żałuje/teskni/cierpi ?"
Tak. Załuje. Tyle, ze to nie ma znaczenia. Jego boli sam fakt utraty czegoś, co miał. Żałuje tak jak po stracie butów, które były przydatne lub ulubione. To całkiem inna kategoria. Trudna do pojęcia dla normalnego człowieka.

3. "Dlaczego pisze/dzwoni/kontaktuje się ?".
Bo chce. Bo może. Bo nie lubi straty. Bo to on decyduje, kiedy odstawi Was jak stary ciuch do szafy i sięgnie kiedy będzie miał ochotę. Nie ma w tym uczuć w sensie jaki sobie wyobrażacie.

4. "Co ona ma w sobie, czego ja nie mam?"
Prawdopodobnie to, co ja. Nie zależy jej. Ja brałam z tego związku garściami, praktycznie nic nie dając z siebie. Wiedziałam z kim jestem i wiedziałam, że to przejściowe. Skakał wokół mnie, masował stopy, gotował wymyślne dania, przynosił kwiaty, prezenty. Mimo wszystko wiedziałam, że to element gry. Że nie robi tego dla mnie, tylko dla siebie. Aby sobie udowodnić jaki jest wspaniały oczarowując mnie.
Kiedy zobaczyłam wyraźną irytację, postanowiłam zagrać va banque. I przegrałam. Powiedziałam mu, że chce prawdziwego zaangażowania. Wiedziałam, że mogę przegrać ale nie miałam pomysłu na to, co zrobić, żeby utrzymać obecny stan. Przegrałam, bo gram w to dużo słabiej niż on.
Rozstałam się z nim w dokładnie takim stanie emocjonalnym w jakim był on. Nie żałowałam jego, a tego co dla mnie robił. To nie była tęsknota za człowiekiem.

Oliwio,
odbierając telefony, pozwalając na kontakt, interesując się nim nawet poprzez pisanie na tym forum, grasz w grę, którą ledwie pojmujesz.
To tak, jakbyś znała zasady szachów i usiadła do gry z Kasparowem. Przegrasz. Masz początkową przewage bo zmieniłaś taktykę, ale on się w tym odnajdzie szybciej niz możesz sobie wyobrazić.

Dziewczyny, co mnie szokuje w Waszych opowieściach, to to, że środek ich ciężkości skupiony jest na facetach. A powinien być na Was. Ciągle powtarzają się te same pytania 'dlaczego on?'. A co Was to obchodzi?
Wydajecie kasę na terapiach, żeby porozmawiać o związkach i facetach. Może powinnyście zacząć pytać 'dlaczego ja?'.
Jakie mam deficyty, że taki syf wydawał mi się interesujący? Co jest ze mną, że dałam to sobie robić przez lata? Czego potrzebuję w życiu? Co mi szkodzi?

Przepraszam, że wpadłam w wątek i się tu mądrzę jakbym zrobiła doktorat z narcyzów. Nie robię tego ze złośliwości i może nie umiem jakoś dyplomatycznie przekazać swoich myśli, ale z jakiegoś powodu rozumiem takich ludzi lepiej niż inni. Intuicyjnie rozpoznaję zaburzenia i wiem, że takich ludzi jest cała masa. Wiem też, że należy mieć ich po swojej stronie, ale nigdy za blisko siebie. W każdej chwili mogą obrócić się przeciwko Wam, jeśli tylko przyniesie im to korzyści.

Pozdrawiam serdecznie

226

Odp: Starosc z Narcyzem

Hana nie zgadzam się z tobą w tej kwestii, że on samego początku nie zrozumiałam zasad- ja od samego początku wiedziałam czego chce i mówiłam o tym głośno. Mnie chodziło o znajomość, która stopniowo ewoluowałaby, rozwijałaby  się w kierunku normalnego związku, a z czasem może doszłoby nawet do podjęcia decyzji o wspólnym życiu. Nie miałam zamiaru wchodzić w jakieś dziwne układy towarzyskie, w jakieś przygody albo inne takie- najzwyczajniej w świecie nie nadaję sie do takich rzeczy, nigdy nie pociągały mnie jakieś przygody srody, nawet gdy byłam o wiele młodsza zawsze miałam dość poważne podejście do zycia, więc tym bardziej na tak zwane stare lata (troszkę mi jeszcze brakuje do tych starych lat, ale myślałam przyszłościowo) nie byłam zainteresowana jakimiś głupotami. On od razu wiedział a jaką kobietą ma do czynienia, bo pewne rzeczy widać gołym okiem. Nie chodzi o to, że ja oczekiwałam od niego deklaracji, ale skoro on sam pytał mnie, czego oczekuję od związku, to ja szczerze i otwarcie postawiłam sprawę, że chodzi mi o fajny związek, ale że to jak będzie pokaże czas itd. On słuchał uważnie tego, co ja mówię i we wszystkim zgadzał się ze mną. Naprawdę robił wrażenie poukładanego i poważnego faceta. Zapewnił mnie, że jemu chodzi dokładnie o to samo i nawet uzywał takich samych argumentów, jak ja. Był zachwycony tym, że mnie poznał itd. itd. Ja z kolei widziałam dobrze wyglądającego faceta, który potrafi się wysłowić, nie utracjusza, lecz kogos zaradnego, pracowitego i z głową na karku (dość szybko dowiedziałam się, że to bardzo zamożny człowiek- ja też biedaczką nie jestem, ale do niego raczej mi daleko), mnóstwo rzeczy podobało mi się w tym człowieku i on pociągał mnie, jako mężczyzna. Z jego strony też tak to wyglądało, były wysyłane te same sygnały w moją stronę- szybko zaangażowałam się uczuciowo i nie zakładałam takiej opcji, że ktoś chce wpuścić mnie w maliny. Nigdy nie było mowy o tym, żeby nasza znajomosć szła w kierunku układu towarzyskiego- wprost przeciwnie. Cały czas byłam utwierdzana w przekonaniu, że chodzi o związek, że on mnie kocha, tęskni i te zapewnienia o tym, co on czuje w łóżku, gdy jest ze mną, to już w ogóle nie da się opisać zwykłymi słowami. No masakra.
Przeszłam takie pranie mózgu, że w głowie się nie mieści.
Tymczasem jego czyny, rzecz jasna,  daleko rozmijały się z tym, co on do mnie mówił. W miarę upływu czasu robił się coraz bardziej bezczelny, a ja coraz bardziej przypominałam ubezwłasnowolnioną słodką idiotkę. Równolegle do tego wiodłam drugie życie, w którym dalej świetnie sobie radziłam, realizowałam się i ludzie znający mnie z tego drugiego zycia w życiu nie uwierzyliby w czym ja tkwię, jeśli chodzi o sprawy osobiste.
Ja też byłam sama sobą zdumiona, bo nigdy wczesniej nie przeżyłam takiego rozdwojenia jaźni- jakbym była w dwuosobowej sekcie.
Mnie coś takiego spotkało.
Ktoś kto nie przezył czegoś takiego w zyciu nie pojmie o czym ja piszę.
Tak więc ja zostałam po prostu oszukana, a ponieważ nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z aż tak wielką ludzką podłością, toteż nie mogłam pojąć tego, co się wokół mnie dzieje. Do tej pory jestem w szoku, że są aż tak chorzy ludzie, że oni naprawdę żyją wśród nas, chodzą ulicami, pracują gdzieś i mozna spotkać takiego człowieka na każdym niemalże kroku.
W czasach, gdy trwała ta cudowna znajomość zrywałam z tym człowiekiem setki razy, uciekałam ile sił w nogach, ale potem i tak zawsze wracałam do tego syfu. Przecież gdybym się teraz w ostatnich miesiącach nie przeprowadziła do innego i bardzo odległego miasta( to opatrzność dała mi taką mozliwość, bo juz Bóg zlitował się nade mną), to ja nie ręczę za to, że dalej bym się z nim nie spotykała. Czynnik osobisty odegrał bardzo wielką rolę w tej mojej przeprowadzce.
Nigdy w życiu nie zapomnę o tym, co przeżyłam w tej znajomości i nigdy więcej nie wpakuję się w coś podobnego. Nawet gdybym miała do końca zyć żyć samotnie, ja nigdy więcej nie zadam się z facetem, który zapachnie mi jakimś popaprańcem.
Ja też, podobnie, jak ty Hano, wyczuwam ich na milę- mozna powiedzieć, że to jedyna korzyść z tej znajomości, że potrafię odróżnić beznadziejnego faceta od porządnego i normalnego.
Tak więc, wracając do pierwszej myśli, zgadzam się z tobą, że porwałam się z motyką na słońce i że od samego początku byłam na straconej pozycji, ale w tamtych czasach ja byłam taka głupiutka i naiwniutka, że dzisiaj aż sie tego wstydzę. Tak jakbym z choinki sie urwała- w ogóle nie znałam życia, jego brutalności- napisałam, że przez lata byłam największą w naszym kraju dupą wołową i to jest święta prawda.
Dzisiaj jestem innym człowiekiem. ale czasu oczywiście nie cofnę- stanowczości dodaje mi też odległość od psychola oraz czas, który minął.
Zgadzam się też z tobą, że tego rodzaju czubek nie kocha, lecz on po prostu kogoś MA. Normalnie myślący człowiek nie pojmie czegoś takiego, tego że ktoś może mieć taką potrzebę, ale niestety są tacy ludzie na świecie i jest ich wcale niemało.
Rozumiem też to, co masz na mysli mówiąc, że w świecie narcyzów poszczególne osoby grają odgrywają inne role. Że to wcale nie zależy od tego, jaka ktos przedstawia sobą wartość- rządzi zasada "na kogo wypadło, na tego bęc".
Nie ma najmniejszego sensu walczyć z tymi ludxmi, uświadamiać im czegokolwiek, bo nawet, jesli wygra się w tych bojach jedną czy dwie bitwy, to przecież wojnę i tak wygrają oni.
Jedyne, co mozna zrobić, to tylko i wyłącznie brać nogi za pas i spierdalać jak najdalej.
gdybym dzisiaj poznała takiego faceta, to po pierwsze od razu bym uciekła, a nawet, jeśli bym się skusiła, to na pewno inaczej bym się zachowywała. Wydoiłam gościa, a na koniec kopnęłabym go w rozpasany zad. Jednak by zrobić coś takiego ja musiałabym mieć zupełnie inny charakter niż mam, inną konstrukcję psychiczną, inną wrażliwość. Taka jaka jestem i jaka pozostanę pewnie aż do samej śmierci od razu bym poległa w takiej znajomości- dlatego do końca zycia będę unikała takich ludzi, jak ognia.
Wrogowi nie zyczę tego rodzaju relacji.

