Volver napisał/a:Eileen napisał/a:Ale to chyba nie chodzi o ambitność zainteresowań, a o stopień zaangażowania.
No, to ja już cała głupia jestem Eileen...
Przecież osobę która całymi dniami ogląda te nieszczęsne seriale, to raczej należałoby zaliczyć do tych zaangażowanych... W końcu jakaś systematyczność w tym wypadku występuje, czasami nawet wieloletnia. Znam osobę, która swój rytm dnia układa według ulubionego serialu. Mnie się wydaje, że to jest jednak znaczne zaangażowanie... 
To o zaangażowaniu dotyczyło tego, co można nazwać zainteresowaniem, a co po prostu się lubi od czasu do czasu, a nie o byle jakie życie. Nie określałabym jakości życia przez samo posiadanie zainteresowań bądź ich brak. Jest więcej rzeczy, np. tak, jak ktoś już wcześniej napisał, cel w życiu.
Ten przykład, z facetem, który mieszka z matką i gra całe dnie w gry komputerowe, nie dotyczył tego, że go nic nie interesuje. Był o tym, że można być zadowolonym z życia, a ono dalej może być byle jakie. Bo ta osoba nie ma żadnego celu, zarabia grosze (nie żeby samo to było złe, tylko fakt, że nic się nie zamierza z tym robić - bo gdyby nie mieszkanie u mamy, to nie byłby w stanie się utrzymać, a tak jego pensja idzie na alimenty i konto premium w grze
).
A pani przed TV z serialami podawana była chyba w ramach skrótu myślowego o byle jakim życiu - przynajmniej przeze mnie. Jako przykład taki, jak tego mojego znajomego. Tyle że zamiast gier są seriale. Które nawet w tym przypadku bardziej uznawałam za zabijanie czasu, a nie prawdziwą pasję.
Mussuka napisał/a:Ciekawe, czy np. zycie kobiety, ktora opiekuje sie i wychowuje przykladowo 5-tke dzieci, w tym moze jedno niepelnosprawne, ktora poswieca im czas na zabawe, nauke, posilki, higiene, ubieranie itp. i w zwiazku z tym nie ma czasu spedzac godziny z Mel B czy C, nie moze sobie pozwolic na wyjscie 3 razy w tygodniu na silownie, do czytelni, do teatru czy posiadowe do plnocy przed komputerem - czy jej zycie nazwalibyscie byle jakim? Ja na pewno nie i jej dzieci tez nie.
To zależy od kobiety. Chyba że to dziecko faktycznie jest niepełnosprawne. To zupełnie coś poza kategorią dla mnie - bo ona jest do pewnych rzeczy zmuszona. Tak samo, jakby ona sama była niepełnosprawna - też wielu rzeczy nie może zrobić. Ale to nie dlatego, że nie chce/nie ma pomysłu/po co, tylko dlatego, że nie jest w stanie.
Femte, ja sobie żadnego grafiku nie robię, ale nie sądzę, żeby jego zrobienie wpłynęło na cokolwiek poza zorganizowaniem mojego życia.
Femte napisał/a:Ja widze dziecieca fascynacje madrosciami coach"ow.
A ja widzę brak argumentów maskowany wariacją typowego "za młoda jesteś, żeby...".