227

Odp: Starosc z Narcyzem

Napisałaś też "po co ci to forum i że sam fakt, że tu jestem świadczy o tym, że dalej tkwię w tej relacji'- nie powiem, że nie masz racji, ale to forum jest bardzo pomocne, bo jest rodzajem autoterapii, a przy okazji mozna też komus pomóc.
Ja byłam u kilku psychologów- to troszkę mnie wzmacniało, ale tylko troszkę.
Byłam nawet u psychiatry, bo był czas, że sama siebie podejrzewałam o jakas chorobę psychiczną. Bo to nie było tak, że ja nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tkwię w nienormalnym i wyniszczającym mnie układzie- ja o tym wiedziałam i dlatego często z nim zrywałam, jednak przerażało mnie to, że mimo swojej świadomości ze tkwie w dziadostwie ja ciągle wracałam do syfu, jak jakis bumerang. Myslałam, że jestem chora psychicznie, bo inaczej nie potrafiłam sobie tego wytłumaczyć. Psychiatra uświadomił mnie, że daleko mi do choroby psychicznej, że jestem wyjątkowo zdrowo myslącą osobą, a jedyne co mi dolega, to nerwica wegetatywna,której nabawiłam się przy okazji tej znajomości oraz fakt, że tkwie w toksyku z chorym na głowę facetem. Wtedy usłyszałam o narcyxmie, o zaburzeniu borderline, o uzaleznianiach tego typu i żebym zaczęła drązyc raczej te klimaty, zamiast wmawiac w siebie chorobę psychiczną. Poszłam, rzecz jasna, do dobrego psychiatry i raczej do drogiego.
od tamtej pory weszłam więc na całkiem inną ściezkę- wiedziałam, że jestem chora, ale inaczej niż myślałam. Wtedy dowiedziałam się o zaburzeniu pt, kobiety kochające za bardzo i się zaczęło.
Wcześniej pojęcia nie miałam gdzie ja żyję.
Forum jest bardzo pomocne, bo człowiek czyta historie innych kobiet, widzi w tych historiach siebie, scyzoryk otwiera mu sie na samą myśl i dzięki temu łatwiej jest jeszcze bardziej ugruntowac sie w decyzji o ucieczce z tego rodzaju znajomości
Nawet nie wiesz, jak ja głęboko współczuję wszystkim osobom, które uplątane są w takie układy. Potrafię nawet wyczuć czy dana osoba ma szansę wyjść z dziadostwa, czy dalej będzie w tym tkwiła i jak długo mniej więcej to potrwa. Na niektórych nieszczęsnikach od razu stawiam krzyzyk, bo wiem, że daleka droga przed nimi, jesli w ogóle.
Hano, ja nie wrócę już do tego faceta.

228 Ostatnio edytowany przez Kalejdoskopka (2015-11-03 18:32:33)

Odp: Starosc z Narcyzem

Dziewczyny, dawno tu nie zagladalam, ale ciesze sie ze napisala nowa osoba - witaj Hano! to dobrze, ze pisza tu dziewczyny, ktore mialy stycznosc z narcyzmem w roznych sytuacjach i dzieki temu mamy tu rozne punkty widzenia. U mnie lepiej, ale powracaja stare sentymenty - wprawdzie z mniejsza sila, ale jednak nadal. Minely dopiero 4 miesiace od rozstania...wiec chyba jeszcze troche to potrwa...Mnie tez przemknelo przez mysl Oliwio, ze skoro tu zagladasz, to nie jestes jeszcze do konca "bezpieczna", ale jednoczesnie uwazam, ze skoro tak, to dobrze ze to robisz, bo nowy sposob myslenia zanim sie przyswoi potrzebuje przypominania od czasu do czasu - to tak jak nauka na sprawdzian - te wiadomosci musza sie przyswoic. Najbardziej denerwuje mnie fakt, ze mimo calej mojej wiedzy mam tendencje do zadawania na nowo tych samych pytan...ale dobra wiadomosc jest taka, ze na niektore moje pytania mam juz odpowiedzi i mam je juz tak "przerobione", ze kiedy pojawi sie pytanie, od razu sama sobie odpowiadam...Dzieki Milko, za to porownanie do starego satyra...Jest trafne, tylko wiecie co jest najgorsze? Ze czasami mam wrazenie, ze te wszystkie narcytyczne cechy to jednak nie moze byc prawda w jego przypadku. Mam wrazenie, jakby to byl jakis sen i ze to nie moze byc prawda, jesli chodzi o niego. Od czasu do czasu pytam o to moja terapeutke, a ona wtedy z cala pewnoscia mowi mi, ze tak - on na pewno jest narcyzem...A jednak gdzies intuicyjnie mam wrazenie, ze to jakas pomylka...Czy macie tak samo? Albo mialyscie bedac na takim etapie jak ja?

229 Ostatnio edytowany przez milka_a (2015-11-03 21:02:08)

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak, zastanawiałam się czy to narcyzm (psychopatia?) czy może jednak depresja/choroba/zagubienie. Ale to było już jak mnie szantażował - szpitalami, złym stanem zdrowia, myślami samobójczymi, molestował chorymi tęsknotami - pisał, że wszystko przeze mnie. Również jak płakał mojej mamie i dedykował mi na FB swoje czyny charytatywne - owszem wtedy się kilka razy zachwiałam. Byłam skłonna raczej myśleć, że może po prostu potrzebuje pomocy. Jednak nie zareagowałam na te zaczepki i proszę, łazi i cieszy się dobrym zdrowiem oraz wysoką pozycją społeczną, otoczony wianuszkiem zbawicielek. Zanim pokazał mi swoją prawdziwą mordę jakiś czas jawił się jako człowiek racjonalny, decyzyjny, wrażliwy. Pierwsze chamstwa usiłował logicznie wykładać, argumentować. To pozornie wyglądało na troskę i próby osiągnięcia kompromisu. Były zatem momenty kiedy bardziej wątpiłam w siebie niż w niego. Ale żeby przy takim gadzie ujść z życiem nie dac się zeżreć trzeba spojrzeć bestii hardo w oczy, przyjąć to co się tam zobaczyło i spierdalać jak najdalej. Kalejdoskopko przestań się oszukiwać


Kalejdoskopka napisał/a:

Dziewczyny, dawno tu nie zagladalam, ale ciesze sie ze napisala nowa osoba - witaj Hano! to dobrze, ze pisza tu dziewczyny, ktore mialy stycznosc z narcyzmem w roznych sytuacjach i dzieki temu mamy tu rozne punkty widzenia. U mnie lepiej, ale powracaja stare sentymenty - wprawdzie z mniejsza sila, ale jednak nadal. Minely dopiero 4 miesiace od rozstania...wiec chyba jeszcze troche to potrwa...Mnie tez przemknelo przez mysl Oliwio, ze skoro tu zagladasz, to nie jestes jeszcze do konca "bezpieczna", ale jednoczesnie uwazam, ze skoro tak, to dobrze ze to robisz, bo nowy sposob myslenia zanim sie przyswoi potrzebuje przypominania od czasu do czasu - to tak jak nauka na sprawdzian - te wiadomosci musza sie przyswoic. Najbardziej denerwuje mnie fakt, ze mimo calej mojej wiedzy mam tendencje do zadawania na nowo tych samych pytan...ale dobra wiadomosc jest taka, ze na niektore moje pytania mam juz odpowiedzi i mam je juz tak "przerobione", ze kiedy pojawi sie pytanie, od razu sama sobie odpowiadam...Dzieki Milko, za to porownanie do starego satyra...Jest trafne, tylko wiecie co jest najgorsze? Ze czasami mam wrazenie, ze te wszystkie narcytyczne cechy to jednak nie moze byc prawda w jego przypadku. Mam wrazenie, jakby to byl jakis sen i ze to nie moze byc prawda, jesli chodzi o niego. Od czasu do czasu pytam o to moja terapeutke, a ona wtedy z cala pewnoscia mowi mi, ze tak - on na pewno jest narcyzem...A jednak gdzies intuicyjnie mam wrazenie, ze to jakas pomylka...Czy macie tak samo? Albo mialyscie bedac na takim etapie jak ja?

230 Ostatnio edytowany przez renatta (2015-11-03 23:19:24)

Odp: Starosc z Narcyzem

Dobre forum dla osob, ktore sa z narcyzami

231

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko, ja z kolei miałam tak, że w tych okresach, gdy niby było dobrze, czyli odbywały się te seks randki połączone z zabawą w dom, ja też nie wierzyłam w to, że ten urokliwy facet (naprawdę taki był w sposobie bycia, dowcipny, inteligentny, bystry, no naprawdę świetnie mi się z nim rozmawiało i miło spędzałam czas w jego towarzystwie, seks był oczywiście nieziemski) ma drugą, tak mroczną gębę. Wiedziałam już o tym z kim mam do czynienia, ale to pragnienie by było między nami dobrze skutecznie czarowało mi rzeczywistość. Zapominałam o bożym świecie i byłam przeszczęśliwa. Urokliwy starszy pan- kto by pomyślał? Wypierałam ze świadomości to, że ten facet jest chory na łeb.
Natomiast w tych okresach, gdy byłam z nim zerwana albo porzucona z dnia na dzień bez słowa, bez żadnego uprzedzenia, potraktowana ot tak jak wywalony do śmietnika śmieć, gdy właśnie łapałam oddech po jakimś jego numerze poniżej pasa, wtedy natychmiast przypominałam sobie, jakim człowiekiem jest ten facet. Wtedy nie miałam żadnych wątpliwości. Od razu przypominałam sobie, że to buc i bufon. Wiedziałam, że tracę czas i zdrowie, i że nigdy nie uda mi się zbudować z tym facetem związku, który byłby dla mnie satysfakcjonujący.
jednym słowem, w moim przypadku punkt mojego widzenia zależał od punktu mojego siedzenia w określonym czasie.
Sama sobie fundowałam taką huśtawkę.
Potem przyszedł taki etap, gdy w moim postrzeganiu zaczęła panowac jakas względna równowaga. Dalej spotykałam sie z tym facetem i miło spędzałam z nim czas, tyle tylko że nie wierzyłam juz w ani jedno jego słowo. dlaczego nie wierzyłam? Bo w głowie mi się w końcu wyrównało i przestałam się łudzić.
Tyle naczytałam się na temat związków z takim ludźmi, rozmawiałam z psychologami, z psychiatrą i kurczę musi byc prawdą to, co wszyscy ci fachowcy mówią. A oni mówią zgodnym chórem- nalezy spieprzać od takich ludzi i nie oglądać się za siebie. No trzeba w końcu w coś uwierzyć, bo naprawdę mozna pogubić sie we własnych osądach. Skoro twoja terapeutka mówi ci któryś raz z rzędu, że tak ten facet ma taki problem, to uwierz jej w końcu.
Bo  widzisz, moim zdaniem, problem z byciem z takimi ludźmi polega głównie na tym, że nie jesteś w stanie przewidzieć, kiedy ten ktoś zrobi ci świństwo. Nie ma mozliwości, by człowiek mógł zorientować się, że oto za chwilę znowu nadejdą złe czasy, więc dobrze byłoby przygotować się na nie psychicznie, czyli zapewnić sobie w miarę miekkie lądowanie, na zasadzie, że gdybym wiedziała, że sie przewrócę, to sama bym się przewróciła. Będąc z zaburzonym w taki sposób facetem nie możesz być pewna dnia ani godziny. On może spotkać się z tobą we wtorek i w czasie spotkania było bardzo przyjemnie, więc wracasz do domu uskrzydlona, niczego złego nie przeczuwasz, nie masz żadnych podstaw by wietrzyć nadchodzącą burzę, aż tu nagle w środę, następnego dnia ni z gruszki, ni z pietruszki dostajesz bolesnego kopniaka prosto w serce. Bo facet np. znika bez słowa i nie odzywa się do ciebie kilka tygodni. Ty dzwonisz, on nie odbiera telefonu i nie oddzwania, piszesz, on nie odpisuje, zero zainteresowania, nic, zostajesz sama i głowisz się o co chodzi, co zrobiłaś źle.
A potem, za jakiś czas dzwoni telefon i znowu słyszysz znajomy głos w słuchawce. Przecież to obłęd a nie związek. Tak nie da się z nikim być. To wykańczalnia za życia- a przynajmniej dla mnie.
Podałam tylko jeden z przykładów na naprawdę nienormalne zachowywanie się takich ludzi. Bo innych nienormalnych zachowań było też całkiem sporo. Problem polega na tym, że za żadne skarby nie przeskoczysz czegoś takiego. Ile ja podejmowałam rozmów z tym facetem, tłumaczyłam mniej albo bardziej dyplomatycznie, były i moje prośby i groźby, ale nie pomagalo nic. Równie dobrze mogłam wziąć kilo grochu i rzaucać nim w ścianę- efekt byłby identyczny.
Nie wiem może są takie kobiety, które mają większą tolerancję na takich facetów i mniej przejmuja się ich chamówami i jakoś funkcjonują w związkach z narcyzami, bordami czy innymi zaburzonymi, ale ja nie dawałam sobie rady. Ten związek albo raczej układ po prostu mnie wykańczał. Ten chłop zabiłby mnie któregos dnia, bo ja nie byłam w stanie znieść tej chorej huśtawki, jaką on mi fundował. Pewnie któregoś dnia padłabym na podłogę i albo dostałabym zawału, albo jakiegoś wylewu- nie wiem jak bym skończyła, ale na pewno nie byłoby to dla mnie dobre.
Ten chłop żarł mnie żywcem.
Dzisiaj mam 100% pewności, że dobrze zrobiłam uciekając od niego.
a ze jeszcze wszystko to w jakis sposób mnie obchodzi? Owszem obchodzi mnie, ale to jest zupełnie co innego niż wczesniej.
Naprawdę czuję się świetnie. Jak na razie on nie dzwoni, a ja cieszę się z tego. Nie sądziłam, że kiedykolwiek uda mi się dojść do takiego etapu. Myślałam, że już do usranej śmierci będę wypłakiwała oczy za tym facetem.
Kalejdoskopko, głowa do góry. W końcu z tego wyjdziesz, ale na pewno nigdy nie zapomnisz tej znajomości.

232

Odp: Starosc z Narcyzem

Olivia wybacz, że to powiem. Ale chyba największą wadą tego faceta jest to, że nie chciał się dla Ciebie zmienić.
Moim zdaniem to z twoich postów wynika dużo emocji do tego faceta. I tu jest trochę mylne pojęcie i nadużycie wyrazów narcyz, socjopata, psychopata
Są gorsze typu narcyzów psychopatów.  Dam Ci przykład Np facet o cechach narcystycznych często chce wrobić kobietę w dziecko. No bo jak najbardziej udupić i ubezwłasnowolnić kobietę? ano zrobić jej dzieciaka. I taki narcyz będzie się szczycił, że został ojcem, ale rąk sobie pieluchami nie ubrudzi oj nie.
To kobieta będzie się mordowała całym wychowywaniem dziecka, zrezygnuje z pracy, będzie na utrzymaniu pana i władcy a ten będzie nosił głowę w chmurach, że ma wszystko pod kontrolą, żona z dzieckiem w domu a on może zdradzać na delegacjach. I jeszcze będzie na tyle bezczelny żeby wymagać żeby było ugotowane uprasowane, uprane, posprzątane.
No i to wtedy jest typ najgorszego socjopaty-narcyza. A ty Olivia opisujesz jakiegoś chłopinę który po prostu nie ma ochoty na poważny związek.

233

Odp: Starosc z Narcyzem

Ludmiło, mylisz się. To nie był zwykły chłopina, który za żadną cholerę nie chciał się zmienić, szczególnie dla mnie i z mojego powodu. Zapewniam cię, że ten facet miał i ma naprawdę bardzo poważny problem z głową.
Daleko mu do normalnego singla z wyboru.

234

Odp: Starosc z Narcyzem

Witam,
Chciałabym zapytać czy miałyście z Narcyzami także problem w komunikacji? Jakikolwiek brak możliwości wyjaśnienia problemu, przedyskutowania. Dla niego nigdy nie ma dobrego czasu na rozmowę. Unika konfrontacji z problemem. Odwraca się na pięcie i znika. Potem tak wszystko przekręca ,ze ja mam czuc sie winna ...Czy z waszego doswiadczenia wynika ,ze lepiej odpuscic i nic nie mowic , czy jednak starac się cos wyjaśniać..? na razie to tylko przez sms, bo nie widzę na horyzoncie szansy na spotkanie...czy takie na siłe próby ,, przemówienia do rozsadku'' cos działają czy tylko jeszcze bardziej go drażnią?

235

Odp: Starosc z Narcyzem

Smile, zapewniam Cię że nie  da się dogadać z narcyzem. On nie toleruje żadnej krytyki i nie potrafi być samokrytyczny. Jeśli pojawia się problem on znika, bo tak jest mu wygodniej. Odpusc sobie wpisywanie do niego celem wyjaśniania czegokolwiek, bo i tak nie dotrzesz do niego, a jedyne co osiagniesz, to tylko to, że jeszcze bardziej nakarmisz jego, i tak do granic abdurdu, rozbuchane ego. Ty z każdym napisanym do niego smsem będziesz czuła się coraz większą szmata ( tak,  moja droga, celowo napisalam że szmata) a on i tak będzie Cię olewal. Będzie robił to tak długo, aż w końcu złamie Cię i będziesz przepraszał go za jego chamstwo. Może być też tak, że Ty będziesz do niego pisała. a on w tym czasie będzie bajerowal inną, a Ciebie ledwo będzie kojarzył. Musisz pojąć, że narcyz to zupełnie inna umyslowosc, wymyka się ona spod wszelkich zasad normalnosci- nie pojmiesz tego.
Nie ma szansy na zdrową komunikację z kimś takim.
Jeśli masz pewność, że ten facet jest narcyzem, to odpusc go sobie, bo nawet, jeśli przyjmiesz jego warunki i staniesz się potulna, to i tak nie będziesz miała gwarancji na to, że on to doceni. Taki facet w momencie, gdy pozna inną i on uzna że ta druga jest od Ciebie pod jakimś względem lepsza, to narcyz kopnie Cię w zadek w pięć sekund i za dwa dni nie będzie pamiętał jak masz na imię.
Nie dzwon do niego, nie pisz, niczego nie wyjasniaj, bo to bez sensu. Rozwydrzasz go tylko jeszcze bardziej i nic więcej.
On jeśli będzie miał ochotę sam odezwie się do Ciebie i żadna przeszkodą nie będzie mu straszną. Narcyz może odezwac się do kobiety nawet po wielu miesiącach albo latach, jeśli on uzna, że kiedyś czegoś tam z nią nie skończył. Nawet di łba mu nie przyjdzie, że Ty przez ten czas moglas ułożyć sobie życie z kimś innym albo zwyczajnie zapomnieć o nim lub go olac jak normalnie myśląca zdrowa na głowę kobieta.
Nie wychodz wiec przed szereg bo polegniesz.
Tacy faceci zawsze znikają, gdy kobieta chce od nich czegoś, czego oni nie chcą jej dać.
On nie usiadzie jak normalny człowiek by przegadac problem bo on nie będzie robił niczego co dla niego jest niewygodne. Wybij to sobie z głowy.

236

Odp: Starosc z Narcyzem

Szamanko, dziękuję za taka konkretna odpowiedź.
Masz racje , ja to wiem . A jednocześnie  tak bardzo bym chciała ,ze by on   próbował wykazać odrobine  zrozumienia dla mnie. Zorientowałam się ,ze to narcyz, spełnia wszystkie kryteria....Co on ma w sobie, ze ja za nim tęsknię?
W głowie nie chce się mieścić, ze on woli odwrócic się , urwać kontakt , niż podjąć temat i wypracować kompromis. Czyli nasza dotychczasowa znajomość nic dla niego nie znaczyła? wystarczył jakiś mało właściwie  znaczące wydarzenie  i już koniec ... nie ma znajomości? Właściwie to ja nawet do końca nie jestem pewna co go tak uraziło...Wydawało mi się ,ze człowiek po jakims czasie spotykania ( nasza znajomość nie jest dluga  -3 miesiące)zżywa się z drugim człowiekiem.... ze  można cos wytłumaczyć, wyjaśnić....ale nie, widze ,ze nie...
Ja byłam dla niego wyrozumiała... tolerowałam jego spóźnienia, odwoływanie spotkania, nigdy nie chciał dzień wcześniej umówić się.. ( twierdzi ze nie lubi planować) tylko w danym dniu rano sms czy  spotkamy się.. strasznie mnie to denerwowało , bo jednak wolałam zaplanować sobie dzień i wcześniej mieć info ,ze będziemy widzeć się, zwłaszcza jak oświadczał ,ze przyjedzie do mnie ...ale wolałam już nie sprzeciwiać się, bo czułam ze potem nie odezwie się ze 2 tygodnie....Faktycznie on ciagle wytwarza jakiś niepokoj, nie wiadomo czego można się spodziewać , i ciągle ma się wrażenie , ze jemu nie zależy....A z drugiej strony jak już jest to cudownie spędza się z nim czas...

237

Odp: Starosc z Narcyzem

To ma w sobie, że jest taki nieosiągalny i przez to wydaje ci się, że masz do czynienia z bóg wie kim. Tacy ludzie jakby instynktownie potrafią podbić swoją cenę. Poczciwina uśmiechnie się do ciebie i co ma w sercu, to i na jezyku. Jest jak otwarta księga. Prze to nie jest aż tak powabny i kuszący.
Narcyz roztacza wokół siebie aurę- to pozorant i wielki pic na wodę fotomontaż. On ma jakąś tam cielesną swoją powłokę i właśnie tą powłoką cielesną kusi. Gdybyś jednak zajrzała do jego wnętrza, to doznałabyś szoku, bo tam jest jedno wielkie szambo. To gofno zawinięte w piękne sreberko.
Narcyz nie angażuje się w żadne znajomości uczuciowo, ponieważ on nie zżywa się z ludźmi w takim znaczeniu, o jakim my obie myślimy. On może tylko chcieć mieć- rozumiesz to?
Ty możesz spotykać się z takim człowiekiem i przeżywać z nim fantastyczne chwile, ale dla narcyza to nie znaczy nic więcej ponad wspolnie miło spędzony czas. Nie ma żadnej głębi w jego realcjach z ludźmi.
Jeśli coś mu się nagle nie spodoba i on uzna, że dana znajomość zaczęła go męczyć, narcyz odchodzi. I ja cię zapewniam on robi to bez żalu. Żyje sobie dalej swoim zyciem i ma się całkiem dobrze. Ty  bedziesz siedziała w domu i rozmyślała nad tym, co on myśli, czy tęskni, czy ma wyrzuty sumienia albo co on zrobi, a czego nie zrobi, a on tymczasem żyje sobie swoim zyciem, a ciebie i twoje zdanie na jego temat ma centralnie w dupie. Normalny człowiek zwraca uwagę na to, co myślą o nim inni. Narcyz nie dba o takie pierdoły, bo to nie on ma się kimś przejmować, tylko ten ktoś ma przejmować się nim. Rozumiesz to? Jeśli to zrozumiesz, to będzie ci łatwiej, bo szybciej pozbędziesz się złudzeń i nie bedziesz jego postepowania odbierała aż tak osobisćie, czyli mniej się nacierpisz i naprzeżywasz. Narcyza filozofia jest prosta- to ludzie są dla niego, a nie on dla ludzi.
Jeśli chodzi o jego sposób umawiania się z kimś- opisałaś dość typowy i oczywiście zaprawiony arogancją. Narcyz będzie dzwonił i spotykał się z tobą, kiedy to jemu bedzie pasowało a nie kiedy pasowałoby tobie. Albo nadążysz za nim, albo nie i sama sobie będziesz winna oraz stratna. On pojedzie sobie do domu i na pewno nie bedzie się nudził ani walił głową w ścianę z rozpaczy, że oto miał okazję spotkać się z tobą, ale niestety nic z tego nie wyszło. To ty zostaniesz w domu sama i to ty będziesz za nim tęskniła oraz ubolewała nad tym, że nie wyrobiłaś się z czasem. Następnym razem postarasz się być lepszą organizatorką swojego czasu, bo wyciągniesz naukę z tej lekcji.  Jego czas, jego osoba jest precież takim wielkim dla ciebie zaszczytem i łaską, że on nie musi dostosowywać się do ciebie- to ty masz dostosować się do niego. Jego nie interesuje to, jak ty to zrobisz, żeby przewidzieć to, kiedy on do ciebie zadzwoni, kiedy on zechce spotkać się z tobą, on o takich rzeczach nie myśli, bo NIE MUSI. To twój problem czy wyrobisz się na spotkanie, czy nie.
Jeśli masz zamiar dalej ciągnąć znajomość z tym facetem, to ja z góry składam ci wyrazy współczucia oraz zapewniam cię, że będzie ci coraz gorzej z tym facetem. Im dalej w las, tym więcej drzew. Za miłe chwile spędzone w jego towarzystwie zapłacisz wysoką cenę. Z czasem będziesz płaciła coraz więcej. Przemyśl to czy ta znajomość faktycznie jest dla ciebie.
I zapamiętaj sobie to zdanie- narcyz natychmiast cię zostawi, nawet po latach, jesli zaczniesz od niego chcieć czegoś, czego on nie będzie chciał ci dać. Najpierw będzie manipulował tobą, byś odstąpiła od swoich oczekiwań, ale gdy bedziesz konsekwentna i on zorientuje się, że ty faktycznie nie ustąpisz, wtedy zniknie z twojego życia w pięć sekund i ja zapewniam cię, że nie będzie cierpiał z tego powodu. Ty zostaniesz na placu boju skołowana, zdezorientowana, a on już od dawna będzie żył dalej swoim zyciem.
Nie kontaktuj się z tym facetem i nie wracaj do niego, bo źle skończysz.

238

Odp: Starosc z Narcyzem

Jeszcze cos ci napisze, co wydaje mi się dość praktyczną poradą. Na ten moment, jak rozumiem jesteście zerwani albo coś tam między wami nie zagrało i facet zniknął. To teraz słuchaj co będzie dalej- załóżmy że Ty faktycznie przestaniesz wypisywac do niego, że też tak jak on zamilkniesz. Wtedy moją droga będzie tak, że za jakiś czas on zauważy, że Ty milczysz. Wówczas mocno go to zastanowi i zaniepokoi, bo jak to? Taka bylas zakochana i nagle nic? Wtedy on będzie chciał sprawdzić swoje akcję i odezwie się do Ciebie, jak gdyby nigdy nic. Niczego nie będzie wyjaśniał ale za proponuje ci spotkanie albo tak sobie z Tobą pogada o pierdolach. Ty weźmie sz to za dobra monetę i oczywiście rozplyniesz się w szczęściu i blogostanie. Polecisz do niego. Spotkacie się i moj boże jak to będzie cudownie, jaką to jednak wielka miłość. Aż do następnego razu gdy to któregoś dnia gdy najmniej będziesz się tego spodziewała on znowu zniknie. Tak będzie wyglądał wasz ni to związek, ni to nie związek. On będzie sabotowal twoje działania pod kątem uzdrowienia waszych relacji, Ty będziesz jak ten napędzający się samograj i tak to będzie toczyło się dalej. Na koniec hzaleznisz się od niego psychicznie i on będzie mógł jawnie z Ciebie kpic.
Wycofaj się z tej znajomości.

239

Odp: Starosc z Narcyzem

Tak, wiem ze masz rację....Dzisiaj cały dzień walczyłam ze sobą czy nie napisać... to już ponad tydzień jak on nie daje znaku zycia....
Mnie się wydaje ,ze ja już uzależniłam się ...najbliższe osoby z rodziny mówia, żeby  wyrzucić go z głowy, ze zachował się skandalicznie itp... a ja nie wiem co mnie opętało....ciagle sprawdzam telefon....czy nie ma smsa- ropaczliwa jestem! i oczywiście czytam wszystko o narcyzach!
Chyba to co dostępne w internecie przeczytałam wszystko ...niby wiem , ze kontakt z takimi ludźmi jest wręcz groźny....niby wiem ,ze potem ciężko jest wyjść z takiego związku... niby...najgorsze jest to ,ze on nie ma poczucia winy, ze nie ma refleksji, ze nie spojrzy na sytuacje obiektywnie...tylko stosuje takie kary milczeniem....zniknął , a nie zapowiadało się na to, ze zniknie.... nie spodziewałam się tego...a ja tylko  analizuje co mogłam zrobić, czy można było jakos temu zapobiec, zadręczam się myślami, ze trzeba było może inaczej , może nie tak konkretnie.....
Czy narcyzi maja to do siebie, ze robią odwrotnie, niż ty zasugerujesz ,poprosisz? jak zorientuja się ze cos jest dla ciebie ważne, to on zrobi dokładnie odwrotnie? ale po co? na złośc?

240

Odp: Starosc z Narcyzem

Spotykasz się z tym facetem zaledwie trzy miesiące a już masz mnóstwo zmartwień z powodu tej znajomości. Facet zatruwa ci życie z Ty mu na to pozwalasz. Pierwsze trzy miesiące to powinien być dla was najpiękniejszy czas a Ty co masz? Od czasu do czasu miewasz tylko ktotkie chwile z nim spędzane które celebrujesz jak jakieś święto.
Czy na tym polega dopiero co rodzący się związek dwojga ludzi którzy są powazni i dojrzali? Nie ma u was żadnej stabilności. Nie mozesz zadzwonić do tego człowieka o każdej porze dnis i nocy bo ten facet nie zabiega o bliskość w związku. On od samego początku przypisał ci jakąś rolę i albo ją zagrasz ,albo nie zagrasz.
Nic nie będzie z tej znajomości. Nie uloxysz sobie życia z tym facetem. Sądząc po tym jak on Ciebie traktuje Ty masz pełnić rolę jego kochanki bez zobowiązań i damy do towarzystwa gdy panu się nudzi.
Czy coś takiego jest szczytem twoich ambicji? Taki związek jest w stanie Ciebie uszczęśliwić?
Przecież ya znajomość już teraz zatruwa ci życie.
Narcyz jest egoistą, więc ją zapewniam Cię że gdyby jemu było teraz źle bez Ciebie, to on nie skszyealby się na tygodniowe cierpienie, nie milczalby, lecz kontaktowalby się z Tobą. Nie że w względu na Ciebie, lecz że względu na siebie. Bo narcyz dba o swoją dupe. Powiedz mi czy imponuja vi ludzie o których Ty wiesz że oni dbają tylko i wyłącznie o siebie.
Nie wmawiaj w siebie tego że Ty już się od niego uzależniłas bo za chwilę sama siebie sprowadzisz do parteru.
Jeśli zechcesz to wycofasz się z tego pseufo związku a on nawet gdyby chodził na rzędach i tak nic by nie wskoral.
Jutro napisze więcej. Teraz idę już spać dobranoc

241

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj
Pod żadnym pozorem nie pisz do niego, nie dzwoń- no nie skamlaj i nie szukaj pretekstów do tego, by nawiązać z nim kontakt. Wytrzymaj to napięcie i opamiętaj się.
I tak niczego nie uzdrowisz ani nie zmienisz, a tylko narazisz się na śmieszność.
Nie ma nic bardziej godnego politowania, jak kobieta, która płaszczy się przed jakimś facetem.
W zdrowym związku nikt przed nikim się nie płaszczy, bo nie ma potrzeby, by któraś ze stron musiała robić takie rzeczy. Gdy jesteś z popapranym bucem i bufonem, to niestety rzecz ma się pod tym względem zupełnie inaczej. Nie ciągnij czegoś, co najwyraźniej tobie nie służy. Jeśli powiedziałaś coś, co pana uraziło, to przecież przeprosiłas go za to i wytłumaczyłaś wszystko- on odczytał twoje smsy i doskonale wie o tym, że żałujesz, że wyciągasz rękę na zgodę. Ile razy masz jeszcze zamiar błagać tego faceta, by łaskawie ci odpisał?Czy ty uważasz, że on nie wie o tym, że tobie na nim zależy? On wie o tym doskonale. To dlaczego nie reaguje? No pomyśl logicznie. Nie poniżaj się przed zwykłym bucem. Nie rób sobie czegoś takiego.
Podłość narcyzów polega na tym, że potrafią oni bawić się uczuciami drugiego człowieka i potrafią robić to w nieskończoność, jakby nie mieli wyczucia umiaru, że ta druga strona już naprawdę ma dość. To z ich strony świadome znęcanie się nad kimś, sadystyczne zapedy. Naprawdę chciałabyś być z takim facetem?
To nie lepiej byłoby ci znaleźć dla siebie fajnego, ciepłego człowieka, który nie miałby potrzeby znęcania się nad tobą. Czy źle byłoby ci z mężczyzną, który dbałby o ciebie?
Nie okradaj samej siebie z szansy na normalny fajny związek. Z narcyzem nie zbudujesz fajnego związku, bo jest to po prostu niemożliwe. On na różne sposoby będzie sabotował wszystkie twoje wysiłki zmierzające w kierunku udrowienia waszych relacji- tak, będzie robił dokładnie odwrotnie, bo taki zaburzeniec nie buduje relacji, tylko ją niszczy i robi to instynktownie oraz celowo.
Dlaczego to robi? Robi tak, bo lubi chaos, tak ma i przede wszystkim ma popierdolone we łbie.
Uważasz, że dasz sobie z nim radę? Wybij to sobie z głowy- nie dasz sobie rady z takim człowiekiem. Już bardziej sensowne byłoby wybranie się na słońce z motyką w ręku.
Jeśli marzy ci się normalny, fajny związek i w jakiejś tam perspektywie czasowej chciałabyś ułożyć sobie z kimś życie, załozyć rodzinę, mieć dzieci, to daj sobie spokój z narcyzem. Narcyz nadaje się tylko i wyłącznie do łóżka, można pojechać sobie z nim na wczasy, pójśc na imprezę, pogadać o pierołach, ale materiałem na dobrego i mądrego męża oraz ojca on na pewno nie jest.
Nie łudź się, że przy tobie on by się zmienił, bo ty umiejętnie popracowałabyś nad nim i coś by w nim pękło, a potem miałabyś w domu fajnego faceta.
Nie dołączaj do grona tych wszystkich kobiet, które same siebie skazały na osobistą porażkę, bo uroiły sobie, że czeka je szczęśliwe życie u boku narcyza.
Naczytałaś się już przecież na temat zaburzeń osobowości- uwierz mi- nic dobrego w tej znajomości na ciebie nie czeka.
Na temat narcyzmu wypowiedzieli się swiatowej klasy naukowcy i wszyscy oni zgodnie stwierdzają, że od narcyza należy uciekać. Uwierz więc tym naukowcom. Uwierz kobietom, które maja na swoim koncie doświadczenie z narcyzami.
W twoim przypadku nie zdarzy się żaden cud- podzielisz los setek kobiet, które upierały się na aż tak na beznadziejnego faceta. Podzielisz także mój los- chcesz tego dla siebie?
Nie pozwalaj, by byle kto znęcał się nad tobą i dalej cię upadlał. Nie będziesz miała w tym człowieku żadnego wsparcia, nigdy i w niczym.
Utnij tę znajomość raz a dobrze. Teraz utnij tę znajomość, a za kilka tygodni znowu będziesz zyła pełnią życia.
Trzymam kciuki za to, by obudził się w tobie zdrowy instynkt samozachowawczy.

242

Odp: Starosc z Narcyzem

Witam,
Chciałam jeszcze zapytać, czy z Waszych doświadczeń wynika, ze narcyz ma potrzebę zemsty? Jeżeli cos jest nie po jego myśli, jeżeli cos mu nie podpasuje , to będzie mścił się i to w najmniej oczekiwanym momencie  z siła oczywiście dwukrotnie większą...

243

Odp: Starosc z Narcyzem

Czytalas czym jest narcystyczny gniew i jak się przejawia?
Tak, narcyz będzie się mścił, ale to jak będzie to robił zależeć będzie od cech jego charakteru. Narcyzi w pewnych obszarach są jak klony ale w wielu aspektach różnią sie. I tak możesz mieć narcyza- wesolka albo narcyza smetnego, może być narcyz rozdarty, a może być też i milczek. Są różni. Do tego trzeba wziąć pod uwagę to na ile narcyzowi na czymś zależało i czy na ten odpowiedni odcisk mu nadepnieto.
Bywa z nimi różnie ale generalnie raczej się odszczekuja. Najczęściej wyrabiają komus za jego plecami odpowiednią opinię, czyli obrabiaja komuś z kim maja na pienku dupe.
Dziewczyno daj sobie już  spokój z tym swoim narcyzem bo sciagniesz na siebie kłopoty.
Narcyza lepiej jest mieć po swojej stronie niż sprawić by był wrogiem
Trzeba z takiej znajomości wycofywać się z duza rozwagą.

244

Odp: Starosc z Narcyzem

Oliwio, Kalejdoskopko? Jak się układają Wasze sprawy? Udaje się stawać na nogi?

oliwia9195 napisał/a:

Czytalas czym jest narcystyczny gniew i jak się przejawia?
Tak, narcyz będzie się mścił, ale to jak będzie to robił zależeć będzie od cech jego charakteru. Narcyzi w pewnych obszarach są jak klony ale w wielu aspektach różnią sie. I tak możesz mieć narcyza- wesolka albo narcyza smetnego, może być narcyz rozdarty, a może być też i milczek. Są różni. Do tego trzeba wziąć pod uwagę to na ile narcyzowi na czymś zależało i czy na ten odpowiedni odcisk mu nadepnieto.
Bywa z nimi różnie ale generalnie raczej się odszczekuja. Najczęściej wyrabiają komus za jego plecami odpowiednią opinię, czyli obrabiaja komuś z kim maja na pienku dupe.
Dziewczyno daj sobie już  spokój z tym swoim narcyzem bo sciagniesz na siebie kłopoty.
Narcyza lepiej jest mieć po swojej stronie niż sprawić by był wrogiem
Trzeba z takiej znajomości wycofywać się z duza rozwagą.

245

Odp: Starosc z Narcyzem

Milko, pozdrawiam Cię.  Jeśli chodzi o mnie, to radzę sobie świetnie. Są takie dni, że w ogóle nie myślę o tym facecie ani pozytywnie, ani negatywnie. Czasem ku własnemu zaskoczeniu stwierdzam, że minął prawie cały dzień, a ja ani razu o nim nie pomyślałam i wtedy mówię sama do siebie "no cos takiego? cały dzień ani razu nie pomyślałam o X- niesamowite. Czyżby to naprawdę był juz koniec tej męczarni?"i cieszę się, bo wczesniej, chociaz sama zmuszałam sie do niemyslenia o tym facecie, to nic mi z tego nie wychodziło, mysli cały czas buzowały mi w głowie- teraz do niczego nie zmuszam się, a swoboda umysłowa wraca mi jakby w sposób naturalny. Sporo udzielam się tu na forum, bo widzę, że do wieli osób udaje mi się skutecznie przemówic, więc widzę sens tego wszystkiego.
Tak więc Milko, u mnie wszystko idzie juz tak naprawdę ku temu wymarzonemu NOWEMU ŻYCIU. Na razie nie jestem zainteresowana poznawaniem innego faceta, bo głównie aklimatyzuje się w nowym miejscu i przypominam sobie siebie PRZED. Mam mnóstwo energii i uważa, że jesli tak bedzie dalej i jesli zdrowie mi na to pozwoli, to sporo jeszcze w swoim zyciu osiągnę. Facet dzwonił do mnie jakis czas temu z innego nieznanego mi numeru, więc odebrałam- usłyszałam, że odpierdala mi od pięciu miesięcy (nawiązał do mojej przeprowadzki) i że do końca życia będę żałowała swojej decyzji itd. w czasie tej rozmowy on wydał mi się taki daleki, taki bezradny, bezsilny, że aż było mi go szkoda. Pomyslałam sobie "jasne, na pewno bedę żałowała. ciekawa jestem tylko dlaczego do tej pory jakos niczego nie żałuję, lecz wprost przeciwnie czuję się coraz lepiej i czego to ja niby miałabym tak żalować itd." Milko, z mojej strony to totalny koniec, nic, zero, nul, klapa i lipa.
Na 100% nie wróciłabym juz do tego faceta. Zamknełam tamten rozdział swojego życia i idę do przodu, czego wszystkim osobom, które tkwią w destrukcyjnych dla siebie związkach/układach ja z całego serca życzę.

246

Odp: Starosc z Narcyzem

Jestem nowa tutaj wiec nie moge dodawac linkow :-/
Tutaj moj przypadek ex zwiazku z sadystycznym narcyzem: Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » prosze o porade jak dalej (2016-01-25 18:50:11)

Przeczytalam caly ten watek, kazda wasza odpowiedz.
Moze ktora z Was cos doda od siebie. Bez waszych opisow, postow nie dalabym rady. Nie jestem sama z tym co przeszlam i przechodze. Sciskam Was i zycze sily.

247 Ostatnio edytowany przez Byla_Narzeczona (2016-02-02 16:20:33)

Odp: Starosc z Narcyzem

Nie przeglądam tego działu forum, ale polecili go w innym i dziewczyny - jakbym czytała o swoim byłym związku. Niby wiedziałam, że mój ex przejawia cechy narcystyczne, ale on miał jeszcze kilka zaburzeń (m.in. mitomania, mizoginia, agresja słowna i fizyczna oraz jak sądzę alkoholizm, seksoholizm) i to na nich się skupiałam.
Byliśmy ze sobą ponad 5 lat, ale po oficjalnym zerwaniu ciągnęło się do 7. Zaczęło się niewinnie. Byłam niesamowicie szczęśliwa i jakaś głupio dumna z siebie, że to właśnie na mnie zwrócił uwagę. Nie od razu jednak chciał ze mną być, można powiedzieć, że wydarłam go z łap innych zapatrzonych w niego dziewczyn. Zawsze zresztą był otoczony kobietami, mimo pogardy do "bab" bardzo lubił damskie towarzystwo, upajał się ich maślanymi oczami (co z czasem przestało mu wystarczać i postanowił korzystać z ich ślinotoku w inny sposób; w przeszłości również tak robił, ale tego wtedy nie wiedziałam). Był to typ osobowości (nadal jest), który lubi mieć jedną główną partnerkę i mniej lub bardziej ukryte poboczne.
Na te główne partnerki zawsze wybiera kobiety pragnące typowej stabilizacji - męża, dzieci i domu z ogródkiem. To są naprawdę łatwe cele, bo wystarczy przed taką roztoczyć wizję wspólnej wymarzonej przyszłości, żeby je w to wkręcić. I mnie na to złapał, szczególnie, że miałam wtedy 20 lat, tylko jeden poważniejszy związek za sobą, super dzieciństwo i czasy nastoletnie i byłam tak ufna, że wręcz naiwna. Miałam świadomość, że na świecie istnieją również źli faceci, ale nie sądziłam, że mnie to kiedyś spotka.

Na początku było jak w bajce, wiadomo. Pierwszy zgrzyt nastąpił po kilku miesiącach, kiedy powiedział, że się dusi w naszym związku i potrzebuje paru dni w tygodniu tylko dla siebie. Byłam rozżalona, bo przecież minęło dopiero kilka miesięcy, więc teoretycznie powinniśmy być jak papużki-nierozłączki, ale on skutecznie przekonał mnie, że za bardzo mu się narzucam codziennymi spotkaniami (którym nie miał nic przeciwko wcześniej i sam je inicjował). Po kilku latach dowiedziałam się, że chciał się po prostu spotykać z inną panną i wybrał sobie "dni wolne" w oparciu o jej grafik pracy. Niedługo potem się nią znudził i wszystko "wróciło do normy". Po prawie 2 latach się zaręczyliśmy i tuż po tym nastąpił kolejny "kryzys z mojej winy". Nie czułam się z pewnego poważnego powodu dobrze w miejscu, w którym mieszkaliśmy i postanowiłam się wyprowadzić. On śmiertelnie się na mnie obraził. Nie chodziło stricte o to, że się wyprowadziłam, bo przyznał mi rację, że nie było innego wyjścia. Chodziło o to, że podjęłam tę decyzję SAMA, bez głębszej z nim konsultacji. Po tym wydarzeniu znowu się "dusił" i chciał parę dni w tygodniu wolnych dla siebie. Zgadnijmy, co w tym czasie robił, hm? O tym też dowiedziałam się po latach.

Tresował mnie zresztą koncertowo. Żadnej poważniejszej decyzji nie mogłam podjąć sama, za to on mógł robić co chciał, dodatkowo robił mi różne testy. Np. namawiałam go, by wyjechać na tydzień na urlop, bo od kilku ładnych lat nigdzie nie byłam. Powiedział, że woli zostać w pracy i zarabiać niż wyrzucać kasę na urlopie i nigdzie nie pojedziemy. Mnie na wyjazd solo nie było stać, trudno. Niedługo potem jednak moja rodzina postanowiła wyjechać na tydzień i zapytała się mnie, czy mam ochotę pojechać z nimi. No pewnie, czemu nie! Zapytałam się go, czy nie miałby nic przeciwko, gdybym z nimi pojechała. Nie. Czy na pewno nie byłoby mu przykro? Może chciałby się jednak podłączyć? "Nie, jedź i dobrze się baw, w końcu ja ci tego odmówiłem". Pojechałam. To był najgorszy urlop w moim życiu. Przez 2 dni było okej, potem zaczęły się kąśliwe uwagi, że pewnie wychodzę wieczorami sama i baluję, a w końcu i jego telefony po pijaku, że niby był gdzieś z kumplami i "fajne małolatki mu na kolanach siadały i chciały się bzykać". Doszło do tego, że go wręcz przepraszałam za to, że wyjechałam z rodziną na wakacje. Kiedy wróciłam musiało minąć trochę czasu zanim przestał traktować mnie jak wroga. Musiałam mu obiecać, że więcej tego nie zrobię.
To było też częścią odsuwania mnie od rodziny i znajomych (on w swoim towarzystwie brylował dalej i nic mi było do tego). Nie akceptował moich - często długoletnich - znajomych wyzywając ich od debili, z którymi nie powinnam się spotykać, bo przez nich głupieję. Po serii awantur na tym tle dałam spokój i się od nich odsunęłam, oni też mieli już dość walki o każde spotkanie ze mną. Jeśli chodzi o rodzinę, to dochodziło do niemiłych pretensji i przygadywania, jeśli postanowiłam iść nawet na głupie imieniny do ciotki (on nie chciał mi towarzyszyć). Tzn. iść łaskawie mogłam, ale miałam wrócić po paru godzinach. I z czasem w końcu rzeczywiście szłam, ale patrzyłam na zegarek i drżałam, by wyjść najpóźniej o ok. 22, w środku rodzinnej imprezy. Pamiętam też sytuację, gdy spotkałam się z bratem ciotecznym, którego nie widziałam od lat. Powiedziałam byłemu, że wrócę pewnie o 23:00, ale się zagadaliśmy i wyszliśmy z knajpy nieco później. Ostatecznie byłam w domu o 23:30. Była mega awantura. A najlepsze jest to, że nawet nie mieszkaliśmy wtedy razem wink

Z czasem, już po zaręczynach, zaczęło się podkopywanie mojej wiary w siebie na całego. Następowało to oczywiście stopniowo, dawkował mi ładnie. Już nie przedłużając - na początku związku byłam wg niego wspaniałą, piękną kobietą; na końcu obleśną, głupią świnią z obwisłą d... i cyckami, ohydnym cellulitem i rozwaloną c... Nie zliczę, ile razy słyszałam "Popatrz na siebie - jeśli cię zostawię, to niby kto cię zechce? Jak ty byś się chciała z takim ciałem rozebrać przed nowym facetem? W dodatku jesteś tak głupia, że beze mnie w życiu nie dasz sobie rady". Nie muszę chyba dodawać, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą i ostatecznie takie właśnie zdanie o sobie miałam. Pytanie, dlaczego mu na to pozwalałam? To było już w czasach, gdy byłam totalnie przez niego stłamszona i w głowie mi nie powstało, by mu się przeciwstawić. Tym bardziej, że po ok. 3 latach zaczęło się najpierw sporadyczne, później regularne bicie. WSZYSTKO mogło to spowodować. Po pierwszym uderzeniu chciałam od niego odejść w trybie natychmiastowym i pojechałam do jego rodziny po część swoich rzeczy. Jego matka jednak przeprowadziła ze mną długą, poważną rozmowę, że nie powinnam go zostawiać, że tyle lat, że w każdym związku są konflikty, że... bla bla bla. Później i on przyjechał. Uległam i to była jedna z najgorszych decyzji w moim życiu, bo to mu pokazało, że może i jeszcze go rodzina wesprze, a mi, że jestem słaba i jestem w stanie coś takiego wybaczyć. I tak wybaczałam, aż stało się to dla mnie normą.

Nikomu nie mówiłam o tym, co dzieje się u nas w domu, bo po pierwsze wstyd, po drugie nie daj Boże, by ktoś mu o tym doniósł. Co prawda niektórzy wspólni (czyt. jego) znajomi podejrzewali, że mój były posiada drugą twarz, bo gdy za bardzo popił potrafił być dla mnie nieprzyjemny, ale nie sądzili, że to twarz potwora. Szczególnie, że często w towarzystwie podkreślał, jak to mnie kocha, obejmował - czego nie robił prywatnie, chyba że podczas seksu lub przez sen - gadał, jak to o mnie dba i na nic mi nie żałuje. Reakcje były niezmiennie takie same: "Ooo, gołąbeczki!". Tylko ten mój gołąbeczek w domu próbował zadziobać mnie na śmierć. Doszło do tego, że to mnie niektórzy uznali za jakąś niespełna rozumu (pomijając, że byłam nie uciekając od niego, ale o tym nie wiedzieli). Typowa scenka: siedzimy ze znajomymi i rozmawiamy. W pewnym momencie temat schodzi na jakiś bardziej życiowy, poważny, a on już wypity. On wyraża zdanie X, ja z kolei Y. Łapię jego wzrok, którego nikt inny nie dostrzega. Już wiem, że to mu się nie spodobało i w najlepszym razie skończy się na awanturze, gdy zostaniemy sami. Truchleję. Zaczynam się jąkać błagając w myślach, aby on jeszcze raz wyraził swoje zdanie. Jeśli wyraził, z ulgą stwierdzam "No tak tak, w sumie masz rację! Teraz rozumiem!". Jeśli jednak nie... Żyję przez resztę wieczoru zamknięta w sobie i ze strachem reaguję na wszystko, znajomi nie wiedzą, co się nagle ze mną dzieje. Słyszałam, że kilka osób się dziwi, dlaczego ON jest z taką osobą jak ja.
Jego znajomi to też ciekawy temat, bo pomijając jednego stałego, to wszyscy inni zmieniają się jak w kalejdoskopie. Schemat jest zawsze ten sam: poznaje osobę X. Były jest charyzmatyczny, pewny siebie i posiada jakąś tam swoją renomę, więc roztacza przed X obraz siebie-boga, aż X jest wręcz szczęśliwy, że go poznał. Wpatruje się w niego jak w obrazek, jest na każde jego zawołanie, przytakuje mu we wszystkim, słodzi itd. I tutaj dochodzi kolejne zaburzenie byłego - mitomania. Były w końcu zaczyna przesadzać ze swoją boskością. Do cudownych wydarzeń ze swojego życia (a jest to obraz wysoce wykształconego filantropa po przejściach, raz nawet uratował komuś życie - nic z tego nie jest prawdą) dodaje kolejne. Poza tym X zaczyna kojarzyć fakty, że np. jakaś opowiastka jest mu znana z Internetu lub nie zgadzają mu się daty, bo wychodzi na to, że w czasie, gdy były ratował komuś życie podczas rocznego pobytu w USA jednocześnie studiował dziennie w Polsce pracując weekendami gdzieś tam. X zaczyna coraz częściej zadawać podchwytliwe pytania o przeszłość byłego. Były wyczuwa, że zabrnął z kłamstwami za daleko, nie ma odwrotu i już nie widzi w oczach X zachwytu, a coraz częściej niedowierzanie. Postanawia więc usunąć X ze swojego życia. Normalny człowiek w wypadku niewygodnej znajomości po prostu unika kontaktu, nie spotyka się z daną osobą, ale nie on. On zawsze postanawia zakończyć znajomość z pompą, aby reszta mu jeszcze współczuła, że trafił na taką gnidę jak X. Wymyśla więc niestworzone historie, jak to X go obraził, okazał się nielojalny i spiskuje przeciw niemu, a za moich czasów najlepsza była śpiewka, że X coś mu ukradł. Po czymś takim X robi awanturę, były trwa przy swoim za wszelką cenę i jeszcze wypomina ("Bo ja ci k... piwo postawiłem! 50 zł pożyczyłem! Chlałeś za moje, a ty jak się odwdzięczasz!"). Wszyscy wierzą byłemu, w końcu nie kłamałby na forum publicznym o czymś takim, no nie? X czuje się upokorzony i ta sprawa go boli, bo to jakby upadek ideału. Pisze więc do mnie jako osoby ekstremalnie niekonfliktowej i jednocześnie bliskiej tematu, aby zapytać się, co tu się do cholery wyprawia. Ja mu tłumaczę (na szczęście wiele mogli o moim głupim zachowaniu powiedzieć, ale nie to, że kłamię), zapewniam, że nie jest pierwszy ani ostatni w tej sytuacji i proszę go o wycofanie się, bo cokolwiek by nie powiedział, to i tak jest na straconej pozycji, a były w bonusie zrobi z niego idiotę. X się wycofuje zniesmaczony byłym i skołowany faktem istnienia mnie w tym związku, skoro mam świadomość tego co się dzieje. I żeby nie było, że jestem jakaś kryształowa - robiłam to w większości dla świętego spokoju, bo gdyby były wyczaił, że X się do mnie dobija i chce utrzymać chociaż ze mną kontakt, to bym miała szereg awantur. I nie daj Boże, żebym powiedziała kiedykolwiek, że X był fajny.

Uff, ale się rozpisałam, pewnie jak kliknę "Wyślij", to się przerażę. Kończę więc, najwyżej potem coś dopiszę, bo później działy się jeszcze większe cyrki.

EDIT: No, przeraziłam się!

248 Ostatnio edytowany przez vinnga (2016-06-20 15:13:44)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj
Polecam bardzo ksiązki pt. Narcyzm Alexandra Lowena. Można ją znaleźć w księgarni spam

pozdrawiam ciepło!

249

Odp: Starosc z Narcyzem

Byla_Narzeczono...witam cię. Uważam jednak, że twój były to bardziej psychopata, niż narcyz...Polecam ci książkę Toksyczni Mężczyźni Lillian Glass.

250

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj Kalejdoskopko. Długo tu ciebie nie było. Co słychać? Jak sobie radzisz? Wszystko ok?

251

Odp: Starosc z Narcyzem

Kalejdoskopko oczywiście masz rację, już na początku postu podkreśliłam, że on ma wiele zaburzeń smile Dziękuję za polecenie książki, jeśli będę miała okazję na pewno po nią sięgnę!

Odp: Starosc z Narcyzem

Witajcie Dziewczyny!
Nawet nie wiecie, jak bardzo żałuję, że dopiero niedawno odkryłam forum i ten wątek. Może to uchroniłoby mnie przed zrobieniem tylu głupot. Co ciekawe byłam niemal pewna, że trafiłam na wyjątkowy przypadek... a tu proszę, jest więcej takich delikwentów. Nie mogę uwierzyć w to, że jak czytam Wasze historie, to jakbym czytała o swoim związku - teraźniejszym? byłym? A któż to wie? "Mój" narcyz przechodzi po raz kolejny fazę wycofania się z układu. W sumie w w tym miesiącu widziałam go zaledwie raz, a grudzień i styczeń spędziliśmy razem. Oczywiście szukałam winy w sobie. Co ja takiego mogłam zrobić, że wszystko zmieniło się o 180 stopni?! Teraz wiem, że takie rozmyślanie nie ma sensu, bo wina nie leży po mojej stronie. W sumie idzie siódmy rok w takim układzie...
Nie mniej jednak jestem Wam Dziewczyny bardzo wdzięczna, bo po raz pierwszy poczułam, że nie ma co się łudzić i czas powiedzieć zdecydowane STOP!

253

Odp: Starosc z Narcyzem

Witajcie , znalazłam ten wątek zupełnie przypadkiem od jakiegos czasu jestem w relacji z narcyzem . Historie jakie tu opisujecie idealnie pokrywają sie z moimi doświadczeniami. Tylko ja zostawiłam dla narcyza swojego partnera po wielu latach zycia w zwiazku , cóż karma mnie dopadła. Tylko to ja zainicjowałam ta relacje , długo obserwowałam narcyza wczesniej był w zwiazku z moja znajoma , ktora absolutnie nic nigdy do niego nie czuła ( z tej tez przyczyny byli ze sobą wiele lat bo tak jak opisujecie narcyz nie czuł bliskości czuł sie dzieki temu bezpiecznie) a mnie głupiej włączyło sie ze go uszczęśliwie, ze on jest taki dobry , wspaniały a nie znajduje poklasku w swojej kobiecie a ona była ta zimna , ehh gdzie ja oczy miałam to ja nie wiem ;-( Z początku imponowało mu moje zaangażowanie chyba nie dowierzał ze wariatka sie w nim zakochała , był dla mnie wspaniały , chyba potrzebował pocieszenia bo tamta gdy go rzuciła odcięła sie całkowicie - dałam mu wiec chwilowa nadzieje na normalność , ze byc moze on potrafi kochac i byc kochany w tamtych okolicznościach był na to lasy i bardzo sie starał , gdy tylko zdeklarowalam mu swoje uczucia wprost zaczął sie cały cyrk ! Rozpoczęło sie od rządzenia, przywoływania do porządku , ucinanie rozmow, karanie za przewinienia , wyznaczanie mi jasnych granic co mi wolno a czego nie , w pewnym momencie z wielu spędzonych dni u niego w domu - przestał mnie do siebie zapraszać - wariowalam !!! Ile sobie zarzucałam , a rusz cos, on mnie nie chce bo pale , on mnie nie chce bo za mało z siebie daje, on mnie nie chce bo ..... wynajdowalam setki powodów i grałam teatrzyk , raz byłam taka , a raz taka i analizowałam całe dnie , zanim znalazłam diagnozę minęło 6 miesięcy w tym kołowrotku , a ja przeżywałam prawdziwa amplitudę emocjonalna od łez po euforię wszystko zależało od humorów panicza ! Z początku najlepiej działał szantaż ze to koniec ze mnie wiecej nie zobaczy - wtedy koło tygodnia grał był wspaniały robił wszystko bym nie odchodziła . Oczywiście ja naiwna zawsze byłam nie konsekwentna choc juz wtedy widziałam ze cos jest nie tak nie umiałam tego nazwać . Pewnego dnia natknęłam sie na artykuł o narcyzach , wszystko idealnie mi pasowało, zero szacunku do innych, egoizm itp itd wszystko pasuje jak ulał. Tak naprawdę moj narcyz dalej gra ze mna w swoją grę bo trafił na trudnego przeciwnika mianowicie ja nie chce zeby on ze mna był ... Taki jaki jest teraz kompletnie mnie nie interesuje , ja za punkt honoru obrałam sobie jego zmianę . Także grałam na wszelkie sposoby , sama nie wiem jak dałam sie w to wciągnąć ale tak naprawdę mysle ze chyba tez cos z narcyza mam w sobie bo robie to tak naprawdę bardzo umiejętnie tyle tylko ze nie należę do cierpliwych haha . Doskonale wiem jaka partnerka go kręci - choc realnie o takiej nie marzy , zdystansowana ktora ma go w dupie . Najpierw musiałam wiec w jakis sposób odwrocić fakt ze wyznalam mu milosc - tak by w nią zwątpił , nie czuł sie mnie pewny bo najgorsze co moze byc to gdy narcyz wie i czuje ze ci na nim zależy Testowałam - wywoływanie zazdrości ( dziala perfekcyjnie ) jego zdobycz nie moze przeciez kochac innego , efekt: wspaniały oddany narcyz , ale to dalej za mało , bo dasz mu palec a on juz czuje sie bezpiecznie - seks bez zobowiązań i granie mega pewnej siebie kobiety ktora przychodzi bzyka go wręcz wykorzystuje a potem szybko sie ulatnia - działa również ... Nie dając mu emocji on ich wtedy oczekuje stara sie nie rozumie jak to sam seks ? Ja jestem przeciez taki wrażliwy -- niw raz słyszę ze ja go wykorzystałam haha na ideał kobiety - działa ale jest to kompletnie bezsensu narcyz włazi wtedy kobiecie na głowę i jej nie szanuje kompletnie szkoda zachodu by sie dostosować do tego panicza - na szczęście - o matko ile złości jest w nim gdy widzi ze potrafię lepiej spedzac czas gdzie indziej , nie czekac i byc super radosna bez niego , owszem najpierw następuje obraza ale potem je z ręki nagle pyta jak sie czujesz czy w czymś nie pomoc , tylko znow jest to na krótka metę gdyż nie mozna wiecznie udawać mega pozytywnej jeżeli w środku zżera cie ból Ze on dzisiaj nie ma ochoty sie przytulić i dalej nie wyznaje wielkiej miłości ;-) on głupi nie jest doskonale odnajduje sie w tych gierkach ale w rzeczywistości one go do mnie ciągną sam nie wie czy ze mna jest aby wszystko wporzadku . No i przyznam wam szczerze ze tez wyjechałam , wycienczyly mnie manipulacje i walka o dominacje w tym zwiazku bo choc bardzo mi na nim zależy to wiem ze jeżeli odda mu sie dominacje to biada takiej kobiecie on jej nigdy kochał nie bedzie szczerze i nie uszanuje , wyłącznie kobietę ktora go zdominuje a przy tym bedzie miała troche fantazji i tupetu by z nim sobie pogrywać ;-) nie wiem czemu mi na nim zależy widze go w przyszłości jako samotnika tak mi go zwyczajnie żal , ja wiem ze dam radę ale on szczerze ? Jest zagubiony , i nieszczęśliwy choc nigdy sie do tego nie przyzna ;-( niedługo wracam i odpuszczam całkiem , wiem ze czeka mnie odbijanie piłeczki , powtórne starania sie i moze byc ostro bo tym razem odpuszczam szczerze , bedzie wiec mnie uwodził na ile sposobów potrafi az w momencie krytycznym jeżeli mu na mnie zależy ( a uważam ze bardzo,  czuje to poprostu bo zwyczajnie trafiła kosa na kamień i jego to rownież podnieca i kręci  ) wyzna mi milosc , co zrobie nie wiem .... Pewnie dam sie omotać i pewnie zrobie to ale tym razem na swoich warunkach tylko czy to ma sens ? Nie oddać siebie całej by miec jego całego ??? Nie na tym polega zwiazek z druga osobom dochodzę do tych wniosków po tych 6 miesiącach i cóż zobaczymy co los przyniesie

254

Odp: Starosc z Narcyzem

Kamilko, tak triki działają, ale jak sama napisałaś, na krótką metę, mnie się to udawało latami, ale kosztowało mnie bardzo dużo energii. Narcyz te gierki ma we krwi. To tak jakby nigdy nie móc zmrużyć oka, cały czas musisz monitorować jak wygląda sytuacja, sprawdzać czy sztuczki działają czy nie. A nawet po tym wszystkim, z dnia na dzień bez żalu odejdzie do innej. I wtedy poczujesz się tak jakbyś straciła dorobek życia w ciągu chwili, żal...Nie inwestuj więc w niego więcej, bo te akcje nigdy nie przyniosą ci zysku, zawsze na tym stracisz. Niech ci go też nie będzie żal, on zawsze spadnie na 4 łapy, poradzi sobie.

255

Odp: Starosc z Narcyzem

Witajcie..
Przeczytałam tutaj Wasze dyskusje i porady na temat panów narcyzów i usłyszałam "trzask"..to klapki spadły z moich oczu i zobaczyłam obok siebie nikogo innego jak pana Narcyza. Czytam coraz więcej i coraz bardziej dostrzegam te wszystkie narcystyczne, egoistyczne cechy w Nim. Mam potworny mętlik w głowie. Zastanawiam się czy nie przesadzam ale po przeczytaniu "Moich dwóch głów" i "Gdy kochasz mężczyznę, który kocha siebie" jeszcze bardziej otwierają mi się oczy.
Pewnie jestem współuzależnioną, jestem kochającą za bardzo, jestem DDA i cholera wie jeszcze czym sad Jestem uczciwa, współczująca z wielkim sercem dla każdego ale z takimi cechami to jeszcze tyłek muszę mieć twardy żeby wszystko zło znosić. Czuję się zmęczona, nie pewna dnia ani godziny kiedy znów zostanę ukarana fochem na wiele dni a nawet tygodni. Zawsze ja wyciągająca rękę i dążąca do zgody. Jeszcze szukająca winy w sobie za zły humor swojego Narcyza. Od jakiegoś miesiąca jednak widzę że coś jest nie tak w moim związku, że tak nie wygląda partnerstwo, miłość, bliskość i poczucie bezpieczeństwa. Zaczynam zauważać, analizować Jego słowa i poczynania. Chyba potrzebuję czasu żeby to ułożyć wszystko w głowie, teraz jestem zła na siebie, na swoją naiwność i głupotę. Mam dni zwątpienia, myślę sobie..może się czepiam, może za bardzo podciągam jego charakter do przykładów książkowych. Boję się tego co nastąpi potem, ale nie samotności czy tego, że sobie nie poradzę, bo już od dawna jestem samodzielna i przedsiębiorcza tylko boję się zemsty, zawiści Narcyza i jego również narcystycznej matki. To chora rodzina.
Zainwestowałam w ten związek dużo czasu i serca, mamy wspólne dziecko i to chyba powoduje jeszcze większe obawy..że Narcyz będzie wykorzystywał dziecko do gry ze mną, że będzie dziecku mieszał w głowie.
Nie chcę by dziecko wyrosło na narcyza. Nie zniosłabym tego.
Będę nadal czytać i poszerzać wiedzę na temat zaburzeń narcystycznych, niech moje dwie głowy w końcu obiorą jeden kierunek..byle do przodu.

P.S. Kalejdoskopko przeczytałam wszystkie Twoje posty, Twoja szczerość i styl pisania bardzo mi się podoba smile może i mnie uda się kiedyś rozgryźć narcyzów na tyle by czuć spokój w sercu, choć z drugiej strony gdy ktoś nam tak złamał serce czy można odzyskać spokój?

256 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-07-27 17:15:44)

Odp: Starosc z Narcyzem

Witaj kalejdoskopko. To ja Oliwia9195 pod nickiem Tula, gdy piszę z komórki a gdy korzystam z kompa to jestem Tasza123. Nie będę szeroko sie tu tlumaczyc z tych nickow- tak po prostu wyszło i z pewnych względów jest mi tak wygodnie.

Odnośnie twojej uwagi że oni zawsze spadają na cztery łapy. Owszem zgadzam sie z tobą. Ci ludzie mają bowiem pewna umiejętność, której nie posiadają inni tzw normalni. Narcyzi i inni zaburzency potrafia bez problemu uzależniać psychicznie, emocjonalnie i mentalnie od siebie swoje ofiary i dlatego bardzo łatwo łapią w swoje łapska kolejna ofiare, która podobnie jak my, też ma wielki problem z tym, by wyplątać sie z takiej znajomości. Zawsze namierzają najlepsze kobiety, bo mają do nich nosa. Kolejnej kobiecie też będzie z nim źle i niedobrze, ale tak jak my tez będzie miała problem z ewakuacja. Koło zatoczy sie więc na nowo i na nowo, aż pewnego dnia narcyz zdechnie i dopiero wtedy nastąpi spokój.
Nie wierzę w marny koniec narcyzów. Wierzę natomiast  w marny koniec ich ofiar.
Przykre to, ale niestety tak jest i nie chce być inaczej.

257

Odp: Starosc z Narcyzem

to mnie zmatwiłas Oliwia.

258 Ostatnio edytowany przez Tula (2016-07-27 17:41:48)

Odp: Starosc z Narcyzem

Ósemko, mądra osobko.
Fakt, nie ma z czego sie cieszyć, ale na całe szczęście coraz więcej ludzi zaczyna mieć wiedzę na temat relacji z podlymi ludźmi, do czego prowadzą takie znajomości. Jeszcze jesteśmy, jak to wiele razy przy różnych okazjach pisałam, sto lat za Murzynami pod tym względem, ale jest coraz lepiej. Coraz więcej ludzi zaczyna coś kumac. A od uświadomienia sobie że mamy do czynienia z czystym złem, na który nie mamy żadnego wpływu, już krótka droga do uwolnienia. Podstawa sukcesu każdej ofiary jest, moim skromnym zdaniem, wiedzą na temat zaburzeń osobowości.
Nie można otwierać drzwi własnego domu złu. Narcyz to bardzo zły i podły człowiek.
Dlatego właśnie ja tak bardzo kibicuje kalejdoskopce, ponieważ ona podobnie jak ja wkładamy wiele wysiłku w to, by nasycić sie ta wiedza. Inaczej człowiek dostałby szmyrgla, bo skutki związków z zaburzeniami są naprawdę mocno opłakane. Człowiek kończy jako bankrut, a narcyz dalej żyje sobie niczym paczek w maśle.

259

Odp: Starosc z Narcyzem

Ciesze się, że wrociłas na forum. Twoja historia jest mi bardzo bliska.

260

Odp: Starosc z Narcyzem

Cały czas podczytuje sobie różne watki, ale mam za sobą małe zawirowanie z nickiem Oliwii ( był moment, gdy wkurzylam sie tu na kogoś i szast prast zawinelam sie ze swoim profilem- bywam impulsywna), potem nie mogłam albo nie potrafiłam odkopać  hasła do oliwii, więc machnelam w końcu ręką i zarejestrowałam sie jako Tasza123. A na komórce od zawsze jestem Tula ( jeszcze z czasów gdy pisalam na blogu uciekamy do przodu) i tak to widzisz wygląda.
Ósemko, już o tym pisałam, ale jeszcze raz to powtorze- bardzo mądrze wypowiedzialas sie w drugim wątku kalejdoskopki.
Jeśli kręci sie koło ciebie jakiś amant pt narcyz, to mam nadzieję, że nie dasz sie mu otumanic i szybko wyślesz go do wszystkich diabłów. Pozdrawiam cię.

Posty [ 196 do 260 z 1,120 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 … 18 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024